On się wcale nie obawiał, że ta informacja poszłaby dalej w świat, w ogóle o tym nie myślał, że ona mogłaby go zdradzić. Nie mogłaby. On się bardziej bał, co ona by z tą informacją zrobiła. Co zrobiłaby, gdyby wiedziała, że on kurwa musi wybrać pomiędzy nią, a tym wszystkim. No wszystkim co kurwa miał. I to nie tak, że naciskał na niego półświatek, chociaż... kto wie czy też nie będzie? Coś zupełnie innego wywierało na nim presję, razem z Eliotem w tle właśnie.
Tylko, że kiedy powiedziała to, że Eliot się może pierdolić, to znowu na nią spojrzał. Bo może jednak, skoro ona też tak uważała, to może jednak nie kazałaby mu zrobić tego, co Eliot? Wybierać.
Pozostawało pytanie, czy tym razem był jakiś sposób? Bo Madox póki co go nie widział, bo dostał jasne ultimatum. I to już się chyba nie dało w jakieś półśrodki. On nie chciał w półśrodki, nie chciał znowu udawać, że między nimi nic nie było, zwłaszcza, że to już chyba nawet nie wchodziło w grę.
Może na tym powinni zakończyć, na tym, że mieli Eliota gdzieś?
Tylko ona zaraz dodała, że się nim przejmuje szczególnie. No i on też się nią tak przejmował
szczególnie. Na tyle bardzo, żeby całej reszcie świata się po prostu sprzeciwić. Swojego kurwa świata, którego budował od lat. Dlatego nie chciał tego tak zostawiać, żeby ona znowu założyła słuchawki i nie odzywała się do niego.
Odchylił się do tyłu, kiedy chciała mu je wyrwać, a zaraz już gadał do niej w ojczystym języku. Naturalnie przechodził na hiszpański, kiedy poruszał ważne kwestie, jakoś w tym języku łatwiej mu było ubrać wszystko w słowa, lepiej to brzmiało niż po angielsku.
Chociaż chyba Pilar nie podzielała jego entuzjazmu, patrzył na nią, kiedy schowała twarz w dłoniach, nawet chciał do niej sięgnąć, ale co jej miał znowu powiedzieć? Że nie może wyznać jej całej prawdy? Znów. Żeby się kręcili w tym błędnym kole do usranej śmierci.
Dopiero to jej
dobrze sprawiło, że znowu się do nie wyrwał, licząc naiwnie, że go zrozumie. Trochę zrozumiała, kiedy powiedziała to
zaufam ci, już sięgał do niej, bo gotowy był jej powiedzieć, że musi, że tak będzie najlepiej. On to załatwi. Tylko jej kolejne słowa sprawiły, że zatrzymał dłoń w połowie drogi. Odsunął się.
Bo jego też to bolało, kurewsko, ta jego pierdolona tajemnica, która rosła miedzy nimi, która odsuwała ich od siebie, czuł to.
Nabrał mocno powietrze w płuca.
-
Siempre estaré contigo y a tu lado -
zawsze będę z tobą i po twojej stronie, powtórzył jej znowu to, co mówił jej na tym brudnym zapleczu jego klubu. Bo może on zawsze był... po jej stronie?
Tylko, że właśnie teraz musiał wybrać, czy on po tej stronie zostanie, czy jednak poświęci
wszystko. Też spuścił głowę, bo miał w niej teraz jeden wielki chaos, ta rozmowa zamiast cokolwiek wyjaśnić, to sprawiła tylko, że on jeszcze gorzej nie wiedział, co ma zrobić.
A jej kolejne słowa wcale nie pomagały, podniósł na nią spojrzenie, serce waliło mu w piersi jak szalone, bo... Bo przecież nie zdawała sobie sprawy. Kompletnie nie zdawała sobie sprawy
kim on jest.
-
El inframundo es pan comido, no les importa con quién te juntas... -
półświatek to jest pikuś, oni mają wyjebane z kim się zadajesz..., mruknął i znowu pochylił się nieco w przód, znowu ściszył głos -
myślisz, że gangusów obchodzi czy posuwasz glinę, czy kurwę? Ważne, że nie robisz im koło dupy, a wtyki... wszędzie jest dobrze mieć - Madox przecież nie raz w swoim klubie pił z psami, rozmawiał z nimi, trenował z nimi, bywał na posterunku, a teraz... Teraz jedną pannę z psiarni obracał. No i co z tego? Kiedy on później siadał z jakimś gangusem i i tak rozmawiał z nim jak równy z równym, i robił te rzeczy, o które ona go podejrzewała.
Wszyscy wiedzieli, że robi, nie wszyscy, nikt właściwie, nie wiedział tylko jakie pobudki nim kierują.
Wzdrygnął się kiedy powiedziała to, że myślała, że mogą sobie powiedzieć wszystko, i nawet przez chwilę chciał jej powiedzieć, że mogą, że ona mu może, ale wiedział, że znowu by mu robiła wyrzuty, że on jej nie mówi.
-
Wiesz, że ja tobie... zawsze, ze wszystkim, pomogę - z każdą sprawą, nawet jeśli to miałoby komplikować te jego. Tak jak jej kontenery. Nie powinien się w nie mieszać, a jednak to zrobił.
-
Akurat z Eliotem już skończyłem, może się pierdolić - on też powiedział to spokojnie, ze spojrzeniem utkwionym w jej pięknych, brązowych oczach. A kiedy zapytała o te słuchawki, to je zdjął i wyciągnął w jej kierunku, no bo skoro już mieli wszystko wyjaśnione, to chyba mógł je jej oddać?
Nie oddał jej, bo kiedy tylko wyciągnęła do niego rękę, to on tą drugą ją chwycił i szarpnął do siebie, tak, że ten dzielący ich podłokietnik pewnie się gdzieś tam jej wbijał, ale był przecież taki przycisk, żeby go złożyć. I Noriega zaraz zaczął za nim macać, przy okazji też muskając palcami dresy Stewart. W końcu go złożył i przyciągnął ją jeszcze bardziej do siebie, tylko, żeby zaraz nikt nie wyskoczył, że się znowu
spoufalają.
-
Nienawidzę jak się do mnie nie odzywasz, to już wolę jak jesteś wściekła i krzyczysz - wyszeptał jej do ucha. Bo on już chyba wolał te ich kłótnie niż ciszę. Chociaż może tym razem nie doszli do jakiegoś sensownego porozumienia, takiego, które by ją satysfakcjonowało, ale jednak trochę emocje opadły.
A Madox i tak pewnie jej powiedział więcej niż powinien.
Pilar Stewart