-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I chyba Pilar pomyślał o tym samym, bo zaraz kopnęła w siedzenie z przodu, aż Madox wbił mocniej palce w jej udo. Przymknął na moment powieki, bo tylko czekał na to, aż ona zaraz powie, że ma Toureta i może znowu wylądują w pierwszej klasie. Ale Stewart postawiła na nerwicę. Nerwicę swoją droga miała też chyba ta staruszka przed nimi, bo jej oczy to ciskały w ich stronę gromy. Odchrząknął jeszcze zanim odezwała się babka.
- Jestem lekarzem, moja narzeczona ma zdiagnozowane zaburzenia lękowe, to reakcja na przeciążenie, ale mamy sytuację pod kontrolą - powiedział spokojnie, bo on to przecież jak nie weterynarz, to lekarz, albo świr. Dzisiaj lekarz.
Tylko, że starucha albo nie uwierzyła, albo po prostu była jakimś zaciętym katolem i zaraz zaczęła ich straszyć kościołem. Aż Noriega uniósł jedną brew, spojrzał na stewardesę, a ona już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, chyba tym razem do starej, tylko wtedy Pilar wypaliła z tym egzorcyzmem, a Madox aż się spiął, żeby nie parsknąć, mogła to poczuć, jak mu się kurwa każdy mięsień spina. Westchnął ciężko.
- Próbujemy wszystkiego... Mamusia... Teściowa jest bardzo wierząca - wyjaśnił smutno. Znowu zerknął na stewardessę, tym razem chyba ona łykała wszystko jak pelikan, ale nie stara baba. Bo tamta zaszalała jeszcze bardziej i wyciągnęła jakiś wielki, drewniany krzyż, który wyglądał jakby nim...
Tak jak stwierdziła Pilar, wyglądał jak narzędzie, którego Van Helsing używał do walki z demonami. Może była jakimś samozwańczym egzorcystą? I chociaż Noriega w pierwszej chwili był trochę w szoku i te ręce zabrał z ud Stewart, wiec ona bez problemu mu się wyszarpnęła, to zaraz już znowu łapał ją w pasie i ściągał do siebie na kolana.
- Cálmate, cariño - spokojnie kochanie, rzucił, ale widział, że ani starucha, ani stewardessa i tak tego nie zrozumiały - dodatkowe bodźce nasilają objawy, ona po prostu potrzebuje trochę przestrzeni - znowu starał się mówić spokojnie, z ciemnymi tęczówkami zawieszonym na twarzy stewardesy.
Dziewczyna westchnęła ciężko.
- Tak, moja siostra też ma nerwicę... Bardzo trudno jej się podróżuje, tyle różnych bodźców dookoła - spojrzała z wyrzutem na babkę, która odmówiła już chyba wszystkie zdrowaśki i coś się zarzekała, że to nie nerwica tylko opętanie, a Madox kłamie jak z nut. I Noriega nawet już otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale wtedy do przodu wystąpiła stewardesa podpierając ręce na bokach.
- Trochę empatii proszę Pani - fuknęła - zapraszam Panią ze mną, nasze linie nie tolerują mowy nienawiści, Canada Air to porządne linie lotnicze, które starają się zapewnić wszystkim pasażerom godne warunki podróży - wyrecytowała.
I może nawet coś by z tego było, a oni mieli by chwilę świętego spokoju, ale zaraz wstała blondynka, która siedziała ze staruszką, oparła się o swój fotel i wyjrzała w ich kierunku. Najpierw jej niebieskie oczy zatrzymały się na Pilar, ale zaraz już patrzyła trochę bezczelnie na Madoxa. Też odchrząknęła.
- Ja również jestem lekarzem psychiatrii... - zaczęła poważnie, a Madox aż zmrużył oczy, bo mu się nie chciało wierzyć - moja babcia cierpi na Alzheimera, etap umiarkowany urojenia... - stewardesa nabrała w płuca powietrze. Noriega też to zrobił, no bo jednak się nie spodziewał, że ktoś tu z nim będzie walczył jego bronią. A może ona rzeczywiście była psychiatrą?
Trudno było ją rozgryźć, zwłaszcza, że dziewczyna założyła już za ucho jasne włosy mówiąc do babci coś po rosyjsku, Madox nie do końca wiedział co. Jakieś spokojnie, już dobrze i coś jeszcze czego kompletnie nie zrozumiał. Może jakiś psychiatryczny żargon?
Babka zaczęła się modlić, rzeczywiście po rusku ściskając w palcach krzyż tak mocno, że pobielały jej knykcie.
Stewardesa za to widać było, że myśli intensywnie, co ma zrobić, co powiedzieć. Madox chciał się nawet odezwać, tylko, że pierwsza wtrąciła się blondynka.
- Myślę, że musi nas Pani rozsadzić, dla dobra ogółu, żeby ta podróż przebiegła bez zarzutów... Może macie jakieś miejsca w pierwszej klasie? - Noriega znowu spojrzał na blondynkę, bo co to było? Trafiła kosa na kamień? Czy co?
Zaraz jednak pokiwał głową.
- Zgadzam się - stewardessa najpierw chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zaraz kiwnęła głową, że to sprawdzi, no przecież nie będzie się kłóciła z DWÓJKĄ lekarzy. Poszła sobie, a Madox mocniej ścisnął Pilar, za to blondynka jeszcze rzuciła im bezczelne spojrzenie i usiadła na swoim miejscu. Dobra... była.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie dość, że nie potrafili się dogadać, bo przecież byli pokłóceni, mieli w sobie wiele żalu, to jeszcze wszystko dookoła najzwyczajniej w świecie się sypało. Pierwsze jebana Karen, która jak zwykle zasiała więcej zamętu niż pożytku — chyba najwięcej do tej pory, bo przecież prawie Pilar z nim zerwała — to jeszcze teraz jakaś walnięta babka, która okazała się zawodowym egzorcystą.
Co by się stało, gdyby Madox nie ściągnął Pilar z powrotem na kolana? Ano pewnie tupecik starej baby wylądowałby w rękach Stewart, bo była gotowa na rękoczyny. Całe szczęście nic takiego się nie stało, chociaż kiedy usłyszała to spokojnie, kochanie, to automatycznie sprzedała Noriedze solidne uderzenie prosto w klatkę piersiową. Czy się przejął? Zapewne niekoniecznie, bo już zaraz nawijał, że jest lekarzem. Aż Stewart spojrzała na niego jak na wariata.
Pierwsze sam był chory, w drodze powrotnej z Medellin był weterynarzem, a teraz nagle lekarzem? Kurwa, aż strach było myśleć kim będzie, gdy będą już wracali z tego Meksyku. Dobrze, że nie było tutaj przy nich Karen, bo jeszcze by podważyła jego słowa, jeśli pamiętała ich poprzedni lot. Nowa stewardessa za to zdawała się wszystko łapać jak pelikan, a Pilar choć wciąż zła na niego — grała jak jej zagrał. Nawet zaczęła udawać, że ma jakieś duszności, kiedy nawijał, że łapała lęki przy sytuacjach stresujących.
Tylko zaraz okazało się, że podróżująca z babcią młoda kobieta, również była solidnym graczem i zaraz zaczęła argumentować zachowanie swojej babuszki, sugerując pracownicy lotu, że któreś z nich powinno wylądować w pierwszej klasie.
Aż Pilar spojrzała na Noriegę w niemałym zdziwieniu, bo to że oni walili tego typu przekręty, to wydawała się być już norma, ale że ktoś jeszcze? Może gdyby nie ta niemiła sytuacja sprzed chwili, to nawet by się zakumplowali? Niestety takiej opcji już nie było na stole, bo kobieta zaraz posłała im mordercze spojrzenie i usiadła z powrotem na swoim miejscu.
— Déjame ir, por favor — Puść mnie, poprosiła, bo skoro było już po całej szopce i czekali na werdykt linii lotniczych komu uda się przycebulić na miejscach w pierwszej klasie, Pilar już mogła spokojnie zejść z jego kolan.
Z tego wszystkiego nawet zapomniała, że wszystko zaczęło się od tego, że miała iść najebać Karen, dlatego kiedy Noriega zwolnił uścisk Stewart wstała i zajęła miejsce przy oknie.
Wciąż była na niego zła. Oczywiście, że nie przeszło jej po kilku śmiesznych sytuacjach i całym tym zamieszaniu, chociaż było już nieco bardziej spokojna. Zeszło z niej trochę ciśnienia do tego stopnia, że schowała do plecaka słuchawki, gotowa z nim może porozmawiać.
Nim jednak to się stało, w przejściu pojawiła się ciemnowłosa Stewardessa, a jej spojrzenie w pierwszej kolejności zawiesiło się na twarzy Noriegi, dopiero potem tej drugiej lekarki, która też pewnie wcale nie była lekarką. Podeszła bliżej, wyprostowała się i odchrząknęła, by cała czwórka zwróciła na nią uwagę.
— Po konsultacji z resztą załogi jesteśmy w stanie przenieść jedną parę do innej sekcji — poprawiła sobie kołnierzyk i znowu przeleciała wzrokiem po wszystkich twarzach. — Proponujemy Pańswu tą ofertę, biorąc pod uwagę, że pani z pewnością potrzebuje ciszy przy napadach lękowych, a tam z pewnością panuje odpowiedni poziom wyciszenia. Mam nadzieję, że to rozwiąże ten… konflikt — oznajmiła i Pilar aż musiała zagryźć policzek od środka, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Oni to kurwa mieli szczęście. Trzeci lot z rzędu do pierwszej klasy? Pojebane.
Ale przecież nie będą się z babą kłócić, więc zaraz grzecznie podziękowali i zaczęli zbierać swoje rzeczy, a Pilar przy wychodzeniu jeszcze zajebała w fotel babuszki, podczas gdy Madox złapał kontakt wzrokowy z pseudo lekarką. Jeden zero dla Noriegii? Na to wyglądało. Przeszli z kobietą wzdłuż kadłubu i zaraz siedzieli na nowiutkich fotelach. Nie różniły się szalenie bardzo od tych w biznes klasie, ale jednak był ten element premium. Chociażby w postaci szampana, który zaraz został im podany.
Pilar oczywiście przysiadła sobie przy oknie i jeszcze raz podziękowała kobiecie, przy okazji rozglądając się, czy nie było tu gdzieś przypadkiem Karen. Na jej szczęście nie. Wyzerowała kieliszek praktycznie od razu i oparła głowę o poduchę wzdychając głośno.
Bo koniec chaosu dookoła również wiązał się z tym, że oni w końcu mogli — a nawet powinni — wrócić do temu sprzed tej całej afery i Pilar nie była pewna, czy to w ogóle miało jakikolwiek sens. Jednak z drugiej strony co innego mieli zrobić? Nie gadać ze sobą? Udawać, że to jego przepraszam załatwiało całą sprawę? Chciała to z nim przegadać, ale z drugiej strony nie wiedziała za bardzo jak, kiedy ich zdania w tym temacie różniły się od siebie tak diametralnie.
Milczała przez chwila dłuższych chwil, próbowała to wszystko jakoś ułożyć sobie w głowie, tylko za nic nie mogła się skupić, bo cały czas czuła tuż obok jego zapach, słyszała jak głośno oddychał i jeszcze ta jego ręką z wytatuowaną różyczką, która wolno opadała na niewielkim stoliku, który ich od siebie dzielił. Złapała więcej powietrza w płuca.
— Dobra — rzuciła w końcu i poprawiła się na fotelu. Podniosła tyłek i usiadła bokiem tak, by móc na niego patrzeć, opierając plecy o ścianę samolotu. — Chcesz rozmawiać? A więc rozmawiajmy — tylko nawet jak to powiedziała, to już od razu poczuła jak jej ciało znowu zalewa fala irytacji. Doskonale zdawała sobie sprawę, że on w ciągu dwudziestu czterech godzin wcale nie zmienił zdania i wciąż zapewne nie miał zamiaru jej nic powiedzieć. Musieli znaleźć w tym wszystkim jakimś kompromis, jeśli w ogóle chcieli się dogadać. — Chcę wiedzieć dlaczego nie możesz mi powiedzieć — postawiła pierwszy warunek, osadzając ciemne spojrzenie na jego obłędnie czekoladowych oczach. — Tylko nie żadne bo nie i po prostu nie mogę. Chce usłyszeć prawdziwy powód, dla którego nie możesz tego zrobić — wyjaśniła. Jej ton wciąż był podenerwowany i ostry. Nie chciała słuchać wymówek. Nawet była gotowa pozwolić mu zachować to w tajemnicy, ale pierwsze musiała zrozumieć dlaczego.
— A i jeszcze jedno — odezwała się znowu. — Chcę żebyś popatrzył mi w oczy i obiecał, że to mnie nie dotyczy — drugi warunek. Zdawała sobie sprawę, że powiedział to już wczoraj, to ciebie nie dotyczy, Pilar, ale wtedy nastroje były o wiele bardziej bojowe, a ręce… odbierały nieco rozumu pracując w sobie nawzajem. Dlatego potrzebowała, żeby ją w tym zapewnił. Żeby jej obiecał. Bo przecież w takiej sytuacji chyba by jej nie skłamał?
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Długo jednak się nad tym nie rozczulał, bo zaraz kiedy stewardesa zniknęła, to on znowu utkwił spojrzenie w Stewart, puścił ją nawet, skoro go poprosiła, ale zaraz pochylił się w jej kierunku.
- Pilar... - znowu zaczynał, tylko oczywiście znowu nie dane mu było dokończyć, bo wróciła brunetka i poinformowała ich, że znowu, tak, po raz trzeci, wygrali przeniesienie do pierwszej klasy, i po co on dopłacał w ogóle za te bilety? Mogli na lotnisku coś odwalić i może by polecieli za darmo? No... Madox prawie poleciał na posterunek.
Kiedy opuszczali swoje fotele, to Noriega nawet jeszcze zerknął na blondynkę, która była zła. Ale kto by nie był? Prawie jej się udało. Jakby nie dostali tych miejsc w pierwszej klasie, to on by to pociągnął pewnie dalej, a ona się poddała. Trochę go zawiodła. Ale zresztą, nie miał za bardzo głowy, żeby myśleć o jakiś blondynkach, bo on już po drodze do tej pierwszej klasy, kiedy szli przejściem, znowu próbował zagadać Stewart, tylko najpierw ktoś wlazł między nich, a potem jeszcze stewardesa zaczęła im tłumaczyć jak działają te rozkładane, masujące fotele, jakby nie wiedzieli.
Madox zabrał ze sobą te orzeszki, które dostał od Karen, wiec kiedy już siedzieli, to wreszcie je odpakował, nawet chciał dać je Pilar, ale ona wtedy wychyliła akurat swój kieliszek z szampanem. On upił łyk i zjadł może trzy orzeszki, bo jednak znowu zapadła miedzy nimi ta irytująca cisza, gdy oni tylko dziękowali tej stewardesie, albo Stewart kręciła głową, że nie chce orzeszków.
Nawet zamierzał znowu się odezwać, tylko tym razem Pilar była pierwsza. I chociaż w pierwszej chwili się uśmiechnął, że w końcu do niego przemówiła, pochylił się nawet w jej kierunku, a ta wytatuowana dłoń, z różyczką, opadła na jej nogę, to na jej kolejne słowa się skrzywił. Chciał z nią rozmawiać. Ale co jej miał powiedzieć na to chcę wiedzieć dlaczego nie możesz mi powiedzieć, wbił spojrzenie gdzieś w stolik przed nimi i nawet zabrał rękę, wziął jeszcze kilka orzeszków i włożył je sobie do ust, zaczął je przeżuwać, bo musiał się chwilę zastanowić.
Zwłaszcza, że te jej kolejne słowa oznaczały jedno, że on się tak łatwo nie wykręci, nie zbyje jej czymś byle jakim.
Przełknął orzeszki i odłożył opakowanie na stolik. Podrapał się po zarośniętym policzku.
- No bo... - zaczął - nie mogę ci zdradzać szczegółów śledztwa, przecież Ty też byś mi nie zdradzała - tylko, że ona mu zdradzała, otwarcie rozmawiała z nim o tej sprawie z kontenerami. Nabrał mocno powietrze w płuca i spuścił głowę. Nie wiedział jak ma jej to powiedzieć, co ma jej powiedzieć. To on już wolał rozmawiać o tym zerwaniu. Albo udawać, że ma nerwicę, wszystko wolał od tego. Bo po prostu nie wiedział.
- To dotyczy policji... - spojrzał na nią, ciemne tęczówki zawiesił na jej pięknych, czekoladowych oczach - i mnie... Eliot mi zabronił. To są rzeczy utajnione - no bo były, z tym akurat jej nie kłamał wcale, akurat na tej sprawie była ta czerwona pieczątka z napisem ściśle tajne. Nie powinien o tym mówić, nie mógł o tym mówić. Tylko czy to jej wystarczy?
Nie był tego taki pewny.
Na jej kolejne słowa aż wywrócił tymi ciemnymi ślepiami. Dotyczyło jej? Czy nie dotyczyło jednak?
Podniósł spojrzenie na jej piękne, brązowe oczy.
- Nie dotyczy sprawy z Daltonem - rzucił trochę beznamiętnie, liczył, że to ją zadowoli. Ale za dobrze ją znał. No i prawda jest taka, że jej dotyczyło, ze względu na niego właściwie, ale dotyczyło jej kurewsko. Nawet... o nią się chyba najbardziej tutaj rozchodziło.
Teraz to on podniósł kieliszek z szampanem, żeby wypić go do dna, a zaraz nawet zaczepił jakąś stewardessę i poprosił o cuba libre. Dwa. Drugie dla Pilar.
Pochylił się delikatnie w jej kierunku, a jego ręka znowu wylądowała miękko na jej kolanie, ciemne tęczówki odszukały jej obłędne, czekoladowe oczy.
- Pilar, to chodzi o... pracę. Nie mogę mówić o niektórych rzeczach związanych z pracą, rozumiesz to? - trochę liczył, że zrozumie, przecież sama wiedziała, co to jest tajemnica śledztwa. A ta jego to nawet była może jeszcze bardziej konkretna.
- Ale... jedno ci mogę powiedzieć, że nie musisz się tym przejmować, ja to załatwię - chciał to załatwić. Nie tak jak te dziesięć lat temu, czego później żałował. Zupełnie inaczej. Chociaż to też wiedział, że nie będzie proste. To w ogóle nie było proste i Madox wcale nie umiał sam znaleźć na to jakiegoś dobrego rozwiązania. No i kogo on miał się w tym temacie poradzić? Jej nie mógł. Zdanie Eliota znał. Kto mu został? Evina albo Haddie. Podejrzewał, że ta pierwsza go po prostu zbyje, a druga... też się spodziewał co by mu powiedziała.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z drugiej strony, co innego mieli zrobić? Mieli chodzić nadąsani przez cały wyjazd? To może faktycznie już lepiej by było kupić bilety powrotne na drugi dzień, zidentyfikować ciało i lecieć do razu na lotnisko, bo co to za wakacje, kiedy nie potrafili nawet rozmawiać ze sobą bez podnoszenia głosu? Z pewnością jakieś chujowe, dlatego Pilar w końcu zdecydowała się nieco odpuścić. Nagiąć swoje wymagania i warunki, żeby spotkali się gdzieś pośrodku.
Tylko jak narazie to pośrodku wcale kurwa na środku nie było, kiedy Madox zaczął w końcu mówić. Słuchała go uważnie, chociaż słowa, które opuszczały jego usta wcale jej nie satysfakcjonowały. Bo to czym ją karmił, to było dokładnie to, czego ona od niego nie chciała; zdania pokroju bo nie.
— Nie rób ze mnie idiotki, Madox — poprosiła, grzecznie jak na nią, przyglądając mu się uważnie. — Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Akurat mi nie musisz tłumaczyć, że szczegółów śledztwa się nie rozpowiada. Nie o to cię proszę. Śledztwa trzyma się tajne, żeby ktoś się nie wysprzęglił, ale nie rozmawiam teraz z tobą jak pies z informatorem i wtyką, tylko jak Pilar z Madoxem — zaakcentowała wyraźnie ich imiona. Bo akurat to było dla Stewart kurewsko dużą różnicą. Przecież mieli być oni przeciwko całemu światu, a na razie walczyli z nim osobno. Na własnych biegunach. I jak jeszcze była w stanie zrozumieć i zaakceptować faktu, że nie dowie się co to za sprawa, tak wciąż nie potrafiła zrozumieć czemu on nie chciał jej powiedzieć. W zaciszu mieszkania, gdzie nigdy inny by się o niczym nie dowiedział, gdzie to po prostu zostałoby u niej. — I Pilar chce wiedzieć, dlaczego Madox nie chce jej powiedzieć — może durnie to brzmiało, kiedy mówiła o nich w trzeciej osobie, ale już nie wiedziała, jak mu to wszystko wytłumaczyć. Szczególnie dzisiaj, kiedy on był jakiś rozkojarzony jak przy tej sytuacji z Karen. — Nie ufasz mi? — bo musiał być jakiś powód. Albo jej nie ufał, albo bał się jej reakcji.
Ale przecież jej reakcji nie mógł się bać, skoro wczoraj jasno określił, że nie chodziło o nią. Dokładnie te słowa powiedział tu nie chodzi o ciebie, Pilar. Wiec w czym problem? No tylko dzisiaj, kiedy siedziała zaraz przed nim, kiedy jej ciemne tęczówki były skupione tylko i wyłącznie na nim, przeszywając go na wskroś… już wcale tego nie potwierdził.
Nie dotyczy sprawy z Daltonem.
Zmarszczyła brwi. Żartował sobie z niej?
— Nie o to pytałam — i znowu cisnęło się jej na usta, żeby nie robił z niej idiotki. Kurwa, ona pracowała w policji. Nie była jakąś pierwszą lepszą jego laską, której mógł wciskać taki kit i przekręcać zdania, żeby pasowało. Na własne nieszczęście związał się z kimś, kto takie szczegóły akurat od razu zauważał. — Pytanie brzmiało, czy dotyczy do mnie, a nie Dalt… — przerwała na moment, bo jakoś nie potrafiła tak po prostu wypowiedzieć tego nazwiska. — A nie jego — dodała i odsunęła się od ściany, by pochylić się w jego kierunku. Tylko wtedy on zaczął zamawiać sobie cuba libre i rozmawiać ze stewardessą i Stewart znowu się odsunęła. Zaś kiedy wspomniał, że to praca i że nie może powiedzieć, to tylko przewróciła oczami.
Nigdzie nie zajdą w tej rozmowie.
Nie dogadają się.
Mieli zbyt silne charaktery.
Aż opadła ciężko głową na chłodną ścianę samolotu i zgarnęła kilka głębszych oddechów. Już nawet nie chciało się jej z nim gadać. Chociaż kiedy z jego ust wyleciało to nie musisz się tym przejmować, ja to załatwię, to aż otworzyła energicznie oczy i wbiła w niego spojrzenie.
— Co załatwisz? Czym mam się nie przejmować? Czemu w ogóle miałabym się przejmować twoją sprawą? — przecież ona tylko chciała wiedzieć. Dlaczego z góry zakładał, że się tym przejmie? No i kurwa właśnie takim gadaniem tylko utwierdzał ją w przekonaniu, że tym bardziej powinna się tym zainteresować. Tylko Stewart nie była już wcale pewna, czy ze współpracą z Madoxem. Może powinna jeszcze raz zagadać do Eliota? Może popytać na komisariacie? A może po prostu dorwać się jakoś do jego papierów na biurku po powrocie. Cokolwiek to było, teraz już widziała, że nie miała zamiaru odpuszczać. — A zresztą, przecież i tak mi nie powiesz — prychnęła w odpowiedzi na własne pytania, po czym zrzuciła sobie jego rękę z kolana. A dokładniej po prostu ściągnęła nogi z fotela i nie patrząc już na niego usiadła po prostu przodem. — Do tego musiałbyś mi chociaż trochę ufać — mruknęła pod nosem i zaraz sięgnęła do plecaka po słuchawki, dając mu jasno znać, że kończyła tą rozmowę. Była kompletnie niepotrzebna i do niczego ich nie doprowadziła. Chyba po raz pierwszy nie potrafili rozwiązać konfliktu, więc chyba po prostu będą go musieli jakoś przełknąć? Może nim wylądują emocje nieco opadną?
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najgłupszy w tym wszystkim to chyba była Noriega, a na pewno najbardziej pogubiony.
- Ale Pilar z Madoxem też nie powinni o niektórych rzeczach rozmawiać, szczególnie oni nie powinni - spojrzał na nią, jakby to była rozmowa psa z informatorem, to by to było o wiele łatwiejsze. Tylko to już nie była sprawa, w której on był tylko informatorem. Dlatego to było takie skomplikowane. Nabrał powietrze w płuca i opadł ciężko na oparcie fotela, tylko głowę przekręcił w jej kierunku.
- Chce, ale nie może, a to jest różnica... Pilar - znowu jego ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, czekoladowe oczy. Chciał jej powiedzieć, wszystko jej mówił, cały się przed nią otwierał, ale tego akurat nie mógł. I to nawet nie zależało od niego, od jego chcę, albo nie chcę. Ufam, czy nie ufam. Ufał.
Poderwał się z miejsca i znowu pochylił w jej kierunku, żeby odezwać się do niej ciszej, żeby sięgnąć do niej ręką, oprzeć ją na jej udzie.
- Ufam, najbardziej na świecie ci ufam Pilar, ale to nie chodzi o zaufanie, bo nawet jakbyś wiedziała, to wiem, że nikomu byś nie powiedziała, tylko... - zawiesił się, bo on kurwa cały czas miał z tyłu głowy taką myśl, że jakby ona wiedziała, to wtedy naprawdę by z nim zerwała - to by nic nie zmieniło, nie możesz nic z tym zrobić - bo co mogła? Sprawić, żeby przestał ją kochać nad życie? To było już chyba niewykonalne.
Teraz on to musiał po prostu jakoś załatwić. Ale nie wiedział jeszcze jak. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej nie wiedział, tym więcej rzeczy ważyło się na jednej szali, na której na przeciwko było to ich uczucie. No i ono wygrywało, ale ile on tam jeszcze mógł dokładać, na tę drugą stronę?
Znowu na nią spojrzał, znowu go skręciło w środku. No przecież wiedział, że ona... że nie zamydli jej oczu czymkolwiek. Nawet nie chciał tego robić. Nie chciał jej kłamać i kręcić, ale kurwa... on przecież od samego początku to robił.
Cały czas to robił. Jednocześnie zdradzał jej sekrety, które dotyczyły jego życia, jego dzieciństwa i okłamywał ją.
- Nie bezpośrednio, po prostu bardziej chodzi o to... - podrapał się po karku i prawie jej to powiedział, już miał na języku, że chodzi o to, co jest miedzy nimi, ale w porę się zatrzymał - wiesz co mówi Eliot, że nie powinniśmy... - no bo to akurat mogła słyszeć, widzieć, jak Eliot wypominał Noriedze, żeby dał temu spokój - ale w dupie mam to co mówi Eliot, a ty? - znowu spojrzenie uniósł na jej piękne, duże, brązowe oczy. Kochał te oczy. I jak niby miałby z nich zrezygnować?
Zamówił to cuba libre i zaraz poczuł, że chyba za dużo jej powiedział, ale jeśli o nią chodzi, to on przecież nigdy nie umiał trzymać języka za zębami. Od samego początku śpiewał jej wszystko jak leci. I teraz też by jej najchętniej powiedział. Wszystko. Gdyby się tak nie bał jej reakcji.
No bo bał się, coraz bardziej...
- Bo ty się zawsze wszystkimi przejmujesz, jak ci zależy... - tu akurat też powiedział jej szczerą prawdę, bo nawet pewnie jakby ta sprawa dotyczyła kogoś innego, kogoś kogo Stewart znała, kogo lubiła, to też by się przejęła. A ona dotyczyła jego, a jego kochała, prawda?
Już myślał, że skończyli ten temat, że skoro nie może jej powiedzieć, to nie będzie go ciągnęła za język, tylko, że ona robiła coś o wiele gorszego. Bo znowu się od niego odwracała, a to go jednak wkurwiało najbardziej. Zabrał rękę, wyprostował się na swoim fotelu i przez moment nawet miał się poddać i udawać, że śpi, albo sięgnąć po jakąś gazetkę. Ale kurwa...
On się przecież nie poddawał. Nigdy.
Sięgnął do niej i wyszarpnął z jej dłoni te słuchawki, którymi tak go chciała wyciszyć. Założył je sobie na szyję odsuwając się od niej, na bezpieczną odległość.
- No, mierda - nie no kurwa (heh), nie zamierzał tego tak zostawić, nie kiedy mu zarzucała brak zaufania - confío en ti como en nadie, Pilar - ufam ci jak nikomu innemu, Pilar, rzucił a ciemne spojrzenie znowu odszukało jej piękne, duże oczy - Pero esto no es algo que ocurrió ayer, ni hace un mes, ni hace un año, porque viene ocurriendo desde hace mucho tiempo - ale to nie jest sprawa która się wydarzyła wczoraj, miesiąc temu, ani rok, bo to się ciągnie zdecydowanie dłużej, teraz to pewnie za dużo jej powiedział, ale sam już nie wiedział, jak ma jej to tłumaczyć - y todavía no puedo hablar de ello con nadie - a ja nadal nie mogę o tym rozmawiać, z nikim, nabrał ciężko powietrze w płuca - Así que o bien tienes que confiar en mí y aceptarlo, o no lo sé... - więc albo musisz ty zaufać mi i to zaakceptować, albo nie wiem..., naprawdę nie wiedział. Nigdy w życiu nie musiał przeprowadzać takiej rozmowy, bo żadnej jego byłej to tak nie dotyczyło jak jej, bo żadna przecież nie była psem. I dla żadnej... on nie było gotowy poświęcić wszystkiego. Wszystkiego.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gówno prawda.
Nie zgadzała się z tym. Uważała to za stek bzdur, bo akurat oni — przynajmniej w jej mniemaniu — mogli rozmawiać o wszystkim. A nawet powinni. Kurwa, przecież ona nie urodziła sie wczoraj. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego kim był Madox i co zapewne robił za zamkniętymi drzwiami klubu, kiedy urzędował z półświatkiem. A jednak wciąż w to szła, wciąż z nim była, POMIMO tego wszystkiego. A on wciąż nie potrafił jej wystarczająco zaufać.
Chociaż zaraz zaczął się zarzekać, że ufa. Że nikomu nie ufa tak bardzo, ja jej. I że to wcale nie chodziło o zaufanie. No tylko według Pilar tu chodziło przede wszystkim o zaufanie. I to na wielu płaszczyznach. Po pierwsze z tym, że nie powiedziałaby tego nikomu więcej, że ta informacja po prostu zostałby z nią. A po drugie, że pod względem związku nie potrafił jej zaufać, że niezależnie od tego, co by jej powiedział, to ona byłaby przy nim. Byłaby? Uważała, że tak. Wydawało się jej, że przeszli już razem wystarczająco dużo, że tyle razy nastawili dla siebie własne życie, że naprawdę nie było nic, co mogłoby to złamać.
— W dupie mam to, co mówi Eliot — warknęła praktycznie od razu na jego słowa. — Może się pierdolić — skwitowała. Przecież ona też była na miejscu Eliota — też wmawiała Madoxowi, że nie mogli się spotykać, że musieli to wszystko ukrócić od razu po powrocie z Medellin, tylko co z tego wyszło? Jedno wielkie gówno. Bo ich nie dało się tak po prostu ukrócić, kiedy oni ciągneli do siebie jak magnesy. Odnajdywali się za każdym razem i na tym etapie już nie dało ich się rozdzielić nawet siłą. Bo przecież oni i tak znaleźliby jakiś sposób, żeby być razem. Chociaż na moment. Na krótką chwilę. I kolejną i kolejną.
Bo ty się zawsze wszystkimi przejmujesz, jak ci zależy...
— Oczywiście, że się przejmuje — rzuciła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. — Szczególnie Tobą się przejmuje. Reszta wcale mnie nie obchodzi — dodała po chwili, zgodnie z prawdą. Czuła w sobie, że przekłada Madoxa nad wszystko. Nawet nad pracę. A przecież tego nie robiła nigdy. Nigdy nic nie było dla niej ważniejsze niż praca. A jednak teraz był on i Pilar za nic nie potrafiła nad tym zapanować. Może miała na jego punkcie obsesję jak pierdolony Nick Dalton z nią? Można było kogoś tak bardzo kochać? Do szaleństwa?
Może i można było, ale można było też odpuścić. Tak jak ona spróbowała, kiedy złapała za słuchawki, żeby się nieco wyciszyć. Tylko on zaraz wyszarpał je do własnej dłoni i zarzucał na szyję.
— Oddawaj — warknęła praktycznie od razu i sięgnęła po nie krótkim ruchem, chociaż Madox był szybszy i zaraz jej odskoczył. I może jeszcze by się z nim szarpała albo w końcu mu przywaliła, tylko że wtedy on zaczął nawijać po hiszpańsku, więc Pilar automatycznie się zamknęła.
Mogli się kłócić i obrażać, ale jednak zdawała sobie sprawę, jak wielką różnicę dla niego robiło komunikowanie się w ojczystym języku i że wcale nie go nie używa, gdy nie było takiej potrzeby. Podniosła na niego spojrzenie, przyglądając mu się uważnie.
Ściągnęła brwi, kiedy mówił, że to nie jest świeża sprawa, a coś, co ciągnęło się jeszcze zanim oni w ogóle się poznali. Chciała wiedzieć. No kurwa chciała. Aż ją skręcało wszystko od środka. Nie-na-wi-dzi-ła mieć niewystarczającą ilość informacji, by wyciągać wnioski. A tu miała praktycznie same niewiadome, które tylko produkowały jeszcze więcej pytań. Od jak dawna to się ciągnie? Od jego przyjazdu? Czy ma to coś wspólnego z Emptiness? Z półświatkiem? Z jego przyjazdem do Toronto? A może nawet z ojcem, który siedział w więzieniu? Myśli mnożyły się jej w zastraszającym tempie, podczas gdy oczy i umysł próbowały nadążyć za tym, co do niej mówił. Jak tłumaczył jej, że nie może jej powiedzieć. Że ta jedna rzecz musi pozostać między nim i policją, albo…
Westchnęła głośno.
Jeszcze przez moment na niego patrzyła. W te jego piękne, ciemne oczy. A potem się odwróciła. Opadła ciężko na fotel i schowała twarz w dłoniach. Walczyła z samą sobą. Z jednej strony wciąż chciała na niego naciskać. W końcu z każdą chwilą mówił jej coraz więcej, a z drugiej może faktycznie powinna mu zaufać? Przecież mu kurwa ufała. Wierzyła, że był z nią szczery, bo jak narazie nie dał jej żadnych podstaw do tego, by sądzić inaczej.
Kurwa.
Oddychała ciężko. Przesunęła palcami po twarzy, a następnie opuściła je luźno, podczas gdy oczy wciąż miała zamknięte.
— Bueno — Dobrze, odezwała się w końcu. — Confiaré en ti — Zaufam ci, przekręciła głowę i spojrzała w jego czekoladowe oczy. Chciał, żeby mu zaufała? Proszę bardzo. — Pero eso no significa que no me duela cuando me alejas — Ale to wcale nie znaczy, że nie boli mnie to, jak mnie odpychasz. Bo przecież bolało, a ona w porównaniu do niego, nie miała zamiaru chować tych rzeczy w sobie. Komunikowała je. Odpuszczała mu, okej, ale nie będzie nagle udawać, że wszystko jest okej. Niesmak pozostał i będzie tam z pewnością jeszcze jakiś czas. I na tym miała zakończyć swoją wypowiedź, tylko kurwa, to była Pilar.
— ¿Crees que no me doy cuenta de quién eres? ¿Con qué clase de personas interactúas a diario y qué has tenido que hacer más de una vez para ganarte la confianza del hampa? — Ty myślisz, że ja nie zdaje sobie sprawy kim jesteś? Z jakimi ludźmi na co dzień obcujesz i co potencjalnie musiałeś nie raz zrobić, żeby zyskać zaufanie półświatka? Bo może nie wiedział? Może miał ją za idiotkę, która była przekonana, że on na codzień tylko kręci drinki z płatkiem złota za barem, a ten półświatek, z którego czerpał informacje to tak go lubi tylko i wyłącznie bo robi zajebiste Mojito? Może. Nawet nie chciała sie zastanawiać, co on tak naprawdę o niej myślał i za kogo ją miał.
— Myślałam, że możemy powiedzieć sobie wszystko — dodała już nieco ciszej. W jej głowie przeplatał się ewidentny zawód, ale przynajmniej wyzbyła się już z niego tej całej złości, którą wcześniej ociekały jej słowa. — Ale skoro nie, to ja również będę się tego trzymać — tu zaś pojawiła się stanowczość. — Zostawiamy pracę poza domem. Nie będę już na ciebie naciskać. Rób sobie co chcesz z Eliotem — mówiła to spokojnie, bez typowej dla siebie wyniosłości. Odpuściła. Tego właśnie chciał. — A teraz, czy mogę prosić o słuchawki? Chce je schować — bo skoro mieli wszystko wyjaśnione, to już nie musiała udawać, że go nie słucha. Prawda? Po prostu chciała je sobie odłożyć do plecaka.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tylko, że kiedy powiedziała to, że Eliot się może pierdolić, to znowu na nią spojrzał. Bo może jednak, skoro ona też tak uważała, to może jednak nie kazałaby mu zrobić tego, co Eliot? Wybierać.
Pozostawało pytanie, czy tym razem był jakiś sposób? Bo Madox póki co go nie widział, bo dostał jasne ultimatum. I to już się chyba nie dało w jakieś półśrodki. On nie chciał w półśrodki, nie chciał znowu udawać, że między nimi nic nie było, zwłaszcza, że to już chyba nawet nie wchodziło w grę.
Może na tym powinni zakończyć, na tym, że mieli Eliota gdzieś?
Tylko ona zaraz dodała, że się nim przejmuje szczególnie. No i on też się nią tak przejmował szczególnie. Na tyle bardzo, żeby całej reszcie świata się po prostu sprzeciwić. Swojego kurwa świata, którego budował od lat. Dlatego nie chciał tego tak zostawiać, żeby ona znowu założyła słuchawki i nie odzywała się do niego.
Odchylił się do tyłu, kiedy chciała mu je wyrwać, a zaraz już gadał do niej w ojczystym języku. Naturalnie przechodził na hiszpański, kiedy poruszał ważne kwestie, jakoś w tym języku łatwiej mu było ubrać wszystko w słowa, lepiej to brzmiało niż po angielsku.
Chociaż chyba Pilar nie podzielała jego entuzjazmu, patrzył na nią, kiedy schowała twarz w dłoniach, nawet chciał do niej sięgnąć, ale co jej miał znowu powiedzieć? Że nie może wyznać jej całej prawdy? Znów. Żeby się kręcili w tym błędnym kole do usranej śmierci.
Dopiero to jej dobrze sprawiło, że znowu się do nie wyrwał, licząc naiwnie, że go zrozumie. Trochę zrozumiała, kiedy powiedziała to zaufam ci, już sięgał do niej, bo gotowy był jej powiedzieć, że musi, że tak będzie najlepiej. On to załatwi. Tylko jej kolejne słowa sprawiły, że zatrzymał dłoń w połowie drogi. Odsunął się.
Bo jego też to bolało, kurewsko, ta jego pierdolona tajemnica, która rosła miedzy nimi, która odsuwała ich od siebie, czuł to.
Nabrał mocno powietrze w płuca.
- Siempre estaré contigo y a tu lado - zawsze będę z tobą i po twojej stronie, powtórzył jej znowu to, co mówił jej na tym brudnym zapleczu jego klubu. Bo może on zawsze był... po jej stronie?
Tylko, że właśnie teraz musiał wybrać, czy on po tej stronie zostanie, czy jednak poświęci wszystko. Też spuścił głowę, bo miał w niej teraz jeden wielki chaos, ta rozmowa zamiast cokolwiek wyjaśnić, to sprawiła tylko, że on jeszcze gorzej nie wiedział, co ma zrobić.
A jej kolejne słowa wcale nie pomagały, podniósł na nią spojrzenie, serce waliło mu w piersi jak szalone, bo... Bo przecież nie zdawała sobie sprawy. Kompletnie nie zdawała sobie sprawy kim on jest.
- El inframundo es pan comido, no les importa con quién te juntas... - półświatek to jest pikuś, oni mają wyjebane z kim się zadajesz..., mruknął i znowu pochylił się nieco w przód, znowu ściszył głos - myślisz, że gangusów obchodzi czy posuwasz glinę, czy kurwę? Ważne, że nie robisz im koło dupy, a wtyki... wszędzie jest dobrze mieć - Madox przecież nie raz w swoim klubie pił z psami, rozmawiał z nimi, trenował z nimi, bywał na posterunku, a teraz... Teraz jedną pannę z psiarni obracał. No i co z tego? Kiedy on później siadał z jakimś gangusem i i tak rozmawiał z nim jak równy z równym, i robił te rzeczy, o które ona go podejrzewała.
Wszyscy wiedzieli, że robi, nie wszyscy, nikt właściwie, nie wiedział tylko jakie pobudki nim kierują.
Wzdrygnął się kiedy powiedziała to, że myślała, że mogą sobie powiedzieć wszystko, i nawet przez chwilę chciał jej powiedzieć, że mogą, że ona mu może, ale wiedział, że znowu by mu robiła wyrzuty, że on jej nie mówi.
- Wiesz, że ja tobie... zawsze, ze wszystkim, pomogę - z każdą sprawą, nawet jeśli to miałoby komplikować te jego. Tak jak jej kontenery. Nie powinien się w nie mieszać, a jednak to zrobił.
- Akurat z Eliotem już skończyłem, może się pierdolić - on też powiedział to spokojnie, ze spojrzeniem utkwionym w jej pięknych, brązowych oczach. A kiedy zapytała o te słuchawki, to je zdjął i wyciągnął w jej kierunku, no bo skoro już mieli wszystko wyjaśnione, to chyba mógł je jej oddać?
Nie oddał jej, bo kiedy tylko wyciągnęła do niego rękę, to on tą drugą ją chwycił i szarpnął do siebie, tak, że ten dzielący ich podłokietnik pewnie się gdzieś tam jej wbijał, ale był przecież taki przycisk, żeby go złożyć. I Noriega zaraz zaczął za nim macać, przy okazji też muskając palcami dresy Stewart. W końcu go złożył i przyciągnął ją jeszcze bardziej do siebie, tylko, żeby zaraz nikt nie wyskoczył, że się znowu spoufalają.
- Nienawidzę jak się do mnie nie odzywasz, to już wolę jak jesteś wściekła i krzyczysz - wyszeptał jej do ucha. Bo on już chyba wolał te ich kłótnie niż ciszę. Chociaż może tym razem nie doszli do jakiegoś sensownego porozumienia, takiego, które by ją satysfakcjonowało, ale jednak trochę emocje opadły.
A Madox i tak pewnie jej powiedział więcej niż powinien.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
I jak ona się miała o niego nie martwić? Jak miała to tak po prostu odpuścić? Czy jeśli ona powiedziałaby mu podobne rzeczy, to by się o nią nie martwił? Tak po prostu by powiedział jebane okej i ruszył dalej z życiem? Oczywiście, że nie. Kurwa, przecież on chociaż wiedział, że Pilar była już bezpieczna w szpitalu i tak pierwsze co zrobił, to władował się z Eliotem do auta i kurwa pojechał łapać Daltona. Nie musiał tego zrobić, mógł po prostu zostawić to policji, a jednak to zrobił. Zrobił to, bo postawił ją na pierwszym miejscu, bo się o nią martwił, bo chciał się upewnić, że była bezpieczna. I ona też chciała tego samo dla jego. Przecież może mogła mu jakoś pomóc? Może mogła mu coś doradzić? Pracowała w końcu w policji, niczego jej nie brakowało do takiego Eliota, a nawet śmiała twierdzić, że rozwiązania niekiedy miała o wiele lepsze niż jej przełożny. Tylko co z tego? Co z tego, jeśli on i tak za punkt honoru postawił sobie, żeby trzymać ją od tego wszystkiego z daleka?
Spojrzała na niego wymownie, kiedy zaczął nawijać, jak to gangusów jebie to kogo on pieprzy i jak to Eliot i jego gadanie mogło się pierdolić. No przecież czuła, że chodzi o nich, o ten ich cały związek. Z jednej strony mówił, że to nie jest ważne, że mają to gdzieś, a jednak z jakiegoś powodu Eliot naciskał, by to zakończyli. Pilar westchnęła głośno.
— Jest coś, co możemy zrobić? — spytała w końcu, już bez pretensji. Skoro kurwa i tak się nie dowie, to może chociaż mogła jakkolwiek pomóc? — Nie wiem, może to zakończymy pod publikę? Tak, żeby Eliot i… ktokolwiek inny w to uwierzy? Nie wiem, może będziemy się spotykać za miastem? — rzucała pytaniami. Zdawała sobie doskonale sprawę, że połowa z nich pewnie była do wyjebania do kosza, ale przecież musiała spróbować. Chciała mu pokazać, że przecież była otwarta na to, żeby mu pomóc. Chciała, żeby wiedział, że mógł na nią liczyć, nawet jeśli nie był gotowy jej wystarczającą zaufać ze swoją tajemnicą. Pilar uważała, że nie było sytuacji bez wyjścia. Że wszystko dało się jakoś obejść. Tylko czy Madox również? nie była tego taka pewna.
Wiesz, że ja tobie zawsze ze wszystkim pomogę.
— A wiesz, że ja tobie też, tak? — odbiła piłeczkę praktycznie od razu. Bo przecież to działało w obie strony. Ona była gotowa go wspierać dokładnie tak samo, jak on ją. Była dla niego. Kurwa, siedziała tu przed nim, już drugi dzień z rzędu gotowa go wysłuchać, tylko że on nie chciał jej do siebie dopuścić. To co mogła więcej zrobić?
No mogła odpuścić i taki miała zamiar. Dlatego poprosiła go o słuchawki. Jakby to one przez całą podróż były jakimś wykładnikiem tego ich sporu, a ona była gotowa w końcu schować je do plecaka. Tylko kiedy wyciągnęła rękę, on zaraz swoją cofnął i drugą przyciągnął Stewart do siebie.
Momentalnie poczuła, jak podłokietnik wbija się jej w brzuch, tak mocno, że aż krótkie stęknięcie opuściło jej usta. Jednak nie wyrwała mu się — czekała cierpliwie, aż on upora się z guzikiem i puści go w dół, by zaraz przyciągnąć ją jeszcze bliżej. Pozwoliła mu, bo przecież Pilar również nienawidziła się z nim kłócić. Nienawidziłą tego momentu, kiedy atmosfera gęstniała między nimi w ten nieprzyjemny, gryzący sposób. Szczególnie, że zaraz do jej zmysłów wdzierał się jego obłędny zapach, zaraz jego dłoń sunęła po jej biodrze, a usta znalazły się tuż przy uchu. Westchnęła, przymykając na moment oczy. Od kłótni zdecydowanie wolała kiedy się godzili, ale tutaj to chyba wcale nie było takie proste, bo przecież oni w końcu nie doszli do żadnego porozumienia. Tu po prostu Pilar musiała odpuścić, bo on nie zamierzał. Chociaż to wcale nie znaczyło, że po powrocie do Toronto miała zamiar dowiedzieć się tyle, ile tylko mogła w tej sprawie. Na razie jednak, na te kilka dni musiała skapitulować.
Przesunęła głowę, tak by teraz to jej usta znalazły się tuż przy jego uchu, a dłoń umieściła na jego przedramieniu, zaciskając palce na skórze wypełnionej tatuażami.
— Ja też dużo rzeczy nienawidzę — wyszeptała, spokojnie. Nienawidziła na przykład tego, jak nie potrafiłą go namówić do gadania. Jak miał przed nią tajemnice. A wczoraj jeszcze jak wyszedł zostawiając ich z tym całym napięciem. — A jednak trzeba to jakoś przełknąć — dodała, przysuwając się jeszcze bliżej, tak, że jej wargi przy każdym wypowiedzianym słowie, muskały płatek jego ucha. — Ty też jakoś musisz — wbiła paznokcie mocniej w jego skórę. Chociaż oczywiście zapamięta sobie na przyszłość, że o wiele bardziej wolał, kiedy Pilar się na niego wydzierała, niż po prostu się do niego nie odzywała. Przynajmniej następnym razem zamiast szargać sobie nerwy, po prostu będzie mogła przestać się do niego odzywać na jakiś czas.
Madox A. Noriega