34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No i stało się, nadeszła długo wyczekiwana niedziela, kiedy to zgodnie z zaproszeniem mojej mamy mieliśmy stawić się w rezydencji na wystawnym obiedzie. Mieliśmy, czyli ja i Charlotte i chociaż wciąż wydawało mi się to co najmniej popieprzone, to raczej nie miałem wyboru, a pani Patel osobiście dopilnowała, żebym tym razem nie mógł się wykręcić. Generalnie Walentynki były do dupy, praktycznie cały dzień straciłem na ogarniania łazienki - trzeba było skombinować ekipę sprzątającą i hydraulika, a po rozmowie z jednymi i drugimi doszliśmy do wniosku, że to i tak czas na remont, więc przyszło mi wybrać nowe płytki, zabudowę i prysznic, który mieli dostarczyć dopiero w poniedziałek. Stary od razu poszedł na śmietnik, więc można powiedzieć, że zostaliśmy z Peach bez toalety, chociaż ona się pewnie zakręciła u swojego chłopaka albo jakiejś przyjaciółki. Ja też chodziłem srać do Cynthii, ale po drugim razie zamknęła się od środka w mieszkaniu i udawała, że jej nie ma. Szybkie siku robiłem do zlewu, więc wyjebane. Teraz zostało mi najtrudniejsze, ogarnąć się przed wyjściem do rodziców, bo szczerze powiedziawszy nie myłem się od piątku przed imprezą. Miałem nawet w planach zrobić to u Madoxa, ale tam dosłownie mieszkała kupa latynoskich imigrantów i Pilar, więc klop był wiecznie zajęty - baby robiły sobie wielogodzinne spa pod prysznicem, a Ricardo chyba głównie chował się tam przed swoją żoną i udawał, że ma zaparcia. Więc raczej nie miałem wyboru. Zbieram swoje rzeczy - ciemny, świeżo wyprasowany garnitur, koszule w kolorze pastelowego różu i jakiś śmieszny krawat we florystyczne wzory rodem z lat 70. i uderzam do drzwi naprzeciwko. Liczę na to, że Lotta da mi się ogarnąć w swojej łazience, wpuściła mnie nawet po tym nieszczęsnym spotkaniu z moją matką, więc może i tym razem pokaże, że jednak nie jest taka zepsuta do szpiku kości i ma jeszcze odrobinę serca. Walę pięścią w drewno drzwi i nie czekając na odpowiedź ciągnę za klamkę, może akurat ma otwarte? Tutaj i tak się praktycznie wszyscy znali to bez sensu zamykać, ja czasem zostawiałem otwarte nawet jak na szybko wychodziłem do sklepu, nie mówiąc już o oknach, te miałem notorycznie porozwierane na oścież, żeby koty mogły sobie wchodzić i wychodzić. Oczywiście jak było cieplej, teraz to nie. Obym tylko w drzwiach Lotty nie wpadł na jakiegoś gacha, co śmiał zostać na śniadanie po walentynkowej kolacji, zdecydowanie nie miałem nastroju na takie atrakcje. Zresztą było już prawie pół do pierwszej, a my byliśmy umówieni na drugą - Ej, jesteś? Muszę się gdzieś wykąpać

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Walentynki spędziła wraz z tinderem. Jeden wspólny wieczór z Williamem z układaniem tarota nie miał dla niej żadnego znaczenia. Wiadomo, kobieta bez bolca dostaje pierdolca. Może dlatego umówiła się na randkę, a randka zakończyła się śniadaniem w łóżku bez jedzenia. Męczyły ją męczy dupy, ale co zrobi kobieta jak seks był dobry? Od paru godzin próbowała go wyrzucić z mieszkania, nawet spod prysznica. Już zdążyła na niego burczeć, warczeć i miała dosyć. Na całe szczęście mogła w spokoju wykonać skincare, został jej jedynie wybór stroju wraz z makijażem. Tyle i aż tyle by zatrzymać się w sypialni, stojąc przed szafą pełną ubrań. Nie usłyszała tego walenia do drzwi. Za to otworzył je ktoś inny.
A ty to kto? — spytał włoski Alvaro, zapinając koszule — sąsiad-wariat? — tyle zdążył od niej usłyszeć. Jakoś musiała nazwać własną wymówkę w postaci wyjścia na obiad do Państwa Patel. Przecież nie powiedziałaby, że sama się wprosiła, by oglądać upokorzenie na twarzy Williama.
Alvaro, już miałeś wyjść — krzyczy Charlotte i schodzi ze swojej sypialni w samym ręczniku i mokrych włosach — chyba ustaliliśmy, że jedna randka nic nie znaczy — warczy Kovalski, jakby ta cała przyjemność nocy oraz poranka faktycznie z niej zeszła. Wywróciła nawet oczyma, wyczekując na wyjście typa. Jeszcze potrzebowała tego, by dał Williamowi jakikolwiek materiał do pocisków.
Kluseczko, jutro znowu się u Ciebie pojawię — aż się Lotte wzdrygnęła. Nienawidziła, kiedy ktoś ją w ten sposób nazywał — cały świat Ci podaruję — za górnolotne słowa, jak na tak małe progi. Nic nie wiedziała o tym typie, finalnie westchnęła i pokręciła głową.
Po prostu wyjdź — pokazała palcem drzwi, czekając, aż latynos wyjdzie z sali — a ty nie komentuj — kieruje to już do Patela, poprawiając ręcznik. Dopiero teraz zaczęła czuć się niezręcznie, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. Uniosła wysoko brodę — co chcesz Patel? Zaraz będę gotowa, ale nie wiem, co powinnam ubrać — rabini, czyli horoskop nie byli zgodni. Chciała wybrać czerwień, lub błękit, ale na samą myśl zieleni coś ją skręcało. Drobne szykowanie się, wejdą do jej lamborghini i zaraz będą w rezydencji rodziców Williama. Tupała nogą w swoich laczkach pandy, by usłyszeć cokolwiek z ust Williama.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Patrzę na typa prawie o głowę wyższego ode mnie i marszczę brwi - A ty co? Chyba pomyliłeś piętra - mówię bo koleś wygląda jakby się urwał od Noriegi, kolejny portorykański Alvaro jebaka, serio? Myślałem, że ma trochę lepszy gust, to już Jason był lepszy - Ta, wpuść mnie - nawet mnie nie dziwi, że jestem sąsiadem wariatem, w końcu ona też była moją psychiczną sąsiadką. Wciskam się do środka, uważając żeby nie zahaczyć o nic garniturem, prawdziwa jazda się zaczyna jak psy chcą się ze mną przywitać, więc głaszczę raz jednego raz drugiego i dosłownie proszę, żeby nie skakały. Przed chwilą spędziłem pół godziny na odkłaczaniu materiału, nie chce znowu. Wieszam swoje ciuchy gdzieś wysoko na jakiś drzwiach i robię przykuc coby wreszcie wygłaskać zwierzaki. Czekam aż sobie pogadają z Alvaro i tak, jak tylko wychodzi to już otwieram usta żeby wygłosić cały monolog, ale ucisza mnie zanim zacznę - No przecież nic nie mówię, Kluseczko - teraz przez najbliższe kilka miesięcy będzie dla mnie właśnie Kluseczką. Dopiero teraz przyglądam się jej bardziej uważnie, w takiej odsłonie, w samym ręczniku i z mokrymi włosami wyglądała całkiem... A nieważne - No muszę się gdzieś ogarnąć, u mnie jest ekipa remontowa - tłumaczę pokrótce - Dobra, zacznij układać włosy czy coś, daj mi dziesięć minut, pomogę ci wybrać - może dobierzemy coś pod kolor mojego garnituru? Zaczynam się rozbierać i kieruję kroki do łazienki, ale zostawiam uchylone drzwi, żebyśmy mogli dalej rozmawiać - Masz auto? - ja nie mam, ekologicznie byłoby jechać metrem, ale dzisiaj mi się naprawdę nie chciało tłuc przez całe miasto i jeszcze potem wracać. Liczyłem, że zawiezie mi dupę w dwie strony. Biorę szybki prysznic, korzystam z jej mydła, szamponu, odżywki do włosów, a nawet ręcznika i faktycznie minęło ledwie dziesięć minut, a ja już biorę wieszak z garniturem i kieruję się na piętro. W sumie chuj wie gdzie iść, ale skoro tutaj nigdzie jej nie było, to musiała być gdzieś tam. Przecież logiczne. Wbijam na górę - Dobra, Kluseczko, pokaż te kiecki - już byłem gotów jej poradzić, wieszak z garniakiem odwieszam gdzieś żeby się nie pomiął i stoję tak w samych gaciach i skarpetach, bo zanim się ubiorę muszę chwilę ostygnąć.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Jeszcze raz nazwiesz mnie kluseczką, to Cię jebnę — warczy już na niego od razu Kovalski, strzelając oczyma. Tyle ile facetów, tyle ma przedziwnych ksywek. Szkoda, że nie usłyszał jej matki. Ona jest w stanie wymyślać prawdziwe, dziwaczne ksywki.
Niech będzie, ale masz swoje rzeczy do mycia? — nie miał, widziała to. Chciała zaprotestować, ale może zazna odrobiny luksusu, chociaż w obcej dla siebie łazience. Zresztą dalej pamiętała, kto był winny tego remontu. Ona. William o tym nie wiedział, ale ten ból utraty kilku dolarów kosmetyków jakoś przeżyje. Ręcznik spali — dobrze — mruczy, pokazując mu łazienkę dla gości. Może i w niej znajdzie jakieś ciekawe rzeczy w sylwestra? Sprzątała już kilka razy, a i tak robiła więcej bałaganu, niż by chciała.
Mam — krzyczy już z góry. Piękne, drogie, luksusowe, a przede wszystkim szybkie lamborgini już grzało się na parkingu podziemnym. Uwielbiała ten warkot silnika, kiedy wciskała gaz. Może była proekologiczna, ale wszystko miało swoje granice.
Mogłeś się ubrać, Patel — wzdycha ciężko, kiedy mierzy go wzrokiem. Gacie i skarpetki. Prawdziwy dramat. Kim oni dla siebie byli? Znajomymi? Sąsiadami? Nie każdego widzi się w takim obliczu — nie jestem twoją latwicą, by oglądać Cię takiego — przypomina mu o tym. To nie był jej ulubiony widok, świnie nie latały, a ona była całkowicie trzeźwa i niezdesperowana. Chociaż kątem oka zauważyła... że był dobrze zbudowany, ale szybko odrzuciła tę myśl od siebie. Sąsiad-wariat tyle dla niej wystarczyło.
Proszę, wybierz mi coś — stwierdza Charlotte, sprzedając mu kuksańca w bok jeszcze w ręczniku — tylko błagam coś ładnego — z klasą, bez cekinów i przesadnie krótkiego. Elegancja francja, skoro szli na spotkanie rodzinne, oficjalne — muszę się ubrać i możemy jechać. W drugiej szafie masz torebki i buty — skoro tak się znał to niech wybiera. W końcu to jego rodzice będą ją oceniać, a mimo wszystko nie chciała mu zrobić wstydu. Jechała tam dla zdjęć — bieliznę już sobie wybrałam — mruknęła pod nosem, wchodząc do łazienki na piętrze. Miała idealny apartament, dwie łazienki, dużo przestrzeni. Miejsce wręcz doskonałe do życia. Jedynym szkopułem był stojący w samych skarpetkach i majtkach William.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Każdy cios był warty nazywania ją kluseczką i obydwoje to wiedzieliśmy, że nie przestanę. Ignoruję kolejne pytania, bo przecież nie będę z mieszkania obok mydeł nosił, bez przesady, nie ubędzie jej. Co innego jakbym planował kąpiel z bąbelkami i spa, ale tak na szybki prysznic? Nawet nie zauważy różnicy. A potem już stoję na górze i marszczę brwi - Muszę odparować - zresztą przyganiał kocioł garnkowi, sama paradowała przede mną nawet BEZ gaci, bo przecież pod tym ręcznikiem nie miała nic - Proszę cię, jesteśmy dorosłymi ludźmi, nie mów, że zawstydza cię nagie ciało - mnie akurat w ogóle nie zawstydzało, zresztą zewsząd atakowały nas reklamy pełne erotyzmu, więc kawałek gołego cycka obcej osoby naprawdę nie był gorszący. Poza tym jeszcze przed chwilą oglądała gołą klatę Alvaro to niby w czym moja była gorsza? Może nie miałem takiego dywanu na piersi jak on, bo aż mu wystawał spod koszuli, ale to już kwestia upodobań. Ja za to miałem różne tatuaże na ramionach, których też wcześniej nie miała okazji zobaczyć, no przynajmniej w pełnej świadomości. Zarzucam na siebie koszulę i staję przed dziewczęcą szafą - No dobra to zobaczmy co tutaj masz - żaden był ze mnie znawca stylu, powiedziałbym nawet, że lubiłem dosyć ekstrawaganckie połączenia, ale z drugiej strony kto powiedział, że nie możemy wnieść trochę polotu w towarzystwo, ostatecznie to wciąż był rodzinny obiad, może trochę bardziej oficjalny i w prawdziwej rezydencji - A jaką bieliznę? - pytam, zerkając na nią kątem oka, ale zaraz wracam do przeglądania sukienek w szafie. Rzuca mi się w oczy jedna w kolorze butelkowej zieleni, bo to była jedna z moich ulubionych barw. Wyjmuję ją ostrożnie z szafy i pokazuję Charlotte z niemym pytaniem wymalowanym na twarzy - Weź tą - butelkowa zieleń sukienki tworzyła specyficzne połączenie z moim garniturem w kolorze głębokiego, ciemnego burgundu, wciąż jednak eleganckie i szykowne. Odważne ale z klasą - I jakieś złoto do tego, złote buty, złota torebka, złota biżuteria - na pewno miała coś takiego w szafie. Ja - złoty zegarek i pierścienie. Razem będziemy wyglądać jakbyśmy szli na jakiś elegancki bal, ale jak znam swoich starych, to oni też się odpierdolą. Mama zawsze wyglądała zjawiskowo, tata zresztą też. Skoro mieliśmy już wstępnie wybrane to zaczynam się powoli ubierać - zapinam guziki od koszuli i poprawiam mankiety, potem wciągam spodnie, marynarkę i na koniec wiążę krawat pod szyją. W sumie jestem gotowy, więc zerkam wyczekująco na Charlotte - Idziemy?

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Spojrzała na niego jak na typowego idiotę. ODPAROWAĆ. JASNE, na pewno robi tak każdy człowiek. Kiedyś na koloniach słyszała, że jeden dzieciak wyszedł spod kabiny, gdzie było sporo pryszniców i zaczął trzepać się ręcznikiem po ciele. Mówił, że się SUSZY. Tylko bez gaci ani skarpetek, pokazując swoje pytonga innym 10-letnim chłopcom. Może to właśnie był William? Tylko on nie trzepał się po ciele jej ręcznikiem... i może dobrze, bo musiałaby zainwestować w dezynfekcję całego mieszkania.
Co to kurwa znaczy odparować? — pyta finalnie, strzelając oczyma — jaja se wietrzysz, czy co? — ona po wyjściu z prysznica musiała od razu się opatulić, by ciepło nie uleciało. Ciepłe laczuszki, ręczniczek na ciało, a najlepiej jeszcze ten na włosy — nie chcę oglądać TWOJEGO ciała — wyrzuciła mu praktycznie od razu. Nie chodziło o ciało innych a o jego. Zwłaszcza że dalej bała się, że... spali ze sobą. Na samą myśl miała ochotę zwrócić śniadanie, dla niej byłoby to za dużo. Ona nie pamiętała, liczyła na podobne skutki u niego. Choć... pojawienie sie tego buta zbyt wiele dało jej do myślenia. Zwróciła uwagę na tatuaże, wbiła w nie zdecydowanie zbyt długo wzrok. Nie powinna, ale zawsze ją interesowały.
Same perełki — stwierdza Kovalski. Na pewno ubrania od projektantów, mogła być nową w świecie prawniczym, ale pochodziła z rodziny jebanych bogoli. Nie mogła sobie pozwolić na tanie szmaty.
Naprawdę? — pyta, widząc sukienkę. Nie przepadała za zielonym, finalnie się zgodziła — no wiem, że do tego złoto — mruczy, po czym zaczyna zbierać dodatki i jeszcze przed wejściem do łazienki wychyla się, by spytać — nie będziemy wyglądać... jakbyśmy się dopasowali? — tak, zwróciła na to uwagę. Będą wyglądali, jakby szli na piekielny bal. Jej to nawet odpowiadało, pytanie, jak to wyglądało ze strony Patela — chcesz dać kolejny argument matce do ciągnięcia się pod ołtarz? — prychnęła, wbijając mu ostatnią szpileczkę, po czym zamknęła drzwi od łazienki. Szybko uszykowała się, wylaszczając się jak woźny na dzień nauczyciela. Wyglądała prawie jak na balu, choć odrobinę skromniej.
Tak, ale jeszcze — zatrzymała się przed nim, poprawiając mu szybko kołnierzyk koszuli, który się delikatnie zagiął — teraz dobrze wyglądasz... — stwierdza Charlotte, wpatrując się w niego... ciut za długo, po czym dodaje — jak na Ciebie William — nie miał w sobie nic pociągającego do takiego Jasona, czy nawet pierdolonego Alvaro. Może momentami był normalny, a ona chciała móc spędzać z nim czas, ale... to były zaledwie urywki.
Zapraszam — mówi, otwierając auto. Nawet nie proponując mu, żeby kierował. Jej samochód, jej zasady, za to szybko podaje mu odblokowany telefon — proszę puść, co tylko chcesz — taka była kulturalna — nie mam stawać po pasażerów co? — pyta, unosząc jedną brew. Tamte chwile jeszcze pamiętała. Dziwnych ludzi w szlafrokach oraz tego debilnego gołębia.
A i ostrzegam, lubię ostrą jazdę — zaraz rusza z piskiem opon i dopiero kiedy wyjeżdżają z podziemnego parkingu dopytuje o adres.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- No żeby resztki wody odparowały - mówię totalnie poważnie. Ja myślałem, że każdy tak robi, można się było wytrzeć ręcznikiem, ale zawsze coś jednak zostawało, a weź potem naciągnij ubranie na takie wilgotne ciało, strasznie słabo. Najwidoczniej jednak robili tak tylko Patelowie, skoro dla Kovalskich była to jakaś abstrakcja. Wywracam oczami jak się pyta czy wietrze jaja, jakbym to robił to bym nie ubrał majtek, ale takich widoków postanowiłem jej oszczędzić - A co jest z nim nie tak? - drążę temat jakby mnie to co najmniej interesowało, a prawda jest taka, że pewnie mnie zaraz zezłomuje jakąś ciętą ripostą, ja będę potem wzdychać ostentacyjnie nad jej słowami i znowu się pokłócimy. Chyba, że któreś jednak zdecyduje się ugryźć w język i pewnie będę to ja. No cóż, nie sposób się nie zgodzić, wnętrze szafy wyglądało zjawiskowo i drogo. Gdyby ktoś zapytał, to oczywiście bym powiedział, że nosi się jak ostatnia wieśniara, ale w duchu musiałbym przyznać, że potrafi się odpierdolić jak szczur na otwarcie kanału i wygląda wtedy fantastycznie. Jak na sylwestrze albo chociażby przedwczoraj. Kiwam głową, żeby potwierdzić swój wybór - Zaufaj mi - obserwuję jak się zbiera z rzeczami i kiedy z jej ust pada kolejne pytanie to przez chwilę milczę - Będziemy - stwierdzam w końcu i właściwie wcale mi to nie przeszkadza - Jak będzie za bardzo naciskać to jej powiem, że się puściłaś z Alvaro i ta relacja nie ma już żadnej przyszłości - właściwie mógłbym to zrobić nawet dzisiaj, tylko pewnie wcale by mi nie uwierzyła, a nawet mogłaby zarzucić, że było całkiem odwrotnie i to ja złamałem Charlotte serce. Potem nie odzywałaby się do mnie przez najbliższe pół roku, a ja w takich sytuacjach czułem się po prostu strasznie. Mógłbym zawieść ojca, jakoś bym to przeżył ale nie wyobrażałem sobie zawieść matki. Czekam aż się wylaszczy i kiedy wreszcie staje w drzwiach od łazienki to patrzę na nią z zachwytem, którego nie umiem ukryć, z jakimś takim błyskiem w oku. Uśmiecham się delikatnie jak mi poprawia kołnierzyk. Na moment zrobiło się trochę gęsto, ale nie w tym negatywnym sensie - Ty też, jak na ciebie, Charlotte - a potem schodzimy na dół do garażu i jak widzę jej furę to aż cicho gwiżdżę - No, no, no, nieźle autko - w duchu się cieszę, że nie każe mi prowadzić. Ładuję się na siedzenie pasażera i przejmuję telefon, szukając odpowiedniej playlisty. Tym zajmę się bardzo chętnie - Żadnych dodatkowych pasażerów - śmieję się, bo byśmy pewnie nigdzie nie dotarli. Zapuszczam Blondie - heart of glass, bo po prostu uwielbiam takie stare hity, a jak tylko rusza z piskiem opon to prawie wgniata mnie w fotel. Czym prędzej zapinam pas i zaciskam palce na uchwycie w drzwiach. Jedną ręką wklepuje adres w nawigacje i próbuję wcisnąć telefon w taki uchwyt przyklejony do szyby żeby też widziała. Myślałem, że jak baba mówi, że lubi ostrą jazdę to chodzi o to, że jej się zdarzy przejechać na pomarańczowym, ale Lotta to był jakiś szatan dosłownie i przez całą drogę modliłem się żebyśmy nie skończyli w jakimś rowie. Więc kiedy zajeżdżamy na podjazd to jestem dosłownie cały blady, czuję jak mi się trzęsą kolana i ledwo się wysypuję z samochodu. Rezydencja państwa Patel jest ogromna i zjawiskowa, a wielkie schody prowadzące pod drzwi, okalają z obu stron rzędy kolumn. Nie wiem kto to projektował, ale na pewno miał rozmach. U progu wita nas moja mama i wygląda dosłownie jak perfekcyjna pani domu wyciągnięta z plakatu z lat 50. chociaż pewnie jeszcze przed chwilą stała nad parującymi garami - Wchodźcie, szybko, bo strasznie dzisiaj zimno - zaprasza nas do środka, a kiedy się rozpłaszczam i przejmuje także płaszcz Charlotte to zerka na nasze zmatchowane stylówki z błyszczącymi oczami - Och, jak wy razem cudownie wyglądacie, muszę wam zrobić zdjęcie, FRANK PRZYNIEŚ APARAT! - jara się jakbyśmy co najmniej mieli zaraz wychodzić na studniówkę. Ojca jeszcze nie widzę, pewnie kończy właśnie wiązać krawat.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nie wierzyła w to, co słyszała. Naprawdę ktoś czekał, aż woda odparuje? Po co był ręcznik? Widocznie, kogoś powinna nauczyć porządnego wycierania się. Niby nigdy nie chciała mieć dziecka, a jej sąsiad... zaczął je trochę przypominać, aż się skrzywiła.
Dziwi mnie, że je masz — rzuciła, odgryzając się Charlotte za tamtą Kluseczkę. Zarys bokserek widziała, ślepa przecież nie była. Gały były po to, żeby przez nie patrzeć. Czy zlustrowała całe jego ciało? Tak. Czy tego żałowała? Owszem. Pokusa była większa, niż sama się po sobie spodziewała.
Kiwa głową, zaufa. Raz na rok mogła, prawda? Nie ubierał się jakoś źle, przecież żyli w tych samych kręgach. Wiedział, czego się spodziewać, w jaki sposób się ubrać. Dlatego nie zaprotestowała, nawet jeśli zieleń nie do końca jej odpowiadała.
Wtedy powiem, że pierdoliłeś się z June we Walentynki zamiast ze mną — syknęła, wychylając się z łazienki . Pokazała mu język i jeszcze dodała — ciekawe, co wtedy mamusia Ci powie, syneczku-mamusi — aż czekała, aż jakaś typiara go kiedyś usiedli i będzie mogła nazywać go od pantofla. Jaki syn, taki ojciec niedaleko pada jabłko od jabłoni. Na pewno nie będzie miał łatwego życia ze swoją wybranką.
Unosi lekko kąciki ust. To był właśnie jeden z tych momentów w trakcie, których zapominała z kim ma do czynienia. William, wariat, imprezowicz, luźny kutas. Wiele mogła o nim powiedzieć, ale w trakcie tych krótkich chwili kiedy patrzyła mu prosto w oczy, widziała w nim kogoś... innego. Na całe szczęście zaraz siedzieli w aucie.
No to jedziemy — z uśmiechem, kiwając głową w rytm muzyki. Pisk opon, warczenie silnika, szybka jazda. Adrenalina wręcz uderzała w jej żyły. Kolejne piękne wydarzenie w trakcie, którego mogła dać Patelowi w kość. Korzystała z tego, nawet przez moment tego nie ukrywała. Ten chytry uśmiech nie schodził nawet z jej twarzy przez sekundę.
Dzień dobry Anabelle — rzuciła od razu na wejściu, szybko idąc przez wielkie schody. Rezydencja robiła na niej wrażenie, nawet jeśli była przyzwyczajona do takich luksusów. Doceniała gust projektanta, ale też samo wnętrze robiło na niej wrażenie. Dała sobie ściągnąć płaszcz, a na słowa pani Patel już przybliża się do Williama.
Twoja mama tak na serio? — mruczy, tak by tylko on to usłyszał. Nie spodziewała się, że na samym wejściu będą musieli dokonać prawdziwej sesji zdjęciowej. To zdecydowanie nie było w jej stylu. Westchnęła cicho pod nosem.
Dobrze, no to najpierw przy schodach, tak jak przy studniówce, Billy — zaraz przesuwa ich w odpowiednie miejsce — jejku, mój synek dorasta. W końcu przyprowadził do domu jakąś porządną kobietę — piszczy cała zadowolona, jakby właśnie mówili o zaręczynach — FRANKLIN, SZYBCIEJ — krzyczy na męża — TWOJA SYNOWA JUŻ CZEKA — Charlotte delikatnie się spięła. Mocne słowa jak na drugie spotkanie — Billy, obejmij ją i patrz, jakby właśnie skradła Ci serce — instruuje już Anabelle, podchodząc do nich i układając ich ciała, by wyglądały idealnie w rodzinnych kronikach Patelów. Nie tego spodziewała się Lotte, ale nie protestuje. Daje sobie dyrygować. Na całą scenerię wchodzi Franklin, a chłód bije od pierwszego jego kroku.
— Williamie. — zaczyna, patrząc w stronę syna — Charlotte. — zaraz spojrzenie ląduje na kobietę. Cała się prostuje, czując mierzenie wzrokiem — dzień dobry — mówi w końcu, podając pani Patel telefon, a ona już zaczyna im trzaskać milion zdjęć z flashem.
Teraz szybciutko, bo muszę wyjąć lasagne z piekarnika. Teraz do stoliczka — i znów ich przesuwa — a teraz jeszcze jedno ujęcie, jak dajesz jej kwiaty — zaraz wciska Williamowi nic innego jak gipsówkę — w końcu będę miała album ostatnia miłość mojego syna — rzuca cała zadowolona. Kolejna seria zdjęć i finalnie wygląda na zadowoloną — Kochanie, zaprowadź ich do salonu i nalej wina. Zaraz przyjdę z jedzeniem — Lotte cała zmieszana spogląda pytająco na Willa. Nie tego się spodziewała. Nie sesji zdjęciowej prawie jak wyjętej z czasopisma modowego, lub studniówkowej, a czegoś dużo prostszego. Miłego, rodzinnego obiadu... dalej mogło być tylko lepiej, prawda? Z całego zmieszania próbuje odnaleźć Willa wzrokiem, bo zaczyna czuć się zdecydowanie... zbyt obco. Nie na miejscu.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Serio, serio - mówię, nachylając się delikatnie w jej stronę. Witamy w moim świecie, czyżby już żałowała? Szczerzę się w głupkowatym uśmiechu, przesuwając się bliżej schodów. No tutaj akurat miała trochę racji, Kovalski mogła sprawiać wrażenie porządnej kobiety, w dodatku z jednej branży, a faktycznie wszystkie inne dziewczyny, które kiedykolwiek poznała (raczej nie było ich zbyt wiele, bo raczej nie wchodziłem w poważne relacje) tak naprawdę nie nadawały się do niczego, a już na pewno nie do przedstawienia rodzicom, jedna kiedyś zapytała mojego ojca czy jest jakimś celebrytą, że wszyscy się z nim witają. Na bankiecie. Z okazji jego urodzin. Spojrzał na nią jak na kretynkę i przez resztę wieczoru nie wchodziliśmy mu w drogę. Nie wiem kto był głupszy mój lewy but czy ona, ale przynajmniej miała śliczną buzię i potrafiła wypić więcej szotów niż ja. Faktycznie obejmuję Charlotte jedną ręką i czekam aż matka skomponuje idealny kadr - Cześć, tato- witamy się uściskiem ręki, a potem zaczynają błyskać flesze i daję jej chwilę na tą sesję. Dla mnie to były niegroźne fanaberie, ale im bardziej Charlotte czuła się nieswojo, tym bardziej mnie to bawiło. Ciekawe kto wyjdzie stąd bardziej zawstydzony? Podaję jej kwiatka i puszczam oczko, a kiedy wreszcie kończymy i pada stwierdzenie nalej im wina to oddycham z ulgą. Delikatnie szturcham Lottie w bok - Wyluzuj, nie będzie źle - będzie kurwa tragicznie. Ruszamy za ojcem do jadalni, ale mama już za moment łapię mnie za rękę - Chodź ze mną, pomożesz mi - prosi, ciągnąc w kierunku kuchni. Posyłam Charlotte ostatnie, krótkie spojrzenie, bo właśnie została z moim ojcem sam na sam.
Franklin Patel wcale nie wyglądał na zadowolonego, właściwie wolał uniknąć sytuacji, w której zostanie sam na sam ze swoją przyszłą synową. Nie wierzył, że jego syn kiedykolwiek się ustatkuje, a może bardziej nie mógł uwierzyć w to, że jakakolwiek poważna kobieta rzeczywiście by go zechciała. Dla niego marzenia Anabelle były zwyczajnie abstrakcyjne, aczkolwiek niegroźne. Przyzwyczaił się do jej ognistego charakteru, ba, kochał ją właśnie za to jaka była - elegancka w towarzystwie i naturalna wśród swoich. Doskonale pamiętał dzień, w którym go oczarowała, od tamtej chwili nie marzył o żadnej innej kobiecie. Czasem słyszał jak ludzie gadają - że w porównaniu do niej jest strasznym sztywniakiem, jak taka kobieta mogła zakochać się w kimś takim? Najwyraźniej było coś w powiedzeniu, że przeciwieństwa się przyciągają. Po części rozumiał ekscytację swojej żony - wszystkie jej koleżanki były już babciami, a jej dorosły syn wolał balować z panienkami z zupełnie innego świata niż wreszcie zacząć myśleć o zakładaniu rodziny. Wszyscy dookoła chwalili się wnukami, a ona? Ona wtedy milkła, a milczenie zdecydowanie nie było wpisane w jej naturę. Charlotte wpadła jej w oko i nie zamierzała jej łatwo wypuścić. Franklin wzdycha przeciągle, odprowadzając wzrokiem żonę i syna, którzy właśnie znikają za framugą wielkich drzwi - Zapraszam za mną - jest uprzejmy. Zawsze taki jest, nawet jeśli z jego spojrzenia bije tak ogromny chłód. Wolałby żeby Kovalski tu nie było, z rodziną potrafił się wyluzować, z nią? Nie ma szans, przecież była z konkurencji, jeśli zrobi lub powie coś nie tak to na pewno puści to dalej, a on nie mógł sobie pozwolić na jakąkolwiek rysę na swojej idealnej reputacji. Wchodzą do jadalni, która jest wielkości mieszkania, na stole przygotowana zastawa i przekąski - Rozgość się - mówi, chociaż w tonie jego głosu brakuje przekonania, jakby chciał dodać ale nie za bardzo. Przez chwilę milczy, tylko ta niezręczna cisza, szybko staje się dla niego męcząca, więc ostatecznie podchodzi do barku i wyjmuje z niego butelkę czerwonego wina. W tym momencie bardzo żałuje, że nie ma tutaj jego małżonki, on wówczas nie musiałby wchodzić w konwersacje z grzeczności. Charlotte średnio go interesowała - To Brunello di Montalcino - zaczyna otwierając butelkę, polewa do dwóch dużych kieliszków do wina, jeden podaje dziewczynie, a drugim lekko kręci, uwalniając aromaty napoju. Zaciąga się jego zapachem - Aromaty dojrzałych wiśni, suszonych owoców i delikatnych przypraw, wykończone subtelnym akcentem dębu. Przez lata dojrzewa w beczkach, zanim trafi na stoły. Przyjechało do nas prosto z serca Toskanii, czuć ciepło słońca na języku - mówi i macza wargi w winie, ale upija tylko malutki łyczek - Byłaś kiedyś w Toskanii? - pyta, lustrując dziewczynę spojrzeniem. Jest dżentelmenem, będzie podtrzymywał rozmowę, nawet jeśli wolałby teraz zamknąć się we własnym gabinecie i nie musieć uczestniczyć w tym cyrku.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nigdy nie sądziła, że spotka się z idealną panią fotograf. Powoli zaczynała przerażać ją wizja rodzinnych kronik. Może... wkopała się w prawdziwą litanię? Przyzwyczaiła się do słuchania na prawo i lewo. Klienci też pierdolili jej często głupoty, tylko czy te albumy nie wydawały się być zbyt... poważne? Tak stała cała spięta z uniesioną wysoko głową. Zdecydowanie Charlotte wyjdzie stąd bardziej zawstydzona.
Próbujesz poprawić mi humor? — pyta cicho, unosząc wzrok w stronę Williama i uśmiechając się niemrawo — mogłeś mnie ostrzec — sama się tu wpakowała. Mogła się wykręcać własnym, rodzinnym obiadem. Chociaż tą lasagne naprawdę chciała spróbować i zapamiętać jak najwięcej upokarzający szczegółów z życia Patela.
Tylko słysząc głos mamy Patel, Charlotte od razu się odwraca i patrzy utęsknionym wzrokiem za Williamem. Nie liczyła na to, że ktoś postanowi ich rozdzielić. Jeżeli wcześniej wydawała się spięta, to teraz ktoś włożył jej kija prosto w dupę. Wyprostowała plecy, brodę uniosła wysoko, a paznokcie wbiła w dłonie. Miała szacunek do Franklina. Znała jego legendę w Toronto, w przyszłości chciała być jak on. Dobra, chłodna pani prawnik, która wygra każdą możliwą sprawę.
Dobrze — mówi krótko, idąc za mężczyzną. Po dotarciu do jadalni zajmuje pierwsze, wolne miejsce, po czym siada jak robot. Nawet nie rozgląda się po pomieszczeniu, pewnie już wypatrzyłaby zdjęcia roześmianego Williama w piaskownicy, lub nad jeziorem. Dla niej panująca cisza wydawała się naturalna. Mężczyzna w porównaniu do jego syna był dla niej swego rodzaju autorytetem. Chciała móc wysłuchać każde jego słowo, ale wręcz bała się o cokolwiek zapytać.
Dziękuje — delikatnie skinęła głową i upiła małego łyka — więcej nie wypije, to ja będę kierować — stwierdza finalnie Charlotte, odkładając kieliszek. Wino było zdradziecką suką. Mogła być whiskey, wódkę, ale czerwone wino zawsze wzbudzało w niej największą dozę szacunku.
— To mój syn powinien kierować, jemu alkoholu już na pewno starczy — odpowiada jej Franklin, zawieszając na niej spojrzenie. Charlotte mimowolnie kapituluje, bierze kolejnego łyka ze spuszczoną głową. Dopiero wtedy trafiają do niej słowa o Toskanii.
Tam jeszcze nie trafiłam, ale planuję. Chwilowo skupiam się na karierze — budowaniu własnego prestiżu oraz marki osobowej. Na początku kariery wydawał się to najważniejszy punkt zaczepienia, o którym pod żadnym względem nie mogłam zapomnieć — co się Panu tam najbardziej podoba i rozumiem, że zna się pan na winie? — nie była w stanie pozbyć się grzeczności w rozmowie z Franklinem. Czuła się przy nim obco, jakby ktoś właśnie ją do niego przykleił. Finalnie bierze głęboki oddech, próbując sobie uporządkować kilka spraw w głowie.
Mogę mieć dość bezpośrednie pytanie — patrzy na mężczyznę, a po jego skinieniu głowy zadaje pytanie — dlaczego został pan prawnikiem?

Za to Anabelle ciągnie za sobą Williama do kuchni i zaraz rozporządza przygotowanie zastawy do jedzenia. Odpowiednie talerze, sztućce, od razu wspomina o tiramisu na deser. Wszystko miała poukładane nad tym wszystkim panowała.
Billy, to powiesz mi jak jest? — pyta, otwierając piekarnik. Gdzieś blisko niego stoi uszykowana drewniana deska — coś z tego będzie? Myślałam, by założyć się na Wasz temat z ojcem i nie ukrywam, że chciałabym wygrać — w tej duszy artystki miała w sobie coś z hazardzistki. Odrobina szaleństwa nigdy nikomu nie zaszkodziła, a sam William powinien o tym doskonale wiedzieć.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”