-
Nie sądzę - uśmiecham się, bo gdyby naprawdę tak było, to pewnie nawet by nie skomentowała mojej dzisiejszej partnerki, przecież to była normalna, schludna dziewczyna, a nie jakaś suka spod monopolowego, więc skąd w niej tyle jadu względem Bogu ducha winnej panny? No chyba wszyscy wiemy skąd, bujać to my, ale nie nas -
Niczego się nie boję - powtarzam, chociaż prawda jest zgoła inna, nie miałem pojęcia czego się po niej spodziewać i nawet jeśli dzisiaj będzie w porządku (w końcu to był dzień na cześć mojego ojca, ja byłem tylko tłem), to nie mam pewności, że jutro nie wbija mi noża w plecy, tak jak zresztą zrobiła to po obiedzie w moim rodzinnym domu. Później tylko zaciskam usta bo tak, to bolało mnie chyba najbardziej, że mój własny ojciec zdawał się bardziej lubić ją niż mnie. Przez jebane trzydzieści lat wypruwałem sobie flaki, żeby mu zaimponować a ona zrobiła to podczas półgodzinnej rozmowy. Byłem w chuj zazdrosny, nie o nią, tylko o niego. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego patrzy na nią takim łaskawym okiem, podczas kiedy pochwały na mój temat ledwo przechodziły mu przez gardło -
Ty skończ pierdolić - rzucam, pocisk godny gimnazjalisty dosłownie -
Już naprawdę nie masz się o co przyczepić - wywracam oczami, chociaż sam musiałem przyznać że fatalny dobór dodatków, ale może gen z się nosiło w taki sposób. Zresztą ja też czasem wybierałem dosyć ekstrawaganckie połączenia, ale jednak w trochę lepszym guście. Potem ją od siebie odpycham i kiedy słyszę ten błagalny ton, to w pierwszej chwili, chyba trochę instynktownie próbuje ją złapać, ale jest już za późno. I wtedy zaczyna się przedstawienie. Stoję lekko z tyłu, ale wszystko dokładnie widzę i słyszę, jak prostuje się jak struna i spina jakby właśnie miała wystąpić przed prezydentem. Unoszę w zdziwieniu obie brwi, a chłód bijący od starucha dosłownie sprawia, że i mnie ciarki biegną po plecach. A więc to musiał być stary dziad Kovalski i szczerze? Wystarczyło, że się odezwał, a nawet ja poczułem się przy nim strasznie mały. Każde kolejne zdanie, które wypada z jego ust sprawia, że czuję jakiś dziwny dysonans - z jednej strony satysfakcję, że jebie ją ostro od stóp do głów, z drugiej ogromny dyskomfort, że jestem tego świadkiem. Łapię jej błagalne spojrzenie i chcę po prostu sobie iść, niezauważony, jakby nigdy mnie tu nie było. W porównaniu do niego mój ojciec wydawał się być pierdolonym aniołem. Nie chcę uczestniczyć w rodzinnej kłótni Kovalskich, bo w tym momencie są we mnie dwa wilki - jeden chciałby móc czerpać chorą satysfakcję z jej beznadziejnego położenia, drugi w tym momencie przyjebałby mu prosto w pysk. Cofam się o krok i już mam się odwrócić na pięcie i odejść, ale wtedy czuję, że ktoś łapie mnie od tyłu obejmując jedną ręką, a potem daje mi krótkiego buziaka w policzek. Znam zapach tych perfum i ten cienki, donośny głos -
Billy, cudownie, że jesteś, przywitaj się z ciotką, muszę ci kogoś przedstawić - ciotka Elizabeth była siostrą mojego ojca, młodszą o kilkanaście dobrych lat. Zawsze ją lubiłem, bo byliśmy nawet trochę podobni w swoim zamiłowaniu do hedonistycznego życia. Czasem imprezowaliśmy razem, jak tylko osiągnąłem pełnoletność. Właściwie nie zgadzaliśmy się tylko w jednej kwestii - nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego pociągają ją zajęci mężczyźni. Nienawidziłem w niej tego, że nagminnie rozbija rodziny i czerpie z tego radość. Ja miałem wątpliwą moralność, ale właśnie dlatego nie szukałem zobowiązań, by nikogo nie krzywdzić -
Miło cię widzieć, Lizzie - uśmiecham się blado, a ona ciągnie mnie prosto do Charlotte i, jak się miało za moment okazać, swojego wybranka -
Guciu, mój miły, chciałabym ci przedstawić swojego chrześniaka - zostawia mnie tuż obok Lotty, a sama wiesza się typowi na ramieniu -
To jest Gustav Kovalski, mój nowy partner, na pewno o nim słyszałeś - zerka na starucha i przesuwa dłonią po jego piersi, przygrywając kokieteryjnie dolną wargę, potem patrzy na mnie -
A to jest William, mój bratanek, jest prawnikiem, bardzo dobrym zresztą, tak sobie myślałam, że może mógłby ci pomóc z... No wiesz - o nie, zdążyłem już usłyszeć, że Kovalscy się rozwodzą i jeśli chciała mnie w to wpierdolić to... To byłaby dobra okazja do zemsty na jego córce, tylko czy byłem aż takim złolem? Czuję jak paruje mi łeb, dosłownie przypominam sobie wszystkie jej docinki i sytuacje kiedy nie miała skrupułów ani sumienia. Głośno wciągam w płuca powietrze i chrząkam, po czym wystawiam ku niemu wolną dłoń -
Dzień dobry, William Patel, bardzo mi miło - wcale mi nie było miło, wcale mi się nie podobała ta sytuacja. Jakoś mimowolnie zbliżam się do Charlotte, a ciotka wbija w nią spojrzenie przechylając głowę na jedną stronę -
A to kto to jest, kochanie? Jakaś twoja znajoma? - zagaduje do Gustava i wyciąga rękę do Lotty, obdarzając ją iście czarującym uśmiechem -
Elizabeth Patel - przedstawia się. Teraz już rozumiem dlaczego mówił, że niedługo nasze rodziny zostaną jedną. Planował oświadczyny? A ona planowała je przyjąć?...
Charlotte Kovalski