28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nie wierzyła w żadnego pierdolonego łosia. Nie spodziewała się, że znała takie słowa, ale uruchomiła się w niej polska natura i leciała z bluzgami jak kurwa z kutasami. Nic nie było w stanie jej powstrzymać. Podobnie jak zdjęcia małego Williama, które cały czas dochodziły do Jane, albo które zaczęły wisieć na klatce schodowej, kiedy wychodził do pracy. Prawdziwe wkurwienie Charlotte zaczynało wychodzić na jaw. Odkąd wróciła do domu, nie odezwała się do niego słowem. Za to uprzykrzała mu życie na każdy możliwy sposób przez żałobę samochodu, który postanowił skasować. Szczerze? Spodziewała się, że zrobił to specjalnie i nie przyjmowała żadnych wymówek dotyczących łosia. Łosia to on mógł mieć na kutasie, a nie na drodze w takiej metropolii, jaką jest Toronto.
Sama nie wiedziała, dlaczego zdecydowała się na wyjście na bankiet z okazji urodzin Franklina. Przygotowała najdroższą butelkę wina z Sycylii, jaką udało jej się importować. Pamiętała ich rozmowę oraz wspomnienia podróży poślubnej. Chciała dla nich dobrze, a wyjście na bankiet spowoduje ból głowy u Williama. Nie mogła przegapić takiej okazji. Odstawiła się jak woźny na dzień nauczyciela. Czerwona sukienka, złote dodatki i ta czerwień na ustach, jakby samym ubiorem wszem i wobec ogłaszała, że idzie po głowę Patela.
Miło Państwa widzieć, wszystkiego najlepszego — zaczepia Charlotte rodziców Williama. Franklin jedynie skinął na nią głową, a później Lotte wita się z Anabelle. Tradycyjna wymiana buziaczków, radości oraz informacji — wiesz co Charlotte, mój syn w ogóle nie ma polotu. Przyszedł z jakąś dziwną dziewczyną. Wolałabym Ciebie — rzuca pani Patel, a Lotte już się tylko uśmiecha. Oczywiście, oczami wyobraźni widziała, kogo ze sobą przyprowadził. Tylko wtedy zobaczyła Gustava, jej ojca. Nie spodziewała się go tutaj i nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Odkąd ogłosił wszem i wobec na kolacji rodzinnej, że rozwodzi się z matką Lotty, nie miała z nim kontaktu. Szczerze wolała tego nie zmieniać.
Przepraszam, muszę zniknąć — rzuca Kovalski i choć chciała brylować w towarzystwie... zaczyna ukrywać się za kolumnami. Wcześniej jedynie chwyta po butelkę wina, od razu nalewając sobie kieliszek do pełna. Dwa pierwsze wypiła na raz, a trzeci dopiero zaczęła sączyć, spoglądając na ojca ze sporej odległości. Nie chciałaby doszło do jakiejkolwiek konfrontacji.
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

To był ogólnie ciężki tydzień i szczerze żałowałem, że w ogóle zgodziłem się zabierać Lotte do mojego rodzinnego domu. Głupi byłem jak uwierzyłem, że jednak możemy się dogadać, bo szybko się okazało, że poszła tam tylko po to żeby mi dojebać, a ta rozmowa z moim ojcem... Teraz byłem już całkowicie pewien, że zwyczajnie chciała tym uśpić moją czujność, żeby potem, tak jak zresztą podejrzewałem, wbić mi nóż prosto w plecy. Żałosny byłem jak myślałem, że może ma jakieś pozytywne odruchy względem mojej osoby, już nigdy więcej na pewno jej nie zaufam. Od tygodnia moja sekretarka odbiera upokarzające wiadomości i już zaczęła się do mnie zwracać per księżniczko, od tygodnia również zdejmuję własne zdjęcia z tablicy w naszej kamienicy. Ale teraz mogłem wreszcie odpocząć z dala od Kovalski i zamierzałem wykorzystać ten wieczór do granic możliwości. Na bankiet zaprosiłem nową stażystkę z kancelarii, bo bardzo jej zależało żeby tu być. Słyszała jak rozmawiałem z Jane o tej imprezie, że będą tu same szychy z branży i dosłownie od miesiąca próbowała się wkupić w moje łaski, robiąc mi kawę albo zostawiając jakieś flirciarskie liściki. Właściwie nic więcej nas nie łączyło, ale lepsze takie towarzystwo niż żadne no i musiałem przyznać, że odjebała się jak stróż w Boże ciało. Ja zresztą też wyglądam bardzo elegancko. Niemniej dziewczyna bryluje w towarzystwie, ale ciągłe rozmowy o pracy zaczynają mnie już nudzić, poza tym ona wciąż chce żebym ją komuś przedstawiał, a to zaczyna mnie męczyć. Polewam sobie pełną szklankę szkockiej i wypijam kilka dużych łyków, żeby od razu sobie dolać. Moja towarzyszka poszła skorzystać z toalety, więc ja również postanawiam skorzystać z okazji i chowam się gdzieś między kolumnami, a tam... No kurwa nie wierzę własnym oczom, bo oto stoi przede mną Charlotte Kovalski we własnej osobie - Co ty tutaj robisz? Wkradłaś się? - trochę durne pytanie. Krzywię się i mierzę ją spojrzeniem od góry do dołu. Wyglądała wykurwiście, o czym oczywiście jej nie powiem, co więcej znowu się zmatchowaliśmy, bo garnitur miałem czarny, ale czerwone dodatki takie jak poszetka, czy koszulę w czerwone różyczki, krawat sobie darowałem tym razem, bo stwierdziłem, że chce być trochę bardziej na luzie. I złota biżuteria, pasująca do jej złotej biżuterii. Co za złośliwość losu. Gdzieś na horyzoncie pojawia się moja dzisiejsza partnerka i widzę, że się za mną rozgląda, więc przybliżam się do Lotty, tym samym kryjąc głębiej za kolumną.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nie wierzyła własnym oczom. Miała się schować przeżyć ten wieczór w świętym spokoju, a zamiast tego zobaczyła jegp. Czy to była jakaś pieprzona iluzja? Oczywiście, musiał pojawić się na bankiecie urodzinowym własnego ojca. Spodziewała się go tutaj, ale nie konkretnie tu, kiedy ona chowała się przed własnym ojcem. Jeśli dojdzie do ostrzejszej wymiany zdań, a dojdzie, ludzie zaczną zwracać na nich uwagę, a ostatnie czego potrzebowała to, by Gustav aka pseudonim operacyjny jANUS zobaczył ją tutaj.
Twój tata mnie zaprosił — odpowiada praktycznie od razu, uśmiechając się złośliwie. Czy Williama powinno to dziwić? Polubili się i znaleźli między sobą przedziwną nić porozumienia. Ba, Lotte wolałaby prowadzić teraz rozmowę z Franklinem niż z Billy'm — a ty co? Z kim przyszedłeś? Z dziwką spod latarni? — nie żeby ją to obchodziło, ale tak trochę było. Zaczęła się rozglądać zza kolumny, by znaleźć najbardziej obscenicznie ubraną laskę, by móc wyśmiać jego ust. Ciekawe, na jakie delulu cierpiała jego nowa laska. Pamiętała wszystkie sprowadzane dziewczyny do mieszkania Patela. Żadnej nie zabrałaby do takiego miejsca.
Mógłbyś, chociaż nie udawać, że się mnie tu nie spodziewałeś — na jej twarzy maluje się grymas i kręci delikatnie głową. Widział, jak się dogadywała z jego ojcem. To była tylko kwestia czasu, aż zaczną wymieniać się SMS'ami i doradzać sobie w trakcie różnych spraw. Co prawda chciała brylować w towarzystwie, ale nie za bardzo miała jak. Jej ojciec skutecznie jej to uniemożliwiał.
Musisz być tak blisko? — pyta, kiedy tylko podchodzi do niej bliżej. Wyczuła zapach jego intensywnych perfum i choć chciałaby ukryć się za złośliwością, to czuje, jak do jej polików dociera krew. Dobrze, że miała na sobie makijaż, bo wyczuwała pojawiające się rumieńce — ukrywasz się pewnie przed kimś? — pyta, wychylając się zza kolumny i widzi wtedy stażystkę. Ładna, dobrze ubrana, ale zdecydowanie dla niego zbyt młoda. Wraca spojrzeniem do Patela już z uniesioną brwią — niezłą cizię sobie wybrałeś. Jest chociaż legalna? — zaraz śmieje się pod nosem. Może była młoda, ale nie miała w sobie tej charakterystycznej iskry. Chciała jeszcze raz się wychylić, tylko wyczuła pierwszy problem. Widzi własnego ojca zmierzającego w ich stronę, chyba czas do toalety. Bez zastanowienia Charlotte chwyta Willa za koszulę i przyciąga go bliżej siebie. Nie, Gustav nie mógł jej znajdzie. Prędzej pocałowałaby Patela, żeby ich tylko ominął, zlewając ciepłym moczem. Kątem oka sprawdza położenie ojca, zaraz wtulając się w Williama z głową przekręconą w przeciwną stronę. W głowie się modli tylko oto, by Janus przeszedł dalej, nie zaczepiając ich.
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Czy mnie to dziwi? W zasadzie nie, dogadywali się nad wyraz dobrze. Czy mnie to wkurwia? Zdecydowanie tak. Nawet we własnym domu rodzinnym nie mogłem się czuć bezpiecznie bo wampirzyca się gdzieś tu czaiła i tylko czekała żeby wyssać ze mnie całą energię życiową, z tą czerwoną szminką na ustach naprawdę wyglądała jak jakaś królowa nocy - Ze sta - urywam w połowie słowa, bo jak to brzmi? Jakbym chciał ją wyrwać na swój status, a było właściwie odwrotnie, to ona koniecznie chciała się do mnie zbliżyć - Z prawniczką z kancelarii, w której pracuję, więc daruj sobie te teksty - krzywię się. Zaciskam mocniej palce na szklance i popijam szkocką - A czy ty musiałaś tu przyłazić? Trzeba było kulturalnie odmówić - wywracam oczami, bo już naprawdę mogła sobie darować chociaż ten jeden raz - Muszę - bo po drugiej stronie by mnie pewnie zobaczyła i znowu męczyła, żeby przedstawić kolejnej osobie, zupełnie jakby nie mogła zrobić tego sama? Wydawała się mniej nieśmiała, jak zagadywała mnie w pracy i pisała mi wyuzdane wiadomości, kryjąc je między stertą papierów - A ty co? Świetnie się bawisz w kącie? To trzeba było zostać w domu - pewnie robiliśmy to samo, tylko ja nie mogłem zlokalizować nigdzie osoby, przed którą ona się ukrywała. Czyżby nie przyszła tutaj sama? Czyżby jednym z gości był jej śmiertelny wróg i to inny niż ja? Wychylam się zza kolumny rzucając okiem naokoło, ale właściwie nie mam pojęcia czego lub kogo szukam. Wystarczyła chwila by Tracy, bo tak miała na imię moja dzisiejsza partnerka, mnie zauważyła i już uśmiecha się promieniście i rusza w moją stronę - Wal się, co ci się w niej nie podoba? Jest ładna, elegancka i inteligentna, a ty brzmisz jakbyś była zazdrosna - mrużę lekko oczy. Cóż, pora wrócić do towarzystwa, bo Tracy i tak zaraz wyciągnie mnie na salę, a poza tym ta krótka wymiana zdań z Kovalski wystarczyła bym miał jej dosyć. Już chcę odchodzić, ale Charlotte łapie mnie za koszulę i przyciąga do siebie tak energicznie, że o mało nie oblewam nas whiskey - Co ty wyprawiasz? Opanuj się i zdecyduj może - bo raz mam wrażenie, że chce mnie zabić, a już za moment woli się obściskiwać w ustronnym miejscu, tylko, że ja już się nie dam zmanipulować i nabrać na jej słodkie uśmieszki - Weź się odwal, jestem tutaj z Tracy, nie odstraszysz jej - bo ja myślę, że ona to robi specjalnie, żeby tamta biedna dziewczyna poczuła się zdradzona i miała mnie za jakiegoś padalca, który się obmacuje z kim popadnie w ukryciu. Tyle, że ona właściwie średnio była zainteresowana moją osobą i pewnie by to po niej spłynęło. Jedną ręką odpycham od siebie Charlotte, wprost na faceta, który właśnie nas mija.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Unosi wysoko brwi, słysząc jak zaczyna mówić i po chwili parska śmiechem. Nienawidziła go, ale coś kuło ją w sercu. Przyszedł z kimś innym. Jasne, mógł się spotykać z innymi. Przecież nic to nie znaczyło, a ona w życiu nie chciałaby się z nim związać, a jednak doprowadzało ją to do szału.
Jasne, ze srawniczką — pocisk godny ośmiolatki panienko Kovalski, ale na pewno skuteczny — mógłbyś, chociaż nie próbować wywoływać we mnie zazdrości. Spływa to po mnie jak po kaczce — stwierdza, kręcąc głową. Tylko nie do końca sama ze sobą się zgadza. Na pewno nie była to żadna zazdrość, na pewno nie o niego. Zaraz przypomina sobie w głowie obraz, jak odparowywał sobie wodę w jej sypialni w samych majtkach i skarpetkach. Okropny widok.
Boisz się mojej obecności? — aż prychnęła. Musiał się bać, zwłaszcza że zrobiła milion zdjęć, a później wieszała je tam, gdzie tylko mogła. W każdym miejscu na ścianie i u niego w pracy. Ludzie musieli mieć prawdziwy ubaw — dobrze wiesz, że polubiłam się z twoim ojcem — przypomina mu to, pokazując język. Jego pewnie to srogo bolało, za to ona czuła się dumna. Mało kto mógł pochwalić się pozytywną relacją z Franklinem Patelem. Ona jako młoda prawniczka mu zaimponowała i szczerze? Chciała móc rozmawiać z ludźmi z branży, dzielić się doświadczeniem, spędzając wieczór bez Williama, ale przeznaczenie zdecydowało inaczej.
Skończ pierdolić Patel — warczy finalnie, słysząc o chowaniu się w kącie. To było bardziej skomplikowane niż mógłby się spodziewać. Nie powiedziałaby mu o JEJ ojcu. Wtedy dopiero zaczęłoby się prawdziwe piekło dla Kovalski, a ona naprawdę nie chciała się z nim konfrontować. Była pierdoloną dorosłą kobietą, ale własnego taty bała się najbardziej. Nieważne, ile byłaby w stanie osiągnąć, on nigdy nie byłby zadowolony.
To że... — tylko nie ma żadnych racjonalnych powodów, patrzy jeszcze raz na kobietę i już na pomysł — kurwa, nieważne, kto nosi do musztardowej sukienki srebrne dodatki? — już chciała zacząć dygresję, kto w ogóle lubi ten kolor, byle nie mówił nic o zazdrości. Na pewno nigdy, przenigdy nie byłaby o NIEGO zazdrosna. Prędzej świnie zaczęłyby latać. Nie, to już się stało. Prędzej ona zaczęłaby wymiotować tęczą. Nie, to też nie wchodziło w grę. Prędzej sama by go pocałowała, niż była o niego zazdrosna. To się na pewno nigdy, przenigdy nie stanie.
Will, proszę — rzuca błagalnie, by się nie odzywał z prawdziwą nutą przerażenia. Zaraz jednak dzieje się prawdziwa magia, a Charlotte rozlewa swój kieliszek wina gdzieś obok butów jej ojca. Unosi wzrok całkowicie przerażona. Znowu czuła się jak mała dziewczynka, a tak długo obiecywała sobie, że do tego nie doprowadzi.
Charlotte Anne Kovalski — chłód jego głosu, od razu postawił Charlotte niemalże na baczność. Każdy mięsień jej ciała się spiął, a on wyprężyła jak struna. Gustav był mężczyzną, który niewątpliwie budził respekt jedynie krótkim spojrzeniem. Choć miał swoje lata dalej powodował w jej sercu kłucie serca, niedługo będzie miała trzydzieści lat, a ona dalej obawiała się własnego ojca — dlaczego na mnie wpadasz i co ty tu właściwie robisz? — pyta, unosząc do góry jedną ze swoich brwi. Nie spogląda nawet na Williama. Nie zauważa jego istnienia, za to Charlotte czuje, jak ją dosłownie wszystko boli. Uwielbiała matkę, a z ojcem nigdy nie potrafiła się dogadać. Zabawne, znowu coś łączyło ją z Williamem.
Dobry wieczór, ojcze — zaczyna Charlotte, ale spuszcza wzrok — zostałam zaproszona — burczy cicho pod nosem, bo nie chciała, by ten wieczór skończył się w ten sposób. Chciała móc bawić się wśród elit, ale obecność ojca skutecznie jej to ograniczała.
Charlotte, i o czym opowiadasz tutaj ludziom? O twoim marzeniu o zostaniu prawnikiem? — aż parsknął cicho pod nosem. Tak Gustav był osobą, która gardziła prawnikami, a to że jego pierworodna córka nim została, uważał za plamę na honorze. Za każdym razem jej to wypominał — dałabyś spokój i przejęłabyś rodzinny biznes. Ktoś musi się tym zająć, zwłaszcza po moim rozwodzie z twoją matką — za każdym razem przypomina jej o rodzinnym biznesie, a ona nigdy nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Nieruchomości nigdy jej nie ciekawiły, rodzinny biznes określiłaby mianem nudnego — chociaż to idealna okazja, żebyś poznała swoją przyszłą macochę — stwierdził nagle Gustav, a Charlotte cała zbladła. Słyszała o niej pogłoski, ale nigdy nie wchodziła w szczegóły. Omijała temat jak tylko mogła, zwłaszcza że w kwestii rozwodowej stanęła po stronie własnej matki.
Ojcze, ale... — zaczyna Charlotte i patrzy jeszcze błagalnie w stronę Williama — dosyć, moja droga. Skoro już się tu pojawiłaś, poznasz Elizabeth. — a tak właśnie nazywała się ciotka Williama — mam nadzieję, że znowu mnie nie rozczarujesz. Już twoja kariera robi mi za wystarczającą hańbę. Prawniczka? A umiecie robić coś więcej niż okłamywać ludzi? — typowe gadanie starego, ale Lotte czuła jak coś w niej kruszeje. Zaraz wyciąga w jej stronę dłoń — poza tym damy nie piją alkoholu, oddaj mi ten kieliszek. Tego potrzeba naszej rodzinie, by moja córka się tu upiła — rzuca poważnym tonem, a Lotte bez jakiegokolwiek rezonu podaje mu szkło — niedługo nasze rodziny zostaną jedną Charlotte — jej wcale nie było do śmiechu. Najchętniej by stąd uciekła, ale musiała się trzymać, póki mogła.
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Nie sądzę - uśmiecham się, bo gdyby naprawdę tak było, to pewnie nawet by nie skomentowała mojej dzisiejszej partnerki, przecież to była normalna, schludna dziewczyna, a nie jakaś suka spod monopolowego, więc skąd w niej tyle jadu względem Bogu ducha winnej panny? No chyba wszyscy wiemy skąd, bujać to my, ale nie nas - Niczego się nie boję - powtarzam, chociaż prawda jest zgoła inna, nie miałem pojęcia czego się po niej spodziewać i nawet jeśli dzisiaj będzie w porządku (w końcu to był dzień na cześć mojego ojca, ja byłem tylko tłem), to nie mam pewności, że jutro nie wbija mi noża w plecy, tak jak zresztą zrobiła to po obiedzie w moim rodzinnym domu. Później tylko zaciskam usta bo tak, to bolało mnie chyba najbardziej, że mój własny ojciec zdawał się bardziej lubić ją niż mnie. Przez jebane trzydzieści lat wypruwałem sobie flaki, żeby mu zaimponować a ona zrobiła to podczas półgodzinnej rozmowy. Byłem w chuj zazdrosny, nie o nią, tylko o niego. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego patrzy na nią takim łaskawym okiem, podczas kiedy pochwały na mój temat ledwo przechodziły mu przez gardło - Ty skończ pierdolić - rzucam, pocisk godny gimnazjalisty dosłownie - Już naprawdę nie masz się o co przyczepić - wywracam oczami, chociaż sam musiałem przyznać że fatalny dobór dodatków, ale może gen z się nosiło w taki sposób. Zresztą ja też czasem wybierałem dosyć ekstrawaganckie połączenia, ale jednak w trochę lepszym guście. Potem ją od siebie odpycham i kiedy słyszę ten błagalny ton, to w pierwszej chwili, chyba trochę instynktownie próbuje ją złapać, ale jest już za późno. I wtedy zaczyna się przedstawienie. Stoję lekko z tyłu, ale wszystko dokładnie widzę i słyszę, jak prostuje się jak struna i spina jakby właśnie miała wystąpić przed prezydentem. Unoszę w zdziwieniu obie brwi, a chłód bijący od starucha dosłownie sprawia, że i mnie ciarki biegną po plecach. A więc to musiał być stary dziad Kovalski i szczerze? Wystarczyło, że się odezwał, a nawet ja poczułem się przy nim strasznie mały. Każde kolejne zdanie, które wypada z jego ust sprawia, że czuję jakiś dziwny dysonans - z jednej strony satysfakcję, że jebie ją ostro od stóp do głów, z drugiej ogromny dyskomfort, że jestem tego świadkiem. Łapię jej błagalne spojrzenie i chcę po prostu sobie iść, niezauważony, jakby nigdy mnie tu nie było. W porównaniu do niego mój ojciec wydawał się być pierdolonym aniołem. Nie chcę uczestniczyć w rodzinnej kłótni Kovalskich, bo w tym momencie są we mnie dwa wilki - jeden chciałby móc czerpać chorą satysfakcję z jej beznadziejnego położenia, drugi w tym momencie przyjebałby mu prosto w pysk. Cofam się o krok i już mam się odwrócić na pięcie i odejść, ale wtedy czuję, że ktoś łapie mnie od tyłu obejmując jedną ręką, a potem daje mi krótkiego buziaka w policzek. Znam zapach tych perfum i ten cienki, donośny głos - Billy, cudownie, że jesteś, przywitaj się z ciotką, muszę ci kogoś przedstawić - ciotka Elizabeth była siostrą mojego ojca, młodszą o kilkanaście dobrych lat. Zawsze ją lubiłem, bo byliśmy nawet trochę podobni w swoim zamiłowaniu do hedonistycznego życia. Czasem imprezowaliśmy razem, jak tylko osiągnąłem pełnoletność. Właściwie nie zgadzaliśmy się tylko w jednej kwestii - nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego pociągają ją zajęci mężczyźni. Nienawidziłem w niej tego, że nagminnie rozbija rodziny i czerpie z tego radość. Ja miałem wątpliwą moralność, ale właśnie dlatego nie szukałem zobowiązań, by nikogo nie krzywdzić - Miło cię widzieć, Lizzie - uśmiecham się blado, a ona ciągnie mnie prosto do Charlotte i, jak się miało za moment okazać, swojego wybranka - Guciu, mój miły, chciałabym ci przedstawić swojego chrześniaka - zostawia mnie tuż obok Lotty, a sama wiesza się typowi na ramieniu - To jest Gustav Kovalski, mój nowy partner, na pewno o nim słyszałeś - zerka na starucha i przesuwa dłonią po jego piersi, przygrywając kokieteryjnie dolną wargę, potem patrzy na mnie - A to jest William, mój bratanek, jest prawnikiem, bardzo dobrym zresztą, tak sobie myślałam, że może mógłby ci pomóc z... No wiesz - o nie, zdążyłem już usłyszeć, że Kovalscy się rozwodzą i jeśli chciała mnie w to wpierdolić to... To byłaby dobra okazja do zemsty na jego córce, tylko czy byłem aż takim złolem? Czuję jak paruje mi łeb, dosłownie przypominam sobie wszystkie jej docinki i sytuacje kiedy nie miała skrupułów ani sumienia. Głośno wciągam w płuca powietrze i chrząkam, po czym wystawiam ku niemu wolną dłoń - Dzień dobry, William Patel, bardzo mi miło - wcale mi nie było miło, wcale mi się nie podobała ta sytuacja. Jakoś mimowolnie zbliżam się do Charlotte, a ciotka wbija w nią spojrzenie przechylając głowę na jedną stronę - A to kto to jest, kochanie? Jakaś twoja znajoma? - zagaduje do Gustava i wyciąga rękę do Lotty, obdarzając ją iście czarującym uśmiechem - Elizabeth Patel - przedstawia się. Teraz już rozumiem dlaczego mówił, że niedługo nasze rodziny zostaną jedną. Planował oświadczyny? A ona planowała je przyjąć?...

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Niczego się nie boję, oprócz bliskości z Tobą, tak chciała mu się odszczekać. Tylko kolejne sekundy minęły zbyt szybko. Sama nie wiedziała, kiedy znajdowała się przed własnym ojcem z tym charakterystyczną nerwową postawą. Trudno było jej się odnaleźć w tej chwili. Kiedy pojawiła się przy nich Elizabeth, miała wrażenie, ze śni. To musiał być jeden z najokropniejszych koszmarów, pojawiający się w jej głowie. Myślała, że śni, albo że znów się naćpała, a wybranka ojca przypominała jej Janice z friends.
Guciu? — powtórzyła za nią, a chwilę później jej wzrok padł na Williama — bratanek? — czuła, jak cała krew zaczyna jej odpływać z mózgu. To nie mogło być realne, zwyczajnie to się nie działo. Podniosła do góry głowę, by dodać sobie, chociaż odrobinę pewności siebie, ale wraz z kolejnymi słowami zwątpiła w to, co się działo przed jej oczyma — pomóc? — on miał pomóc w rozwodzie jej rodziców? On. Charlotte pierwszy raz nie kryje zdziwienia. Oczy ma jak z orbity. To nie tak, że ojciec przekupił wszystkich prawników, by uniemożliwić obronę jej matce, a teraz postanowi... wybrać na prawnika jej wroga publicznego numer jeden, którego nawet momentami lubiła. Tylko teraz zostanie jej jedynie nienawiść. Kącik ust jej nieznacznie drgnął.
Mi Ciebie też... — zaczyna Gustav, podając mu dłoń — miło poznać, Williamie — Charlotte już słyszy to kłamstwo, czuje ten niemiłosiernie mocny chwyt dłoni. Jej ojciec nienawidził prawników, twierdził, że zawsze zdzierają z niego pieniądze — to moja córka — poprawia ją biznesmen i tylko krótko kręci głową. Co w niej widział? Pewnie zakochał się w rechocie ropuchy. Sam na księcia nie wyglądał, prędzej na parę złych czarnoksiężników.
Miło poznać, Elizabeth — mówi cicho Charlotte. Nie za dużo Patelów? Bratanek. Czyli to była siostra Anabelle, lub Franklina? Zmroziło ją. Oni wyglądali na tak dobrze dobraną, kochającą się parę, a jej ojciec miał... wejść do ich rodziny? Ona miała być rodziną z Williamem? Nie, to nie mogło dziać się. Pokręciła delikatnie głową, szczypie się w ramię. Takie rzeczy nie mogły dziać się naprawdę.
Charlotte, to będzie moja narzeczona, jak skończę z twoją matką — te słowa sprawiają, że przez ciało Kovalski przechodzą dreszcze. Wiele mogła znieść, ale niektóre słowa padać nie powinny. Jej matka była najcudowniejszą osobą na świecie, a ona nie pozwoliłaby na nazywanie jej w ten sposób.
Co zrobisz?! — pierwszy raz unosi głos na własnego ojca z całą tego świadomością przy innych ludziach. Potrafiła się wykłócać, bywała uparta jak osioł, ale nigdy publicznie nie sprzeciwiła się ojcowi. Tylko ta gorycz kiedy mówił o jej mamie była zbyt wielka, miała nadzieję, że zamilknie, ale on kontynuował dalej.
Rozwiodę się z tą nic nie znaczącą trzpiotką, która całe życie zajmowała się domem i nie ma sobą nic do zaoferowania — mocne słowa, chociaż kolejne miały, dopiero paść. Gustav nie bez powodu w branży był znany ze swojej szczerości, wiele osób przez to za nim szło, ale jego własna córka nie potrafiła — Charlotte, nawet ty jej nie szanujesz, a jesteś... prawniczką — obrzydzenie z jakim to mówił, było dla niej nie do wytrzymania. Innych prawników potrafił szanować, tylko nie ją. Powinna się zgodzić z każdym jego słowem, dać sobą manipulować, ale coś w niej drżało. Już wcześniej marzyła o zrobieniu sceny wraz z braćmi. Tylko teraz była tu sama. Wraz z innymi goścmi urodzin Franklina.
Nie mam zamiaru w tym uczestniczyć ojcze — syknęła w końcu Charlotte, lekko drżącym głosem. Takie sprawy nigdy nie przychodziły jej z łatwością — chyba że chcesz, bym poszła do mediów i zdradziła im twoje sztuczki podatkowe — nie mogła się powstrzymać, ale zaraz ugryzła się w język, widząc minę ojca. To nie miała być łatwe starcie.
Charlotte Anne Kovalski — zaczyna mówić głośniejszym tonem, a ludzi finalnie spoglądają w ich stronę — masz mi zamiar robić wstyd na bankiecie naszej, przyszłej rodziny? — zawód wręcz wypływała z jego głosu, podobnie jak wściekłość — czasami nie mogę uwierzyć w fakt, że jesteś moją córką. Gdyby nie testy ojcostwa, dalej bym w to nie wierzył. Niepoukładana prawniczka, która myśli, że jej zdanie się liczy — i zaśmiał się, tak po prostu się zaśmiał — to co William? Zajmiesz się moją sprawą? — pyta w stronę Williama. Lotte nigdy nie czuła się tak mała, tak nieważna. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Żadne dziecko nie powinno słyszeć takich słów z ust ojca, niekiedy patrzył jej prosto w oczy. Oczy niemalże od razu się jej zeszkliły, a ostatnimi siłami powstrzymała się od ich uronienia.
I chyba pierwszy raz zdecydowała się faktycznie zbuntować. Chwyta mocnym ruchem kieliszek, który jeszcze niedawno należał do niej. Po chwili wylewa go własnemu ojcu w twarz. Pewnie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie wszystkiemu przyglądający się Państwo Patel. Tak jak William widział ją w każdej postaci tak oto ich dbała, a kiedy zdała sobie sprawę z widowiska, które urządził gościom Gustav, sama wybiegła.
Musiała się przewietrzyć, a najlepiej zniknąć. Kucnęła gdzieś z boku rezydencji Państwa Patel, a całe ciało jej drżało jeszcze z nerwów. Nie była w stanie się uspokoić, nawet przez krótki moment za to z oczu zaczęły wypływać jej łzy jedna za drugą.
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Czuję, że prawie miażdży mi palce przy uścisku dłoni, ale znoszę to dzielnie i uśmiecham się lekko. Czekam aż wszyscy wymienią uprzejmości, chociaż ton jego głosu wcale nie brzmi uprzejmie, wręcz przeciwnie - słyszę tą pogardę nie tylko względem Charlotte - Twoja córka? - dziwi się Elizabeth - W takim razie tym bardziej cieszę się, że wreszcie mogę cię poznać, wkrótce będziemy rodziną - pewnie słyszała na jej temat niejedno, ale była dobrze wychowana, w oficjalnych sytuacjach potrafiła się zachować, tak jak zresztą każdy Patel. To co działo się za zamkniętymi drzwiami, zostawało za zamkniętymi drzwiami, to co mogło ujrzeć światło dzienne, musiało być doskonale przemyślane. Gustavowi za to zdecydowanie brakowało kultury, jak mógł powiedzieć coś takiego przy obcej osobie? Chociaż może skoro byłem chrześniakiem jego nowej partnerki, to nie byłem już wcale obcy? Otwieram szeroko oczy, jak on w ogóle mógł mówić w ten sposób o kimś kogo przecież kiedyś kochał? Przecież z jakiegoś powodu się związali? Nawet jeśli uczucia wygasły, to małżeństwo trwało latami. A może to ja żyłem w jakiejś bańce wraz ze swoimi rodzicami, bo mój ojciec w życiu nie powiedziałby czegoś takiego na temat mojej matki, była dla niego największą radością, nawet wtedy kiedy się kłócili. Mam ochotę się odezwać, ale milczę, bo co mu mogę powiedzieć? Osobiście uważałem, że zajmowanie się domem to taka sama pracą, tylko niestety niedoceniania, w życiu nie oskarżył bym mojej mamy, że nic nie robi, albo nic nie znaczy. Właściwie to dzięki jej wsparciu tata mógł rozwijać karierę i mniemam, że w rodzinie Kovalskich wyglądało to podobnie. Dużo chętniej stanąłbym po stronie zranionej kobiety niż faceta tyrana. Słucham jak się kłócą i zerkam na ciotkę, a ona na mnie, zresztą coraz więcej par oczu zwraca się w tą stronę i widzę, że nawet moja mama spogląda na nas kątem oka. Obruszam się dopiero kiedy Kovalski zwraca się do mnie i unoszę obie brwi, Elizabeth patrzy na mnie błagalnym wzrokiem - Zapraszam do swojego biura w poniedziałek, omówimy tę kwestię, dzisiaj wolałbym nie rozmawiać o pracy - jeszcze nie podjąłem decyzji, chociaż mogło to brzmieć jakbym właśnie się zgodził. Ciocia Patel klaszcze w dłonie i mocniej wtula się w swojego wybranka - Widzisz? Wiedziałam, że się zgodzi - świergocze mu przy uchu. A potem wszystko dzieje się tak szybko. Chlust wina i czerwone krople bryzgajace również na wtuloną w niego partnerkę, zdziwiony stęk mężczyzny oraz przerażony krzyk kobiety, wstrzymane oddechy wszystkich, którzy mniej lub bardziej bezczelnie przyglądali się całej sytuacji. Moja mama zasłania usta dłonią - Franklinie! Pora pokroić torta, proszę, przejdźmy do jadalni! - krzyczy, chyba tylko po to, żeby odwrócić uwagę gości od tego co działo się przy kolumnach, ale było już za późno, widzieli to praktycznie wszyscy. Anabelle posyła Charlotte współczujące spojrzenie, kiedy mijają się gdzieś w drodze, a potem podchodzi do mnie i opiera mi dłoń na ramieniu -Zobacz co z Charlotte, dobrze? W razie czego dopilnuj żeby bezpiecznie wróciła do domu - kiwam głową i ruszam w kierunku wyjścia, za plecami słyszę jak mama jebie swoją szwagierkę - Ogarnij swojego kochasia, Elizabeth - nigdy jej nie lubiła, nie powiedziałaby tego głośno, ale miała ją za zwykłą wywłokę. Wychodzę przed budynek i rozglądam się za dziewczyną, ale nigdzie jej nie widzę, robię więc koło dookoła budynku, bo przecież nie mogła odejść daleko i widzę postać kucającą przy ścianie. Powoli podchodzę bliżej - Charlotte? - w słabym świetle okolicznych latarni widzę błyszczące ślady łez spływające po jej twarzy i przysięgam, że robi mi się strasznie źle. Mogliśmy się sprzeczać i kłócić i wieszać na sobie psy i w ogóle nienawidzić, ale nie chciałem oglądać jej w takim stanie. Jeszcze wczoraj zarzekał bym się, że jeśli kiedykolwiek się przy mnie popłacze to będę czuł tylko satysfakcję, jednak jak doszło co do czego to wcale nie było mi do śmiechu. Właściwie było mi jej szkoda, zawsze na moje jedno słowo miała swoje dwa, potrafiła się odgryźć i doprowadzić mnie do szału, a teraz wyglądała jak mała zagubiona dziewczynka. Myślę, że wolałbym oglądać łzy złości a nie bezsilności. Doskonale wiedziałem co musi czuć. Przystaję obok i bez słowa wyciągam do niej rękę.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Zapraszał do swojego biura? Spojrzała jeszcze wściekłym wzrokiem na Williama, zanim zdążyła wyjść. Nie sądziła, że byłby w stanie wypowiedzieć te słowa, że się na to zgodzi. Prawnicy dużo robili dla pieniędzy i choć myślała, że William jest inny. Mogli się na siebie denerwować, mówić na siebie obrzydliwe rzeczy, ale były pewne granice. Przez krótkie chwile wzbudzał w niej uczucia sympatii. Czasem miała wrażenie, że są w stanie się dogadać, tak jak wtedy w sylwestra, czy układając wspólnie tarota. Tylko przy jej ojcu pokazał swoją prawdziwą twarz, ale byli tacy sami.
Nawet nie wiedziała, co bardziej ją bolało, kiedy siedziała skulona. Słowa wypowiedziane z taką cholerną szczerością przy ojca, czy zdrada Williama. Przecież ona jeszcze tak niedawno go broniła przed własnym ojcem, chciała pokazać go w najlepszym świetle. Tylko Franklin miał pierdoloną rację. Nikt nigdy jej w ten sposób nie upokorzył, pierwszy raz czuła to rozdzierające uczucie w sercu, kiedy przepołowiło się na połowę. Nic do niego nie czuła, większość czasu za nim nie przepadała... a jednak bolało jak żadne inne słowo wypowiedziane przez jej ojca.
Przez ciało Lotty przeszły cierpkie dreszcze, gdy tylko usłyszała jego imię. W tym momencie chciała jedynie go zmiażdżyć bez żadnego zastanowienia. Cały smutek przerodził się w złość, która była nie do zatrzymania. Walnęła go mocno w dłoń, którą ją podał i wstała bez żadnego zastanowienia. Oczy błyszczały jej od łez. Wyraz twarzy zmienił się znacząco. Jeśli kiedykolwiek myślał, że była na niego zła, to teraz mierzył się z prawdziwą furią (hehe, nocna furia).
Co? Przyszedłeś się ze mnie pośmiać, Patel? — warknęła niemalże od razu, z każdym kolejnym słowem coraz bardziej zalewały ją uczucia, których jasno nie była w stanie sklasyfikować — nie za mało twoja rodzina wpierdala się w moją? — pyta, bo nie wierzyła, że wcześniej nie wiedział o pojawieniu się jej ojca na liście gości. Może dopiero się poznali, ale to krótkie pytanie i ta zgoda spowodowały, że ona cała się w środku gotowa. Zacisnęła mocno pięści do takiego stopnia, że na jej dłoniach pojawiły się czerwone ślady.
Tak postanowiłeś się odegrać? — zaśmiała się gorzko, ale czy to była bezsilność, czy złość tego nigdy się nie dowie — próbując, zniszczyć moją bogu winną matkę? — brwi miała uniesione wysoko, a z każdym kolejnym głosem coraz bardziej unosiła głos. Wszyscy dobrze bawili się w środku. Chciała brylować w towarzystwie, a została zwykłą pożywką dla śmietanki towarzyskiej Toronto. Pewnie czerpał niewątpliwą przyjemność w zobaczenia jej w tym stanie.
I ja Ciebie broniłam przed własnym ojcem... — mruknęła pod nosem, kręcąc głową — nie wierzę, że mogłam nazwać Cię dobrym człowiekiem. Jesteś największą, pierdoloną kanalią, jaką poznałam — wcześniej wierzyła we własne słowa. Lubiła jego wiecznie niezamykającą się gębę, a niektóre przyzwyczajenia zaczynały ją bawić. Pod maską złośliwości i piekielnych numerów kryło się coś więcej, ale teraz kiedy zdała sobie z tego sprawę... bolało to jeszcze bardziej. Nie był warty żadnego słowa, które do niego wypowiadała, ba nawet ani jednego spojrzenia.
Brzydzę się Tobą — wycedziła przez zęby, zdając sobie sprawę, jak resztki sympatii wobec Patela opuszczają jej ciało. Miała pewne granice. Żarciki wydawały się być niegroźne, w ogóle nieznaczące, ale... lubiła oglądać jego rozzłoszczoną minę. Teraz widziałaby go powieszonego za jaja — nie poznałam jeszcze tak prze obrzydliwego człowieka — nawet nie czekała na jakiekolwiek jego tłumaczenia, a wymierzyła mu siarczystego liścia w prawy policzek. Nie zastanawiała się kiedy, to po prostu się stało.
Może to dlatego że zaczynała mieć go za kogoś więcej niż tylko sąsiada.
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zabieram rękę, kiedy ją odtrąca i wsuwam dłonie do kieszeni. Mróz szczypie w skórę, a z nieba pada drobny, gęsty śnieg, który osadza nam się na ramionach i włosach. Przyszedłem tutaj żeby ją pocieszyć, ale już po pierwszej reakcji wiedziałem, że będzie ciężko. Obrałem taktykę milczenia, że dam jej się wykrzyczeć, a gdy emocje opadną to wtedy będziemy mogli porozmawiać. Ja właściwie nie miałem pojęcia, że będzie tu jakiś inny Kovalski, tak po prawdzie nie spodziewałem się nawet jej. Gustav widniał na liście gości jako osoba towarzysząca Elizabeth bo dopiero dzisiaj mieliśmy nieprzyjemność go poznać. Chciałem wyjaśnić, że doszło do nieporozumienia, że nie wezmę tej sprawy, tylko nie chciałem jeszcze dolewać oliwy do ognia, a zwyczajnie, grzecznie odmówić podczas poniedziałkowego spotkania, być może wykręcić się tym, że skoro w przyszłości będziemy rodziną, to nie wypada mi występować w jego sprawie, tyle, że kiedy już otwieram usta żeby cokolwiek powiedzieć, to ona wcale nie daje mi dojść do słowa. Więc łącze wargi i czekam aż wyrzuci z siebie wszystko co w tym momencie leży jej na sercu. Rozumiałem jej rozgoryczenie, do tej pory nasze kłótnie były raczej niegroźne i po czasie raczej bawiły, ale tym razem wszystko zaszło za daleko. Mogła wrzeszczeć i miotać się w przypływie bezsilności albo nawet dzikiej furii którą mi tu prezentowała, ale przekroczyła granicę dla mnie nieprzekraczalną. Mogłem być kanalią i najobrzydliwszym człowiekiem jakiego spotkała, jednak nie miała żadnego prawa podnosić na mnie ręki. Szczerze nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Zapiekło gdy zostawiła mi na twarzy czerwony ślad swojej dłoni. W pierwszym odruchu unoszę rękę żeby jej oddać. Dla mnie przemoc nie miała płci i wpierdoliłbym jej niezależnie od tego czy była kobietą czy nie. Ratowało ją chyba tylko to, że było mi jej szkoda i że był to tylko jeden wymierzony policzek, nawet jeśli bardzo bolesny. Zaciskam dłoń w pięść i celuje w nią jednym palcem - Nie waż się podnosić na mnie ręki - mówię, bo przysięgam, że nie ręczę za siebie - Wiesz co? Pierdol się - teraz moje pięć minut - Chciałem odmówić, ale wali mnie to, wezmę tą sprawę i zrobię dosłownie kurwa wszystko żebyśmy wygrali. Wierz mi, że nie cofnę się przed niczym, dołożę wszelkich starań by dojebać tobie i twojej matce, a potem będę triumfował z twoim ojcem pijąc najdroższego szampana jakiego uda mi się znaleźć - kiwam głową - I wiesz co? Będę się świetnie bawił na jego weselu, może na jebanych Mazurach - miałem dość. Dość jej podniesionego głosu i wiecznych wątów. Gotowało się we mnie jak nigdy, chyba głównie dlatego, że gdzieś podskórnie czułem, że naprawdę zaczynam ją lubić... Może nie tylko lubić? Serce bije mi dwa razy szybciej niż po najlepszym koksie - ze złości i żalu. Wcześniej miałem dobre intencje, teraz marzyłem tylko o tym, żeby ją zniszczyć. A kim ona była w porównaniu do mnie? Jakąś marną dziewuchą, której się zamarzyło robić prawniczą karierę. Ja miałem nazwisko znane w całej branży i kilka sukcesów na koncie, a ona? Ona mogła pochwalić się głównie tym, że w zastępstwie za kogoś innego dojebała prokuratorka, chociaż to żaden sukces, skoro większość sprawy i tak prowadził ktoś inny. W tym momencie miałem ją za nic i mógłbym zbić piąteczkę z jej ojcem - Nienawidzę cię Kovalski i przysięgam, że pożałujesz, że w ogóle się kiedykolwiek spotkaliśmy - rozmowę uważam za zakończoną. Wymijam ją i ruszam w kierunku wejścia, chociaż wcale nie mam ochoty na dalszą zabawę ani przede wszystkim tłumaczenia dlaczego mam taki piękny, czerwony ślad na twarzy. Modlę się żeby nie spotkać nikogo kiedy po cichu zabieram swój płaszcz. Nic tu po mnie, chce tylko zamówić taksówkę i wrócić do domu.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”