ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Chłodne, mroźne powietrze panoszące się w całym Toronto powinno było ostudzić temperament niejednej kąpanej w gorącej wodzie osoby... Niestety, nie tym razem. A może stety?
Komfort i zadowolenie jej podopiecznych był jedną z najważniejszych rzeczy, które Diana zawsze miała na uwadze w swojej pracy. To ona była tutaj dla nich, dzieląc się z nimi wszystkim, czego nauczyła się przez lata profesjonalnego tańca. Nie należała do miękkich nauczycieli, którzy tolerowali każde potknięcie, bo włoski temperament dość mocno jej to uniemożliwiał. Daleko jej było również do łatki tej surowej, skupionej tylko i wyłącznie na perfekcyjnych osiągach. Miała dość specyficzne podejście, spotkając się tak naprawdę pośrodku. Potrafiła przycisnąć, ale tylko w wypadku, gdy faktycznie było to jedynym i sensownym rozwiązaniem sytuacji. Zdecydowanie wolała jednak dawać więcej swobody, bo była świadoma, że niektórzy uczyli się wolniej i potrzebowali delikatniejszej dłoni. To tak naprawdę zależało od jednostki.
Nie trawiła natomiast ślepej surowości, dążenia do niemożliwej perfekcji, której nie każdy mógł sprostać. Zdawała sobie sprawę, że była to najczęściej mantra głoszona w balecie, w którym miała styczność na samym początku swojej tanecznej przygody. Nigdy nie rozumiała, dlaczego instruktorzy tego tańca byli zazwyczaj bezwzględni i nie potrafili odpuścić. Być może dlatego dość szybko zeszła z tej ścieżki, poszukując więcej wolności w swoim własnym fachu, a balet niekoniecznie był jej źródłem.
Zmartwiła ją zatem informacja od kilku dzieciaków, które poskarżyły się jej osobiście na kobietę, która obecnie prowadziła zajęcia baletowe w ich szkole. Wstępnie myślała o tym, by samodzielnie podnieść je jakoś na duchu, zmniejszyć ich niechęć. To jednak nie dawało efektu, a na domiar złego, do jej uszu dotarły kolejne niepokojące informacje na temat metod, którymi kobieta się posługiwała. To był już wyznacznik do tego, by Diana wzięła swoje sprawy w swoje ręce... Przynajmniej na tyle, na ile mogła. Nie mogła przecież ot tak kazać komuś się zmienić. Ale z pewnością nie zamierzała zostawić tego od tak, bez żadnego komentarza.
Dlatego też przychodząc w dniu dzisiejszym na swoje zajęcia, tuż przed ich rozpoczęciem zaczęła się rozglądać za panią, która odpowiadała opisowi, który podały jej dzieci. Jej czujne oko od razu odnalazło jej sylwetkę na korytarzu budynku szkoły, gdzie również zdawała się czekać na godzinę zero swoich warsztatów. Prędkim krokiem podeszła do niej, zaczynając od klasycznego uśmiechu na powitanie, nie chcąc alarmować jej od samego początku.
Dzień dobry! Czy pani prowadzi obecnie zajęcia baletowe? — rzuciła niepozornie w ramach powitania, uważnie obserwując twarz kobiety i jej reakcję.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wraz z nowym rokiem w Toronto, w Santorini wzmogło długo ignorowane niezadowolenie związane z jej obecnym stylem życia - choć może lepszym określeniem na to byłoby stanem. Odnalazła się w rutynie Kanadyjskiego życia, znalazła miejsce w nowej firmie i na deskach nowego teatru. Każdy dzień spędzała wychodząc z domu wcześnie i wracając późno, pochłonięta życiem, które było dla niej w pełni wystarczające. Zaspokajało jej potrzebę tańca, figurującą na samym szczycie ogromnej piramidy, ukruszonej wyjazdem z Mediolanu i odnalezieniem dla siebie nowego, obcego miejsca.
Nie miała problemu z codziennością, miała problem z tym, co było po między.
Z rankami w jej zimnym mieszkaniu w Parkdale, w którym żadna ilość kaloryferów nie była w stanie zwalczyć Kanadyjskiej zimy osiadającej w jej kościach. Z otrzymanymi w prezentach sukienkami i butami, które zajeżdżały się nieustannym noszeniem gdy odmawiała zakładania na kolację czegokolwiek poniżej tego, do czego przywykła.
Jako primabalerina była prawdopodobnie w najlepszej pozycji, jaką mogłaby sobie wymarzyć baletnica w Toronto. Oznaczało to, że większość kosztów jej treningów, fizjoterapii i pracy ponosiła firma, a ona otrzymywała wypłatę. Pieniądze były godne i wartościowe w świecie baletu, w którym przez pierwsze lata pracy z reguły nie zarabiało się ani grosza, ba! Może i nawet odstawały od normy klasy średniej przeciętnego mieszkańca Toronto.
Ale były zbyt małe, by choćby przesunęła się w stronę krok tego, w jaki sposób się wychowała, w jaki sposób ż y ł a.
Uczenie zawsze wydawało jej się czymś przeznaczonym dla osób starszych, innych - zdecydowanie nie takich jak ona. Jedyną pracą, jaką musiała wykonywać w swoim życiu, była praca nad samą sobą. Niemal trzy miesiące dojrzewała wreszcie do tej decyzji, świadoma własnego rozpuszczenia i wyśrubowanych wymagań względem życia, wahając się jednak do samego końca.
Nauka nie miała uczynić jej bogatą - ale była jakimś krokiem naprzód, innym od znalezienia sobie sponsora. A Elena Santorini była zbyt elegancka, by się do takiego poziomu przecież zniżać.
Nie było to nawet tak złe, jak się tego spodziewała. Szkoła tańca przypominała jej nieco jedną z tych, do których uczęszczała w młodości - i na architekturze podobieństwa się kończyły. Tutejsze dzieci okazały się niemożebnie miękkie, delikatne i leniwe, nie potrafiąc nawet wytrzymać jednych zajęć bez przerwy na toaletę czy nieustannych łyków wody. Wpajając im dyscyplinę, ignorowała ich pełne wściekłości spojrzenia. Rolą nauczyciela nie było przecież, by go lubiano.
- Hm? - rzuciła do siebie, tak zamyślona, że nie dostrzegła nadchodzącej kobiety. Podniosła wzrok znad telefonu, z którego właśnie usiłowała wrobić Bowiego w zabranie ją do Aspen. - Och, tak, oczywiście. - naprędce wyłączyła urządzenie, chowając je do kieszeni i wyciągnęła rękę do przemiło wyglądającej blondynki. - Elena Santorini - przedstawiła się, kulturalnie czekając, aż ona zrobi to samo.

Diana Carissoni
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Diana nie znała życia innego niż to obecne. Mieszkała w kraju w którym się wychowała, wyjeżdżając raczej sporadycznie niż na dłużej. Można by wręcz przyznać, że taki brak zmian mógł skończyć się wpadnięciem w błędne koło zwane rutyną, natomiast Carissoni skrupulatnie pilnowała, by do tego nie doszło. Jej nienawiść do nudy i braku spontaniczności była na tyle silna, że pozwoliła jej rozwinąć kreatywność w zakresie tego, co mogła robić by nieco urozmaicić to dość proste, niewygórowane życie.
Jej gust nie był wyszukany czy wymagający. Nie zawsze im się przelewało, a dodatkowo nie była też nigdy przesadnie bogata. I to właśnie ten status „po środku” był tym, w którym cały czas się obracała, niekoniecznie życząc sobie od życia czegoś więcej niż posiadała. Dla kogoś takiego jak ona kwestie pieniężne czy materialne nie były aż tak ważne, przynajmniej nie teraz. Zawsze ubierała ubrania z klasycznych, tanich sieciówek i nie widziała w tym problemu. Nie przeszkadzało jej również powolne oszczędzanie na przyszłość, bo choć pasa nie zaciskała, to na droższe rzeczy musiała czekać czasami parę miesięcy. Ale szczerze? Było warto. Gdyby wszystko było dla niej dostępne od ręki, straciłaby z tego cały fun.
Mogła natomiast pomyśleć nad tym, by rozszerzyć swoją działalność internetową i to na niej zarobić. Lubiła jednak uczyć w szkole, w której obecnie pracowała - bez względu na to, czy widziała na oczy nowe buzie, czy też te stare. Dzielenie się pasją i doświadczeniem z tymi mniej doświadczonymi naprawdę dawało jej radość, zwłaszcza że wiedziała jak niektórym ciężko było się uczyć samodzielnie, a czasami również i w grupie. Stąd też uważała, że surowa dyscyplina nie mogła działać zawsze. Wiadomo, bywały dzieci różne, czasami takie bardziej leniwe czy wymagające pod względem nauki. Ale według Diany, nauczyciel był dla ucznia, nie na odwrót. Można było mieć wymagania, natomiast najbardziej liczyło się efektywne uczenie, nie karanie za niesubordynację.
Brwi blondynki nieznacznie uniosły się, widząc że kobieta zareagowała z lekkim opóźnieniem przez wpatrywanie się w telefon. Diana sama miała z tym problem, natomiast przy towarzyszących jej innych problemach w zachowaniu tej pani nie mogło to ujść jej uwadze. Mimo wszystko, chciała jej jedynie serdecznie zwrócić uwagę.
Diana Carissoni. Instruktorka hip-hopu. — normalnie rzuciłaby jeszcze jakoś ładnie zmienione „miło mi cię poznać”, ale nie tym razem. Chrząknęła cicho, zanim odezwała się ponownie. — Przepraszam, że zajmuję czas, ale zostałam poproszona przez innych, by z panią porozmawiać. — zaczęła, cały czas uważnie obserwując reakcję Eleny na jej słowa. Umyślnie została też przy formie grzecznościowej.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nieznajoma instruktorka nosiła w sobie coś znajomego. Być może to jej rysy twarzy, ten typ urody przywodzący Santorini myśl o domu - a może sposób, w jaki układała się jej sylwetka, zdradzając wpojone za młodu szkolenie. Obie te rzeczy malowały obcą w pozytywnym świetle w spojrzeniu Eleny, która pragnęła dostrzec w niej wspólne korzenie - czy też te związane z ojczystą ziemią, czy ze szkołą baletową, na zawsze zmieniającą sposób bycia tancerek.
Pierwsze wrażenie było tylko tym - fałszywym obrazem stworzonym na podstawie szczątkowych danych i podszeptów intuicji. Elena pławiła się jednak w tym, jak trafne były jej początkowe oceny. Gdy jej spojrzenie prześlizgnęło się po sylwetce nieznajomej, od razu umieściła ją na półce tych zgodnych z własnym charakterem.
Jakże się myliła.
Gdyby tylko wiedziała, w jaki sposób kobieta spoglądała na świat - na rutynę, na nudę codziennego życia - od razu zaprzeczyłaby tej dostrzeżonej przez siebie nici porozumienia. Rutyna była dla Eleny równie istotna, jak każdy, zaczerpnięty oddech. Była dla niej sposobem, narzędziem na optymalizację własnego życia. Na k o n t r o l ę myśli, które pojawiały się w jej głowie. Opuszczenie Mediolanu wywróciło jej świat do góry nogami i spędziła bardzo wiele miesięcy próbując go sobie uporządkować. Teraz w jej grafiku każdy dzień rozpoczynał się podobnie i kończył tak samo - a nawet miejsce na szaleństwo, na odrobinę interpretacji, tkwiło w jej grafiku, skrupulatnie zaplanowane.
Nie lubiła zmian. Nie lubiła odejść od tej rutyny. Utrzymywała jej kruchy umysł w wodzach, pozwalając jej być skuteczną i opanowaną. Pozwalała jej ćwiczyć, tańczyć, b u d z i ć się i wychodzić z łóżka, podczas gdy jej brak był zaciągniętymi roletami, ciemnym mieszkaniem i własnymi paznokciami wpijającymi się w skórę.
- Carissoni - powtórzyła, ujmując kobiecą rękę. Wciąż błogo nieświadoma drugiego powodu, dla którego z pewnością nie były z Dianą w żaden sposób kompatybilne, uśmiechnęła się do niej serdecznie. - To włoskie nazwisko, prawda?
Iskierka ekscytacji pojawiła się w jej spojrzeniu, na tyle wątła, by potencjalne zaprzeczenie kobiety nie odmieniło jej spojrzenia. Miło byłoby jednak poznać kogoś, kto dzielił z nią nie tylko pasję do tańca, ale i kulturę. Wątpiła, by Diana była baletnicą - Elena powierzchownie oceniła już ją na podstawie jej ubioru - ale każdy tancerz posiadał wspólny grunt, na którym mógł odnaleźć inną, bliźniaczą duszę.
- Och? - wyrwało jej się, brwi bezwiednie zmarszczyły na dźwięk jej kolejnych słów. Wciąż, konkluzje nie wpadły do jej umysłu, ponieważ Santorini nawet nie przeszłoby przez myśl, że mogła być z ł y m nauczycielem. Czy całego życia nie poświęciła na bycie doskonałą? - Na jaki temat? - dodała, nieco tępo, nawet we własnym, zakrzywionym odczuciu.

Diana Carissoni
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może w prezentacji pozostało coś, co na zawsze wiązało Dianę z baletem. Początki zwykle były najważniejsze i dość często przewijały się przez całe życie osoby, czy to w nikłej postaci jak wspomnienia czy przyrównania, czy właśnie w stałej formie. Nawet mimo zawodowego odejścia od baletu czasami do niego wracała, ale na swoich dużo uproszczonych, pozbawionych tej całej surowości zasadach.
Włoska krew była czymś zdecydowanie bardziej obecnym w jej życiu w porównaniu ze swoimi pierwszymi, baletowymi krokami. Co prawda Carissoni urodziła się w Kanadzie, ale jej włoskie korzenie były obecne i stale pielęgnowane. Znała język, kulturę, choć pewnie ta przecierała się w pewnym sensie z miejskimi tradycjami, zwłaszcza w tym najmłodszym pokoleniu. Każdy miał natomiast swój własny charakter, odrębne podejście zarówno do tradycji, jak i całego życia. Dlatego też Diana była inna.
Spontaniczność i nieobliczalność zawsze wydawała się być dla niej czymś ekscytującym. Widziała, jak ciekawsze stawały się jej plany, w które wkradało się coś nieoczekiwanego. Nawet, jeśli było to coś niezbyt miłego. Była przekonana, że tym sposobem jej życie zyskiwało wiele ciekawszych barw, a ona nie musiała na siłę pisać swojego scenariusza, bo los robił to za nią. Gdy wszystko miała zrobić tak, jak ktoś jej powiedział czy napisał, w dodatku powtarzając to codziennie przez praktycznie cały tydzień… Aż ją skręcało. Dlatego też lubiła samodzielnie wprowadzać zmiany, nawet takie niepozorne czy drobne, ale dodające szczypty wrażenia pod tytułem „a ciekawe co będzie jak zrobię to inaczej, nie jak zwykle”.
Mogły zatem być w jednej kwestii podobne, ale w wielu innych całkowicie różne. A Diana widziała to od początku, szczególnie teraz, przy przedstawianiu się.
Zgadza się. — potwierdziła bez ogródek, krótko ściskając dłoń kobiety. Nawet ten krótki gest aż krzyczał, z kim tak naprawdę miała do czynienia. Cała aura kobiety miała taką specyfikę, jaką zwykła dostrzegać przed laty, u swoich nauczycieli baletowych. Równie surowych, równie przekonanych, że ich metody były niewątpliwie skuteczne. Niby się spodziewała, a nawet szykowała na utwierdzenie w tych wszystkich faktach, ale miała drobną nadzieję że być może ta rozmowa będzie wyglądać nieco inaczej. No cóż, nie zawsze wszystko szło po jej idealnie wyobrażonej linii.
Chodzi o kilka dzieciaków, które uczęszczają na zajęcia zarówno do mnie, jak i do pani. Dotarły do mnie żale tych dzieci oraz ich rodziców, którzy twierdzą że, cytuję, zajeżdża je pani za bardzo. — gdy tylko padło pytanie, postanowiła nie owijać w bawełnę i postawić sprawę jasno. A przynajmniej jeśli chodziło o powód, dla którego się odezwała. — I faktycznie, te dzieciaki wydają się dość zmęczone na moich zajęciach, a dodatkowo muszę się obchodzić z nimi jak z jajkiem gdy próbuję im pomóc z naprawą błędów. — tu założyła ręce na piersi, na samym końcu wypowiedzi unosząc brwi w geście oczekiwania na wyjaśnienia kobiety. Nie oczekiwała tego, by zaczęła przepraszać albo obiecała jej jakieś zatrważające zmiany. Po prostu pokazała to, co ją raziło i bezpośrednio wpływało na jej pracę oraz potencjalną relację z tymi dzieciakami. Bo te były różne – jeden nauczyciel okaże się zbyt surowy, to inny też będzie w ich oczach straszny i nawet jego lżejsze metody nie zadziałają od razu.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
ODPOWIEDZ

Wróć do „MK Dance Studio”