24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Chłodne, mroźne powietrze panoszące się w całym Toronto powinno było ostudzić temperament niejednej kąpanej w gorącej wodzie osoby... Niestety, nie tym razem. A może stety?
Komfort i zadowolenie jej podopiecznych był jedną z najważniejszych rzeczy, które Diana zawsze miała na uwadze w swojej pracy. To ona była tutaj dla nich, dzieląc się z nimi wszystkim, czego nauczyła się przez lata profesjonalnego tańca. Nie należała do miękkich nauczycieli, którzy tolerowali każde potknięcie, bo włoski temperament dość mocno jej to uniemożliwiał. Daleko jej było również do łatki tej surowej, skupionej tylko i wyłącznie na perfekcyjnych osiągach. Miała dość specyficzne podejście, spotkając się tak naprawdę pośrodku. Potrafiła przycisnąć, ale tylko w wypadku, gdy faktycznie było to jedynym i sensownym rozwiązaniem sytuacji. Zdecydowanie wolała jednak dawać więcej swobody, bo była świadoma, że niektórzy uczyli się wolniej i potrzebowali delikatniejszej dłoni. To tak naprawdę zależało od jednostki.
Nie trawiła natomiast ślepej surowości, dążenia do niemożliwej perfekcji, której nie każdy mógł sprostać. Zdawała sobie sprawę, że była to najczęściej mantra głoszona w balecie, w którym miała styczność na samym początku swojej tanecznej przygody. Nigdy nie rozumiała, dlaczego instruktorzy tego tańca byli zazwyczaj bezwzględni i nie potrafili odpuścić. Być może dlatego dość szybko zeszła z tej ścieżki, poszukując więcej wolności w swoim własnym fachu, a balet niekoniecznie był jej źródłem.
Zmartwiła ją zatem informacja od kilku dzieciaków, które poskarżyły się jej osobiście na kobietę, która obecnie prowadziła zajęcia baletowe w ich szkole. Wstępnie myślała o tym, by samodzielnie podnieść je jakoś na duchu, zmniejszyć ich niechęć. To jednak nie dawało efektu, a na domiar złego, do jej uszu dotarły kolejne niepokojące informacje na temat metod, którymi kobieta się posługiwała. To był już wyznacznik do tego, by Diana wzięła swoje sprawy w swoje ręce... Przynajmniej na tyle, na ile mogła. Nie mogła przecież ot tak kazać komuś się zmienić. Ale z pewnością nie zamierzała zostawić tego od tak, bez żadnego komentarza.
Dlatego też przychodząc w dniu dzisiejszym na swoje zajęcia, tuż przed ich rozpoczęciem zaczęła się rozglądać za panią, która odpowiadała opisowi, który podały jej dzieci. Jej czujne oko od razu odnalazło jej sylwetkę na korytarzu budynku szkoły, gdzie również zdawała się czekać na godzinę zero swoich warsztatów. Prędkim krokiem podeszła do niej, zaczynając od klasycznego uśmiechu na powitanie, nie chcąc alarmować jej od samego początku.
Dzień dobry! Czy pani prowadzi obecnie zajęcia baletowe? — rzuciła niepozornie w ramach powitania, uważnie obserwując twarz kobiety i jej reakcję.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
27 y/o
REKRUTER
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wraz z nowym rokiem w Toronto, w Santorini wzmogło długo ignorowane niezadowolenie związane z jej obecnym stylem życia - choć może lepszym określeniem na to byłoby stanem. Odnalazła się w rutynie Kanadyjskiego życia, znalazła miejsce w nowej firmie i na deskach nowego teatru. Każdy dzień spędzała wychodząc z domu wcześnie i wracając późno, pochłonięta życiem, które było dla niej w pełni wystarczające. Zaspokajało jej potrzebę tańca, figurującą na samym szczycie ogromnej piramidy, ukruszonej wyjazdem z Mediolanu i odnalezieniem dla siebie nowego, obcego miejsca.
Nie miała problemu z codziennością, miała problem z tym, co było po między.
Z rankami w jej zimnym mieszkaniu w Parkdale, w którym żadna ilość kaloryferów nie była w stanie zwalczyć Kanadyjskiej zimy osiadającej w jej kościach. Z otrzymanymi w prezentach sukienkami i butami, które zajeżdżały się nieustannym noszeniem gdy odmawiała zakładania na kolację czegokolwiek poniżej tego, do czego przywykła.
Jako primabalerina była prawdopodobnie w najlepszej pozycji, jaką mogłaby sobie wymarzyć baletnica w Toronto. Oznaczało to, że większość kosztów jej treningów, fizjoterapii i pracy ponosiła firma, a ona otrzymywała wypłatę. Pieniądze były godne i wartościowe w świecie baletu, w którym przez pierwsze lata pracy z reguły nie zarabiało się ani grosza, ba! Może i nawet odstawały od normy klasy średniej przeciętnego mieszkańca Toronto.
Ale były zbyt małe, by choćby przesunęła się w stronę krok tego, w jaki sposób się wychowała, w jaki sposób ż y ł a.
Uczenie zawsze wydawało jej się czymś przeznaczonym dla osób starszych, innych - zdecydowanie nie takich jak ona. Jedyną pracą, jaką musiała wykonywać w swoim życiu, była praca nad samą sobą. Niemal trzy miesiące dojrzewała wreszcie do tej decyzji, świadoma własnego rozpuszczenia i wyśrubowanych wymagań względem życia, wahając się jednak do samego końca.
Nauka nie miała uczynić jej bogatą - ale była jakimś krokiem naprzód, innym od znalezienia sobie sponsora. A Elena Santorini była zbyt elegancka, by się do takiego poziomu przecież zniżać.
Nie było to nawet tak złe, jak się tego spodziewała. Szkoła tańca przypominała jej nieco jedną z tych, do których uczęszczała w młodości - i na architekturze podobieństwa się kończyły. Tutejsze dzieci okazały się niemożebnie miękkie, delikatne i leniwe, nie potrafiąc nawet wytrzymać jednych zajęć bez przerwy na toaletę czy nieustannych łyków wody. Wpajając im dyscyplinę, ignorowała ich pełne wściekłości spojrzenia. Rolą nauczyciela nie było przecież, by go lubiano.
- Hm? - rzuciła do siebie, tak zamyślona, że nie dostrzegła nadchodzącej kobiety. Podniosła wzrok znad telefonu, z którego właśnie usiłowała wrobić Bowiego w zabranie ją do Aspen. - Och, tak, oczywiście. - naprędce wyłączyła urządzenie, chowając je do kieszeni i wyciągnęła rękę do przemiło wyglądającej blondynki. - Elena Santorini - przedstawiła się, kulturalnie czekając, aż ona zrobi to samo.

Diana Carissoni
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Diana nie znała życia innego niż to obecne. Mieszkała w kraju w którym się wychowała, wyjeżdżając raczej sporadycznie niż na dłużej. Można by wręcz przyznać, że taki brak zmian mógł skończyć się wpadnięciem w błędne koło zwane rutyną, natomiast Carissoni skrupulatnie pilnowała, by do tego nie doszło. Jej nienawiść do nudy i braku spontaniczności była na tyle silna, że pozwoliła jej rozwinąć kreatywność w zakresie tego, co mogła robić by nieco urozmaicić to dość proste, niewygórowane życie.
Jej gust nie był wyszukany czy wymagający. Nie zawsze im się przelewało, a dodatkowo nie była też nigdy przesadnie bogata. I to właśnie ten status „po środku” był tym, w którym cały czas się obracała, niekoniecznie życząc sobie od życia czegoś więcej niż posiadała. Dla kogoś takiego jak ona kwestie pieniężne czy materialne nie były aż tak ważne, przynajmniej nie teraz. Zawsze ubierała ubrania z klasycznych, tanich sieciówek i nie widziała w tym problemu. Nie przeszkadzało jej również powolne oszczędzanie na przyszłość, bo choć pasa nie zaciskała, to na droższe rzeczy musiała czekać czasami parę miesięcy. Ale szczerze? Było warto. Gdyby wszystko było dla niej dostępne od ręki, straciłaby z tego cały fun.
Mogła natomiast pomyśleć nad tym, by rozszerzyć swoją działalność internetową i to na niej zarobić. Lubiła jednak uczyć w szkole, w której obecnie pracowała - bez względu na to, czy widziała na oczy nowe buzie, czy też te stare. Dzielenie się pasją i doświadczeniem z tymi mniej doświadczonymi naprawdę dawało jej radość, zwłaszcza że wiedziała jak niektórym ciężko było się uczyć samodzielnie, a czasami również i w grupie. Stąd też uważała, że surowa dyscyplina nie mogła działać zawsze. Wiadomo, bywały dzieci różne, czasami takie bardziej leniwe czy wymagające pod względem nauki. Ale według Diany, nauczyciel był dla ucznia, nie na odwrót. Można było mieć wymagania, natomiast najbardziej liczyło się efektywne uczenie, nie karanie za niesubordynację.
Brwi blondynki nieznacznie uniosły się, widząc że kobieta zareagowała z lekkim opóźnieniem przez wpatrywanie się w telefon. Diana sama miała z tym problem, natomiast przy towarzyszących jej innych problemach w zachowaniu tej pani nie mogło to ujść jej uwadze. Mimo wszystko, chciała jej jedynie serdecznie zwrócić uwagę.
Diana Carissoni. Instruktorka hip-hopu. — normalnie rzuciłaby jeszcze jakoś ładnie zmienione „miło mi cię poznać”, ale nie tym razem. Chrząknęła cicho, zanim odezwała się ponownie. — Przepraszam, że zajmuję czas, ale zostałam poproszona przez innych, by z panią porozmawiać. — zaczęła, cały czas uważnie obserwując reakcję Eleny na jej słowa. Umyślnie została też przy formie grzecznościowej.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
27 y/o
REKRUTER
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nieznajoma instruktorka nosiła w sobie coś znajomego. Być może to jej rysy twarzy, ten typ urody przywodzący Santorini myśl o domu - a może sposób, w jaki układała się jej sylwetka, zdradzając wpojone za młodu szkolenie. Obie te rzeczy malowały obcą w pozytywnym świetle w spojrzeniu Eleny, która pragnęła dostrzec w niej wspólne korzenie - czy też te związane z ojczystą ziemią, czy ze szkołą baletową, na zawsze zmieniającą sposób bycia tancerek.
Pierwsze wrażenie było tylko tym - fałszywym obrazem stworzonym na podstawie szczątkowych danych i podszeptów intuicji. Elena pławiła się jednak w tym, jak trafne były jej początkowe oceny. Gdy jej spojrzenie prześlizgnęło się po sylwetce nieznajomej, od razu umieściła ją na półce tych zgodnych z własnym charakterem.
Jakże się myliła.
Gdyby tylko wiedziała, w jaki sposób kobieta spoglądała na świat - na rutynę, na nudę codziennego życia - od razu zaprzeczyłaby tej dostrzeżonej przez siebie nici porozumienia. Rutyna była dla Eleny równie istotna, jak każdy, zaczerpnięty oddech. Była dla niej sposobem, narzędziem na optymalizację własnego życia. Na k o n t r o l ę myśli, które pojawiały się w jej głowie. Opuszczenie Mediolanu wywróciło jej świat do góry nogami i spędziła bardzo wiele miesięcy próbując go sobie uporządkować. Teraz w jej grafiku każdy dzień rozpoczynał się podobnie i kończył tak samo - a nawet miejsce na szaleństwo, na odrobinę interpretacji, tkwiło w jej grafiku, skrupulatnie zaplanowane.
Nie lubiła zmian. Nie lubiła odejść od tej rutyny. Utrzymywała jej kruchy umysł w wodzach, pozwalając jej być skuteczną i opanowaną. Pozwalała jej ćwiczyć, tańczyć, b u d z i ć się i wychodzić z łóżka, podczas gdy jej brak był zaciągniętymi roletami, ciemnym mieszkaniem i własnymi paznokciami wpijającymi się w skórę.
- Carissoni - powtórzyła, ujmując kobiecą rękę. Wciąż błogo nieświadoma drugiego powodu, dla którego z pewnością nie były z Dianą w żaden sposób kompatybilne, uśmiechnęła się do niej serdecznie. - To włoskie nazwisko, prawda?
Iskierka ekscytacji pojawiła się w jej spojrzeniu, na tyle wątła, by potencjalne zaprzeczenie kobiety nie odmieniło jej spojrzenia. Miło byłoby jednak poznać kogoś, kto dzielił z nią nie tylko pasję do tańca, ale i kulturę. Wątpiła, by Diana była baletnicą - Elena powierzchownie oceniła już ją na podstawie jej ubioru - ale każdy tancerz posiadał wspólny grunt, na którym mógł odnaleźć inną, bliźniaczą duszę.
- Och? - wyrwało jej się, brwi bezwiednie zmarszczyły na dźwięk jej kolejnych słów. Wciąż, konkluzje nie wpadły do jej umysłu, ponieważ Santorini nawet nie przeszłoby przez myśl, że mogła być z ł y m nauczycielem. Czy całego życia nie poświęciła na bycie doskonałą? - Na jaki temat? - dodała, nieco tępo, nawet we własnym, zakrzywionym odczuciu.

Diana Carissoni
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może w prezentacji pozostało coś, co na zawsze wiązało Dianę z baletem. Początki zwykle były najważniejsze i dość często przewijały się przez całe życie osoby, czy to w nikłej postaci jak wspomnienia czy przyrównania, czy właśnie w stałej formie. Nawet mimo zawodowego odejścia od baletu czasami do niego wracała, ale na swoich dużo uproszczonych, pozbawionych tej całej surowości zasadach.
Włoska krew była czymś zdecydowanie bardziej obecnym w jej życiu w porównaniu ze swoimi pierwszymi, baletowymi krokami. Co prawda Carissoni urodziła się w Kanadzie, ale jej włoskie korzenie były obecne i stale pielęgnowane. Znała język, kulturę, choć pewnie ta przecierała się w pewnym sensie z miejskimi tradycjami, zwłaszcza w tym najmłodszym pokoleniu. Każdy miał natomiast swój własny charakter, odrębne podejście zarówno do tradycji, jak i całego życia. Dlatego też Diana była inna.
Spontaniczność i nieobliczalność zawsze wydawała się być dla niej czymś ekscytującym. Widziała, jak ciekawsze stawały się jej plany, w które wkradało się coś nieoczekiwanego. Nawet, jeśli było to coś niezbyt miłego. Była przekonana, że tym sposobem jej życie zyskiwało wiele ciekawszych barw, a ona nie musiała na siłę pisać swojego scenariusza, bo los robił to za nią. Gdy wszystko miała zrobić tak, jak ktoś jej powiedział czy napisał, w dodatku powtarzając to codziennie przez praktycznie cały tydzień… Aż ją skręcało. Dlatego też lubiła samodzielnie wprowadzać zmiany, nawet takie niepozorne czy drobne, ale dodające szczypty wrażenia pod tytułem „a ciekawe co będzie jak zrobię to inaczej, nie jak zwykle”.
Mogły zatem być w jednej kwestii podobne, ale w wielu innych całkowicie różne. A Diana widziała to od początku, szczególnie teraz, przy przedstawianiu się.
Zgadza się. — potwierdziła bez ogródek, krótko ściskając dłoń kobiety. Nawet ten krótki gest aż krzyczał, z kim tak naprawdę miała do czynienia. Cała aura kobiety miała taką specyfikę, jaką zwykła dostrzegać przed laty, u swoich nauczycieli baletowych. Równie surowych, równie przekonanych, że ich metody były niewątpliwie skuteczne. Niby się spodziewała, a nawet szykowała na utwierdzenie w tych wszystkich faktach, ale miała drobną nadzieję że być może ta rozmowa będzie wyglądać nieco inaczej. No cóż, nie zawsze wszystko szło po jej idealnie wyobrażonej linii.
Chodzi o kilka dzieciaków, które uczęszczają na zajęcia zarówno do mnie, jak i do pani. Dotarły do mnie żale tych dzieci oraz ich rodziców, którzy twierdzą że, cytuję, zajeżdża je pani za bardzo. — gdy tylko padło pytanie, postanowiła nie owijać w bawełnę i postawić sprawę jasno. A przynajmniej jeśli chodziło o powód, dla którego się odezwała. — I faktycznie, te dzieciaki wydają się dość zmęczone na moich zajęciach, a dodatkowo muszę się obchodzić z nimi jak z jajkiem gdy próbuję im pomóc z naprawą błędów. — tu założyła ręce na piersi, na samym końcu wypowiedzi unosząc brwi w geście oczekiwania na wyjaśnienia kobiety. Nie oczekiwała tego, by zaczęła przepraszać albo obiecała jej jakieś zatrważające zmiany. Po prostu pokazała to, co ją raziło i bezpośrednio wpływało na jej pracę oraz potencjalną relację z tymi dzieciakami. Bo te były różne – jeden nauczyciel okaże się zbyt surowy, to inny też będzie w ich oczach straszny i nawet jego lżejsze metody nie zadziałają od razu.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
27 y/o
REKRUTER
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby spojrzeć na je obie przez pryzmat tego, w jaki sposób Kanadyjczycy wyobrażają sobie Włochów, być może to Carisoni wypadłaby na bardziej autentyczną. W jej prezencji chowała się pewna naturalność, której Santorini mogłaby wyłącznie pozazdrościć - gdyby dostrzegała w ogóle swój własny brak w tej dziedzinie. Krok, z którym podchodziła do zapatrzonej w telefon baletnicy był sprężysty, zdradzał drzemiące w jej wnętrzu pokłady energii. Nie mogła też nie dostrzec jej bezpośredniości w dostrzeżeniu jej w korytarzu i powściągnięciu pewnych działań - Elena nie nawykła do rozpoczynania konwersacji, a jeśli już, znajdywała na to subtelniejsze sposoby.
Ponieważ każda jej interakcja społeczna, każdy ruch a nawet sposób uniesienia podbródka zdradzały w niej wpojoną w młodości manierę, stanowiącą zupełnie przeciwieństwo naturalności. Elena była w stanie naturalność u d a w a ć, ale w głębi duszy wyczuła, że ludzie pokroju Diany Carissoni zwyczajnie się z nią rodzą.
Przez ten ułamek chwili trwający po potwierdzeniu przez kobietę ich wspólnych korzeni, Santorini poczęła się nad tym zastanawiać. Czy i ona urodziła się z tą naturalnością? Czy wybito jej ją z głowy, jak każde elementy szaleństwa, którego jej ojciec nie znosił, a matka nie potrafiła kontrolować?
Jej rozważania powstały na podwalinach wspólnego gruntu, który odnalazła ze swoją rozmówczynią i tak szybko, jak się w nim zrodziły, tak zostały zniszczone przez następne jej słowa.
Bezpośredniość kobiety była niczym taran, przebijający się przez fasadę opanowania tak pieczołowicie podtrzymywaną przez Elenę wraz z każdym zaczerpniętym przez nią oddechem. Pełne zdezorientowania mrugnięcie poprzedziło krótki wyraz oburzenia i szoku, powstałe przy otrzymaniu takiego ciosu z ręki, którą uważała za wyciągniętą w przyjacielskim geście.
- Zajeżdżam? - wyrwało jej się, z mocnym, Włoskim akcentem wkradającym do zwykle opanowanego angielskiego języka, jakby samo to grubiańskie słowo wzbudziło w niej podobne oburzenie, jak sedno wypowiadanych przez nią słów.
Pierwsza reakcja była jednak krótka i ulotna. Santorini wyprostowała się odruchowo, jakby wypięcie dumnie piersi w górę samo w sobie przywoływało jej mimikę do posłuszeństwa i jedno uderzenie serca później na jej twarzy znów pojawił się uprzejmy wyraz.
Absurd wypowiedzianych przez Carissoni słów zakorzenił się jednak w jej myślach. Od razu uznała, że nic nie może łączyć ją ze stojącą przed nią blondynką, a jej korzenie były zdecydowanie odległe od jej własnych. Musiała pochodzić z południa.
- Cóż, jeśli uczniowie nie są w stanie podołać dwóm blokom zajęć w ciągu dnia, być może powinni ograniczyć się do jednego - odrzekła lekko, beztrosko, lecz w jej głosie wybrzmiała wyrachowana wyższość - ponieważ wiedziała, z którego powinni zrezygnować, a na który powinni chodzić dalej. Wiedziała też, czego uczyła Diana, skoro następowało to po jej zajęciach. - Niektórym z nich faktycznie wyjdzie to na lepsze jeśli przestaną rozpraszać się podwórkową zabawą, a skupią na swojej przyszłości - dodała, z fałszywym uśmiechem wyginającym jej usta w grymasie.

Diana Carissoni
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może autentyczność w tych kanadyjskich standardach pochodziła od tego, że to właśnie tutaj Diana urodziła się i wychowała. Dodatkowo, nie była też zbyt długo wystawiona na specyficzne warunki, który mogły ulepić z niej wyrachowaną i zimną kobietę niczym z gliny. I dziękować za to niebiosom, bo to właśnie dzięki swojej swobodzie i oryginalnemu charakterowi mogła żyć pełną piersią. Pewnie nie czułaby się bezpośrednio stłamszona gdyby było na odwrót, natomiast jej życie z pewnością nie byłoby tak szczęśliwe jak w tym momencie. Wolność była jej kluczem do sukcesu.
Nie bała się również zaczynać konwersacji na swój sposób czy bezpośredniości, która zdawała się być dla Carissoni bardzo ważnym, wręcz kluczowym elementem każdego sporu. Jej serce było pełne dobroci, natomiast nie każdy ostatecznie na nią zasługiwał. Nigdy nie dyktowała niczego w pełni po swojemu, dając innym swobodę do dowolnej odpowiedzi. I chyba na tym powinna polegać dyskusja, przynajmniej według jej własnych wierzeń. Przypadki taki jak ten obecny były natomiast czymś, czego zdecydowanie nie cierpiała. Nie lubiła podejścia, który automatycznie klasyfikował zwrócenie uwagi jako atak i odpowiadanie tym samym. Nie bez powodu była dyplomatką, której zależało na pokojowej wymianie zdania. Nie na skakaniu sobie do gardeł. Niestety, nie mogła zmienić sposobu, w jaki ludzie reagowali na jej szczerość.
Mimo wszystko nie sądziła, że jej obecna rozmówczyni zareaguje tak gwałtownie. Mimo wszystko starała się przekazać to, co sama otrzymała, w dosłownie tej samej postaci. Ale w tamtym momencie nie była jeszcze stroną, bardziej pośrednikiem. To wszystko natomiast zaczęło zmieniać się wraz z momentem, w którym Santorini najwidoczniej uznała ją za pewny element strony przeciwnej, czyli tej wrogo do niej nastawionej.
Taką opinię otrzymałam, przekazuję ją w niezmienionej formie. — wyjaśniła, choć już czuła jak sztywnieje pod wpływem sygnałów, które płynęły od kobiety. Mogła użyć łagodniejszych słów, owszem, ale nie widziała w tym sensu. Jeśli chodziło o takiej sytuacje, Diana nie lubiła się szczypać. Wolała wyłożyć kawę na ławę zamiast dobierać pod to odpowiednie słówka, by czasem kogoś nie urazić. Natomiast tutaj najwidoczniej jej słowa zadziałały niczym płachta na byka, a nawet nie była osobą bezpośrednio oskarżającą.
Nie była natomiast ślepa, ani tym bardziej pełna wyrozumiałości w sytuacji, gdy ktoś zwyczajnie nie umiał przyjąć krytyki na klatę. Aż przymknęła oczy, widząc diametralną zmianę kobiety, co tylko służyło na jej niekorzyść. Przynajmniej w oczach Carissoni.
Podobny pomysł sama zasugerowałam. Może pani zatem spodziewać się mniejszej ilości dzieci na pańskich zajęciach. — niby to była tylko informacja, natomiast ton jej głosu również stał się dobitny. Pozbawiony, co prawda, wyższości, ale odpowiadający ciosem na cios. — To wciąż tylko dzieci. Może lepiej, by zdążyły się wyszaleć na podwórku zamiast myśleć o czymś, na co mają jeszcze dużo czasu. — aż się wzdrygnęła na widok uśmiechu Santorini, któremu raczej daleko było do serdeczności. Twarz Diany natomiast nie była już sympatyczna. I wcale nie zamierzała się z tym kryć.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
27 y/o
REKRUTER
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santorini bywała elastyczna, choć nie zawsze robiła to z przekonaniem. Wiedziała, które walki są warte jej siły, a które powinna odpuścić. W jej kontaktach towarzyskich zwykle preferowała upewnianie się, że druga osoba czuje się dobrze, nawet jeśli oznaczało to urwanie tematu czy przyznanie racji tam, gdzie ewidentnie jej nie było.
Ale nigdy nie była elastyczna w kwestii baletu.
Jakąś resztką samoświadomości wiedziała, że to przez to, jak wiele mu poświęciła. Balet nie był jej hobby, nie był jej pasją, nie był nawet jej pracą - balet był n i ą. Oddychała po to, by wieczorami znaleźć się na deskach teatru. Był jej pierwszym wspomnieniem - promieniami słońca wpadającymi do prywatnej sali w ich posiadłości, surową twarzą jej pierwszej nauczycielki i muzyką, która wkrótce miała wypalić się w jej głowie na zawsze. Był czymś, w czym wiedziała, że była dobra.
Gorzej - był czymś, w czym m u s i a ł a być dobra, ponieważ w innym wypadku nie była pewna co w ogóle by jej pozostało. Kim byłaby, gdyby nie miała tego.
Balet dla niej był taki sam, niezależnie od kraju, w którym się znajdowała. Był czymś znajomym, wzbudzającym komfort, w co uciekała gdy jej życie zawaliło się rok temu na Włoskiej ziemi. Balet był nią, ona była nim.
Bo nie miała niczego innego.
- Rozumiem - odparła, podtrzymując fałszywy uśmiech na swojej twarzy by nie pokazać, jak bardzo dotknęły ją słowa kobiety. Odczuła je w głębi, w swoim poskładanym do całości sercu. Wiedziała, że Carissoni nie może wiedzieć, jak mocno ją w tej chwili uraziła. Racjonalność podpowiadała jej, by skinęła głową, zmieniła temat bądź udała, że właśnie się gdzieś śpieszy. Santorini nie wybierała walki, zawsze była tą, która opuszczała pole bitwy nim przekształciło się w masakrę.
Ale tym razem złość trzymała jej nogi w miejscu, zadzierała podbródek wyżej, niż powinna go trzymać.
- Tak pani uważa? - spytała wprost, ignorując przytyk, jakoby to z j e j zajęć mieli zniknąć uczniowie. - Że balet jest sportem, na którym można skupić się później? W latach nastoletnich, może dorosłości?
Diana musiała wiedzieć chociażby podstawy na temat baletu. Nie musiała ich jej tłumaczyć, a jednak odczuła ku temu palącą potrzebę.
- Pani Carissoni, te dzieci już są w tyle. Rozumiem, że dla części z nich, te zajęcia to wyłącznie hobby, na które ich bogaci rodzice mogą wrzucić trochę pieniędzy nim dziecko się nim znudzi - odezwała się w końcu, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Ale wierzę, że wśród nich jest ich garstka, która traktuje to na poważnie. I jeśli mają mieć jakąkolwiek szansę na odniesienie sukcesu w przyszłości, na przekucie tego hobby w coś, czym mogliby się zajmować jako dorośli, nie mogą uczyć się waszymi Kanadyjskimi metodami.

Diana Carissoni
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama Diana zdecydowanie nie była osobą, która żyła jedną rzeczą. Co prawda taniec był dla niej ważny i był stałym elementem jej codzienności, bez którego nic nie wyglądałoby tak samo, natomiast ona nie borykała się z brakiem innych, nadających jej życiu barw aspektów. Miała kochającą rodzinę, przyjaciół, wiele hobby. Taniec był w jej krwi, temu akurat nie mogła zaprzeczyć. Też czułaby się bez niego pusto. Natomiast nie byłaby sobą, gdyby w jej życiu nie pojawiały się rzeczy dodające temu wszystkiemu szczypty przygody i nieprzewidywalności. W tańcu również, bo lubiła eksperymenty, lubiła zapoznawać się z nowościami i rozszerzać swój wachlarz umiejętności. Życie nie miałoby dla niej sensu, gdyby nagle miała skupić się na samym hip-hopie, bez względu na to, jak bardzo dobrze się w nim czuła. Może dlatego też zwyczajnie nie pasowała do baletu, gdzie ograniczenia nie miały nawet swoich granic i czułaby się niczym zamknięta w pozytywce, tańcząca tak, jak ktoś jej zagrał. Mogła natomiast zrozumieć, że komuś takie coś odpowiadało. Nie każdy był jak ona, spragniony kolejnej dawki czegoś nieprzewidzianego, czekającego na każdy dzień z ekscytacją przed tym, co mogło ją wtedy czekać.
Nie była natomiast pewna, czy jej rozmówczyni z kolei rozumiała jej słowa. W jej uśmiechu wciąż czaiło się coś, co niezbyt podobało się Dianie. Trochę tak, jakby instynkt podpowiadał jej, że zaraz rozpęta się burza. I to nie byle jaka, bo pomiędzy dwiema kobietami o dość nietypowym temperamencie. Jej plany o pokojowej wymianie zdań poszły się, za przeproszeniem, walić, a ona dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Nie mogła się natomiast wycofać. Carissoni nie była zazwyczaj tym potulnym barankiem, który dla dobra swojego i innych wycofywał się i poddawał. Była nauczona, by walczyć o swoje.
Z kolei pani chyba uważa, że balet jest najważniejszą częścią życia każdego człowieka, który ma z nim styczność. Zaskoczę panią, ale tak nie jest. Nawet jeśli ktoś wstępnie się tym interesuje. Dzieci zwłaszcza. — prychnęła od razu, już nawet nie kryjąc się ze swoim poirytowaniem, wciąż i tak trzymanym w ryzach. Co prawda jej kolejne słowa trochę temu zaprzeczyły, natomiast Carissoni niekoniecznie zdawała się być przekonana. Zwłaszcza ze swoimi własnymi doświadczeniami — Tej garstce, której faktycznie zależy, należą się natomiast godne, a przede wszystkim ludzkie warunki. Wie pani, dlaczego rozumiem ich perspektywę? Ponieważ dokładnie do zraziło mnie do baletu, od którego zaczynałam. A wcale nie byłam leniwym, rozbestwionym dzieckiem. — normalnie starałaby się to wyjaśnić na spokojnie, bardziej miło, ale kobieta rozjuszyła ją swoją postawą.

Elena Santorini
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
27 y/o
REKRUTER
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Elena p r a g n ę ł a tańczyć tak, jak jej zagrano.
Była gliną, ukształtowaną przez lata spędzone na parkietach sal treningowych i wyłożonych na deskach teatru. Każdy jej ruch miał swój cel, każda ekspresja na twarzy opowiadała historię zapisaną na papierze na długo przed tym, gdy się urodziła. W balecie nie było miejsca na n i ą, była jedynie odtwórczynią pewnej roli, jej własne myśli, przeszłość i uczucia nie miały żadnego znaczenia.
Między innymi dlatego tak go lubiła.
Prawda była bowiem taka, że Santorini w balecie niewiele różniła się od Santorini w życiu. Jej własne potrzeby, chęci i pragnienia były głęboko pogrzebane pod warstwą wpojonych jej za młodu przyzwyczajeń i rzeczy, których doświadczyła. Dla niej było to kluczowym elementem dalszego funkcjonowania, przetrwania w świecie, w którym nie został jej już n i k t.
- W trakcie spektaklu tancerz nie może zatrzymać się i wziąć łyka wody. Jak więc mają temu podołać, jeśli nie potrafią przetrwać jednej sekwencji bez osuszania butelki? - odparowała, ponieważ Carissoni zwyczajnie nie miała racji i nie mogła tego zrozumieć.
Dzięki wpojonej jej za młodu dyscyplinie, Santorini teraz potrafiła tańczyć w każdych warunkach, była pieprzoną p r i m a b a l e r i n ą, jej ciało było jak dobrze zakonserwowana maszyna, zdolna do odtwarzania każdej roli bez choćby łyka wody w trakcie.
Nagłe wyznanie ze strony Diany sprawiło, że coś we wnętrzu Eleny przeskoczyło na właściwe miejsce. Jej próżność, jej ego, natychmiast dostrzegły w tym powód, dla którego nigdy nie znajdą się na tej samej stopie - powód, dla którego Carissoni naprawdę postanowiła do niej podejść, interweniując.
- Rozumiem - westchnęła, w ten sposób, w który wzdychała osoba, która nagle coś pojęła - a pojęła to, że Diana nie miała bladego pojęcia o balecie w dorosłości, a jej uraz był podstawą, dla której teraz próbowała wpłynąć na jej metody nauczania. - Balet jest specyficznym tańcem. Wymaga nie tylko siły mięśni i odpowiedniego rozciągnięcia, muzykalności i aktorstwa. Potrzebuje też mocnej głowy. Psychicznej odporności, którą buduje się od najmłodszych lat.
Przestąpiła z nogi na nogę, jej ramiona skrzyżowały się w klatce piersiowej gdy przyjrzała się blondynce z góry na dół.
- Przykro mi, że nie miała pani tego, co było potrzebne, by osiągnąć w tym sukces - powiedziała wreszcie, s ł o d k o. - Ale wierzę, że niektóre z tych dzieci t o mają. Tak, jak j a miałam, a zostałam wychowana w ten sam sposób.

Diana Carissoni
ODPOWIEDZ

Wróć do „MK Dance Studio”