-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— W grudniu, w grudniu — kontynuował w najlepsze Jett, kiedy jego profile w socialach były aktualizowane w bardzo profesjonalny sposób. — Obściskiwały się przed remizą, chociaż wcześniej przyłapałem ją... — zatrzymał się w półzdaniu. Chyba właśnie dotarło do niego, że jednak trochę się zagalopował. W końcu. Lepiej późno niż później. Albo wcale.
Teddy nie była zdenerwowana. Nie przewróciła oczami i nawet nie rzuciła żadnej, naprawdę kąśliwej uwagi. Ale nie znosiła, kiedy jej życie towarzyskie stawało się tematem rozmowy prowadzonej ponad jej głową, jakby była nieobecna albo, co gorsza, jakby nie miała nic do powiedzenia we własnej sprawie. Siedziała tuż obok. Naprawdę można było to robić dyskretniej. A jeśli tak strasznie chcieli wywlekać na światło dzienne wszystko to, co robiła przez ostatnie pół roku, mogli przynajmniej wymienić się numerami. Albo założyć osobny czat. Wtedy do woli mogliby obgadywać ją za plecami, aż zapiekłyby ją uszy, ale przynajmniej tak byłoby uczciwiej. I mogliby wysyłać sobie o wiele więcej kompromitujących fotek Teddy! A tak teraz miała wrażenie, że jest jednocześnie bohaterką i widzem tej rozmowy, a to była zdecydowanie najgorsza z możliwych ról. Poza tym April o wszystkim wiedziała. Niczego przed nią nie zatajała. Może nie zagłębiała się w szczegóły z braku czasu, jednak w tych historiach nie było niczego, czym kiedykolwiek mogłaby skrzywdzić kogokolwiek.
— Ściągnąłem cały pakiet i tak już zostało — wyjaśnił Donovan, który wcale nie wstydził się tego, że ma wśród swoich zdjęć roznegliżowanych kolegów. — Wyglądamy świetnie! Każdy powinien nas podziwiać! — dodał, bo wraz z kolejnym kieliszkiem jego skromność gdzieś odfrunęła. Za to załączyło mu się światełko, że kocha swoich braci . A to była dopiero pierwsza flaszka!
Faktycznie, Finch nie miała pojęcia, że w kalendarzu pojawiło się zdjęcie Riley. Dla Teddy wydawało się to oczywiste, jak to, że tamta wspólna randka, była właśnie randką. Po prostu zakładała, że April zdaje sobie z tego sprawę.
— Ale i tak najlepiej wyszła Riley — wtrąciła nagle Darnell, drugi z bliźniaków. Ten bez jedynki. — Miała najlepszą sesję. Ale co się dziwić, z takimi nogami... — no to jeśli April do tej pory nie miała pewności, że listopadowa baba to Riley, to teraz bliźniak spędził jej sen z powiek. Nie ma za co!
Na prośbę swojej dziewczyny Darling sięgnęła po butelkę. W porządku, mogła dzisiaj pełnić rolę jej kelnerki. Jednak wraz ze słowami Darnella zdała sobie sprawę, że butelka jest już pusta. No cóż, trudno się dziwić, skoro rozlali tyle kieliszków na sześć osób. Żaden z nich nie wylewał za kołnierz ani nie pił kieliszków na trzy razy, jak robiła to matka Teddy (i moja też).
— Idę po dolewkę — uśmiechnęła się i musnęła ustami policzek April. Chłopaki od razu zaczęli się przekrzykiwać, że oddadzą jej za flaszkę, ale to wcale nie był problem. Ile razy to oni stawiali jej drinki czy piwo? To nie tak, że nagle się ewakuowała. Każdy widział, że alkohol się skończył i musiała dokupić jeszcze kilka szotów tequili, bo przecież nikt nie będzie siedział na sucho! No i cały czas wychodziła z założenia, że wszyscy, włącznie z Finch, wiedzą, kim jest listopadowa dziewczyna z kalendarza. Zupełnie jak April wychodziła z założenia, że to obca baba.
Przy barze złożyła tylko zamówienie, a kelner zapewnił, że zaraz wszystko przyniesie do stolika. Wyszło na to, że Teddy zrobiła sobie pusty przelot. No nic, zawsze warto rozruszać kości.
— I co? — zagadnęła, kiedy wróciła na miejsce. — Czy Jett ma już odpicowane profile. Poczekaj, powinnaś dodać jeszcze jedną fotkę — tym razem to ona wyciągnęła swój telefon i pokazała ujęcie, na którym Donovan pozował z patelnią i metalową łyżką, którą usiłował wcisnąć sobie do nosa. To była jakaś domówka w lofcie Teddy, a po tym zdjęciu od razu można było stwierdzić, że chłopak lubi gotować. Albo że świetnie liże patelnię, interpretacja dowolna.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm. Obściskiwanie się w pracy, to chyba jakiś szczególny kink. — Wzruszyła ramionami, niby obojętnie. Trochę ją to jednak zdenerwowało. Oczywiście to nie kwestia samego spotykania się z Peregrine. To się przecież działo, zanim zaczęły ze sobą na poważnie kręcić i pewnie w innej rzeczywistości mogłaby im nawet kibicować. Ale skąd Teddy znajdowała w pracy tyle czasu na obściskiwania się? Niby taka zajęta, a tu proszę, to już druga kobieta w przeciągu kilku miesięcy. A raczej druga, o której April słyszała. I potem strażaczka będzie je powtarzać, jaka to po pracy jest zmęczona i że okropnym jest fakt, że musi tam przesiadywać godzinami? No nieźle.
— Masz rację, Jett. To dla was powinnam załatwiać pasmo bilbordów w centrum, a nie dla jakichś durnych influencerów. — Uśmiechnęła się na sama myśl. To dopiero byłoby coś! Nawet już miała pomysł na całą kampanię. Właściwie to mogłoby się udać. Trzeba tylko znaleźć markę, która ma ochotę porządnie ocieplić swój wizerunek, żeby wyłożyła pieniądze. Kto nie lubi strażaków? Z tych wszystkich zawodów z kategorii służby, chyba plasowali się na pierwszym miejscu każdego możliwego rankingu. Takie ogromne foty przy jakiejś głównej ulicy umiliłyby stanie w korku niejednej kobiecie i niejednemu homoseksualiście. Zanotowała pomysł w głowie. Może dałoby się to naprawdę ogarnąć?
Pomysł niestety wyparował bardzo szybko. No dobrze, nie wyparował. Został zmiażdżony przez ogromną kulę, na której bujała się nie Miley Cyrus, a Riley Davis. Zakaszlała nerwowo, czując, że zaraz zadławi się własną śliną. Ta wizja przyszła zdecydowanie za szybko i zbyt gwałtownie. A przy tym wszystkim była tak banalna. Oczywiście, że ta laska z listopada musiała być Riley. Czemu mieliby załatwić kogokolwiek innego, mając ją pod ręką? Mogła się tylko wściekać na siebie, że postanowiła być uczciwą kretynką, która nie rzuca się na stalkowanie kobiet kręcących się wokół jej kobiety. W każdej innej sytuacji przecież tak by zrobiła. Ale nie! Przy Teddy stwierdziła, że będzie mądrzejsza. Dojrzalsza. Uczciwsza. I po co? Żeby teraz dostać tą informacją jak obuchem? Cóż, gdyby już jakiś czas temu przescrollowała jej social media we wszystkie możliwe strony, wcale nie byłoby jej weselej. Może nawet gorzej, bo zyskałaby na jej temat więcej informacji. A w tych krótkich sekundach, które ciągnęły się w jej głowie jak najbardziej lepka krówka, nie była w stanie uwierzyć, że jakakolwiek informacja mogłaby mieć negatywny wydźwięk. Finch zdysocjowała. Jej paskudny umysł zrzucił na nią milion myśli, z którymi nie chciała mieć nic wspólnego. Nie miała ochoty wyobrażać sobie ich wspólnych zmian, a tym bardziej pocałunków. Nie miała ochoty się do niej porównywać i wypadać w tym zestawieniu po prostu źle. Nie miała ochoty wmawiać sobie tego wszystkiego. Bo przecież gdzieś tam, w daleko skrywanym rozsądku, wiedziała, że sobie wmawia. Ze nie bez powodu Darling jest w związku z nią, a nie z Riley. Ale czy te powody są na pewno takie, jakie zakładała? Kurwa mać, April, zamknij mordę.
— To jest Riley? — syknęła wściekle przez zaciśnięte zęby w stronę Darnella, jakby to on był czemukolwiek tutaj winny. Jego zaskoczona mina ją otrzeźwiła. Uśmiechnęła się przepraszająco, bo przecież nie powinna być dla niego bez powodu niemiła. Spojrzała na stojącą przy barze Teddy. Jęknęła żałośnie, pocierając palcami nasadę nosa. Nie mogła się tak zachowywać. To było nie tylko głupie, ale też po prostu niezdrowe. Musi się wyluzować. Przyszła tu, żeby dobrze się bawić. I pracować, o! Praca zawsze ją ocali. Musi dalej dopieszczać profil Jetta. Oby lepsze nie okazało się wrogiem dobrego.
— Urocza. Ale może bardziej na stories dla bliskich znajomych? — Uśmiechnęła się bardziej odruchowo niż szczerze. Zdjęcie było naprawdę urocze, ale trudno było jej teraz przekuć je w seksualny sukces Donovana.
— Nie wysyłaj kobietom zdjęć, jak wtykasz sobie przedmioty do różnych otworów w ciele przed pierwszą randką, okej? — poprosiła całkiem poważnym tonem, podając mu z powrotem telefon. Wiedziała, że mężczyźni nie takie pomysły mają na pierwsze zdjęcia w konwersacji, więc lepiej było to wyraźnie zaznaczyć.
— Wiadomo. Kobiety lubią tajemniczych. — Jamal sprawiał wrażenie bardzo pewnego własnych słów. Chyba to odpicowanie profili dodało mu animuszu, mimo że w ciągu ostatnich pół godziny nic więcej nie zdążyło się zmienić.
— No i to nie jest głupie z tymi bilbordami! Wiadomo, Riley wyszła zajebiście, ale my też. Przydałaby się jakaś druga edycja. Zamawiam grudzień! Będę w samej czapce Mikołaja! Albo jakbym miał jemiołę nad... — przerwał, spoglądając niepewnie na April. Chyba obawiał się, czy może pozwolić sobie na tak niewybredny żart w jej towarzystwie. Wywróciła tylko oczami. Słyszała w życiu gorsze pomysły.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Och, gdyby tylko mogła zajrzeć do głowy Finch. Gdyby mogła usłyszeć, co tam naprawdę kotłowało się w środku. Wyperswadowałaby jej z miejsca wszystkie te niedorzeczne lęki i wątpliwości. Czy Finch naprawdę nie rozumiała, że gdyby Teddy chciała, kręciłaby z innymi laskami? Nikt by jej nie zatrzymał. A jednak nie chciała. Chciała być z nią. I z nią była. I z ręką na sercu nie widziała poza nią świata. To nie znaczyło, że nagle przestała zauważać inne kobiety. Była tylko człowiekiem. Świat nie znikał, a ludzie nie stawali się przezroczyści. Ale to Finch była jej numerem jeden. Jej pierwszą myślą rano i ostatnią wieczorem. I to do niej wracała po służbie. I to z nią chciała zamienić odległość pomiędzy The Junction a Distillery District na wspólne mieszkanie.
— Chyba nie myślałaś, że dali nam jakąś randomową dziewczynę do kalendarza? — Blaze spojrzał na April trochę pobłażliwie. Niby z jakiej racji miała pozować do zdjęć jaka kobita z ulicy? W jednostce były braki kadrowe, ale bez przesady.
Za to Teddy uśmiechnęła się do niej najpiękniej, jak tylko potrafiła. Miękko i z odrobiną figlarnego błysku w oczach. W tym uśmiechu było zapewnienie, że wszystko jest w porządku i że że naprawdę nie ma się czym przejmować. Bo czy naprawdę April miała zamiar wściekać się o… No właśnie, o co właściwie? O Riley? O dziewczynę, której nawet tutaj nie było? Co za absurd! Nie chciała pozwolić, żeby niepotrzebna zazdrość czy irracjonalne myśli zepsuły atmosferę.
— Hej, nie wpycham sobie żadnych przedmiotów do otworów! — próbował bronić się Jett, ale to na nic. Teddy miała mnóstwo dowodów, że ciągle gdzieś coś sobie wciskał. Jak nie do nosa, to do ucha. Jak nie do ucha, to... Okej, zostawmy ten temat.
Kelner dostarczył do stołu drugą butelkę wódki wraz z czterema szotami tequili i Teddy zadbała o to, żeby kolegom nie zaschło w gardłach. Napełniła kieliszki niczym rasowa barmanka (zawsze to jakaś alternatywa po przejściu na wczesną emeryturę) i wzniosła toast za spotkanie. Przynajmniej nikt jej nie zarzuci, że nie umiała zachować się w towarzystwie. W powietrzu uniósł się stukot szkła. Tak, zaczynał się etap, kiedy trzeba było stuknąć się za każdym razem, inaczej była to pogarda dla całej reszty.
A z tym bilbordem... Z tym bilbordem to Finch wyraźnie poniosło. Pomysł wywołał wśród chłopaków niemałe poruszenie. A można nawet powiedzieć, że ogromne! Jamall nawet włączył mapę w telefonie, żeby sprawdzić, gdzie najlepiej sprawdziłyby się takie wieloformatowe reklamy w centrum Toronto.
— Na pewno tutaj, naprzeciwko hotelu The Ritz-Carlton — bliźniak postukał w ekran, ale drugi zaraz wyrwał mu komórkę z dłoni.
— I koniecznie przy ratuszu! — pokiwał entuzjastycznie głową. — Niech urzędnicy wiedzą, jaka fajna ekipa czuwa nad miastem!
— Ale wokół Scotiabank Arena? Stadion zawsze przyciąga mnóstwo ludzi — Secada nie byłby sobą, gdyby nie podłapał pomysłu April.
Darling natomiast popatrzyła z rozbawieniem na swoją dziewczynę i umieściła rękę na odsłoniętym kolanie, a potem pochyliła się, otulając jej szyję ciepłym oddechem.
— Widzisz, co narobiłaś? — zaśmiała się i szturchnęła ją lekko łokciem. — Teraz musisz załatwić nam jakąś zajebistą kampanię reklamową. Może z bielizną? To się zawsze dobrze sprzedaje — podpowiedziała, chociaż nie mówiła poważnie. Ale płatki śniadaniowe mogliby wpieprzać na potęgę, tak jak tamten influencer, bożyszcze nastolatków. —Chcesz iść zapalić? — zapytała zapierając głowę na ręce, a rękę o blat stołu. Teddy też chętnie złapałby bucha. Albo dwa. Ale nie więcej, bo w połączeniu z alkoholem to nigdy nie kończyło się dla niej najlepiej. Nie chciała zostać znów uwięziona przez własną bluzę.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Naprawdę żyła nadzieją, że listopadowa strażaczka zjawiła się w kalendarzu przypadkiem. Że ktoś uznał, że jedna kobieta, to trochę za mało i ściągnął jakąś z kompletnie innej jednostki. Albo w ogóle innej profesji, mogła być równie dobrze ratowniczą medyczną. Czuła się świetnie z tą świadomością. Miała wielką ochotę odgryźć się Blazeowi i porządnie mu napyskować, żeby dogłębnie pojął, że każdy ma prawo do pomyłki. Powstrzymała się jednak. Ugryzła się w język – dosłownie. Zabolało. I bardzo dobrze. Miała za swoje. Należało jej się pewnie jeszcze mocniej. Taka przecież była okropna. Po co ona w ogóle układała sobie te scenariusze? Żeby dobijać samą siebie czy demonizować Teddy? A przecież Teddy w ogóle na demonizowanie nie zasługiwała. Była dla niej taka dobra, a ona wyobrażała sobie takie rzeczy! Tragedia. Poczuła się ze sobą absolutnie koszmarnie, miała ochotę się popłakać, ale resztkami silnej woli powstrzymała się, by się nie kompromitować przed chłopakami. Na bank zbliżał jej się okres.
Sięgnęła po kieliszek, dołączając do toastu. Nie była pewna, czy ktoś wybrał, w imię czego piją, czy po prostu wlewali w siebie alkohol dla zabawy. Wszystko jedno. Wlała w siebie szota i zagryzła go cytryną. Paskudztwo, przestało jej znowu smakować. Od razu sięgnęła po następnego. Tak, ten był lepszy. Przejechała kciukiem po wilgotnych od tequili wargach. Wracała do normy. Musiała wczepić się po prostu z powrotem w ogólnie panującą euforię. Bardzo spodobał im się pomysł bilbordów i natychmiast zaczęli umieszczać samych siebie w najbardziej reprezentatywnych punktach miasta. Bardzo dobrze. Trzeba mierzyć wysoko. Reklama bielizny też była całkiem niezłym pomysłem. Znalezienie klienta pewnie byłoby trochę bardziej skomplikowane, bo większość marek miało wyjątkowo zakute łby w kwestii własnego wizerunku, ale nie z takimi uparciuchami miała przecież do czynienia. Przyglądała się Teddy przez moment w milczeniu.
— Chcę — oświadczyła wreszcie, sięgając do swojej torebki. Wyciągnęła z niej swoją ulubioną papierośnicę, a z niej jednego skręta. Wsunęła go sobie za ucho. Na dnie torebki znalazła też na szczęście zapalniczkę. Podniosła się z miejsca.
— Częstujcie się. Ale jak któryś pójdzie za nami szybciej niż za pięć minut, to mu pierdolnę, przysięgam. — Położyła otwartą, pełną papierośnicę na środku stołu. Uśmiechnęła się do nich słodko, ale jej ton jasno wskazywał, że nie żartowała i była gotowa gryźć, drapać albo kopać po jajach, jeśli któryś jednak nie posłucha. Złapała strażaczkę za rękę i pociągnęła ją za sobą w stronę wyjścia, wyraźnie się spiesząc. Nie zaciągnęła jej jednak od razu na zewnątrz. Gdy tylko zniknęły w korytarzu z oczu nielicznych gości, popchnęła ją na jakąś retro maszynę z Mortal Kombat. Przygwoździła ją plecami do bocznej ściany i zablokowała możliwość ucieczki, napierając na nią ciałem. Ujęła jej twarz w dłonie i wpiła się w jej wargi tak, jakby witała ją po miesięcznej rozłące. Pewnie tyle mniej więcej trwała dysocjacja w tym pokopanym łbie. Musiała upewnić się, że Teddy nadal była rzeczywista, nadal była na wyciągnięcie ręki i nadal była tylko jej. Wyglądało na to, że wszystko się zgadzało.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Darling nie była skora do kłótni. Aż chciałoby się powiedzieć, że unikała ostrych słów jak ognia, ale ani jedno, ani drugie nie było prawdą. Za to na podnosiła głosu i nie czerpała wielkiej satysfakcji z wygrywania sporów. Jeśli już coś ją raniło, najczęściej zamykała się w sobie. Nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek miałoby to ulec zmianie. Chyba że Finch doprowadzi ją do tego stanu, w którym cierpliwość przestanie być cnotą, a spokojna Teddy eksploduje jak supernowa. I nikt nie będzie się tego spodziewał.
Uśmiechnęła się, kiedy April wcisnęła sobie skręta za ucho, a potem w pośpiechu zgarnęła z oparcia oba płaszcze i dała się pociągnąć w kierunku wyjścia. Nikt inny nie podniósł się z miejsca, ewidentnie biorąc sobie tamte groźby do serca, ale ktoś za nimi gwizdnął. Pewnie Jett. Chciała nawet spojrzeć przez ramię, ale wtedy została dociśnięta do boku maszyny tak gwałtownie i tak znienacka, że aż zabrakło jej tchu. Odwzajemniła żarliwy pocałunek, mocno obejmując Finch w pasie. Jeśli istniała jakaś przestrzeń między nimi, to właśnie zniknęła.
Teddy chwyciła zębami za jej dolną wargę, a dłonie automatycznie przesunęły się na pośladki.
— No cześć? — uśmiechnęła się i spojrzała April prosto w oczy. I znów serce łomotało jej w piersi jak szalone. I znów czuła się, jakby miała szesnaście lat. Złożyła jeszcze kilka drobnych pocałunków na jej policzkach, linii żuchwy i szyi, aż w końcu czule objęła ją ramieniem i poprowadziła do drzwi.
Zanim jednak wyszły na zewnątrz, nie zapomniała zarzucić na siebie płaszcza. I na April też. Do cholery, wciąż była zima! Mróz szczypał w policzki i nie mogły przecież paradować takie roznegliżowane, jakby był środek maja, a nie początek lutego. Zwłaszcza Finch. Teddy miała przynajmniej na sobie znoszoną bluzę z logiem 132 jednostki. Drzwi trzasnęły za nimi i zimno natychmiast wgryzło się w skórę. Śnieg skrzypiał pod butami, uliczne latarnie odbijały się w cienkiej warstwie lodu na asfalcie, a ich oddechy zamieniały się w obłoki pary. Darling przyjrzała się uważnie swojej dziewczynie, aby upewnić się, czy ta była wystarczająco okryta. Nie była. Dlatego podeszła bliżej i troskliwie zapięła jej płaszcz pod samą szyj, muskając opuszkami ciepłą skórę.
— O wiele lepiej — skinęła głową, zadowolona z efektu. Pociągnęła ją za rękę za ścianę budynku, bo tam aż tak nie wiało. Wsunęła dłonie głęboko w kieszenie swojego płaszcza w oczekiwaniu, aż April odpali blanta. — Jak się bawisz? — utkwiła w niej oczy, próbując wyczytać z jej twarzy coś więcej, a nie tylko zwykłe zadowolenie ze spotkania. — I co się dzieje? — dopytała jeszcze. To był minus bycia z kimś, kogo znało się piętnaście lat. Albo plus. Zależy, z której strony spojrzeć.
Po takim czasie nie dało się już zbyć drugiej osoby wzruszeniem ramion. Teddy znała każdy nerwowy ruch dłoni i to charakterystyczne zawahanie w głosie, które pojawiało się, gdy April coś gryzło. Wiedziała też, że wtedy mówiła szybciej niż zwykle, jakby chciała zagadać temat. I wiedziała, kiedy kłamie. A Finch była okropnym kłamcą.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Posłusznie zarzuciła na siebie płaszcz. Dobrze, że miała taką starszą i mądrzejszą dziewczynę, która dbała o jej nerki. Finch zazwyczaj zapominała o takich sprawach. Ale miała też więcej szczęścia niż rozumu. Po ich ostatniej randce skończyło się tylko na kilku dniach kataru, a przecież ciągle latała rozchełstana. Może nie tak jak Darling, która paradowała w samej bieliźnie, ale no mimo wszystko! Nie miała zamiaru się dokładnie zapinać. Wychodziły przecież tylko na moment, zaraz miały wrócić do ciepełka, a dodatkowo zaraz dogrzeją się blantem. Ta starsza i mądrzejsza miała na to całkowicie inny pogląd. Wywróciła oczami, kiedy zaczęła ją poprawiać, zakrywając wszystkie miejsca, w które wcześniej wdzierał się mróz.
— O wiele gorzej. Nie widać, jak ładnie wyglądam — burknęła niezadowolona. Szybko jej jednak przeszło, a mikrofoch został zastąpiony przez uśmiech pełen wdzięczności. Wiedziała przecież, że Teddy miała rację i cieszyła się, że tak o nią dba. April po prostu uważała zimę za strasznie bezsensowny pomysł tak na dłuższą metę. Na jakiś wakacyjny wyjazd, jasne. Fajnie jest pojechać w góry, pośmigać na snowboardzie i ulepić bałwana. Ale żeby tak funkcjonować w tym kilka miesięcy? Zakładać na siebie tyle warstw? Chciała lepić bałwany, a nie czuć się jak jeden z nich. Vanta by ją rozumiała! I pewnie leżałyby jutro obie chore w łóżku.
— Bawię się szampańsko. Nic mi się nie dzieje, co by się miało dziać? Jeszcze nie zdążyłaś się przyzwyczaić, że przez większość czasu jestem nadmiernie napalona? Teraz pewnie nakręca mnie ten wszechobecny testosteron. — Zaczęła paplać. O, to właściwie wiele wyjaśniało. Pewnie dlatego Teddy nie była w stanie utrzymać w pracy rąk przy sobie, skoro sporą część roku spędzała w takiej testosteronowej chmurze. Wsunęła skręta między wargi, odpaliła i zaciągnęła się porządnie. Wpatrywała się w nią, udając, że w ogóle nie widzi tego wyczekującego spojrzenia. Miała nadzieję, że odpowiednio długi buch pomoże ją jakoś zbyć. Ale kończyło jej się powietrze w płucach, a strażaczka nadal się na nią gapiła. Wypuściła wreszcie dym i zakaszlała. Troszeczkę przesadziła. Przełknęła głośno ślinę, będąc pewną, że za kilka chwil ją wykurwi z wrotek po tej mieszance thc i tequili.
Podała jej skręta z totalnie niewzruszoną miną. Niewiele jednak było trzeba, by w końcu pękła. Wywróciła zirytowana oczami. W takich momentach bliskość ich relacji była minusem. Wolałaby się po prostu z tego wykręcić. Nie chciała jej przecież okłamywać, ale też nie miała ochoty niczego wyjaśniać. Udawanie, że wszystko jest w porządku, skończyłoby się pewnie marnie. Darling i tak wiedziałaby swoje, a ona by w końcu pękła i wyżyła się na niej jakąś durną kłótnią. Tego to już totalnie nie chciała. Spuściła wzrok i kopnęła jakiś kawałek lodu, wzruszając ramionami. To miało być całe wyjaśnienie? Chyba tak. No nie było zbyt precyzyjne. Podeszła bliżej do strażaczki. Szarpnęła za guzik w jej płaszczu, jakby oczekiwała, że po tym z głowy Teddy wyleci karteczka z rozwiązaniem wszystkich problemów. Niestety nic takiego się nie stało.
— Nic się nie dzieje, serio. Muszę się po prostu przyzwyczaić do myśli, że pracujesz z jakąś pieprzoną modelką z Victoria's Secret, z którą obściskiwałaś się w pracy, ale już was nic nie łączy. — Wzruszyła znowu ramionami, jakby udawanie względnie obojętniej miało wymusić na jej mózgu nieprzejmowanie się. Nie do końca to działało. Podniosła wzrok znad guzika, który przez cały czas męczyła, na twarz Teddy. Uśmiechnęła się skruszona, bo nie była w stanie przecież udawać, że nie słyszy, jak to wszystko kretyńsko brzmiało. Złożyła na jej wargach krótki, słodki pocałunek. Od tego zrobiło jej się autentycznie lepiej.
— Skupmy się lepiej na tym, żebyś jeszcze raz mi wyjaśniła, jakim cudem jesteś najbliżej z gościem, który wpycha sobie sztućce w inne miejsca niż buzia — rzuciła bardziej rozbawiona. Trzeba było się wyluzować i trochę z nich pośmiać, a nie skupiać na nerwach. Po tej niedługiej interakcji z większością chłopaków, Finch miała do Teddy całą masę pytań, z których pewnie większość zaczynałaby się od: dlaczego.
teddy darling
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Parsknęła pod nosem, sama nie do końca wiedząc, co ją tak rozbawiło. Czy to trajkotanie o tym, jak bardzo była napalona, co akurat nie było żadną nowością i chyba Teddy zaczęłaby się poważnie martwić, gdyby nagle zmieniło się to z dnia na dzień, czy może fakt, jak bardzo April starała się zmienić temat, byle tylko nie pokazać, że coś ją uwiera między żebrami. Mogła tak bujać jakieś randomowe dziewczyny z barów, ale nie ją. Nie, od przypadkowych panienek z barów lepiej niech trzyma się z daleka. I od nieprzypadkowych też. Tylko chyba naprawdę nie sądziła, że pozbędzie się Darling wywracaniem oczami i teatralnymi westchnięciami?
A jednak wzmianka o Riley trochę ją zaskoczyła. Niby nie powinna, a i tak mimowolnie uniosła brwi, poprawiając skręta między palcami. Przez chwilę patrzyła na Finch w całkowitej ciszy, aż w końcu uśmiechnęła się i pokręciła głowa.
— Pamiętasz, jak powiedziałam w Mont Tremblant, że zazdrość to nie jest twój kolor? — zapytała i wolną dłonią ujęła jej podbródek. — Myliłam się. To jest totalnie twój kolor — powiedziała i nauczona doświadczeniem, zaciągnęła się lekko blantem. A potem nachyliła się i wpuściła dym w rozchylone usta April. — Obściskiwałam się z nią, zanim wylądowałam z tobą w łóżku — zaznaczyła, Może to była różnica jakichś trzech tygodni, ale to akurat miało znaczenie! — I zanim uświadomiłam sobie, że nie chcę pieprzyć się z nikim innym — dodała, zaczepnie pociągając zębami za jej dolną wargę, którą zaraz puściła i zwilżyła językiem. — I jeśli mówię, że już nic mnie z nią nie łączy, to tak właśnie jest. Strasznie głupia jesteś, wiesz? — pstryknęła ją w ucho i skradła szybki pocałunek. — Wyobraź sobie, że w moim życiu będą pojawiać się różne kobiety, ale to wcale nie znaczy, że od razu polecę za którąś jak pies z wywalonym językiem. To ty masz mnie między swoimi udami — poruszyła znacząco brwiami i jeszcze raz zaciągnęła się skrętem. Ostrożnie. Nie chciała skończyć jako kadłubek. Tym razem wypuścił dym kącikiem ust i podała go Finch.
Dopiero wtedy mogły przejeść do tematu Jetta, chociaż tutaj historia była o wiele bardziej zwiła niż w przypadku Riley Davis.
— Może połączyło nas zamiłowanie do wsadzania sobie rzeczy w różne dziury? — zerknęła na nią z rozbawieniem. Nie, to nie była prawda. Chociaż wcale nie było powiedziane, że Teddy nie lubi wsadzać sobie... Nieważne! Musiała przecież wyjaśnić April, jak wyglądała jej relacja z Donovanem. — Na początku w ogóle nie mogliśmy się dogadać i ciągle się o coś łapaliśmy. Długo patrzył na mnie z góry i to nie dlatego, że ma dwa metry, ale dlatego, że jestem kobietą i przecież na niczym się nie znam. Coraz częściej musieliśmy razem współpracować i kiedy przekonał się, że jednak coś tam wiem i coś tam umiem, to próbował mnie wyrwać. Dałam mu kosza i chyba trochę złamałam serduszko, więc przez kolejne miesiące chodził naburmuszony. Ale w końcu mu przeszło. I oto jesteśmy, tadaaam — rozłożyła demonstracyjnie na boki ręce. — To dobry facet. Bywa okropnie durny, ale przecież to dokładnie tak, jak ty. A z tobą jakoś wytrzymałam przez tyle lat. I wytrzymuję cały czas — objęła ją w pasie i przyciągnęła mocno do siebie, uważając, żeby Finch nie przypaliła jej płaszcza, a potem nachyliła się i odgarnęła jej włosy za ucho. — I chcę się z tobą zestarzeć — wyszeptała, otulając płatek ciepłym oddechem. To akurat oczywiste. I chyba bardzo proste, prawda?
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchała jej bardzo uważnie, bo przecież bardzo zależało jej na odpowiedzi. Nie uspokoi się, jeśli głosem rozsądku nie stanie się Teddy. Sama sobie przecież nie ufała. Kto normalny ufałby jej w takich kwestiach? Na szczęście to, co usłyszała, pokrywało się z jej rozsądkiem. Uśmiechnęła się i zbliżyła nieco pod wpływem jej języka. Od razu na szczęście przypomniała sobie, że powinna być jeszcze trochę obrażona, więc prychnęła cicho i się cofnęła. Ale tylko odrobinę.
— Po pierwsze, to sama jesteś głupia — zaczęła od priorytetów. Bardzo dobrze, to się chwali. Nie da przecież sobą tak pomiatać! Może była nieco niezrównoważona, ale nie głupia. No dobrze, była raczej z gatunku tych durnych, ale nie trzeba jej od razu tego wytykać.
— Po drugie, czy jest w tej jebanej jednostce, kto na ciebie nie leciał? — Spojrzała na nią rozbawiona. Nie żeby ją to jakkolwiek dziwiło, sama przecież dała się omotać temu urokowi. Ale czy Darling naprawdę nie potrafiła egzystować z dnia na dzień w taki sposób, żeby nie przyciągać do siebie tłumu wygłodniałych fanów? Finch jakoś nigdy nie zauważyła tej skali. Wiedziała, że przyjaciółka ma powodzenie, ale żeby aż takie? Gdyby tylko zaczęła to wykorzystywać, wyszłaby na dużo bardziej puszczalską niż ona. April musiała się czasem postarać, a nie po prostu być.
— Przyznaję, że nie spodziewałam się, że będę o ciebie taka zazdrosna. W ogóle mi się to nie podoba — wymruczała cicho, obejmując ją za kark. Nawet uważała, żeby jej nie podpalić! Czyli jednak nie traciła przy niej resztek rozumu, była jeszcze jakaś przestrzeń, którą Darling mogła zawładnąć, doprowadzając ją na skraj.
— Mogę nie dociągnąć nerwowo do starości przez te wszystkie zdziry. — Przymknęła oczy, całując jej dolną wargę. Jeżeli nie zacznie podchodzić do tych bab nieco luźniej, to na pewno nie dożyje złotego jubileuszu. Ale przecież chciała postarać się to przepracować i zachowywać nieco spokojniej. Nie było opcji, żeby zazdrość zniknęła całkowicie, ale mogłaby się pojawiać tylko w uzasadnionych momentach. Praca z kimś raczej się do tego nie zaliczała. Ale zgarnianie numerów od kelnerek? Pewnie tak. Finch wierzyła, że akurat takie rzeczy nie powinny się wydarzać
— Czemu jeszcze mnie nie wyobracałaś na jednostce? — dopytała szeptem o drugą najważniejszą kwestię (zaraz po tej głupocie). Skoro tak ją to kręciło, to April była gotowa ulec jej fantazjom. Właściwie była gotowa jej ulec w każdym możliwym miejscu na planecie i prawie w dowolnej chwili, ale tego nie musiała dopowiadać na głos. Próbowała zachować jakąkolwiek aurę tajemniczości. Albo niedostępności. Pewnie szłoby jej łatwiej, gdyby nie zaciągnęła się właśnie blantem, który na pewno jeszcze bardziej wywinduje jej libido. I gdyby przy tym nie patrzyła Teddy w oczy tak, jakby chciała ją pożreć.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teddy rozłożyła bezradnie ręce. Nie miała wpływu na to, kto na nią leciał. Ale to wcale nie oznaczało, że od razu się puszczała! W tej kwestii na pewno nie przebiłaby Finch! Ba, nawet nie śmiała z nią konkurować!
— Oczywiście, że jest w tej jebanej jednostce ktoś, kto na mnie nie leciał — prychnęła w taki sposób, jakby April powiedziała coś absurdalnego. — Jamall, Darnell, Blaze, Eric... — zaczęła skrupulatnie wyliczać. Co z tego, że byli facetami, którym jasno dała do zrozumienia, że woli dziewczyny. Byli? Byli. Nie lecieli? Nie lecieli. W czym problem?
Uśmiechnęła się pod nosem. Czy ona spodziewała się, że jej dziewczyna będzie aż tak zazdrosna? Absolutnie nie. Czy to jej przeszkadzało? Nie. Przecież April nie robiła jej
— Jesteś cholernie urocza, kiedy tak się wściekasz — stwierdziła, trącając jej nos swoim. — I kiedy jesteś taka zazdrosna, chociaż nie masz powodów — zaznaczyła, a to było ważne. Kochała ją pewnie ponad własne życie, a przecież nie powinno kochać się niczego bardziej od życia, więc dlaczego miałaby... To znacz, co?
Ściągnęła brwi, zaskoczona myślą, która znienacka pojawiła się w jej głowie. To była bardzo odważna myśl, wywołana przez wódkę, a buch trawki tylko ją wyostrzył. Ale zaraz szybko je uniosła, bo pytanie Finch bardzo ją rozbawiło.
— Nigdy nikogo nie obracałam w remizie — sprostowała, chociaż wcale nie potrzebowała tańca z nią na Ibizie. — Skąd ci się to wzięło? — zaśmiała się i pokręciła głową. To nie były jej fantazje. A może to były fantazje April? — Mam po powrocie do domu wskoczyć w mundur? — zapytała, muskając jej usta. — Ostrzegam lojalnie, że ma dużo różnych suwaków, guzików i klamer. Będziesz się strasznie wkurwiać. Ale za to satysfakcja będzie nieziemska, kiedy już go ze mnie zerwiesz — śmiało podciągnęła jej płaszcz i wsunęła rękę między nagie uda. No tak, sama najpierw tak szczelnie ją opatulała, a potem obnażała z ubrań. Na zewnątrz. Przed barem. W środku zimy!
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spojrzała na nią z politowaniem, gdy zaczęła wymieniać pozostałych kolegów z jednostki. Niespecjalnie jej teraz wierzyła. Musiałaby porozmawiać z samymi zainteresowanymi, żeby upewnić się, że nie przechodzili etapu wzdychania do strażaczki. Tyle dobrego, że mężczyźni nie byli żadnym problemem i nie musiała się o nich martwić. Co najwyżej mogło być jej szkoda, że kruszą swoje wielkie serca na jej słodkiej Teddy. Nagle ucieszyła się, że pracowała w takim, a nie innym miejscu. Powinna zabronić jej przychodzenia do biura. Tam to dopiero było bab! Facetów też nie brakowało, ale połowa z nich była homoseksualna, więc już w ogóle nie stanowiła zagrożenia. Gdyby Teddy pracowała w tak zróżnicowanym środowisku, jak ona, to dopiero by się poskładała nerwowo.
— Zobaczymy, jak szybko zmienisz zdanie. — Miała do niej ogromne pokłady cierpliwości, ale nic przecież nie jest nieskończone. Jeżeli April nieco się nie uspokoi, to w końcu dowie się, gdzie leży granica nerwów Darling. A to wcale nie było przecież takie ciekawe, wolałaby się dowiadywać o niej innych rzeczy! Na przykład, czy woli jajka na twardo czy na miękko, bo jakoś nigdy tej informacji nie zarejestrowała. I czy kocha ją jak stąd do Europy czy raczej do kosmosu? To też istotne pytanie, ale oba będą musiały jeszcze poczekać. Nie wiedziała też, jak Teddy się zachowuje, kiedy jest zazdrosna. I to było dziwne. Wiedziała, że wywoływanie zazdrości celowo jest wyjątkowo toksyczne, ale nie była w stanie powstrzymać cichego głosiku w głowie, który zasugerował jej, żeby to sprawdziła. Skoro nie pojawiały się w niej takie uczucia samoistnie, to może powinna im troszkę pomóc? Odrobinkę. Tylko przetestować, a potem szybko się wycofać i zagwarantować, że nie liczy się nikt poza nią? Nie, to raczej durny pomysł. Chociaż...
Chciała zaczął wymieniać jej liczne ekscesy z jednostki, ale ugryzła się w język. No dobra, może nie aż tak liczne. Wiedziała, że obściskiwała się w pracy z Riley i z Heleną. O tej drugiej dowiedziała się dzisiaj przypadkiem, więc nie mogła nie zakładać, że Darling z pracy zrobiła sobie jakieś schadzkowisko dla swoich aktualnych dup. Więc czemu April nie dostała jeszcze zaproszenia?
— Nie boję się suwaków, guzików ani klamer. Żeby się do ciebie dobrać, mogę je nawet poprzegryzać. — Dobrze, że Finch nie miała w sobie zbyt dużo wstydu. W ogóle nie przejęła się byciem obłapianą w miejscu publicznym. Przeciwnie. Pchnęła biodrami do przodu, mocniej napierając na jej rękę. Zaciągnęła się skrętem, który dopalał się smutno w większości bez pomocy ich płuc. Nawet nie nabrała tyle dymu, ile sobie życzyła, bo w końcu zgasł, taki niezaopiekowany, wystawiony na mróz. Wsunęła go do kieszeni płaszcza. Wsunęła zimne dłonie pod kołnierz płaszcza strażaczki. Wbiła paznokcie w jej kark, przejechała nimi na boki szyi, drażniąc skórę już nie tylko mrozem. Coś jej kołatało w głowie, że chyba zostawiły w środku jakieś towarzystwo.
— Pani strażaczko, bo ja nie do końca rozumiem... jak to jest, że mogę być jednocześnie rozpalona i mokra? — wyszeptała w jej usta, zanim jeszcze je pocałowała. Nie miała zamiaru czekać na odpowiedź, niespecjalnie ją obchodziła. Teraz miała wyłącznie ochotę ją całować. Może nie wiedziała, jak sobie radzić z tymi pożarami wewnątrz siebie, ale trudno. Będzie się dla niej spalać.
teddy darling