30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już to dawno ustaliły, że co złego, to właśnie Teddy. A ona przyjmowała to z pokorą. Pewnie dlatego, że nie traktowała zarzutów April poważnie. Jasne, miała swoje za uszami, ale to jak każdy! Wiadomo, że jeśli miałyby się przerzucać argumentami, wyszłoby na April na to, że wcale nie była taka niegrzeczna. W ogóle wydawało jej się, że daleko brakuje jej do Finch. No i ona przynajmniej pamiętała imiona dziewczyn ze studiów, z którymi spała, a to już jeden szczebelek bliżej nieba!
No dobre, może w jednostce nie było zbyt wielu kobiet, więc Darling nie miała nigdy jakiegoś większego pola do popisu. Czy inaczej sprawdziłaby czy sprężyny w łóżkach w remizie wbijają się w biodra i łopatki? Raczej nie. Za dużo ludzi. Nawet w magazynku nie było do końca bezpiecznie, skoro Jett przyłapał ją na gorącym uczynku! Zero prywatności w tej robocie, no naprawdę.
Wszystko zależy od tego, jak szybko doprowadzisz mnie do szału aż zechcę wyjść z siebie i stanąć obok. Albo zapragnę cię udusić — odparła z łobuzerskim uśmiechem, ale przecież nie chciały tego sprawdzać. Na razie nic tego nie zapowiadało, ale Teddy nie mogła wiedzieć, co takie zrodziło się w tej ślicznej główce. Przez jej własną nawet nie przyszła myśl, żeby wzbudzać jakąkolwiek zazdrość celowo, a gdyby April wpadła na taki niecny plan, pewnie byłoby jej strasznie przykro. Nie, na sto procent nie wpadnie na nic podobnego. Oj, Darling, żeby ta twoja pewność nie obróciła się w gówno.
Trzeba zaznaczyć, że tylko jedną dupę obściskiwała w remizie, a resztę przed! To ważne! Głównie dlatego, że reszta nie miała tam wstępu. Ale dla swojej dziewczyny mogła zrobić mały wyjątek, jak się do niej ładnie uśmiechnie i jak pogada z Blazem, żeby między jedną a drugą zmianą zostawił jej klucze. To było do załatwienia. W zasadzie to wizja spodobała jej się nawet bardziej niż bardzo.
Popuść lejce, Bulgasari — zaśmiała się, bo jeszcze April ukruszyłaby sobie uzębienie na metalowych elementach, a miała naprawdę ładny zgryz! — Twoje sprawne palce powinny sobie z tym poradzić — dodała, ale zaraz wydała z siebie zduszony jęk, kiedy Finch sama naparła na jej rękę. Faktycznie ta kobieta nie miała w sobie ani krzty wstydu. I dobrze! Byle była taka bezwstydna tylko dla niej i Teddy będzie w raju. Już była, ale chciałaby tak zawsze. Ale jeśli ciągle będą na siebie tak napalone, to na stówę nie grozi im żadna nuda.
Westchnęła głośno, czując paznokcie na swoim karku. Niewiele myśląc (a powinna, przecież była tą rozsądną!), odwzajemniła pocałunek i przycisnęła April do chłodnej ściany budynku. Nawet nie upewniła się, czy nikt do nich przypadkiem niespodziewanie nie dołączył. Towarzystwo? Jakie znowu towarzystwo? Że niby ta banda osiłków, która pewnie wychlała bez niej kolejną flaszkę? Och, no trudno.
Poczekaj — wyszeptała między kolejnym muśnięciami ust. — Muszę to sprawdzić — mruknęła i przesunęła rękę wyżej, wkradając się palcami pod materiał majtek. Powoli przesunęła nimi po jej kobiecości i zanurzyła się głębiej. Trwało to dosłownie chwilkę. Ułamek sekundy. — Rzeczywiście — stwierdziła, unosząc dłoń. Oblizała palec i skinęła z aprobatą głową. — Jest pani niewiarygodnie mokra, proszę pani. I zajebiście smaczna — oznajmiła beztrosko, jeszcze mocniej dociskając ją do ściany, żeby ponownie połączyć ich usta w namiętnym pocałunku. Dobrze, że w środku był cały zespół strażaków, bo naprawdę robiło się gorąco i wkrótce zaczną płonąć.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biurowiec April był dużo większy niż jednostka, co był kolejną wielką zaletą albo przerażającym minusem. Nie miała problemów ze znalezieniem tam prywatnego miejsca na schadzki. Znaczy, nie miałaby, gdyby kiedykolwiek się jej przytrafiły! No dobrze, może przytrafiły się raz czy dwa. To tylko kolejny argument, by nigdy nie wpuścić Teddy w to środowisko. Znalazłaby pewnie wszystkie możliwe magazynki, względnie zabezpieczone przed wejściem nieproszonych gości. Skoro Finch, była w stanie rozpinać się i fotografować w windzie, to ktoś tak doświadczony w szukaniu newralgicznych miejsc jak Teddy, miałby tam używanie. W tym całym rozpinaniu się April pomagała głównie jej bezwstydność, nie była przecież taka cwana jak jej partnerka.
Była gotowa rozszarpać kogoś pazurami z miłości, to pewnie dałaby też radę gryźć. Szaleństwo, które przejmowało nad nią kontrolę, pewnie też uczyniłoby ją nieśmiertelną i generalnie nie do zdarcia. Jakieś głupoty pokroju strażackich zabezpieczeń nie miałyby z nią szans, jeśliby się uparła. Niewiele było rzeczy na świecie, które były gotowe się z nią mierzyć, jak się uparła. Nie korzystała z tej karty zbyt często, ale jak już w coś szła, to nie brała jeńców. A przecież dla Teddy była gotowa rzucić na stół całą talię. Szczególnie, jeśli nadal będzie na nią reagowała w ten sposób. Może powinna się zawstydzić i ogarnąć, ale nie było na to najmniejszych szans. Na pewno nie pod wpływem tych zduszonych jęków. Gorzej, jak się od tego wszystkiego totalnie pochorują, bo przecież kto normalny robi takie rzeczy na mrozie?
Uśmiechnęła się triumfalnie, gdy przyszpiliła ją do ściany. Szybko poszło. Jedna z dłoni przesunęła się wyżej, wplatając się w jej jasne włosy. Druga wciąż pozostawała na karku, chcąc zatrzymać strażaczkę jak najbliżej, panicznie obawiając się, że mogłaby odsunąć się chociaż na kilka centymetrów. Wieczorny spokój i ciszę uliczki zmącił krótki, ale głośny jęk. Finch zaczerpnęła łapczywie powietrza, zaskoczona bezpośrednim dotykiem. Wpatrywała się w usta Teddy jak zahipnotyzowana, nie próbując nawet odpowiedzieć. Nigdy chyba nie przestanie jej szokować, z jaką łatwością Darling potrafiła zamknąć jej pysk. April bardzo rzadko brakowało słów. Jeszcze trochę, a zacznie ją zawstydzać. To pewnie też było do zrobienia. Uśmiechnęła się znowu, niemal rozpływając się w jej ramionach. Gdyby nie była przyciśnięta do zimnej ściany, pewnie osunęłaby się na chodnik przez to, jak zmiękły jej kolana. Zacisnęła palce na jej włosach, oddając każdy pocałunek z hektolitrami pasji i namiętności. Rozszerzyła nogi, chcą natychmiast wpuścić ją między uda. Najlepiej całą. Rozpięła jej płaszcz, złapała ją za pośladki i przycisnęła mocniej do siebie. Od kompletnego odlecenia na inną orbitę uratował ją czyiś gwizd. Z początku chciała go zignorować, ale niestety rozwiał nieco mgły w jej głowie, przez co nagle zaczęło do niej docierać, że stoją w jakiejś ciemnej uliczce na totalnym mrozie w pozycji co najmniej niewygodnej. I najwyraźniej są obserwowane przez jakichś pijanych gości przechodzących kawałek dalej. Okropieństwo. Oderwała się od niej bardzo niechętnie.
— Nie możesz mi tak robić, jak masz zamiar potem zostawić mnie na lodzie. — Zacisnęła palce na jej bluzie, szarpiąc za nią, by dać upust całemu oburzeniu, jakie się w niej wezbrało. No trudno. Będzie musiała jakoś zacisnąć nogi i żyć dalej. Chociaż może niech lepiej nie zaciska, bo i tym się bardziej nakręci. Pchnęła Teddy delikatnie, by ją od siebie odsunąć. Poprawiła podwiniętą spódniczkę i przeczesała włosy, licząc, że to wystarczy, by wróciła do stanu wyglądania fenomenalnie. Skinęła głową na nią i ruszyła z powrotem w stronę baru.
W środku było przynajmniej ciepło. Zdjęła płaszcz i skierowała się z powrotem w stronę stolika, na którym w międzyczasie pojawiła się dodatkowa butelka. Chłopaki faktycznie świetnie się bawili bez ich towarzystwa! Podnieśli wzrok znad szkła, gdy Finch rzuciła na krzesło swój płaszcz.
Nie wiedziałem, że na zewnątrz jest aż tak zimno, żeby wracać z takimi wypiekami.Secada wyszczerzył się, bardzo dumny ze swojej żartobliwej uwagi. April usiadała z powrotem na swoim miejscu, oparła skrzyżowane ręce o blat i nachyliła się w jego stronę.
— Chcesz następnym razem popatrzeć, żeby wreszcie się nauczyć, jak doprowadzić dziewczynę do jęków, a nie ziewania z nudów? — Uśmiechnęła się do niego tak słodko, jak tylko było to możliwe. Biedak chyba wcześniej nie został ostrzeżony, że zawstydzenie jej to trudne wyzwanie.

teddy darling
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała wiele umiejętności, ale jedną z najbardziej przydatnych była doskonała orientacja w terenie i fotograficzna pamięć do układu pomieszczeń. Wystarczyło, że raz przeszła korytarzem, a już potrafiła w myślach odtworzyć plan całego piętra. Od razu wiedziała, gdzie znajdują się drzwi ewakuacyjne, ślepe zaułki, zapomniane schowki na sprzęt i toalety, do których pewnie nikt nie zaglądał po siedemnastej. Istniało więc ogromne prawdopodobieństwo, że po zapuszczeniu się w rejony April, w ciągu godziny, może dwóch, zlokalizowałaby wszystkie miejsca, w których można zniknąć z pola widzenia i puszczać do woli, bez ryzyka przyłapania na gorącym uczynku. Oczywiście Teddy nie zamierzała puszczać się po kątach biurowca swojej dziewczyny, ale jeśli już miałaby przekraczać granice przyzwoitości, to wyłącznie z nią. Ale seks z własną partnerką to już żadne puszczanie!
Może to i lepiej, że ktoś zagwizdał i wyrwał je z transu, bo właśnie — kto normalny wyprawia takie rzeczy na mrozie? Zupełnie nikt! Nie obyło się jednak od żałosnego jęku, który wyrwał się z gardła Darling, kiedy Finch odepchnęła ją od siebie.
Och, a więc to moja wina? — parsknęła, choć doskonale znała odpowiedź. Była winna wszystkiemu, o ile April było to na rękę. — Nie wkładaj mi w usta słów, których nigdy nie powiedziałam. Wcale nie zamierzałam zostawić cię na lodzie — wzruszyła ramionami i przyłożyła zimne dłonie do rozpalonych policzków.
Od tych pocałunków i smaku Finch zakręciło jej się w głowie. Gdyby nie tamci pijani, kręcący się w pobliżu baru faceci, pewnie nie miałaby większych oporów, żeby dobrać się do niej pod tą ścianą. Przeleciałaby ją na mrozie, a potem miałaby wyrzuty sumienia, że ta znów chodzi taka zasmarkana.
Rozpięty i przekrzywiony płaszcz, który ledwo trzymał się na ramionach Teddy, mówił sam za siebie. Już po przekroczeniu progu lokalu widziała z daleka rozbawione spojrzenia chłopaków. Zajęła swoje miejsce i założyła sobie na głowę kaptur bluzy. W przeciwieństwie do April, ona dawała się zawstydzić, a chłopaki dali jej do zrozumienia oczami, że wiedzieli, co tam robiły. Albo co chciały zrobić, tylko coś poszło nie tak, stąd ta reakcja Finch, która wywołała u strażaków salwy śmiechu. No jasne, że Secada z przyjemnością pragnął popatrzeć. Zresztą na pewno nie tylko on.
Jett bez słowa podsunął Darling kieliszek z czystą. Ta zerknęła na niego spod kaptura z pewną wdzięcznością i ujęła szkło w dłoń i wypiła karniaka. Pewnie miała ich kilka, przecież trochę ich tutaj nie było, skoro zdążyli kupić kolejną butelką wódki. Po chwili to samo zrobił z kieliszkiem tequili, podstawiając go April praktycznie pod nos.
A wracając do tego patrzenia... — zaczął Eric, ale Teddy natychmiast skarciła go spojrzeniem.
Stary, to była ironia. Nikt nie będzie na nic patrzył. Znajdźcie sobie własne dziewczyny — oznajmiła stanowczym tonem, bo chyba naprawę niektórzy z nich zaczęli sobie zbyt dużo wyobrażać.
Dobrze, już dobrze, nie unoś się tak — Secada podniósł łapy w obronnym geście. — Chodźmy zapalić — zwrócił się do kolegów, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Blaze wraz z bliźniakami podnieśli się z miejsca, a jeden z nich upewnił się spojrzeniem, czy może poczęstować się skrętem z papierośnicy, którą April zostawiła na stole.
Donovan odprowadził ich wzrokiem do drzwi, a potem uśmiechnął się zawadiacko, sięgając po swój kieliszek.
Finch, masz jakieś siedem minut, żeby dowiedzieć się czegoś, o czym Darling prawdopodobnie nigdy ci nie powiedziała. Co konkretnie cię interesuje? — zachęcił ją skinieniem głowy, a Teddy przewróciła oczami tak mocno, że prawie zobaczyła własnym mózg. To niemożliwe. Mówiła jej właściwie o wszystkim.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była w stanie zgubić się w drodze z własnego mieszkania do najbliższego spożywczaka. Jej orientacja w terenie była po prostu tragiczna. Nigdy nie mogła spamiętać, gdzie trzeba skręcić, by gdzieś dotrzeć, a jak lądowała z jakiegoś powodu w biurowcu na piętrze, na którym raczej nie bywała, to było wiadomym, że spóźni się na spotkanie, na które idzie, bo zaliczy po drodze siedem złych gabinetów i kuchnię. Dobrze, że miała w swoim życiu Teddy, która prowadziła ją cierpliwie za rączkę od tylu lat, nie dając zbytnio zostawać w tyle. To kolejny z dziesiątek aspektów, w których miała do niej ogromne pokłady cierpliwości, które brały się nie wiadomo skąd. I nie wiadomo, jakim cudem, jeszcze się nie wyczerpały.
— Oczywiście, że twoja — potwierdziła radośnie, żeby nie miała żadnych wątpliwości. Trzeba było nie wywoływać tej całej zazdrości! Może i Darling nie zrobiła tego celowo, ale musiała jednak coś niedobrego zamieszać, skoro to Finch nosiło po tym wszystkim, a ona była opanowana jak tybetański mnich. Przynajmniej pozornie. Przynajmniej pod względem zazdrości! A zresztą. Pod żadnym względem nie była tak rozchwiana jak April i pewnie nigdy nie będzie, co dawało jej przewagę do stwierdzania, że wszystko faktycznie jest jej winą, bo przecież inaczej przeżywałaby to tak samo mocno. Wygodnie czasami było być pierdolniętym.
Reakcja Teddy na rechoty kolegów była tylko dodatkową motywacją, by w ogóle się tym nie zawstydzić. Była gotowa stanąć w obronie ukochanej i zasłonić ją własną piersią. Najlepiej nagą, żeby skutecznie zbić ich wszystkich z pantałyku. Miała wrażenie, że niewiele było takich sytuacji, w których to ona mogła być górą albo po prostu się nią zaopiekować. Nic dziwnego, że z takim zapałem łapała się pierwszej, jaka tylko wpadła jej w ręce. W ręce wpadł też kieliszek. Totalnie bezmyślnie po niego sięgnęła i wlała zawartość do gardła, patrząc cały czas na Latynosa. Przejechała kciukiem po wardze, zdejmując z niej pozostałe krople alkoholu. Utrzymywała z nim intensywny kontakt wzrokowy, będąc święcie przekonaną, że to on pierwszy wymięknie pod naporem jej bezczelnego spojrzenia. Otworzyła usta, by mu się odszczekać, ale to Darling była pierwsza. No ładnie. Nawet w tym jej nie mogła dogonić! Może za dużo wypiła i przez to nie nadążała? Albo to przez to rozproszenie, które załatwiła jej na dworze. Westchnęła, opierając się znowu plecami o krzesło. Skinęła na potwierdzenie, że mogą śmiało częstować się skrętami. Zawsze z wielkim sercem dzieliła się własnymi narkotykami z każdym chętny. Miła z niej dziewczyna.
— Myślisz, że masz coś takiego? To chyba wy powinniście chcieć wyciągać takie informacje ze mnie. — Zaśmiała się krótko, obracając się w jego stronę. Czuła się dość pewnie w kwestii wiedzy o Teddy. Wątpiła, że którykolwiek z nich wiedział coś, czego jej brakowało do tej układanki. A przecież nie będzie wypytywać o ich zawodowe traumy. Ani o te wszystkie dziwki dziewczyny.
— Dużo o mnie mówi? Potyka się o własne nogi w drodze do szafki? — Oczywiście, że to ją najbardziej interesowało. Niewiele było ciekawszych tematów dla April niż April. A słuchanie o tym, jak ktoś był nią zauroczony? Miód na jej serce. Spojrzała z uśmiechem na swoją dziewczynę i pogłaskała ją po policzku.
— Chętnie bym usłyszała coś ultra kompromitującego, ale pewnie byliście tak pijani, że nie pamiętasz? — Obróciła się z powrotem w stronę Donovana. Nie pokładała zbyt dużo wiary w kolesiu, któremu tak niewiele było trzeba do wpychania sobie łyżek gdzie popadnie.

teddy darling
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiała w końcu coś z tym zrobić. Nie mogła w nieskończoność pozwalać, żeby April wchodziła jej na głowę i bezpodstawnie zrzucała na nią winę, nawet wtedy, gdy Teddy właściwie nie zrobiła nic złego. To było przecież niesłychanie wygodne, bo wystarczyło jedno przeciągłe spojrzenie i oskarżycielski ton, a cała odpowiedzialność natychmiast spadała na nią. Jakby to ona była sprawczynią każdego zamieszania i każdego zbyt śmiałego gestu. Darling zwykle traktowała to z przymrużeniem oka. Uśmiechała się pod nosem, wzruszając ramionami. I pewnie jeszcze nieraz tak będzie, bo miała przecież serce ze złota i była najlepszą dziewczyną pod słońcem. Taką cierpliwą, wyrozumiałą, żeby nie powiedzieć zaskakująco łagodną, chociaż Finch od lat wyraźnie wystawiała jej granice na próbę. Ale to wcale nie oznaczało, że nie potrafiła się postawić. Bo potrafiła. I to bardzo. Po prostu do tej pory wybierała spokój zamiast konfrontacji. Jednak gdzieś pod tą miękką warstwą dobroci tliła się stanowczość, której April zdawała się zupełnie nie dostrzegać. Albo może nie chciała widzieć, bo łatwiej było tkwić w przekonaniu, że Teddy zawsze ustąpi. Ale kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym powie kategoryczne chyba nie i jej partnerka będzie wtedy ogromnie zdziwiona! A wtedy już na pewno nie wmówi jej, że zupełnie sama z siebie, bez wcześniejszych prowokacji, posunęła się do śmiałych gestów w miejscu publicznym, w dziesięciostopniowym mrozie, a potem ją odtrąciła!
Ale teraz, siedząc w barze przy stoliku, gdzie April i Jett dyskutowali beztrosko, jakby jej obecność była jedynie elementem wystroju wnętrza, cały jej wyimaginowany zapał gdzieś wyparował. Jeszcze chwilę temu była gotowa powiedzieć wprost, co myśli. Miała w głowie całe przemówienie! No tak. Tylko ile to razy w głowie osiągała wszystko?
Oboje bez wątpienia dysponowali pokaźnym arsenałem kompromitujących historii z jej udziałem i które były kolejnym gwoździem do trumny reputacji. Trzeba jednak oddać, że mieli gest. Rozmawiali o Teddy przy Teddy. To miłe, w pewnym pokrętnym sensie. Niezwykle dobroduszne! Przynajmniej będzie mogła coś sprostować. Wtrącić spod kaptura ciche to nie było tak, zanim wersja wydarzeń urośnie do rozmiarów miejskiej legendy. Oczywiście i tak nikt jej nie uwierzy. Fantastycznie.
Od ciebie też coś wyciągnę — Donovan wskazał swoim kieliszkiem na April. — To handel wymienny — zastrzegł, wychodząc z założenia, że w życiu nie ma nic za darmo.
Darling uśmiechnęła się lekko, czując dłoń Finch na swoim policzku. To dodało jej otuchy, chociaż w pierwszej chwili zastanawiała się, czy powinna im zliczać jakieś punkty, czy o chuj chodziło w tej całej zabawie.
No właśnie nie mówiła o tobie wcale — obruszył się Jett. — Wiedziałem, że coś jest na rzeczy, ale nic się nie przypucowała, że to chodzi o ciebie. Ale faktycznie od dwóch miesięcy chodziła jakaś rozkojarzona, a to do Darling kompletnie niepodobne. Może nie potykała się o własne nogi, ale miała kilka wpadek, które zwykle jej się nie przytrafiają. I bez przerwy zaczęła czegoś zapominać — pokręcił głową z udawanym politowaniem.
No dobra, to nie było wcale takie najgorsze. Teddy zawsze była niezdarna, ciągle na coś wpadała albo zahaczała rękawem o klamkę w drzwiach, ale nigdy nie miała problemów z pamięcią, a myśli o April potrafiły ją zadziwiająco mocno rozkojarzyć. Była w niej totalnie zapętlona.
O, a słyszałaś o bójce dokładnie w tej knajpie? — zapytał, na co Darling wyprostowała się machinalnie.
Daj spokój, Jett — poprosiła, bo to akurat ona praktycznie nic nie pamiętała ze wspomnianego wieczoru. Ale Jett nie wydawał się wzruszony.
To było kilka lat temu, kiedy po ciężkim dyżurze przyszliśmy się najebać, a wódka lała się strumieniami. Graliśmy w jakieś głupie wyzwania, no i oczywiście Teds miała za zadanie wyrwać jedną panienkę. Tylko ta panienka była ze swoim facetem. No i od słowa do słowa, zaczęły rozmawiać przy barze, co w ogóle nie podpasowało temu typkowi i włączył mu się jakieś ogromny tryb zazdrości. Przez moment wyglądał tak, jakby chciał wyjebać Darling gonga. I w sumie nawet wziął zamach, ale że to jest spryciula, to zdążyła się uchylić — w tym miejscu Dononovan zrobił pauzę i sięgnął po puste kieliszki. Napełnił również jeden po tequili, zauważając, że Finch został ostatni szot. — Ale to nie wszystko! Ten gość trafił w Blaze'a! No i jak Blaze się nie odwinął! Szkoda ziomek miał posturę Dwayne'a Johnsona i od razu rzucił się na Blaze'a z łapskami. Nie mogliśmy z RJ-em odciągnąć. A co zrobiła Teddy? Uwiesiła mu się na plecach jak małpka i zaczęła okładać pięściami. Mało tego, rozjebała mu kufel z piwem na głowie! Wszyscy zostaliśmy stamtąd wyrzuceni, Teddy nie zaruchała, ale zaliczyła zadanie. Tylko potem przez pół miasta uciekaliśmy przed tym facetem jak Arthur przed grubym kolesiem Red Dead Redemption 2, kiedy zabije mu się żonę — pokiwał z powagę głową i chwycił za swój kieliszek.
Cóż, to na pewno było słuszne porównanie. Szkoda, że Darling nic z tego nie pamiętała. Nic. Zero. Null. Nada. Chyba nigdy w życiu nie urwał jej się tak film, więc nawet nie miała nic na swoje usprawiedliwienie.
To przez tę butelkę zakupioną na stacji benzynowej — wtrąciła po chwili. — To ona mnie tak zmiotła z planszy — próbowała się tłumaczyć, ale chyba lepiej było zamknąć mordę i już się nie pogrążać.
Donovan zerknął wyczekująco na April, żeby odwdzięczyła mu się podobną, albo jeszcze wspanialszą historią, o której mógł nigdy nie słyszeć, ale którą z przyjemnością pozna, żeby móc w przyszłości bez ogródek napierdalać się z Teddy.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Moment, w którym Teddy przestanie jej ulegać i zgadzać się na większość dureństw, które wpadały jej do głowy, będzie początkiem ich końca. Albo końcem ostatecznym? Na pewno będzie sygnałem, że coś jest mocno nie w porządku. Była przecież dla niej taka dobra, odkąd tylko Finch sięgała pamięcią! Oczywiście, że lubiła wszystko jej zrzucać na łeb, bo przecież nic nigdy nie mogło być winą April. No, chyba że byłaby z tego śmieszna heca albo jakaś inna korzyść, to w porządku. Ale co złe, to nie ona. Z drugiej strony, potrafiła też obsypać Darling worem komplementów i udowodnić jej, że naprawdę ją docenia. Strażaczka mogła więc marudzić do woli, robić z igły widły i zarzekać się, że zacznie jej kategorycznie odmawiać, ale przecież nie miała ku temu dobrych powodów. Gdyby naprawdę miała coś przeciwko, porzuciłaby to już dawno temu. Z tej dwójki to przecież April była tą naiwną i uległą kretynką.
Usiadła wygodniej, zakładając nogę na nogę i przygotowała się na uważne słuchanie. Spodziewała się właściwie wszystkiego. Z uśmiechem wysłuchała o tym, jak zachowywała się pod jej wpływem. Od razu zrobiło jej się lżej na sercu. Przeniosła wzrok na Teddy, uśmiechając się do niej ciepło.
— Całkiem nieźle. Ale wciąż jesteś za mało zakochana. Popracujemy nad tym — oświadczyła lekkim tonem. Widać klamka już zapadła, a strażaczka musi się (znowu) poddać pomysłom April. A przecież zawsze było jej mało, więc strach nawet pomyśleć, w jaki sposób będzie wzmacniać te uczucia. Pewnie nie da jej spokoju, póki się nie wywróci na lewą stronę czy coś.
Historii o felernym podrywie słuchała z wielkim zainteresowaniem. Skupiała się głównie na Jettcie, chłonąc każde słowo. Na wzmiankę o celu zakładu, spojrzała z politowaniem na Teddy. No jasne, że była pierwsza do okręcania sobie kobiet wokół palca! A potem to na nią narzekała, że ma w głowie wyłącznie baby. Litości! Ale nic to. Dalsza część opowieści była o wiele ciekawsza. Wlała w siebie kieliszek, nawet nie zauważając, że pojawiła się w nim wódka, a nie tequila. Skrzywiła się niezadowolona dopiero po przełknięciu, ale od razu skinęła na niego ręką, by nalał kolejny, który opróżniła w podobnym tempie. Otworzyła wreszcie szeroko usta, słysząc o nagłej brutalności jej partnerki. Cała opowieść brzmiała jak z durnego serialu, a nie przeciętnego wtorku. Tego się najwyraźniej nie spodziewała. Spojrzała znów na Darling i zamknęła usta, bo nie chciała wyglądać jak dmuchana lala. Zlustrowała dziewczynę wzrokiem, jakby chciała się upewnić, że opowieść dotyczyła tej samej Teddy.
Ty jesteś jakaś jebnięta — skwitowała w końcu ze śmiechem. Powinna się raczej zmartwić, a nie z niej kpić! Skoro była taka agresywna, to może faktycznie nie warto wszczynać z nią kłótni, bo przy upierdliwości April szansa na to, że wyleci kiedyś przez okno, była wysoka. Nie miała wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego, by zdać sobie z tego sprawę. Złożyła na jej wargach drobny pocałunek, żeby nie pomyślała, że ten niewybredny komentarz nie był formą komplementu.
— Cholera, aż nie wiem, co wybrać. Byłam świadkową tylu kompromitacji... — Zamyśliła się na moment, obracając pustym kieliszkiem w palcach. Taka prawda! To zasługa głównie długiego stażu relacji. Nie chciała jednak przywoływać niczego, co mogłoby jej jakkolwiek zaszkodzić. To w końcu miała być dobra zabawa, a nie rozdrapywanie ran. W końcu uniosła brwi i aż się wyprostowała, bo ewidentnie sobie coś przypomniała.
— O matko, a pamiętasz, jak musieli przez ciebie ewakuować cały basen? — Złapała Darling za kolano, szczerząc się durnowato. Spojrzała z powrotem na strażaka.
— To była końcówka liceum? Czy studia? Nie pamiętam. W każdym razie! Byłyśmy razem na jakimś wyjeździe i stwierdziłyśmy, że musimy skorzystać z dobrodziejstw hotelu all insclusive. Teddy wyczaiła jakąś uroczą Szwedkę odpoczywającą na leżaku i uznała, że spróbuje swoich szans. Jej zdolności podrywu nie były wtedy jeszcze aż tak rozwinięte, a typiara średnio mówiła po angielsku. Teddy z jakiegoś powodu nie chciała odpuszczać i brnęła w ten, uwierz mi, wyjątkowo niezręczny monolog. Chciała ją nieco rozruszać i postawić jej drinka. Wraca dumna z pełnymi szklankami, jedną stawia obok Szwedki a druga... wypada jej oczywiście z rąk. Próbuje ją złapać, co tylko pogarsza sytuację, a szklanka ostatecznie rozbija się o brzeg basenu. Całe szkło rozprysnęło się w wodze, wylał się tam też alkohol, ktoś narobił rabanu i ostatecznie nas stamtąd wywalili. — Rozlała alkohol do trzech kieliszków, by każdy z nich mógł zapić jakoś tę żenadę, która się między nimi roztoczyła. Od razu sięgnęła po swoje szkło i zanim jeszcze zdążyła dobrze przełknąć, zaczęła machać nerwowo ręką, bo przypomniało jej się coś jeszcze.
— Albo jak wracałyśmy z tamtej domówki od Calvina? Zauważyłam, że jakiś biedny szop utknął w takich wielkich śmietnikach za sklepem. Zaczęłam marudzić, że musimy mu jakoś pomóc, ale oczywiście nie miałam pojęcia, jak sobie z tym poradzić. Teddy dzielnie rzuciła się do wywalania worów, żeby zrobić mu więcej miejsca. Cwaniak zwiał wskakując jej na plecy, przez co wpadła prawie cała w tej obrzydliwy syf. — Jęknęła na samo wspomnienie obrzydliwości, jaka je spotkała. No dobra, spotkała tylko Darling, bo przecież ona swoich świętych, delikatnych łapek nie miała zamiaru pakować do publicznego śmietnika. Dobrze, że miała zawsze przy sobie rycerkę w lśniącej zbroi, gotową do spełniania zachcianek jej głupiego serca.
— Włosy śmierdziały ci zgniłym kalafiorem chyba ze trzy dni. Ale ratunek był naprawdę spektakularny. Jakim cudem nie zauroczyłam się w tobie już wtedy, co? — Przeniosła wzrok na strażaczkę. Nacisnęła zaczepnie na czubek jej nosa, uśmiechając się z wielkim rozczuleniem. Durna jakaś była, ot co.

teddy darling
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy, nawet Teddy, miał swoje pokłady cierpliwości, które prędzej czy później się kończyły. Gdzieś. Kiedyś. A jednak przez lata Darling z pobłażliwym uśmiechem przytakiwała wszystkim pomysłom April, traktując ją jak księżniczkę, choć wcale nie musiała. W tym tkwiła cała niezwykłość Teddy. No wystarczy na nią spojrzeć! Czy mogłaby w jakikolwiek sposób przeciwstawić się Finch? Przecież od dawna omotała ją sobie wokół palca. Nie dopiero teraz, nie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, kiedy ich przyjaźń zaczęła powoli przeobrażać się w coś więcej, ale znacznie wcześniej.
Oczywiście — odparła miękkim jak welur głosem, jak zawsze, gdy April ustalała coś na przyszłość za nie dwie. — Zadecyduj za mnie, jak bardzo mam cię kochać — zgodziła się potulnie, jednocześnie obserwując, jak jej dziewczyna chłonie opowieść Jetta i opróżnia kieliszek wódki.
Czy Darling była jebnięta? Czasami jednak tak. Niewiele pamiętała z historii opowiadanej przez Donovana, ale przecież jasno wynikało, że zrobiła to wszystko w słusznej sprawie! Nie mogła pozwolić, żeby któremuś z jej kolegów stała się jakakolwiek krzywda. Szkoda, że nie pomyślała wtedy o sobie, kiedy uwieszała się tamtemu facetowi na plecach i miotało nią jak szatan.
Może po prostu… — zaczęła, chcąc wtrącić się w wybory Finch, która w tym momencie przeprowadzała w głowie szczegółowy przegląd najbardziej żenujących sytuacji z życia Teddy.
Próbowała jej zasugerować, żeby darowali sobie te wspominki i skupili się na czymś przyjemniejszym, jak wypicie kolejnego kieliszka. Tak, zdecydowanie chciała powiedzieć coś w tym stylu, ale nie zdążyła, bo jej dziewczyna zaczęła nadawać jak katarynka.
O matko, a pamiętasz...
Niestety pamiętała. Ileż ona najadła się wstydu na tym basenie! Nawet teraz, kiedy o tym myślała, czuła, jak płoną jej policzki. Dobrze, że już nigdy później nie spotkała na swej drodze tamtej Szwedki. Sięgnęła po swój kieliszek i wlała alkohol do gardła. Musiała to przepić.
Okej, historia z szopem nie była wcale aż tak kompromitująca. Może i przez trzy kolejne dni nie mogła zmyć z siebie zapaszków ze śmietnika, ale znów poświęciła się w słusznej sprawie! I to dla kogo? Właśnie dla April, która uparła się, że trzeba jak najszybciej pomóc biednemu szopowi.
No widzisz! — poruszyła się, odstawiając pusty kieliszek na blat i ściągnęła brwi, do czego przyczyniło się naciśnięcie na nos, który (pewnie ku rozczarowaniu Finch), dalej nie wydawał żadnych dźwięków. Ciekawe, czy kiedyś zorientuje się, że to jednak nie klakson. — Robiłam takie rzeczy, żeby ci się przypodobać, a ty nic! Przecież powinnaś zabujać się we mnie po uszy! — udała wielce obruszoną, ale obie wiedziały, że to nieprawda.
Teddy robiła wszystko z czystego serca i ogromnej sympatii dla April, ale na pewno nie po to, żeby przyciągnąć jej uwagę. Bo tej uwagi już miała w nadmiarze. Przyjaźniły się, a to zupełnie im wystarczało. Na tamten moment. Darling czuła w duchu wdzięczność, że dziesięć lat temu żadna z nich nie zdecydowała się przekroczyć pewnej granicy. Gdyby to zrobiły, na pewno nie znalazłyby się teraz w tym miejscu, w którym były.
Nachyliła się, żeby musnąć ustami jej policzek, kątem oka widząc, jak Jett kręci głową i uśmiecha się pod nosem.
Jesteście rozkoszne — skomentował, na co Teddy zareagowała pociągnięciem za sznureczki od bluzy, aż kaptur częściowo zasłonił jej oczy. Znów poczuła wypieki na policzkach. — Chciałem opowiedzieć o jej tendencjach do spadania z różnych wysokości, ale i tak nie przebiję żadnej historii z waszych nastoletnich lat. Zresztą i tak pewnie o nich słyszałaś — przystawił swój kieliszek do kieliszka Apri. — Przysięgam, że jak Darling kiedyś nie skręci sobie karku, to będzie prawdziwy cud — Donovan ponownie pokręcił głową, ale tym razem z politowaniem.
Wyolbrzymiasz, Jett. Poza tym złego diabli nie biorą czy coś — odparła, machając niedbale ręką. Chociaż pewnie jak w końcu coś faktycznie sobie skręci, to najwyraźniej było jej to pisane.
Ej, Secada się porzygał! — zarechotał z końcu lokalu któryś z bliźniaków, wciskając łeb przez uchylone drzwi. Który? Z tej odległości trudno stwierdzić. O proszę. W przypadku Secady była to akurat karma za te wszystkie docinki. Albo reakcja na pomieszanie wódki z THC.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła brwi, przyglądając się jej podejrzliwie. Czemu niby miałaby nie decydować, jak mocno Teddy ma ją kochać? Ryzyka wynikające z podjęcia decyzji samodzielnie przez główną zainteresowaną były zbyt duże. April nie mogła pozwolić sobie na bycie niedokochaną. Miała za sobą zbyt dużo relacji, w których się tak czuła, a jeszcze więcej tych, w których tak właśnie było. I to nie zawsze przez to, że jej relacje wypalały się dość szybko. Z rodzicami znalazła się przecież od trzydziestu lat! ALe mniejsza z nimi, przecież od swojej dziewczyny chciała całkowicie innego rodzaju uczuć. Chciała, żeby Teddy kochała ją najmocniej w świecie. Panicznie wręcz tego potrzebowała. Żarciki strażaczki nieco podkopał jej morale, jakby spodziewała się w nim jakiegoś drugiego dnia. To pewnie przez te używki, od której zaczynało jej już szumieć we łbie.
Przynajmniej trafiła na taką najsłodszą w świecie. Jak już mieć łamane serce, to tylko przez takie. April rzucała jej krótkie spojrzenia, obserwując, jak reagowała na kolejne szczegóły tych historii. Żadna z nich nie była jakaś okropna. Według Finch, w porównaniu z tą o wielkiej bitwie, były wręcz absurdalnie łagodne. Mogła ją przecież wepchnąć na dużo większą minę. Jak bardzo byłaby wtedy zawstydzona? Nie no, tego wcale nie miała ochoty sprawdzać. Wolała ją onieśmielać po swojemu, nie musiała do tego robić z niej wariatki na oczach kumpla, który i tak wiedział, z kim miał do czynienia.
— Trzeba było nie być wyłącznie uroczą, tylko po prostu zaciągnąć mnie do łóżka — pouczyła ją iście nauczycielskim tonem. Podobnie jak ona, cieszyła się, że do takich sytuacji kiedyś nie dochodziło. Pozwoliło im to zbudować taką relację, jaką miały dzisiaj. Nie zamieniłaby tych tysięcy wspomnień na szansę dobrania się do Teddy wcześniej. Nie wierzyła w przeznaczenie, ale chyba zgodziłaby się ze stwierdzeniem, że to po prostu wcześniej nie było im pisane.
— Jesteś największą łamagą wśród heroin i największą heroiną wśród łamag — pochwaliła, zsuwając jej z głowy kaptur. Wierzyła w to całym sercem! Wyjątkowo ją rozczulało, jaką potrafiła być niemotą, będąc jednocześnie najbardziej ogarniętą i konkretną osobą, jaką znała. April imponowała zarówno jej odwaga, jak i ofermowatość. W żadnym z tych aspektów nie miała z nią szans, choć gdyby skreślić Teddy z listy, to w obu tych kwestiach czułaby się bardzo pewnie i umiejscowiłaby się wysoko w rankingach. Ucałowała jej zaróżowione policzki, niemalże rozpływając się z radości, że mogła to robić. Z minuty na minutę miała coraz lepszy nastrój. To wszystko dzięki Darling! I tequili. I marihuanie. I wódce.
— Serio? Co za cipeusz. — Parsknęła rozbawiona, podnosząc się z miejsca w jakimś celu. Może chciała po prostu iść to zobaczyć? Albo powiedzieć mu to o cipeuszu prosto w twarz. Cokolwiek miało to nie być, szybko zrezygnowała z pomysłu. Świat zawirował gwałtownie, gdy tylko się wyprostowała. Jęknęła zaskoczona i usiadła z powrotem. Dopiero teraz dotarło do niej, że chyba narzuciła sobie za duże tempo. Nie była tak wprawiona w piciu, jak Darling, a już szczególnie nie z takim wytrzymałym towarzystwie. Mogła sobie też odpuścić tego blanta. Wiele rzeczy mogła.
— To znaczy, że impreza się skończyła czy dopiero zaczęła? — Składała sylaby nieco szybciej, a w wielu z nich brakowało nieco ostrości. Była jak Kojot z bajki, który dopiero po spojrzeniu w dół zdawał sobie sprawę, że nie ma pod nim podłoża i przyszła pora na przegraną walkę z grawitacją. Jej ciało przypomniało sobie, jak to jest być pijanym.
— Dla Erika pewnie się skończyła. A tobie by się przydała przerwa na szklankę wody. Donovan spojrzał na nią z rozbawieniem. Czyżby zauważył to zachwianie, kiedy wstała? A może dosłyszał zmiękczony język? Cholera, dobry był!
— Nic mi nie jest! Nawet nie chcę mi się przecież rzygać. Zresztą i tak wymiotuję tylko tęczą i brokatem. — Wycelowała w niego palcem z groźną miną, żeby sobie nie myślał, że jest jakiś cwany, jak wcale nie był cwany. Nad odpowiednimi ripostami musiała chyba jeszcze popracować. I nad wyglądaniem groźnie. Jak była trzeźwiejsza, to wychodziło jej to lepiej. Wlała sobie do gardła jeszcze jeden kieliszek wódki. No dobra, pół. Zrezygnowała w trakcie przechylania szkła, bo to przecież było takie paskudne.
— Mam ochotę na frytki — mruknęła smutno pod nosem, krzyżując ręce na piersi. Świat był okrutny, skoro żaden talerz nie zmaterializował się właśnie przed jej oczami. Ewidentnie z niej kpił. Lżył z jej dziwacznego stanu, chciał ją dobić. Na bank.
— O nie, Teddy! Rzucisz mnie, bo nie będzie ci gotować mięsa, prawda? — Spojrzała na nią szczerze przerażona. Lubiła gotować i robiła to naprawdę dobrze, ale przecież była wegetarianką od miesięcy i nie miała zamiaru wycofywać się z tej ścieżki. Zawsze lubiła dla niej gotować, a od tych krótkich dni, przez które były w związku, chciała to robić jeszcze bardziej. Ale przecież nie będzie jej serwować martwych ciał zwierząt, bo czułaby się z tym teraz nie w porządku. A Darling lubiła mięso. Na bank tego nie zniesie i ją zostawi. Pewnie w jakimś zimnym schronisku, czy gdzie tam porzuca się niechciane dziewczyny.

teddy darling
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od zawsze darzyła April uczuciem stałym i głębokim. Nie było w nim namiętności ani pragnienia posiadania, tylko szczera i niezmienna przyjaźń. Taka, która wyraża się w gotowości do bycia obok bez względu na okoliczności, w zrozumieniu bez słów i w lojalności, której nie trzeba sprawdzać. To uczucie nie słabło z czasem, wręcz przeciwnie. Teddy nie znała momentu, w którym dokładnie zaczęło to ewoluować i przekształciło się w bardziej złożoną formę. Po Jarmarku? Po powrocie z Mont Tremblant? A może dużo wcześniej, tylko jeszcze wtedy jeszcze o tym nie wiedziała? No cóż, tego już się nie dowiemy!
Zmarszczyła nos, kiedy Finch ściągnęła jej kaptur, ale zaraz uśmiechnęła się pod wpływem słodkich całusów. To wystarczyło, żeby nie komentować prób zaciągania do łóżka. Okazji było wiele i obie doskonale zdawały sobie z tego sprawę, ale wtedy podobne igranie z ogniem naprawdę mogło zaważyć na ich pięknej przyjaźni. Darling, choć bywała nieporadna, w takich momentach robiła za głos rozsądku dla siebie i przyjaciółki. Ale trzeba oddać April, że ona również dzielnie trzymała rączki przy sobie, więc najwyraźniej w niej również tliły się podobne obawy. Albo miała w głowie jakieś lafiryndy!
Ale bycie uroczą jednak popłaciło, bo teraz mam cię w swoim łóżku — powiedziała z nieukrywaną satysfakcją i cmoknęła ją w nos, nie potrafiąc odmówić sobie tej drobnej uwagi.
Nieważne, z kim sypiały wcześniej. W życiu każdej z nich przewinęło się kobiet na pęczki. Twarze i imiona mieszały się ze sobą, zostawiając po sobie jedynie ślady wspomnień, czasem miłych, czasem zupełnie obojętnych. W końcu i tak skończyły razem. I właśnie to wydawało się jedyną rzeczą, która naprawdę powinna wystarczyć.
Secada rzygał prawie przy każdym wyjściu na miasto, więc każdy dawno do tego przywykł. Chociaż nie dało się nie zauważyć, że niektórych bawiło to tak samo, jak za pierwszym razem. Tak, jak nie dało się nie dostrzec, że alkohol wszedł April nie tylko w nogi, ale również w głowę.
Jett ma absolutną rację — przytaknęła i już miała zabrać swojej dziewczynie kieliszek sprzed nosa, ale ta była szybsza. Równie szybko też zrozumiała, że to fatalny pomysł, bo wypiła jego zawartość tylko do połowy, dlatego Teddy wykorzystując, złapała za odstawione na blat szkło i odsunęła je na bok, żeby nie kusiło. — Przyniosę ci wodę. I frytki — dodała z uśmiechem, skradła jej krótki pocałunek i podniosła się z krzesła.
Darling miała dobrą głowę do picia, ale to nie tak, że nie czuła skutków wypitego alkoholu. Była wstawiona, może nawet pijana, ale wciąż na tyle trzeźwo myśląca, żeby podejmować słuszne decyzje. A teraz frytki były priorytetem. Musiała przecież spełniać zachcianki swojej dziewczyny, prawda?
Co? — wyrwało jej się, usłyszawszy ten dramatyczny lament. Spojrzała na April z góry, ale nie dlatego, że się wywyższała, tylko akurat wstała z miejsca. Patrzyła na nią przez chwilę, jakby zobaczyła ją pierwszy raz w życiu. Działo się to za każdym razem, kiedy Finch palnęła jakąś niestworzoną głupotę. — Wow, naprawdę nisko mnie cenisz — zaśmiała się głośno i pochyliła się, żeby ująć jej twarz w swoje dłonie. — Prędzej zrezygnuję z mięsa niż cię rzucę, wariatko — mruknęła prosto w jej usta, a potem wyprostowała się i ruszyła w stronę baru, żeby poprosić o szklankę wody i zamówić frytki. Nie, nie o szklankę wody. O cały dzbanek, bo chyba każdy z nich powinien się nawodnić. Zwłaszcza Erik.
Donovan odprowadził Darling wzorkiem i wrócił oczami w obręb twarzy April.
Jest w tobie kompletnie zajebana — stwierdził z rozbawieniem, ale mówił całkowicie poważnie. — Dbaj o nią. To naprawdę świetna dziewczyna. W mojej alternatywnej rzeczywistości mieszkamy razem w domku na prerii. Jak doktor Quinn i Byron Sully — rozmarzył się, opróżniając resztkę wódki z kieliszka Finch. Nic nie mogła się przecież zmarnować!

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała myśleć, że gdyby tylko ktoś opisał jej, jak będzie się czuła przy Teddy i obiecał, że jeśli poczeka na ten rozwój relacji jeszcze z rok albo trzy, gwarantując jednocześnie, że potem będą już na zawsze razem, zgodziłaby się bez wahania. Ale to chyba nie była prawda. Zbyt zachłannie pragnęła jej obecności i była przesadnie niecierpliwa. Nie wytrzymałaby takiego oczekiwania. Zawsze przed wielkimi wydarzeniami była nieznośna, bo wszystko ją nosiło i nie mieściła się we własnej skórze jeszcze bardziej niż na co dzień. Jakby miała tak czekać na Teddy to na bank wyszłaby z siebie i stanęła obok. Dosłownie. Byłaby pierwszą osobą, której się to udało i nagle zrobiłoby jej się dwie. A tego to świat na pewno by nie przetrwał i zapadłby się w sobie. Wygląda na to, że niecierpliwość Finch to był właściwie dobry uczynek, a nie naczelna wada do ich wesołego stosiku. Tak to przynajmniej wyglądało w jej bani.
— Ale jak nie będą mieli majonezu, to każ im się pierdolić — poprosiła jeszcze bardzo uprzejmym tonem. Nie miała zamiaru wciskać w siebie ketchupu jak jakiś barbarzyńca. Albo gorzej – Amerykanin. Żeby się do reszty zapchać powinna pewnie jeszcze wziąć do tego litry sera. Znała swój żołądek na gastro. Nieskończona ilość miejsca wywołana marihuaną w połączeniu z ciężkimi trzewiami po alkoholu stanowiły mieszankę wybuchową. A ona naprawdę nie chciała skończyć jak Secada.
Wyciągnęła ręce, żeby ją złapać, przyciągnąć i najlepiej nigdy nie puścić. Mięsna deklaracja naprawdę zrobiła na niej wielkie wrażenie. Miała ochotę ją wyściskać, by choć trochę oddać to, jak mocno łapała ją za serce. Zawiódł ją jednak refleks. Zanim się porządnie wyciągnęła, Teddy już zmierzała do baru. No trudno. Przytuli ją potem.
Obróciła się w stronę Jetta, słysząc jego głos. Od razu zrobiło jej się lepiej. Świat wprawdzie zawirował po raz kolejny, ale tym razem, ona kręciła się z nim i była w stanie balansować jak akrobatka. To dopiero było urocze! Kompletnie zajebana. Miała nadzieję, że dostanie jakąś Walentynkę z takim napisem. Postawi ją sobie na biurku w pracy, skoro to miejsce, na które patrzy najczęściej, zaraz po tyłku Teddy. I biuście. I udach. I dłoniach. Szyi, ustach, oczach. Z fantazji wyrwała ją uwaga o domku na prerii.
— Och, Jett. Jesteś słodki jak truskawka, naprawdę. — Oparła łokcie na blacie i miękko wtuliła policzek w złączone dłonie. Zaczynała lepiej rozumieć, skąd w strażaczce taka słabość do niego. Koleś miał naprawdę złote serce. Aż zrobiło jej się szkoda, że Teddy była na świecie tylko jedna, bo on też zasługiwał na swoją własną.
— Nie chcę robić niż poza dbaniem o nią. — Westchnęła rozmarzona. To zdecydowanie było jej priorytetem. Oczywiście robiła to na swój własny, niepowtarzalny sposób, ale za to wkładała w niego całe serce.
Gdyby był ranking dziewczyn, to byłaby pierwsza. Totalnie. Druga i trzecia. Wszystka. Znaczy każda. — Ręce opadły jej na blat, a i ona nieco się przygarbiła pod ciężarem własnego pierdolenia. Chciała bardzo się jakoś zgodzić z pochwałą, jaką stworzył na temat Teddy, ale troszkę się po drodze pogubiła. Miała nadzieję, że mimo wszystko ją zrozumiał.
— O bogowie, jak ja ją kocham. To nie jest normalne — dodała, kładąc głowę na boku na blacie stołu. Obniżała się i obniżała, aż w końcu natrafiła na tę gładką, twardą przeszkodę. Stół okazał się zadziwiająco wygodny. I chyba nawet nie włożyła włosów w żadną rozlaną wódkę. Obserwowała Teddy rozmawiającą z barmanem, uśmiechając się przy tym nikle. W ogóle nie bała się ani swoich słów, ani tym bardziej myśli. Sprawiały wrażenie totalnie naturalnych.
Wierzę ci, Finch. Wierzę. Jett prychnął tylko rozbawiony, przesuwając kilka kieliszków, którym groziło z zderzenie z głową April. Najwyraźniej ten pijacki monolog z blatem stołu w roli poduszki przekonał go bardziej niż jakiekolwiek oficjalne deklaracje. Poczuła powiew chłodnego powietrza na plecach. Wyprostowała się leniwie i poprawiła sweter, niezadowolona, że zaraz pewnie przewieje jej nerki. Albo dupsko. Krzesła obok zaszurały, przy stoliku zaczęli pojawiać się kolejni.
Gdzie zgubiliście Secadę? Zasnął w jakiejś zaspie czy go z kimś zmaczowało i poleciał na randkę?Donovan przeniósł spojrzenie na swoich kumpli, nadal rozbawiony. To jednak wesoły chłopak. Pozazdrościć podejścia. Finch przeliczyła ich na szybko. Przez moment wydawało jej się, że powaliło ją do reszty i widzi podwójnie, ale w końcu ogarnęła w czym rzecz. Faktycznie, brakowało Erika.
— Zostawiliśmy go z tyłu, musi odetchnąć świeżym powietrzem — parsknął Darnell, zdejmując kurtkę i rzucając ją na oparcie krzesła. Ano tak, wszystko jasne. To miło z ich strony, że dali mu odpocząć. A może właśnie bardzo niemiło, że go zostawili? Nie była pewna.
— Masz już jakieś pary? Jak zepsułeś moją tytaniczną pracę jakimś durnym tekstem, to cię chyba... no — dokończyła takim tonem, jakby oczywistym było to, co miała mu zamiar zrobić. Chyba było tylko dla niej. Jakby tergo było mało, pierwszą część wypowiedzi skierowała w stronę Darnella. Jak się zreflektowała, to przeniosła wzrok na Jamala, jak gdyby nigdy nic. Jeżeli będzie udawać, że nie dostrzega swoich pomyłek, to może i oni nie zauważą.
Cholera, właśnie! Mam wyciszony telefon. Muszę sprawdzić.Sięgnął do kieszeni po telefon, o którym o dziwo zapomniał.

teddy darling
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „National at The Well”