ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na to jej wiem zmarszczył brwi, widziała? Zaraz okazało się, że tak, bo była przed domem, nawet w pierwszej chwili chciał się zerwać i do niej iść, wyjść przed dom, żeby to sprawdzić, ale jednak sprawdzał już coś innego, już zerwał z werandy dwie deski i grzebał w ziemi pod podłogą. A telefon... Na szczęście wylądował gdzieś na trawie i miał się całkiem dobrze, tylko, że rośliny tłumiły głos Stewart, kiedy go zawołała. A może to dlatego, że on był taki zaaferowany już tym co tam znalazł. Już zaciskał palce na jakiejś drewnianej szkatułce i strzepywał z niej ziemię, otworzył ją i zajrzał do środka. Dużo zdjęć. Jego za dzieciaka. Uśmiechniętego, z matką, nawet coś z ojcem, serce waliło mu w piersi jak szalone, nawet nie zauważył, kiedy Pilar usiadła na schodku. Dopiero jej słowa sprawiły, że podniósł na nią spojrzenie.
- Co? - rzucił jakoś nieprzytomnie, bo przekładał w placach fotografie, na każdej była zapisana data, nawet jakieś zdjęcia z teatru, kiedy już był dorosły, a nie był już tak blisko z matką, bo ona wtedy zdawała się po prostu bardziej popadać w to szaleństwo. A tak naprawdę po prostu... walczyła o siebie, z jego ojcem?
Kiedy Pilar mu przyświeciła od razu mogli zobaczyć te zdjęcia lepiej, chociaż Madox i tak każde z nich pamiętał, urodziny, jakieś szkolne przedstawienia, wakacje...
Na to jej pytanie to ty?, skinął tylko głową. Odłożył zdjęcia do skrzyneczki i przez chwilę to chciał... ją po prostu wypierdolić. Jakby to miał być kolejny punkt tej popierdolonej gry jego matki. Cały czas chciała mu grać na uczuciach, na jego emocjach i cały czas kłamała.
A może nie kłamała?
Ani ona, ani Lopez?
Może teraz też wcale nie kłamała, kiedy mówiła to, że Aura jest dla niej najważniejsza?
Nabrał ciężko powietrze w płuca i zerknął na Pilar, jakby chciał jej coś powiedzieć, ale kiedy światło padło na skrytkę, to coś się od niego odbiło mrugając im po oczach, a przynajmniej Madoxowi. Sięgnął tam jeszcze raz, strącając ręką grudki ziemi. Tym razem wyjął zdobne biżuteryjne pudełko, rzeczywiście w środku były jakieś świecidełka, ale to nie chodziło o zawartość. Wbił spojrzenie w szkatułkę, a później ją otworzył, zakręciła się na niej tancerka, w czerwonej sukience, ale nie grała już melodii, chociaż Madox doskonale ją znał, bo to przecież był prezent od niego, stał na toaletce matki, latami. Ciężki oddech grzązł mu w piersi. Pierdolona Esmeralda, po co trzymała to wszystko?
To jeszcze nie był koniec, tylko, żeby dostać resztę, to Madox musiał się położyć na tych deskach, sięgnąć ręką w głąb, na samo dno skrytki...
- Co... to... - mruknął łapiąc spojrzenie Pilar, ale zaraz wyciągnął jakiś czarny zasupłany worek, dość ciężki. Rozpruł go, w zasadzie to nie przemyślał chyba tego za bardzo, tylko wysypał na werandę jego zawartość. Pistolet, większy niż ten które dostali, z tłumikiem. Idealny do egzekucji. Pieniądze, ale nie peso, dolary kanadyjskie, na jego oko... pół miliona. A Madox miał do tego oko. I kamizelki kuloodporne. To akurat mogło im się nawet przydać. Jeszcze jakiś zwitek papierów, paszporty, chyba Esme, Lopeza i małej, ale na zupełnie inne nazwiska, z ich zdjęciami. Jakiś list z wynikami badań z laboratorium...
To pewnie ten negujący to, że Pablo był ojcem Aury, Madox nawet go nie rozwinął, odrzucił gdzieś na bok, paszporty też. Znalazł tam też trzy bilety, do Kanady, lot za dwa dni.
- Ja pierdole... - mruknął i pokazał je Pilar - myślisz, że taki był plan, założą, że ta kobieta w prosektorium to Esme, a za to jak została zamordowana przymkną Pablo, chociażby na przesłuchanie, wtedy Lopez zgarnie Aurę i... uciekną? - usiadł na deskach ze spojrzeniem utkwionym w jej pięknych, czekoladowych oczach - a ja im to spierdoliłem tą identyfikacją? - czuł to, że właśnie on zepsuł ten cały misterny plan, ale przecież skąd miał to wiedzieć? On dwa dni temu w ogóle nie wiedział, że jego matka żyje. A do niedawno nawet nie przypuszczałby, że jest w Meksyku. On bardziej to Guadalupe kojarzył z Hiszpanią. Tam by jej szukał w pierwszej kolejności. A zresztą... w ogóle by jej nie szukał.
Nie myślał o niej.
A teraz myślał, kiedy znowu spuścił spojrzenie na te zdjęcia i szkatułkę. Jego zdjęcia. I szkatułkę, którą dostała od niego, na urodziny.
Zamknął na moment powieki, przykładając rękę do czoła, to było zdecydowanie za dużo. Jak na jeden dzień. Kurwa, tej jednej nocy wydarzyło się tyle, że on zdążył już z dziesięć razy znienawidzić swoją matkę, a teraz... Teraz był prawie gotowy jej wybaczyć?
Zobaczyć w niej może coś więcej niż kobietę, która miała go w dupie, która skazała go na śmierć. Bo może ona, go właśnie od tego uwolniła?
Uniósł ciemne tęczówki na Pilar, zatrzymał je na jej twarzy.
- Gdzie byłaś? - zapytał, jakby to teraz było najważniejsze. Bo chciałby, żeby było. To gdzie ona się podziewała, a nie to, co znaleźli pod tą podłogą. Bo to mogła być przecież kolejna gra Esme…
No jak?
Nie mogła być, Madox to też doskonale wiedział, chociaż jeszcze cały czas starał się z tym walczyć, wypierać te myśli, że jednak matka może go kochała...

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Serce zabiło jej mocniej, kiedy przysunęła się bliżej niego. Światło z latarki telefonu momentalnie rozjaśniło fotografie, które trzymał w dłoni. Pilar od razu poczuła, że to on. Miał przecież identyczne, czekoladowe oczy na każdej z tych fotografii, ten sam bajeczny uśmiech… Spokojnie poczekała, aż on sam się temu przyjrzy i dopiero po chwili wystawiła rękę, żeby i jej pokazać.
Podniosła telefon wyżej, tak, żeby mogła świecić i na dziurę i zdjęcia, które właśnie miała w dłoni i którym przyglądała się o wiele dokładniej. Był taki beztroski, taki maleńki i szczęśliwy. Na kilku z nich upaćkany po łokcie w jedzeniu… czyli niektóre rzeczy wcale się nie zmieniały. Uśmiechnęła się przelotnie pod nosem.
Gdzieś pomiędzy zdjęciem ósmym a dziewiątym natrafiła na fotografię przedstawiającą Madoxa z Esme i — jak szło się domyślić — jego ojcem. Trzymali go oboje na rękach, przytulając się mocno do siebie, a mężczyzna składał na policzku Esmeraldy delikatny pocałunek. Normalna, szczęśliwa rodzina. A przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy Madox wyciągnął stamtąd jeszcze poztywkę, bo przecież Pilar tak bardzo zaaferowała się na punkcie tych zdjęć, że autentycznie nie dało się jej odciągnąć. Niby znała niektóre jego historię, pamiętała z dokładnością wszystko, co jej opowiadał, a jednak widząc to na zdjęciach — to jak bawił się z Ticiano pod drzewem mango, jak stał na deskach teatru — to wszystko było namacalnym dowodem na to, że te chwile miały miejsce. Wspomnieniem uchwyconym, które już na zawsze zostanie nie tylko w pamięci, ale też na kawałku papieru.
Rozczuliło ją to.
Może nie powinno. Bo przecież wciąż była zła: na całą sytuację, na niego a przede wszystkim na Esmeraldę, a jednak przez krótki moment faktycznie zobaczyła w niej matkę. Matkę, która patrzyła na swoje dziecko, jakby było najpiękniejszym prezentem na świecie, jak na pieprzone oczko w głowie, za które oddałaby życie. I chociaż Pilar naprawdę chciała jej nienawidzić, miała przecież ku temu świetne powody, tak znowu się zawahała. Bo czy gdyby Madox był jej aż tak obojętny, trzymałaby te wszystkie skarby w skrytce na ogrodzie? Akurat w tym domu, jedynym miejscu, w którym tak naprawdę mogła być sobą? Dokładnie tak jak przy Lopezie, kiedy widziała ich przy samochodzie. Nie mieli pojęcia, że ktokolwiek patrzy, to uczucie nie było pod publikę, oni naprawdę się kochali. I może Esme szczerze kochała Noriegę, tęskniła do niego i może nawet żałowała tego co się stało.
Otworzyła usta, jakby chciała podzielić się tymi przemyśleniami z Madoxem. Chciała zapytać go, jak on się z tym wszystkim czuł, a jednak przeszkodził jej w tym wielki, czarny worek, który Noriega wygrzebał z czeluści skrytki. Stewart ściągnęła brwi i przechyliła telefon, by jeszcze lepiej widzieli, kiedy cała zawartość wysypała sie na trawnik.
Ja pierdole — wyrwało się jej kompletnie niekontrolowanie. Przejechała spojrzeniem po broni, kamizelkach, a zaraz potem po nowiuśkich, lewych paszportach, jak i pieniądzach, których była kurwa cała masa. Aż klapnęła na tyłek, przeczesując włosy do tyłu, prawie szarpiąc je sobie z głowy.
I znowu zaczęła myśleć. Intensywnie. Analizować. Wertować różne scenariusze w głowie, aż toku myśli nie przerwały jego kolejne słowa. Momentalnie spojrzała w czekoladowe oczy, kiedy chciał zrzucić na siebie winę.
Myśle, że nie — odpowiedziała praktycznie od razu, znowu wodząc po tym wszystkim spojrzeniem. — A jeśli tak, to byłby to najdurniejszy plan, jaki ktokolwiek mógł wymyślić — nie gryzła się w język, nie miała zamiaru. Za dużo szamba się dzisiaj wylało, by którekolwiek z nich miało się przed czymś jeszcze hamować. Podkuliła nogi i złapała w dłoń jeden z pistoletów, przyglądając mu się. — Myślę, że tutaj jest jeszcze więcej tajemnic, niż nam się wydaje. Nie możesz zapominać o tym, że dokumenty miała na Marisol. Na Marisol, Madox, gdzie wszyscy znali ją tutaj jako Esmeraldę. Po drugie, po co trup organizowałby imprezę urodzinową swojej córki? Sama mówiła, że mają na niej być wszystkie koleżanki i ludzie z półświatka, jakby ktokolwiek miał uwierzyć, że umarła, czy impreza nie byłaby odwołana? Poza tym, skoro Pablo przyjeżdża dopiero jutro, po co miałaby zabijać się trzy dni temu? Gdyby zrobiła to po to, żeby zgarneli Pablo, policja zrobiłaby to trzy dni temu. Nie wspominając kurwa o tym, że to jego wezwaliby na rozpoznanie zwłok, a nie ciebie z pieprzonego Toronto… — uniosła na niego spojrzenie. Złapała kilka głębszych drechów. — Myślę, że ona chciała, żebyś ją znalazł — może miała być to forma jakiegoś ostatniego pożegnania? Albo nowego początku? No albo Esmeralda była kompletną idiotką i wymyśliła tak kulawy plan, ale wcale na taką nie wyglądała. Poza tym, już raz uciekła. Wiedziała jak to się robi. Nie popełniłaby aż tak wielu gaf. Musiał być w tym jakiś głębszy sens. Szczególnie że razem z rzeczami do ucieczki trzymała też te Madoxa.
Pytanie gdzie była z początku nawet do niej nie dotarło. Jakby nagle sama zapomniała gdzie była i po co. Dopiero po kilku sekundach jej głowa odzyskała świadomość.
Na stacji — odchrząknęła, wskazując ręką wejście na taras, gdzie zostawiła reklamówkę. — Musiałam się przewietrzyć, żeb… — przerwała, bo jakoś problemów nawarstwiło się aż tyle, że Pilar nawet nie miała zamiaru dodawać tych swoich. Zamiast tego uśmiechnęła się w jego kierunku. — Kupiłam fajki, chipsy, czekoladę i… batoniki z naklejkami — wzruszyła ramionami. Bo to kurwa teraz wydało się tak durne i błahe, że ledwo przeszło jej przez gardło. Kupiła mu batonika z naklejkami, kurwa.
Ale już jestem — rzuciła po chwili ciszy. — Weźmiemy te rzeczy do środka? Nie powinny tu leżeć na ogrodzie, szczególnie, że nie wiemy, kto mieszka dookoła — zasugerowała, rozglądając się. Byli już przecież zaledwie z dwie godziny. Nie mieli pewności, czy ktoś nie przyglądał się im w oknie ani z jakim typem sąsiadów mieli do czynienia. W ich przypadku chyba lepiej było dmuchać na zimne.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że nie zapytała go jak się z tym czuje, bo on sam nie wiedział. Nie wiedział co ma o tym myśleć. O matce, której cały czas tak dużo miał za złe, a jak się okazuje, to chyba nie powinien?
Przecież z perspektywy czasu, to, że on wyjechał do Kanady to też była dobra decyzja, zdecydowanie lepsza niż gdyby został w Kolumbii z ojcem, bo w najlepszym wypadku skończyłby podobnie jak on, w jakiejś celi, a w najgorszym już dawno w piachu. Może w Emptiness też dużo ryzykował, może w Kanadzie też bawił się w gangsterkę, ale zdecydowanie to nie był ten sam poziom co w Medellin. Ani nawet nie ten sam, co tutaj. Bo tutaj też dużo jeszcze było przed nimi, cała ta akcja z Pablo. Na tym się powinien skupić, a on teraz znowu się rozpraszał myśląc o matce, i o tym, że... musieli jej pomóc wyciągnąć Aurę. Priorytety znowu się zmieniły, a nie powinny. Przecież akurat oni byli doskonałym przykładem tego, że kierowanie się emocjami bywa... zgubne.
Zerknął na Pilar, kiedy rzuciła to ja pierdole, ale później przejrzał zawartość worka, a już za chwilę powiedział jej to, co znowu zaczynało go dręczyć. Zaczynało, bo to jej myślę, że nie, sprawiło, że znowu podniósł na nią spojrzenie. Złapał jej czekoladowe oczy, na moment, kiedy słuchał tego co mówiła. Miało to sens, zawsze miało, bo Pilar zawsze była lepsza od niego w łączeniu faktów, w dociekaniu. Zmarszczył brwi a wzrok spuścił gdzieś na te fanty, które znaleźli pod podłogą.
-W gazecie też było o Marisol… Może ona Esmeraldą jest tylko dla półświatka? - głośno myślał, ale reszta rzeczywiście się nie kleiła, a kiedy Stewart powiedziała to myślę, że ona chciała, żebyś ją znalazł, to jemu też przeszła przez głowę taka myśl. Tylko po co?
Nie chciał o tym myśleć, jakby mieli mało problemów z Toronto, jeszcze musiały im się zwalić na głowę te z Meksyku. A to miały być wakacje...
Jebane wakacje, na które sobie zasłużyli. Chyba nie zasłużyli jednak.
Chociaż Madox jeszcze chciał zepchnąć to na jakiś dalszy plan, tym pytaniem gdzie była. Musieli to zepchnąć na dalszy plan, bo jeśli jutro on będzie zachodził w głowę, co kierowało jego matką, to nie skupi się na Pablo, musiał się kurwa skupić na Pablo.
Chociaż w tej chwili jego ciemne tęczówki znowu spoczęły na pięknej twarzy Pilar.
- Mogłaś mnie zabrać - rzucił tylko, bo przez myśl mu przemknęło, że wtedy Esme znowu nie siała by w jego głowie wątpliwości, że ta jutrzejsza akcja powinna się odbywać bez niej...
Ale przecież on nie chciał bez niej.
- Batoniki z naklejkami? - powtórzył po niej, i jak w pierwszej chwili zmarszczył brwi, to zaraz jednak uśmiechnął się delikatnie - nie zjadłaś wszystkich? - zapytał, ale kiedy pokręciła głową, to przez chwilę tylko patrzył na nią w milczeniu. Ona mu kupuje batoniki z naklejkami, a on przez chwilę zastanawiał się, czy nie iść do domu Pablo bez niej.
- No i dobrze, nudziło mi się bez ciebie - chociaż tak naprawdę to chyba mu się nie nudziło, bo Esme i Lopez go zajęli, a potem jeszcze ta skrytka... Ale może to była tylko taka dziwna forma tego, że chciał jej powiedzieć, że dobrze, że już jest, że mu jej brakowało. Bardzo w jego stylu.
Kiedy powiedziała to, że powinni zabrać te rzeczy do środka, to Madox najpierw uniósł jedną brew.
- A może pod podłogę? Do dziury? Będziemy udawać, że tego nie widzieliśmy? - zapytał, ale po minie Pilar widział, że to nie jest najlepszy plan. Zgarnął do rozerwanego worka te rzeczy, które wysypał, jak złapał w obie ręce, to trzymało się to nawet kupy. Ale już Pilar musiała zabrać szkatułki.
Weszli do środka, a Madox walnął worek na stoliku w salonie, wszystko się rozsypało, ale przecież on nic sobie z tego nie zrobił, bo już wrócił na werandę, żeby zabrać jej zakupy i już w nich szukał batonów z naklejkami. Zanim jeszcze postawił torbę na kuchennym blacie, to już miał jeden i rozrywał opakowanie zębami.
- Tutaj jest napisane, że to jakieś batony na ostro, myślisz, że naklejki też będą na ostro - zapytał jej unosząc jedną brew, kiedy już opierał się znowu na kuchennej wyspie, najpierw odgryzł kawałek batona, był zajebisty, ale Madox to zawsze lubił takie dziwne połączenia, jakieś słodko-ostre. Już wiadomo skąd, skoro jego matka była z Meksyku, a wcale nie z Kolumbii jak cały czas myślał. Chociaż ojciec był z Kolumbii. Chyba... Taką miał nadzieję.
Rozwinął papierek przyglądając się naklejce, raczej śmieszna niż pikantna, ale i tak nakleił ją na palec, a kiedy Pilar się do niego zbliżyła, to jej na ramię. Jeszcze odgryzł kawałek batonika, ale drugą połowę oddał jej.
- Zajebiste - nie lepsze niż kolumbijskie, bo jednak do tamtych miał sentyment, ale były pyszne. Przez chwilę chciał sięgnąć do torby po coś jeszcze, ale złapał znowu ciemne, przenikliwe spojrzenie Stewart.
- Chyba powinniśmy się przespać, jutro będzie ciężki dzień... chyba, że lecimy od rana na jakiś prochach? Z jednej strony, pewnie Pablo też leci, z drugiej większa szansa, że któreś z nas popierdoli - sięgnął do niej ręką, żeby przyciągnąć ją do siebie - uśniesz? - zapytał wtulając się już w jej bok. Bo to było dobre pytanie, czy uda im się usnąć i złapać te kilka godzin odpoczynku przed jutrzejszą akcją.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ale nie może być Esmeraldą tylko dla półświatka, jak na imprezie spotykają się te dwa światy. To po prostu nie ma sensu — nie miała zamiaru dać za wygraną. Cała ta akcja z imionami była kompletną głupotą i absolutnie nie miało sensu. Bo czy to znaczyło, że Pablo mówił na nią Marisol? No bo przecież nie mógł Esmeralda przy dziecku, bo dla niej powinna być Marisol? Nie. Nie miało to sensu i tyle. Dziwna akcja, która może faktycznie była po coś, ale na pewno nie tylko i wyłącznie po to, żeby wsadzić Pablo do więzienia, bo już dawno by w nim był. Gdyby chodziło o morderstwo, a on miał być głównym podejrzanym, z pewnością policja nie czekałaby aż jakiś synek przyleci z Toronto, żeby zweryfikować ciało i po prostu by go przymknęli do wyjaśnienia sprawy, jako chociażby podejrzanego.
Może i nawet dalej by to rozkminiała, ale jej głowa nie miała już na to absolutnie miejsca. Ten dzień był przepełniony wrażeniami i może faktycznie najwyższy czas by go zakończyć. Ale przecież nie mogli zostawić wszystkich rzeczy w ogrodzie.
I wsypiesz to z tym rozjebanym workiem? — uniosła brew, spoglądając na niego wymownie. — A potem jak Esme z Lopezem będą chcieli się szybko zawijać, to nie będą mogli, bo będa to kurwa przez pół godziny zbierać takie rozrzucone? — sama nie wiedziała, czemu w ogóle chciała iść im tak bardzo na rękę i pomóc nawet z taką pierdołą. Może to te zdjęcia tak ją rozczuliły? A może faktycznie Pilar dochodziła do wniosku, że Esme faktycznie nie miała lekko w życiu i nie trzeba jej było bardziej dopierdalać?
Cokolwiek to było, kiedy tylko wnieśli rzeczy do środka, Pilar zaczęła przegrzebywać szafki w kuchni, w celu znalezienia jakiegoś większego worka, do którego można to było na nowo wszystko upchać. Znalazła kilka mniejszych, dlatego musieli to nieco rozłożyć na trzy, ale finalnie wszystko było odpowiednio spakowane.
Wsadzisz to z powrotem? — spytała spokojnie. Może lepiej było to zrobić teraz pod osłoną nocy, niż jutro rano kiedy sąsiedzi dookoła będą się kręcić przy oknach i okolicy. Chociaż te rzeczy do ucieczki. Zdjęcia wciąż zostały na stole i za ten czas, w którym Madox poszedł je zanieść z batonem w ustach, Pilar przysiadła na moment przy stole i zaczęła je oglądać. Jasne trzeba było iść spać, odpocząć przed jutrem bla bla bla, ale jej głowa była tak rozbudzona a jednocześnie zmęczona, że jakoś nie umiała się do tego zabrać.
Myślisz, że mogę sobie zabrać jedno? — spytała, kiedy wrócił do pomieszczenia. W powietrze uniosła zdjęcie przedstawiające samego Madoxa, wspinającego się na drzewo mango w ogrodzie ciotki. Miał wtedy może z sześć, siedem lat. Był na nim tak bardzo uśmiechnięty od ucha do ucha, że Stewart od razu była jakaś… rozczulona. Nostalgiczna możne? Nie umiała się określić. Miała obrzydliwy bałagan w głowie.
Do tego stopnia, że kiedy w końcu wzięła prysznic i położyła do łóżka, wtulając w Noriegę, długo nie mogłą zasnać. Leżała i myślała. Analizowała, zastanawiała się, co można było zrobić inaczej, jak powinni do tego jutro podejść, jak ona powinna do tego podejść, żeby nie wpakować Madoxa w kłopoty. Trzy razy prawie przez nią umarł. Nie miała zamiaru zmieniać tej liczby na czwórkę i testować, czy w ogóle będzie można dodać do tego słowo prawie.
Zasnęła jakoś po trzeciej, a jej zegar biologiczny naturalnie obudził ją jeszcze przed ósmą. Powiedzieć, że wstała z czystą głową byłoby ogromnym kłamstwem, a jednak Pilar z całej siły starała się jeszcze nie myśleć.
Ostrożnie wysunęła się spod pościeli, zgarnęła pierwszą lepszą męską koszulkę z szafy i mając kompletnie gdzieś, że pewnie należała do Lopeza wyszła z pokoju. Wykonała kilka telefonów, zapaliła papierosa na tarasie, pławiąc się w ciepłym meksykańskim słońcu. I kurwa pomyśleć, że mieli tutaj budzić się zupełnie beztrosko i zaraz po śniadaniu pewnie lecieć na plaże albo wskoczyć do chłodnego basenu z widokiem na Acapulco. Zamiast tego czekał ich impreza, na której ktoś mógł zarobić kulkę. Świetnie.
Ale może chociaż poranek mogli mieć w miarę normalny?
Impreza i tak była wieczorem, Madox dopiero miał dzwonić do Pablo w sprawie zagrania w golfa… wszystko było przed nimi. I to właśnie wtedy w głowie Pilar pojawił się pomysł. Pomysł tak zły, że aż postanowiła to ziścić i zrobić im ś n i a d a n i e.
Wróciła do kuchni, w pierwszej kolejności zabierając się za przegrzebanie szafek i zawartości lodówki. Znalazła masę różnych warzyw, które pokroiła… we własnym stylu. Z pomidorów zrobiła jakieś koślawe łódeczki zamiast plasterków, ogórka nauczona doświadczeniem w Medellin pocięła w podłużne, falowane paski, do tego paprykę w bliżej nieokreślone prostokąty, a kiedy ciachała cebulę, żeby to jakoś ładnie przyozdobić, oczywiście musiała się przeciąć, chlapiąc krwią podłogę i kawałek blatu.
Szybko zawinęła paluch w papier i obkleiła go kawałkiem taśmy, bo za nic nie mogła znaleźć apteczki czy normalnych plastrów. Rozstawiła wszystko ładnie na stole, dorzuciła do tego jeszcze jakieś sery i znalezione w lodówce wędliny. Chleb całe szczęście był kurwa krojony, bo pewnie skończyłoby się bez dwóch palców. I na tym mogła zakończyć. No kurwa mogła i tak wyglądało wszystko zajebiście, nawet zrobiła lemoniadę ze świeżych cytrusów, tylko w głowie ujebała sobie, że świetne do tego wszystkiego będą jajka sadzone.
Oczywiście, że zapomniała o maśle i wbiła cztery jajka prosto na rozgrzaną, suchą patelnię, nie wspominając nawet o tym, że ilość kawałków skorupek w środku była wręcz niepoliczalna. Patelnia zasyczała, dym uniósł się w powietrze, ale jakoś to jeszcze wyglądało. Stabilnie. Przynajmniej w mniemaniu Pilar, która za ten czas zaniosła szklanki na ozdobiony już stół wraz z talerzami. Miała nawet plan, żeby zmienić sobie opatrunek po tym obrzydliwym przecięciu, bo papier już cały przesiąkł krwią, ale kiedy tylko zdjęła z siebie ten obecny, patelnia zaczęła syczeć jeszcze mocniej, a dym zrobił się wręcz czarny.
Kurwa, kurwa, kurwa — rzucała pod nosem jak najęta i podbiegła tam jakoś ratować temat, ale cholerne jajka przyległy do patelni na amen. Zaczęła to zdzierać, ale nic nie schodziło, wszystko było już spalone, a w pomieszczeniu śmierdziało jakby coś się kurwa paliło. Pięknie, Stewart.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W sumie to była racja, że jutro te dwa światy się zmieszają, pozostało im więc zobaczyć, jak Pablo przedstawi swoją żoną. Ale w zasadzie to Madox też nie miał już głowy, żeby to teraz roztrząsać. Do pakowania tych rzeczy też nie miał i pewnie wrzuciłby je tam z rozjebanym workiem, ale kiedy Pilar zaczęła mu mówić, że potem oni to będę zbierać, jak będą chcieli uciekać, no to musiał się w końcu z nią zgodzić. Chociaż jak ona to pakowała w worki, to on akurat sobie jadł batona, tylko jeszcze obejrzał kilka zdjęć i szkatułkę z tancerką, a potem to już zajął się czekoladą. Dopiero jak zapytała, czy wsadzi to z powrotem, to skinął głową, bo w ustach wciąż miał czekoladę. Zaniósł dwa worki z rzeczami do ucieczki, a kiedy wrócił po trzeci, a Stewart trzymała w rękach jego zdjęcie, to znowu skinął głową.
- Możesz, ja też coś zabrałem - wzruszył ramionami, ale nie powiedział jej co. Zapakował resztę rzeczy i też je wyniósł. Trochę lepiej się poczuł, kiedy posprzątali te wspomnienia, a jeszcze lepiej, gdy wziął po Pilar prysznic, i chociaż w głowie wciąż miał setki różnych pytań i wątpliwości, to kiedy przytulił się do niej w łóżku, zasnął od razu. Mimo wszystko spało mu się dobrze. A Madox nie był też rannym ptaszkiem, zarywał noce w klubie, więc kiedy miał okazję, to spał do południa. Może dzisiaj też by tak spał, ale musiał się wkręcić do Pablo.
Obudził się z tą myślą, że zaraz musi do niego dzwonić i kombinować, ale nie chciało mu się jeszcze zwlekać, przesunął ręką po pustym miejscu, na którym spała Pilar, narzucił cienką kołdrę na głowę. Jeszcze pięć minut...
Tylko, że zaraz do jego nosa dotarł ten swąd dymu, i jakiś szum z kuchni, zerwał się z miejsca szybciej niż zdążył się zastanowić, gdzie oni w ogóle są. Bo dopiero kiedy wyszedł do kuchni to w niego uderzyło. To, że byli w domku do pieprzenia jego matki. A zaraz uderzył go ten ładnie przystrojony stół, a potem już Pilar, która krzątała się w kuchni z ta dymiącą patelnią. W pierwszej chwili stanął gdzieś za drzwiami i uniósł obie brwi. Ale zaraz był już w kuchni, za jej plecami, tak, że kiedy drapała te jajka z patelni, to mogła go nawet nie zauważyć. Na pewno jednak zwrócił na siebie jej uwagę, kiedy się odezwał zaglądając jej przez ramię.
- Trzeba było zrobić ryż - mruknął a kiedy się odwróciła, to nawet nie dał jej zareagować, bo już ją objął w pasie i przyciągnął do siebie, uważając jednak, żeby się nie poparzyli tą patelnią, którą trzymała, bo jeszcze tego im brakowało - albo mnie obudzić, bo mam już to opanowane - no nie do końca, bo wciąż mu wychodziło jedno jajko na trzy, ale przynajmniej ich nie palił. Wyciągnął patelnię z jej ręki i rzucił na nią okiem, a potem pierdolnął ją do zlewu - wywalimy do kosza i będziemy udawać, że nic się nie stało - rzucił i pochylił się do niej, żeby musnąć swoimi wargami jej usta, zaczepnie. W zasadzie nie wiadomo czy Esme i Lopez tu wrócą, czy ktokolwiek będzie tu mieszkał, a zresztą jedna patelnia w tą, czy w tą, kto to zauważy? Madox by pewnie zauważył, bo on w domu miał tylko jedną, jakąś koślawą, ale pewnie powinien sobie kupić nową, skoro już prawie umiał te jajka sadzone. Pociągnął nosem i stwierdził też, że powinni otworzyć okno, wiec zaraz trochę niechętnie, ale puścił Stewart i to zrobił, otworzył okno w kuchni na oścież.
Może nawet by ją już zabrał do tego stołu, który tak pięknie im przygotowała, tylko kiedy wyciągnął do niej rękę, a ona podała mu swoją, z tym prowizorycznym opatrunkiem, czerwonym od krwi, to omiótł zaraz kuchnię i wbił w nią spojrzenie.
- Co tu się stało? - może trochę głupio pytał, ale w zasadzie Madox mimo swej kompletnej nieumiejętności gotowania, to nożem umiał się posługiwać nieźle, wycinał sobie jakieś gwiazdki, sprężynki, czy serduszka z owoców, żeby ozdabiać nimi szklanki. Już nawet miał o to zapytać, jak to jest, że ona umie tak dobrze wyprowadzić cios, żeby złamać nos, a przerasta ją pokrojenie ogórka, ale sobie darował. Spojrzał jeszcze raz w jej ciemne oczy.
- Poczekaj - rzucił i zaraz wyszedł z kuchni, jemu szukanie apteczki poszło sprawnie, bo tak się składa, że Esme trzymała ją właśnie tam, gdzie w ich rodzinnym domu, w łazience, w szafce nad umywalką, ale z tyłu. W tym samym miejscu. A mały Madox tak często zdzierał kolana, że doskonale to pamiętał.
Wrócił do niej, ale po drodze zgarnął ze stołu dwa ogórki i kawałek papryki i wpakował je sobie do buzi, bo nie mógł się powstrzymać, bo tak pięknie były pokrojone. Rozłożył apteczkę na blacie i sięgnął po jej rękę, nic nie powiedział, bo jeszcze mielił w ustach te warzywa. Starał się być delikatny, kiedy odwijał jej palec, ale jak zobaczył w jaki sposób go rozcięła, to aż się musiał przyjrzeć w bliska, pochylił się nad nim.
- Jak? - zapytał kiedy już przełknął, a potem pociągnął ją do zlewu, żeby wylać na jej palec środek odkażający. Powinien ją uprzedzić, że zapiecze? Powinien, ale tego nie zrobił, wypadło mu to, za to później ten jej palec podniósł do ust i podmuchał na niego, żeby tak nie paliło.
- Jak... - zaczął i przez moment chciał powiedzieć, że jak to przeżyją, ale źle to brzmiało - jak to się skończy - to już lepiej - to zapiszę cię w Toronto na jakiś kurs gotowania, myślisz, że robią takie dla totalnych amatorów? - zapytał wycierając jej palec delikatnie gazikiem - takich, co nie umieją się posługiwać nożem - no jednak nie mógł się powstrzymać, przez chwilę szukał jakiegoś plastra, ale wszystkie były za małe, więc finalnie wziął kilka gazików i palec okręcił jej plastrem w rolce dookoła. Według niego było całkiem znośnie, chociaż zaraz spojrzał na Stewart, żeby ona też wyraziła swoją opinię. A może na temat tego kursu gotowania? Albo tego, że jak to się wszystko skończy... to może będzie trochę normalniej?
Chociaż z ich szczęściem, to pewnie wcale nie.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała dobrze, serio. A to że wyszło jak zawsze, to już zupełnie inna kwestia. Zależało jej, by chociaż poranek mogli mieć miły, odepchnąć na moment przeciążające głowę myśli i po prostu zjeść wspólne śniadanie, nim będą musieli wcielić się w rolę Matteo i… no właśnie kogo? Pilar? A może jakiejś kurwa Giuli, żeby było do pary? Chociaż Giuli może akurat niekoniecznie, bo przecież Pilar za nic nie umiała mówić po włosku. Jak już, potrzebowała bardziej latynoskiego imienia.
Zanim jednak trzeba będzie o tym myśleć chciała przygotować śniadanie. I jeszcze jak nakrywanie stołu wyszło jej zajebiście, tak smażenie jajek już wyjątkowo… tagicznie. Patelnia kopciła się ciemnym dymem, a białko, które teraz było już brącowe, wyglądało, jakby lada moment miało zająć się płomieniami.
Nawet nie usłyszała, kiedy Madox znalazł się w kuchni, a tym bardziej za nią. Dopiero kiedy się odezwał, Stewart odwróciła się energicznie, o mały włos go tą patelnią nie zdzielając w głowę. Jednak biorąc pod uwagę, że wczoraj Lopez i Esme weszli sobie tutaj jak do siebie, Stewart była po części przygotowana na jeszcze więcej niespodziewanych gości. Całe szczęście jedyną osobą za jej plecami okazał się Madox. Spojrzała na niego z politowaniem, gdy napomknął, że powinna była zrobić ryż.
Chciałam, ale nie było — wzruszyła ramionami i spojrzała mu głęboko w oczy. Na krótko, bo zaraz potem poczuła jego usta na swoich i momentalnie przymknęła powieki, odsuwając od nich wciąż dymiącą patelnie. Wolna rękę momentalnie uniosła na jego szorstki policzek i przytrzymała go sobie chwile dłużej. Tęskno jej było do jego ust i bliskości. Przecież tylko to mieli robić na tych wakacjach, a okazało się, że robili wszystko inne. — Budzić też cię nie miałam zamiaru, bo tak słodko chrapałeś, że nie miałam do tego serca — nawet trochę się obślinił i ubabrał przy tym poduszkę, ale to jednak Pilar postanowiła zostawić dla siebie. Ochoczo oddała mu w rękę patelnię i odsunęła się na dwa kroki, przyglądając się jak ta ląduje pierwsze w zlewie, a zaraz po zimnym strumieniem wody.
Z tego całego zamieszania, kompletnie zapomniała o swoim palcu, z którego wciąż sączyła się krew. Dopiero kiedy zapytał się co się stało, Pilar uniosła brew ku górze, a potem spojrzała na ranę.
Kroiłam cebulę. A raczej ona pokroiła mnie — wzruszyła ramionami. Bo co ona mu więcej mogła powiedzieć? Mała była ta cebula i jakoś musiała ją sobie przytrzymać i tak się zaangażowała w to ciachanie, że nawet nie zauważyła jak prawie sobie upierdoliła palca? No przecież popatrzył by na nią jak na wariatkę. Chociaż i tak już patrzył. A zaraz potem jeszcze poszedł po apteczkę. Pilar za ten czas usiadła na wyspie i grzecznie czekała aż wróci, przyciskając do palca kawałek papieru. Jak na jej oko, rana wcale nie wyglądała źle, miewała gorsze, trochę skóry odeszło, trochę mięsa było widać, ale w sumie mogło być gorzej, bo ten nóż którym kroiła był kurewsko ostry. Spokojnie dała się patrzeć, oczywiście w międzyczasie sukcesywnie mu w tym przeszkadzając: tu wolną ręką przejechała po jego karku, tu nogą zahaczyła o tyłek i przyciągnęła go sobie bliżej… zdecydowanie nie była dobrym pacjentem. Uspokoiła się dopiero jak zalał jej to wszystko płynem do dezynfekcji, a z ust wybrzmiało mocne syknięcie.
Ale przecież ja nie jestem totalnym amatorem, co ty pierdolisz — spojrzała na niego z wyrzutem, kiedy zaczął rozprawiać o kursie gotowania dla ułomnych. — Popatrz tylko na ten stół — machnęła wolną ręką. Dobra może i warzywa były krzywo pokrojone, ale tak poza tym to wszystko wyglądało zajebiście dobrze i kolorowo. — Nawet lemoniadę zrobiłam! — a to dlatego, że przecież od wczoraj była już certyfikowaną barmanką. Co prawda oficjalnych papierów na to nie dostała, ale wiadomo, mogła już się rządzić. A jajko… — Nie moja wina, że ta patelnia była jakaś zjebana — bo to z pewnością była wina patelni, a już na pewno nie Pilar.
Zeskoczyła z wyspy, nawet nie odsuwajac od siebie Noriegi, przez co bezczelnie wcisnęła się w niewielką przestrzeń między jego ciałem a twardym blatem, przyglądając mu się uważnie.
Weź nie pierdol, cariño i chodź jeść — podniosła się na palcach, a następnie tym razem to ona złożyła na jego ustach zaczepny pocałunek, nie omieszkając by na koniec złapać jego dolną wargę i delikatnie przygryzać, pozostając na niej przyjemne mrowienie. Dopiero wtedy go od siebie odsunęła i sama poszła zająć miejsce przy stole. Jak dama oczywiście: z jedną nogą podwiniętą na krześle.
A tak swoją drogą, to zajebiście umiem posługiwać się nożem — wymierzyła w niego kawałkiem ogórka, który aktualnie trzymała w dłoni, po czym wcisnęła go do ust. — Tylko lepiej idzie mi wycinanie narządów i rozcinanie skóry niż cięcie warzyw — proste. Gdyby nóż był jedynym narzędziem, jaki miałaby do dyspozycji podczas walki pewnie poradziłby sobie o wiele lepiej z pokonaniem przeciwnika niż w starciu z jebaną papryką. To było bardziej niż pewne. Chociaż i tak nikt nie posługiwał się nożem lepiej niż Zaylee Miller. Jak ona kurwa nigdzie się nie ruszała bez skalpela w torebce.
Nachyliła się nad stołem, by nalać im po lemoniadzie. Była zajebista. Praktycznie wcale nie słodka, a przede wszystkim kwaśna i orzeźwiająca.
Dzwoniłeś już do Pablo? — spytała w końcu, czując, jak czas powoli ich dogania.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet miał powiedzieć, że co to za dom bez ryżu, ale on u siebie też nigdy nie miał i zapas zrobił dopiero w momencie, w którym Pilar się miała do niego wprowadzić, do czego też w zasadzie się nie przyznał... Do tego, że musiał kupić trochę rzeczy, żeby jednak dało się tam mieszkać, bo on sam wcześniej przecież większość czasu spędzał w klubie. Nawet jak Debbie zamieszkała u niego, to widywali się wyjątkowo rzadko. Ze Stewart zdecydowanie częściej.
Zresztą oni potrafili wykorzystywać ten wspólnie spędzany czas, tak jak teraz kiedy przytrzymała go przy sobie ciut dłużej, nie miał nic przeciwko temu, chociaż kiedy już się odsunęła, to ciężkie westchnienie wyrwało się z jego płuc. Tak mogły wyglądać te wakacje.
- Chrapałem? - uniósł jedną brew, bo przecież nie zdawał sobie z tego sprawy, chociaż Cherry mu to czasem wypomniała, ale w złości, a on jej wtedy zarzucał, że go kopnęła i rozpoczynała się kolejna kłótnia o nic.
Nic też sobie Madox nie zrobił z tej patelni do wyjebania, zalał ją tylko wodą i tyle, zdecydowanie bardziej się przejął jej palcem. Zmarszczył brwi słysząc jej słowa.
- Słyszałem, że od krojenia cebuli się płacze, ale żeby kurwa obcinała palce... - trochę patrzył na nią jak na wariatkę, ale trochę też z czułością i jakimś delikatnym uśmiechem błąkającym się po twarzy. Chociaż kiedy już ją opatrywał to próbował się na tym skupić... Próbował, bo go rozpraszała, może dlatego ten płyn do dezynfekcji wylał bez ostrzeżenia i bez ostrzeżenia raz też ją ugryzł w udo.
Zerknął na stół, kiedy kazała mu na niego spojrzeć.
- No stół wygląda zajebiście - to musiał jej przyznać, a nawet musiał ją do siebie przyciągnąć chwytając ją pod kolanem, żeby się do niej przytulić - to dla amatorów, którzy potrafią nakryć do stołu, ja bym musiał też z tym stołem... - chociaż jak jej robił kanapki to jej podawał zawsze na najładniejszym talerzu - lemoniadą? Akurat tak mi się chce pić - nawet zacmokał na potwierdzenie i już miał iść się napić, ale jeszcze musiał się do niej uśmiechnąć na tą zjebaną patelnię - na pewno - mruknął, a później to już Pilar wcisnęła się między niego a wyspę, a on nawet nie ruszył się z miejsca, nawet jeszcze się do niej pochylił, chociaż mieli iść jeść... Tylko że zamiast tego to znowu poczuł na wargach jej słodkie, pełne usta. Znowu wypuścił ciężko powietrze z płuc, kiedy się od niego odsunęła, nawet jeszcze sięgnął za nią ręką, muskając palcami jej biodro. Odprowadził ją spojrzeniem i przez moment się zawahał, bo musiał chyba zacząć te telefony, jakoś to logistycznie rozplanować, najpierw Maddie, a potem Pablo. Podszedł jednak do stołu i znowu złapał z niego kawałek pomidora. A kiedy Pilar powiedziała to, że lepiej jej idzie wycinanie narządów niż cięcie warzyw, to znowu się uśmiechnął.
- Nie wiem czy to mnie bardziej kręci, czy przeraża... - zawiesił na niej te czarne tęczówki, a na pytanie czy dzwonił do Pablo pokręcił głową - dobra, idę po telefon, ale najpierw Maddie - kiedy ją mijał, to jeszcze do niej podszedł, żeby nachylić się na moment nad jej ramieniem, żeby musnąć ustami jej szyję - bardziej chyba kręci - szepnął jej do ucha i przejechał po jego płatku językiem, ale zaraz poszedł po telefon.
Oczywiście, że go szukał, bo nie wiedział gdzie go położył, najpierw sprawdził w spodniach, ale tam go nie było. Bo był gdzie? Na stoliku nocnym obok łóżka.
Wrócił po kilka minutach już szukając numeru do Maddie, sięgnął jeszcze po lemoniadę, żeby wypić pół za jednym zamachem.
- Rzeczywiście zaje-bi-sta - powiedział i dopił resztę, a później się trochę zawahał, bo z jednej strony chciał sobie usiąść i zrobić kanapkę, a z drugiej to musiał to na spokojnie wytłumaczyć Maddie - będę ci przeszkadzał? - zapytał Pilar, a kiedy mu powiedziała, że nie, to jednak sobie usiadł i sięgnął po chleb.
Maddie odebrała po dwóch sygnałach, od razu zasypała go informacjami, że brakło czegoś tam, ktoś tam o niego pytał, a ktoś inny się nie pojawił w pracy.
- Maddie spokojnie, słuchaj mnie bo to jest ważne... - zaczął i na chleb położył plasterek sera - tak, ważniejsze niż to, że ktoś... Jak to kurwa ktoś buchnął z kasy pieniądze? To nie ma was tam? - uniósł się trochę, ale zaraz jednak sobie przypomniał po co do niej dzwoni - dobra, nieważne, słuchaj mnie uważnie, bo to jest kurewsko ważne i jak ty dla mnie tego nie załatwisz to jestem w dupie... - rzucił i jeszcze dołożył sobie plasterek wędliny - taaaak… Jesteś niezastąpiona Maddie - wywrócił oczami zerkając na Pilar - kojarzysz tego gościa co ostatnio bywa w Emptiness, tego Frankiego Ferrari? - Maddie zaczęła coś tam nadawać, A Madox w tym czasie sięgnął po ogórka i wsadził go sobie do buzi. Zanim go przeżuł, to już odezwał się znowu - tak, ten byk, dokładnie... szpetna gęba - aż się uśmiechnął pod nosem - ale musisz go dzisiaj zaprosić do klubu i zająć - Maddie znowu zaczęła nadawać, a Noriega aż odchylił do tyłu głowę - no jak to kurwa jak? Ja mam ciebie uczyć jak zająć czymś uwagę typa? - warknął trochę może ostrzej niż powinien, ale Maddie coś tam powiedziała - chodzi o to, że weźmiesz go na dół, możesz dać mu jakieś prochy - zerknął na Pilar, ale zaraz zaczął sobie układać na kanapce warzywa - tylko uważaj, bo ostatnio już mu dawałem koks z wkładką i go ścięło, więc może być podejrzliwy... - Maddie znowu zaczęła nawijać - no przecież dasz sobie radę. Musisz mu zabrać telefon, żeby nie mógł się z nikim skontaktować, ani nikt z nim, rozumiesz? - chyba nie do końca rozumiała bo znowu się odpaliła - nie wiem kurwa, utop go w jacuzzi, albo go po prostu przechwyć, rusz głową Maddie... - w słuchawce zapadła cisza i on też przez chwilę się nie odzywał, tylko dolał sobie lemoniady - musisz taką robić codziennie - tym razem zwrócił się do Pilar i nawet znowu się do niej uśmiechnął, ale zaraz wrócił do telefonu - tak, przywiozę ci, tak, będę miał u ciebie dług. Tak, tylko ty możesz to zrobić... - znowu strzelił oczami, a Maddie sobie jeszcze pogadała - masz godzinę. Daj mi znać jak będziesz go miała - i znowu to trajkotanie - no tak, godzinę, goni mnie czas... - zerknął na złoty zegarek na nadgarstku, co prawda do imprezy mieli czas, ale jeszcze musiał się wkręcić na golfa. Chociaż Madox nie wiedział o której chodzi się na golfa, w ogóle gówno wiedział o golfie.
- Ta, ja ciebie też, no... cześć - w końcu się rozłączył i odłożył telefon na blat, spojrzał na Pilar wywracając oczami - ja pierdolę... Jaka ona jest męcząca - rzucił, ale prawda jest taka, że jakby nie Maddie to ciekawe co by zrobił. Jednak wierzył, że jej się uda, nawet sięgnął do zegarka i ustawił na nim alarm za godzinę.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chrapał, ale to wcale nie oznaczało, że Pilar to jakoś bardzo przeszkadzało. Większość życia spędziła w bidulu, gdzie dzieliła pokój z szóstką jak nie ósemką innych dzieciaków — jedynie potrafili budzić się w środku nocy, inni gadali przez sen, a jeszcze inni po prostu chrapali. Była przyzwyczajona do hałasów i pod żadnym pozorem nie robiło to dla niej wrażenia. A jeśli jemu dzięki temu się lepiej spało, to Stewart nie miała nic przeciwko.
Tak jak nie miała nic przeciwko temu, żeby Madox rozmawiał przy niej przez telefon podczas jedzenia. Pilar miała kompletny luz, a poza tym chętnie posłucha, o czym będzie rozmawiać z Maddie.
Nie krępuj się — wzruszyła ramionami i zaraz sama zaczęła tworzyć kanapki na własnym talerzu. Miała zamiar zjeść kolosalną ilość jedzenia, żeby najeść się przy okazji na zapas. Nie wiedziała dokładnie jak to się działo, ale za każdym razem, kiedy oni byli gdzieś razem, to działo się dookoła tyle, że potem nie jedli przez cały dzień. A Stewart jednak była typem człowieka, który stawał się marudny z pustym brzuchem.
Nie ściągała wzroku z Noriegi, kiedy wrócił do stołu z telefonem, jednak nie odezwała się ani słowem, bo usta już miała całe zapchane warzywami, a kiedy skończyła Maddie zdawała się odebrać. Słuchała uważnie samych odpowiedzi Madoxa. Kilka razy nawet mu machnęła ręką, żeby przełączył na głośnik, bo skoro ona i tak już była częścią rozmowy, to przecież mogła chociaż dostać odpowiedzi od obu stron, jednak finalnie musiała się zadowolić jedynie tą jego.
I chociaż z początku myślała, że będzie średnio zaangażowana w ich gadanie, tak po chwili już nawet nie jadła, tylko słuchała, raz po raz malując na twarzy zaskoczenie, pomieszane z niedowierzaniem, a kilka razy nawet pokręciła głową na jego słowa. Taki właśnie był z Pilar czynny słuchacz. Chociaż kiedy powiedział to ja ciebie też, to uniosła wysoko brew i wbiła w niego ciemne spojrzenie.
Mam nadzieje, że to była odpowiedź do nienawidzę cię, Madox — mruknęła, łapiąc kawałek paparyki w palce. Stewart raczej nie była zazdrosna o Maddie, ale przecież to wcale nie znaczyło, że tej jednej kwestii nie mogła sobie z Noriega wyjaśnić, prawda? Chociaż kiedy nazwał ją męczącą, Pilar głośno prychnęła. — Kurewsko męcząca — rzuciła zaraz po nim, kręcąc głową na samą myśli o Maddie. Nie lubiła jej. Zresztą ze wzajemnością. Chociaż łączył je Madox i to, że obie chciały dla niego jak najlepiej, jakoś nie potrafiły się dotrzeć. Może to właśnie dlatego, że na dobrą sprawę, były do siebie bardzo podobne? Żadna nie potrafiła odpuścić i podać ręki jako pierwsza.
Posłuchaj… — zaczęła po chwili, grzebiąc widelcem w krzywo pokrojonym pomidorze, który swoją drogą był zajebisty w porównaniu do pomidorów z Toronto. — Chciałam z tobą przegadać jedną rzecz — uniosła spojrzenie do jego ciemnych oczu i złapała więcej powietrza w płuca. Może to nie był najlepszy moment, bo przecież mieli w chuj rzeczy i tak na głowie i Pilar naprawdę nie chciała im dokładać, ale w sumie jak tego nie będą mieli odhaczonego, to znowu mogło szambo wyjebać w najmniej oczekiwanym momencie. — Chodzi o…
Smacznego — męski głos wybrzmiał tuż przy wejściu do kuchni, a Stewart podskoczyła jak oparzona, by już po chwili wbić morderczy wzrok w samo centrum twarzy Lopeza.
Kurwa, nikt nie nauczył się pukać? — rzuciła gniewnie, a on w odpowiedzi tylko wymalował na twarzy bezczelny uśmiech, unosząc w górę brew. — O drzwi mi chodziło. Nie o Esme — dodała i chyba w punkt, bo w sekundę starła mu tą zadowoloną minę z twarzy. Do tego stopnia, że Andres odchrząknął, poprawił garniaczek i podszedł bliżej.
Co tu tak śmierdzi? Spaliliście coś? — rzucił, krzywiąc się, a Stewart momentalnie wymieniła spojrzenia z Madoxem. Aż tak było czuć?
Przyszedłeś tutaj bawić się w strażaka, czy tak po prostu truć nam dupę? — warknęła w jego kierunku. Jakby kurwa chociaż poranka nie mogli spędzić w spokoju. Już wystarczająco krwi napluli swoją wieczorną wizytą, naprawdę nie mogli im odpuścić chociaż jednej godziny? Śniadania?
Lopez podszedł do stołu i kompletnie ignorując jej słowa, zgarnął kilka kawałków ogórka, od razu ładując je sobie do ust, po czym spojrzał na Madoxa.
Ona zawsze jest taka bezczelna? — zapytał, jakby Pilar wcale nie było obok. Ale była. I właśnie dlatego, kiedy ręka Lopeza sięgnęła po ostatni już kawałek ogórka, Stewart nachyliła się pierwsza i zgarnęła go dla siebie. Tak dla podkreślenia, jaka bezczelna była. Spojrzał na nią zaskoczony, a ona tylko wzruszyła ramionami. — W każdym razie… — odchrząknął i się wyprostował, znowu uwagę skupiając na Noriedze. — Mamy problem — takie zdania akurat nigdy nie znaczyły nic dobrego. — A nawet nie tyle co problem, co małą zmianę planów…
Ja pierdole, możesz po prostu powiedzieć o co chodzi, zamiast opowiadać o tym, że coś jest nie tak? — znowu się wtrąciła, bo przecież jeszcze trochę ich by ich tu popierdoliło. Dobrze wiedziała, że Madox akurat pod tym względem był taki jak ona — od razu chciał wiedzieć, a nie czekać dwadzieścia minut na rozwinięcie. — Więc?
Pablo wrócił wcześniej do domu — oznajmił sucho, już jasno dając im do zrozumienia, co było problemem. — Esme wspomniała mu o golfie, a on powiedział, że do godziny będzie tam jechał, więc jeśli jeszcze do niego nie dzwoniłeś, teraz jest najwyższy czas, bo potem już może być za późno — jego ton był oschły. Pilar nie potrafiła wyczytać nic z jego twarzy. — A i jeszcze jedno — rzucił kluczykami na stół — Przed domem czeka na was nowe auto. To z wypożyczalni jest na twoje prawdziwe dane z tego co… sprawdziłem. Nie ma co ryzykować.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już sobie skomponował taką ładną kanapkę, kiedy Maddie mu truła dupę, było na niej... wszystko. Bo Madox też zamierzał sobie pojeść zanim ruszą, bo na takim bankiecie dla bogaczy to nigdy nic nie wiadomo, szampan i wątróbka mogły być serwowane na przykład. Chociaż może nie w Meksyku, ale no nie wiadomo.
- Do - kiedyś cię zajebie Madox - rzucił w odpowiedzi na jej słowa i pokazał jej czubek języka. Bo to faktycznie było takie zdanie, a on jej odpowiedział, że on ją też, bo czasami miał ochotę. Zajebać Maddie i mieć spokój. Ale nie znalazłby takiej drugiej menadżerki, która by mu ratowała dupę w tak randomowych sytuacjach, więc to tylko takie gadanie. Od razu wpakował sobie tą kanapkę do buzi, prawie pół, zapchał się nią, więc kiedy Pilar zaczęła to, że chciała z nim przegadać jedną rzecz, to on tylko pokiwał głową i ręką nawet, żeby mówiła, bo miał pełne usta.
Tylko kurwa nic nie powiedziała, bo zaraz za plecami usłyszał to smacznego, aż mu trochę chleba wypadło na brodę, kiedy przeklął siarczyście pod nosem, a potem to już musiał podnieść szklankę, żeby przepić i przełknąć.
- Przeszkadzasz nam... - syknął odwracając się z krzesłem w kierunku Lopeza, ale czy on się tym przejął, nie, wcale. Pilar zresztą zaraz też zaczęła mówić o pukaniu Esme, czyli matki Madoxa, przez Lopeza, a Noriega się skrzywił i wsadził sobie drugie pół kanapki do buzi, żeby nie musieć tego komentować. Pokręcił głową, że nic nie spalili.
- To zwe wnoncz - rzucił z pełnymi ustami, że z zewnątrz, o to mu chodziło. Oni sobie gadali, bardzo przyjemnie zresztą, a Madox zjadł swoją kanapkę, chociaż jedną. Bo jak Lopez zaraz zainteresował się tym ich śniadaniem bardziej to zwątpił, że będą mieli szansę jeszcze coś zjeść, może dlatego zaraz złapał pomidora, dwa, i wpakował je sobie do ust, przed Lopezem nie?
- Zafse, dlatego jezd taha calente - znowu powiedział z pełnymi ustami, zerkając na Pilar, ale przełknął, kiedy Lopez powiedział to, że mają problem - jaki problem? - zapytał od razu, bo tak. Oni z Pilar byli identyczni, nie lubili pierdolenia, owijania w bawełnę, krótka piłka, kawa na ławę. Taki typ, od razu przechodzili do działania, bez żadnych długich gier wstępnych. A kiedyś tak się o to rozchodziło. Jedno drugiemu zarzucało, że jak to tak bez gry wstępnej? Stare dzieje...
Słuchał Lopeza, a przy okazji sięgnął jeszcze po kawałek chleba, na który narzucił ser i go zjadł, w trzech gryzach.
- Dobra, to dzwonię - stwierdził i złapał za telefon, jak przy Pilar nie miałby pewnie problemu z prowadzeniem tej rozmowy, bo jednak już a Maddie przy niej gadał, tak nie prze Lopezie. Strzelił oczami w jego kierunku wstając od stołu.
- Nie wiem, poczęstuj się czy coś - klepnął go nawet w ramię, a Lopez spojrzał na niego krzywo, ale jak Madox skierował się na werandę, z - Pablo? Amigo... - na ustach, to Lopez usiadł na jego krześle i sięgnął po chleb, żeby zrobić sobie kanapkę.
Madox nawijał, dużo. O tym, że jest w Meksyku, że mu się nudzi, Pablo zaproponował kluby, dziewczynki, kokainę na złotych tackach, ale to jutro, na spokojnie, bo dzisiaj miał urodziny córki. Madox, a właściwie Matteo od razu zaczął nawijać, że on też w Meksyku nie jest sam, z kobietą... Narzeczoną właściwie, z którą też kiedyś będzie miał dziecko, bla bla bla. Dużo gadał, głupot, jakiś rzeczy totalnie bez sensu. Aż usiadł na schodku na samym dole. Golf? Świetnie, lubimy golfa, kluby golfowe mają dobry klimat. Ale nie masz nic przeciwko? Franki prosił, żebym sprawdził, jak mają się sprawy. Dobrze się składa... To zajebiście.
Ta gadka szmatka zajęła mu prawie pół godziny, w międzyczasie pospacerował po ogródku, w samych bokserkach, bo nie zdążył się ubrać, na bosaka. Poopowiadał o tym, że on za dzieciaka też jeździł konno, nigdy tego nie robił. A potem o tym, że jak dzisiaj zabierze gdzieś narzeczoną, to jutro będzie mógł wyskoczyć do klubu, i wszyscy będą zadowoleni. Pablo musiał mu zaproponować tego golfa. Chociaż urodziny jeszcze stały pod znakiem zapytania, ale się wproszą, i tak już byli blisko.
- Świetnie, to wyślij mi adres, do zobaczenia na miejscu... - rzucił wchodząc już z powrotem do kuchni, gdzie Lopez pewnie jadł już z piątą kanapkę. Madox się rozłączył i chciał wsunąć telefon do kieszeni spodni, ale ich nie miał... więc smartfon walnął mu na ziemię, ale nic się nie stało. Pozbierał go.
- Dobra mamy to, ale kurwa nie wiem sam, co mu nagadałem - aż pokręcił głową, bo on się czasem skupiał na tym, co jego rozmówca chce usłyszeć do tego stopnia, że nie wszystko co tworzył na poczekaniu rejestrował, jakieś tam najważniejsze fakty - umiecie grać w golfa? - popatrzył po ich twarzach, a później po stole, który był już prawie pusty.
Lopez pokręcił głową.
- Esme umie - powiedział, a Madox strzelił oczami w sufit.
- Ale nie będzie tam Esme… A może mogłaby być? - przechylił na bok głowę - skoro ja idę z narzeczoną, to może mogłaby się wprosić? - zerknął na Pilar. Lopez wzruszył ramionami.
- Przedstawiłeś ją jako narzeczoną? - zapytał i się skrzywił - trzeba było powiedzieć, że to jakaś dupa do ruchania - rzucił.
- Sam jesteś kurwa dupa do ruchania - Madox prychnął i przysunął sobie stołek, żeby na nim usiąść i sięgnąć jeszcze do tych resztek - on nawijał cały czas o Aurze, że to takie kochane dziecko, taki dumny, to co mu miałem powiedzieć? Że przyjdę z dupą do ruchania? To powiedziałem, że przyjdę z narzeczoną, z która też chcemy mieć dziecko, proste - no dla Madox to były proste rzeczy, jak ktoś gada o dzieciach, to trzeba podzielać jego entuzjazm. Co prawda co do wizyty w klubie z panienkami, tak, żeby narzeczona nie wiedziała, też podzielał, ale to postanowił przemilczeć.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przeszkadzał im. Kurewsko im przeszkadzał, bo to, o czym Pilar chciała z nim porozmawiać również było ważne i po części a nawet bardzo związane z dzisiejszym dniem i tym, co miało się stać na imprezie Aury. Tylko nie mogła, bo przyszedł Lopez, a akurat przy nim nie miała zamiaru mówić absolutnie nic.
Nie ufała mu. Może i Esmeralda miała szczera zamiary, może kochała Madoxa całym matczynym sercem, ale on nie. Jemu zależało tylko i wyłącznie niej i chociaż Pilar była w stanie to zrozumieć — sama przecież miała tak samo względem Noriegi — tak czuła podskórnie, że Lopez po trupach do celu zrobiłby wszystko, żeby mogli uciec. Nawet kosztem jej i Madoxa. Dlatego właśnie Stewart uważała, że nie można podawać mu za dużo szczegółów.
I chyba tego samego zdania był Madox, bo zamiast rozmawiać przy nich, wyszedł na taras. Pilar odprowadziła go wzrokiem aż na sam trawnik, a kiedy dźwięk przestał do nich dochodzić, wbiła spojrzenie w talerz. Lopez był ostatnią osobą, z która chciała rozmawiać. Tak szczerze, to miała nadzieje, że on po prostu sobie pójdzie. W końcu przekazał im co trzeba, to mógł wypierdalać? Ano nie mógł, bo zamiast skierować się do drzwi, on usiadł sobie na wygrzanym przez Madoxa krześle i zaczął zajadać się ich kanapkami.
Esme cię nie karmi? — spytała w końcu, unosząc brew ku górze. Zajadał się tak, jakby nic nie jadł przez dobry tydzień, a przecież Esmeralda robiła przepyszne jedzenie. Aż Pilar przez moment pożałowała, że finalnie nie nauczyła jej robić tych Buñuelos, które Madox tak bardzo lubił.
Karmi, ale to też jest dobre — oznajmił, wciskając do ust po trzy plasterki sera na raz. Stewart tylko zamrugała kilkakrotnie, zastanawiając się, czy człowiek mógł się faktycznie zachwycić kawałkiem chleba połączonego z serem i kilkoma warzywami. — Ale wiesz co by było do tego jeszcze lepsze?
— Brak twojej obecności w tym domu? — uśmiechnęła się do niego sztuczno.
Nie — Lopez oczywiście nic sobie nie zrobił z jej uwagi i jedynie podniósł na nią spojrzenie ciemnych oczu. — Jajko! — oznajmił i już zaczął wstawać. Dokładnie w tym samym momencie co Pilar, żeby jakoś go zatrzymać.
Nie ma jajek — oznajmiła, układając rękę na jego ramieniu i sadzając go z powrotem przy stole.
Jak to nie ma? Przecież było ich z dwadzieścia jeszcze wcz…
Zjedliśmy.
Wszystkie?
Wszystkie. Co do jednego — machnęła ręką w stronę lodówki. — Madox to nawet do sklepu po kolejne dziesięć jechał, tak nam kurwa smakowały — szyła jak mogła, byle nie przyznawać się do tego, że oni im tą wielką teflonową patelnię całą doszczętnie spalili. Lopezowi chyba nie chciało się z nią więcej dyskutować, bo zaraz odpuścił i zabrał się za jedzenie.
A Madox ciągle rozmawiał. Łaził po trawie i wymachiwał rękami, a najgorsze było to, że wcale nie wyglądał, jakby miał szybko kończyć. No więc co zrobiła Pilar?
Idę na kibel — oznajmiła i chuj, że zamiast pójść do łazienki, poszła do sypialni i przesiedziała dwadzieścia minut na telefonie. Przynajmniej nie musiała rozmawiać z Lopezem. Wróciła dopiero, kiedy usłyszała, że drzwi od tarasu się otwierają. Lopez oczywiście wciąż tam był. Pilar stanęła przy stole, opierając ręce na biodrach i wbiła spojrzenie w Noriedze.
To nie może być tak trudne — wzruszyła ramionami na pytanie o golfa. — Uderzasz kijem o kulkę tak, żeby trafić do dziury — co w tym mogło być trudnego? Przynajmniej według Stewart. To już z pewnością cięcie cebuli zaliczało się do tego o wiele trudniejszego.
Przewróciła oczami, kiedy zaczęli rozmawiać o tym, że może dobrym wyjściem byłoby wziąć Esmeraldę. Pilar osobiście uważała to za wyjątkowo chujowy pomysł. Wystarczyła jedna wpadka, cokolwiek, co by wydało, że ona i Madox się znają, żeby wszystko poszło się jebać. Nic jednak nie powiedziała. Jedynie zaczęła zgarniać puste talerze ze stołu i zanosić na blat tuż przy zlewie. Zgarnęła do ust ostatki papryki po drodze i prawie się nią zadławiła, kiedy Noriega oznajmił, że Pilar nie tylko była jego narzeczoną ale i przyszłą matką, bo tak intensywnie starają się o dziecko.
Wspaniale — skwitowała, wrzucając talerz do zlewu. Chociaż zawsze to lepsze niż udawanie dupy do ruchania, którą taki gangus jak Pablo jeszcze poczułby się na chęci wyruchania i dopiero mogło zrobić się nieprzyjemnie. Wróciła do stolika i spojrzała na Lopeza. — Czegoś jeszcze potrzebujesz? — rzuciła niewzruszona. — Bo jak nie, to możesz już sobie iść, bo musimy się przygotować do wyjścia — nie chciała go tutaj. Drażnił ją. Poza tym, skoro do godziny mieli być na polu golfowym, to musieli się odpowiednio odstrzelić. W końcu ludzie w takich miejscach raczej nie chodzili ubrani jak na co dzień tylko jakieś białe sukienki i koszule. Ciekawe czy powinna ubrać kapelusz?
Albo wiecie co, to wy się bawcie, a ja idę się ogarnąć — skwitowała, po czym zgarnęła ze stołu telefon i oddaliła się do łazienki. Po dziurki w nosie już miała tych naciąganych dyskusji i ciągłego przekminiania, szczególnie że ich wizja na ten dzień nieco różniła się od tej Lopeza.
Umyła się, ułożyła włosy, nawet wygrzebała z szuflady jakieś kosmetyki należące do Emse i pierwszy raz na tych wakacjach zrobiła na twarzy odpowiedni makijaż. Lubiła chodzić bez, ale nie miała też problemu, jeśli sytuacja tego wymagała.
Po kilkunastu minutach była już w sypialni przy szafie, grzebiąc w ciuchach. Dobrze, że wcześniej sprawdziła w necie, co się nosi na takim boisku do golfa i o dziwo Esmeralda miała nawet na stanie krótką biało-błękitną spódniczkę, do tego jakąś droga wyglądająca bluzka na ramiączkach pod kolor i prosze bardzo: Stewart gotowa na golfa. I taka właśnie gotowa wyszła po jakimś czasie z pokoju. Całe szczęście Lopeza już nie było.
I jak? — spytała z uśmiechem i nawet przybrała jakąś pseudo golfiarską pozę, jakby faktycznie się na tym znała, chociaż tak naprawdę widziała tylko kilka fotek w necie. Podeszła bliżej Noriegi i spojrzała w jego ciemne, czekoladowe oczy. — Rozmawiałeś może już z policją? Dzwoniłeś do Montoyi?

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”