Spotkanie z Lakefield miało potoczyć się w zupełnie innym kierunku. W żadnym momencie nie planował powielania zawstydzającego scenariusza; przekonania, że bycie swoim eks wystarczy, by dobrać się do majtek drugiego. Czy to przez wzgląd na sentyment, czy jakieś żałosne, złudne przeświadczenie o drugich szansach. Nie należał do ludzi, którzy wracają do przeszłości z nadzieją, że znajdą tam coś więcej niż kurz i kilka źle podjętych decyzji. A jednak siedział tu z nią. I zamiast analizować własne błędy, z coraz większą łatwością je powielał.
— Nie sądzę, by było, czym się przejmować. Jeśli zajdzie taka potrzeba, spokojnie omówimy je ponownie. Choć przyznaję, że zamiast ciągłego planowania, lubię po prostu zacząć działać. — Brzmiało to rozsądnie, może nawet dojrzale, gdyby pominąć fakt, że mówił to, mając jej dłonie pod własną koszulką i usta wciąż ciepłe od pocałunku, który nie miał nic wspólnego z rozsądkiem. Zabawne, jak szybko teoria przegrywała z praktyką. Jak łatwo było mówić o granicach, dopóki nikt ich nie sprawdzał. Nie odsunął się, tylko pozwolił, by ta chwila jeszcze chwilę potrwała, jakby chciał sprawdzić, gdzie dokładnie leży punkt, w którym powinien się zatrzymać… i czy tym razem w ogóle ma na to ochotę.
Uśmiechnął się lekko, bardziej do siebie niż do niej, dobrze wiedząc, że żadne z nich nie zamierzało się już wycofać. To nie była kwestia impulsu, ani alkoholu, a raczej decyzji, którą oboje podjęli znacznie wcześniej. Nachylił się ponownie, tym razem nie zostawiając przestrzeni na dalsze rozważania. Jeśli coś miało się wydarzyć, nie potrzebowało już kolejnych analiz.
W łazience pozwolił jej się odsunąć tylko na tyle, by mogła się rozebrać, nie spuszczając z niej wzroku ani na moment. Kolejne warstwy znikały z ciała powoli, a on chłonął każdy ruch z uwagą, która nie miała już nic wspólnego z cierpliwością. ”W każdej możliwej”, cisnęło się na usta napędzane pożądaniem, ale powstrzymał słowa, pozwalając, by odpowiedź została wyłącznie w jego głowie. Może dlatego, że z każdą kolejną sekundą coraz mniej miał do powiedzenia, a coraz więcej do poczucia. Przesunął spojrzeniem po jej twarzy, zatrzymując się na ustach, które jeszcze chwilę temu smakowały znajomo i obco jednocześnie. To dobrze, czy źle, że pamięć zdawała się nie nadążać za rzeczywistością?
— Oj tak, bardzo chcę patrzeć w twoje oczy — pokiwał wolno głową, a wzrok zatrzymał się nie tyle na jej uporczywym spojrzeniu, a na ustach, obejmujących jego męskość, tym samym odbierając mu resztki kontroli. Ciało zareagowało natychmiast, jakby nie potrzebowało zgody ani dalszych instrukcji. Fala przyjemności rozlała się po nim szybko i bez ostrzeżenia, zmuszając do głębszego oddechu, który rozbił się o szum spadającej z góry wody. Kontakt wzrokowy prędko stał się niezwykle trudny, nie dlatego, że nie chciał, a przez ciało, które zaczynało wygrywać z deklaracjami. Mięśnie napinały się pod wpływem bodźców, dłonie odruchowo przesunęły się po jej ramionach, niżej, aż po plecy, jakby szukał czegoś stałego, punktu zaczepienia, który pozwoli mu utrzymać się jeszcze przez moment na powierzchni. Płonął z pożądania. I to nie było już to lekkie, kontrolowane napięcie z kuchni, a coś znacznie cięższego, bezpośredniego, coś, co odbierało przestrzeń na analizę i zmuszało do działania zamiast myślenia.
— Mara… — jej imię zabrzmiało niżej, chropowato, jakby wydobyte gdzieś spomiędzy zaciśniętych zębów. Przez ułamek sekundy spróbował wrócić do tej gry, do tej kontroli, o której tak swobodnie rozmawiali jeszcze chwilę temu, do tego, kto tu właściwie prowadzi, ale kiedy przesunął spojrzeniem w dół, a potem z powrotem na jej twarz, przyłapał się na świadomości, że to nie on nadawał tempo. Wplótł dłoń w gęstwinę rudych włosów, szukając równowagi między oddaniem a potrzebą przejęcia choć fragmentu inicjatywy. — Nie jestem pewien, czy to wciąż jest uczciwa gra — dodał ciszej, z cieniem rozbawienia, które mieszało się z czymś znacznie mniej kontrolowanym. Bo jeśli to była gra, to właśnie zaczynał ją przegrywać. Tylko czy powinien to traktować w kategorii porażki?
Już po krótkiej chwili dłoń w jej włosach zacisnęła się mocniej, by ją zatrzymać. Krótki, urwany oddech wyrwał się z męskich ust, zanim cofnął się o pół kroku, zmuszając ją, by spojrzała na niego z dołu.
— Wystarczy — powiedział ciszej tonem, niepozostawiającym miejsca na negocjacje. Napięcie zmieniło kierunek, gdy nie czekał, aż sama wstanie, tylko ujął ją pod ramiona i pociągnął w górę płynnym, zdecydowanym ruchem, jakby nie chciał tracić ani sekundy więcej na półśrodki. Przestał też zwracać uwagę na spływającą po ich ciałach wodę, bo teraz liczyła się tylko Mara i to, jak reagowała. Stanowczo przycisnął ją do szklanej ścianki, jedną dłonią odnalazł jej biodro, drugą oparł wyżej, stabilizując ją przy sobie. Zatrzymał się jeszcze, sięgając wzrokiem jej oczu, tym nie uciekając już ani na cal. — Teraz mogę patrzeć. — Kolejne słowa z pytaniem o przyzwolenie były zbędne. Odpowiedź znajdował w napięciu jej ciała, w oddechu i toni oczu. Nachylił się, muskając ustami jej szyję, zanim przesunął się wyżej, zatrzymując na wargach. Napięcia między nimi nie trzeba już było dalej budować, a zwyczajnie wykorzystać, więc wszedł w nią bez pośpiechu, a ułożona na jej biodrze dłoń zacisnęła się mocniej, przyciągając ją bliżej, jakby sprawdzał, czy nadal pasują do siebie tak samo jak kiedyś. Wpatrywał się w nią uparcie, kiedy rytm zaczął się ustalać, a oddech przyspieszać, męska dłoń przesunęła się wyżej, pewniej niż kiedyś, odnajdując znajome miejsca bez wahania, jak i bez tej młodzieńczej niepewności.