ODPOWIEDZ
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you said my grip is slipping
but how can i lose something that was never mine?
outfit
Potrzebowała tego.
Głośnej muzyki rozgrzewającej jej zlodowaciałe Kanadyjską zimą serce. Parnego powietrza klubu, mieszanki perfum, tytoniowego dymu i zapachu słodkich drinków. Rytmu, który brał jej ciało we władanie gdy tylko czyjaś dłoń zaciągała ją na parkiet. Procentów rozrzedzających jej krew, rozluźniających wiecznie spięte mięśnie, o których na co dzień starała się zapomnieć.
Poczucia, że jest czymś więcej niż dobrze zoptymalizowaną maszyną, wypełniającą kolejne zadania od pobudki o szóstej rano aż po jałowe próby zaznania odpoczynku o dziesiątej wieczorem.
Gdyby któraś z jej koleżanek wiedziała, że w jedną z takich bezsennych nocy udała się do klubu s a m a, prawdopodobnie musiałaby zniknąć z powierzchni globu by uniknąć czekającego na nią kazania. Oczywiście, Santorini wiedziała o bezpieczeństwie - ba! Prawdopodobnie znała wszystkie zasady lepiej niż ktokolwiek inny, kogo znała. W końcu czy któraś z nich wracając wieczorami do mieszkania wykonywała trzy skręty w prawo, a pod nieznośnie gorącą poduszką w łóżku trzymała schowany nóż?
Właśnie.
Ale w klubie nie dostrzegała zagrożenia, a przynajmniej nie takiego, którego nie byłaby w stanie uniknąć. W swojej niezachwianej pewności siebie, wierzyła, że porusza się po znajomym terenie, że w miejscach takich jak to, to do niej należała w ł a d z a. Akceptowała kolejnych partnerów do tańca, widząc ich rozmarzone spojrzenia. Przyjmowała zamawiane przez nich drinki, lubiąc być rozpieszczaną - ba! Oczekując tego, w końcu tak skonstruowany był świat, w którym żyła.
Nie spostrzegła, jak szczegóły klubu zaczęły się zacierać. Jak mężczyzna, z którym rozmawiała, wcale nie pragnął już tańczyć - zamiast tego trzymał ją przy stoliku, wypytując o rzeczy, które przecież nie mogły go interesować.
Nie zauważyła nawet tej wrzawy.
Subtelnego momentu, w którym krzyk pierwszej osoby przedarł się przez głośną muzykę. Gdy jak lawina, tłum rozstąpił się, ruszył do wyjść, jak robaki, na które padło światło łazienki w środku nocy.
- Muszę się napić - zadecydowała, wstając gwałtownie od stolika jednej z loży, wykorzystując fakt tego, że mężczyzna akurat szukał źródła zamieszania.
Tłum klubu ją pochłonął. Zorientowała się, że straciła poczucie czasu, przeciskając się między ludźmi, szepczącymi między sobą w napięciu - czy też krzycząc, by przedrzeć się przez muzykę? Czas i przestrzeń zlały się ze sobą gdy desperacko poszukiwała baru, ukojenia dla swojego rosnącego pragnienia, nie rozumiejąc, jak nagle w tym miejscu znalazło się tak wiele ludzi.
A później było w nim ich tak mało - wtedy, gdy fala wznowiła swoją ewakuację, wypychając ją na pusty parkiet.
Jeśli w klubie pojawili się mundurowi, nawet tego nie zauważyła. Z początku nie zauważyła nawet ciała i dopiero gdy zatrzymała się w miejscu, skupiając spojrzenie na nieregularnej plamie na ziemi, dotarło do niej to, na co patrzy.
W powietrzu wyczuła zapach kwiatów rosnących w ich ogrodzie, w posiadłości na obrzeżach Mediolanu. Słodki, mocniej wyczuwalny nocą, gdy pęki otwierały się pod wpływem mroku - sączył się przez uchylone okna ich salonu. Wpuszczał do środka księżycową poświatę, rzucając blask na wykrzywione ciało leżące na ich drogim, perskim dywanie.
Mrugnęła, a powierzchnia dywanu zniknęła, zastąpiona błyszczącym parkietem. Bezwiednie ruszyła do przodu, pragnąc, by ta fatamorgana powróciła, by zabrała ją do d o m u .
- Co mu się stało? - rzuciła cicho, do stojącej obok kobiety, koło której przystanęła, oplatając się ramionami.

zaylee miller
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

047.
Było wiele rzeczy, których nie lubiła, ale nocne wezwania zajmowały w tej niechlubnej hierarchii miejsce szczególne. Pracowała w tym zawodzie od prawie dekady, a mimo to nigdy nie przyzwyczaiła się do sytuacji, w których nagle musiała wyrwać się z ciepłej pościeli i niedokończonych snów. Po odebranym telefonie jeszcze przez chwilę leżała w objęciach narzeczonej, czując, jak sen powoli odpuszcza. W końcu niechętnie zwlekała się z łóżka, zarzuciła na siebie cokolwiek, co było pod ręką, zaparzyła mocną kawę i ruszyła na miejsce zdarzenia. Zimą sytacja była jeszcze trudniejsza, bo minusowe temperatury zmuszały ją do zeskrobywania lodu z szyb i do przeklinania auta, które jak zwykle odpalało dopiero za którymś razem.
Tym razem sprawa dotyczyła nieoczekiwanego zgonu w klubie. Miller znała te numery na pamięć — banda nieokiełznanych małolatów, która wpadła w szał alkoholu i narkotyków aż do nieprzyjemnego finału. Mogła powiedzieć, że been there, done that, ale nie, nie była taka. Całą młodość poświęciła nauce, by móc potem sekcjonować takie przypadki. Nie były to jej ulubione autopsje, ale zawsze wolała je od topielców czy nieletnich denatów, którzy stawali się ofiarami patologicznych rodzin.
Do The Shop dotarła jako ostatnia. W klubie panował rozgardiasz. Ochroniarze wyprowadzali imprezowiczów na zewnątrz, a funkcjonariusze policji próbowali przesłuchać świadków, którzy mogli coś wiedzieć o leżącym na parkiecie mężczyźnie. Weszła na parkiet, zaciskając palce na neseserze. W powietrzu unosił się zapach dymu papierosowego, potu i rozlanych drinków. Przecisnęła się przez tłum pijanych gapiów, którzy wciąż próbowali zachować resztki humoru. Ktoś żartował, że gość pewnie symuluje, ktoś inny odpowiedział głupkowatym rechotem.
W końcu dotarła do ciała. Mężczyzna leżał na wznak z wyrzuconymi do nad głową rękami. Miller przyglądała się przez chwilę, robiąc mentalny obraz miejsca zdarzenia i notując pierwsze szczegóły, chociaż tak naprawdę dopiero w prosektorium będzie mogła naprawdę zacząć swoją pracę.
Cichy, kobiecy głos sprawił, że odwróciła głowę; młoda dziewczyna stała obok ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami.
Właśnie próbuję to ustalić — oznajmiła i korzystając z jej obecności, postanowiła zadać jej kilka pytań. — Znasz go? — wskazała podbródkiem na denata. — Widziałaś coś podejrzanego? — zagadnęła, wyciągając ze skórzanej walizki parę lateksowych rękawiczek, które od razu naciągnęła na dłonie.
Przykucnęła nad zwłokami i w pierwszej kolejności dokładnie obejrzała głowę mężczyzny. Nie wyczuła pod palcami żadnych śladów, które świadczyłyby o tym, że mężczyzna dostał w głowę czymś ciężkim. Nie było też krwi ani niczego innego, co wskazywałoby na bójkę. Nie mogła wykluczyć obrażeń wewnętrznych, ale jeśli takowe istniały, odkryje je dopiero na stole sekcyjnym.

Elena Santorini
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skłamałaby mówiąc, że i dla niej tego typu środowiska były nieznajome.
To znaczy, oficjalnie jej młodość nie oferowała tego typu rozrywek. Jej rodzina posiadała bardzo określoną listę akceptowalnych i nieakceptowalnych zajęć, którymi ludzie ich statusu mogli zajmować się w wolnym czasie. Biorąc to pod uwagę, jak i fakt, że między nauką a baletem Santorini nie cierpiała na nadwyżkę ów wolnego czasu, łatwo byłoby założyć, że i ona nie zdążyła wyszaleć się w młodości i być może odbijała to sobie teraz.
Prawda jednak była taka, że jeśli było coś, co nieświadomie wpojono jej od małego, było to zręczne kłamstwo.
Jej ojca często nie było, matka miała własne zajęcia. Spektakle i próby ciągnęły się niekiedy aż do nocy, często wiążąc z uczczeniem występu w swoim własnym gronie. Alkohol i imprezowanie było akceptowalne dla Santorinich tak długo, jak mogło przynieść jakieś biznesowe czy networkingowe korzyści, toteż nigdy nie sprawdzano jej oddechu czy komentowano jej bardziej odstrzelonych kreacji. Kłamstwo może było zbyt mocnym słowem, gdy Elena nauczyła się zgrabnie manewrować niedomówieniami tak, by wymykać się w stronę Włoskiego, nocnego życia i nie wyprowadzała swojej rodziny z błędu gdy tkwili w przekonaniu, że wszystkie jej przyjęcia tkwiły w teatrze.
Nigdy jednak nie była na takim przyjęciu.
Tego typu wypadki miały przecież miejsca za kulisami, a nie tutaj, na środku, gdzie wszyscy mogli je dostrzec.
Słowa drugiej kobiety dotarły do niej jak przez mgłę. Z trudem odwróciła wzrok od leżącego na środku denata, przyglądając się towarzyszce niedoli, którą sobie znalazła. Była ładna, pewnie i ona przyszła do klubu potańczyć. Nie rozumiała tylko, dlaczego w dłoni trzymała jakieś papiery - choć czy to nie było seksistowskie ze strony Eleny? Mężczyźni, biznesmeni, przecież często przyjeżdżali do klubów prosto ze swoich biur, ona również mogła świeżo wyjść z pracy potańczyć. Elena bardzo starała się nie myśleć w seksistowski sposób.
- A czemu miałabym go znać? - odpowiedziała trzeźwo - w swoim mniemaniu - a na jej czole pojawiła się brzydka zmarszczka zamyślenia. Niepotrzebna, w dodatku, ponieważ z jakiegoś powodu myślenie sprawiało jej teraz okropny kłopot. Było tu zbyt gorąco, a jej za bardzo chciało się pić.
A jednak zamiast odwrócić się, zamiast znaleźć sobie jakiś napój, może z o r i e n t o w a ć się w tym, co się dzieje, Santorini nie była w stanie oderwać wzroku. Ba! Za jej spojrzeniem podążyły nogi, gdy towarzysząca jej kobieta ruszyła w stronę denata.
Bez zawahania, brunetka ruszyła za nią i, jak ona, kucnęła obok.
- Ty powinnaś go dotykać w ogóle? - spytała, nie kwestionując rękawiczek, bo w jej głowie zabrakło na to przestrzeni. - Musimy się pozbyć ciała zanim policja przyjedzie.


zaylee miller
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Próbowała skupić się na tym, w czym była najlepsza, chociaż potrafiła też nieźle tańczyć. Może gdyby była kilka lat młodsza, nie była zaręczona i nie starała się o adopcję dziecka, pewnie z przyjemnością przyszłaby do klubu, żeby się pobujać. I gdyby akurat nie musiała być w pracy. Albo na konferencji. Albo nie wypadło jej pierdyliard innych rzeczy.
Wstępnie oceniła otoczenie Zwróciła uwagę na pozycję ciała, ślady ingerencji osób trzecich, rozlane napoje, rozbite szkło, a nawet elementy nagłośnienia i oświetlenia, które mogły mieć znaczenie. W międzyczasie rozstawiała ochronę po kątach, żeby zminimalizować zadeptanie śladów we wciąż zatłoczonym lokalu. Następnie sprawdziła u denata brak reakcji na bodźce, oddechu i podstawowych oznak życia. I właśnie zaczynała notować stan odzieży i rzeczy osobistych bez zmiany ich otoczenia, kiedy kucająca obok kobieta w końcu raczyła odpowiedzieć na zadane pytania.
Pytam, bo może bawiliście się razem. Albo może kojarzysz go z widzenia — wyjaśniła, jednak kolejna sugestia sprawiła, że Zaylee uniosła wysoko brwi. Darowała sobie chwilowo sprawdzenie sprawdzenie źrenic u denata i przechyliła głowę, wlepiając oczy w obręb twarzy kobiety.
Pewnie nie zwróciłaby uwagi, żeby była wystrzelona w kosmos, gdyby nie nagła chęć pozbycia się ciała. Miller zacisnęła usta w wąską linię, chociaż nie wiedziała, czy zrobiła to po to, żeby zachować powagę, czy żeby nie rzucić fałszywych oskarżeń.
Chcesz pozbyć się ciała? — powtórzyła po niej ostrożnie, uważnie przyglądając się jej reakcjom. — Ale po co? — zapytała, sporządzając krótkie notatki, które będzie mogła potem przekazać policji. Bo policja już tu była, co ewidentnie musiało umknąć kobiecie. — Powiedzieć ci coś w sekrecie? Nie możemy się go pozbyć, dopóki nie wydam zgodny na transport do prosektorium — dodała konspiracyjnym tonem, nachylając się w kierunku. — Więc zastanów się dobrze, zanim odpowiesz. Czy chcesz pozbyć się ciała, czy może jednak zaczniemy od początku i opowiesz mi, co tak naprawdę się tutaj wydarzyło? — posłała jej lekki, zachęcający uśmiech.
Miller nie miała podstaw, żeby sądzić, żeby to kobieta stała za śmiercią tego człowieka. Poza tym to nie była jej działka, nie była policjantką. Ale ta wcale nie musiała jeszcze o tym wiedzieć. Właściwie nie powinno jej tutaj być, ale teraz, jakby nie patrzeć, na razie była jedynym świadkiem zdarzenia, bo innych klubowiczów zaczęto wyprowadzać na zewnątrz. A może nieświadomie stała się również podejrzaną. Zaylee na razie robiła swoje, przynajmniej do momentu przyjazdu śledczych, co nie przeszkadzało jej w wyciągnięciu od kobiety jakichś informacji. O ile jakieś miała. I o ile będzie skłonna do współpracy.

Elena Santorini
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santorini była bardzo zdolną kobietą.
Nie potrafiła co prawda jeździć na rowerze ani rozliczać własnych podatków, w kuchni równie dobrze mogła być nowym imieniem dla kolejnego huraganu a kawa z jej ekspresu smakowała jak rozpuszczalnik, ale posiadała wiele innych, może mniej praktycznych talentów. W teatrze błyszczała w świetle scenicznych lamp, w kręgach towarzyskich przykuwała uwagę. W konwersacjach zawsze wiedziała, kiedy coś powiedzieć, a kiedy coś przemilczeć. Nie musiała znać tematów rozmowy by móc ją prowadzić, stając się świetnym słuchaczem, jeśli tego chciała.
Nie wszystkie te rzeczy przydawały jej się w tym nowym życiu, które wiodła w Toronto. Wszystkie jednak dopełniały ten obraz Santorini, który miała o sobie samej w głowie. Sprawiały, że czuła się kompetentną osobą, która poradzi sobie niezależnie od tego, co życie rzuci w jej stronę - w ten czy inny sposób.
Jej największy talent leżał jednak gdzieś indziej - poznany w innym miejscu, w innym czasie.
Ten talent, dzięki któremu jej umysł nie strzaskał się na tysiące kawałków, dzięki któremu jej serce nie wykrwawiło się lata temu. Ten, który zapewnił jej przetrwanie i uchronił ją od szaleństwa.
Potrafiła nie widzieć, nie słyszeć, Elena Santorini potrafiła nie myśleć.
- Nigdy w życiu nie bawiłabym się z taką osobą - odrzuciła od razu, z nutą trzeźwości w głosie, której źródło leżało gdzieś u podstawy zbyt wygórowanego ego. Krytycznym wzrokiem przesunęła się po sylwetce i ciele denata. Tak, zdecydowanie nie był w jej typie.
Potrzebowała tego talentu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej - teraz, gdy tkwiło przed nią leżące na ziemi ciało. Środek odurzający płynący w jej żyłach stępiał go, zniekształcał. Cofał ją do przeszłości, do pierwszych kropel krwi dostrzeżonych na dywanie, do ostrych słów ojca nakazujących jej powrót do swojego pokoju.
Całe swoje życie nie widziała, nie słyszała, nie myślała. Nawet teraz, w Toronto, jej umysł nie cofał się wstecz, do miejsc, w których nie powinien przebywać. Ale teraz, gdy jej zmysły były otępione czymś zupełnie innym, mózg zaczął działać na wyższych obrotach, przypominając sobie wszystkie słowa wybrzmiewające wewnątrz ich posiadłości o cienkich ścianach.
- Jak to po co? Ciało to problem, nie mogą go z nami powiązać - odparła niemal ze złością, nie wiedząc, dlaczego kobieta zadaje jej tak głupie pytania. Gdyby mogła, sama pozbyłaby się denata - ale Santorini ledwie dopuszczała do siebie pewne myśli i nigdy nie przekłułaby ich w czyn. - Aha. Okej.
Nie znała szczegółów. Z reguły ciała pojawiały się i znikały, nigdy nie miała do czynienia z ludźmi od znikania. Przytaknęła więc, kompletnie nieświadoma podejrzeń rosnących w umyśle drugiej kobiety. Ruch głową wystarczył, by zachwiała się, nieomal spadając prosto w zaschniętą plamę na ziemi - plamę po rozlanym drinku, ale w zamglonym wzroku Santorini przekształciła się w brąz zaschniętej krwi. Haustem wciągnęła powietrze do płuc w nagłym przypływie paniki.
- Skąd mam to wiedzieć? - zaprotestowała, ledwie trzymając się na nogach - gdyby nakazano jej wstać z kucków, prawdopodobnie miałaby z tym problem - Był tu już, kiedy podeszłam. Teraz wszyscy będziemy mieli problem, jeśli nie pozbędziemy się ciała!

zaylee miller
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc jej stwierdzenie, przesunęła wzrokiem po martwym mężczyźnie. Wyglądał całkiem zwyczajnie. Oprócz tego, że był martwy, a to jednak dość istotny szczegół. Jego ubiór, czarny t-shirt i znoszone dżinsy, ani rysy twarzy nie wskazywały na to, żeby był kimś szczególnie charakterystycznym. Nie sprawiał wrażenia ani śmiertelnie nudnego urzędnika, ani podejrzanego typa spod ciemnej gwiazdy. Ot, zwykły facet, jakich mijają setki każdego dnia na ulicy. Najwyraźniej kobieta miała własne kryteria doboru towarzystwa.
Dlaczego nie? — dopytała i odciągnęła ostrożnie materiał koszulki denata. Szukała śladów obrażeń — siniaków, rozcięć, czegokolwiek, co mogłoby sugerować pobicie albo szarpaninę. Na pierwszy rzut oka jednak nie dostrzegła nic niepokojącego. Żadnej krwi i żadnych wyraźnych śladów przemocy.
Zaylee zmarszczyła brwi. To wcale nie ułatwiało sprawy. Jeśli nie został pobity, jeśli nie wdał się w bójkę, to powodem mogło być przedawkowanie substancji psychoaktywnych. Albo alkoholu. Albo atak serca. Albo nawet pęknięty tętniak podpajęczynówkowy. Tak, tego również nie mogła wykluczyć bez szczegółowej sekcji zwłok.
Przeniosła spojrzenie na jego twarz. Powieki miał lekko rozchylone, a na ustach zastygł ledwie zauważalny grymas, który mógł być zarówno cieniem uśmiechu, jak i bólu. Właściwie trudno określić.
Posłuchaj — zaczęła spokojnie, odwracając się w stronę kobiety. — Nikt nie będzie miał żadnych problemów — zapewniła miękko, unosząc nieznacznie dłoń w uspokajającym geście.
Chciała dodać, że wszyscy ci ludzie wokół to funkcjonariusze, że są tu tylko po to, żeby ustalić, co się właściwie wydarzyło. Że nikt nie zamierza jej skrzywdzić ani o nic oskarżać. Dostrzegając jednak jej rozbiegane spojrzenie i nienaturalnie rozszerzone źrenice, na razie zrezygnowała z uraczenia ją takimi informacjami. Jeśli do tej pory nie zauważyła odznak ani mundurów, sama musiała być pod wpływem jakichś środków. Albo w głębokim szoku? Nie, to nie to.
Każde słowo musiało być odpowiednio wyważone. Zbyt stanowczy ton mógł ją spłoszyć, a przecież nie chciała stracić z nią kontaktu.
Jak masz na imię? I w jaki sposób chcesz się pozbyć ciała? — Miller uśmiechnęła się lekko. Trochę wymuszenie, ale jakoś nie miała ochoty skakać z radości pod sufit. Jej praca nie należała raczej do tych wesołych. Czy powinna podpowiedzieć o kwasie karbolowym? Fenol był niesamowicie żrący, mógłby pomóc rozpuścić zwłoki.
Starała się zachowywać neutralnie, mając świadomość, że kobieta mogła być cennym świadkiem zdarzenia. Jedyną osobą, która widziała coś istotnego. Równie dobrze mogła okazać się całkowicie bezużyteczna. Mogła być zamroczona, zdezorientowana, a pamięcią mieć podziurawioną jak sito. Czas miał to zweryfikować. Zważywszy na to, jak się zachowywała, chyba nie będzie z niej tutaj żadnego pożytku.

Elena Santorini
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
part me from my heart, my fate is sealed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coraz bardziej miała wrażenie, że ładna brunetka była co najmniej podejrzana.
No bo, dlaczego zadawała jej tyle pytań? Leżące na ziemi trupy to nie było coś, o czym się rozmawiało - wręcz przeciwnie! Tworzyli wokół siebie osobliwą aurę ciszy, rozlewającą się po wszystkich pomieszczeniach ich rezydencji niczym preludium do uroczystości pogrzebowej, której nigdy nie mieli otrzymać. Im dłużej tkwiła w tym miejscu, tym w większy dyskomfort wpadała. Dlaczego ciągnęła ją za język?
W zasadzie im dłużej tu tkwiła, tym do istotniejszych wniosków zaczynała dochodzić. Na przykład wciąż straszliwie chciało jej się pić, a gdy rozejrzała się wokół, nie dostrzegła żadnej kolejki w barze. Mogła bez przeszkód wstać i znaleźć dla siebie coś do ugaszenia pragnienia, ale z kolei gdy usiłowała poruszyć nogami, te okazały się niewyobrażalnie ciężkie.Ołowiane kończyny przykuły ją do miejsca, w którym tkwiła - tuż obok podejrzanej brunetki, tuż obok martwego mężczyzny, którego widziała pierwszy raz w życiu.
A może drugi? Czy nie prosił jej wcześniej do tańca?
Jak przez mgłę wspominała ostatnie wydarzenia, zaskoczona oparami, których nie było wcześniej. Zdecydowanie zbyt wiele wypiła, lecz nie uświadczyła spodziewanej fali wstydu, która zwykle podążyłaby za takim spostrzeżeniem. Nieelegancko było zbyt wiele pić, wiedziała to przecież. Ale jakoś było jej w tej chwili wszystko jedno.
- Był okropny. Strasznie spocony i czerwony na twarzy - wyrzuciła na wydechu, wyzwalając się od tej prawdy, która dotarła do niej wraz z olśnieniem. Obróciła głowę w kierunku kobiety, zauważając, że ta przygląda jej się z zainteresowaniem. Elenie niemal to pochlebiało, ale przypomniała sobie, że przecież była podejrzana, więc powinno ją to niepokoić. - Myślisz, że umarł, bo nie chciałam z nim zatańczyć?
Nie powinno jej tu być.
Panika leniwie przedzierała się przez jej myśli jak przez gęstą smołę, choć zwykle jej pojawienie się przypominało trzask bicza. Znajome uczucie podjeżdżało jej do gardła, dławiąc, dusząc, gdy kolejne pytanie brunetki przedarło się do jej świadomości przez ściszoną muzykę.
Kto ściszył muzykę?
- Nie mogę - sapnęła, dostrzegając, że i jej dłonie teraz były spocone. Czuła pot, własny pot, kroplę spływającą po jej skroni, wilgoć na skórze, która powinna być sucha. Czy to był znak? Czy była czerwona na twarzy? Czy miała umrzeć niedługo? - Jeśli dowiedzą się, jak się nazywam, to ja będę następna.
Poderwała się do góry, zrywając swoje ołowiane kajdany - świat okazał się chwiejny, parkiet nierówny. Rozlany alkohol przypominał plamy krwi w czerwony, neonowym oświetleniu. Sylwetki otaczających ją ludzi stały się rozmazane, ciemne. W cieniach dostrzegała znajome spojrzenia.
- Muszę iść - przeprosiła kobietę, odwracając się, chwiejnym krokiem ruszając w stronę, w której dostrzegała swoje wyjście.
Nie mogła być następna. Musiała przetrwać.
Musiała p r z e ż y ć.

zaylee miller
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znów spojrzała na denata. Teraz jego blada, martwa twarz daleka była od purpurowego koloru. Niemniej jednak Zaylee potrafiła wyobrazić go sobie żywego i tańczącego. Może był nawet nachalny wobec kobiet, próbując do nich zagadać i wyciągnąć na parkiet. No cóż, więcej z nikim nie porozmawia ani nie potupie nóżką. Przykra sprawa. Miller nawet zrobiłoby się przykro, gdyby nie była tak znieczulona. Nie, bzdura. Miałaby w to wyjebane.
Myślisz, że umarł, bo nie chciałam z nim zatańczyć?
Z trudem powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Podniosła wzrok na kobietę, zachowując absolutną powagę.
To całkiem prawdopodobne — odparła i skinęła głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa. — Ja bym umarła — dodała. Przecież nikt nie lubił dostawać kosza. Co prawda Zaylee najpierw musiałaby przestać być obrzydliwie zakochana i zaręczona oraz porzucić plany adopcji dziecka, ale podejrzewała, że odmowa i tak potwornie poruszyła mężczyznę leżącego na parkiecie. Do tego stopnia, że po prostu wziął i umarł.
Kolejna wypowiedź sprawiła, że Miller rozejrzała się dookoła, jakby spodziewała dojrzeć kogoś, kto czyhał na życie kobiety. Ale w pobliżu pracowali jedynie technicy i policyjni funkcjonariusze. Kilku z nich przesłuchiwało pracowników klubu, inni z kolei szarpali się z imprezowymi niedobitkami. W pobliżu nie było nikogo, kto sprawiałby potencjalne zagrożenie.
Co? — wyrwało jej się po tym, jak kobieta poderwała się na równe nogi. — Hej, poczekaj! — ściągnęła rękawiczki i również wstała z kucek. Kilkoma pospiesznymi krokami dopadła do nieznajomej. W pierwszym odruchu chciała chwycić ją za ramię i zmusić do przystania w miejscu, ale w porę zreflektowała się i po prostu wyminęła ją, zachodząc jej drogę. Nie chciała jej spłoszyć.
Chcesz zapalić? Chodź, wyjdziemy na papierosa — zaproponowała z łagodnym uśmiechem. — Gdzie masz kurtkę? Na dworze jest straszny ziąb — poinformowała i przypadkowo złapała się na matczynym instynkcie, który pojawił się wraz z pojawieniem się w jej życiu dziewięcioletniego chłopca.
Zima w Toronto nie odpuszczała, to był akurat niepodważalny fakt. Mróz szczypał w policzki, a śnieg wciąż skrzypiał pod butami. Jeśli kobieta zamierzała wyjść z budynku, powinna zarzucić na ramiona jakieś odzienie wierzchnie. Inaczej nabawi się zapalenie płuc albo przeziębi sobie pęcherz. A chory pęcherz to naprawdę żadna przyjemność. Wtedy piecze jak cholera.
Tam jest szatnia — wskazała podbródkiem na wnękę, przy której dyżurowała jakiś smark. — Masz tam swoje rzeczy? Czy przyszłaś po prostu tak — zerknęła niepewnie na ubiór kobiety, bo równie dobrze mogła gdzieś pierdolnąć kurtkę i torebkę, czy cokolwiek innego miała ze sobą, gdzieś w kąt i zupełnie o nich zapomnieć. Albo przyleźć taka roznegliżowana.

Elena Santorini
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”