28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe pomieszczenie wypełnił gwar rozmów, przygotowywanych przekąsek oraz toczonych po stole kości w ramach rozgrzewki przed nadchodzącą sesją. Erika odnalazła spojrzeniem siedzącą nad swoją kartą postaci April i posłała jej delikatny uśmiech zanim postawiła na stole całą miskę serowych Cheetosów, które umieściła w miarę blisko ich Mistrza Gry, aby mógł sięgnąć po ukochane chipsy ponad oddzielającym go od graczy ekranem.
- Brian, przysięgam, że jeśli skończysz tym razem cliffhangerem to cię zabiję - zapowiedziała niemal od razu Jenna, która dopiero co skończyła sortować karty z zaklęciami przygotowanymi dla swojej rangerki.
Lndberg parsknęła śmiechem na widok unoszącego ręce w obronnym geście chłopaka, który lubił trzymać ich w niepewności i często przerywał sesje w takim momencie, że przez dobre kilka dni nosiło ich z powodu braku cierpliwości, bo najlepiej od razu poznaliby dalsze losy swoich postaci.
- Niczego nie mogę obiecać! - uprzedził od razu Brian.
Całe szczęście był weekend, który postanowili spędzić wspólnie, a jednym z kluczowych elementów spotkania miało być granie w D&D do oporu, co mogło oznaczać w zasadzie wszystko. Całkiem możliwe, że ich DM zostanie całkowicie wysprzęglony z pomysłów i przygotowanych materiałów albo też poświęcą tyle czasu na roleplay między sobą oraz głupoty, że faktycznie mogliby spędzić najbliższe czterdzieści osiem godzin przy stole, tworząc wspaniałą historię.
- Dobra. Zaczynajmy już. Wszystkich nas ciekawi, co będzie dalej... - rzucił nieco zniecierpliwiony Kevin, obracając już w palcach dwudziestościenną kość, która należała do zestawu, który zamówił specjalnie dla swojego barda.
- W takim razie w porządku - przytaknął Brian i przeszedł nagle w bardziej profesjonalny tryb narratora, a Erika wstrzymawszy oddech, wlepiła w niego spojrzenie roziskrzonych oczu. - Ostatnim razem opuściliście mury fortecy el-Amenuar, aby udać się na południe...

⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅


Nieumarła czarnoksiężniczka Vesper de Graaf trzymała się samego tyłu zmierzającej ku stolicy regionu, al-Quamar. Osadzone w wychudłej twarzy ciemne oczy zdawały się wpatrywać niewidzącym wzrokiem w przestrzeń przed nią. Zupełnie jakby skupiała się na czymś zupełnie innym. Zdawała się też nie przejmować wymykającymi się spod kaptura długiej opończy pasmami czarnych włosów, które były wyraźnie sklejone krwią.
Straciła już dawno poczucie czasu. Nie miała pojęcia kiedy ostatni raz udało im się wziąć kąpiel i obmyć się porządnie z trudów podróży. Na razie mieli na głowie zdecydowanie bardziej naglące sprawy niż to by zażyć odrobiny relaksu i wyspać się w prawdziwym łóżku, które pewnie gdzieś czekało na nich w mieście za odpowiednią opłatą.
Jej myśli nie mogły skupić się na czymkolwiek poza szumiącym w jej głowie zniecierpliwionym głosem, który należał do jej patronki, Morany. Przez cały czas przypominała jej o warunkach zawartego kontraktu, który pozwolił jej na powrót do świata żywych po śmierci. Choć bez duszy. Ta znajdowała się w posiadaniu Morany, gdyż według niej właśnie tak było bezpieczniej. Przynajmniej dzięki temu nie mogła ulec zniszczeniu lub trafić w niepowołane ręce. Szerze to Vesper ten fakt nie bardzo przeszkadzał. Dopóki tylko czuła, że to ciało należy do niej i była w stanie się nim poruszać to wszystko było w jak najlepszym porządku. Choć niekiedy, gdy patrzyła na własne blade i kościste dłonie uświadamiała sobie boleśnie, że jednak jest tylko chodzącym trupem.
Nie mogła jednak pozwolić sobie na to, aby podobne rozmyślania ją pochłonęły. Nie teraz. Musiała się w pełni skupić na celu, który znajdował się przed nimi. To nie był czas na rozmyślanie nad swoim istnieniem. Wiedziała, że zapewne, gdyby tylko to zrobiła to mogłaby się rozpaść na kawałki pod ogromem ciężaru egzystencjalnego, który nad nią wisiał. Musiała to zostawić na później i zwalczyć tę niepewność, która w niej rosła za każdym razem, gdy zastanawiała się nad tym, co będzie później... co stanie się, gdy wypełni już całkiem swoje zadanie. Na razie miała przed sobą długą drogę.

druidka Dazana
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

23
Podniosła wzrok znad karty, czując na sobie czyjeś spojrzenie. Odwdzięczyła się szerokim uśmiechem w stronę Eriki. Mina jej jednak szybko zrzedła, gdy zauważyła, co dziewczyna postawiła na stole. Przesunęła nieco własne kostki, jakby obawiała się, że zaraz ktoś zacznie je macać. Nie pojmowała, jak Brian mógł się tym żywić w trakcie grania i nie płakać potem, że wszystko jest umorusane. Jak już coś jeść, to zdecydowanie coś czystszego!
Jak zwykle dramatyzujesz. Mistrz Gry spojrzał na nią z rozbawieniem, wpychając sobie chrupki do buzi. Niemal od razu tą samą ręką sięgnął po jedną z jej kostek. Na szczęście się tego spodziewała i od razu zdzieliła go po łapach. Zaśmiał się i usiadł z powrotem na miejscu, a April skupiła się na wybraniu idealnego zestawu na dzisiaj. A przynajmniej na okres do najbliższej przerwy, którą w końcu będą musieli zrobić, by nieco odetchnąć. Albo do momentu, aż obrazi się na wybraną kostkę, bo po będzie jej serwowała same niskie wyniki. Spojrzała wreszcie na Mistrza Gry, obróciła telefon ekranem do dołu i wreszcie skupiła się w pełni na opowieści.

Obrazek


Wielka hiena wyminęła snującą się leniwie drużynę i pobiegła na ślepo przed siebie. Śmiało parła dalej, nie bojąc się, że zaraz coś mogłoby na nią wyskoczyć i przyszpilić ją do ziemi. Na pewno sobie z tym czymś poradzi! A zresztą. Dopiero co walczyli, na pewno nic złego ich teraz nie czekało. Wierzyła w w równowagę w przyrodzie. Skoro dostali dopiero co po dupach, to teraz na pewno spadnie na nich jakieś wyjątkowe błogosławieństwo. Miała wrażenie, że jej przyjaciele nie podzielali tej opinii.
Przebiegła kilkaset metrów, sprawdzając, czy teren jest czysty. Powinna to pewnie zrobić z powietrza, ale za dobrze czuła się teraz w tej włochatej formie. Wróciła pędem do drużyny, obiegła wszystkich wokół, jak zaganiający owce pies. Przejechała jęzorem po sierści na pysku, próbując pozbyć się z niej zaschniętej krwi. Niewiele to dało, a chyba nawet zaczęło wyglądać dużo gorzej. Zaśmiała się dziko, oglądając własne odbicie w kałuży.
Co cię niby tak bawi, co? To wszystko twoja wina. Znowu! Nie możesz wszędzie wbiegać jak dzik w maliny bez żadnego pomyślunku. Szczególnie jako hienawarknął na nią Serciel, poprawiając lutnię na plecach. I to ona tu niby była tą dzikuską? Spojrzała na niego spode łba, pokazując mu kły. Bard się w ogóle nie przejął, przyzwyczajony do tego typu gróźb, które przecież nigdy nie miały żadnego pokrycia. Dazana westchnęła ciężko w duchu. Wiedziała, że miał rację i gdyby była ostrożniejsza albo pozwoliłaby komukolwiek sprawdzić, czy czekają na nich jakieś pułapki, to poszłoby dużo prościej. Ale przecież wszyscy nadal byli w jednym kawałku! Szczeknęła krótko, chcąc się, heh, odszczekać. Znudzony wzrok barda przypomniał jej, że w ten sposób, to się przecież nie dogadają.
Wyprostowała się, przeciągając się przy tym leniwie, jakby dopiero wstała w łóżka. Sięgnęła do torby, z której wyjęła czarną wstążkę. Związała długie, białe włosy w wysoką kitkę, po czym rozmasowała odsłonięty w ten sposób kark. Pomyślała, że powinna się teraz porządnie wyspać, ale od razu skarciła się, że to chyba strasznie durna myśl jak na Kalashtarę. Czy to było przywłaszczenie kulturowe? Możliwe.
— Przecież już was przepraszałam. Ale dobrze, mogę to zrobić również we wspólnym. Przepraszam, że chciałam jak najszybciej się stamtąd wydostać. Przecież poszło nam bardzo dobrze! Wszyscy żyjemy. Nawet Vesper. — Wskazała dłonią na de Graaf, uśmiechając się szeroko. Reszta nadal nie sprawiała wrażenia zadowolonych. No cóż, nie miała więcej środków, by ich do tego przekonać.
— Mówiłam Ci, Dozero, że oni mnie kiedyś wykończą. Pomrzemy z nudów czekając, aż przygoda spadnie nam na łby – dodała, ruszając znowu przed siebie. Nie patrzyła na nikogo z nich, rozmawiała przecież ze swoją Quori, która zazwyczaj nie była zbyt skora do rozmów. Ale to Dazany nie zniechęcało do traktowania jej jako najserdeczniejszej przyjaciółki w całym świecie.

Vesper
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet nie zarejestrowała widoku tej wielkiej hieny, która ruszyła ambitnie przed siebie, aby podjąć się zwiadu i wyprzedziła prowadzącego grupę uzbrojonego po zęby Aziza, który najlepiej orientował się w w tym jak wyglądała droga do al-Quamar, gdyż jako jedyny pochodził z tego regionu. Ocknęła się jedynie dopiero, gdy tuż obok siebie usłyszała ostry głos Serciela.
No tak. Dazana.
Miała w sobie naprawdę zadziwiające pokłady sympatii do tej druidki o wyjątkowo urokliwych oczach, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego jak wiele rzeczy w ostatnim czasie poszło nie tak właśnie przez nieprzemyślane działania Kalashtary. Nawet Morana coraz częściej powtarzała jej w myślach, że powinna trzymać się z daleka od tej dziewczyny, bo będzie dla niej powodem zguby. Nie sądziła jednak dlaczego patronka aż tak się na tym skupia.
Coś w powietrzu tuż obok niej się zmieniło i dopiero wtedy kątem oka dostrzegła to jak pokaźnych rozmiarów hiena powoli przeobraża się w wysoką kobietę, która znalazła się nagle tuż obok niej. Wciąż nie przywykła do końca do tych wszystkich przemian, ale z każdą kolejną coraz bardziej oswajała się z myślą, że ma przy sobie kogoś zdolnego do zmiany kształtu.
- Ustaliliśmy chyba już wcześniej, że słowo "żyje" średnio określa Vesper - zauważyła nagle trzymająca się na uboczu rangerka.
De Graaf mogła jedynie przytaknąć na to stwierdzenie i ciężko westchnąć. Mieli za sobą już całkiem kiepską przeprawę z jedną grupą, która zidentyfikowała ją jako nieumarłą poprzez zastosowanie odpowiedniego zaklęcia. Na pewno nie chciałaby tego wszystkiego powtarzać.
- Przygoda to jedno, Dazano, ale proszenie się o śmierć to co innego - odparowała, nie przejmując się za bardzo tym, że kobieta zdążyła już odejść kawałek dalej, wciąż rozmawiając z głosem, który rozlegał się w jej własnej głowie.

Dazana
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zasłużyła na jakąkolwiek pochwałę. Zainicjowała walkę nieco zbyt szybko, to prawda. Ale przecież była w jej trakcie bardzo dzielna! Krew na jej pysku nie płynęła z jej ran. Potrafiła wpakować ich w kłopoty, ale potrafiła też pomóc się z nich wykaraskać. Zachowywała naturalny balans, jak na druidkę przystało. Ale oni tego nie rozumieli.
— Ej, stop. — Rozejrzała się niepewnie, unosząc rękę, by pokazać im, że powinni nieco zwolnić, bo najwyraźniej coś wyczuła. Kątem oka dostrzegła rangerkę, sięgającą do pasa, jakby rozważała, z której broni powinna skorzystać teraz, by pozbyć się każdego zagrożenia, jakie wyczuła druidka. Dazana rozejrzała się uważnie, kiwnęła w końcu głową.
— Niesamowite. Nawet las nie może uwierzyć, że do żadnego z was nie dotarło jeszcze poczucie humoru. — Prychnęła, ruszając znowu przed siebie. Miała tę przewagę, że w tym momencie nikt z drużyny nie był w stanie pogadać z żadnym kosem ani innym krzakiem, żeby to potwierdzić. Dzięki temu czuła się zwyciężczynią tej małej potyczki słownej.
Zatrzymała się znowu. Poczekała aż Vesper się z nią zrówna. Uniosła brew, przyglądając się jej z rozbawieniem zmieszanym z zażenowaniem.
— Nigdy nie prosiłam się o śmierć, nie mów tak. Chyba się ze mną zgodzisz, że życie jest jedną z najwyższych wartości, co? — Jej oczy błysnęły lekko, a przez jej ciało przeszedł mały ładunek wyładowania irytacji. Miała nadzieję, że akurat ona doskonale zrozumie, że nigdy nie zaprosiłaby śmierci do ich drużyny z otwartymi ramionami. Ale może jeszcze nie do końca pojmowała sposób myślenia de Graaf.
Wzruszyła ramionami, a jej oczy wróciły do spokojnej normy. Ktoś niespecjalnie spostrzegawczy lub nieprzejmujący się uczuciami innych pewnie nawet nie zauważyłby, że przez moment jarzyły się od emocji. Ale to tylko drobne nerwy, daleko jej było do prawdziwej wściekłości, której nie pominąłby nawet niewidomy. Chciała mieć dobry dzień i nie pozwoli na to, by zepsuły to jakieś durne uwagi jej przyjaciół.
— Ważne, że idziemy w dobrą stronę i już naprawdę niedaleko, prawda, Aziz? — Odwróciła się, by na niego spojrzeć. Coś jednak było nie w porządku. Znów potarła nagi kark, czując, że w serce wkrada się jej nieco zmartwienia. Dałaby głowę, że mijali już ten przewalony pniak i mieszkały w nim dokładnie takie same termity. Potrząsnęła głową, chcąc zrzucić z siebie tę dziwną mgłę niepewności.
— Wcale, że nie. Przestań — powiedziała, prąc dalej do przodu i tam też się wgapiając. Znowu zwracała się do Dozery. Nie lubiła się z nią nie zgadzać. Wiedziała, że podważanie uczuć, jakie na nią zrzucała, zawsze kończyło się źle. Ale nie potrafiła się nie buntować.

Vesper de Graaf
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może wszystko obyłoby się bez walki... Lub też udałoby im się znaleźć rozwiązanie, które nie naraziłoby ich na zużycie tak wielu zasobów magicznych i nie odnieśliby w rezultacie tak wielu ran. Dlatego też nie mogła zgodzić się z Dazaną i pochwalić ją za to jak się sprawowała.
Przystanęła, gdy tylko druidka uniosła dłoń. Vesper omiotła okolicę uważnym spojrzeniem, a gęsta i iskrząca magia zamajaczyła między jej palcami, gotowa do tego, aby pomknąć w kierunku nieoczekiwanego zagrożenia. Rozluźnić mogła się jedynie w momencie, gdy Dazana w końcu wygłosiła kolejny swój żart.
Wyczuwała wyraźnie, że całe towarzystwo zdawało się być niesamowicie zmęczone oraz poirytowane zachowaniem kalashtary. Zresztą kto nie byłby odrobinę marudny po tym jak nie dane mu było odpocząć godnie po ciężkim starciu?
Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Sercielem. Może i w wielu sprawach się różnili, ale przynajmniej w takim momencie wydawała się między nimi nawiązywać niezwykła nić porozumienia przekraczająca wszelkie różnice.
- Nie wiem czego ode mnie oczekujesz, Dazano - powiedziała powoli i odwróciła się w jej stronę, aby wyłapać spojrzenie błyszczących oczu. - Tak, życie jest niesamowitą wartością. Dlatego nie odrzucałabym go i nie rzucała tak bezmyślnie na szalę. W końcu nie chodzi tu wyłącznie o ciebie. Każda twoja decyzja wpływa także na nas...[/akkapit]
De Graaf zdołała się już przekonać dobitnie o tym jak łatwo można było wpaść w ramiona śmierci przez jeden prosty błąd lub nieodpowiednie przygotowanie. Z pewnością też nie chciałaby dopuścić do tego by ponownie stanąć nad zwłokami swoich towarzyszy.
Aziz jak zwykle chyba jako jedyny unikał wchodzenia w dyaputy. Był skupiony na tym, aby trzymać odpowiedni kierunek i prowadzić ich ku stolicy. Słysząc pytanie druidki mruknął coś cicho i podrapał się po gęstej brodzie.
- Czekają nas jakieś trzy dni drogi do miasta. Zależy od naszego tempa i tego czy nie napotkamy na jakieś komplikacje - odpowiedział głębokim głosem.
Komplikacje. To było ostatnie czego potrzebowali. Droga do fortecy również nie miała być szczególnie długa czy niebezpieczna, ale zdołali i tak natknąć się na kilka niespodziewanych wydarzeń, które wytrąciły ich z rytmu podróży.
Vesper nie należała do osób szczególnie spostrzegawczych, gdy chodziło o sprawy związane z otoczeniem. Owszem, może wyczułaby zagrożenie, ale na pewno nie była osobą, która rozpoznałaby ten sam kamień czy pień drzewa o ile nie były niezwykle charakterystycznymi elementami krajobrazu.
- Nie sądzicie, że coś jest nie tak? - de Graaf odwróciła głowę, aby spojrzeć na leśną elfkę, która odnajdywała się dużo lepiej od niej w terenie.
Musiała się zastanowić nad tym o co właściwie mogło chodzić. W końcu szli już dłuższy czas przed siebie, a wokół nie wyczuwała obecności jakiejkolwiek istotny. Może jednak chodziło o coś innego?

Dazana
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otworzyła usta, chcąc zaprotestować. Jej oczy znów błysnęły groźnie, jakby przecięła ją gdzieś błyskawica irytacji. Nie zjawił się jednak grzmot. W porę ugryzła się w język, stwierdzając, że wykłócanie się w tym momencie o granice pomiędzy przygodą a narażaniem się, są po prostu bez sensu. Szybko dotarło też do niej, że zarzut De Graaf był właściwie dość przykry. Uważała ją za kogoś, kto tak lekko podchodzi do życia swoich bliskich? Nadal? Przez jej źrenice przełknął kolejny rozbłysk, zadziwiająco szary, jak na bycie światłem. Zrobiło jej się przykro. Wyglądało na to, że nadal bardzo słabo odczytywała ludzkie i nieludzkie emocje oraz potrzeby. Myślała, że jest w tym już dużo lepsza. Nieciągnięcie tematu było rozsądne. Nie miała ochoty czuć na sobie jeszcze intensywniejszych, zmęczonych spojrzeń.
— Trzy dni — jęknęła niezadowolona, wyrzucając ręce w powietrze. Liczyła na dużo krótszy dystans. Odpoczynek był im niezbędny, jeśli mieli się nawzajem nie pozabijać. Albo nie dać zabić. Niebiosa jednak nie przyszły jej na pomoc. Nie dostrzegła żadnego wsparcia w koronach drzew. Byli skazani na samych siebie i musieli trzymać kciuki, że jakoś to będzie.
Szkoda tylko, że coś dziwnego się tu święciło. Przeniosła wzrok na elfkę, która wypowiedziała na głos jej obawy. Skinęła głową na znak, że się z nią zgadza. Trudno jej było jednak określić, o co konkretnie może chodzić. Zmarszczyła brwi, zwolniła znów kroku. Tym razem rozglądała się na poważnie. Chciała się skupić, wsłuchać w las, który zawsze dawał jej proste do zrozumienia odpowiedzi. Pociągnęła kilka razy nosem, jak wąchający coś pies.
— Czy ja zwariowałam, czy powietrze pachnie jak karmel? — rzuciła do towarzyszy. Zignorowała ostentacyjne westchnienie Serciela, który znów uznał, że Dazanę odkleiło. Wyciągnęła język i polizała powietrze przed sobą. Pokiwała entuzjastycznie głową. Elfka zatrzymała się obok niej i wzięła głęboki wdech. Zdecydowanie nie wyglądała przy tym jak zwierzę. To był wyjątkowo humanoidalny gest. Druidka zanotowała w głowie, próbując go zapamiętać. Następnym razem też tak zrobi.
Ty... chyba masz rację.Elfka zaczęła rozglądać się po okolicznych krzakach. Skupiła się na dłużej na pniu, który wcześniej zwrócił uwagę Dazany. Kalashtarce zawsze imponowało, jak dobrze pojmowała las. Przynajmniej miały ze sobą coś wspólnego! Rangerka machnęła dłonią, starając się wyczuć naturę tego, co się do nich doczepiło.
— Oho — zareagowały równocześnie. Yllamys sprawiała wrażenie co najmniej niezadowolonej – w przeciwieństwie do Dazany, która uśmiechała się od ucha do ucha. Reszta drużyny na pewno we własnych głowach ułożyła na tej podstawie własne reakcje. Nagle zarośla zachichotały, a ścieżka przed nimi zafalowała, jakby była zrobiona z płótna. Dazana, wciąż rozbawiona, spojrzała na barda, który – podobnie jak ona – zaświecił się fioletowym światłem.
— Chcą się bawić! — zawołała radośnie, uginając nogi w kolanach, jakby szykowała się do skoku. Powstrzymała się jednak. Upierdliwce z Feywild, które krążyły gdzieś wokół nich, na pewno nie były groźne. Nudziły się i robiły im jakieś durne numery, żeby ich zirytować. Druidka dostała jednak przed chwilą po uszach za przesadne wybieganie do przodu. Może i tym razem powinna się ogarnąć?
I pewnie jeszcze oczekują błyskotek? Jeszcze czego. Nie możemy ich po prostu, no nie wiem, zanihilować?prychnął Serciel, spoglądając na resztę drużyny, bo za nic w świecie nie był w stanie zauważyć w krzakach niczego konkretnego.

💀💀💀
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przejmowała się ani trochę oburzonym spojrzeniem Dazany. Nawet jeśli zdołałaby wybuchnąć to jedyne na co mogła liczyć to chłodny spokój de Graaf, który czasami sprawiał wrażenie jakby żadne emocje nie były się przez niego przebić. Zupełnie jakby był po prostu kolejnym magicznym pancerzem, który Vesper nakładała na siebie przed każdą słowną potyczką.
Wiedziała, że druidka nie była kimś kto lekko traktowałby życie towarzyszy. Wystarczająco wiele razy pokazała im już, że niezwykle jej na nich zależy. Tylko, że nie zawsze było to widać tak dobrze, gdy kobieta parła przed siebie i angażowała się w konflikt, który można było rozwiązać inaczej i po prostu ostrożniej.
- Sądziłabym, że akurat druidce najmniej będzie spieszno do miasta - skomentowała jeszcze bezbarwnym głosem, wciąż trzymając się blisko Dazany.
Jakby nie patrzeć była kimś związanym z naturą. Stanem, który nie był skalany rękami człowieka, które ingerowały w krajobraz i pierwotny stan rzeczy. De Graaf z kolei wyczekiwała momentu, gdy przekroczą bramy stolicy. W nich czuła się o wiele bardziej komfortowo. Miasta były gwarne i tłoczne. W takich warunkach o wiele lepiej znosiła efekty swojego wyjątkowego połączenia z patronką. Głos, który rozbrzmiewał w jej głowie można było o wiele łatwiej wziąć za szum toczących się gdzieś obok rozmów, a wzrok na niej spoczywający mógł należeć do kogokolwiek w pobliżu. To łagodziło nieco uczucie swoistego osaczenia we własnej skórze, gdy była świadoma obecności Morany.
Była gotowa do tego, aby cisnąć skumulowaną magią w kierunku, z którego mogłoby nadciągnąć zagrożenie, ale zamiast wrogiej obecności usłyszała słowa o powietrzu przesyconym karmelem. To nieco zbiło ją z tropu i sprawiło, że ciemne wiązki energii rozpłynęły się między jej palcami. Starała się poczuć to samo, co Dazana i Illamys, ale nie była w stanie. Czasami miała wrażenie, że odrodzenie się w tym ciele mogło nieco przytępić jej zmysły i sprawić, że nie odczuwała takich rzeczy tak jak żywe istoty.
A żywych istot wokół zdawało się być zdecydowanie więcej niż można się było tego spodziewać. W pobliżu musiało znajdować się przejście do Feywild. Lub też las miał w sobie oazę dla uciekinierów z tamtejszego planu. Niemniej obecność fey wydawała się być niezwykle niepokojąca. Vesper nie miała pojęcia, co do tego jakie są intencje i pragnienia otaczających ich istot.
- Od sztukmistrza władającego słowem spodziewałabym się bardziej kreatywnego podejścia - niemal prychnęła w stronę Serciela. - Możemy po prostu spróbować rozproszyć tę magię... Lub przekonać się czego oczekują - dodała po czym zwróciła się do rangerki. - Illamys, mówisz w sylvan, prawda? Zapytaj ich czego chcą.
Może poza zabawą chciały odrobiny słodyczy lub czegoś, co mogliby im zaoferować w zamian za bezproblemowe przejście? Choć de Graaf unikałaby układania się z fey. Bywały zdradzieckie i problematyczne. Brakowało tego, aby się uwikłali w coś przez kontakt z wróżkami. Choć wizja kolejnej walki była jeszcze gorsza.

🐺
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Przestań, nie nazywaj jej głupią — rzuciła w przestrzeń zaraz po komentarzu odnośnie do jej sympatii do miasta. To nie do końca było tak, że Dozera mówiła do niej pełnymi zdaniami. Dialog bywał zadziwiająco jednostronny – jak na dialog. Dazana lubiła sobie dopowiadać i dobudowywać całą historię do pojedynczych słów czy emocji, jakie zsyłała na nią Quori. Mogła tylko zazdrościć innym głębokich relacji z ich bóstwami albo patronami. Słyszała nie raz, że to znacznie różni się od tego, co sama przeżywała. Wyobrażała sobie, jakby to było, gdyby Dozera zachowywała się tak samo. Wtedy to dopiero stałyby się najlepszymi przyjaciółkami aż po grób! Ale na to się nie zapowiadało. Nie znała żadnej kalashtary, która funkcjonowałaby w ten sposób. Ale może po prostu znała ich za mało? Żyła ideą, fake it till you make it. Nie obawiała się niczego, ani nikogo. Miasta też nie! Las był niesamowitym miejscem, ale to, co znajdowało się za murami? Wypełnione ludźmi? I nieludźmi! Zawsze ją to strasznie ekscytowało. Miała z tym tak mało doświadczenia! Chciała więcej, więcej i więcej. Ale musiała poczekać trzy dni.
Nikt z drużyny nie rzucił się ani ze sztyletem, ani z zaklęciami do boju. To ucieszyło druidkę. Może będą mieli okazję nieco się pobawić? Z drugiej strony, nikt też nie tryskał entuzjazmem, jak ona. Sprawiali wrażenie ostrożnych i sceptycznych. Szczególnie Sarciel.
— O tak, tak. Pogadaj z nimi! Ja tam mogę im oddać ten szmelc, który znaleźliśmy ostatnio. — Sięgnęła do torby, próbując znaleźć w niej zdobycze z fortecy. Może i dostali po pysku, ale chociaż nie wyszli z pustymi rękami. O ile jakiś zakurzony eliksir jeszcze wzbudzał w niej zaufanie i rozumiała, po co pakować go do bagażu, to te wszystkie świecidełka sprawiały wrażenie głupstw. Nie były nawet takie ładne. Sarciel niby tłumaczył jej, ile to jest warte i że będzie mogła przespać w luksusowej karczmie w mieście wiele dekadni, ale jakoś jej to nie przekonywało. Była pewna, że bez tego też się da. A jak nie, to w tych mniej luksusowych miejscach też przecież było dobrze. Znalazła w końcu złoty wisior, z którego dyndał radośnie jakiś czerwony, szlifowany kamień. Zamachała nim w stronę krzaków, które poruszyły się podekscytowane. Oho, chyba nieźle trafiła! Dobrze, że w podziale łupów przypadło jej akurat to, a nie jakieś głupie pierścionki z przezroczystym kamieniem, które zgarnęli Sarciel i Yllamys. Wyglądały na meganudne.
Niech wam będzie. Elfka wzruszyła ramionami i podeszła nieco bliżej krzaków. Z jej ust wydobyły się przeurocze dźwięki. Dazanie natychmiast skojarzyły się z kwiatami dzwonków, rosą kapiącą z trawy i trzepotem skrzydeł dzięcioła. Zdawała sobie też sprawę, że jest nieco odjechana i istniała niezerowa szansa, że język brzmiał równie nijako, co wspólny. Spomiędzy liści wyłoniła się mała, poważna, bladoniebieska twarz o ostrych rysach.
Błyskotki są nudnezaintonowała w sylvan, co elfka zaczęła towarzyszom tłumaczyć. Dazana od razu rozłożyła szeroko ręce i spojrzała na resztę z miną a nie mówiłam? Chełpić się jednak będzie potem.
Lubimy za to wasze kłamstwa. Dajcie nam takie, w które bezwstydnie wierzycie albo będziecie się kręcić po tym lesie, jak idioci.Druidka zmarszczyła nos. Te istotny chyba nie były aż tak przyjazne, jak się tego spodziewała. No nic, trudno. Podobał jej się ten pomysł. Mała wróżka zaśmiała się i zniknęła w obłoku brokatu, zostawiając ich z tym absurdalnym żądaniem.
No dobra, to chyba proste? Lubię sobie powtarzać, że wyruszyłem w podróż w imię rozwijania własnej sztuki i zdobywania gór złota, kobiet i mężczyzn, ale... chyba po prostu strasznie boję się umrzeć niezapamiętany.Sarciel aż zrobił krok w stronę krzaków, chcąc uwydatnić lepiej własne słowa. Wypiął pierś do przodu, czekając na werdykt. Krzaki zaśmiały się paskudnie, ale znów trysnęły radosnymi kolorami. Chyba były zadowolone.
Ciągle wspominam o tych północnych lasach, ale w rzeczywistości nie chcę tam wracać, za bardzo ciągnie mnie do szklaku.Rzuciła elfka, wzruszając ramionami. Tym razem krzaki nie były zadowolone. Powietrze rozdarł okrutny pisk, a z rośliny opadło nieco liści.
Zmyślasz!pisnęły ukryte stworzenia, wbijając się ostro w umysł rangerki, które nie była już skora do robienia za tłumacza. Nietrudno było jednak się domyślić, że nie przyjęły jej wersji i będzie musiała spróbować od nowa. Dazana zrobiła kilka kroków w stronę krzaków, nieco się nad nimi nachyliła.
— Wierzę, że w pełni panuję nad gniewem Dozery i że jesteśmy sobie równe, że darzymy się pełnym zaufaniem i zmierzamy w tym samym kierunku — mówiła głośno i wyraźnie, nie próbowała niczego ukryć przed towarzyszami. Wróżki wyśmiały ją okrutnie. Dopiero wtedy poczuła palące ukłucie wstydu gdzieś na karku, w który wpatrywali się jej przyjaciele. Nie pamiętała, kiedy ktoś aż tak z niej drwił i sprowadził jej totalną szczerość do parteru. Las przecież na co dzień nie robił takich rzeczy. Zagryzła nerwowo wargę, ale sprawnie się wyprostowała. Przymknęła oczy, czując, jak wzbierają się w nich kolory świateł, z którymi nie miała ochoty mieć nic do czynienia. Obróciła się w stronę drużyny piruetem. Kiedy zatrzymała się przodem do nich, była już szeroko uśmiechnięta. Spojrzała na nich wyczekująco, licząc, że ktoś przerwie tę obrzydliwą ciszę. Las zastygł w oczekiwaniu na dalsze kłamstwa. Nie odzywała się nawet Dozera.

warlock girl
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami dalej przyłapywała się na tym, że zastanawiała się do kogo właściwie Dozana się zwraca, gdy mówiła coś na głos. Powinna już dawno się oswoić z tym, że kalasztarka miała w zwyczaju rozmawiać głośno ze swoją... no właśnie. Vesper dalej do końca nie pojmowała kim dokładnie był ten drugi byt, z którym rozmawiała druidka. W końcu nigdy przedtem nie spotkała osobiście przedstawiciela tej rasy i w zasadzie nie wiedziała o nich niczego. Jeśli jednak wszyscy byli tacy jak jej towarzyszka to stanowili niezwykle urodziwy oraz fascynujący lud.
Wciąż jeszcze nie widzieli na własne oczy tych feyowatych stworzeń, które kryły się gdzieś za iluzją. Trudno było zatem ocenić jak wielkie zagrożenie mogli stwarzać i jak niebezpieczne było zadawanie się z nimi. Mogli jedynie wznosić modły do swoich bóstw o to, aby jednak nie wpakowali się w coś, co ich przerośnie w obecnym stanie.
Sama nie była tak chętna do tego, aby rozstać się z kosztownościami. Nie była materialistką, ale wiedziała, że te wszystkie rzeczy mogli wymienić nie tyle na dobry pokój w gospodzie, ale przede wszystkim na sprzęty, eliksiry czy komponenty do zaklęć, które mogły im pomóc przeżyć w dalszej drodze. Mogłaby znieść wszystkie niewygody podróży oraz mniejszy komfort w karczmie byle tylko mieć pewność, że byli dobrze wyposażeni.
Na razie jednak polegała na dyplomatycznych zdolnościach Yllamys. Nie była pewna czy udałoby im się porozumieć we wspólnym, a leśna elfka była jedyną, która potrafiła posługiwać się językiem feywild.
Mogła się domyślić już dawno, że jednak błyszczące drobiazgi czy słodycze nie nasycą głodu, który czuły wróżki. Przynajmniej postanowiły się im pokazać i porozmawiać na temat tego, czego od nich oczekiwały. Nie podobało jej się do czego zmierzała ta rozmowa. Mieli bowiem za chwilę wyznać swoje sekrety, przyznać się do słabości, które w każdej chwili mogły zostać bezwstydnie wykorzystane przeciwko nim, a jednak robili to, aby zapewnić sobie bezpieczne przejście przez las.
Większość zdecydowała się na szczerość. Wyjątkiem była elfka, która czy to nieświadomie czy z premedytacją starała się oszukać wróżki. Te jednak miały swoje sposoby na odczytywanie prawdomówności i weryfikowanie kłamstw. Oszustwa też nie zamierzały puszczać im płazem.
Przez moment Vesper zawiesiła na dłużej spojrzenie na postaci druidki. Wiedziała, że było coś nie tak. Nie drwiła. Wiedziała, że to był moment, w którym wszyscy po kolei się otwierali. O wiele bardziej niż tego chcieli.
Podeszła nieco bliżej do wróżki. Po drodze ledwo zauważalnie musnęła kostkami swych palców wierzch dłoni Dazany. Chciała, aby kobieta wiedziała, że mimo wszystko szanowała ją, była tuż obok, a wyznanie sprzed chwili nie zmieniało kompletnie niczego.
- Wierzę, że mam wszystko pod kontrolą i pogodziłam się ze swoim losem... - powiedziała w końcu, odnajdując oczy latającej w powietrzu wróżki, która rozpylała znajdujący się na jej skrzydłach pył. - Są momenty, gdy w to wierzę, ale i takie, gdy dopadają nie wątpliwości, ale potem przekonuję siebie samą, że to prawda. To, że jestem skupiona na swoim celu i zależy mi tylko na nim, ale tak naprawdę drżę wewnętrznie na myśl o tym, co się ze mną stanie, gdy wywiąże się już z paktu. Wmawiam sobie, że mnie to nie obchodzi, ale boję się tego, co Lady Morana może wtedy zrobić ze mną i moją duszą... Oraz czy po prostu nie przestanę istnieć.
W końcu warunki były jasne. W zamian za reanimację miała unicestwić ogromne zło, które zagrażało tej krainie lub chociaż znacznie się ku temu przysłużyć jeśli nie mogła samodzielnie zadać ostatecznego ciosu. Do tego czasu Morana strzegła jej duszy oraz pozwalała na to, aby dalej przemierzała te ziemie. Niby nieumarła, ale jednak nie do końca...

dirty druidess
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie należała do tych tajemniczych, mrocznych typów. Niestety! Czasami bardzo chciała taką zgrywać, ale zazwyczaj szło jej to opornie. Śledziła uważnie ruchy swoich bliskich, chcąc lepiej dopasować się do specyfiki przeciętnych mieszkańców Zapomnianych Krain. Ale czy jej drużyna składała się z przeciętniaków? Niespecjalnie. Może dlatego nadal było jej daleko do pojęcia sposobu funkcjonowania większości społeczeństwa. Była kiepska w budowaniu tajemnic dotyczących samej siebie. Paplała trzy po trzy, jeśli tylko ktoś był na tyle odważny, by ją o coś zapytać. Miała tyle rozsądku, że nie zawsze otwierała się nieproszona. Ale jak ktoś już pytał ją o sprawy prywatne, to szybko zapominała, że przecież miała być tajemnicza. Z głowy wyparowywała jej mina, którą robiła Vesper, którą wybrała sobie jako tę najbardziej nonszalancką i skrytą. Ulatywały wszystkie odzywki, jakimi Yllamys gasiła swoich oponentów. Zostawała tylko czysta Dazana. A to dla wielu minus. Idioci!
Stworzonka nasączone magią wybrały sobie na cel wyjątkowo dziwaczną ekipę. Gdyby tylko poczekały trochę dłużej, na pewno trafiłyby na ekipę, która lepiej nadawała się do manipulacji. Albo miała dużo spokojniejsze sekrety. Z drugiej strony, tamci pewnie nie skończyliby na prostej rozmowie. Byliby maglowani jeszcze długo, zanim stworzeniom by się znudziło. A tak? Proszę bardzo! Szło całkiem gładko. Niezbyt przyjemnie dla samych poszukiwaczy przygód, ale przynajmniej gładko.
Sarciel wydawał się niewzruszony nagłym otwarciem serca. Może faktycznie go to nie ruszało? Albo uznał, że jego wersja jest tak przewidywalna, że nikt się nią nie przejmie na poważnie. Elfka z kolei sprawiała wrażenie co najmniej zirytowanej. Liczyła, że fortel jej się uda, a została przejrzana bez najmniejszego problemu. Druidka mogła się pocieszać tym, że nie tylko nią targały paskudne emocje. Ale to przecież nie był koniec. Musieli brnąć w to dalej.
Wciągnęła mocniej powietrze, gdy poczuła dotyk de Graaf. Wiedziała, że zbliżenie z nią nie wywołuje takich samych uczuć, jak dotknięcie przeciętnego człowieka, elfa czy nawet krasnoluda. W ogóle nie wzbudzało to trwogi w jej sercu, nawet z zaskoczenia. Nie spodziewała się jednak takiej niemej aprobaty. Nie wiedziała nawet, że jej potrzebowała.
Wpatrywała się w czarnoksiężnicę, kiedy to ona schowała wstyd w kieszeń i otwierała się przed wróżkami. A może przed własną drużyną? Granica w tej sytuacji była zatarta, kompletnie niejasna i generalnie nie do narysowania. Dazanie trudniej było zrozumieć to wyznanie niż słowa barda. Oboje bali się zniknięcia, ale w skrajnie różny sposób. Wiedziała, że to przez to, że mieli za sobą skrajnie różne wspomnienia. Jak bardzo można być od siebie odmiennym, a jednocześnie dostrzegać tyle punktów wspólnych? Wyprostowała się bardziej, czując, że to dodaje jej pewności siebie.
Wróżki zapiszczały z zachwytu, sypiąc brokatem jak oszalałe. Najwyraźniej egzystencjalny lęk przed nicością smakował im wybornie. Druidka niechętnie oderwała wzrok od Vesper i spojrzała na dwójkę, która jeszcze nie załatwiła sprawy z wróżkami.
Dobra, moja kolej, zanim te małe gnoje zmienią zdaniewarknęła Yllamys, występując naprzód. Tym razem nie siliła się na poetyckie opisy tęsknoty za domem. Spojrzała prosto w te małe, złośliwe oczka.
Wmawiam sobie, że jestem najlepszą łowczynią w tej drużynie, ale prawda jest taka, że bez waszych kretyńskich pomysłów i magicznego wsparcia zginęłabym przy pierwszym lepszym golemie. Samowystarczalność to bzduramówiła szybko, jakby chciała mieć to już z głowy. Z liści znów wyłoniła się blada wróżka. Zamrugała, po czym klasnęła w rączki. To im się podobało. Upokorzenie dumnego elfa zawsze było w cenie.
Wierzę, że wiem, co robięodezwał się Aziz zmęczonym głosem, wiedząc, że teraz już został tylko on i nie był w stanie się wykręcić.
Że jestem dobrym przewodnikiem i że doprowadzę was cało do celu. Ale tak naprawdę, za każdym razem, gdy wchodzimy w nowy teren, modlę się do wszystkich bogów, żebyśmy nie zginęli przez moją pomyłkę.Westchnął ciężko, rozkładając bezradnie ręce. Rośliny wokół nich zaszeleściły. Nienaturalny spokój lasu znów zmącił paskudny śmiech tych małych wredot. Wokół zamrugało mnóstwo kolorów, jak salwa fajerwerków. Coś trzasnęło głośno, błysnęło jasnym światłem i... wszystko wróciło do normy. Druidka przetarła oczy, przyzwyczajając się do nowego obrazu. Obok nich nie było już pnia z kornikami, dostrzegła go daleko z tyłu. Stali na ścieżce prowadzącej prosto między drzewami, gdzieś w tle dało się słyszeć świergot jakichś ptaków.
— Ale mamy bogate życia wewnętrzne, no nie mogę! Może porozmawiamy o tym przed snem przy ognisku? — Druidka wyszczerzyła się zadowolona, że im się udało i nie czekając na odpowiedź, ruszyła po prostu przed siebie. Coś czuła, że i tak nie znajdzie żadnego chętnego do dialogu. Poza Dozerą, wiadomo.

cute emo girl
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”