30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nieco dramatyzowała. Jak zwykle. Ach, ta Teddy! Przecież nikt nie wymagał od niej skakania w ogień. No dobra, tego akurat wymagali. Ale nie musiała popadać w skrajności. A przynajmniej nie przy April. Wystarczyło, że ona to robiła. Czasami na tyle mocno, że nadrabiała za nie obie. Jakby jedna i druga tak się zachowywała, to byłaby przesada. Kto to widział, taki pokręcony związek pełen przegiętych emocji. Pewnie ciągle by się rozstawały i do siebie wracały. Mega dziwna dynamika relacji.
— Nie mówię, że chorobliwie. Tak troszkę mi w zupełności wystarczy. — Była szczerze, wcale niczego nie kombinowała. Na dobrą sprawę to jeszcze tego nie zasmakowała i mogło jej się tylko tak wydawać. Przykład szminki był absurdalny i niemiarodajny, to już ustaliliśmy. Brunetka z Sylwestra nawet nie była zainteresowana April, więc to nawet punkt minusowy. A o Vancie nie wiedziała, więc też lipa. Być może, jak kiedyś wreszcie dojdzie do jakiejś sceny okraszonej zazdrością, to dojdzie do wniosku, że woli Darling w tej kompletnie niewzruszonej wersji.
— Ależ cieszę się gargantuicznie. — Powiedziała to tak miłym tonem, doprawionym tak miłym uśmiechem, że nie było opcji, żeby jej uwierzyć. Jeszcze czego! Mogła powiedzieć Teddy, że jak ją tak kusiło, to trzeba było jednak się nie wahać. Finch szybko by się pewnie domyśliła, że jej partnerka tę kartkę zgubiła albo wyprała, bo przecież było w jej stylu. Mogłaby nawet zaoferować, że zaprowadzi ją za rączkę do tego baru i nawet pomoże ustalić, kiedy kelnerka ma zmianę, żeby mogła sobie ten numer wziąć, potem z niego korzystać i żyć sobie z tą kurwą kelnerką długo i szczęśliwie. Mogła to powiedzieć, ale wybrała milczenie i piękny uśmiech, jak prawdziwa kobieta nieprzejmująca się tym, że jest uciskana przez świat.
— Oczywiście, że chcę różową. — Bardzo ją ta decyzja ucieszyła. Od razu twarz jej się rozświetliła, a durne problemy osunęły się w cień. Teddy bardzo szybko potrafiła zmiękczyć jej bojowe serce. Stanęła na palcach i dała jej wyjątkowo duże i mokre buzi w policzek za to, że tak o nią dba i zajmuje się tak nieistotnymi szczegółami jak kolor deski.
Szkoda tylko, że musiały zainwestować w te koszmarne pianki. April na śmierć zapomniała o istnieniu tych rzeczy. Wyobrażała sobie surferów mknących po falach w samych kąpielówkach. Najlepiej w takich w palmy albo właśnie deski. Niestety życie to nie kreskówka. Nie można było być ciągle seksi. No trudno. Musiała założyć to paskudztwo, ale nie kryła zażenowania i niezadowolenia. No i te kolory, matko kochana. Nawet deska straciła swój blask. Ale tylko na moment. April miała zamiar pocieszać się tym, że nie będzie na siebie patrzeć. A jej dziewczyna wyglądała w tym nie tylko idiotycznie, ale jakimś cudem też bardzo dobrze.
Odłożyły wszystkie rzeczy na perfekcyjnie wybranym przez Finch miejscu na piasku. Od razu położyła też obok deskę i stanęła na niej, udając, że już mknie przez najwyższe fale świata.
— No dobra, to o co w tym wszystkim chodzi? Trzeba po prostu wyczilować, zawierzyć ciało duchom wyspy i samo się pojedzie? — Dopytała, wchodząc dość gwałtownie w jakiś niesamowity zakręt. Strasznie dziwną strukturę miał ten ocean w jej głowie, jakąś taką nielogiczną.

Ten jej słodki uśmieszek, tak jak dulce de leche
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powiedziałam ci, że jestem ciągle o ciebie zazdrosna — przypomniała jej swoje słowa sprzed kilku chwil. — Troszkę. Byłabym bardziej, ale nie dajesz mi powodów. Nie dawaj mi powodów — poprosiła, uśmiechając się do niej, kiedy płaciła za wypożyczoną deskę. Dostały nawet jakąś ekstra promocje na zakup dwóch pianek, chociaż Teddy podejrzewała, że to ściema i sprzedawca mówił tak wszystkim turystom. Nieważne, była tak szczęśliwa, że mogła dawać się robić w bambuko.
Na pewno nadejdzie ten dzień, kiedy zazdrość Darling eskaluje do takiego stopnia, że zacznie wylewać jej się uszami. Może nie na tym wyjeździe, ale w Toronto na pewno. Wtedy April od ręki odechce się oglądania w jej takim stanie. Ale chyba wpierw musiała przekonać się na własnej skórze, że chorobliwie zazdrosna Teddy nie jest fajna.
Oczywiście, że świstek papieru czy innej serwetki, na której kelnerka z The Painted Lady zapisała swój numer, został wyprany wraz z jeansami. I kilkoma innymi rzeczami, przez co wszystkie ubrania były w cholernych paprochach i potem Darling przez następne dni zastanawiała się, skąd ten syf. Nie warto dawać jej żadnych kartek z numerami, lepiej od razu wpisywać się do telefonu!
Była pierdołą, ale miała też wiele zalet! Przywiązywała uwagę do szczegółów i wiedziała, że jej dziewczyna będzie zachwycona kolorem deski. Kolorem pianek i samymi piankami trochę mniej, ale daleko było im do zawodowych surferek. Nawet samej Darling, która nie była w tym całkiem świeża.
Nie masz pojęcia, jak dobrze wygląda w tym twój tyłek — rzuciła szczerze, zagryzając dolną wargę. Przyglądała się przez chwilę, jak April łapie prowizoryczne fale, a potem podeszła do niej i wymalowała jej kremem wojenne barwy na na policzkach. Zanim w ten sam sposób potraktowała jej nos, cmoknęła ją w sam czubek.
Właściwie to tak — pokiwała entuzjastycznie głową. Podobało jej się nastawienie Finch. Co do duchów wyspy nie była do końca pewna, czy miały jakiś wpływ na łapanie fal. — Najważniejsze, to za dużo nie myśleć. Najpierw musisz przypiąć linkę do kostki — zerknęła wymownie na przysypany piaskiem sznurek. No tak to przecież od razu zgubi deskę!
Zaszła April od tyłu i objęła ją w pasie, lustrując wzrok ocean. Nieprawda, najpierw spojrzała na jej tyłek, ale to akurat norma.
Trzeba zwróć uwagę, gdzie fale się łamią, a gdzie jest spokojniejsza woda — od razu weszła w tryb nauczyciela, co wcale nie było takie proste, bo obecność Finch ciągle ją rozpraszała. Teddy zawsze uchodziła w jednostce za najbardziej cierpliwą i pewnie dlatego Blaze wysyłał ją na szkolenia nowych strażaków. Wprawdzie nie uczyła ich surfować, ale wydźwięk był podobny! — No i wtedy masz dwie opcje - albo jesteś za falą, która niesie cię w stronę brzegu, więc możesz spróbować wstać na desce. Albo pozwalasz pianie przepchnąć cię bezpiecznie dalej i wypływasz z powrotem do spokojnej wody, żeby spróbować jeszcze raz. Nadążasz? W teorii brzmi to beznadziejnie, łatwiej ogarnąć to w praktyce. Pokażę ci! — musnęła ustami skrawek jej odsłoniętej szyi i pociągnęła w kierunku oceanu.
Przykucnęła i dopięła pasek do nogi. Weszła do wody, zostawiając April na brzegu, a kiedy znalazła się na odpowiedniej głębokości, usiadła na desce w wyczekiwaniu na falę. Ta przyszła właściwie od razu. Dobrze, bo raz oglądałam na Igrzyskach Olimpijskie zawody w surfingu i tam czekali na fale nawet przez pół godziny. Dawno nie widziałam czegoś tak nudnego. Ale to, jak się wypierdalali, wynagrodziło mój stracony czas! Zaraz, o czym to ja... Fala! No właśnie!
Przyjęła pozycję leżącą i zaczęła wiosłować w kierunku pierwszej fali. W pierwszych sekundach poczuła lekkie szarpnięcie, które przesunęło ją do przodu. Zacisnęła palce na krawędzi deski, napinając mięśnie ramion i tułowia. Najtrudniejszy był moment, kiedy trzeba było wstać – nie można było zrobić tego zbyt wcześnie, bo fala jeszcze nie złapała odpowiedniego pędu, ale zbyt późna decyzja zwykle kończyła się gwałtownym wciągnięciem pod wodę. Kiedy poczuła, że nogi znajdują stabilność, dłonie uniosły się swobodnie, gotowe do drobnych korekt równowagi. Wiatr smagał jej twarz, a adrenalina dudniła w skroniach. Deska poruszała się coraz szybciej, niosąc ją ku brzegowi. Cudowne uczucie! W końcu fala straciła na prędkości, a Darling z głośnym pluskiem wpadła do wody.
Wyciągnęła rękę i pomachała zamaszyście do April, żeby do niej dołączyła. Tego dnia wiatr nie był silny, ale Teddy nie była szalona. Wolała, żeby partnerka oswoiła się z deski i ruchem wody, zanim w ogóle zdecyduje się złapać jakąkolwiek falę. No chyba, że będzie bardzo chciała!

zakochać się można nawet tu i teraz, nie trzeba hurtem, nam styknie detal
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywróciła tylko oczami. Mogła sobie gadać o tej zazdrości godzinami. I co z tego, jak nie było żadnych dowodów? Ludzie co rusz wymyślali jakieś bzdury i potrafili paplać na ich temat godzinami. April nie miała zamiaru wierzyć, póki nie zobaczy tego na własne oczy. Może Teddy będzie na przykład zazdrosna o jej niezwykłe umiejętności surferskie. To trochę co innego, ale na upartego mogłaby jej to podciągnąć. W końcu są na wakacjach, trzeba sobie odpuszczać.
Przynajmniej zrobiło jej się lepiej na te komplement o tyłku. No! I to było to. Teddy cos mówiła, a April miała na to niezbity dowód w postaci własnej dupy. Nie widziała jej teraz, ale przecież prawie zawsze wyglądał dobrze, więc w czymś tak opiętym również musiał być niezły. Od razu poczuła przypływ pewności siebie. Na bank zdominuje te fale. Pokaże im, kto tu jest królową mórz i oceanów.
Starała się słuchać wyjaśnień Teddy. Zaczęła wprawdzie od jakiegoś nudziarstwa na temat linki, ale cała reszta brzmiała ciekawiej. Może gdyby w trakcie tych całych tłumaczeń nie przykleiła się do niej, to April wyniosłaby z tego nieco więcej informacji. Bliskość działa dziewczyny była jednak dużo ciekawsza niż jakieś instrukcje dla nudziarzy. Obserwowała fale, wyobrażając sobie, jak mkną po nich z totalną nonszalancją. Wystarczył moment, w którym Darling nieco się nachyliła, napierając mocniej na jej ciało, by wizja zmieniła się w relaksowanie się w jacuzzi z deskami wbitymi gdzieś w piasek obok. Bez tych durnych pianek. W ogóle bez niczego. Po jej ciele przemknął przyjemny dreszcz wywołany mieszanką fantazji i dotyku jej ust. Drgnęła odruchowo i już chciała coś dodać, ale nagle zdała sobie sprawe, że jej partnerka biegła w stronę wody. Chwila. To już po treningu?
— Kurwa — mruknęła pod nosem, zdając sobie sprawę, że nie słuchała jej praktycznie w ogóle. I jak ona ma teraz dać sobie niby radę? Niedobrze. Mogła tylko obserwować Teddy. Po prostu będzie małpować jej ruchy i jakoś to będzie. Przecież umiała jeździć na snowboardzie, to musiało być to samo!
Teddy szło naprawdę dobrze. Jakby się na tej desce urodziła! Zero wysiłku, normalnie profesjonalna surferka. To dopiero było niesamowite! Była pod wielkim wrażeniem jej umiejętności, to wyglądało naprawdę świetnie. A strażaczka sprawiała wrażenie kogoś, na kim to w ogóle nie robi wrażenia i nie musi się nawet wysilać. Zdolna bestia. Czy April w ogóle miała szansę jej dorównać?
No dobra. Raz szprocie śmierć. Przecież nie będzie tak źle, prawda? Prawda? Złapała mocno deskę i wbiła wzrok w ocean. Teraz była tylko ona i żywioł. Brutalna woda, która mogła dać życie je odebrać. Perfekcyjny przeciwnik dla małej April. Strzeliła karkiem raz jedną, raz w drugą stronę. Wzięła głębszy oddech, próbując połączyć się z lokalnymi duchami i puściła się – jak raz – przed siebie. Wbiegła do oceanu będąc pewna, że wygląda lepiej niż każda dziunia w Słonecznym Patrolu. Połozyła się na desce i zaczęła machać rękami. Wbijała je mocno, rozdzierając taflę wody i odpychając się, by pruć w stronę fali. Ale miała wrażenie, że stoi w miejscu. A jak zaczęła machać mocniej, to zaczęła się też cofać.
— No halo kurwa! — krzyknęła niezadowolona, nie mogąc pojąć, dlaczego matka natura postanowiła spłatać jej takiego psikusa. Fala, którą sobie wybrała na przeciwniczkę, dotarła do niej szybciej niż się spodziewała. Nie została zdominowana. Przykryła ją w żałosny sposób, przewracając deskę. April nawet nie zaliczyła spektakularnego salta jak ostatnio na stoku. Zsunęła się żałośnie i jeszcze nałykała się słonej wody. Wygramoliła się na powierzchnie, trzymając się kurczowo deski. Darowała sobie jednak próbę wejścia na nią, po prostu opierała się żałośnie niczym Jake o drzwi.
— Dobrze mi poszło? — krzyknęła do Teddy, udając, że wcale nie zaliczyła kolejnej żałosnej kompromitacji.

Oddychaj ze mną zaczarowanym powietrzem
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie tak miało wyglądać. Chciała, żeby April najpierw oswoiła się z wodą, skoro nigdy wcześniej nie surfowała. Miała poczuć deskę, a Teddy chciała dać jej jeszcze kilka wskazówek. Mogła najpierw prześlizgnąć się na fali na leżąco, a dopiero potem ewentualnie spróbować stanąć, jeśli poczuje się pewnie. Chciała jej to powiedzieć, ale Finch oczywiście wyszła przed szereg. Darling cofnęła się do brzegu i usiadła w wodzie przy brzegu, obserwując jej poczynania.
Zaczęło się całkiem nieźle! Naprawdę widziała w tym potencjał, dopóki fala nie zakryła jej całej i nie pociągnęła na dno. Skrzywiła się ostentacyjnie. Nawet pomyślała o tym, czy nie podpłynąć bliżej, żeby sprawdzić, czy aby na pewno wszystko w porządku, ale jej dziewczyna wynurzyła się z głębin niczym nimfa wodna. Była cała, a to najważniejsze! Teddy z całego serca starała się zachować powagę, choć kąciki ust zadrżały jej mimowolnie. Przynajmniej Finch wyglądała o wiele lepiej niż Jack Dawson. I nie groziło jej zamarznięcie na śmierć, a to bardzo ważny szczegół. Nawet nie miały gwizdka, żeby ktoś mógł ją usłyszeć i wciągnąć do szalupy!
Poderwała się na równe nogi i zanurkowała, błyskawicznie znajdując się u jej boku. Ujęła jej twarz w swoje dłonie i pocałowała zachłannie. To tak na pocieszenie. I dlatego, że była taka słodka, kiedy zgrywała twardzielkę.
Poszło ci okropnie — podsumowała krótko, ale bez złośliwości. No dobra się z niej nabijała. Ale tylko odrobinkę! — Na pewno nie będziesz drugą Stephanie Gilmore, ale za to jesteś o wiele ładniejsza — dodała, zresztą zgodnie z prawdą.
Zaparła się o deskę rękami i usiadła na niej okrakiem, poklepując miejsce naprzeciwko siebie, żeby April do niej dołączyła. Nie skreślała jej od razu, ale niech złapie sobie oddech po tym, jak tak opiła się słonej wody. Przytrzymała ją za ramię i pomogła wgramolić się na deskę, kierując je w nieco spokojniejsze rejony, z dala od tych paskudnych fal!
Powiedz mi coś, czego nie wiem o sobie samej — spojrzała na nią, zaczesując mokre włosy do tyłu. — Albo niby powinnam wiedzieć, ale nie zdaję sobie z tego sprawy. Musi być coś takiego — dodała z przekonaniem i wyrzuciła ręce do tyłu, a nogami objęła ją pod kolanami. — I to wcale nie musi być nic pozytywnego! — zaznaczyła jeszcze, bo nie miała zamiaru strzelać fochów.
Mogła poprosić April, żeby powiedziała jej coś o sobie. Coś, czego nadal o niej nie wiedziała. Tylko to byłoby zbyt proste! Przecież wiedziały o sobie wszystko. No dobrze, prawie wszystko, ale musiały jeszcze coś zostawić do odkrywania na później, skoro przyjdzie im spędzić razem kolejne, pięjne lata. Co nie zmieniało faktu, że znały się praktycznie na wylot. Jedna wiedziała, co tej drugiej sprawia przyjemność, a czego wręcz nie znosi. I na odwrót. Słyszały o swoich traumach z dzieciństwa, dzieliły się wspomnieniami, a Darling pamiętała nawet szczegóły, których Finch nie chciała wyjawić nikomu innemu. Znały też stosunek swoich rodzin do ich znajomości. Wprawdzie Teddy wciąż nie powiedziała swoim rodzicom, że są razem, ale chciała zrobić to tak, jak należy! Planowała zaprosić T&T na obiad i w radosny sposób obwieścić im tę wspaniałą nowinę. Wiedziała, że będą zachwyceni! W przeciwieństwie do Finchów, którzy zawsze patrzyli na nią z niechęcią. I nienawiścią!

ach, oczywiście, że jesteśmy połączeni, srebrną nitką od nieba do ziemi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej kariera sportowa po raz kolejny legła w gruzach. Czuła, że to też nie jest dyscyplina dla niej. Ale może nie powinna się poddawać? Gdyby wszyscy sportowcy odpuszczali po pierwszej porażce, to pewnie mielibyśmy na świecie bardzo niewielu medalistów. Samozaparcie i cierpliwość to jedne z najważniejszych cech, jakimi powinien cechować się aspirujący mistrz. April potrafiła to w sobie wzbudzić, ale jakoś nie w kwestii sportu. Za mało się tym jarała, żeby uprzeć się tak porządnie.
Bliskość Teddy od razu poprawiła jej humor. Przykro, że znowu oglądała jej porażkę, ale to raczej nie był powód, przez który miałaby ją teraz porzucić. Obserwowała tyle jej klęsk przez te wszystkie lata, że tego się nawet nie da zliczyć. I nadal trwała obok. To nie mogło być dla niej aż tak ważne.
— Uroda zawsze mnie ratuje — przyznała odrobinkę pocieszona. Nie miała pojęcia, jak wygląda Stephanie Gilmore, ale to nie miało znaczenia, skoro była od niej ładniejsza. A może wolałaby być jednak tą zdolniejszą? Albo mądrzejszą? No cóż, może w innym życiu.
Wgramoliła się na deskę i usiadła na niej wygodnie. Względnie. Zaczesała do tyłu mokre włosy, żałując, że jednak ich nie związała, jak planowała. Miały się pięknie rozwiewać na wietrze, gdy będzie pruć pod jakąś falą. Teraz może co najwyżej dostać po mordzie mokrym pasmem.
— Miałabym powiedzieć na twój temat coś negatywnego? Niemożliwe. — Rozłożyła bezradnie ręce. Zachwiała się przez to niepewnie na desce. Od razu nachyliła się do przodu, opierając dłonie na płaskim materiale. Jedna wywrotka na piętnaście minut, za więcej dziękujemy. Kto to w ogóle wymyślił? Głupota jakaś kompletna, żeby na kawałku plastiku gibać się po oceanie. To w ogóle był plastik? Stuknęła w materiał knykciami, jakby to miało dać jej jakiekolwiek odpowiedzi. Nie dało.
Wyprostowała się ostrożnie, podnosząc wzrok na strażaczkę. Powinna skupić się na jej prośbie, a nie na otwieraniu manufaktury desek. Ta prosta rozkmina miała ją pewnie zrelaksować przed kolejną próbą? Nie była pewna, czy to zadziała. Poczuła na sobie jakąś dziwną presję. Wydawało jej się, że zna Teddy najlepiej na świecie. To znaczy, na pewno nie było nikogo, o kim wiedziałaby więcej. Ale czy była tą, która wiedziała o Teddy najwięcej na świecie? Chyba tak! Ale jeśli nie wie o kimś innym, plasującym się wyżej, to siłą rzeczy nie jest pierwsza. Ba, nie jest nawet w topce. Jęknęła cicho, zmęczona zastanawianiem się nad tym. Potarła oczy wierzchami dłoni, próbując wrócić na właściwe tory rozumowania.
— Wiesz, że zakręcasz włosy na palcu tylko, jak napięcie dotyczy czegoś romantycznego między bohaterami? Jak się leją po mordach, to jesteś tak wkręcona, że prawie zastygasz w bezruchu — rzuciła pierwszą lepszą rzecz, jaka wpadła jej do głowy. Domyślała się, że Teddy nie do końca o to chodziło, ale chciała w ten sposób zyskać na czasie. Bawienie się włosami w trakcie oglądania telewizji to całkiem zwyczajny odruch, masa ludzi przecież nie wie, co zrobić z rękami. Ale fakt, że jej partnerka potrafiła się najmocniej zatracić w scenach kłótni i obcinania sobie głów, a nie dramatów i namiętności, jakoś zawsze April bawił.
— Często uśmiechasz się do jedzenia. W sensie, jak je jesz... masz taką mikroekspresję, jak coś ci naprawdę smakuje, jakbyś właśnie odbierała jakąś nagrodę — pociągnęła dalej, uśmiechając się przy tym, bo od razu przypomniała sobie o tej minie. Przynajmniej nigdy nie da sobie wmówić, że coś, co dla niej przygotowała, smakuje lepiej niż się April wydawało.
— O, albo ten twój instynkt opiekunki! Masz go od liceum, to nie kwestia pracy. Jak wchodzimy na przykład w jakiś tłum, to zawsze nagle znajdujesz się pół kroku przede mną, jakbyś chciała mi torować drogę, jak jakiejś królowej Anglii. — Zaserwowała jej kolejny przykład, zanim jeszcze strażaczka zdążyła wziąć porządny oddech po poprzednim. Już jej było lepiej. Klasycznie wpadła w ten swój bajkopisarski ton, snując drobne historie na temat Darling. Wpatrywała się w nią maślanymi oczami, jakby każdy drobiazg, o którym opowiadała, był nowym powodem, dla którego tak ją pokochała.
— A jak cofasz samochodem? Albo parkujesz równolegle? Wiem niby, że bardzo dobrze jeździsz, ale jak się obracasz, żeby tylko zerknąć do tyłu i wykręcasz z taką kosmiczną pewnością siebie nawet jak ci nie wyjdzie za pierwszym... — Przymknęła oczy na moment unosząc twarz w stronę słońca. Przyłożyła dłonie do policzków, jakby badała, czy nie wzrosła jej temperatura.
— Kurwa, jesteś wtedy taka hot, że mnie aż nosi — dodała, znowu na nią patrząc. To chyba nie do końca zaliczało się do tego, czego Darling oczekiwała, bo mówiło więcej na temat łba April niż jej zdolności, ale jakoś nie mogła się powstrzymać, by tego nie dodać.
— Dziewczynki rozczulają cię w inny sposób niż chłopcy. Mówisz, że lubisz dzieci tak generalnie, ale jak widzisz jakąś małą, która bardzo dzielnie radzi sobie z małymi przeciwnościami jej małego losu, to rozlewa ci się to po sercu jak gorąca czekolada. Jakbyś była dumna z dziecka, które widzisz gdzieś w sklepie pierwszy i ostatni raz w życiu. — Surfing chyba oficjalnie przestał istnieć. Mówiła i mówiła, nie zapowiadało się, żeby planowała skończyć. W końcu mogła paplać na swój ulubiony temat – o Teddy. Faktycznie znała ją bardzo dobrze! I bardzo długo, przez co liczba takich przykładów była pewnie nieograniczona.

Jesteś tak piękna, jakbym zawsze widział Ciebie po maluszku
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno stwierdzić, czy Stephanie Gilmore była mądra, bo Teddy nie znała osobiście tej ośmiokrotnej mistrzyni świata w kobiecym surfingu. Co najwyżej mogła stwierdzić po obejrzanych wywiadach, że była zabawna. A i tak nie tak zabawna, jak April! Nie oczekiwała też, że Finch stanie się nagle najlepszym sportowcem na świecie. Właściwie to chyba nawet nie chciała, żeby tak się stało. Dwa sportowe świry w domu? To nie mogło się udać.
Darling była kiedyś z dziewczyną, która miała dokładnie taką samą obsesję na punkcie sportu i rywalizacji. Podjudzały się nawzajem, a adrenalina mieszała się z flirtowaniem. Z czasem jednak ta rywalizacja przestała być wspaniałą zabawą i każdy trening zamieniał się w niepisany pojedynek. Jeśli jedna poprawiała swój rekord, druga musiała zrobić to samo. Najlepiej jeszcze tego samego dnia! Porażki nie były już motywujące, a zwycięstwa smakowały jak policzek wymierzony drugiej osobie. Później rywalizowały dosłownie we wszystkim, nawet poza sportem. Która lepiej zniesie ból. Która nie odpuści mimo kontuzji. Która szybciej się pozbiera po złym dniu. Teddy dokładnie pamiętała moment, w którym zrozumiała, że przestały być drużyną. Że nie kibicują sobie nawzajem, tylko czekają na potknięcie tej drugiej. To właśnie wtedy sport, który miał je łączyć, stał się czymś, co je ostatecznie rozdzieliło.
Słuchała uważnie wszystkiego, co mówiła April, choć w głębi duszy podejrzewała, że gdyby tylko chciała, bez trudu znalazłaby w tym wszystkim coś negatywnego. Darling nie była aż tak naiwna, by wierzyć, że składa się wyłącznie z samych zalet.
Serio? — automatycznie nawinęła sobie mokry kosmyk włosów na palec, jakby chciała sprawdzić, czy faktycznie tak robi. Nigdy się na tym nie złapała. Za to od pewnego czasu automatycznie nawijała sobie na palec jasne włosy Finch. Niby zawsze tak robiła, ale odkąd zaczęły się spotykać, weszło jej to w nawyk.
Z tym jedzeniem to mogła być prawda. Teddy uwielbiała dobre jedzenie i kiedy coś jej smakowało, potrafiła rozkoszować się z nim przez dobrą godzinę. Bardzo żałowała, że nie miała żołądka bez dna i najadała się tylko jedną porcją, a nawet połową, bo tak to mogłaby wepchnąć w siebie znacznie więcej.
Uniosła wysoko brwi, kiedy April wspomniała o opiekuńczym instynkcie. Oczywiście, że torowała jej drogę albo łapała za rękę, kiedy znajdowały się w tłumie. Czy ona zdawała sobie w ogóle sprawę z tego, jak wyglądała? Była taką kruszynką, którą łatwo staranować i trzeba było jej ciągle pilnować! No dobrze, może nie ciągle, ale Darling, jako ta wyższa i silniejsza, czuła się za nią odpowiedzialna od zarania dziejów.
Na umiejętność parkowania jednak parsknęła śmiechem i pokręciła głową. Co za bzdura!
Robię tak, żeby w nic nie przypierdolić! To absolutnie nie jest kosmiczna pewność siebie. Musisz zobaczyć kiedyś, jak wykręcam i parkuję wóz strażacki. Wtedy dopiero będziesz mokra — zanurzyła rękę w wodzie i chlapnęła nią na brzuch April.
Nachyliła się, żeby musnąć jej usta, ale zatrzymała się w połowie drogi, kiedy padło stwierdzenie, że dziewczynki rozczulały ją bardziej od chłopców. Cholera. Chyba faktycznie tak było. Nigdy nie patrzyła na to w taki sposób. Teddy zawsze lubiła dzieci. Wiedziała, że w przyszłości chciałaby mieć co najmniej dwójkę własnych, ale gdyby jednak mogła wybierać, to na pewno wolałaby mieć przynajmniej jedną córkę. Byłaby jej oczkiem w głowie! I zrobiłaby z niej małą, dzielną strażaczkę! Nie, to nieprawda. Zostałaby tym, kim tylko by zapragnęła. Chciałaby jedynie, żeby była odważna, szczęśliwa i pewna siebie.
Jara cię, że jestem dumna z cudzych dzieci? — mruknęła, przesuwając się nieco bliżej, żeby w końcu złożyć pocałunek na jej ustach. Słonych ustach. Jak tak dalej pójdzie, to nabawią się hipernatremii.
Odsunęła się nieznacznie i spojrzała prosto w zielone tęczówki, które niemal zlewały się z oceanem. Nikt nie miał takich niesamowitych oczu.
Jesteś emocjonalnym barometrem — zaczęła, przejeżdżając paznokciami po jej udzie. — Nawet jeśli milczysz, co zdarza się rzadko, ale jednak, to potrafisz wyczuć napięcie, smutek albo ekscytację szybciej niż reszta. I ludzie mimowolnie ci się zwierzają — Teddy uśmiechnęła i wystawiła twarz ku słońcu. Zauważała to, nie tylko na swoim przykładzie, bo April miała tak nawet z dopiero co poznanymi osobami. Nigdy nie przestanie jej to zadziwiać.
Masz naturalny talent do normalizowania cudzych dziwactw. Przy tobie każdy przestaje się wstydzić swoich obsesji, traum, złych decyzji czy małych guilty pleasure. Nie mam pojęcia, jak ty to robisz, ale sprawiasz, że to, co gdzie indziej byłoby totalnie dziwne, staje się po prostu ludzkie — to już wynikało z całego szeregu obserwacji. A przecież nikt nie obserwował Finch tak bacznie, jak sama Darling.
Znów przeniosła na nią wzrok i wyciągnęła rękę, żeby nacisnąć czubek jej nosa.
Śmiesznie marszczysz nos w zamyśle, wiesz? Zawsze zagryzasz dolną wargę, ale czasami też wysuwasz czubek języka, kiedy zastanawiasz się nad czymś intensywnie w przekonaniu, że nikt tego nie widzi. Kiedy idziesz, lekko bujasz ramionami, jakby w głowie ciągle grała ci jakaś muzyka. A jak się zawstydzasz, to rumienisz się nierówno. Najpierw policzki, potem uszy — w oczach Teddy zatańczyło rozbawienie. I znów nie mogła się powstrzymać od skradnięcia jej kolejnego, słodkiego całusa. A raczej słonego. W każdym razie, usta April wciąż smakowały najlepiej na świecie!

chcę z tobą pójść do lumpa i kupić sweter albo dwa, albo szal
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brak porządnych filtrów społecznych nieco szkodził April w byciu doskonałą obserwatorką ludzi. Ale i tak była całkiem niezła. Moze delikatnie powyżej przeciętnej? W końcu często powtarzała, że jej praca polega głównie na dobrym ocenianiu ludzi, a w zawodzie była przecież naprawdę niezła. Na pewno lepsza niż w sportach. Nic dziwnego, że miała tyle do powiedzenia na temat kobiety, którą obserwowała od piętnastu lat. Była trochę jak ci zoolodzy, którzy badają jakieś stada antylop, żeby potem móc to zamienić w film dokumentalny. April uwielbiała oglądać Animal Planet w środku nocy, najlepiej będąc higher than giraffe pussy. Powinna spróbować obserwować Teddy, dorabiając sobie przy tym narratorski głos jakiejś kanadyjskiej wersji Krystyny Czubówny. Chociaż u nich to może też David Attenborough? Nieważne!
— Chwileczkę. Dlaczego ja nigdy nie parkowałam z tobą wozu strażackiego, Teddy? Co to w ogóle ma być? Proszę dać jakiemuś wozowi urlop i mnie zabrać na przejażdżkę — machnęła ręką ponaglająco, jakby oczekiwała, że to się wydarzy w przeciągu najbliższych piętnastu minut. Pewnie nie. A szkoda! Taka wycieczka na pewno będzie świetna. Ale nie chciała, żeby przez jej durne fantazje ktoś zginął w cierpieniach, nie będzie przecież zajmować wozu, jak jest potrzebny. Niespecjalnie znała się na procedurach, ale przecież te biedne samochody na pewno nie mogą być cały czas na służbie. Ciekawe, czy mają związki zawodowe.
Dobrze, że wreszcie zamknęła jej usta. I to pocałunkiem! April nie lubiła, kiedy jej przerywano, a kiedy ktoś nie chciał jej z kolei słuchać, to po prostu było jej przykro. Tym razem nie przejęła się żadną z tych rzeczy, w ten sposób Teddy może jej zamykać mordę, kiedy tylko chce. No dobrze, prawie.
I jakby przyjemności miało być komuś mało, to Darling postanowiła odwdzięczyć się czymś podobnym. Z dobroci serca, w ogóle nieproszona. Nikt nie powinien się dziwić, że miała takie branie i tak łatwo omotała sobie April wokół palca, przecież to taki słodziak.
— Dlatego nie bywam trzeźwa na imprezach. — Pokiwała głową, jakby brzemię bycia empatyczną czy charyzmatyczna było wielkim brzmieniem, z którym musi się jakoś borykać. Ludzie otwierali się przed nią na trzeźwo, to prawda. Ale po pijaku? Dajcie spokój! Czuła się czasem jak lampa otoczona ćmami. Jakby miała wysłuchiwać tego wszystkiego na trzeźwo, to chyba by ją pokurwiło.
— Może wychodzą z założenia, że skoro ja jestem lubiana, to naprawdę wszystko przejdzie. — Wyszczerzyła się z dumą, rozkładając szeroko ręce, chcąc się w pełni zaprezentować. To brzmiało całkiem prawdopodobnie. Niektórym, z jakiegoś powodu, wydawało się, że April jest strasznie dziwna. Ale nikt jej przecież nie odmówi popularności, zwłaszcza wśród kobiet. Kurczę, ale z niej była bohaterka, dająca przykład uciśnionym.
— Serio, robię to wszystko? Cholera, ależ ja muszę być śliczna i urocza. Moim najcięższym krzyżem jest fakt, że nigdy nie będę mogła tak naprawdę spojrzeć na siebie z zewnątrz. — Trudno powiedzieć, czy żartowała, czy jednak tak uważała. Obie wersje były równie prawdopodobne. Oglądanie siebie na nagraniach, to nie było to samo. Najlepiej byłoby po prostu wyjść z siebie i stanąć obok. Przynajmniej Teddy miała tyle szczęścia, że miała Finch tuż przed sobą. Bardzo blisko nawet, bo tych pocałunków było jej ciągle mało.
— To może ja spróbuję jeszcze parę razy, a jak skończy mi się cierpliwość, to wrócę na brzeg i będę cię obserwować, próbując zapanować nad chcicą? — zaproponowała. Bardzo uczciwie, to trzeba jej oddać. Od tego gadania o wozach strażackich i innych ciekawych aktywności, jakich łapała się Darling, zrobiło jej się znacznie cieplej. Na pewno nie było dziś aż takiej temperatury. Powinna się wywalić do oceanu nawet celowo, żeby chociaż trochę się ochłodzić. Bo za kolejnym razem na bank już nie wywali się przypadkiem.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

April nie brakowało wyobraźni. W jej głowie wszystko układało się w barwne, śmiałe scenariusze, które dla kogoś innego mogłyby brzmieć absurdalnie. Bo jak ona to sobie wyobrażała? Że Teddy po prostu przewiezie ją wozem strażackim, tym samym, który na co dzień brał udział w prawdziwych akcjach ratunkowych? Cóż, może i było to szalone, ale wcale nie niemożliwe. Jasne, nie mogłyby bezkarnie krążyć nim po mieście, jakby wybrały się na zwyczajną przejażdżkę, jednak Darling kombinowanie miała we krwi. Coś wymyśli! Musiała tylko pogadać z Jettem, żeby krył jej dupę. Jak zawsze. Chyba zostanie jego dłużniczką do końca dni. Swoją drogą, musiał mieć do niej ogromną słabość, skoro bez mrugnięcia zgadzał się na jej bzdurne pomysły.
Zabiorę cię na randkę wozem strażackim. Zobaczysz, będziesz wniebowzięta! — zapewniła z rozbrajającą pewnością siebie. I to wcale nie była pusta obietnica! W jej głowie już zaczynał krystalizować się przebiegły plan. Jedno było pewne - April z całą pewnością nigdy nie pieprzyła się w takiej furze. Nawet Teddy nie miała takiego doświadczenia, co akurat wydawało się nieprawdopodobne. Jak to możliwe, że przez tyle lat nie zaliczyła tam żadnego numeru? Pewnie nie miała z kim.
Pokręciła z rozbawieniem głową. Naprawdę zadziwiające, z jaką łatwością Finch chłonęła te wszystkie komplementy. Miała pełną świadomość swojej słodyczy i uroku, i Darling wcale nie musiała jej tego powtarzać. Pewnie gdyby mogła spojrzeć na siebie z boku, zachwyciłaby się sobą jeszcze bardziej niż dotychczas. Przyglądałaby się z uwagą każdemu detalowi, chłonąc własne odbicie z rosnącą satysfakcją, co to tylko utwierdziłoby ją w przekonaniu o własnej wyjątkowości. Niewiele miała wspólnego ze skromnością, ale to dobrze. Trzeba znać swoją wartość! Już wystarczyło, że z nich dwóch, to Teddy patrzyła na siebie dość krytycznym okiem.
No dobra — przytaknęła i zsunęła się z deski prosto do wody. April nie musiała schodzić, Teddy błyskawicznie pociągnęła ją w stronę brzegu, gdzie mogły złapać grunt. — Spróbuj jeszcze raz. I nie zniechęcaj się, jak nie będzie ci wychodzić. Patrz, kiedy formują się fale i jak często się łamią. Teraz wiatr jest słabszy, więc wolniej nabierają wysokości, ale szybciej tracą energię. Musisz wyczuć odpowiedni moment. Jesteś superzdolna, na pewno pójdzie ci zajebiście — cmoknęła ją w ramię, żeby dodać jej otuchy, jak na wspierającą dziewczynę przystało.
Podejrzewała, że prędzej czy później Finch i tak straci cierpliwość i rzuci w tym w pizdu. Nie mogła się jej dziwić, takie aktywności nie były dla wszystkich. Wprawdzie nie znała zbyt wiele osób, którym surfing sprawiałby prawdziwą radość. Z wyjątkiem Donovana, ale on był męską wersją Darling.
Zrobię ci kilka zdjęć z brzegu. Uśmiechaj się ładnie! — dodała, bo nie mogło być tak, że April nie będzie miała żadnej fotki. Nie wiadomo, kiedy znowu zdarzy się taka okazja. Może nigdy, bo stwierdzi, że to jednak strasznie durne. A tak to przynajmniej będzie miała kilka ujęć i nagrań na różowej desce. I namacalny dowód na to, jak jej tyłek obłędnie wygląda w tej niezbyt urodziwej piance!

i razem to będzie nam dobrze, zaśniemy na plaży, bo tam najwygodniej
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła mieć tylko nadzieję, że Teddy nie wpadnie w jakieś kłopoty od tego okazywania jej złotego serca. Zaraz znowu zaczną patrzeć na nią w jednostce z politowaniem i tyle będzie z radości. Nie po to tak się starała, żeby przestali traktować ją jak babę, żeby teraz zniweczyć to przez jakieś głupoty, które wymyślała April. Mogła mieć tylko nadzieję, że jej partnerka stawia jednak rozsądek ponad spełnianie jej zachcianek i widzi granice dużo wyraźniej. Na Finch nie ma co w tej materii liczyć. Gdyby się ograniczały tylko jej sposobem patrzenia na świat, to pewnie skończyłyby w pierdu. Albo psychiatryku. Albo martwe. Albo bardzo szczęśliwe!
Czuła się naładowana nową energią od tego całego słodzenia. Cukier krzepi, jak to mówią. Chyba nie do końca o to, im chodzi, jak już to mówią, ale jebać ich. Miała zamiar zebrać tę całą energię, którą zgromadziła z miłych słów i przetransformować ją w zdolności balansowania. Tym razem nawet posłuchała porad. Podchodziła do sprawy wyjątkowo profesjonalnie. Niemożliwe przecież, żeby zdarzyły się jej dwie wpadki z rzędu! Chyba nie do końca rozumiała, jak działa rachunek prawdopodobieństwa, ale to nic.
— No dobra. Jak się wywalę, to też się nie krępuj — zastrzegła, zanim znowu rzuciła wyzwanie falom. Wiadomo, że wolałaby mieć miłą pamiątkę, ale filmik, na którym robi fikołka w powietrzu i wpada z hukiem do wody, też byłby spoko. Nie miała żadnych tego typu materiałów z gór, a szkoda, bo domyślała się, że jej lot musiał być naprawdę imponujący.
Tym razem nie chciała się skupiać na byciu cool. Wolała po prostu spróbować ogarnąć, o co w tym dziwacznym sporcie chodzi. Ruszyła w ocean trochę z duszą na ramieniu. Jak sobie coś złamie na samym początku wakacji, to dopiero będzie lipa. Przecież miały jeszcze tyle fajnych planów, nie może spędzić reszty wyjazdu w gipsie.
Spojrzała na falę w oddali, która nie sprawiała wrażenie zbyt dużej. Może z nią się uda? Ułożyła się na desce i ruszyła w jej stronę. Tym razem machanie rękami coś dawało! Poruszała się dokładnie tam, gdzie chciała. Tym razem ocean postanowił z nią współpracować. Woda uniosła ją w górę w tym idealnym momencie. Zamiast panikować, po prostu poddała się pędowi. Wzięła głębszy wdech. Nie spadła z deski! Mało tego – utrzymała równowagę. Dłonie same wiedziały, co robić. Podciągnęła kolana, napięła każdy możliwy mięsień i dźwignęła się w górę. Deska zakołysała się niebezpiecznie, ale skontrowała to balansem ciała. Stała! No, może bardziej kucała w dość pokracznej pozie, ale płynęła. Pruła przed siebie, jakby robiła to od lat. No dobra, wcale nie, ale w jej głowie tak było. Pęd powietrza owiał jej twarz, a w żołądku poczuła ten przyjemny ucisk, jak przy szybkiej jeździe autem. Wytrzymała tak dobrych kilka sekund, zanim grawitacja sprowadziła ją do pionu poziomu. Ale to wcale nie bolało i było prawie kontrolowanym wodowaniem. Fenomenalna sprawa. Wynurzyła się, odgarniając włosy z twarzy z szerokim, triumfalnym uśmiechem.
— Ale zajebiście! — wydarła się entuzjastycznie. Nie spodziewała się, że to będzie aż tak fajne. Musiała spróbować jeszcze raz. Najlepiej od razu. Nie czekała na oklaski (chociaż trochę na nie liczyła), tylko wdrapała się z powrotem na deskę. Adrenalina robiła swoje, męczenie na chwile dało jej spokój. Na pewno tego pożałuje później, to zadziwiająco męczący sport. Ale to uczucie jest warte cierpienia. Następna fala nadeszła szybciej, ale Finch była gotowa. Wygląda na to, że można wyrobić sobie pamięć mięśniową w kwadrans, jak jest się kimś tak super, jak April! Albo ma się po prostu farta. Wstała płynnym ruchem, jakby robiła to w każdy weekend. Stała nieco pewniej. Pozwoliła sobie na nonszalanckie odgarnięcie mokrych kosmyków z czoła w trakcie jazdy, zerkając kątem oka na Teddy, czy na pewno to widzi. Prawie kosztowało ją to utratę równowagi (i pewnie kilka zębów), ale jakoś się opanowała. Płynęła tak długo, że zaczęła się zastanawiać, czy nie dobije zaraz do brzegu i nie wjedzie prosto do baru po drinka. W rzeczywistości było to pewnie ze trzy sekundy dłużej niż ostatnio. Ale kto by to liczył?! Dotarła do płycizny i wybiegła z oceanu, prawie potykając się o własne nogi.
— Widziałaś, widziałaś, widziałaś? — zawołała, lecąc w stronę Teddy. Rzuciła się na nią z radosnym piskiem, pokazując, jak bardzo jej się to wszystko podobało – tak jakby dziewczyna jeszcze nie zauważyła. Ujęła jej twarz w dłonie i złożyła kilka drobnych całusów w losowych miejscach na jej twarzy. Dopiero teraz zauważyła, że ciężej oddycha i czuje się zmęczona po czymś tak krótkim. Co za pojebany sport.

ona wavy, jak perkusja z intra dr House
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ileż to razy w przeszłości ulegała namowom April? Pewnie tysiące. Z całą pewnością nie starczyłoby jej nawet całego dnia, żeby zliczyć wszystkie sytuacje, w których dała się wciągnąć w mniej lub bardziej ryzykowne pomysły. Równie wiele razy żałowała, że w ogóle się zgodziła, obiecując sobie w duchu, że następnym razem będzie twardsza. Oczywiście następny raz nadchodził szybciej, niż by chciała. Niby to ona była tą rozsądniejszą, a jednak zaskakująco łatwo było ją do czegoś przekonać. Wystarczyło kilka dobrze dobranych argumentów, ten charakterystyczny błysk w oczach April i sposób, w jaki potrafiła mówić z taką pewnością, jakby nie istniała żadna inna, lepsza opcja. Bywały jednak chwile, gdy w głowie Teddy zapalała się czerwona lampka. Wtedy przestawała się wahać i mówiła stanowcze, chyba nie, nie pozostawiając zbyt wiele miejsca na negocjacje. Problem zaczynał się później. Bo weź spróbuj potem logicznie wytłumaczyć, dlaczego to naprawdę fatalny pomysł. Zwłaszcza komuś, kto nie uznaje słowa niemożliwe. Niejeden raz musiała się nieźle nagimnastykować, aby przemówić przyjaciółce do rozumu. I pewnie wielokrotnie będzie musiała tak robić w przypadku swojej dziewczyny.
Z tej randki w wozie strażackim nie zamierzała jednak rezygnować. Poza tym to był jej pomysł, a nie April! Co złego mogło się stać? Pewnie wszystko. Nie no, co najwyżej chłopaki będą się nabijać, że jest tak aż tak zajebana. I to tylko dlatego, że zazdrościli jej tak wspaniałej miłości!
Ale to i tak musiało poczekać aż wrócą do zimnej Kanady. Na razie stała na brzegu i obserwowała poczynania tej swojej miłości. Też z duszą na ramieniu i sercem w gardle, żeby przypadkiem nie zrobiła sobie krzywdy. Cyknęła jej kilka fotek i włączyła nagrywanie. Ku jej zdziwieniu i niepohamowanej radości, April radziła sobie wyśmienicie. Teddy autentycznie aż zaparło dech w piersi. Śmigała na desce jak zawodowiec! Wcale nie było jej tak daleko do Stephanie Gilmore! Miała po prostu naturalny talent. Zdecydowanie wolała myśleć o tym tak, niż zrzucać wszystko na łut szczęścia. Darling wyrzuciła do góry rękę w geście zwycięstwa, a potem zagwizdała głośno na palcach. Nie mogła klaskać, bo przecież trzymała telefon, ale ten gwizd to słyszeli pewnie na drugim końcu Honolulu.
Widziałam! — roześmiała się, kiedy April dobiła do brzegu i rzuciła się na nią z całym impetem. Ale nawet wtedy nie wyłączyła kamerki. Uniosła komórkę nieco wyżej, żeby uwiecznić jeszcze jej radość i słodkie buziaki.
Mówiłam, że pójdzie ci zajebiście! I mam wszystko to nagrane dla potomnych! Niech wiedzą, jaką mają zdolną i piękną matkę. I jak się bardzo kochamy, to akurat bardzo ważne — pokiwała entuzjastycznie głową i objęła mocniej April, żeby mogła uspokoić oddech i wyciszyć tę buzującą adrenalinę. Może teraz chociaż w minimalnym stopniu zrozumie uzależnienie Teddy od takich emocji.
Wycziluj sobie, a ja śmignę sobie jeszcze kilka razy i zaraz do ciebie wracam — poinformowała, oddając jej telefon, żeby mogła zobaczyć filmik, musnęła pospiesznie jej usta i tyle ją widziano.
Wiatr nie był silny, ale Teddy udało zaliczyć się kilka fajnych fal. Chciałoby się powiedzieć, że to jedyne, co dzisiaj zaliczy, ale może wcale nie! W każdym razie tyle, co się napływała, to jej. I pewnie pływałaby jeszcze w najlepsze, gdyby w którymś momencie nie została wciągnięta pod pod wodę. Deska wystrzeliła w powietrze i spadła akurat w chwili, kiedy Darling wynurzała się na powierzchnię, trafiając ją prosto w potylice. Aż ją na chwilę zamroczyło. Na szczęście, bo już chciałam jej zaserwować wizytę na SOR-ze! Wyszła na brzeg, robiąc dobrą minę do złej gry i próbując rozmasować obolałe miejsce. Pewnie będzie miała guza wielkości pięści, ale przynajmniej nie skończyła z pizdą pod okiem.

mam dla ciebie propozycję, ulubiony serial, dwa piwa w butelkach
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”