- No tak... bo to ty dla mnie masz wszystko, i... wszystko cały dzień Pilar - pochylił się w jej kierunku, ale kiedy jej język musnął jego wargę, to się odsunął - to może jednak ja... nie dam ci już nic - i znowu się od niej odsunął kiedy się przysunęła, nawet chciał jej rękę oprzeć na tych gorących, pełnych wargach, ale go ugryzła. Ale w zasadzie nie spodziewał się niczego innego, bo przecież Pilar była narwana, chociaż od tej strony jej nie znał. Nie spodziewał się, że kręciło ją łamanie prawa, kiedy ona wiecznie żyła w zgodzie z nim. Przecież on ją miał za najporządniejszą policjantkę, jaką znał. Chociaż... była z nim w Medellin na tym gangsterskim weselu, chociaż łamała z nim prawo i zasady etyczne tyle razy, to jednak nigdy w taki sposób.
- Pilar Stewart, dziewczyna gangstera, jak ci to brzmi? - zapytał i musnął wargami jej pełne, gorące usta, zaczepnie krótko. Kiedy oplotła go nogami, to przesunął palcami na jej uda, żeby poprawić ją na sobie, aż mocne westchnienie wyrwało mu się z piersi prosto w jej nagie ramię. Kręciła go, niesamowicie go kręciła i to nawet nie chodziło o to, że jako ta dziewczyna gangstera, bo z niego był taki gangster jak z koziej dupy trąba, ale poudawać umiał... A ona, kręciła go zawsze. Kiedy była sprawiedliwą, dobrą Pilar, i kiedy była tą niegrzeczną.
I teraz on też tak niegrzecznie zasypywał pocałunkami jej mokrą, długą szyję, zostawiając na niej ślad po ugryzieniu, a potem drugi na ramieniu, zanim jeszcze nie wpił się znowu w jej usta. Mocno, agresywnie, przyciskając jej plecy do chłodnej, wyłożonej płytkami w kolorze wściekłego turkusu, ściany basenu. Naparł na nią palce wsuwając pomiędzy ich rozgrzane ciała, sunąc nimi po jej brzuchu niżej, ale co z tego, kiedy ona już szarpała go za włosy, odrywała od siebie. Westchnął ciężko i jeszcze szczypnął zębami skórę na jej żuchwie, odchylił się do tyłu, żeby zajrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy.
- Jara mnie... - wydyszał prosto w jej wargi, których drżenie czuł na tych swoich. Ich drżenie i jej urywany oddech - zawsze mnie jara łamanie prawa, a jak ty to robisz, to podwójnie... - ciepły prąd przeszedł mu po plecach, kiedy jej paznokcie przesunęły się po jego tatuażach na karku, naparł na nie mocniej, a językiem zahaczył o jej wargę, ale zaraz ciemne tęczówki zwróciły się w kierunku tego domu, odwrócił się delikatnie - włamałabyś się? - powtórzył po niej i może to... pojebane, ale kąciki jego ust uniosły się ku górze. Madox też radził sobie z rozbrajaniem zamków, co prawda nie robił tego już kupę lat, ale za małolata w Medellin - często - muszę to zobaczyć, bo kurwa nie uwierzę - zachęcał ją? Oczywiście, że tak. Prowokował. Ale skoro już grali w taką grę, gdzie ona była tą niegrzeczną wersją siebie. Tą która tak kurewsko go kręciła, to jak miał się powstrzymać? A jej kolejne słowa też tylko pociągały go jeszcze bardziej - na cudzym stole? - powtórzy po niej, napierając na nią mocniej. Mogła czuć, że wziąłby ją nawet tutaj, w tym basenie. Kiedy zaczepiła zębami o jeden z jego kolczyków, to szarpnął jej się lekko, ale specjalnie, bo zaraz jego gorący, urywany oddech wylądował gdzieś na jej karku miedzy tymi ciemnymi, mokrymi, pięknymi
- Muszę zobaczyć jak otwierasz te drzwi... a za chwilę to... nie zobaczę - pokręcił głową i odsunął się od niej. Każda jebana komórka w jego ciele chciała jej tu, teraz, w tym basenie. Ale on chciał... zobaczyć jak ona włamuje się do tego domu. Jeszcze raz spojrzał jej w oczy, a te jego były już praktycznie czarne, i przez chwilę to musiał ze sobą walczyć, ale w końcu się odsunął, w końcu jeszcze zanurzył się w wodzie, żeby zanurkować i uszczypać zębami skórę na jej brzuchu, na jej podbrzuszu...
Ale odpłynął na drugą stronę basenu, gdzie już zaraz złapał się drabinki i wyszedł na brzeg poprawiając sobie mokre bokserki.
Pilar Noriega?