Za to Madox był bardzo
dotykalski. Jego nigdy to nie krępowało, czy kogoś znał, czy nie. Ludzie po to mieli ręce, żeby się... dotykać? Dziwnie to zabrzmiało, ale coś w tym było. Dlatego on zaraz opierał palce na jej dłoni na swoim policzku, chociaż kiedy powiedziała o tym
siniaku to uśmiechnął się delikatnie. Już jej miał powiedzieć, że chciałby to zobaczyć, bo sobie nie umiał jej wyobrazić, jak mogłaby komukolwiek zrobić siniaka. Nie mógł sobie jej wyobrazić, jak mogłaby skrzywdzić muchę, a co dopiero takiego
gangusa jak on. Puścił ją i próbował się podnieść, ale teraz nawet jej lekkie pchnięcie sprawiło, że znowu wylądował na śniegu.
-
No widziałaś ich? Jakie dziki... Nabite jak dziki. A dzik to taka dzika świnia, ale nie jak Pumba... - zaczął jej tłumaczyć, ale zaraz zapytała go o to, ile palców widzi. A kiedy pokazała mu ten środkowy, to parsknął krótko.
-
Bardzo śmieszne... - mruknął, ale zaraz spoważniał -
dwa - rzucił i nawet powieka mu nie drgnęła, ale za to kiedy Ivy zmarszczyła zatroskana brwi, albo może skonsternowana? To zaraz znowu strzelił oczami -
jeden, spokojnie, z moimi oczami wszystko jest okej - rzucił. A kiedy tak go dociskała, te wszystkie siniaki, to oczywiście, że kilka razy stęknął, skrzywił się i chociaż próbował nie jęczeć, to jednak nie było to taki proste.
-
Nie ma żadnego krwawienia - mruknął tylko, chociaż przecież wcale się na tym nie znał. Ale lepiej jakby nie było... Nie z takich opresji już wychodził obronną ręką. Tylko... może to szczęście u niego też kiedyś się skończy?
Zamknął się, kiedy mu kazała, ale wypuścił powietrze przez nos, a biała chmurka zawisła między nimi. Znowu zezował na podpaskę,
wyglądała praktycznie, nie był przekonany, za to kiedy poleciła mu, żeby ją trzymał, to oczywiście to zrobił, sięgnął do niej wytatuowanymi palcami. Pokręcił głową.
-
Ale w Meksyku nie - wtrącił zaraz, po pierwsze to... co miał piernik do wiatraka, skoro było w Toronto, a po drugie, to on nawet nie był z Meksyku. Albo mógłby być. Chociaż Kolumbijczycy jednak trochę różnili się od Meksykańców -
ja po prostu mam jakieś uczulenie na szpital... - rzucił poważnie, jakby takie coś w ogóle istniało. Ale chyba nie istniało.
Kiedy Ivy zaproponowała mu podwózkę
tą super furką, to najpierw zmrużył powieki, ale w zasadzie to może nie był najgorszy plan?
-
Pomóż troszkę... - wyciągnął do niej rękę, a później jeszcze złapał się wózka i jakoś udało mu się wstać, a potem nawet wtoczyć do tego
pojazdu. Zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć.
-
Masz w ogóle prawo jazdy, czy prowadzisz na czarno? - chciał sobie zażartować wodząc ciemnymi tęczówkami gdzieś po jej twarzy. Chociaż zaraz przez tą jego przemknął jakiś grymas -
możemy udawać, że to jest nie wiem... kompres? Bandaż? Cokolwiek innego niż podpaska? - zapytał, ale zaraz położył na niej rękę, żeby jeszcze docisnąć ją sobie do czoła.
Pokierował ją prosto do Emptiness, na tyłu klubu. Przy tylnym wejściu dzisiaj było pusto. Z jednej strony dobrze, bo nikt go nie zobaczy, z drugiej a jakby ktoś chciał tam wejść? Na razie to jednak Madox chciał się wygramolić z wózka tak, żeby się nie urazić i nie wyjebać.
-
Prowadzę ten klub - rzucił, chociaż zaraz do niego dotarło, że może nie powinien jej mówić takich rzeczy? A z drugiej strony, to co za różnica? Czy tu pracował, czy był właścicielem i tak zakładał, że ona nie chodzi w takie miejsca. Była na nie zbyt
niewinna. W końcu stanął na ziemi i podpierając się o jakieś barierki przy drzwiach ruszył do tylnego wejścia. Weszli na zaplecze i Noriega przez moment zastanawiał się gdzie ją poprowadzić. Do jego biura na górze musieliby przejść przez klub.
-
Dobra, na dół... Ale to strefa VIP, tylko dzisiaj jest pusta - poinstruował ją, a potem ruszyli schodami oświetlonymi czerwoną żarówką na dół. Kiedy Madox przytrzymywał się tych wszystkich barierek, to nawet jakoś mu to szło, bolało, ale przecież nie takie rzeczy już przeżył. Właściwie to jak zeszli na dół, do tej
tajnej części klubu, gdzie na środku znajdował się podest z rurą, kilka drzwi prowadzących do innych pokoi, a pod jedną ze ścian bar, to Madox właśnie do niego chciał się skierować. Nalać sobie rumu. Ale w pewnym momencie, się zatoczył i rzeczywiście wylądował na tej czarnej, skórzanej kanapie. Odchylił do tyłu głowę patrząc w ozdobny, podwieszany sufit.
-
Zobacz pod barem, tam powinna być - rzucił. Bar tutaj był mniejszy niż na górze, ale wciąż dobrze wyposażony, a może nawet lepiej? W końcu pili przy nim ci
goście premium. Pod barem znalazła apteczkę, całkiem dobrze wyposażoną, bo jednak ta część klubu sprzyjała też częstszym bójką. Dzisiaj jednak było tu cicho. Spokojnie.
Byli tu sami.
Cuántos dedos estás mostrando? ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐