34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

034.
Trick or trouble?
Why not both?

⋆˖⁺‧₊☽◯☾₊‧⁺˖⋆

𝐻𝒜𝐿𝐿𝒪𝒲𝐸𝐸𝒩 2024


Strzygi. Wampiry. Czarownice. Kościotrupy.
I krew, dużo krwi. Sztucznej, a jednak mieniącej się w klubowych lampach jak ta prawdziwa, żywa. I tylko jej zapach był inny, chemiczny, nie mając w sobie nic metalicznego.
Emptiness nigdy nie bało się takich widoków, ani krwi, ani wiedźm, które swój prywatny, mały sabat urządzały przed drzwiami toalety, było ich tam co najmniej sześć, każda inna, z innej bajki. Była czarownica ze śpiącej królewny, z czarnymi rogami wijącymi się w kierunku sufitu. Była ta w szpiczastym kapeluszu, która ścigała Dorotkę z Kariny Oz. Była też brzydka wiedźma w potarganych włosach z dorobionym nochalem. Ale też ta seksi czarownica w króciutkiej spódniczce i pończochach. A na dokładkę przebrany za czarownicę facet, w peruce i czarnej sukience, która bardziej wyglądała jak mroczna koszula nocna, niż strój wiedźmy.
Światła w klubie mieniły się dzisiaj ciemnymi barwami, a po podłogach tułał się dym, między nogami zjaw, które na parkiecie wiły się w rytmie mrocznej, straszne muzyki.
Madox nie lubił takich imprez, imprez tematycznych, a jednak Halloween miało w sobie coś takiego, że nawet on brał w tym udział. Przebrany za jakiegoś wampira, stał za ladą, bo oczywiście, że barmanki w którymś momencie namówiły go do tego, żeby pomógł.
Nie pomagał, jak zwykle, bo kiedy one obsłużyły po trzy osoby, to on wciąż wisiał nad pierwszą. Nad jakąś brunetką.
- Dzisiaj mamy inne menu - rzucił i oparł się nonszalancko o ladę łokciem, wskazując tablicę, gdzie wypisane były te wszystkie ssstrraassszzzne drinki - ale ja i tak polecam cuba libre, albo coś na rumie, mamy dobry rum - bo to była prawda, Emptiness miało rum sprowadzany prosto z Kolumbii i to nim zawsze chwalił się Madox. Sam też zawsze pił rum, czasem z colą, dla pozorów, kiedy udawał, że pracuje na przykład. Jak dzisiaj.
Zanim jednak dziewczyna zdążyła się zdecydować, to wpadł w nią jakiś nawalony kościotrup.
- Dwa piwa! - rzucił jakby nigdy nic...
Ale trochę źle trafił, bo jakby zatoczył się na lewo do tej barmanki przebranej za kobietę kota, to może nawet by je dostał. Ale wampir Madox zaraz wyrwał się do przodu i sięgnął do kościotrupa przez ladę, zacisnął wytatuowane palce na jego stroju.
- Gdzie się kurwa wpierdalasz... nie widzisz, że pani tutaj wybiera - obaj zawiesili spojrzenia na dziewczynie. Kościotrup trochę przepraszające, a Madox ciemne, intensywne.

𝔅𝔞𝔡 𝔇𝔢𝔰𝔦𝔯𝔢𝔰
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

La nuit, la lune, le feu, l’orage
Dans les rues sombres, on bat l’ennui


Czy wierzysz w bożonarodzeniowe cuda? Albo jakieś świętojańskie szczęście czy czterolistną koniczynkę, dzięki którym nagle poszczęściło ci się wtedy, kiedy wcale tego nie planowałeś? Vita też nie. A już tym bardziej nie wierzyła w to, że jakimś cudem bar, w którym pracowała, akurat w samo Halloween zaliczy awarię.
Holloway nigdy nie była rozentuzjazmowana przebierankami ani celebrowaniem jakichkolwiek świąt w gronie rodzinnym, bo w gastro takie okazje zamieniały się przede wszystkim w dosłowny bank, który można było skosić w napiwkach. Z jednej strony zajebiście cieszyła się z faktu, że nie będzie musiała obsługiwać tych samych ludzi tego wieczoru, z drugiej - traciła okazję na naprawdę porządną wypłatkę. Ale z dwojga złego przynajmniej mogła spędzić ten wieczór w domu, oglądając stare halloweenowe klasyki, wsuwając w siebie żarcie, którego powinno się unikać na kilometr, i dotrzymując towarzystwa swojemu czworonożnemu współlokatorowi, Milo.

Uradowana myślą, że już niedługo będzie mogła wrócić do swoich czterech ścian, zrzucić z siebie thriftową czarną sukienkę, której koronka przypominała pajęczynę, zmyć eyeliner z pokracznie narysowanym pajączkiem zwisającym z kreski i zdjąć kocie uszy, na które wydała całe 1,5 dolara w Dollaramie, została nagle chwycona za nadgarstek przez koleżankę z baru. Ta zaczęła krzyczeć coś o imprezie roku i o tym, że nie da się przegapić takiego eventu, a Vita - będąc Vitą i w tamtym okresie swojego życia wciąż nie potrafiąc jeszcze porządnie odmawiać - jakieś trzydzieści minut później znalazła się w Emptiness. W klubie, do którego kiedyś nawet rozważała złożenie papierów, ale nie była pewna, czy dałaby radę pracować w przedsięwzięciu aż na taką skalę. Ledwo ogarniała swoich regularnych klientów, a co dopiero taki tłum. Grupka z jej pracy chwilę po przejściu przez drzwi rozpłynęła się w sidłach piratów, jakichś 'temu' podobnych wersji Jacka Sparrowa, Batmanów i cholera-wie-czego-jeszcze. Zerknęła w stronę baru, gdzie dostrzegła kilka dziewczyn i mężczyznę, który - thanks fuck - wyglądał bardziej jak wampir z klasycznego Draculi niż Edward ze Zmierzchu.

Skoro już tam była, postanowiła sprawdzić, czy ich drinki faktycznie są tak dobre, jak wszyscy gadali. Przemknąwszy przez tłum, dobrnęła w końcu do lady i posłała barmanowi uśmiech. Uniosła brew, spoglądając na menu starannie wykaligrafowane z efektem gęsiej skórki. - Scari martini? Sex on the grave? - parsknęła pod nosem z niedowierzaniem. - Urocze, ale i tak te nazwy nie mają startu do tych z mojego baru - Odparła to z dumą, wypinając pierś, jakby fakt, że była barmanką, nagle stawiał ją na równi z policjantem albo strażakiem. Po chwili jednak zorientowała się, że Dracula naprawdę wiedział, o czym mówi, a rum w tym całym parodialnym repertuarze był przecież jej ulubionym alkoholem. Już miała poprosić go o drinka, którego zaproponował, kiedy ktoś w nią wleciał, sprawiając, że odbiła się od lady.- Poviya - 'Kurwa' - przeklęła pod nosem, odwracając się, by chwilę później ujrzeć owego Draculę, który już trzymał za łachy faceta przebranego za kościotrupa, nawalonego w trzy kości - Tobie alkoholu już chyba na dzisiaj wystarczy - prychnęła, po czym zerknęła na barmana i uśmiechnęła się do niego w nadziei, że odgadnie, iż była mu wdzięczna za ten gest. - Wezmę cuba libre. I jedno dla ciebie po zmianie. - Nachyliła się, żeby mógł ją usłyszeć. Muzyka nabrzmiewała coraz głośniej i ledwo słyszała własne myśli. - Czy zawsze jest tu tak głośno?! - zmarszczyła nos, po czym na chwilę zatopiła twarz w dłoniach, dochodząc do wniosku, że Emptiness faktycznie cieszył się cholernie dobrą reputacją nie bez powodu...

dracula (㇏(•̀ᢍ•́)ノ)
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox nawet nie widział Zmierzchu, ale może to nawet dobrze o nim świadczyło? Rzeczywiście bardziej przypominał Draculę, umazany na blado na twarzy, z krwią, która spływała mu z ust po brodzie, aż na klatkę piersiową, niknąc gdzieś w połach czarnej, rozpiętej koszuli, bo ktoś trochę przegiął z charakteryzacją. Ciemne włosy miał zaczesane do tyłu i fikuśną pelerynę, krótką i chamską, ale dwukolorową, czyli to już poziom prestiż.
Uśmiechnął się kiedy kocio-pajęcza dziewczyna czytała te nazwy drinków. Ten sex on the grave, to był akurat jego pomysł, resztę wymyślała jego menadżerka.
- Brzmią strasznie, czy strasznie słabo? - zapytał pochylając się w jej kierunku nad ladą - a jaki to jest... twój bar? - oczywiście, że musiał się dowiedzieć. Bo to, że ktoś miał bar, czy tam klub to był dla Madoxa temat do pogaduszek numer jeden. Jak ludzie, którzy posiadając dzieci uwielbiają o nich rozmawiać z obcymi. Albo psiarze z innymi psiarzami, to Noriega mógłby tak rozprawiać, na temat prowadzenia takiego przybytku godzinami.
- Jakie macie tam nazwy? - kolejne pytanie z serii a ile brzdąc ma latek, tylko oni nie rozmawiali o bąbelkach, a o drinkach.
Ale nawet sobie nie zdążyli porozmawiać, bo już jakiś pijany gostek kostek postanowił wpychać się w kolejkę.
- Przepraszam... postawię ci może piwko? - kościotrup od razu zmiękł, kiedy Madox trzymał go za fraki, zaciskał palce na jego wdzianku.
- Słyszałeś co pani powiedziała, tobie alkoholu wystarczy, znikaj i żebym cię tu kurwa nie widział - warknął i zabrał rękę z jego kostiumu. Kościotrup spojrzał się na niego dziwnie, w ogóle chyba barmani nie powinni się tak zwracać do gości. Ale prawda jest taka, że Madox nie był tu żadnym barmanem, a to, że czasem kręcił drinki to już inna sprawa. On tu był szefem i mógł sobie robić co chce, zawsze to robił.
Teraz też.
- A ja już właściwie skończyłem zmianę - bo kończył swoją barmańską zmianę też wtedy, kiedy chciał. Chociaż może jeszcze powinien zrobić im te drinki. Obejrzał się na dwie inne barmanki, one mogłyby to zrobić. Ale urabiały się po łokcie, nawet Madox nie był taki bezczelny.
- To robię dwa - mrugnął do brunetki jednym okiem, układając sobie na ladzie dwie wysokie szklanki, które zasypał lodem. Na jaj kolejne słowa uśmiechnął się delikatnie, aż błysnęły te jego sztuczne, zakrwawione kły.
- Czasem jest jeszcze głośniej, jak napierdala latino, dzisiaj i tak ta muza ma robić mroczny klimat - robiła, bo wiedźmy i zombiaki wiercili się na parkiecie, jakby byli jacyś opętani - nie podoba ci się? - zapytał i lał już do szklanek alkohol, nie pożałował go, ale mieli naprawdę dobry rum. Złapał za limonkę i przeturlał ją po ladzie, a potem rozciął na pół, żeby wycisnąć ją do szklanek. Pochylił się w kierunku dziewczyny, znowu opierając o ladę.
- A co? W twoim barze macie cichszą? Czy nie macie wcale? - zapytał, a ciemne tęczówki przesunęły się po jej sylwetce, zawiesił je na jej twarzy - kocio-jąk? Czy pają-ciak? No wiesz... od kociaka i pająka - głową skinął na te jej kocie uszy, w zasadzie ciekawiło go jej przebranie. Rozejrzał się za colą, a kiedy ją złapał to dolał do szklanek, a później zamieszał. On nie dawał mięty, bo to było cuba libre po kolumbijsku, mocne i dawało limoną. Madox jeszcze umieścił na jej szklance plasterek limonki, a ten swój od razu wpakował sobie do buzi. Nic nie mierzył, nie próbował, bo on to robił na wyczucie, a cuba libre, to już by pewnie zrobił z zamkniętymi oczami.
Rzucił przed nią na bar podkładkę i położył na niej szklankę z drinkiem.
- Słomka? - zapytał spoglądając na nią z ukosa.

𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wieczór, który już od samego początku zapowiadał się tragicznie, ostatecznie okazał się całkiem miłą odskocznią, gdy Vita znalazła się przy barze, rozmawiając z wampirem, którego wcale nie musiała się bać - nie wyglądał na takiego, który zanurzy kły w jej szyi, a raczej na takiego, który porządnie ją napoi.
- Szczerze? - zapytała, wpatrując się w jego brązowe tęczówki, które mogłaby przysiąc, momentami mieniły się zielenią. Na pewno wpływ miały na to światła odbijające się od ich outfitów, skóry i wszystkiego wokół. W tym klubie wszystko było aż nadto. Absolutnie wszystko. - Pół na pół. Dwie nazwy są godne podziwu, cała reszta do przekreślenia -uśmiechnęła się zadziornie. - Jak można było przegapić Obsidian Kiss, Wicked Desire albo Full Moon Fizz jako nazwy drinków w taki dzień?! - Przewróciła oczami i westchnęła głośno, no bo przecież była to najbardziej oczywista rzecz na świecie, ale chwilę później zarumieniła się, zdając sobie sprawę, że zabrzmiała co najmniej jak właścicielka baru, w którym pracowała tylko jako barmanka. - Shhh - stanęła na palcach, nachylając się przez bar, i dosłownie na milisekundę przyłożyła palec wskazujący do jego ust. - To ściśle tajna informacja, a jeśli ci ją zdradzę, to będę musiała… no wiesz.. - Odsunęła się, przesuwając dłonią po szyi i robiąc typowy gest poderżnięcia gardła, wydając przy tym parodialny dźwięk wyzionęcia ducha, po czym wybuchnęła śmiechem, zanim nie została staranowana przez szkieleto-kupę kości.

Vita uśmiechnęła się szeroko, gdy pijany Kostek spieprzył gdzie pieprz rośnie, najwyraźniej przerażony, że zaraz to on dostanie przysłowiowym kołkiem w serce zamiast ich główny bohater w roli głównej. Unosząc brew, oparła się bokiem o ladę i przyjrzała się nowemu znajomemu. - Kończysz zmianę w Halloween tak wcześnie? Chyba oboje jesteśmy szczęściarzami - prychnęła z niedowierzaniem, ale nie miała zamiaru narzekać. W końcu będzie miała chociaż jedną przyjazną twarz do pogadania, choćby tylko przez moment. - Słaba ze mnie tancerka, jak mam być szczera. Shakirą to ja chyba nigdy nie będę - odpowiedziała głośniej, żeby przebić się przez dudniącą muzykę. - A co do tego, czy mi się tu podoba… tak. Ale nie mogłabym tu pracować! - rzuciła. - Mówiłam ci już, to jest bardzo tajna informacja. Będziesz musiał wydusić to ze mnie siłą… albo tym Cuba Libre. - Puściła mu oczko, a po chwili wybuchnęła śmiechem, słysząc jego próby rozszyfrowania jej outfitu. - Domyśliłam się - zakryła usta, śmiejąc się pod nosem. - Pająciak! Zgadłeś! Właśnie tym się kierowałam, szykując się na dzisiejszy wieczór pełen psikusów - odparła dumnie.

Prawda była taka, że najpierw narysowała tego pająka, który - o dziwo - naprawdę wyglądał jak pająk, a potem, w drodze do pracy, wpadła do tej nieszczęsnej Dollaramy i wybrała pierwszą lepszą parę uszu, która nie dość, że była cholernie tania, to jeszcze całkiem przypadła jej do gustu. - A ty? Czemu akurat wampir, a nie Tiger King, Power Ranger albo jakaś inna ciekawa postać, hm? - zapytała, autentycznie zaciekawiona jego wyborem stroju. Swoją drogą, ubiór mówił o ludziach więcej, niż większości się wydawało. Sposób, w jaki był ubrany, podpowiadał jej jedną z dwóch rzeczy- albo naprawdę uwielbiał Halloween i po prostu chciał dobrze wyglądać, albo szefostwo kazało mu się sensownie przebrać, żeby podtrzymać reputację klubu. Była tego pewna.
Przyglądała mu się uważnie, kiedy przygotowywał im drinki z zadziwiającą precyzją, notując sobie w głowie kilka trików, których sama nie stosowała w barze.- Bez słomki - powiedziała, chwytając szklankę i powoli przysuwając ją do ust. Upiła łyk. Limonka, rum i cola rozlały się po jej kubkach smakowych. Uśmiechnęła się, zerkając na niego. - Wiedziałeś, że picie przez słomkę zabija smak alkoholu? Ludzie piją szybciej, żeby się upić, zamiast nacieszyć się smakiem zajebiście dobrego trunku. Prostacy, co nie? - Przewróciła oczami, po czym zrobiła kilka kroków od baru i odwróciła się przez ramię, żeby sprawdzić, czy faktycznie skończył już zmianę i zamierza do niej dołączyć.

dracula (㇏(•̀ᢍ•́)ノ)
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy wymieniła te nazwy, to Madox zmrużył na moment oczy, dobrze mówił po angielsku, bo w końcu siedział tu już tyle lat, ale czasem nie wszystko łapał...
- Dla mnie brzmią ciężko, ja bym stawiał na... Santa Muerte, Sexy y Peligrosa, albo Sangriento Como Tus Labios, ale dziewczyny mi powiedziały, że nie możemy codziennie być latino - wzruszył ramionami, chociaż on codziennie był. Jakoś dawał radę. A biorąc pod uwagę fakt, że to jego klub, to mógł sobie tutaj robić też straszne wieczory latino, prawda?
Gdyby się tak nie słuchał menadżerki, to by pewnie robił.
Kiedy stanęła do niego na palcach, to nawet nie ruszył się z miejsca, jej palec na jego ustach też nie zrobił na nim wrażenia, chociaż to tylko milisekunda, kiedy on zrobił zeza starając się na niego spojrzeć.
- I tak już jestem... no wiesz - pokazał jej język, jakby był martwy. Martwy wampir z językiem na wierzchu, a zaraz się uśmiechnął.
Na chwilę, bo zaraz była akcja z kostkiem, ale ten szybko się ulotnił, chyba jednak bał się wampirów i nie zabrał ze sobą czosnkowego naszyjnika, czy osikowego kołka.
Madox tylko się uśmiechnął na to stwierdzenie, że są szczęściarzami, bo może byli? Mógł się jej też wytłumaczyć, że kończy kiedy chce bo tutaj szefuje, a tak naprawdę to nie kończył nigdy, bo wiecznie musiał być na posterunku. Ale mógł być też po drugiej stronie baru, takie zalety bycia właścicielem klubu.
- Onie, a ja akurat jestem fanem Shakiry - jęknął, ale zaraz znowu się uśmiechnął. Zacznijmy od tego, że Madox lubił latino, chociaż może nie był fanem Shakiry? - No i świetnie się ruszam, myślę, że nawet Shakira byłaby zadowolona - wywrócił oczami, ale wesoło i zaraz też kąciki jego ust uniosły się ku górze. Zgrywał się z niej?
Nie do końca, może z tą Shakirą tylko, bo jeśli chodzi o taniec, no to Noriega umiał się ruszać.
- Myślę, że cuba libre może zdziałać cuda - mogło, bo było mocne. Mocniejsze niż takie typowe, ale przez to, że na dobrym rumie, kolumbijskim, nie paliło aż tak. Troszeczkę, na początku. Ale Madox to to nawet lubił. Palący rum i smak limonki na języku.
On też się uśmiechnął, na tego pająciaka, czyli jednak zgadł, pokiwał nawet głową.
- Wygląda... psikuśnie - ten jej strój, idealnie na wieczór pełen psikusów.
Madoxa był mniej psikuśny, ale on naprawdę lubił Halloween. Jak nienawidził Bożego Narodzenia, to dzień duchów, zjaw i strzyg go szczerze bawił.
Kiedy zapytała o jego kostium, to tym razem Noriega pochylił się w jej kierunku i pokazał jej swoje kły, śmieszne trochę, ale leżały nawet nieźle.
- Bo lubię gryźć, i dobrze wyglądam w czarnym - jeszcze się zawiesił na ladzie zaglądając prosto w jej niebieskie oczy, ale zaraz się wyprostował i poprawił koszulę - no i serce też mam czarne, jak ta koszula, i jak wampiry - dodał już stawiając drinki na ladzie. Już przeżuwając plasterek limonki, który wsadził sobie do ust.
Tylko skinął głową, kiedy mu oznajmiła, że nie chce słomki, i dobrze, bo nawet nie miał ich pod ręką. Już miał wyjść zza lady, ale jedna z barmanek, ta przebrana z kobietę kota chwyciła go za pelerynę, z jakimś Madox, se suponía que debías ayuda na karminowych ustach.
- Sofía, por favor, sabes lo mucho que me gusta Halloween - pogadali sobie, ale przecież nikt go siłą nie zatrzyma. Jeszcze im powiedział, żeby zawołały Maddie, czyli menadżerkę, to im pomoże.
Stanął w końcu obok brunetki, ze swoją szklanką z drinkiem, ale przez te wampirze zęby piło mu się kiepsko. Może jednak mógł wziąć słomkę...
Ale kiedy powiedziała to, że słomka zabija smak alkoholu, to Madox stwierdził, że już woli się męczyć.
- No tak, niektórzy piją, żeby się najebać, a ja piję, bo lubię... - źle to chyba zabrzmiało - ten smak... - dodał zaraz i upił swojego drinka. Oparł się o ladę obok dziewczyny, bo ktoś mu zrobił miejsce. Właściwie to stali bywalcy kojarzyli Madoxa, i zdawali sobie sprawę, że lepiej mu nie wchodzić w drogę, bo był trochę... nieobliczalny.
Odwrócił się w kierunku pająko-kocicy, ale zaraz zawiesił tęczówki gdzieś nad jej ramieniem, a potem... chwycił ją za rękę, żeby ją odciągnąć od baru i kiedy wbiła w niego te niebieskie spojrzenie, to on też zawiesił na niej swoje, szedł tyłem, trochę na wyczucie, prowadząc ją gdzieś w tłum.
- Ja pierdole... Menadżerka przyszła i zaraz by truła... wiesz jak jest - wyjaśnił w końcu, bo skoro miała bar, to wiedziała. Kiedy się obejrzała, to przysunął się do niej, żeby jej pokazać menadżerkę, wskazał blondynę przebraną za seksi pielęgniarkę, trzymała w dłoni wielką strzykawkę, najpierw się trochę podarła, a potem rozejrzała. A Madox się schował za brunetkę i pociągnął ją jeszcze dalej.
- To wariatka - dodał tłumacząc swoje zachowanie. Ale prawda jest taka, że bardziej walnięty był Madox. Podniósł swoją szklankę, żeby się z niej jeszcze napić, kiedy brunetka znowu się do niego odwróciła.
- Jak nie będziemy tańczyć, to może sobie usiądziemy? - znajdowali się gdzieś w połowie drogi do parkietu i do loży, które były przeładowane... Ale dla Madoxa to nigdy nie był problem.

𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Vita przysłuchiwała się jego propozycjom nazw, rozumiejąc tylko niektóre słówka. W szkole uczyła się hiszpańskiego i coś tam jeszcze pamiętała, ale zdecydowanie nie na tyle, by móc swobodnie rozmawiać w tym języku. - Santa Muerte - powtórzyła po nim, akcentując „r”, które dla wielu anglojęzycznych osób było nie do przejścia. - Podoba mi się - odparła z uśmiechem. - Poza tym, nie oszukujmy się, te dziewczyny pewnie mają na ciebie crusha i zgodzą się na wszystko, o co poprosisz - parsknęła pod nosem. - Więc następnym razem walcz o swoje! Drinki o takich nazwach sprzedawałyby się jeszcze szybciej. - Posłała mu szczery uśmiech. Naprawdę tak myślała. Vita nie cierpiała kłamstw ani owijania w bawełnę- lubiła mówić wprost to, co myśli i jak jest. Przyglądając się jego reakcji na swoją teatralną szopkę, chwilę później parsknęła śmiechem, widząc jego język wystawiony na wierzch. - Damn, zaraz będę musiała cię reanimować.

Pomijając ten drobny incydent z tamtym typkiem, atmosfera była całkiem przyjazna, a sceptycznie nastawiona do wszelkich nowych relacji Vita była mile zaskoczona, jak dobrze rozmawia jej się z nowo poznanym mężczyzną z branży. Z jej ust wyrwało się teatralne westchnienie. Przykryła usta dłonią i wpatrywała się w niego z udawanym przerażeniem. - Czyli straciłam już kilka aura punktów u ciebie, eh? - parsknęła. - Mówisz? - Uniósłszy lekko brew, była wyraźnie zaskoczona, gdy ogłosił, że podobno tańczy tak dobrze, że sama Shakira byłaby pod wrażeniem. - Kręcisz bioderkami lepiej niż ona? Będę musiała to zobaczyć- odparła z uśmiechem, dalej brnąc w tę grę słów i kokieteryjność.

Uśmiechnęła się szeroko na jego kolejne słowa, uniosła szklankę i skinęła głową w sposób, który niemal mówił - amen. - Potrzebny mi jeszcze jeden cud na dzisiejszy wieczór, żebym jakoś dotarła do domu i nie była przetrzymywana siłą przez znajomych z pracy - parsknęła, rozglądając się szybko, czy aby na pewno nie ma ich nigdzie w zasięgu wzroku. Nie miała ochoty na tańce, plotkowanie ani słuchanie kolejnych dramatów, przez które przechodziła jej kumpela z innym typem z baru, w którym pracowali - sypiali ze sobą, kłócili się, tylko po to, żeby zaraz znowu wylądować razem w łóżku. Vita nie miała nic przeciwko seksowi na zgodę, ale do cholery, ile można? Holloway zerknęła w dół na swoją sukienkę, obróciła się szybko i wykonała coś na kształt ukłonu rodem z Bridgertona.- Gracias, vampiro - odpowiedziała dumnie. Prawie tak dumnie, jak wtedy, gdy wykręciła czterdzieści siedem dni streaka w Duolingo. Chciała jednak dowiedzieć się o nim trochę więcej. O jego stroju. O tym, dlaczego wybrał akurat taki. Słuchając go, uniosła brew i uśmiechnęła się szeroko. - Z tym gryzieniem nie miałam jeszcze okazji sprawdzić, ale faktycznie dobrze wyglądasz.- spojrzała w jego ciemne tęczówki przez dłuższą chwilę. - Moje jest z kamienia, więc chyba dobraliśmy się idealnie. - Odparła to, unosząc szklankę do ust i upijając łyk. Lód w drinku w pewnym sensie pozwolił jej ochłonąć, gdy poczuła, jak policzki zaczynają lekko ją piec od rumieńca.

Usatysfakcjonowana faktem, że naprawdę skończył zmianę i zamierzał dotrzymać jej towarzystwa, zerknęła na niego, wciąż trzymając szklankę w dłoni. - Tak, ten smak - uśmiechnęła się, rozglądając się po klubie i próbując wyłapać jakieś miejsce, gdzie mogliby usiąść i porozmawiać. Wtedy poczuła jego dłoń na swojej ręce, a chwilę później dosłownie prowadził ją już przez tłum ludzi ocierających się o siebie na parkiecie. Nie miała nic przeciwko temu - byle tylko nie musiała zaraz popisywać się jakimiś ruchami godnymi You Can Dance czy innego programu tego typu. Patrząc na to, jak poruszały się tutejsze dziewczyny, sama wyglądałaby pewnie jak pokraczna makrela świeżo wyłowiona z wody, telepiąca się rozpaczliwie na powierzchni. Nie mogła dać się tak poniżyć. Po chwili spojrzała w kierunku kobiety, którą wcześniej jej wskazał.- Ah, uciekamy, żebyś nie został znowu wezwany? - zaśmiała się. Kiedy jej wzrok padł na lożę przepełnioną ludźmi obmacującymi się i całującymi bez większego skrępowania, jakoś uwolniła się z jego uchwytu. Tym razem to ona chwyciła jego dłoń i szybko ruszyła przez tłum tańczących ludzi w stronę wolnego skrawka miejsca.- Muszę się bardziej napić, żeby przed tobą zatańczyć! - rzuciła głośno, tak żeby jej słowa przebiły się przez muzykę. W loży było cholernie mało miejsca. Ustawiła się tak, by położyć dłoń na jego klatce piersiowej, po czym delikatnie pchnęła go, żeby usiadł na tym skrawku wolnego miejsca, który udało im się znaleźć. Sama wsunęła się między jego nogi i usadowiła tyłek na stoliku.- Dobra, pięć pytań. W zależności od odpowiedzi zdecyduję, czy będziemy się jeszcze znać po tym wieczorze.- Upiła duży łyk drinka, który wcześniej dla niej przygotował, i nachyliła się ku niemu trochę bliżej.- Horror czy komedia? Mleko po płatkach czy płatki po mleku? Seks przy zgaszonym czy zapalonym świetle? Rum czy whisky? I jak bardzo chciałeś przywalić tamtemu typowi? - Na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech. Była ciekawa, co odpowie. Te pytania i tak były raczej wersją PG tego, o co zwykle by zapytała, ale chciała spędzić z nim trochę więcej czasu i nie odstraszyć go od razu swoją nachalnością.

dracula (㇏(•̀ᢍ•́)ノ)
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jemu też podobała się nazwa Santa Muerte, obiecał sobie nawet w głowie, że kiedyś to wykorzysta. Dla jakiegoś specjalnego drinka, którego sam sobie wymyśli. Bo przecież czasem to robił, wymyślał swoje drinki.
I czasem też walczył o swoje, chociaż właściwie... to tutaj wszystko było jego. Wystarczyło pewnie jedno jego słowo, żeby jednak te drinki nazwać hiszpańskimi słowami. Chociaż na to kiedy brunetka wspomniała, że pewnie dziewczyny mają na niego crusha, to się uśmiechnął.
Nie miały, bo on właściwie zbyt często robił im na złość, denerwował je, albo obiecał pomóc, a potem sobie wychodził zza baru. Jak dzisiaj na przykład.
- Ale tylko metodą usta-usta, no i musisz uważać na zęby - chciał jej zaczepnie pokazać czubek języka, ale on się ugryzł tymi kłami, wiec wyszło tak jakby jej demonstrował, że naprawdę są ostre. Były. Jak na sztuczne kły.
Madox właściwie nie szukał dzisiaj towarzystwa, więc... ta rozmowa z brunetką, ciekawa swoją drogą, była nawet miłym zaskoczeniem. Bo zakładał, że jednak będzie spędzał wieczór na barze, na jakiejś szybkiej wymianie zdań z klientami, pomiędzy drinkami. A tu proszę. Rozkręcali się, może szybko skacząc z tematu na temat, ale Noriega to przecież lubił. Informacje.
- Nie do końca - mrugnął do niej jednym okiem, kiedy zapytała, czy straciła u niego punkty - umiem poprowadzić partnerkę - no tak, bo Madox oprócz czarnego serduszka to był też bardzo... pewny siebie. W tańcu też. Nawet zakręcił bioderkami wychodząc zza baru, kiedy zapytała, czy robi to lepiej niż Shakira. Nikt nie robił tego lepiej niż ona, ale Noriega też robił to dobrze, po prostu czuł ten latynoski rytm, i teraz też niby na odwal się, a jednak zgrał się całkowicie z muzyką.
- Ale na więcej to już musiałabyś mnie wyciągnąć na parkiet - znowu puścił jej oczko, opierając się obok niej o ladę, chociaż zaraz te ciemne tęczówki przesunęły się po jej sylwetce, a potem zawiesiły na moment na drinku, kiedy pociągnął kilka sporych łyków ze szklanki. Na jej kolejne słowa, kiedy wspomniała o znajomych, rozejrzał się dookoła.
- Jesteś tu przetrzymywana siłą? A ja myślałem, że to jednak mój wampirzy czar - zerknął na nią z ukosa - no i przede wszystkim zakładałem, że zostajemy do rana, a ty już chciałabyś się zbierać? - dopytał jeszcze, dla niego impreza dopiero się właściwie rozkręcała. Ale Madox większość czasu spędzał w klubie, mało siedział w swoim mieszkaniu, on nawet tego nie lubił.
Lubił za to hiszpański i kiedy tak pięknie mu podziękowała w jego ojczystym języku to się uśmiechnął, skinął głową, jak prawdziwy hrabia Dracula. A na ten komplement, że dobrze wygląda w czerni, znowu kącik jego ust drgnął do góry. Madox zdawał sobie sprawę z tego jak wygląda, niektórym to odpowiadało, a inni twierdzili, że ma za dużo tatuaży, albo jest zbyt wyrazisty. Ale on lubił rzucać się w oczy, chociaż dzisiaj te jego tatuaże rzucały się mniej, on sam też, na czarno, a nie kolorowo jak miał w zwyczaju.
- I to, i to, brzmi strasznie i martwo, to chyba tak. Chyba nawet trafiliśmy na jakiś odpowiedni moment... że na Haloween - bo to chyba wtedy te czarne i kamienne serduszka odrobinę zaczynały... żyć? Chociaż to może za dużo powiedziane. Ale czarne i kamienne serca powinny lubić Haloween.
Madox lubił, lubił też smak cuba libre… Chociaż on w ogóle lubił wypić drinka, dwa, albo dziesięć, doprawić to innymi używkami i być myślami gdzieś daleko stąd.
Ale teraz pociągnął ją trochę dalej od baru, kiedy zjawiła się Maddie.
- I żeby mi nie truła, albo nie wbiła gdzieś tej wielkiej strzykawy - rzucił, bo taką miała blondynka, wymachiwała nią teraz nad barmankami, rzeczywiście jakaś psychopatka. Noriega nie umiał czytać z ruchu warg, ale był pewny, że w pewnym momencie rzuciła jego imię w akompaniamencie kilku przezwisk. Zawiesił się na moment wpatrując w bar, wiec kiedy tym razem brunetka szarpnęła go w kierunku loży, to w pierwszej chwili, ją zatrzymał.
- To się da zrobić - rzucił gdzieś koło jej ucha, odnośnie tego wypicia więcej, żeby przed nim zatańczyć. Dał jej się popchnąć na to wolne miejsce w loży, a kiedy opadł plecami na oparcie, to nawet przez myśl mu przeszło, że mógłby jednym pstryknięciem palców pozbyć się tych ludzi...
Ale z drugiej strony, brunetka stanęła tak blisko niego, a on jeszcze przesunął kolano, bo ktoś obok niego się przesunął, tak, że dotknął tego jej, swoim, nawet mu to pasowało. Zawiesił ciemne tęczówki na tych jej, intensywnie niebieskich, a kiedy powiedziała o tych pięciu pytaniach, skinął głową. Był ich ciekawy. Jej był ciekawy.
Kiedy je usłyszał zastanawiał się dosłownie chwilę, kilka sekund, a zaraz odpowiedział.
- Horror - no bo jednak hrabia Dracula? A zresztą on po prostu lubił horrory, a najbardziej to pewnie filmy akcji - najpierw płatki, potem mleko, a potem zjadasz płatki i wypijasz mleko - dla niego to było takie proste, chociaż tak naprawdę trochę skomplikowane... - to jest podchwytliwe... bo w kinie przy zgaszonym, ale zazwyczaj przy zapalonym - chociaż prawda jest taka, że Madox na to nie zwracał uwagi, czy pali się światło, czy nie, bo jak był ogień, to nie wstawał nagle i nie krzyczał, że trzeba zgasić, albo zapalić światło - zdecydowanie rum - to akurat było proste. Najprostsze chyba. Madox mógł pić rum na śniadanie, obiad i kolację, do tych płatków na przykład. A whisky pił od święta, jak bawił się z gangusami w udawanie, albo grał przed psiarnią wielkiego mafioza.
Na to ostatnie pytanie zastanowił się dłuższą chwilę.
- Bardzo... - powiedział w końcu, chociaż może on też nie powinien jej straszyć? - i pewnie wystarczyłoby, żeby odpyskował, a bym to zrobił... ale ja jestem trochę pierdolnięty - rzucił kompletnie szczerze, znowu przesunął kolano, tak, że zahaczył o to jej - teraz moje... zanim podejmiesz decyzję - oczywiście, że on musiał zadać swoje. Nad nimi też długo nie myślał, bo Madox działał spontanicznie.
- Czerwony, czy jednak czarny? Plaża i zachód słońca, czy bar o trzeciej nad ranem? Tatuaże gorące, czy nie? Jesteś typem dziewczyny, która ratuje sytuację, czy przyciąga kłopoty? I jak bardzo kręciło cię to, że chciałem uderzyć tamtego gościa? - zapytał z ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej intensywnie niebieskich oczach. Też był ciekawy odpowiedzi. Przechylił nawet na bok głowę przyglądając się jej.

𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła rozgryzać ludzi. Skanować ich wzrokiem, przyglądać się ich manierom, sposobowi, w jaki odpowiadali na pytania, i temu, jak zachowywali się wobec innych. Dracula… był… no właśnie. Sprawiał wrażenie, jakby mogła rozgryźć go w kilka minut, a jednocześnie jakby nie była w stanie zrobić tego przez całe miesiące- albo nawet nigdy w życiu. Zachowywał się tak, jakby ujawniał jej maleńki skrawek swojego życia i osobowości od niechcenia, dla zabawy, tylko po to, żeby samemu sprawdzić, jak Holloway na to wszystko zareaguje. To był moment, w którym zabawa w kotka i myszkę - która de facto wcale nie miała nią być, a jedynie zwykłą wymianą zdań między barmanami - przemieniła się w komedię rodem z bajki o Tomie i Jerrym, gdzie to Jerry przejmował pałeczkę i zaczynał gonić kota. Tylko że… to wszystko nie było takie proste, bo w tym układzie nie mogła być pewna, jak ich skategoryzować.

Kto był kotem, a kto myszką?

Szeroki uśmiech rozlał się po jej twarzy, gdy usłyszała jego odpowiedź na zaczepkę. - Hm. - Przyłożyła palce do ust, mrużąc oczy i przyglądając się jego twarzy, ustom, tym strużkom krwi spływającym po jego wargach, które dodawały mu wyglądu, jakby dopiero co zaspokoił swoje wampirze żądze.- Nigdy jeszcze nie całowałam wampira. Może dopiszę to do swojej bucket list. - zaśmiała się pod nosem. Paradoksalnie Vita z natury bywała nieśmiała w niektórych momentach - głównie wtedy, gdy ktoś brał ją z zaskoczenia, gdy nie czuła, że to ona prowadzi rozmowę, gdy coś wybijało ją z rytmu do tego stopnia, że jedynym, co mogło ją uratować, był szkarlat osiadający na policzkach. Ale tutaj czuła się tak, jakby żartowała z kumplem po fachu. Może świadomość, że już nigdy więcej go nie zobaczy, dodawała jej skrzydeł i pewności siebie? Zawsze była wygadana, mówiła to, co myśli, nie owijała w bawełnę, ale w kwestii utrzymywania jakichkolwiek relacji - przyjacielskich czy romantycznych - była kompletną porażką. Przysłowiowym gwoździem wbitym do trumny, czekającym tylko, aż całość zostanie zasypana ciężką, specyficznie pachnącą ziemią, w której spocznie na wieki, z dala od wszystkich... i od samej siebie.

Czekając, aż do niej dołączy, otworzyła usta w szoku, by chwilę później unieść kąciki ust w uśmiechu, a zaraz potem wybuchnąć śmiechem, gdy zobaczyła, jak zgrabnie wywinął bioderkami. Przyłożyła dwa palce do podbródka, przygryzła dolną wargę i zmrużyła oczy, robiąc parodystyczną minę totalnego rizzera.-Damn - powiedziała niższym głosem, jak jakiś creep, który najwyraźniej nigdy wcześniej nie widział kobiety bez rajstop.- Słuchaj, zaraz będę musiała prosić cię o więcej drinków, żeby móc zobaczyć cię w akcji. - uśmiechnęła się, a po chwili przewróciła oczami, przysuwając szklankę do ust i upijając łyk drinka.- Zostałam tutaj uprowadzona, a kiedy już chciałam błagać o pomoc pierwszą lepszą duszę, zobaczyłam ciebie iiii… tak oto zostałam. Voila! - spojrzała na niego. - I tak, poniekąd ma to coś wspólnego z tym twoim wampirzym czarem.- uśmiechnęła się do niego, po czym dodała,- Musisz dostarczyć mi rozrywki, żebym została tu dłużej.- puściła mu oczko.

Nie znając go w żaden sposób, Holloway próbowała dowiedzieć się o nim czegokolwiek, znaleźć jakiś punkt zaczepienia, dzięki któremu mogłaby stwierdzić, jakim jest człowiekiem. Sposób, w jaki oboje określili swoje serca - czerń i kamień - dał jej trochę do myślenia. Musiało to znaczyć, że oboje przeszli przez coś, co ukształtowało ich takimi, jakimi byli teraz. Czy na dobre, czy na złe - to już inna kwestia. Ale sam fakt, że nie byli typowymi ludźmi, poprawiał jej humor.- Martwi ożywali tego jednego dnia w roku - w Halloween - gdy na swojej drodze znów spotykali znajome dusze z przeszłości.- rzuciła, wpatrując się w jego tęczówki.- Kto wie, może znaliśmy się w poprzednim życiu, eh?- dodała, po czym parsknęła śmiechem pod nosem, zerkając na menadżerkę za barem, która naprawdę wyglądała przerażająco. I nie chodziło tylko o naturę tej nocy, a raczej o to, że pewnie taka była na co dzień.- I dobrze, ktoś musi trzymać cię w ryzach, ale nie martw się… obronię cię dzisiaj. Swoją własną piersią. - wypięła się dumnie, a chwilę później wylądowali już w loży, gdzie usadowiła się na stoliku między jego nogami i zadała mu pięć zupełnie losowych pytań.

Słuchała jego odpowiedzi, kiwając głową w przód i w tył, jakby chciała pokazać mu, że każda z nich była według niej poprawna. Na odpowiedź o płatkach uniosła palec i krzyknęła,- Dziękuję! Tak, to jedyna prawidłowa wersja jedzenia płatków! - rzuciła podekscytowana.- Nie ufam ludziom, którzy robią to na odwrót. - zaśmiała się, a po chwili znów wróciła do spokojniejszego wyrazu twarzy, słuchając go dalej. Podobały jej się jego odpowiedzi, a przy tej ostatniej poczuła ciepło rozchodzące się po policzkach i klatce piersiowej, gdy poczuła jego kolano ocierające się o jej. Przełknęła ślinę, czując, jak spływa w dół gardła, i spojrzała w jego ciemne tęczówki. - Bycie pierdolniętym ma swoje zalety. - uśmiechnęła się delikatnie, po czym chwilę później skupiła się na jego pytaniach, żeby za moment na nie odpowiedzieć.- Czerwony, najlepiej na ustach. Czarny w zależności od humoru. - odparła bez zastanowienia.- Nigdy nie doświadczyłam zachodu słońca na plaży, więc bar o trzeciej nad ranem, bo i tak wtedy pracuję. - zaśmiała się, dumna ze swojej odpowiedzi.- Tatuaże? So fucking hot… me gusta. - parsknęła pod nosem.- Przyciągam kłopoty. Przecież o mały włos nie zająłeś się tym kolesiem przeze mnie. - uniosła brew, uśmiechając się do niego.

Na ostatnie pytanie czuła już, jak jej blada skóra spowija się rumieńcem. Zrobiło jej się cieplej, a mały, zadziorny uśmiech wymalował się na jej twarzy, gdy zastanawiała się, co właściwie powinna odpowiedzieć i w jaki sposób. Halloweenowe duchy jednak postanowiły jej pomóc i dosłownie wepchnąć ją w jego ramiona, bo dokładnie w chwili, gdy się zastanawiała, ktoś strącił drink, który rozlał się po stole. Poczuła ciecz na tyłku i podskoczyła, rzucając się do przodu tak, że wylądowała na jego kolanach, siedząc na nich bokiem. Rzuciła okiem na złowieszczego sprawcę tego karygodnie-niekarygodnego czynu, potem spojrzała w oczy wampira, następnie na usta, by zaraz znów wrócić wzrokiem do jego ciemnych tęczówek i odparła,- Czy odpowiedź, że kręciło mnie to kurewsko mocno, będzie prawidłowa?

dracula (㇏(•̀ᢍ•́)ノ)
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli ktoś by zapytała Madoxa, to na pewno powiedziałby, że on jest kotem. Lwem, jak ten tatuaż, który trochę wystawał spod koszuli na jego piersi, dziki lew. Łowca.
Wampir.
- Myślę, że dzisiaj jest idealny dzień, żeby to dopisać i od razu skreślić, bo jutro się zamieniam w... - zastanowił się, bo co miał jej powiedzieć? W barmana? W właściciela klubu? - w gościa, który lubi kolorowe koszule - bo tak było. Madox na co dzień nosił się w kolorowych koszulach, wzorzystych, bo na wzorach nie widać krwi. Na czerni zresztą też nie. Tej sztucznej też, ginęła na czarnym materiale.
Do kręcenia bioderkami też układał się on dobrze, nawet ta peleryna dała mu trochę takiego tajemniczego wyrazu, wampirzego. Chociaż jak zobaczył minę brunetki, to parsknął, bardzo mało mrocznie, wesoło jakoś, zmrużył powieki, a jego ciemne tęczówki przesunęły się po jej twarzy, zatrzymując na ustach.
- Trochę się gubię, ja upijam ciebie, żebyś ty mogła zobaczyć mnie w akcji? - uniósł jedną brew jeszcze mierząc ją spojrzeniem, ale zaraz też zajrzał do swojej szklanki, zostało mu więcej lodu niż drinka. A mógł zrobić bez lodu.
- Jakbyś podeszła do baru i powiedziała, że potrzebujesz rozrywki, to na sto procent byś usłyszała... to poszukaj Madoxa, a to ja - puścił do niej oczko. Bo Madox rzeczywiście lubił się bawić, a dodatkowo miał takich swoich klientów, którym załatwiał ku temu odpowiednie środki. Do zabawy.
Chociaż dzisiaj bawiła go ta rozmowa z nią, na temat ich serc. Madox właściwie nigdy się nie uzewnętrzniał, a zresztą on w jednej chwili tworzył jakąś wyimaginowaną postać, która pasowała mu akurat do sytuacji, bo aktorem był niezłym. Dobrym kłamcą. A jednak kiedy określił swoje serduszko jako czarne, to było w tym trochę prawdy. Nie był dobrym człowiekiem.
Teraz on oparł palec na ustach zastanawiając się nad tym.
- To czekaj, w poprzednim życiu byłaś kamieniem? A ja... czarnym... - podrapał się po brwi - czarną muchą, na nim? - znowu się uśmiechnął. A kiedy patrzyli na Maddie, to jego ciemne tęczówki przesunęły się po twarzy brunetki, blondyna za barem była przerażająca, impulsywna. A ciemnowłosa, która stała obok niego? Madox się cały czas zastanawiał.
Na jej kolejne słowa wywrócił teatralnie oczami.
- Nie da się mnie trzymać w ryzach, wiesz... jak to muchy, nie do oswojenia - pokazał jej czubek języka i znowu się nadział na te zęby - chociaż bronienie własną piersią brzmi dobrze - oczywiście, że jego ciemne oczy zjechały na jej dekolt, na piersi. Ale przecież to nie on zaczął temat, on tylko sprawdzał jakie miała szanse w starciu ze sztucznym biustem Maddie.
Marne.
Ale to nic, bo kiedy już siedzieli w loży, Madox siedział, a brunetka go zasłaniała stojąc między jego nogami, to z baru byli niewidoczni.
Odpowiedział na jej pytania... szczerze. Co też było dziwne, bo Madox nigdy nie mówił o sobie. Ale z drugiej strony, pewnie się już nie spotkają. Więc co mu szkodziło?
Parsknął śmiechem, kiedy powiedziała, że nie ufa ludziom, którzy robią to na odwrót.
- Ja też nie, to jakaś zbrodnia... - znowu strzelił oczami. Ale Madox już tak miał, to przewracanie oczami, jako jakiś tik - w sumie ma dużo i zawsze jak się coś odwali, można się powołać na niepoczytalność - on tak robił, odwalał, a potem tłumaczył się, że po prostu taki jest... pierdolnięty właśnie. Zresztą każdy, kto go znał wiedział, że Noriega jest nieobliczalny.
A to co wydawało się przypadkowym gestem, z jego strony, też często takim nie było, jak to, że jego kolano ocierało się o to jej, kiedy słuchał odpowiedzi na swoje pytania. Zawiesił ciemne tęczówki na jej karminowych ustach. Te jego wykrzywiły się w uśmiechu, bo on też zdecydowanie wolał czerwony, najlepiej na kobiecych, pełnych wargach. Bar o trzeciej nad ranem to też jego klimat. Tatuaże też, co zresztą było widać na załączonym obrazku, miał ich dużo. Ciężko wszystkie zliczyć. A kłopoty... Nie dość, że je przyciągał, to jeszcze je uwielbiał. Lubił jak coś się działo.
Więc kiedy brunetka wylądowała na jego kolanach, to przytrzymał ją ramieniem, asekuracyjnie oczywiście. A później już wcale nie defensywnie jego palce przesunęły się po jej udzie, na które na moment spuścił nawet spojrzenie. Ale zaraz je podniósł na jej obłędnie niebieskie oczy.
- Kurewsko prawidłowa - rzucił, a coraz ciemniejsze tęczówki przesunęły się na jej pełne wargi, a on pochylił się do niej tak, że uderzył go przyjemny zapach jej perfum, że na policzku, mogła czuć jego ciepły oddech...
Ale zaraz przy stoliku obok poszedł jakiś pomruk, najpierw uuu, potem ach..., a na koniec jakiś gość przebrany z zombiaka oparł się o stolik obok nich. Zmierzył ich spojrzeniem.
- Ej bruja... - najpierw zwrócił się do dziewczyny, a potem do Madoxa - diablo, gracie z nami? Bo nam się trochę osób wysypało... - rzucił zerkając w kierunku parki, która się zbierała.
Noriega nawet przebrany za wampira wyglądał diabelsko, to chyba te tatuaże? Albo może to ciemne spojrzenie?
- Pytanie, albo wyzwanie, kręcimy butelką - doprecyzował zombie-boy. A Madox, jak to Madox.
- Gramy - bo czemu nie? Noriega lubił gry. Dlatego zanim jeszcze brunetka wstała z jego kolan, to przesunął palcami po jej udzie wyżej wsuwając czubki pod materiał jej sukienki. Ale później już zombie na nich machał i wołał ich do kręgu. Był to chyba jakiś siódmy krąg piekielny, bo dużo się tam działo, jakaś czarownica krzyczała kręć. Duch się zataczał i nawoływał, żeby celować na niego. A kręcił zombiak.
To chyba był fart nowicjusza, bo zaraz wypadło na Madoxa. Chociaż czy można to nazwać fartem?
- Pytanie czy wyzwanie? - zapytał żywy trup.
- Weź całowanie! - krzyknęła czarownica.
- Mówiłaś, że bez całowania - skrzywił się umarlak, a wiedźma przewróciła oczami - z tobą się nie chciałam całować... - rzuciła i może by się dochodzili dłużej, bo zombie się nakręcał, ale odezwał się Madox.
- Dobra, na początek pytanie - umarlak się zamyślił, ale zaraz stwierdził, że nie wie, bo on jest dobry w wyzwania, a Madox już nawet miał zmienić na wyzwanie, ale odezwała się czarownica, że ona zapyta. Czyli jak widać reguły były dość luźne.
- Która z nas... - tu powiodła palcem dookoła kręgu - wygląda na największe kłopoty? - zapytała pochylając się nad stolikiem z butelką.
- Proste. Ona... - oczywiście, że jego ciemne tęczówki zatrzymały się na brunetce, która siedziała obok niego, bardzo blisko. Zanim ktoś zdążył coś powiedzieć, a czarownica chyba chciała, to Madox już pochylił się do przodu i zakręcił butelką.
Kręciła się i kręciła, i kręciła... A na kogo wypadła?

𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pomimo jej pewności siebie, która tak naprawdę nią nie była, raczej czymś na bazie udawanego teatrzyku, gdzie chciała choć raz pokazać, że może mogłaby być kimś więcej. Bycie wyszczekaną wcale nie czyniło jej przepełnioną pewnością siebie. Było to raczej coś na bazie próbowania sprawić, by osoba, przy której przebywała, myślała jaka to ona nie była... przecież nie spotykała się z tymi osobami już nigdy więcej, więc przynajmniej mogli mieć o niej takie przekonanie, no nie? Nic na tym nie traciła, poza boostem pewności siebie, który mozolnie z niej uchodził w momencie gdy przekraczała próg domu. Czy robiło to z niej kogoś na miarę con artist? Chyba nie, ale z pewnością mieszało jej to w głowie z samym faktem kim tak naprawdę była. Jutro wróci do bycia Vitą... dziewczyną, która nie ufała nikomu by się do niej zbliżył, skupiającą się tylko na wydobywaniu informacji i dokładnym przeanalizowaniu czy chciała się z tą osobą zadawać.

How fun, eh?

Szczery uśmiech usadowił się na jej twarzy słysząc, że jej klubowy kompan lubi kolorowe koszule. Na moment aż musiała przyjrzeć się mu dokładniej, by zwizualizować go w barwnych kolorach zamiast w czerni. A na jego zapytanie o to, o co w końcu chodziło z tym tańcem, machnęła ręką i wybuchnęła śmiechem, bo sama również zaczęła się w tym gubić. Fakt faktem - po prostu chciała mieć dzisiejszego wieczoru dobry czas, a on właśnie to jej dostarczał. Uniosła brew przygryzając dolną wargę, słysząc że dostarczyłby jej rozrywki. W sumie już to robił. Nie miała cienia wątpliwości, że inni też tak myśleli skoro mieli okazję pracować z nim na co dzień. Oh, a więc ma na imię Madox. Uśmiechnęła się i odpowiedziała, - Gdybyś szukał osoby w moim barze, która zna na pamięć wszystkie roczniki trunków i jest nazbyt miła dla swoich stałych klientów, usłyszałbyś „poszukaj Vity”, a to ja.- Zmimikowała jego odpowiedź, przedstawiając się również w ten nieformalny sposób. Rozmowa w tematyce ich serc była czymś komicznie… dziwnym. Przewróciła oczami parskając śmiechem. - Mucha? Nie może być! Mucha żyje jakieś 24 godziny, nie mógłbyś mnie zostawić tak na pastwę losu, to nie fair. - Zaśmiała się ruszając w kierunku stolika. - Musimy zmienić temat, bo nie przestanę myśleć o tobie jak o musze. Wolę bardziej tę wersję wampira.- Parsknęła.

Siedząc przed nim, odpowiadając na pytania, poczuła przez chwilę, że oboje dali się sobie otworzyć przez moment. Czy była to szczerość w stu procentach z jego strony? Nie była pewna. Ale sama iluzja świadomości, że mogło tak właśnie być, w zupełności jej wystarczała. Podobało jej się to, że się z nią zgadzał. Że dzielili mniej więcej te same poglądy, nawet jeśli chodziło o tak trywialną rzecz jak sposób jedzenia płatków. Chociaż nie o to tu chodziło... nie o zgadzanie się ze sobą, a raczej o komfort i naturalność która przychodziła jej w rozmowie z Madoxem. W dodatku był przystojnym mężczyzną… czy też wampirem. Czuła się przy nim bezpiecznie, co mogłoby być paradoksalne, ale tak właśnie było. Los działał po jej stronie, księżyc ułożył się idealnie w stosunku do gwiazd i here she went, straight into his arms… to znaczy na jego kolana. Holloway się coraz bardziej pewna, jakby mogła pozwolić sobie na trochę więcej i sprawdzić jak on będzie na to reagował. Czując jak jego palce powoli przesuwają się wzdłuż jej uda, uniosła spojrzenie i wbiła je w jego ciemne tęczówki. Delikatny, zadziorny uśmiech pojawił się na jej ustach, gdy zauważyła jak jego twarz zbliża się do jej. Zapach jego perfum był wyraźniejszy z każdą sekundą, a ciepły oddech musnął jej policzek. Na moment przymknęła oczy i przechyliła lekko głowę, pozwalając by ich nosy niemal się dotknęły. Była już gotowa zamknąć tę krótką odległość między nimi i złożyć na jego ustach pocałunek…gdy...

Pamiętacie to idealne ułożenie gwiazd?

No cóż… najwyraźniej długo nie potrwało. Znowu jakiś typek. Tym razem zombie boy, przeszkodził im. Spojrzała na niego lekko zirytowana, słysząc coś o jakiejś ofercie do gry. Gdyby nie fakt, że jej kompan bez chwili zastanowienia zgodził się do wspólnego grania, ona z pewnością wolałaby zostać na jego kolanach. Zerknęła na niego posyłając mu średnio zadowolone spojrzenie, lecz gdy poczuła jego dłoń delikatnie wsuwająca się pod materiał sukienki, uśmiechnęła się delikatnie i wstała razem z nim, z nadzieją że skończą grać i później - egoistycznie - będzie go miała dla siebie. Ten cały krąg wyglądał jakby ci ludzie byli wyciągnięci z filmu Tima Burtona. Dosłownie rozsyp różnych zmor, duchów i postaci z wielkimi charakterami. Czuła i widziała to po samym sposobie w jaki się do siebie odzywali. Czuła się trochę skrępowana, ale przecież nie była żadną nudziarą i wiedziała jak się bawić. Usiadła obok Madoxa i uśmiechnęła się gdy wskazał ją za największe kłopoty. - Um… dzięki? - Uśmiechnęła się spoglądając na każdego i posyłając im uśmiech, a ukradkiem zerknęła by zobaczyć że wampirzy barman już się w nią wpatrywał. Teraz Madox zakręcił, a gdy butelka kręciła się z początku z niezwykłą prędkością, coraz wolniej i wolniej, Holloway wpatrywała się w nią zastanawiając się na kogo wypadnie. Jakaś wróżka wbiła się do ich okręgu i wycelowała swoją różdżkę w Madoxa.- Na kogo wypadnie butelka, ten całuje tego wampira!- Rzuciła dumnie.

W tym samym momencie wszystkie kobiety w kręgu zaczęły dosłownie nachylać się nad butelką i mamrotać pod nosem jakby próbowały rzucić jakieś dziwne zaklęcia, by wypadło właśnie na nie. Vita była lekko zdezorientowana, nie wiedziała zbytnio co ma robić, więc wpatrywała się bezradnie w to jak z coraz wolniejszym tempem obracała się butelka. Jedna z czarownic nachyliła się do niej i powiedziała, - Pokażę ci jak to się robi. - Vita zmrużyła oczy i spojrzała na nią z miną typu co do cholery?- Po chwili zerknęła znowu na butelkę i jak na złość wylądowała właśnie na tej babie. Nie mogła na to pozwolić. - Yaay! - podskoczyła dziewczyna, która nawilżała już językiem swoje usta by wpić je w Madoxa. Holloway nachyliła się w ostatnim ruchu butelki, chwyciła ją i nakierowała na siebie. Nie dając dziewczynie żadnej szansy na jakikolwiek ruch, ani Madoxowi, odwróciła się do niego, położyła dłonie na jego policzkach i schyliła twarz by pocałować go mocno i pewnie, pogłębiając pocałunek. Słyszała krzyki ludzi, komentarze i zirytowaną kobietę marudzącą z tyłu że oszukała w grze. Ale musiała sprawdzić jedną rzecz. W końcu to ona wyglądała na największe kłopoty. Prawda?

trouble
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”