Kiedy wymieniła te nazwy, to Madox zmrużył na moment oczy, dobrze mówił po angielsku, bo w końcu siedział tu już tyle lat, ale czasem nie wszystko łapał...
-
Dla mnie brzmią ciężko, ja bym stawiał na... Santa Muerte, Sexy y Peligrosa, albo Sangriento Como Tus Labios, ale dziewczyny mi powiedziały, że nie możemy codziennie być latino - wzruszył ramionami, chociaż on codziennie był. Jakoś dawał radę. A biorąc pod uwagę fakt, że to jego klub, to mógł sobie tutaj robić też straszne wieczory latino, prawda?
Gdyby się tak nie słuchał menadżerki, to by pewnie robił.
Kiedy stanęła do niego na palcach, to nawet nie ruszył się z miejsca, jej palec na jego ustach też nie zrobił na nim wrażenia, chociaż to tylko milisekunda, kiedy on zrobił zeza starając się na niego spojrzeć.
-
I tak już jestem... no wiesz - pokazał jej język, jakby był martwy. Martwy wampir z językiem na wierzchu, a zaraz się uśmiechnął.
Na chwilę, bo zaraz była akcja z kostkiem, ale ten szybko się ulotnił, chyba jednak bał się wampirów i nie zabrał ze sobą czosnkowego naszyjnika, czy osikowego kołka.
Madox tylko się uśmiechnął na to stwierdzenie, że są szczęściarzami, bo może byli? Mógł się jej też wytłumaczyć, że kończy kiedy chce bo tutaj szefuje, a tak naprawdę to nie kończył nigdy, bo wiecznie musiał być na posterunku. Ale mógł być też po drugiej stronie baru, takie zalety bycia właścicielem klubu.
-
Onie, a ja akurat jestem fanem Shakiry - jęknął, ale zaraz znowu się uśmiechnął. Zacznijmy od tego, że Madox lubił latino, chociaż może nie był fanem Shakiry? -
No i świetnie się ruszam, myślę, że nawet Shakira byłaby zadowolona - wywrócił oczami, ale wesoło i zaraz też kąciki jego ust uniosły się ku górze. Zgrywał się z niej?
Nie do końca, może z tą Shakirą tylko, bo jeśli chodzi o taniec, no to Noriega umiał się ruszać.
-
Myślę, że cuba libre może zdziałać cuda - mogło, bo było mocne. Mocniejsze niż takie typowe, ale przez to, że na dobrym rumie, kolumbijskim, nie paliło aż tak. Troszeczkę, na początku. Ale Madox to to nawet lubił. Palący rum i smak limonki na języku.
On też się uśmiechnął, na tego
pająciaka, czyli jednak zgadł, pokiwał nawet głową.
-
Wygląda... psikuśnie - ten jej strój, idealnie na wieczór pełen psikusów.
Madoxa był mniej
psikuśny, ale on naprawdę lubił Halloween. Jak nienawidził Bożego Narodzenia, to dzień duchów, zjaw i strzyg go szczerze bawił.
Kiedy zapytała o jego kostium, to tym razem Noriega pochylił się w jej kierunku i pokazał jej swoje kły, śmieszne trochę, ale leżały nawet nieźle.
-
Bo lubię gryźć, i dobrze wyglądam w czarnym - jeszcze się zawiesił na ladzie zaglądając prosto w jej niebieskie oczy, ale zaraz się wyprostował i poprawił koszulę -
no i serce też mam czarne, jak ta koszula, i jak wampiry - dodał już stawiając drinki na ladzie. Już przeżuwając plasterek limonki, który wsadził sobie do ust.
Tylko skinął głową, kiedy mu oznajmiła, że nie chce słomki, i dobrze, bo nawet nie miał ich pod ręką. Już miał wyjść zza lady, ale jedna z barmanek, ta przebrana z kobietę kota chwyciła go za pelerynę, z jakimś
Madox, se suponía que debías ayuda na karminowych ustach.
-
Sofía, por favor, sabes lo mucho que me gusta Halloween - pogadali sobie, ale przecież nikt go siłą nie zatrzyma. Jeszcze im powiedział, żeby zawołały Maddie, czyli menadżerkę, to im pomoże.
Stanął w końcu obok brunetki, ze swoją szklanką z drinkiem, ale przez te wampirze zęby piło mu się kiepsko. Może jednak mógł wziąć słomkę...
Ale kiedy powiedziała to, że
słomka zabija smak alkoholu, to Madox stwierdził, że już woli się męczyć.
-
No tak, niektórzy piją, żeby się najebać, a ja piję, bo lubię... - źle to chyba zabrzmiało -
ten smak... - dodał zaraz i upił swojego drinka. Oparł się o ladę obok dziewczyny, bo ktoś mu zrobił miejsce. Właściwie to stali bywalcy kojarzyli Madoxa, i zdawali sobie sprawę, że lepiej mu nie wchodzić w drogę, bo był trochę... nieobliczalny.
Odwrócił się w kierunku pająko-kocicy, ale zaraz zawiesił tęczówki gdzieś nad jej ramieniem, a potem... chwycił ją za rękę, żeby ją odciągnąć od baru i kiedy wbiła w niego te niebieskie spojrzenie, to on też zawiesił na niej swoje, szedł tyłem, trochę na wyczucie, prowadząc ją gdzieś w tłum.
-
Ja pierdole... Menadżerka przyszła i zaraz by truła... wiesz jak jest - wyjaśnił w końcu, bo skoro miała bar, to wiedziała. Kiedy się obejrzała, to przysunął się do niej, żeby jej pokazać menadżerkę, wskazał blondynę przebraną za seksi pielęgniarkę, trzymała w dłoni wielką strzykawkę, najpierw się trochę podarła, a potem rozejrzała. A Madox się schował za brunetkę i pociągnął ją jeszcze dalej.
-
To wariatka - dodał tłumacząc swoje zachowanie. Ale prawda jest taka, że bardziej walnięty był Madox. Podniósł swoją szklankę, żeby się z niej jeszcze napić, kiedy brunetka znowu się do niego odwróciła.
-
Jak nie będziemy tańczyć, to może sobie usiądziemy? - znajdowali się gdzieś w połowie drogi do parkietu i do loży, które były przeładowane... Ale dla Madoxa to nigdy nie był problem.
𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ