-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mów sobie co chcesz, ale ja i tak będę uważać, że nie wiesz, co tracisz — odparła z pewnością w głosie. — Nie ze mną, ale ogólnie z kobietami. Pocałunek ze mną nie był chyba taki najgorszy, no nie? Musisz po prostu poszerzyć horyzonty — powiedziała, co wiedziała. Ale czy Teddy nie próbowała w przeszłości umawiać się z mężczyznami, zanim zrozumiała, że jednak woli laski? Oczywiście, że tak! No i w przypadku Valentine, to po co tak się ograniczać? — Poza tym byłabym świetnym facetem. Gdzieś w alternatywnym świecie jesteśmy parą z trójką dzieci, więc przynajmniej tam nie musisz wskakiwać do łóżka żonatym gościom — uśmiechnęła się łobuzersko, bo przecież męska wersja Darling uchyliłaby jej nieba i podarowała cały świat!
Unosiła właśnie biodra na macie, kiedy przyjaciółka wspomniała o zapaleniu mózgu w pierwszych etapach związku. Czy z nią też tak było? Może i Teddy chodziła bardziej rozpromieniona i trochę rozmarzona, ale nie była typem człowieka, który nagle porzuca wszystko inne na poczet miłości. Była po prostu szczęśliwa, ale nie zamierzała zapominać o tym, co równie ważne.
— Gdybym tak było, nie znalazłabym dzisiaj dla ciebie czasu — zauważyła, zresztą zgodnie z prawdą. W innym wypadku nie byłoby jej tutaj, tylko spędzałaby cały wolny czas z April. Ale przecież obie miały hobby, które lubiły pielęgnować oraz znajomych, których nie chciały zaniedbywać. — Nie musisz się martwić, że nagle zapomnę o twoim istnieniu — zapewniła z szerokim uśmiechem i nawet puściła do Iris oczko.
Bardzo zależało jej na tym, żeby jej dziewczyna miała dobry kontakt z osobami, które dla Darling były niczym rodzina. To bardzo ważne w zdrowej relacji. I równie mocno pragnęła, żeby jej znajomi także ją polubili. Z rodzicami to już inna bajka, bo o ile rodzice Teddy uwielbiali April, Finchowie podchodzili do strażaczki cholernie sceptycznie. No nic, z czasem jakoś to rozpracują.
— W porządku, możesz pokochać ją bardziej niż mnie. Nie mam nic przeciwko — zaśmiała się, bo Finch nie dało się nie kochać, bo od razu zyskiwała sympatię wszystkich wokół, gdziekolwiek się nie zjawiała. — Ustawimy się na jakiś babski wieczór. Muszę tylko sprawdzić grafik. I ty koniecznie sprawdź swój! W ogóle chciałabym, żeby April wprowadziła się do mojego loftu. Tak, wiem, pewnie uważasz, że to za wcześniej, ale z drugiej strony znamy się piętnaście lat... — usiadła na macie i wlepiła oczy w przyjaciółkę. — Co sądzisz? — dopytała, jak zawsze licząc się z jej opinią. Nie było powiedziane, że Teddy jej posłucha, ale zdanie Valentine było dla niej ważne.
Iris Valentine
-
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiŻeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wcale nie uważam, że to za wcześnie. – zaprotestowała od razu, marszcząc przy tym wymownie brwi, bo takie rzeczy to nie z nią… - No właśnie… nie znacie się od wczoraj, ani nie macie po piętnaście lat, ani nie bierzecie razem kredytu hipotecznego, żeby miało to stanowić jakiś problem. To tylko przeniesienie rzeczy z jednego mieszkania do drugiego. I okej… podobno dla wielu związków to prawdziwy egzamin, którego nie przechodzą, ale jeśli ma się udać to uda się niezalenie, czy będzie to po miesiącu czy po roku. A wierzę, że się uda, bo widzę cię, Darling, widzę jak się cieszysz, gdy o niej mówisz… więc zróbcie to. – naprawdę nie widziała w tym najmniejszego problemu i była prawdopodobnie ostatnią osobą, która mogłaby jej to wybijać z głowy. Chociaż też nie miała stuprocentowej pewności, czy była osobą, którą warto było pytać o zdanie… nie ma szczególnie dużego doświadczenia. Słuchanie jej rad nie było chyba najlepszym pomysłem, ale przynajmniej była szczera. I naprawdę wierzyła, że Teddy będzie miała swoje i żyły długo i szczęśliwie – Ej… jak będziecie się hajtać, będę mogła być druhną?
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na trzeźwo pocałunek pewnie zrobiłby na nich obu znacznie większe wrażenie. Prawdopodobnie każda z nich analizowałaby go potem w nieskończoność, rozkładając na czynniki pierwsze. Kto pierwszy się nachylił, kto odsunął się ostatni, czy to naprawdę coś znaczyło? Ale teraz musiały opierać się tylko na tym, co w ogóle udało im się z tego pamiętać. I właściwie dobrze. Bo więcej to się nie powtórzy. Nie wtedy, gdy Teddy była już polizana i zaklepana. Gdyby jednak ten jeden, bardzo istotny szczegół nie istniał, to można byłoby nad tym jeszcze trochę popracować. Może Valentine z czasem przekonałaby się, że poszerzanie horyzontów w ramionach Darling wcale nie brzmi tak źle, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Teraz pozostało im już tylko gdybanie. Ale jeśli kiedykolwiek sama skończy ze złamanym sercem - przeleci ją. Przede wszystkim po to, żeby pokazać jej, co i jak. I trochę dla siebie. Tak na pocieszenie.
Faktycznie zamieszkanie z kimś, kogo znało się tak długo, nie stanowiło najmniejszego problemu. W czasie studiów zdarzało jej się pomieszkiwać z April. Czasem przez kilka dni, czasem przez tygodnie, kiedy jedna z nich praktycznie przeprowadzała się do drugiej z torbą ubrań i szczoteczką do zębów. W dorosłym życiu też spędzały ze sobą wystarczająco dużo czasu, żeby dokładnie wiedzieć, co je w sobie nawzajem drażni. Finch wiedziała na przykład, że Teddy potrafi zostawić kubek z herbatą w najbardziej absurdalnych miejscach w mieszkaniu. Darling z kolei doskonale znała zwyczaj April, polegający na włączaniu muzyki o dziwnych godzinach i poruszaniu się po domu w taki sposób, jakby już dawno była u siebie, nawet jeśli formalnie jeszcze nie była. A mimo to, a może właśnie dlatego, wszystko wydawało się zaskakująco naturalne. Jakby od dawna było dla nich zarezerwowane miejsce w tej samej przestrzeni. I jakby tylko trochę zajęło im dojście do momentu, w którym w końcu to zauważyły.
— W teorii ja to wszystko wiem — odparła po chwili namysłu. — Ale potrzebowałam złotej rady. Jesteś mądra, ratujesz ludzi i w ogóle — zauważyła, zupełnie nie biorąc pod uwagę, że ona sama robiła to samo. Zaparła się rękami na macie i zlustrowała przyjaciółkę, która przeszła do następnego ćwiczenia. — I oczywiście, że będziesz moją druhną — zastrzegła natychmiast, bo nie widziała żadnej innej osoby na tym miejscu. Kiedyś miała to być jeszcze April, a nie mogła być druhną i panną młodą jednocześnie, chociaż ona pewnie uważałaby, że wszystko może. — Ale do tego czasu na pewno znajdziesz sobie przystojnego kawalera — dodała z naciskiem na ostatnie słowo. — Na pewno nie chcesz, żebym umówiła cię z Jettem? Za niego mogę poręczyć w stu procentach — pokiwała głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa. Donovan był świetny i Iris powinna wyskoczyć z nim przynajmniej na jedną randkę. No i nie miał żony!
Iris Valentine