-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Możesz mieć rację. Ładna laska zawsze jest w cenie. — To faktycznie nie brzmiało aż tak głupio. Na pewno byłoby to ciekawym doświadczeniem! Takiego jeszcze za sobą nie miała, a przecież uwielbiała próbować nowych rzeczy, o czym jej partnerka doskonale wiedziała.
— Albo jakby tak nagrać film... — mruknęła pod nosem może nawet trochę bardziej do siebie niż do niej. Domyślała się, że akurat to niespecjalnie było w stylu Teddy, nie chciała jej zarzucać takimi propozycjami. To powinna być przecież przyjemność dla wszystkich przed obiektywem. Akurat tego typu eksperyment miała już za sobą, więc nie wydawał się być aż tak ekscytujący. Od razu zaczęła zastanawiać się nad tym, co się przez te lata wydarzyło z tamtym materiałem. Nikt nigdy nie podszedł do niej, by wziąć autograf, bo kojarzył ją z pornosów. Nikt niepowołany z pracy też o tym nie wiedział. Chyba trafiła na uczciwą byłą.
— Wytrzymałabyś tak długo, żeby doprowadzić mnie do takich emocji? Ciekawe. — Przesunęła wzrokiem po jej ciele, by odsunąć od siebie złość, która mogła się w niej wezbrać choćby zaraz. Wiedziała, że Darling potrafiła być wyjątkowo uparta, ale żeby aż tak? W kwestii upartości mogłyby spokojnie zrobić sobie jakieś zawody i potencjalna zwyciężczyni wcale nie byłaby oczywista. Ale jeśli miałoby to dotyczyć grania prowokacjami, Finch na pewno by przegrała. I to wcale nie przez to, że była wiecznie napalona wariatką. To oczywiście też. Wystarczyło, że ukochana spojrzała na nią w odpowiedni sposób, a ona była gotowa się rozebrać. To ona w takich sytuacjach wymiękała pierwsza, to ona była tą, która się prosiła i błagała Teddy, by zabrała ją wreszcie do domu i wzięła się do roboty. Nie dałaby rady odmawiać sobie samej przyjemności zbyt długo. Wygląda na to, że strażaczka nie podzielała tych poglądów i bez mrugnięcia okiem doprowadziłaby April do absolutnego szału. Chyba wolała tego nie wiedzieć. Ale trudno, słowa zostały już wypowiedziane. Przynajmniej widok jej obłędnego ciała faktycznie Finch uspokoił i pozwolił wyrzucić z głowy tę myśl, zapomnieć o niej na dobre.
— Wiem. — Uśmiechnęła się, nachylając się do niej, by móc zatracić się w czterysetnym pocałunku. Dziewczyna jednak wyparowała z jej ramion równie szybko, jak się w nich pojawiła. Dobrze, że trafiła jej się taka mądra partnerka. Nie dość, że zdawała sobie sprawę, jak April była śliczna, to jeszcze bardzo ją za to kochała. Pod tym względem się ze sobą zgadzały.
Zrobiła większy krok i wyciągnęła rękę przed siebie, żeby ją dogonić. Złapała ją w pasie, zatrzymując je gwałtownie. Objęła ją pewnym chwytem, obróciła je sprawnie i naparła na nią, zmuszając do cofnięcia się o kilka kroków. Uśmiechnęła się zadziornie, gdy plecy Teddy natrafiły na wiatę przystanku autobusowego. Bardzo spodobały jej się te proste, dominujące gesty. Darling niepotrzebnie jej dziś powiedziała, że rządzi. Chyba weszło jej to na banię.
— Wiesz, jak mnie jara, że mogę ci tak zrobić w każdej chwili? — szepnęła, po czym musnęła językiem skórę za jej uchem. Objęła ją dłońmi na wysokości żeber, przesunęła kciukami tuż pod piersiami.
— Że jesteś moja? — Przylgnęła bliżej, zasłaniając ją własnym ciałem, jakby chciała ukryć ją przed całym światem. Bardzo chciałaby mieć sposób na ukrycie jej czasami tylko dla siebie. Nie potrafiła wpływać na rzeczywistość, nie była żadną wróżką. Mogła schować ją co najwyżej na kilka chwil przed wzrokiem potencjalnych przechodniów, których i tak o tej godzinie właściwie nie było.
— Tylko moja — dodała, wbijając palce mocniej w jej boki. Szybko zdała sobie sprawę, że to mogło ją zaboleć, więc poluźniła uścisk. Nie chciała narobić jej siniaków w okolicach żeber. Poczuła dreszcz przechodzący jej wzdłuż kręgosłupa, gdy wtuliła twarz w jej szyję. Wizja tego, że mogłaby wcale nie być jej, rozlała się po ciele Finch nieprzyjemnym chłodem. Kłujące uczucie zazdrości na kilka sekund sprawiło, że oddychanie zrobiło się bolesne. Ale przecież to było strasznie durne. Nic złego się nie działo, były kompletnie same na ulicy, był środek nocy i nawet bóstwa się nimi nie interesowały. Logicznie rzecz biorąc nie miała żadnych powodów do zmartwień. Ale April nigdy nie była logiczna.
Skarbie jesteś mi potrzebna, gdy nie mam się do kogo odezwać
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Najpierw musiałabyś znaleźć sobie kogoś do tego filmu — rzuciła, słysząc jej mamrotanie. — To nie powinno być takie trudne — dodała, bo pewnie chętne ustawiałby się gęsiego, a kolejka byłaby dłuższa niż na koncert Taylor Swift.
Wolała jednak nie ciągnąć tego tematu. Darling dobrze wiedziała, kiedy zamknąć pysk, zanim coś pójdzie gdzie w górę, zmieni w chmurę i na nie spadnie. Nienawidziła się kłócić, co pewnie też czyniło z niej straszną nudziarę.
— Lubię wygrywać — przypomniała jej, uśmiechając się przy tym zawadiacko. Niewątpliwie miała w sobie coś ze sportowca i uwielbiała zdrową rywalizację. No właśnie, zdrową. Dlatego właśnie podejrzewała, że tamto wyzwanie mogłoby skończyć się znacznie mniej niewinnie, niż początkowo wyglądało. — Ale nie lubię cię wkurwiać — dodała, chociaż nie było zbyt wiele sytuacji, w których faktycznie miałaby ku temu okazję. Za to Finch lubiła pieklić się na nią bez większych powodów.
Istniało jakieś prawdopodobieństwo, że w końcu Teddy opuściłaby gardę. Albo dałaby sobie spokój, byle tylko uniknąć kłótni i złości swojej dziewczyny. Poza tym April była problematyczna. W najbardziej fascynujący możliwy sposób. Potrafiła kusić bardziej niż wszystkie dziewczyny, z którymi Darling umawiała się do tej pory. A trochę ich było. Każda z nich miała w sobie coś wyjątkowego, jednak przy Finch wszystko wydawało się milion razy intensywniejsze. I właśnie dlatego miała przeczucie, że w tej konkretnej rozgrywce zwycięstwo wcale nie byłoby takie proste. Ani tak satysfakcjonujące, jak zwykle. Może nawet przeciwnie. Może tym razem wygrana oznaczałaby coś zupełnie innego, niż była przyzwyczajona.
Poczuła nagłe, gwałtowne szarpnięcie. Zanim zdążyła zrozumieć, co właściwie się dzieje, jej plecy już uderzyły o chłodną ścianę wiaty przystankowej. Powietrze na moment uwięzło jej w płucach, szpilki wypadły z jej dłoni wprost na chodnik, a z gardła wydobył się jedynie cichy, zaskoczony pomruk. Instynktownie uniosła ręce i zarzuciła je April na szyję, Wyglądało na to, że jej dziewczyna naprawdę wzięła sobie do serca to, co powiedziała wcześniej. Że dzisiaj to ona tutaj rządzi. I sądząc po sposobie, w jaki przyparła ją do ściany, najwyraźniej zamierzała z tej roli skorzystać w pełni. Jeśli April za bardzo przyzwyczai się do takiego układu sił, to dopiero będzie kłopot, a przecież był to jednorazowy układ!
— Tylko twoja — powtórzyła po niej, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że skóra w okolicach żeber zapiekła od zbyt mocnego ucisku. To było totalnie nieważne. Ale wtedy Finch wtuliła się w nią i zamilkła, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego. — A niby czyja miałabym być? — zaśmiała się cicho, gładząc ją po jasnych włosach. A potem odsunęła ją nieznacznie, a tylko po to, żeby spojrzeć jej prosto w oczy. — W porządku? — zapytała, muskając czule słodkie usta. Zawsze wyczuwała podskórnie, kiedy coś było nie tak. Z jednej strony to naprawdę świetna sprawa, ale z drugiej April znacznie trudniej było cokolwiek ukryć przed Teddy.
widzę ciebie tu, ubraną w cudzysłów
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Właściwie dość proste — rzuciła, obojętnie wzruszając ramionami. W ogóle nie miała zamiaru teraz tego robić, ale teoretycznie na pewno byłoby to do ogarnięcia. Mogłaby się po prostu odezwać do tej dziewczyny, z którą już to robiła. Kto wie, może akurat byłaby wolna i chętna? Albo chociaż udzieliłaby im jakiś rad, jeżeli to Teddy zmieniłaby zdanie.
Kiwnęła tylko głową, porzucając temat tej dziwacznej rywalizacji. Skoro nie chciała jej wkurzać, to tak będzie najlepiej. Finch czuła, że jeszcze kilka zdań i na pewno się zdenerwuje. Nic dobrego z takiej przepychanki słownej nie mogło wyniknąć. A już na pewno nie z jej realizacji. Naciąganie struny April zawsze doprowadzało do czegoś paskudnego. A nie mogłyby być nawet paskudne razem, bo przecież jej partnerka nie znosiła się kłócić i starała się z każdej ostrej wymiany zdań jak najszybciej wykręcić. A to już w ogóle doprowadzało April do szału. Takie wzajemne nakręcanie się na pewno im kiedyś wyjdzie na zdrowie i na bank nie doprowadzi nigdy do żadnych okropnych sytuacji.
Mając ją tak blisko, czuła się bezpiecznie. Nic tak nie koiło jej rozdygotanego od miłości serca jak miłość. Kochanie wywoływało w niej wszystko, co najlepsze i wszystko, co najgorsze. Powinna się pewnie sama sobie dziwić, że tak bardzo kochała być zakochana. Żyłaby w dużo większym spokoju, gdyby nie angażowała się w to uczucie tak mocno. Ale nie było opcji, żeby to ogarnąć. Nie zrobiłaby tego nawet, gdyby mogła. Za nic nie oddałaby emocji, które nią targały, gdy wtulała się w Teddy.
— A bo ja wiem — mruknęła cicho, nie mając pojęcia, kogo jeszcze mogłaby być. Jakby tak popytać, to pewnie chętne ustawiałby się gęsiego, a kolejka byłaby dłuższa niż na koncert Taylor Swift. Niechętnie dała jej się trochę odsunąć. Kiwnęła głową, uśmiechając się blado. Nie chciała, żeby Darling musiała się dodatkowo martwić przez jej durne, narkotyczne pomysły. I tak nie miała z nią lekko na trzeźwo.
— Jest git — zapewniła już nieco pewniej. Nie dała się stłamsić pod pełnym niedowierzania spojrzeniem strażaczki. A przynajmniej nie od razu. Mruknęła niezadowolona z tych osądów. Ujęła jej twarz w dłonie, złożyła kilka delikatnych całusów na jej wargach.
— Mam czasem ochotę rozerwać cię na strzępy, żeby nikt inny nie miał do ciebie dostępu — wyznała cicho między kolejnymi pocałunkami. To zdecydowanie nie brzmiało zbyt zdrowo. Przynajmniej zdawała sobie z tego sprawę, to już pierwszy krok do bycia normalną. Podobno.
— Chciałabym cię wyciąć z tej rzeczywistości i schować w jakimś innym wymiarze. Tak żeby wszyscy mogli co najwyżej patrzeć, ale nie dotykać — dodała, przymykając na moment oczy. To była fenomenalna wizja. Szkoda, że niemożliwa do zrealizowania i wyjątkowo absurdalna. Zbyt magiczna jak na standardy Teddy. Finch chyba za długo nie brała udziału w żadnej sesji, będzie musiała to nadrobić po powrocie, żeby się wyżyć artystycznie. Chwilowo wszystkie buzujące w niej emocje mogła przelewać tylko na bogu ducha winną Darling.
— Ale zostanę po prostu przy cieszeniu się, że jesteśmy razem, okej? No chodź. — Wypuściła ją wreszcie z rąk. Schyliła się, żeby podnieść jej obcas, które w jakimś momencie wyleciały jej z rąk. Podała jej buty i ruszyła znowu przed siebie w kierunku wybranym wcześniej przez Teddy.
Jeśli się tak stanie, że mnie zdradzisz i odkryję, to przysięgam, że znajdę, kurwa mać, Cię i zabiję
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dobrze, że znały się od dawna. W innym przypadku Darling w pewnym momencie skapitulowałaby przy kolejnej, niespodziewanej awanturze. A tak to przynajmniej wiedziała, jak April reaguje, czego unikać i jak nie prowokować jej gniewu. Do tej pory nie miała dziewczyny-furiatki. A nie, z jednej wyszło szydło z worka dopiero po jakimś czasie, a jeszcze inna była kompletnie niezrównoważona psychicznie. Chyba nie trzeba wspominać, że te związki nie przetrwały próby czasu? W każdym razie, gdyby poznały się z Finch dopiero w dorosłym życiu, ich relacja nigdy nie rozwinęłaby się do takiego stopnia. Dla Teddy taki natłok emocji byłby po prostu przytłaczający.
— To strasznie głupie — pokręciła głową na wizje swojej dziewczyny. — Rozszarpując mnie, nie tylko nikt inny nie miałby do mnie dostępu, ale ty też nie. Zupełnie tego nie przemyślałaś — pstryknęła ją zaczepnie w nos. — Nawet nie daję ci powodów, żeby zamknąć mnie w złotej klatce. Czy tam w innym wymiarze. Gdybym jeszcze rozglądała się za innymi dupami, to miałoby sens, ale w obecnej sytuacji? — uśmiechnęła się w jej usta, na których złożyła jeszcze jeden pocałunek. — Jestem zapatrzona w ciebie jak w obrazek i wierna aż do porzygu. Pewnie to zajebiście nudne, nie? — sięgnęła po swoje buty i ruszyła dalej.
W ostatniej chwili zauważyła roztrzaskane na chodniku szkło. Jeszcze krok i przeszłaby po nim boso jak fakir po po odłamkach. Znając jednak szczęście Teddy, u niej nie skończyłoby się to na kilku drobnych skaleczeniach, a na rozciętych stopach, hektolitrach krwi na bruku i wizycie na ostrym dyżurze zakończonej kilkoma szwami. Skrzywiła się lekko i zrobiła niewielkie kółko, omijając błyszczące w świetle latarni odłamki. Dopiero gdy znów znalazła się na czystym fragmencie chodnika, przyspieszyła krok, żeby zrównać się z April. Objęła ją w pasie tak naturalnie, a ich ramiona zetknęły się w przyjemnym, znajomym cieple. Już miały skręcić w wąską uliczkę prowadzącą w dół, prosto do ich apartamentu, kiedy Teddy kątem oka dostrzegła coś przy wejściu do jednego z barów.
— O, popatrz! — zawołała nagle, zatrzymując się tak gwałtownie, że niemal wpadła na stojący obok kosz na śmieci.
Przy ścianie, tuż pod migającym, nieco już przygasłym neonem, stał automat. Stary boxer. Jeden z tych, które pozwalały sprawdzić siłę uderzenia. Metalowa gruszka zwisała ciężko na łańcuchu, kołysząc się lekko, jakby ktoś przed chwilą ją trącił. Nad nią świeciła prostokątna tablica z punktacją.
— Co myślisz? — rzuciła przez ramię, podchodząc bliżej. Przechyliła głowę i przyjrzała się maszynie. Automat był trochę obdrapany, tu i ówdzie widać było rysy i odpryski farby, ale najwyraźniej wciąż działał. Po chwili odwróciła się do Finch i uśmiechnęła szeroko, z tym charakterystycznym błyskiem rozbawienia w oczach. — Chcesz spróbować? — zapytała, opierając się biodrem o bok automatu. — Możesz sobie wyobrazić, że to wszystkie te lafiryndy, które chcą mnie ukraść — podsunęła April wspaniały pomysł, unosząc przy tym znacząco brwi.
Tutaj nie dało się wygrać niczego konkretnego - żadnych pluszaków, żetonów ani nagród. Co najwyżej chwilę satysfakcji, może odrobinę dumy, jeśli wynik okaże się wystarczająco wysoki. No i oczywiście możliwość porządnego wyżycia się, zanim człowiek poważnie zacznie rozważać rozszarpanie własnej dziewczyny na strzępy.
ale dziś na szczęście twoje biodra mi falują cały świat
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— W ogóle nie jest to nudne. Właściwie to ultra ciekawe. Niebiańsko fascynujące! Nigdy nie przestawaj taka być. — Starała się brzmieć na naprawdę podjaraną taką wersję Teddy. W rzeczywistości było to nieco nudnawe, miała rację. Ale w ogóle jej to nie przeszkadzało. Mogła trwać w tej nudzie jeszcze bardzo długo, wcale jej nie zbrzydło. Darling dostarczała jej masy innych wrażeń. Pod tym względem mogła pozostać nudziarą.
— Ty się może aż tak nie rozglądasz, ale typiary za sobą skręcają sobie karki. Chyba może mnie to ociupinkę wkurwiać, co? — dodała, wywracając oczami. Może powinna nosić za sobą dodatkowe opakowania chusteczek, by wycierać po tych wszystkich szmulach kałuże śliny, jakie po sobie zostawiały? Świat nie był w stanie znieść tego, jak Teddy była pociągająca. Gdyby tylko zajmowała się czymś innym, April nawet nie dałaby rady się do niej dopchać, żeby umówić się na kawę, o związku nawet nie wspominając. Dobrze, że bycie strażaczką było na dłuższą metę odpychające. Na krótsze przygody z kolei Teddy miała po prostu za mało czasu. Ależ się tej Finch przyfarciło.
Uśmiechnęła się, gdy tylko partnerka ją dogoniła i objęła. Nie potrafiła się przy niej powstrzymać od takich drobnych radości. Póki nie była na nią wściekła jak osa, to każdy drobiazg wystarczał, by rozmiękczyć jej serce.
Zatrzymała się, gdy tylko Darling zakomenderowała przerwę w wycieczce. Wyciągnęła rękę przed siebie, chcąc ją złapać i uratować przed zderzeniem ze śmietnikiem, ale na szczęście dała sobie radę sama. April była ostatnią osobą, która powinna ją ratować. Pewnie pogorszyłaby sytuację i jeszcze zrzuciła sobie samej coś na łeb. Spojrzała w stronę maszyny, która przykuła uwagę jej dziewczyny. Nigdy nie była dobra w takie rzeczy. Nie umiała się bić, nie chodziła nawet na siłownie, by mieć, gdzie ćwiczyć ręce. Natura nie podarowała jej porządnej pary w łapie. Jakby tego było mało, te gruszki zawsze wisiały tak dziwacznie wysoko, że wykonanie zamachu robiło się dla niej niewygodne. Ale pomysł jednak ją kusił, brzmiało to przecież zabawnie.
Stanęła na przeciwko boksera, obserwując go uważnie, jakby spodziewała się dodatkowych instrukcji. Ale zabawa przecież była prosta. Wystarczyło uderzyć. Strzeliła kostkami w dłoni, przygotowując się do wyzwania jak prawdziwa fajterka.
— Aż nie wiem, którą z tych twoich larw wybrać — rzuciła, uśmiechając się wyzywająco. Nie czekała na żadną odpowiedź. Zacisnęła pięść, wzięła zamach i pieprznęła w gruszkę w całej siły. Uniosła brwi, zaskoczona głośnością huku, jaki wywołała. Strzepnęła kilka razy dłonią, bo aż ją to zabolało. Wynik mknął w górę, zwiększając się jak szalony. Tego zdecydowanie się nie spodziewała. Otworzyła szeroko usta, patrząc na prymitywny ekran. Maszyna zawyła radośnie, rozległy się z niej brawa i jakieś obrzydliwe, testosteronowe wrzaski. No nieźle.
— Dziewięćset pięćdziesiąt jeden? — odczytała liczbę na głos, jakby potrzebowała potwierdzenia, że nie ma omamów. Wyprostowała się i wypięła dumnie pierś do przodu. To był przecież zajebiście dobry wynik! Spojrzała na Teddy, uśmiechając się z dumą.
— Zapamiętaj sobie, kurwa, ten wynik. — Wycelowała w nią palcem, starając się, by ta groźba dotarła jak najdosadniej. Groźna mina szybko jednak zamieniła się w szeroki uśmiech. Zbliżyła się do niej w radosnych podskokach, jak uroczy króliczek , któryn przecież była.
— Spróbuj to przebić, Księżniczko — zamruczała prowokacyjnie, od razu wpijając się zachłannie w jej wargi. Widać to męstwo, które w sobie odkryła, bardzo ją nakręciło. Ale, jak wiemy, ją nakręca wszystko.
Nie puszczę cię, Nigdzie sama stąd nie pójdziesz
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jasne — parsknęła śmiechem, kiedy Finch wspomniała o pannach, które rzekomo nie potrafiły oderwać od niej wzroku. — W końcu tyle ich jest — rozłożyła teatralnie ręce, jakby chciała objąć nimi niewidzialny tłum wielbicielek. — Widzisz tu kogoś? — rzuciła, zerkając na Finch z ukosa.
Rozejrzała się demonstracyjnie dookoła. Ulica była prawie pusta. Kilka metrów dalej grupka nastolatków siedziała na ławce, przekazując sobie z rąk do rąk butelkę czegoś, co zdecydowanie nie było sokiem. Co chwilę wybuchali głośnym śmiechem, zupełnie niezainteresowani tym, co działo się wokół. Po drugiej stronie chodnika powoli sunęła para staruszków, trzymających się pod ręce i prowadzących cichą, niespieszną rozmowę. Poza nimi nie było nikogo. Żadnych zachwyconych spojrzeń. Żadnych dziewczyn oglądających się przez ramię. Żadnego tłumu, który - według słów April - miałby wzdychać za Teddy.
Uniósła brew i z lekkim uśmiechem wróciła spojrzeniem do partnerki.
— No właśnie — mruknęła z udawaną powagą. — Cała armia adoratorek. Ledwo się tu mieszczą — westchnęła ciężko. Przez chwilę jeszcze udawała, że przeciska się między wyimaginowanymi ludźmi, robiąc pół kroku w bok i teatralnie odgarniając powietrze dłonią, jakby naprawdę torowała sobie drogę w tłumie. Dopiero po chwili prychnęła cicho i pokręciła głową. — Twoja wyobraźnia jest naprawdę imponująca — dodała już normalniej, choć w jej głosie wciąż pobrzmiewało rozbawienie.
Imponujący był również wyniki, jaki April nabiła na maszynie. Darling obserwowała, jak ta bierze zamach i z całych sił uderza w gruszkę. Automat wydał z siebie śmieszną, cyrkową melodię, a wyniki w zawrotnym tempie wystrzelił w górę. Coś było nie tak. Normalnie to było znacznie trudniejsze. Teddy kilka razy mierzyła się na podobnym automacie z Jettem i chłopakami, i nawet oni nie potrafili osiągnąć takiego rezultatu.
— A ty co? Drugi Mike Tyson? — zaśmiała się głośno, kiedy Finch zaczęła tak kicać, aż w końcu podskoczyła do niej, łącząc ich usta w namiętnym pocałunku. — Chyba coś się zepsuło. Sama zobacz — Darling odsunęła się nieznacznie i zacisnęła palce w pięść. Pacnęła gruszkę, nie używając połowy swojej siły, a wyniki pokazał zbliżony do tysiąca. Potem powtórzyła to jeszcze raz, tym razem tylko popychając gruszkę z otwartej dłoni. Maszyna zawyła, a wynik był tylko o dwieście punktów niższy. Oszustwo!
— Kupa złomu — podsumowała krótko. Nic dziwnego, przecież nawet nie wołał o monety. Żeby pokazać swoje niezadowolenie, kopnęła w bok maszyny. Szkoda, że zapomniała, że nie miała na sobie butów. — Och, kurwa — syknęła, stając na jednej nodze, żeby rozmasować kości śródstopia. Całe szczęście, że była wystarczająco porobiona i jednocześnie znieczulona, bo ból zniknął tak szybko, jak się pojawił. Jutro będzie się zastanawiać, skąd siniak w takim dziwnym miejscu.
podaruj mi coś, czego nie zdobędę sama, a wtedy ja szepnę ci: możesz mnie dotknąć
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm. To wszystko wina mojej pokurwionej głowy — zgodziła się, gdy Teddy wreszcie się uspokoiła. Cieszyła się, że akurat w tym momencie były same, a jej ukochana nie była oblegana przez laski marzące o dobraniu się jej do majtek. Wyobraźnia April bardzo chciała podsunąć jej całe stada typiar krążących wokół jak sępy, ale na szczęście była zbyt zmęczona i odklejona od rzeczywistości, by skupić się na tym wystarczająco mocno.
— Wcale się nie popsuło — zaznaczyła od razu, przekonana o własnej wielkości. To, że dzisiaj miała dobry dzień nie oznaczało, że wszystko, w co się pakowały, było jakimś koszmarnym oszustwem. Chociaż właściwie było. Aż trudno wybrać, co bardziej. Ale ta maszyna miała być wyjątkiem! Dowodem na to, że Finch coś tam jednak potrafi oprócz mielenia ozorem i wyglądania ładnie. Problem w tym, że jej partnerka zaczęła dociekać. I to całkiem intensywnie.
Pierwszy cios był imponujący. April klasnęła radośnie w dłonie, chcąc złożyć jej serdecznie gratulacje. Ale Teddy nie odpuszczała. Naprawdę wkręciła się w temat. Uderzyła jeszcze kilka razy, ostatecznie udowadniając, że miała rację. Bokser był popsuty, a wyniki, które pokazywał, co najmniej podkręcone. Westchnęła po prostu, porzucając marzenia o karierze w spotach walki. Już słyszała jakiś anielski głos nad sobą, który śpiewał, że ona ma siłę i nie wiesz nawet jak wielką... ale nagle gdzieś wyparował. A ego Finch zaczęło pikować w stronę przepaści. I będzie spadać długo. I raczej nie wstanie lekko.
— No faktycznie, pops... — przerwała, bo w tym momencie Darling odwaliła kolejną manianę. Przyglądała się jej zaskoczona, nie wiedząc, co ma zrobić z tą sytuacją. Nawet nie przyszło jej do głowy, żeby rzucić się na pomoc, bo to było tak dziwaczne. Pokręciła głową z niedowierzaniem, obserwując, jak jej dziewczyna stawia wreszcie stopę na chodniku i nawet robi kilka kroków do przodu. To dobry znak, nie trzeba wzywać karetki ani innych służb specjalnych.
— Chodź już. Tylko proszę, spróbuj się po drodze nie zabić. — Machnęła nonszalancko ręką w kierunku, w którym powinny iść, udając, że totalnie zna drogę. Oczywiście nie znała. Ale tędy szły do tej pory, więc wystarczyło iść w zaparte.
Dobrze, że do tej serii niefortunnych zdarzeń doszło naprawdę blisko domu. Teddy nie musiała znosić długiego spaceru, a Finch nie musiała próbować nieść jej na rękach. To na pewno skończyłoby się wywrotką i pozdzieranymi łokciami i podbródkami. Wpuściła ją do środka, zamknęła za nimi drzwi. Dopiero wtedy zdjęła obcasy. Czuła się zadziwiająco nieźle. Nic jej nie bolało, miała jeszcze sporo energii. Trafił im się naprawdę dobry towar.
Podeszła do drzwi na taras. Otworzyła je, chcąc nieco przewietrzyć przed snem. Wraz z chłodnym powietrzem do środka wkradł się rudy kot, którego poznały o poranku. Uśmiechnęła się szeroko na jego widok. Kucnęła obok i zaczęła go głaskać, dłuższą chwilę rozkoszując się niezwykłą miękkością jego futerka. Mogłaby tak pewnie robić w nieskończoność, była jak totalnie zahipnotyzowana. Na szczęście zwierzę było mądrzejsze od niej. Albo miało dość tej przyćpanej interakcji. Kot miauknął i ruszył w głąb domu. Wskoczył na kanapę i ułożył się wygodnie między poduszkami.
Podeszła do Teddy. Nadeszła pora porozkoszować się jej miękkością. Wymacała zapięcie kiecki na jej plecach i pociągnęła je w dół. Zsunęła ostrożnie materiał z ramion, pozwalając wreszcie opaść sukience na podłogę. Przesunęła dłonią po jej szyi w dół. Wsunęła palce w zagłębienia przy jej obojczykach, kontynuując wędrówkę. Przejechała leniwym ruchem po nagich piersiach, trącając palcami sutki. Połaskotała subtelnie płaski brzuch, zatrzymała się dopiero na bieliźnie. Wsunęła palce za gumkę majtek, ale nie poruszyła się dalej. Nachyliła się i wgryzła się w jej ramię bez ostrzeżenia. Nie próbowała sprawić jej bólu, to miała być tylko głupia zaczepka. Odsunęła się powoli. Z niewielkiej odległości przyglądała się roznegliżowanemu ciału strażaczki stojącej w wyjątkowo słabym świetle. Chyba nie będzie jej dziś dane popatrzeć na nią w pełnej krasie. Mogłaby po prostu zaświecić światło, ale to nie wydawało się dobrym wyborem. Uśmiechnęła się, wyraźnie zachwycona tym widokiem. Nie musiała nawet nic mówić. Przecież Darling znała ją bardzo dobrze i widziała, że przygląda się jej jak zaczarowana.
— Wierzysz mi, że cię kocham? — zapytała wreszcie, zatrzymując wzrok na wysokości jej oczu. Spojrzenie może nadal miała tylko częściowo obecne, ale pytanie nie brzmiało jak żart. Zdawała sobie sprawę, że wielokrotnie sobie to powtarzały, ale to w ogóle nie było odpowiedzią. W końcu Teddy jeszcze nie tak dawno zarzucała jej, że będzie dla niej tylko kolejną, pokręconą fascynacją, którą błyskawicznie się znudzi. Finch nie miała wątpliwości, że strażaczka chce z nią być, ale czy zdążyła w międzyczasie zmienić zdanie? Cholera wie.
Płonie cały świat, A ja ciebie w głowie mam
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dalej była poirytowana na zepsutą maszynę, ale przynajmniej ból stopy zniknął w mgnieniu oka. Niesamowite. W dodatku w ogóle nie czuła zmęczenia. To też było niewiarygodne. Może powinna zażywać narkotyki przez rozpoczęciem zmiany w jednostce? Wtedy dopiero byłaby niezniszczalna! No dobra, to strasznie durny pomysł i pewnie zamiast pomagać ludziom, narobiłaby samych głupstw. Albo zginęła.
— Nic mi nie jest — machnęła ręką, jak na twardzielkę przystało. Prędzej amputowałaby sobie nogę niż pozwoliła, żeby jej dziewczyna musiała ją taszczyć do domu. To ona była od noszenia w ramionach! — Mogłabym przetańczyć z tobą całą noc — dodała z uśmiechem, ruszając w dalszą drogę.
To była strasznie dziwna wędrówka. Z jednej strony minęła naprawdę szybko, a z drugiej czas w głowie Teddy rozciągał się w nieskończoność. Kiedy dotarły do apartamentu, a April zajęła się głaskaniem kota, ona zniknęła na moment w łazience, żeby nie łazić z takimi brudnymi stopami po wnętrzu czystego domu. Wróciła do salonu i zerknęła przelotnie na kota, który usadowił się na kanapie. Byłaby skłonna go pogłaskać, ale bliskość Finch była o wiele bardziej interesująca niż jakiś bezdomny sierściuch.
Rozkoszowała się chwilą, gdy dłonie partnerki powoli błądziły po jej ciele, jakby chciały zapamiętać każdy jego fragment. Mimo to jej własna uwaga uciekała do twarzy April. Widziała to roziskrzone spojrzenie, od którego zawsze miękły jej kolana, a serce topniało jak bryła lodu na słońcu. Materiał zsunął się z jej ramion z cichym szelestem i opadł na podłogę. Teddy odruchowo wzięła głębszy wdech. Przesunęła dłonią po jej jej biodrze, cmokając z niezadowoleniem, że ta wciąż miała na sobie jakieś ubrania. Bez sensu, trzeba to jak najszybciej naprawić! Już sięgała do jej topu, ale poczuła, jak ukochana zahacza o jej skórę zębami. Darling drgnęła cicho i parsknęła krótkim, urwanym śmiechem. Chciała powiedzieć, że jest niemożliwa, ale wtedy Finch odsunęła się i dopiero teraz w pełni poczuła na sobie jej wzrok.
Pytanie przyszło nagle. Teddy podniosła na nią oczy, odrywając się od własnych myśli. Przez moment tylko patrzyła, jakby sprawdzała, czy to kolejna zaczepka, jak w przypadku ugryzienia. Ton był jednak zbyt poważny. Westchnęła cicho i zrobiła krok do przodu, skracając dzielący je dystans. Przez chwilę nic nie mówiła. W końcu przechyliła lekko głowę, przyglądając się jej twarzy z bliska.
— April… — mruknęła, sięgając dłonią do jej policzka, żeby odgarnąć z niego niesforny kosmyk włosów. — Oczywiście, że ci wierzę. Gdybym ci nie wierzyła, nie stałabym tu teraz — powiedziała spokojnie, stwierdzając oczywisty fakt. Opuściła ręce i zacisnęła je na biodrach Finch, wpatrując się w nią jeszcze uważniej. — Dlaczego w ogóle to pytasz? — zmarszczyła lekko brwi. Nie brzmiało to jak zarzut. Bardziej jak coś, co naprawdę chciała zrozumieć. — Zrobiłam coś nie tak? Dałam ci odczuć, że jest inaczej? — na moment jej spojrzenie zsunęło się z oczu April na jej usta, a potem znów wróciło wyżej. Teddy próbowała prześledzić w pamięci ostatnie tygodnie rozmów i gestów. Czy gdzieś po drodze nie powiedziała czegoś za mało? Albo nie powiedziała czegoś wcale? Dlaczego w ogóle miałaby w to wątpić?
jak dobrze, że ty popchnęłaś mnie w swój wir
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyglądała się jej bacznie, czekając na odpowiedź. Musiała czekać dość długo. Nie powinno ją to dziwić. Zadała przecież poważne pytanie, które na pewno wymagało równie poważnych rozważań. Nie chciała jej popędzać. Miała nadzieję otrzymać najbardziej wypielęgnowaną odpowiedź, jaka tylko była w tym stanie możliwa.
— Zrezygnowałabyś z takich wakacji tylko z braku miłości? Głupia — prychnęła rozbawiona, na moment przenosząc wzrok gdzieś na bok. Żart rzuciła całkowicie odruchowo, nawet się nad nim nie zastanawiała. Dobrze, że była naturalnie zabawna, bystra, ładna i cwana. A tak poważniej mówiąc, to naprawdę nie był dla niej żaden argument. Nie były razem na wakacjach po raz pierwszy w życiu, a przecież do tej pory nie miało to nic wspólnego z miłością. A przynajmniej nie z taką.
Spojrzała na nią znowu i wzruszyła ramionami, jak nastolatka zmęczona dociekliwymi pytaniami rodziców. W ogóle nie chciała poprowadzić rozmowy w ten sposób, nie starała się niczego takiego zasugerować. Może zadałaby to pytanie nieco mądrzej na trzeźwo, ale może wtedy nie przyszłoby jej do głowy. Cholera wie, naprawdę sama nie nadążała za własnymi myślami.
— Po prostu się upewniam. Wiem przecież, że bywam... — zawiesiła na moment głos, żeby dać sobie czas na zastanowienie. Przyszło jej do głowy mnóstwo epitetów na własny temat, które w większości wolała jednak zachować dla siebie.
— ...niegodna zaufania? — dokończyła niepewnie, smakując określenie w ustach. Kiwnęła głową zadowolona. Pasowało to do niej. Przynajmniej w tej kwestii. Była wierna jak pies i zawsze dotrzymywała danego słowa – ale to przecież nie w tym rzecz.
— Niegodna zaufania. Dobry wymyśliłam eufemizm, nie? — Uśmiechnęła się szeroko, naprawdę z siebie zadowolona. Nigdy nie przestanie jej cieszyć, że zna mądre słowa i czasem udaje jej się nimi zgrabnie żonglować. Jak dostaje raz w miesiącu przelew na konto, to przypomina jej się, jaka jest zdolna i też się cieszy.
— W każdym razie... nie chodzi o ciebie, tylko o mnie — dodała, znów nie mogąc się powstrzymać od dowcipkowania. To najlepsza reakcja obronna na stres, jaką ludzkość zdołała wytworzyć. Przynajmniej w jej mniemaniu. Zazwyczaj działała lepiej niż ucieczka czy agresja. Ale nie można było z tym przeginać, bo – o dziwo – najłatwiej było nią zirytować rozmówców.
— Nie chcę, żebyś myślała, że ze mnie wyparowujesz, bo mijają dwa tygodnie, okej? — Wróciła do poważniejszego tonu, przeczuwając, że mniej więcej w tym miejscu leży granica dowcipkowania. To całe gadanie o innych kobietach napchało jej do głowy masę czarnych chmur. Większość powiązana była z jej podejściem do życia, a raczej tym, jak do niedawna określała je Darling. Stresowało ją, że nie jest pewna, jak powinna udowodnić, że przeszło jej to całe puszczalstwo.
— Może chodźmy romantycznie spać, zamiast się szaleńczo pieprzyć? — zaoferowała, jakby to miało być dowodem jej nieprzemijających uczuć. Musnęła wargami jej usta w czułym geście, któremu bardzo daleko było do szaleńczej namiętności. Przykładna z niej dziewica. I katoliczka. Aż trudno stwierdzić, które z tych określeń było mniej prawdziwe.
Jak kiedyś przez to zostawisz mnie, To już na zawsze nosisz moją dziarę
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie stałabym tu teraz, w takim wydaniu — odezwała się w końcu cicho i spuściła wzrok, lustrując nim własne ciało. Nagle poczuła się całkiem naga. Dosłownie i w przenośni.
W głowie wciąż odbijały się kolejne słowa, ale im dłużej o nich myślała, tym miały one coraz mniej sensu. Próbowała odczytać coś pomiędzy nimi, a nie w nich samych. To nie mogło być takie trudne, April nigdy nie była mistrzynią kamuflażu, nawet kiedy próbowała. Zwłaszcza kiedy próbowała. Zawsze mówiła w taki sposób, jakby rzucała kamienie w wodę i patrzyła, które zrobią największe kręgi. Trochę prowokowała, a trochę się zabezpieczała, bo każdą poważniejszą rzecz trzeba było wcześniej obtłuc o żart, żeby sprawdzić, czy się nie rozpierdoli. Ale naćpana Teddy miała z tym pewien problem.
Narkotyki zrobiły z myślami coś dziwnego. Nie tyle je przyspieszały, co rozciągały. Jedna myśl potrafiła rozwinąć się w pięć innych, zanim jeszcze zdążyła dojść do końca pierwszej.
— Nigdy nie uważałam, że jesteś niegodna zaufania. A już na pewno nie, odkąd jesteśmy razem, więc nie wiem, skąd ci się to wzięło — wymamrotała i zabrała ręce z jej bioder. Nie miała co z nimi zrobić. Najchętniej wcisnęłaby je w kieszeni, ale przecież miała na sobie tylko majtki.
Nie chcę, żebyś myślała, że ze mnie wyparowujesz. Wyparować to ona chciała, ale z tego salonu. I z tej chwili. Owszem, na początku miała pewne wątpliwości, weszła w ten związek całą sobą. I gdyby Finch nie wspomniała o magicznej barierze dwóch tygodni, zupełnie nie przyszłoby jej to do głowy. A już na pewno nie w takim momencie. Przecież ufała jej od lat, pomimo tego, jak hucznie wchodziła w nowe związki i jak gwałtownie je zakończała. I właśnie tutaj myśl zaczęła się rozgałęziać. Bo kiedy April tak otwarcie mówiła o sobie złe rzeczy, a przecież to się nie zdarzało, to trochę tak, jakby uprzedzała zarzuty. Jakby próbowała powiedzieć Teddy, że jeśli ją ocenia, to nic nowego i w sumie to nawet nie musi, bo ona sama już to wie. Tylko co próbowała tym udowodnić? To miał być wielki moment, w którym chciała ją przekonać, że jest teraz moralnie zreformowaną wersją siebie?
— Masz rację. Po prostu chodźmy spać — skinęła głową, uśmiechając się lekko i trochę smutno po krótkim muśnięciu ust. Wcale nie chciało jej się spać, ale jednocześnie przestała mieć ochotę na cokolwiek innego. A już na pewno nie chciała brnąć w tę konwersację. Wszystko, co powiedziała Finch zadziałało odwrotnie. Te zapewnienia wezbrały i podkręciły wątpliwości. Jedyna nadzieja, że Darling do jutra o tym zapomni.
Rozejrzała się gorączkowo za swoim ubraniem, ale szybko stwierdziła, że bez sensu wciskać się z powrotem w sukienkę, więc ruszyła do sypialni, żeby narzucić pierwszą lepszą koszulkę. Najchętniej od razu wpakowałaby się do łóżka, ale musiała jeszcze zmyć makijaż. Skóra jej za to podziękuje!
nie pamiętam bo zakrzywia się czas gdzieś i ty leczysz mnie, ja leczę ciebie