-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ogólnie cała ta sytuacja sercowa była w tym momencie nieco skomplikowana, bo chociaż Peach miała serce krwawiące i płaczące po stracie Clyde’a, to od tego dnia kiedy całował ją na swojej kanapie za pół miliona Galen ciągle myślała tylko o Galenie i o tych jego oczach szmaragdowych, a odkąd jej wysłał zdjęcie to też o jego abs i klacie w której chciała zatopić ząbki. No a poza tym to przecież była w programie żeby szukać miłości, więc rozmawiała najpierw z 10 chłopakami, potem dwóch jej się oświadczyło i przyjęła tego który wydawał jej się mieć bardziej rodzinne nastawienie - bo Peach też jest rodzinna dość. Po oświadczynach następował etap drugi, kiedy mieli się zobaczyć po raz pierwszy i nieźle jej serce zabiło jak zobaczyła Jeffa. Strasznie był z niego hot chłopak, jego też chciała ugryźć. Zanim to się zdarzy, to musieli jeszcze się upewnić, czy chcą brać ten ślub, więc polecieli na Hawaje trochę się pobawić.
Kiedy tylko zwrócono im telefony po pierwszym etapie, odrazu zaczęła postowac info o tym, że idzie do programu. Przy okazji była to też łatwiej już pisać z Galenem, chociaż trochę się dziwne czuła, kiedy siedziała z Jeffem i miziali się na wizji, a potem szła do łazienki i pisała sobie z Galenem i mu mówiła, że za nim tęskni. Niestety tęskniła bardzo, nawet kiedy Jeff ją całował tymi swoimi dużymi ustami.
Ale program leciał, w drugim etapie Jeff poznał nawet koleżanki Peach takie jak Maddie Lennox I chociaż Peach się zastanawiała, to jednak nie poprosiła William N. Patel-Noriega żeby wystąpił w roli jej przyjaciela. Niby się przyjaźnili, ale on na pewno nie chciał być w TV, a poza tym też nie była pewna, co William by na to powiedział. On pewnie Jeffa też zna, skoro Galen go zna!
Tak czy siak, trzeci i czwarty etap przeleciały. Peach zrobiła furorę, bo z płaczem wyszła od rodziców którzy powiedzieli, że nie zaakceptują tego związku, produkcja już zacierała rączki i kibicowali żeby Peach była pierwsza panna młoda w programie, która zrobi wbrew rodzicom, a ona szła w zaparte że to zrobi, bo im była mniej zadowolona tym większe pieniądze oferowl jej Netflix. Produkcja już jej z wielkim zadowoleniem dali jej ostatni slot podczas dzisiejszych slubow, oczekując że to będzie wisienka na torcie tej edycji.
Ale jak to w życiu wszystko jeszcze może się zdarzyć.
Jeff Lewinsky ubrany w smoking przechadzał się ze swoim wielkim uśmiechem pomiędzy gośćmi zgromadzonymi na imprezie kończącej nagrania, która miała zacząć się zaraz po ceremoniach ślubnych. Peach jeszcze siedziała na górze na włosach i makijażu, więc to Jeff pierwszy rozpoznał w jednym z gości Galen L. Wyatt
Galen Wyatt, stary co ty tu robisz?! Typie, gdybym wiedział że tu będziesz to bym poprosił Cię na drużbę! - wyraźnie się ucieszył, ale jeżeli ktokolwiek zna się na języku bogatych, to dobrze wie że pod tymi słowami kryło się coś dużo bardziej wrednego i skomplikowanego. Jeff poprawia swoje mankiety z diamentowymi spinkami i patrzy wyzywająco na swojego konkurenta, dając mu do zrozumienia, że ten nie ma czym do niego podskoczyć. - Świetnie, że przyszedłeś na mój ślub. Czekaj aż zobaczysz moją Peach, to modeleczka, słodka jak czekoladka i ma taką buźkę - cmoka swoimi wielkimi ustami i dalej gada się przechwalając trochę przychylając do swojego nemesis jakby chciał mu wypowiedzieć wojnę - Powiedzialbym ci co jeszcze robi, ale mam szacunek do mojej przyszlej żony. Trzymaj się - walnął go w ramię i poszedł przywitać kolejnego milionera którego zaprosił jego manager, żeby jeszcze podbić ego swojego klienta.
W tym samym czasie Peach wywaliła wszystkich ludzi z pokoju i stoi przerażona przed lustrem, analizując czy to co chce zrobić na prawdę jest warte. Przydałaby się jakaś… interwencja.
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
That sounds a lot more interesting than the show itself.
Właściwie Galen nie oglądał takich programów, on w ogóle mało oglądał, bo kiedy siedział sobie w swoim apartamencie i nie miał tam akurat żadnej laski, albo nie pracował, to zazwyczaj i tak siedział z laptopem na kolanach i przeglądał Instagrama na przykład. Wszystkie fotki Peach już polajkował. Dał jej nawet kilka komentarzy.
Kłamstwem byłoby powiedzieć, że o niej nie myślał. Gdzieś miedzy kolejnymi randkami z Nelly i tymi spontanicznymi niby randkami z Mayą. Typowy Galen Wyatt, on chyba nie potrafił mieć w swoim życiu jednej kobiety. Wiecznie był rozbity, niezdecydowany. Chociaż poprzednim razem podjął decyzję... Najgorszą w swoim życiu. Może dlatego teraz się wcale do tego nie spieszył?
Chociaż pewnie jakiś głos rozsądku powiedziałby mu, że to nieprzyzwoite kręcić z trzema kobietami na raz.
Tylko Galenowi w tym momencie brakowało takiego głosu.
On nawet jak szykował się na tą imprezę, na którą go zaprosiła Peach, to ani razu się nie zastanowił czy dobrze robi, czy powinien.
Ubrał się elegancko, ale nie założył ani smokingu, ani swoich diamentowych spinek, postawił na Armaniego, w którym wyglądał nawet lepiej niż przyszły pan młody. Idealnie dopasowany, jakby szyty na niego. Przeszedł się gdzieś pomiędzy gośćmi i kamerami. Liczył na to, że spotka Peach, ale trafił na Jeffa, tego buca.
Jego niebieskie tęczówki zaraz spoczęły na tych jego wielkich ustach, chyba sobie w nie coś wstrzykiwał, bo to jest niemożliwe, żeby naturalne wargi miały taki kształt.
- Dostałem zaproszenie, ale nie skojarzyłem, że Jeff Lewinsky to ty, myślałem, że to taki mój kolega z podstawówki, trenowaliśmy razem szermierkę... Wiesz co to? Jeffrey - wywrócił oczami. Galen nie lubił Jeffa nigdy i wcale tego nie krył. Bo Jeffrey był nowobogacki, nie tak jak Galen Wyatt dziedzic wielkiej fortuny, z francuskimi przodkami z prawdziwej francuskiej arystokracji. Jeff dorobił się sam. Może dobrze to o nim świadczyło, ale Galen uważał, że może i był bogaty, ale wciąż prostacki.
A jak zobaczył te jego spinki do mankietów to stwierdził, że dosłownie. No i jeszcze ten jego tekst na temat Peach. Galen aż wywrócił oczami i miał pytać czy na usta też razem chodzą, ale ugryzł się w język, chociaż on tak nie lubił Jeffa...
- Nie no taki kandydat na narzeczonego... więcej klasy ma tylko un chiffon trouvé dans le caniveau - Galen wiedział, że Jeff i tak nie umie francuskiego, a brzmiało nawet mądrze, chociaż prawda jest taka, że nazwał go szmatą z rynsztoka, Galen nie używał na co dzień takich słów... Chociaż po francusku używał, bo matka go uczyła zawsze, że przeklinanie po francusku się nie liczy.
Jeff się oddalił, a Galen zapytał jakiegoś kamerzystę gdzie znajdzie Peach, wskazali mu jej pokój, więc już po chwili wspinał się po schodach na górę. A potem bez pukania nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Akurat Peach była tam sama, dobrze... bo Galen spodziewał się, że będą musieli rozmawiać przy całej ekipie.
Oparł się o drzwi, a jego niebieskie tęczówki przesunęły się po jej sylwetce ubranej w białą sukienkę. Uderzyły w niego jakieś wspomnienia, kiedy Cherry oglądał w takiej sukni. Aż go zemdliło.
- Peach... - wydusił z siebie zanim zrobił krok w jej kierunku - cześć... jak się masz? Jak się... czujesz? - bardziej mu chodziło o to, że jak się czuje z tym ślubem. Bo dla niego to było dziwne. Galen Wyatt zawsze walczył o to, żeby jednak taki ślub był przypieczętowaniem prawdziwego uczucia, a nie jakąś farsą tylko po to, żeby sobie podbić oglądalność...
On by się czuł z tym źle.
Podszedł do niej bliżej.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ale kiedy Jeff brylował na dole, ona przeżywała bardzo ciężkie momenty. Chciała do niego napisać smsa, ale kiedy spojrzała na telefon to zobaczyła tam zdjęcie jakie zrobiła sobie w aucie Clyde’a z Moto i zaraz się rozkojarzyła. Wtedy też wywaliła ludzi z garderoby i kazała wszystkim iść w diabły.
Siedziała taka przejęta przed lustrem i oddycha szybko, do oczu jej cisną się łzy i już wie, że coś jest nie tak. Na pewno trochę dojechało ją to, że jej właśni rodzice wcale nie chcieli przyjechać na jej ślub, nawet nie odpowiedzieli na zaproszenie, a mzoe to, że była ubrana w białą sukienkę jakby wcale nie miała żadnych korzeni indyjskich, albo to, że jeszcze dwa miesiące temu myślała że będzie brała ślub z zupełnie inna osobą, tak mogła ją dojechać każda z tych rzeczy osobno, ale wszystkie naraz sprawiały, ze chociaż rano przyszła na plan pewna siebie, to teraz czuła się absolutnie nie na miejscu.
I wtedy drzwi się otworzyły, Peach już chciała krzyczeć żeby ją zostawiły te raszple z produkcji, że ona nie mzoe pracować w takich warunkach ach, ale okazało się, że w drzwiach nie stały babeczki z Netflixa, ale ktoś zupełnie inny.
- Galen- Peach wstaje i rękę do klatki piersiowej przyciska, w obawie, że jej serce wyskoczy z wrażenia - Nie możesz tu być - niby on nie może, a jednak Peach się uśmiecha szeroko na jego widok, więc może jednak on może tu być? Gdyby tylko wiedziała, że jej widok tak na niego podziałał, że go zemdliło, to by się pewnie aż tak nie uśmiechała do niego szeroko, ale no nie wiedziała. Wzdycha ciężko, co pewnie miało być odpowiedzią na jego pytanie jak się czuje i oczy jej błyszczą, ale chyba nie od wzruszenia tym, że przyjechał ją ewidentnie odratować z małżeństwa, tylko dlatego, że czuje jakby miała się popłakać z tego stresu. Więc kiedy w końcu się zbliżył do niej, ona się zaraz idzie do niego przytulić i jeszcze bardziej wzdycha zestresowana. - Tak się cieszę, że tu jesteś. Bałam się, że nie przyjedzie nikt z moich bliskich - mówi mu w kołnierz od Armaniego.
Galen L. Wyatt
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Galen może nie znał chińskiego, ale za to znał francuski, włoski i hiszpański, bo jego matka o to zadbała. Zadbała też o jego dobre wychowanie, więc kiedy Galen wszedł do tego pokoju, gdzie szykowała się Peach, a ona mu powiedziała, że nie może tu być, to się zawahał, ale tylko przez chwilę.
Bo oprócz tego, że Galen Wyatt był dobrze wychowany, to był też lwem. Walczył o swoje. Dla niego nie było czegoś takiego, jak nie możesz tu być.
- Nieważne Peach, ja muszę... - zaczął, chociaż sam jeszcze tak do końca nie wiedział co chce jej powiedzieć. Żeby nie brała ślubu przez program? A może żeby nie brała ślubu z Jeffem? A może, że o niej myślał przez ten ostatni czas?
I to nie tak wcale, że go zemdliło na jej widok, bo na jej widok serce zabiło mu jakoś mocniej. Tu bardziej chodziło o białą sukienkę, w której on oglądał już kiedyś Cherry. Powtórka z rozrywki, bo on wtedy też Marshall odwodził od ślubu, z niewłaściwą osobą.
Nabrał jakoś ciężko powietrze w płuca. Galen nie chciał się znowu pakować w to samo. Nie chciał tego przechodzić od nowa. Leczyć złamanego serca. Mieszać się w jakieś śluby. Może nie powinien?
A jednak kiedy patrzył w te błyszczące oczy Peach, to zamiast się wycofać zrobił krok w jej kierunku. A później ona się do niego przytuliła, a Galen odruchowo sięgnął palcami do jej pleców, przesunął nimi po koronce sukienki.
- No ale jestem Peach... - chciał ją trochę wesprzeć, ale wciąż nie wiedział jak. Wciąż bił się z myślami, a kiedy powiedziała to, że myślała, że nie przyjdzie nikt z jej bliskich, to jakoś to w niego uderzyło. Dotknęło go.
Odsunął się od niej, żeby niebieskie tęczówki wbić w jej ciemne, piękne oczy.
- Peach właściwie... to jestem tutaj, bo musimy porozmawiać, chciałem ci powiedzieć, żebyś to jeszcze przemyślała... - zaczął, i musnął palcami jej gładki policzek pokryty makijażem - nie musisz tego robić... - powiedział to, czując jakby już kiedyś mówił dokładnie to samo, w dokładnie takiej samej sytuacji. Nie musisz tego robić Cherry…
Peach.
Peach J. Pepper