28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Jedno to bycie z facetem — stwierdziła poważnym tonem Charlotte — a drugie to bycie zapinanym przez kobietę z fiutem. W tym zestawieniu ty przegrywasz — parsknęła uroczym śmiechem. O ile wcześniej mogłaby być dla niego złośliwa, tak teraz dała spokój. Prawda była taka, że z ich dwójki, to William został postawiony w gorszej pozycji, a jej nawet sprawiało to delikatną przyjemność. Chociaż w tym gównie byli razem. Na jej twarzy wymalował się przeuroczy uśmiech. Potrafiła być groźna i dać w kość Patelowi. Powoli uczyła się, co mogłoby go zaboleć.
Zaraz strzela kolejnymi porcjami pantenolu i zaczyna go powoli delikatnie nim smarować. Może gdyby nie ten pyskaty ton byłaby w stanie mu zaufać w pełni. Może wtedy kocie ruchy dałyby radę? Tylko w jej głowie cały czas wybrzmiewało jedno, nie obieca jej wierności.
Kolejny prezent, który ode mnie dostaniesz, to ładne bokserki. Twoje latawice będą zadowolone — przecież nie ona. W życiu nie trafi z nim do łóżka. Dobra, trafiła już drugi raz, ale cały czas granica ubrań dla nich istniała — jak się wchłonie, to możesz wrócić do siebie — wymruczała, rozsmarowując mu lek po całej klatce piersiowej. Cały czas wpatrywała mu się w oczy. Ciało Patela wręcz ją parzyło, nie tylko mentalnie przez dreszcze przechodzące po jej ciele, ale przede wszystkim fizycznie. — sama się posmaruje. Sprawdzimy nasz horoskop na resztę wyjazdu? — stwierdziła, kładąc na jego dłoni własną dłoń. W Lottcie walczyły dwa wilki. Jeden z nich chciała, by ją tam trzymał, przesunął wyżej, z drugiej... miał gacie w kolorze khaki.
Faktycznie przeglądali horoskopy w łóżku, próbując zgadnąć kolejne wydarzenia na La Palma. Coraz bardziej poruszało to jej serce. Wspólne przygody, wspomnienia powodowały, że nić przywiązania między nimi stawała się coraz mocniejsza. W końcu zaczęli rozmawiać na inne tematy, aż William nie zasnął. Przez krótki moment Lotte się w niego wpatrywała z ciekawością. Sama nie wiedziała, co ją podkusiło, ale złożyła na jego policzku krótkiego, czułego buziaka. Faktycznie, przepadła.
Poranek był standardowy. Kolejna wojna o gazy, kolejne śniadanie z podejrzanym spojrzeniem Helgi oraz Adolfa. Na sam koniec krótkie oświadczenie Lotty: dzisiaj nigdzie nie jedziemy, twoja skóra musi odpocząć. Chociaż jeszcze przed śniadaniem czekała na niego kolejna porcja pantenolu, a po śniadaniu nałożyła mu sporo kremu do opalania. Irytowało ją, jak nieodpowiedzialny był, ale już niedługo czerwień zamieni się w brąz.
Tak umówili się na basenie. Lotte leżała na leżaku w czerwonym bikini, ukrytym pod delikatną, prześwitującą narzutką ze słomianym kapeluszem na głowie. Dzień odpoczynku, poświęciła się w całości czytaniu kryminału, popijając sobie chłodne piwo i czekała na Willa katastrofę.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wzruszam ramionami, może to prawda, wychodziłem na tym gorzej, ale czy jakoś szczególnie mnie to interesowało? Właściwie to na poziomie zeszłorocznego śniegu, czyli wcale. Pewnie nie spotkamy się już nigdy więcej, no chyba, że Adolf po tym wieczorze pójdzie w ślady swojego imiennika, tylko zamiast na Żydów uweźmie się na kobiety z jajami i ich gejowskich przyjaciół. Ale dopóki to się nie wydarzy byliśmy względnie bezpieczni. Kolejne strzały na klatę przyjmuję bardzo dzielnie, tak dzielnie, że zdecydowanie należy mi się jakaś naklejka dzielny pacjent albo chociaż buziak w czółko od pielęgniarki -Moje latawice? - powtarzam i parskam cicho - Niech będzie, każdy prezent jest dobry - wzruszam ramionami - Wrócić do siebie? To by było zdecydowanie za dużo kroków, już dzisiaj zrobiłem swoje 10 000 - jeszcze by mnie nogi bolały po takim maratonie przez hotel, więc chyba raczej zostanę tutaj - Na pewno?... - dopytuję, kiedy kładzie dłoń na mojej dłoni, a potem wyskakuje z tym horoskopem, więc tylko kiwam głową, że okej. Czytamy horoskop dla Lwa, dla Koziorożca, dla Lwa i Koziorożca, a potem nawet ten chiński, bo czemu nie. Powoli odpływam w objęcia Morfeusza, więc kiedy wesoło trajkota mi nad uchem to mruczę tylko coś w rodzaju mhm i zamykam oczy. Czuję na swoim policzku soczystego buziaka, ale tylko uśmiecham się lekko, nawet nie otwierając ślepi. Poranek przebiega spokojnie, nawet jeśli czuję na sobie dziwne spojrzenie znajomych Niemców, nawet jeśli znowu smaruje mnie grubymi warstwami przeróżnych kremów i nawet jeśli rozłączamy się na moment, żebym mógł się przebrać. Bardzo chciałem jechać oglądać walenie, ale może miała rację, przyda nam się spokojny dzień w cieniu, dla zebrania sił na kolejne przygody. Wbijam na basen i od razu rozglądam się za Kovalski, a kiedy ją dostrzegam na leżaku, to ruszam w tamtą stronę. Mam na sobie kąpielówki w palemki, czyli nie wcale aż tak przypałowe jak można by się było spodziewać oraz szmacianą torbę przewieszoną przez ramię, a w niej Wichrowe Wzgórza, do poczytania w międzyczasie, 100 panoramicznych i kilka innych pierdół, na głowie kapelusz z szerokim rondem i okulary przeciwsłoneczne w kształcie serc, z różowymi szkłami. Przystaję nad Charlotte i wydaję z siebie przeciągły gwizd - Widzę, że basenowe fale wyrzuciły na brzeg niezłą foczkę - rzucam wesoło, opuszczając nieznacznie okulary i spoglądając na nią ponad szkłami. Rzucam swoje rzeczy na leżak obok - Co tam pijesz? Piwko? - sam jednak przysiadam na jej leżaku, wpychając się gdzieś w okolicach jej talii. W sumie nie pomyślałem, żeby zabrać po drodze jakieś drinki, ale bar znajduje się niedaleko, w każdej chwili można podejść - Co czytasz? - pytam, może jeszcze o tym nie wiedziała, ale byłem totalnym molem książkowym. Pożeram literaturę szybciej i bardziej uparcie niż te wszystkie smakołyki, którymi raczyła nas wyspa.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

W porównaniu do Ciebie potrafię sama o siebie zadbać — stwierdziła finalnie Charlotte, unosząc ku górze kąciki ust. Smarowała się, czym tylko mogła. Raz oglądała podcast i usłyszała tam o fotostarzeniu się skóry. Po krótkim wykładzie postanowiła, że zawsze i wszędzie będzie się smarowała, a na La Palma była wyjątkowo narażona. Przynajmniej sam wieczór, noc, a nawet poranek zaskakująco szybko minęła. W końcu mogli odetchnąć pełną piersią, by móc korzystać z uroku hotelu.
Przynajmniej William kąpielówki ma normalne. Mimowolnie zmierzyła go wzrokiem i wygląd dobrze. Może nawet za dobrze.
Przy okazji napatoczył się całkiem spory rekin — odparła bez większego zastanawiania się. William był jak rekin, który próbował wgryźć się w jej serce. Jednocześnie zapewniał ją, że nie będzie jej wierny, a z drugiej strony uparcie dążył do... spędzania wspólnego czasu. Charlotte była przy nim jak mała, urocza foczka, czekająca, aż wyrwie jej serce.
Browarka, ale jest gorzki. Weź sobie jakiegoś słodkiego drinka — tego już zdążyła się nauczyć. Patel uwielbiał słodycz, a nie gorycz. Tu znów byli swoimi przeciwieństwami. Kiedy Lotte sięgała po alkohol, miał on smakować tak samo jak życie. Pojebanie, gorzko i nie przynosić żadnej nadziei. Stąd wybór whiskey, piwa, czy czystej, polskiej wódki.
Wołanie za grobu, Becketta — odpowiedziała, unosząc ku górze kąciki ust — kryminał o antropologu sądowym. To są tacy ludzie, którzy ściśle zajmują się kośćmi. Zaskakujące, że w niektórych przypadkach są lepsi niż medycy sądowi — zwłaszcza kiedy brakło miękkiej tkanki, a pozostawał sam szkielet. Spojrzała jeszcze raz na Williama — wiesz, że na leżaku obok też masz miejsce? — bo o ile chciała móc go dotknąć na nowo, wtulić się w jego ramionach, tak uparcie powtarzała samej sobie: dystans, dystans, dystans.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Rekin, tak? To chyba powinienem cię trochę popodgryzać - unoszę i opuszczam brwi w znaczącym geście, chociaż pewnie gdybym spróbował to dostałbym w łeb - Wezmę sobie zaraz, albo ty mi weźmiesz jak będziesz szła po następne piwko - uśmiecham się pięknie, ale pewnie ja i tak ruszę się pierwszy. I spoko, powybieram sobie jakieś fikuśne drinki z palemką albo taką malutką parasoleczką - Serio? Kryminał? Nie masz dość nawet na wakacjach? - pytam, pijąc do naszej pracy, chociaż sam też się potrafiłem wciągnąć w ciekawą sprawę do rozwiązania - Ja teraz czytam Wichrowe Wzgórza, ale to też jest strasznie popierdolona historia, w sumie mogłem wziąć coś lżejszego ze sobą - zauważam, kiwając przy tym głową. Niby w telefonie mam całą bibliotekę mniej lub bardziej ambitnych ebooków, tylko mój smartfon od początku wyjazdu leży w sejfie w pokoju i nie zamierzam go włączać aż do ostatniego dnia - A tutaj ci przeszkadzam? - wiszę nad nią, wspierając się na ręce po drugiej stronie jej leżącej sylwetki - To co? Dzisiaj mój dzień? Czilowanie nad basenem i imprezka na plaży? Nie ruszę się stąd aż do wieczora, tylko sobie będę donosił drinki, właściwie to nam - tymi chrzczonymi drinkami z basenowego baru i tak nie dało się upić, więc zamierzam wypić całe wiadro. Sięgam po torbę, by wyjąć z niej aparat fotograficzny i znowu skierować obiektyw w stronę Kovalski, robię jej kilka fotek - Uśmiech! - w sumie dawno go nie wyjmowałem, a nawet zmieniłem kliszę na nową, bo tamtą zdążyłem już zapełnić. Ledwie udaje mi się schować aparat do torby, a dostaję mocnym strumieniem wody prosto między oczy. Zamykam ślepia i wypuszczam z rąk torbę, lekko podskakując na leżaku - Kurwa!... - rzucam w złości, jakaś baba przechodząca obok, zatrzymuje się i patrzy na mnie karcąco znad ciemnych okularów - Proszę się trochę hamować, tu są dzieci! - poucza mnie i obrażona idzie dalej, zadzierając wysoko nosa. Jedno z tych dzieci jest właściwie źródłem mojej chwilowej złości. Na przeciwko, zaraz za moim leżakiem stoi jakiś gnojek na oko sześcio może siedmioletni z pistoletem na wodę w rękach i się głośno śmieje - Haha! Nie żyjesz! Prosto między oczy! - krzyczy, wskazując mnie palcem, a ja marszczę brwi i ściągam okulary, żeby wytrzeć je suchym kawałkiem ręcznika - Spadówa, wracaj do starych - przeganiam go. Okręca się w miejscu i głośno tupiąc biegnie wzdłuż basenu, chociaż coś czuję, że to nie koniec naszego przypadkowego spotkania, nawet jeśli dzieciak właśnie zatacza koło wokół zbiornika. Niemniej znowu kieruję twarz w stronę Charlotte - Umiesz w ogóle pływać? - pytam, bo jeszcze nie mieliśmy okazji się wspólnie kąpać. W razie czego zawsze mogę jej załatwić jakieś koło albo materac, sam też bym na takim popływał.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

A wiesz, że foczki też mają zęby? — spytała, mrużąc podejrzliwie oczy. Byłaby w stanie go ugryźć raz a mocno, by zrozumiał, że jej nie powinien dotykać. Chociaż by chciała, naprawdę by chciała, ale budowanie dystansu polegało na powolnym odkochiwaniu się w nim. Tylko kiedy spotykali się, było to coraz trudniejsze — po prostu pójdziesz i przyniesiesz mi kolejne piwko — stwierdziła, wzruszając delikatnie ramionami. Miała relaksować się ciszą, cieszyć się ze spokojem, ale pojawił się Patel. Jeszcze miał czelność komentować jej wybory czytelnicze.
Nie? — stwierdziła pytająco — wybrałam ten zawód, bo mnie to fascynuje. Poza tym dobrze jest mieć wszechstronną wiedzę — poza tym definicja pracoholika idealnie do niej pasowała. Gdyby nie wielkie turbulencje w życiu prywatnym w życiu nie zdecydowałaby się na wakacje, a teraz spędzała je z Patelem — dziwi mnie fakt Ciebie i Wichrowych Wzgórz — gdyby czytał książkę pt. przygotowanie grzybów halucynogennych, to w ogóle by nie była zdziwiona. Nie spodziewała się ambitnej lektury, ale... on zaskakiwał ją cały czas.
Tak, jesteś za blisko — mruknęła lekko speszona jego bliskością — twój dzień? W sensie, że ty decydujesz, co robimy? — zagadnęła z czystej ciekawości. Dzień na basenie, impreza na plaży brzmiały całkiem dobrze. Mieli bar, darmowe przekąski, obiad, także cały dzień mogli zbijać bąki — niech będzie, ale ustawiłam alarm na kolejne smarowanie Cię kremem z filtrem — przez stan jego skóry zaplanowała specjalny plan smarowania. Wszystko byle jego skóra zaczęła z niego schodzić jak ze żmii, lub by przybrała brązowy odcień. Nie mogła chodzić z rakiem za rękę. Chociaż pierwszy raz... on też musiałby ją posmarować, bo nie dałaby rady z całym tyłem ciała.
Mógłbyś dać spokój z tym aparatem? Serio chcesz, by twoje wakacje były kolekcją moich zdjęć? — mruknęła, próbując się przez moment zasłaniać. Później strzeliła oczyma i zaczęła pokazywać mu środkowy palec do zdjęć. Idealne do albumu rodzinnego, chociaż dalej niżej w rankingu niż zdjęcie z porodu.
Co jest?! — krzyknęła, czując resztki strumienia głowy. Aż zaczęła poszukiwać jego źródła, ale wtedy odezwała się cudowna mamusia — proszę pilnować swoje dzieci, by nie strzelały w ludzi pistoletem na wodę — odparła głośnym tonem Kovalski, a gdyby mogła strzeliłaby w kobietę laserami z oczu — typowa madga, kurwa — mruknęła po polsku, a kobieta spojrzała się na nią, jakby zrozumiała. Cudownie, teraz nawet w języku własnej babki nie mogła przeklinać — żebyś ty zaraz nie umarł — warknęła, odprowadzając wzrokiem dzieciaka. Nienawidziła dzieci. W takich sytuacjach utwierdzała się jedynie, że nie powinna mieć dzieci.
Co? — spytała lekko skonsternowana — pływać... — mruknęła pod nosem, bo to był jeden z tych tematów, których nie chciała poruszać. Wśród tych wszystkich prywatnych lekcji nie otrzymała dwóch. Lekcji pływania i lekcji jazdy na rowerze, a nie chciała dać Willowi powodów do robienia sobie z niej beki — ALE DOBRE TO PIWO, TAKIE CHŁODNE — szybka zmiana tematu, szybki chwyt za kufel i picie do dna, jakby jutra miało nie być. Byle nie rozmawiać o pływaniu. Pewnie by utonęła, przy pierwszej próbie wejścia do głębszej wody. Poza tym w oceanie są prądy wsteczne, czy inne szaleństwa. Nie warto było się uczyć.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Taaak? - uśmiecham się jakoś lubieżnie i poruszam brwiami, jakby mi powiedziała, że będzie gryźć to bym jej pokazał w których miejscach lubię najbardziej, heh - Przyniosę ci - kiwam głową, skoro i tak będę szedł do baru to właściwie czemu nie? Nie oszukujmy się, ona miała co pić, to ja siedziałem o suchym pysku, co właściwie było do mnie wcale nie podobne. Tak samo jak fakt, że nawet się dzisiaj nie spizgałem od samego rana. Może później zrobimy to razem - No tak, już prawie zapomniałem, że jesteś pracoholiczką - wywracam oczami, pod tym względem też byliśmy całkiem różni, ja nie robiłem w sumie dużo więcej niż wymagała tego sprawa, czasem lubiłem zrobić coś ambitnego, ale byłem lwem, dużo bardziej ceniłem własną wygodę - Dlaczego? Przecież to klasyka, jak skończę to chyba przypomnę sobie Szekspira - tak sobie dumam nad tym, co następnego wpadnie mi pod oczy i nagle wypalam, żywo gestykulując przy tym obiema rękami - jedną przykładam do piersi, a drugą wyrzucam w górę - Jako obcego za wcześnie ujrzałam! Jako lubego za późno poznałam! Dziwny miłości traf się na mnie iści, że muszę kochać przedmiot nienawiści. - cytuję Julię, po czym opuszczam ręce i odwracam uśmiechniętą twarz w kierunku Lotty - Nawet niezła historyjka - niezła historyjka, mój imiennik właśnie obraca się w grobie - Za blisko? - unoszę nieznacznie jedną brew, po czym pochylam się nad nią jeszcze bardziej - A teraz? - wiadomo, że se robię jaja, bo już za moment właściwie wracam do poprzedniej pozycji, chociaż jej bliskość wcale mi nie przeszkadzała - Mhm - potwierdzam, że tak, będziemy dzisiaj robić to co ja chcę, czyli w sumie nic szczególnego, ale odpocząć też trzeba, w końcu byliśmy na urlopie - Nie mogę się doczekać - nawet jeśli wczoraj była mało delikatna, tyle, że chyba pomogło, bo dzisiaj już nie czułem, że cały płonę, przynajmniej nie takim żywym ogniem - Razem też możemy sobie zrobić - a co miałem fotografować? Widoczki czy obce dupy nad basenem? Ani to ani to nie brzmiało dobrze. Ale znowu pochylam się nad dziewczyną, wyciągam aparat i strzelam nam wspólną fotkę, nie wiem czy wyszła czy udało mi się uchwycić tylko czubki kapeluszy, okaże się przy wywoływaniu. Potem na szczęście chowam sprzęt, zanim pojawi się ten gnojek z pistoletem. Patrzę jak Kovalski się do niego pruje i parskam śmiechem - Nie za bardzo lubisz dzieci, co? - ja w sumie też nie przepadałem, jakoś nigdy nie mogliśmy się dogadać. To znaczy, to w końcu mali ludzie ale... Zdecydowanie wolałem jeśli trzymali się ode mnie z daleka. Patrzę na nią i znowu się lekko dziwię - Nie umiesz pływać? - rzucam, kiedy mi już nawija o tym pysznym piwie. Nie wątpię, że smakowało wybornie, ale teraz coś innego interesowało mnie bardziej. Szczerzę zęby w szerokim uśmiechu - Nie ma się czego wstydzić - klepię ją jedną ręką po udzie - Nauczę cię, to nie takie trudne, a ja jestem jak jebana syrena - albo inny Posejdon, urodzony w wodzie. W sumie to w takim małym baseniku, więc coś w tym było - Ale najpierw drinki, dla ciebie piwo? - dopytuję, powoli zbierając się z leżaka, a kiedy potwierdza co chce to kiwam łbem i ruszam do baru. W kolejnej chwili w promieniu ledwie metra pojawia się tamten gówniarz z pistoletem i mierzy w Kovalski wydając z siebie głośne "piu piu piu!" ale nie strzela wodą, w zamian odrzuca broń na mój leżak i w kolejnej sekundzie już siedzi na ziemi obok Charlotte, opierając ręce na jej leżaku - To Twój mąż? - pyta, jakby to było najnormalniejsze pytanie na świecie, ale dla dziecka pewnie było. Dzieci nie miały wstydu - A ja coś wyłowiłem z dna basenu, dla ciebie - dodaje po chwili i sięga do kieszeni, a potem pokazuje Lottcie stary, obleśny, brudny i mokry plaster, który ktoś pewnie zgubił przy pływaniu, co więcej wyciąga go w jej stronę jakby to był jakiś jebany skarb, wyłowiony z jaskini pod oceanem. Widać, że jest w opór dumny ze swojej zdobyczy.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Masz jakiś fetysz, że tak dopytujesz? — spytała wprost, widząc ten śmieszny ruch brwiami. O ironio, chętnie spróbowałaby smaku jego gorącej skóry, w którą wpakowała tonę kremów nawilżających, pantenolu i kremu do opalania. Musiała smakować... bardzo dobrze, William musiał dobrze smakować, aż przez myśl jej przeszło, żeby dać mu odrobinę więcej owoców do zjedzenia — dzięki — mruknęła, uśmiechając się szeroko. Stan procentowy na wakacjach all inclusive nie mógł schodzić poniżej normy, zwłaszcza skoro miała żyć razem z Patelem.
Po prostu poważnie traktuje moją pracę — mruknęła pod nosem, bo o ile uważała się za pracoholiczkę, to nie lubiła być w ten sposób tytułowana. — Szekspira? — dopytała, unosząc jedną brew. Kiedy zaczął go cytować, wpatrzyła się w niego jak w obrazek. Taki William poruszał jej serce lodowej królowej i do takiego miała słabość. Nie ułatwiał jej sprawy w dystansowaniu się — całkiem dobra historia — powiedziała dosyć cicho, patrząc mu prosto w oczy. Pasował do nich ten cytat wręcz idealnie. Byli wrogami, ale coś powoli zaczynało między nimi pękać i ona też to czuła.
Daj mi spokój, Patel — warknęła, odsuwając go dłonią od siebie. Zdecydowanie zbyt blisko po zbyt ckliwej chwili. Nie miała zamiaru się już z nim całować, więc musiała trzymać go z daleka. Kolejny buziak i przepadłaby bez reszty, a nie byli, nie są i nie będą parą — no nie przepadam — przede wszystkim za obcymi dziećmi. Te rodzinne była w stanie zdzierżyć i była wręcz zajebistą ciocią — ponawiam, daj spokój — rzuciła, słysząc o kolejnej porcji kremu. Wbrew pozorom lubiła ten rytuał. Mogła go dotykać bez jakichkolwiek dwuznaczności. Przecież to tylko i wyłącznie ochrona przed słońcem, a nie żadna bliskość, cielesność, czy nić przywiązania. A już na pewno nie troska — i co zrobisz z tymi wszystkimi zdjęciami? — zagadnęła finalnie, wpatrując się w niego badawczo. Sporo mieli zdjęć, pewnie wczoraj byłoby jeszcze więcej, gdyby nie incydent kałowy pocałunkowy.
Co?! Oczywiście, że umiem — rzuciła niemalże od razu, na policzkach od razu pojawił się srogi rumieniec. Wiedziała już, że poległa. Tego nie da się racjonalnie wytłumaczyć — dobra, nie umiem — westchnęła finalnie ciężko, ale na naukę kręci głową. Nie to byłoby stanowczo zbyt wiele — tak i jakbyś przyniósł melona, to byłabym zadowolona... — zaraz odprowadziła go wzrokiem, uśmiechając się szeroko. Mogłaby się tak przyzwyczaić się do jego obecności. Sprawiał, że świat stawał się dużo prostszy. Zaraz jednak unosi wysoko dłonie, widząc dzieciaka. Opuszcza je dopiero, kiedy siada obok niej.
Nie, to mój chłopak — zajęta, zaklepana, idź stąd dzieciaku, przechodzą jej myśli przez głowę. To dziecko wydawało się jeszcze bardziej przerażające niż mały, uroczy, srający po szyję niemowlak — wiesz co, zachowaj to dla siebie... — mruknęła, odsuwając się od plasterka i z miną osoby czującej srogiego bąka — nie przepadam za syrenami. Ze mnie to bardziej księżniczka, poza tym mój chłopak byłby o Ciebie zazdrosny — nie byłby w ogóle, a ona zdaje sobie z tego sprawę, ale wzdycha ciężko, jakby świat miał się od tego skończyć — nie mogę mu tego zrobić — położyła sobie dłoń na piersi, a kiedy tylko widzi na horyzoncie wracającego Patela, podchodzi do niego i odbiera piwo. Po czym skrada mu najsłodszego buziaka w usta.
No cześć kochanie — szybko się w niego wtula, żeby dzieciak poczuł prawdziwą konkurencję. Lepiej, by trzymał się od niej z daleka. Wystarczył jej jeden zjebany adorator na ten wyjazd.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Miałem w chuj różnych fetyszy ale przecież nie będę jej o tym opowiadał nad basenem, gdzie wokół kręciło się tyle ludzi w tym dzieci, więc tylko macham ręką. Kiedyś jej powiem. Na kolejne wzmianki o pracy wywracam oczami, no tak, nasza była wyjątkowo poważna, chociaż ja na wakacjach wolałem myśleć o czymś zupełnie innym, sprawy, które toczyły się w Toronto, zostawiłem w Toronto, nawet jeśli jedna dogoniła mnie nawet na końcu świata. Potem cytuję Szekspira i w jej spojrzeniu widzę, że zrobiło to na niej niemałe wrażenie. Znałem jeszcze dużo innych ciekawych cytatów, kilka wierszy i mnóstwo piosenek, które chętnie bym jej zaprezentował w sprzyjających okolicznościach. Może na pierwszy rzut oka nie było tego widać, ale miałem duszę romantyka, o czym zresztą Kovalski przekonywała się coraz częściej. Łapię ją za dłoń, kiedy mnie od siebie odsuwa i unoszę ją do ust, składając na jej wierzchu krótkiego całusa - Wywołam i zrobię album - chociaż to bardziej domena mojej mamy, ale z drugiej strony czy nie przyjemnie sobie czasem pooglądać stare fotografie i powspominać minione czasy? La Palma była na tyle magiczna, że będę wspominał ją bardzo długo. Patrzę na nią z lekkim politowaniem, kiedy się zapiera, że umie, ale gdy przyznaje, że wcale nie to kiwam delikatnie głową - Jeszcze ze dwa piwka i sama poprosisz żebyśmy popływali - zapewniam, a ja bardzo chętnie bym ją... Pounosił na powierzchni - Pewnie - melona, czy co tam chciała. Odchodzę do baru i staję w kolejce, bo przede mną jest jeszcze kilku innych turystów. Tymczasem dzieciak wbija w Charlotte iście maślane spojrzenie, nawet jeśli kłamie, że ma chłopaka i odrzuca prezent, który wyłowił dla niej z samego dna basenu - Księżniczka? A ja jestem rycerz, a ten twój chłopak to co najwyżej ogr - stwierdza z lekkością, ale chowa plaster do kieszeni, przecież to prawdziwy skarb. Wstaje z kolan, robiąc przy tym smutną minę, jego usta wyginają się w podkówkę. Patrzy jak wracam obładowany plastikowymi kubkami - mam drinka dla siebie i piwo dla Charlotte w jednej ręce - oraz talerzami - a także papierowy talerzyk z owocami w drugiej. Trochę mi się ulewa na siebie i na ziemię, ale niech to będzie ofiara dla tutejszych bogów. Oddycham z ulgą, kiedy Kovalski odbiera ode mnie swoje piwko, jednak zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, to ona składa na moich wargach krótki, acz słodki pocałunek. Uśmiecham się lekko - Kochanie?... - dziwię się, ale zanim zdążę do końca, to tamten dzieciak celuje w nas palcem i krzyczy - A moja mama mówi, że jak ktoś żyje na kocią łapę to idzie do piekła! - przenoszę na niego jeszcze bardziej zaskoczone spojrzenie, po czym się odgryzam - Piekło nie istnieje, to bujdy dla dzieci, żeby były grzeczne - właśnie upada jakaś część jego świata, więc łapie mocno za pistolet i znowu we mnie celuje, strumień wody wystrzeliwuje w naszym kierunku, odbijając się od mojego na wpół nagiego ciała, rozpryskując wokół - Nie, kurwa, zabiję go - i już mam wciskać Charlotte swojego drinka oraz ten talerzyk pełen owoców, tylko w tym czasie chłopiec rozpędza się i wskakuje do basenu tuż obok nas, zanim zaleje nas cała fala wody to słyszymy jeszcze głośne na bombę! Drinki poszły się jebać, owoce poszły się jebać, bo wszystko dosłownie pływa. I nasze do tej pory suche ubrania też poszły się jebać.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Cholera, robił na niej coraz większe wrażenie. Kiedy nie warczeli na siebie nawzajem, potrafiła odnaleźć jego urok osobisty, a im dłużej on trwał, tym coraz bardziej była w nim zauroczona. Niemalże czuła, jak przez moment oddech się jej zatrzymał, a ona nie wiedziała, co powinna zrobić. Na szczęście przyszedł z tą nieszczęsną wizją albumu.
Przecież ja mam więcej twoich zdjęć niż ty sam — zaśmiała się, słysząc o wizji albumu. Chociaż ciekawiło ją jedno, o co szczerze bała się spytać, czy gdyby wpadł, to wykonałby porodowy album jak jego matka. To pytanie ją korciło, ale powstrzymała się — będziesz miał album z moimi zdjęciami? Z upiorną sąsiadką? — parsknęła się, widząc oczami wyobraźni tę wizję. Komu będzie pokazywał ten album? Mogła tylko domyślać się, co musieli myśleć o niej jego znajomi, w drugą stronę było podobnie, tyle że... zdawała sobie coraz bardziej, jak mocno utonęła.
Nie poproszę Cię o nic, Patel — nigdy, przenigdy, chyba że o przyniesienie browarka — a tym bardziej o naukę pływania — stwierdziła, mrużąc oczy. Ktoś kiedyś powiedział, że nie pływa się po alkoholu, a ona chciała w to wierzyć. Zresztą nauka brzmiała niebezpiecznie, musiałby ją dotykać. Zapomniałaby o obietnicy niewierności. Lotte chciała móc zwyczajnie czuć się wyjątkowa.
I odprowadziła go wzrokiem, ale ważniejszą osobą wydawał się być dzieciak-stalker-zboczuch. Niepotrzebne proszę wykreślić.
Mój chłopak jest księciem chyba, że nosi gacie w kolorze khaki, dodała już we własnych myślach. Chociaż kiedy odpowiadał o Szekspirze, czy kiedy pocałował ją dłoń, lub całował na najwyższym szczycie La Palmy pod osłoną nocy, to przypominał prawdziwego księcia z bajki — poza tym naprawdę o mnie dba i potrafi dać mi gwiazdę prosto z nieba — a nie jakiś obleśny plaster. Nawet nie spojrzała na dzieciaka, wtulając się mocno w Patela. Byle bachor zobaczył, że ten teren został już obszczany, ale nie dosłownie! Meduza dopiero była przed nimi.
Kochanie. — odpowiada ze słodkim uśmiechem i chwilę wsłuchuje się w przedziwną wymianę zdań — Aaaa! — krzyknęła, dostając rykoszetem z ciała Williama. Następnym razem nie będzie się do niego przytulać — kurwa, jestem cała mokra — wymruczała, czując przedziwny chłód. Przynajmniej jej włosy wydawały się być w idealnej harmonii. Chociaż tyle dobrze.
Nie wierzę — w przedziwną wojnę, a kiedy bomba basenowa wybuchła, Lotte szybko chwyta Patela za rękę — poczekaj William — czas na chwilę prawdy. Oszukała dzieciaka, to teraz musiała westchnąć głośno — on jest chyba zazdrosny o mnie, bo odrzuciłam jego prezent dla mnie i powiedziałam, że jesteś... — wstrzymała na moment oddech. Kurwa, chciałaby móc go tak nazwać, problem w tym, że on nigdy nie będzie jejmoim chłopakiem — przełknęła nerwowo ślinę, odwracając wzrok gdzieś w bok. Zabolało. Nawet jeśli tylko tłumaczyła mu nienawiść dzieciaka wobec niego — tylko nie pomyśl sobie zbyt wiele, po prostu nie chciałam mu robić nadziei — mruknęła finalnie. Charlotte Patel brzmiało dumnie, ale absurdalnie kiedy przypominała sobie jego wczorajsze słowa. Nie mogłaby budować z nim jakiejkolwiek przyszłości.
Chodź, pójdziemy razem po drinki i owoce, a potem... poleżymy razem obok siebie, co? — zagadnęła, unosząc oba kąciki ust ku górze. Splotła ich dłonie razem, ale ten dzieciowy rekin musiał to zauważyć. Ruszyli wprost do baru, a w jednej chwili wleciał we Williama, przewracając ich dwójkę na glebę. Usłyszeli jedynie głośny rechot, po chwili dzieciak ciągnął Willa za bokserki, próbując mu je ściągnąć.
Jak zobaczysz tego ogra księżniczko, to uciekniesz — krzyczał cały czas bachor, a Charlotte czuła, jakby właśnie znalazła się w obcym uniwersum.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Tak, nazwę go największy horror mojego życia - do niedawna naprawdę tak było, teraz bardziej przypominało jakiś popierdolony romans, pisany na wattpad przez jakiegoś zjeba - Poprosiłaś o melona - przypominam jej od razu i uśmiecham się, czyli nigdy przenigdy skończyło się bardzo szybko. Rzucam jej ostatnie spojrzenie pod tytułem jeszcze zobaczymy, a potem znikam z horyzontu, mieszając się z tłumem innych turystów. Dziecko za to patrzy na Charlotte i się krzywi, parskając z niedowierzaniem z każdym jej słowem. Wygląda tak, jakby zaraz miał się popłakać, bo oto przeżywa swojego pierwszego kosza. Potem będzie łatwiej, mały przyjacielu. Tymczasem wracam i ja, zaś Kovalski zdaje się być podejrzanie milutka. Tego gnojka mam ochotę utopić zaraz po tym jak woda z basenu rozcieńcza nam drinki i zlewa przekąski z talerza, ale Lotta łapie mnie za rękę i patrzę na nią ze zmarszczonymi brwiami, które z kolei unoszą się coraz wyżej i wyżej z każdym jej słowem - A co on ci niby chciał dać? - pytam, bo zaciekawiła w tym momencie - Twoim chłopakiem? - powtarzam i parskam śmiechem - Przecież to jakiś kurwa gnojek, trzeba mu było kazać spadać na drzewo prostować banany - czy co tam się mówiło w podstawówce, kozy paść albo pilnować czy trawa równo rośnie. Ale nie wkurzam się, w zamian pozbywam kubków i talerzyka, po czym przyciągam ją bliżej siebie, obejmując jedną ręką w pasie - Dobrze, to chodź moja dziewczyno - brzmiało jak plan, który bardzo chcę zrealizować, nawet jeśli leżenie obok siebie znudzi mi się pewnie po piętnastu minutach. Trzeba było wziąć ukulele z pokoju, z drugiej strony zawsze mogę po nie wrócić. Daję jej rękę, robi się bardzo miło, tylko oczywiście w kolejnej sekundzie wszystko musi się spierdolić. Dzieje się bardzo dużo i bardzo szybko - gówniak dosłownie wpada w nas jak torpeda i wszyscy troje lądujemy na ziemi. Ten jego złowieszczy śmiech dzwoni mi w uszach, co więcej próbuje zerwać ze mnie gacie, więc przytrzymuję je obiema rękami. Mam ochotę mu sprzedać luja ogłuszacza, ale kurwa, jak to będzie wyglądać jak pobiję sześciolatka? Tragicznie i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Mówię mu, żeby się odwalił, po czym wyciągam jedną rękę opierając dłoń na jego twarzy, obejmuję praktycznie całą i czuję jak próbuje mnie gryźć, ale mu coś nie idzie. Odsuwam go od siebie, jeszcze przez chwilę macha rękami jak jakimiś śmigłami, ale chuj, jest już za daleko i nie może mnie dosięgnąć. Upada na tyłek, a powietrze przeszywa jego głośny płacz - Łeee, a ten pan mnie bije! - wrzeszczy, wskazując na mnie palcem. Wszystkie twarze w okolicy odwracają się w naszą stronę, a przez tłum przechodzą różne szepty typu karygodne albo dorosły mężczyzna a bije dziecko. Jakbym nie miał takiej czerwonej skóry to właśnie spłonąłbym rumieńcem jak nigdy. Boże, co za absurdalna sytuacja. Staje nad nami ratownik, ręce zakłada na biodra i patrzy groźnie to na mnie to na krzyczące dziecko - I widziałem jak sika do basenu - dodaje, głośno szlochając - Co?! Przecież to jakieś głupoty! Nawet jeszcze nie zdążyłem wejść do basenu! - zbieram się z ziemi. Teraz mamy słowo przeciwko słowu, a ja czuję się tak jak moi klienci na sali sądowej - oskarżony i niewinny. Chyba sam potrzebuję w tym momencie adwokata i właściwie mam jednego obok siebie. Posyłam Charlotte błagające spojrzenie - ratuj! Kolejna spawnuje się matka, która chwyta swoje dziecko pod pachy i podnosi z gleby, dmuchając na nie i chuchając - Co mu pan zrobił?! Przecież to tylko dziecko! Już wszystko dobrze Denis - Denis-penis, kurwa - Tylko dziecko?! Przecież to jest pierdolony Omen! - wkurzam się coraz bardziej, a ratownik zaczyna mnie uspokajać. Tymczasem zjeb Denis pociąga nosem, po czym wsadza w dziurę palec. Środkowy. Patrząc mi prosto w oczy. Trzymajcie mnie bo mu przyjebie i nawet nie będę żałować.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”