34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był jakiś pomysł, żeby ona mu zmieniała biegi, Madox był pewny, że by im to wyszło, nawet już miał mówić, że muszą tak spróbować, tylko nie zdążył, bo już zjeżdżał na pobocze, żeby wziąć autostopowiczów.
Może zwariował. Z tymi dzieciakami, z tym, że myślał, że była zła, że nie będzie mógł się jej dobierać do majtek, albo może z tym, że i tak będzie to robił? Chociaż spróbuje?
Tylko zaraz okazało się, że nie ma opcji, bo dzieciaki przewieszały się do przodu miedzy siedzeniami, jeden przez drugiego, tylko Zbyszek pozostał z tyłu, ale dziewczyny zaglądały zaciekawione do przodu. A Madox je zagadywał, bo on przecież zawsze to robił, dla niego nie było takiego pojęcia, jak to, że ktoś był obcy. On zaraz do wszystkich walił na ty, ze wszystkimi rozmawiał. Chociaż nie każdy czuł się z tym komfortowo, ale Noriega też umiał spuścić z tonu, z tymi dzieciakami jednak okazało się, że wcale nie muszą.
Musieli jednak zatankować, wiec zaraz prosił Pilar, żeby mu sprawdziła najbliższą stację.
- Pięć minut to zaraz, a tu jest chyba... - nacisnął jakiś guziczek, żeby mu się pokazało ile jeszcze mogą zrobić kilometrów - prawie czterdzieści kilometrów - rzucił, bez problemu dojadą. Kiedy Pilar nachyliła się w jego kierunku, to on też pochylił się w jej, do jej ramienia, żeby szczypnąć jej skórę zębami, zaczepić ją. Bo może i nie mógł dobierać jej się do majtek, na razie, ale jednak i tak cały czas do niej sięgał, chociażby po to, żeby musnąć skórę na jej kolanie palcami.
Chociaż kiedy dziewczyny znowu zaczęły wypytywać, czy oni są razem, to opadł plecami na oparcie, uśmiechnął się, bo czy są polowanie, albo zwrotnica brzmiało mu po prostu śmiesznie, zabawnie. Oni w ogóle w tej rozmowie płynnie przechodzili miedzy hiszpańskim i angielskim, żeby się dogadać, nawet ładnie im to wychodziło. Chociaż dzieciaki próbowały coraz to nowsze słowa, w sumie fajnie. Madox lubił takie zaangażowanie. Zerknął kątem oka na Pilar, kiedy oglądały jej pierścionek. Ten z literką M, jego ulubiony. Na palcu jego ulubionej, ukochanej... kobiety.
Kiedy ich przedstawiła, to podniósł rękę, żeby się przywitać, ale rzeczywiście już zjeżdżał na stację.
- Kiedyś kupię jej ładniejszy... - wtrącił jeszcze kiedy Marlena stwierdziła, że śmieszny ten pierścionek. Może trochę był, ale lepszy niż ten z czerwonym oczkiem, który w ogóle im nie siadł. Chociaż teraz już chyba wiadomo dlaczego, bo matka Madoxa jednak... Wszystkich okłamywała. Jej pierścionek by się nie sprawdził.
A ten Madoxa, ten śmieszny, był dany w kompletnie szczerych intencjach, prosto z serca. Noriega podjechał pod dystrybutor, a kiedy Zbyszek powiedział, że są zajebiści, to musiał aż się obejrzeć przez ramię na dzieciaki.
- Bo my jesteśmy zajebiści - sięgnął do ręki Pilar ozdobionej tym jego jej pierścionkiem i podniósł ją sobie do ust, żeby musnąć jej palce wargami - właściwie ona jest... a ja się od niej uczę, no i w ramach tej nauki, to idźcie weźcie sobie coś do picia, ja płacę - rzucił, bo dzisiaj chyba rzeczywiście miał jakiś dzień dobroci. A może mu się zrobiło ich szkoda, że tyle stali na słońcu?
Zbyszek się ucieszył, ale Izka złapała go za ramię i coś tam powiedziała. Jeszcze skonsultowali to z Marleną w ich ojczystym języku, w końcu ruda się odezwała.
- Nie no... nie możemy was wykorzystywać, chyba, że... możemy wam coś za to dać? - przechyliła się do przodu i już zaraz zdejmowali coś z nadgarstków - robimy takie bransoletki, to znaczy Izka je robi, one są na szczęście i od złego uroku, żeby nikt wam źle nie życzył, te są z czarnym turmalinem - wyciągnęła na ręce dwie takie bransoletki, jedną którą oddał Zbyszek, większą, i drugą od Izki - będą wam przynosić szczęście na nowej drodze życia, czy coś - podsumowała Marlena i popatrzyła po nich.
Madox najpierw się zawahał.
- Ale te są wasze? - zapytał, ale do przodu wypadła blondynka.
- Nie, spokojnie, my sobie zrobimy nowe, a przekazywane w dobrej wierze i z dobrą energią, mają taka samą moc - Madox wcale nie wierzył w moc jakiś bransoletek, w ogóle nie wierzył w takie rzeczy, ale z drugiej strony to miło, że ktoś im życzył tak dobrze na nowej drodze życia. Spojrzał jeszcze na Pilar, a potem sięgnął po te bransoletki.
- Dobra, to weźcie też lody, tylko dla nas też, a my zaraz przyjdziemy, tylko zatankuję - pośpieszył dzieciaki, a oni w końcu wysiedli. Zanim jednak Noriega to zrobił, to sięgnął do ręki Stewart - poczekaj, założę - rzucił i zaraz zakładał jej bransoletkę, docisnął sznureczkami i jeszcze jej ją poprawił przesuwając po niej palcami - myślisz, że przyniesie nam szczęście? Będzie chronić przed złym okiem? Przydałoby się - stwierdził i jeszcze podniósł do oczu tą, która miała być dla niego, a potem dał ją Pilar, żeby założyła też jemu - widzisz, gdybyśmy ich nie zabrali, to nie dostalibyśmy bransoletek - pokazał jej język, a kiedy założyła mu bransoletkę, to się do niej szarpnął, żeby jeszcze skraść z jej gorących, pełnych ust krótki pocałunek. Krótki, bo jakieś auto za nimi już trąbiło, więc Madox tylko wywrócił oczami, a wysiadając z samochodu dociągnął sobie bransoletkę zębami. Podszedł do dystrybutora, żeby zatankować, a że Jeep miał bak pewnie jak jakiś czołg, to musiało chwilę to potrwać, więc on zaraz wyciągnął rękę do Pilar, żeby przyciągnąć ją do siebie, oprzeć o czerwone drzwi, i się do niej połasić, kiedy auto się tankowało.
- Trzy godziny czekali, w takim słońcu... - aż zerknął do góry, rzeczywiście grzało, było już pewnie ze trzydzieści stopni - chyba jesteśmy naprawdę zajebiści - mruknął i naparł na nią wdzierając się kolanem miedzy jej nogi, co chyba nie spodobało się parce za nimi, bo znowu na nich zatrąbili, ale Madox już przysunął się do Pilar i praktycznie łączył ich usta w kolejnym pocałunku, więc w odpowiedzi pokazał im tylko... środkowy palec.
Na co z samochodu wyskoczył jakiś wąsaty koleś i zaczął się wydzierać, że co oni tutaj robią, że ludzie chcą zatankować. A Noriega nabrał ciężko powietrze w płuca, ale odsunął się od Stewart, oparł o drzwi obok niej i wskazał na licznik, który wciąż się kręcił pompując paliwo.
- Przecież tankujemy... - rzucił tylko, a zaraz zwrócił się do Pilar - to idź na stację, a ja skończę, przestawię auto i przyjdę - zaproponował, a zaraz wyciągnął portfel, żeby go jej dać, bo co... Bo przecież on miał płacić. A zwłaszcza, że obiecał pasażerom lody i napoje.

Creo que somos realmente geniales ˚˖𓍢ִ໋🌷͙֒✧🩷˚.🎀༘⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i pierścionek był śmieszny.
Może nie wyglądał tak jak powinien — nie był cieniutki, z prawdziwego złota, zdobiony drobnym kamieniem za krocie dolarów.
Może nie został oryginalnie kupiony z zamiarem umieszczenia go na palcu Pilar.
Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie?
Dla niej żadnego. Bo dla Stewart najbardziej w tym wszystkim liczył się gest. Fakt, że kochał ją na tyle mocno, że był jej tak bardzo pewien, że chciał dzielić z nią życie. Tak naprawdę. Nie na chwile, nie już z nastawieniem jutro może się odkocham, jak zarzekał się Medellin. Chciał się w pełni zaangażować i najbardziej przerażające w tym wszystkim było to, że ona również tego chciała. Po raz pierwszy w życiu była gotowa oddać całe swoje życie w jego ręce, a ta myśl… na ten moment tylko i wyłącznie ją ekscytowała. Jasne, miała z tyłu głowy, że powrót do Toronto mógł wszystko zawodowo spierdolić, ale przecież teraz byli w słonecznym Meksyku. Tu nie było miejsca na zmartwienia, tu mogli być kimkolwiek tylko chcieli.
A dzisiaj Madox wybrał rolę ojca trójki dzieci. Bo inaczej nie dało się tego nazwać. Idźcie kupić sobie coś do picia? Mógł jeszcze dodać, że byle nie zimne bo nie będzie z nimi po lekarzach łaził. Stewart przyglądała się temu zjawisku z niemałym uśmiechem, wymalowanym na ustach. Pierwszy raz widziała go w takim wydaniu. No, może drugi, bo pierwszą namiastkę dostała w domu dziecka, do którego pojechali w trakcie świąt. Tam też traktował te dzieci prawie jak własne — radził im i pouczał. Chociaż te tutaj były o wiele bardziej samodzielne i jak się zaraz okazało… zdolne. A dokładniej osobnik o imieniu Izka.
Pilar nie była przekonana, czy to było jej imię, czy oni coś nieodpowiednio wyłapywali, ale liczył się fakt, że dziewczyna okazała się być wyjątkowo utalentowana. Przynajmniej w oczach Stewart. Zawsze szanowała ludzi, którzy mieli zdolności manualne i przede wszystkim cierpliwość, żeby tworzyć tego typu rzeczy. Ona by się prędzej tym czerwonym sznureczkiem u d u s i ł a, zaraz po tym, jakby ją pojebało. Spojrzała na bransoletkę, która wylądowała w jej dłoni.
Jesteście pewni? — dopytała, otwierając szeroko oczy. Przez moment nawet zaczęła się zastanawiać, czy to przypadkiem nie było tak, że źle się zrozumieli i tak naprawdę wcale nie chcieli im ich dać, tylko po prostu pokazać, ale ruda zaraz zamknęła jej palce na prezencie, jednoznacznie dając znać, gdzie leżały ich intencje. — Muchas gracias — uśmiechnęła się ciepło. Nie wiedzieć czemu, zawsze dość mocno rozczulała ją ludzka dobroć i bezinteresowność. Może dlatego, że sama na co dzień otaczała się złem i szczytem skurwiałości w robocie? Może.
Chociaż dzisiaj to dobroć płynęła nie tylko z dzieciaków, ale przede wszystkim od jej narzeczonego, który zaraz oznajmił, że mogły też sobie wziąć lody i oczywiście im też mogli.
Dla mnie czekoladowe! — krzyknęła jeszcze za rudą i Izką, bo Zbyszek to pierwszy poleciał do drzwi, o mały włos nie wywalając się o próg, kiedy tylko szyby się przed nim rozstąpiły. Odwróciła się do Madoxa, by mógł założyć jej na rękę bransoletkę. Czy myślała, że przyniesie im szczęście?
Myślę, że tak — odpowiedziała luźno, przyglądając się jej jeszcze z bliska, nim zabrała się za nakładanie sznureczka na nadgarstek Noriegii. — Akty dobrego serca zawsze się zwracają — przysunęła się do niego bliżej, by odwzajemnić pocałunek, który złożył na jej ustach. Ustach, które chciały więcej. Więcej tej bliskości, jego i wszystkiego co z nim związane. Tylko co z tego co ona chciała, jak jakieś auto chciało zatankować? Przeszła dookoła jeepa i oparła się tuż obok wlewu paliwa, łapiąc ciemne spojrzenie Madoxa. Widziała błysk w jego obłędnych oczach, dlatego wcale nie zdziwiło jej, kiedy przysunął się bliżej i wdarł kolanem między jej rozgrzane uda.
Trzy godziny to kurewsko długo… — zawtórowała mu, kiwając głową. Zgadzałą się z nim w stu procentach, już nawet nie wspominając o słońcu, które naprawdę grzało. — A my jesteśmy kurewsko zajebiści… — mruknęła, opadając nieco w dół na masce, przez co naparła rozgrzanym już miejscem na jego kolano. Przesunęła nieznacznie biodrami, a kiedy się do niej nachylił, już zaciskała palce na materiale kolorowej koszulki. Tylko co z tego co ona robiła, jak facet z samochodu za nimi wyskoczył z fury i zaczął się pruć. Pilar przewróciła oczami, chyba dokładnie w tym samym momencie co Madox i zabrała do niego portfel, po czym ruszyła do środka. Człowiek nawet na wakacjach nie mógł sobie poświntuszyć, bo wiecznie ktoś był na życiowej misji, by im przeszkadzać.
W środku od razu uderzył ją intensywny zapach kawy i chłód. Klima szła na pełnej i pierwszy raz będąc w Meksyku zrobiło jej się zimno. Odnalazła wzrokiem Izkę wraz z rudą i podeszła do nich.
I co, wybrałyście coś? — zapytała, a dziewczyny pokręciły twierdząco głowami, praktycznie w tym samym momencie. — A Ziyby… — szybko uświadomiła sobie, że nie ma opcji, że wymówi poprawnie jego imię. — Wasz kolega?
Zbychu ma sranie — oznajmiła ruda i machnęła reką. — Ale mówił, żeby mu wziąć tego z orzeszkami — wskazała palcem na jeden z lodów, a Stewart wzruszyła ramionami. Razem z dziewczynami zgarnęły lody dla wszystkich. Pilar sobie wzięła jakąś potrójną czekoladę, a Madoxowi wybrała oczywiście smak mango w dodatkowej polewie. Do tego jakieś lemoniady prosto z lodówki. Przy kasie zamówiłą również dwie mrożone kawy dla dorosłych i zapłaciła za wszystko, wliczając w to paliwo kartą z portfela Noriegi. Miał ich w środku trochę, ale jedna wydawała się najbardziej używana i to ją wyciągnęła Stewart. Wyszli ze stacji obładowani po brzegi akurat kiedy Noriega do nich dołączył.
Wzięłam ci mango, może być? — wyciągnęła w jego kierunku rękę, w której trzymała dwa papierki z lodami. — Otworzysz też mojego? — poprosiła grzecznie, bo drugą rękę miała zajętą trzymaniem im kaw i loda dla Zbyszka.
Co z nim? — zainteresowała się znowu, bo jednak nie było go już dobre dziesięć minut. — Aż takie ma to sranie?
Może pójdziesz sprawdzić? — odezwała się Izka i spojrzała bezpośrednio na Noriegę.

la gran familia 𐦂𖨆𐀪𖠋𐀪𐀪 ⋆⌂ᰔᩚ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On też brałby dla Pilar czekoladowe, wiec nawet się nie zdziwił kiedy krzyknęła tak za dzieciakami, ale zanim zdążył się zastanowić jakie on chce, to dziewczyny już pobiegły za Zbyszkiem, a w zasadzie to on zjadłby jakiekolwiek, byle zimne. Chociaż Madox przecież uwielbiał ciepło, ale taki zimny drink, albo lód teraz brzmiał mu bardzo dobrze.
Bardzo dobrze brzmiało mu też to, co powiedziała Pilar.
- To jak te nasze wszystkie się zwrócą... - rzucił przysuwając się do niej, tak, że mogła czuć na pełnych wargach jego ciepły oddech - to będziemy żyć w samym dobrobycie do końca życia - najpierw zaczepił jej pełne usta językiem, a potem zamknął je w pocałunku, ale krótkim, bo na więcej im nie pozwolił kierowca za nimi.
No i gdzie to dobro, które miało im się zwracać?
Chyba będą musieli jeszcze poczekać.
Chociaż Madox nie chciał czekać, bo zaraz dobierał się do niej przy samochodzie, co też kierowca z tyłu postanowił im popsuć, a było już tak miło, już przyjemny dreszcz przeszedł mu po plecach, gdy poczuł na kolanie jak Pilar była gorąca. A potem jej ciepły oddech na własnych wargach, tak kurewsko jej spragnionych. Zaczepił jeszcze palcami za rąbek jej sukienki, kiedy się od niego odsuwała, kiedy szła już na stację, a potem nie omieszkał podziękować Meksykańcowi rzucając mu jakieś gracias amigo.
Stał oparty o auto patrząc jak na liczniku przeskakują kolejne cyferki, a kiedy bak był pełny, to przestawił auto na bok, żeby jednak jego nowy kumpel mógł sobie zatankować.
Ruszył do stacji, ale dziewczyny spotkał już przed.
- Zajebiście, mango są najlepsze - wiadomo, mango i wszystko o smaku mango było zajebiste. Sięgnął po oba te lody, a zaraz rozrywał papierek zębami, najpierw ten Pilar, a potem swój. Oczywiście, że spróbował obydwa zanim jej dał ten jej, a zresztą już po chwili, kiedy sobie usiedli na jakiś ławeczkach z boku stacji, to oddał jej oba, bo okazało się, że on ma iść sprawdzić co ze Zbyszkiem.
Najpierw chciał powiedzieć, żeby to dziewczyny poszły, ale skoro on siedział w kiblu, a zresztą Madox stwierdził, że też się odleje przed dalszą drogą. Liznął jeszcze loda mango z ręki Pilar, a potem już szedł do toalet.
W środku było cicho i w pierwszej chwili Madox pomyślał, że nikogo tam nie ma, ale zaraz z jednej z kabin usłyszał chlipnięcie. Zastanowił się, czy się nie wycofać, ale w końcu stanął pod drzwiami i zapukał.
- Ej młody jesteś tam? Zaraz będziemy jechać dalej - rzucił, a za drzwiami zaraz usłyszał jakieś poruszenie.
- Tak, już wychodzę... - i znowu chlipnięcie.
- Spoko, ja jeszcze muszę się odlać - rzucił Noriega i podszedł do pisuaru, żeby to zrobić, tylko, że zaraz usłyszał z kabiny Zbyszka jakieś kurwa, a potem mierda, to już zrozumiał.
- Co jest młody? - już znowu stał przy drzwiach, liczył tylko na to, żeby jednak nie chodziło o to sranie. W ogóle liczył, że to tylko skończył mu się papier, czy coś.
- Drzwi się zacięły - rzucił Zbyszek i szarpnął nimi. Potem szarpnął nimi Madox, zamknięte.
- Dobra, spokojnie, weź spróbuj jeszcze raz - nawet wszedł do kabiny obok, żeby sprawdzić jakie są zamki, zasuwka, trzeba było ją szarpnąć... Tylko słychać było, że Zbyszek to robi, ale na próżno. Madox najpierw zerknął na dół kabin, nie ma opcji, że się tam zmieści, ale może górą?
- Masz spodnie młody? Wejdę do ciebie górą - stwierdził, a zaraz już próbował czy może wejść na kibel, a po nim na ściankę dzielącą kabiny.
- Mam, ale... - zaczął coś tam Zbyszek, ale Noriega go nie słuchał bo już się wspinał na górę. Chłopak tylko wycierał twarz, kiedy zajrzał do niego przy suficie, a zaraz wskoczył do środka. Nawet Madox musiał się trochę poszarpać z przyrdzewiałą zasuwką, ale w końcu mu się udało, jednak miał zdecydowanie więcej siły niż Zbyszek.
- Trzeba to zgłosić, bo ktoś tu utknie... - rzucił spokojnie, kiedy już wyszli, a Zbyszek pokiwał smutno głową i znowu pociągnął nosem...
Chyba Madox nie powinien się odzywać, ale przecież... on nie umiał się nie odzywać.
- Co ty młody o te drzwi beczysz? - rzucił, ale chłopak pokręcił głową. Z jednej strony dobrze, że nie o drzwi, ale z drugiej... - to o co? - czuł gdzieś w kościach, że może pożałować tego pytania.
- Bo ja... się zakochałem - westchnął ciężko, a Madox już pożałował.
- No to... dobrze - powiedział i podszedł do pisuaru, żeby się w końcu odlać, Zbychu stał sobie gdzieś przy umywalkach i przeglądał się w lusterku.
- No nie dobrze właśnie, bo ja się zakochałem w Izce, a ona mi powiedziała, że nie jest gotowa... - znowu Zbychu pociągnął nosem, a Madox wywrócił oczami, jakby już to gdzieś słyszał - no i mi się wydaje, że ona kręci z Marleną - dramaty dzieciaków. Noriega na to się nie pisał, ale teraz to co miał zrobić? Wysikał się i poszedł sobie umyć ręce stają obok Zbyszka.
- No... a ile wy macie lat? - zapytał, a chłopak powiedział, że on ma dziewiętnaście, a dziewczyny po osiemnaście - kurwa... chciałbym mieć tyle lat - stwierdził Madox, ale Zbychu się skrzywił, że chyba nie traktuje go zbyt poważnie. Umył sobie rączki, tylko nie było ręczników, wiec wytarł je o koszulę - chodzi o to młody, że jak masz dziewiętnaście lat, to jeszcze całe życie przed tobą, dużo dziewczyn - rzucił Madox i ruszył do wyjścia, żeby jednak znaleźli sobie jakieś lepsze miejsce na męskie rozmowy, niż toaleta na stacji. Zaraz znaleźli, krawężnik przy śmietnikach, usiedli sobie tam.
- Jak miałem dwadzieścia parę lat to się oświadczyłem, miałem brać ślub, a to by był największy błąd w moim życiu... - zaczął Madox, a Zbyszek zrobił jakieś taaa?, ale słuchał go bardzo uważnie, więc Noriega kontynuował - chodzi o to, że czasem to tylko ci się wydaje, że to jest to, ale tak naprawdę to nie jest - wzruszył ramionami, a Zbyszek się zamyślił.
- A skąd mam wiedzieć czy jest, czy nie jest? - zapytał, w zasadzie to było dobre pytanie. Madox podrapał się po karku, po tych swoich tatuażach i zamyślił.
- Jeśli to jest to, to i tak będziecie razem, ja też przed Pilar miałem dużo dziewczyn... No i ona też, osiemnaście... - czemu wspomniał o tych osiemnastu? Może dlatego, że jej to zawsze wypominał? Trochę się na tym fiksował.
- Osiemnaście? - zdziwił się Zbychu, bo on miał dopiero tyle lat - a ty ile miałeś dziewczyn? - wbił spojrzenie w Noriegę, w zasadzie to dziewczyn miał kilka, takich, które rzeczywiście nazwał swoją kobietą, czy tam laską, albo chociażby nawet dupą. Ale licząc jeszcze te wszystkie panienki, z którymi sypiał, a jak Emptiness dawało mu w kość, to czasem było ich kilka w tygodniu, to chyba nie powinien się fiksować na tych osiemnastu.
- Dużo - stwierdził tylko - ale to... Dopiero z Pilar chcę się ożenić. To się po prostu czuje - i on to kurewsko czuł, znowu z myślą, że jakby mu powiedziała, że zrobią to teraz, zaraz, na jakiejś dzikiej plaży, to on by się wcale nie zastanawiał. Bo chciał być tylko z nią. Siempre.
Zastanawiał się za to Zbychu.
- Ale ja nigdy nie miałem dziewczyny... - rzucił chłopak, a Madox się trochę zawiesił, o czym oni teraz mówią. Aż nabrał powietrze w płuca, ale zaraz klepnął dzieciaka w ramię.
- No ale teraz jesteś na wakacjach w gorącym Meksyku, poderwij jakąś caliente, loca chica, jesteś młody, zaszalej - może to była chujowa rada? A może dobra? Madox nie był za dobry w takich poradach, w takich rozmowach w ogóle (chociaż chyba coraz lepszy), więc starał się jakoś podnieść na duchu chłopaka.
Zbyszek jednak westchnął ciężko.
- Ale ja nie umiem podrywać dziewczyn... - stwierdził, a Madox się zastanowił. Może Zbyszek nie był jakimś gorącym Latynosem, ale właśnie wyróżniał się na ich tle jasnymi oczami i włosami. Miał przyjemną aparycję, a przynajmniej według Noriegi, wyglądał na sympatycznego chłopaka.
- A w czym jest problem? - zapytał Madox, a tym razem Zbyszek się zastanowił, no ale skoro już tak szczerze rozmawiali, to kontynuował.
- Wstydzę się - rzucił, a Noriega strzelił oczami.
- No i to jest kurwa błąd, bo jak ci się podoba jakaś dziewczyna, to... To się nie czaisz, tylko podchodzisz do niej tak jakby już była twoja, a w końcu będzie, zobaczysz - no bo tak robił Madox, i chociaż oni z Pilar na początku tylko udawali w Medellin parę, że jest jego kobietą, to przecież on ani razu się nie zawahał, nie zatrzymał, tylko robił wszystko, żeby... naprawdę była.
A teraz kurwa nosiła pierścionek zaręczynowy od niego. A teraz... miała kiedyś zostać jego żoną.
- Ale ja nie umiem... - jęknął Zbyszek. A Madox podniósł się z ziemi, otrzepał spodnie.
- Nauczysz się - rzucił i już chciał wracać do dziewczyn, bo znowu nie było ich z piętnaście minut, ale Zbyszek jeszcze się ociągał, więc Madox powiódł spojrzeniem dookoła i wyhaczył jakieś dwie Latynoski, które paliły fajki z boku stacji - dobra, chodź - machnął na Zbycha, a już po chwili zagadywał do dziewczyn - część dziewczyny... poratuje któraś fajką? - zapytał. Oczywiście, że zmierzyły go spojrzeniem, a potem Zbyszka - właściwie nie palę, ale tak mi od was zaleciał dym, że chyba pozwolę sobie na... jeden taki mały grzeszek - puścił oczko, do tej, która wyciągnęła w jego kierunku paczkę fajek. Dziewczyny zapytały czy Zbychu też chce, a Noriega zaraz go klepał po ramieniu - nie, on nie, on jest z Europy - oczywiście, że spojrzały na niego bardziej zainteresowane - ale przyjechał tu trochę zaszaleć, zobaczyć ten dziki Meksyk - znowu popatrzył po dziewczynach, ale jedna z nich coś wspomniała, że ma chłopaka - ja mam narzeczoną, zaręczyliśmy się na tych wakacjach... - ta, która miała chłopaka zaraz zapytała no coś ty. No i kiedy Madox sobie z nią gadał o tym, że Meksyk jest świetny, ale wolałby w Kolumbii, a ona opowiadała o tym, że jej chłopak ma kolumbijskie korzenie, to co?
To Zbychu się odważył i zagadał tą drugą, zgadali się, że oboje jadą do Guadalupe i wymienili numerami. A Madox wypalił fajkę, a w końcu stwierdził, że muszą iść, bo narzeczona już mu pewnie zjadła loda. Na pewno, bo nie było ich długo.
Ale Zbychu był zadowolony i jeszcze po drodze z dziesięć razy dziękował Noriedze, a potem od razu wypalił.
- Twój narzeczony jest ekstra Pilar - Madox się uśmiechnął a zaraz już siadał obok Stewart, żeby ją do siebie przyciągnąć za kolano, oparł jej głowę gdzieś na ramieniu.
- Zaciął się w kiblu i musiałem do niego włazić górą - mruknął jej do ucha - a później jeszcze gadać z nim o kobietach - musnął wargami jej ucho, a później się odsunął - zjadłaś mojego loda? - lepiej jakby go zjadła, bo by się cały na pewno rozpuścił.

Solo con ella, siempre 💃❤️‍🔥✿˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może miał rację. Może dobro jeszcze do nich nie wróciło za te wszystkie dobre uczynki które robili dla innych. Chociaż z drugiej strony czy na pewno? Czy na dobrą sprawę potrzebowali teraz czegoś więcej? Na dobrą sprawę już sam fakt, że nie władowali się w żadne kłopoty przez ostatnie kilka godzin był w pewnym sensie wystarczającą nagrodą. I może nawet to, że to właśnie te dzieciaki spotkali na swojej drodze? Że nie okazał się to kolejny wariat albo psycholka z igłą, która chciała ich zabić. Trzeba było doceniać małe rzeczy i prezenty od losu. A nawet celebrować!
I właśnie z takiego założenia wyszła Pilar ze stacji wraz z dziewczynami, obładowane zakupami po same łokcie. Oddała Noriedze lody, uśmiechając się pod nosem na informację, że mango były najlepsze. Sama o nich myślała, ale jednak za bardzo lubiła czekoladę, by się jej wypierać. Poczekała aż Madox otworzy jej helado, a następnie wszyscy przeszli na ławkę tuż obok. Wszyscy oprócz Zbyszka, bo tego wciąż nie było. Niby nic poważnego, może faktycznie chłopak miał jakieś intensywne sranie, jednak Pilar i tak miała zamiar poprosić Madoxa, żeby to sprawdził. Ubiegła ją jednak Izka.
Wszystkie trzy odprowadziły go wzrokiem, a kiedy zniknął za rozsuwanymi drzwiami, rozsiadły się jeszcze wygodniej na ławce. Pilar na moment zadarła głowę do słońca i łapała promienie, podczas gdy Izka wraz z rudą dyskutowały o czymś energicznie po polsku. Stewart nie wyłapała z tego ani słowa, jedynie ich imiona, ale to nawet z tym nie miała pewności, że dobrze zrozumiała. Dopiero po chwili przełączyły się na angielski.
…ona ci powie! — ruda wskazała na Stewart ręką i przy okazji spojrzała wymownie na Izkę, jakby chciała ją zmotywować do mówienia.
Marlena, kurwa! — ofuczała się blondynka, kręcąc przecząco głową. Wyglądała, jakby wcale nie chciała o tym rozmawiać, a Pilar… sama nie wiedziała, czy chciała naciskać. Z drugiej strony Madox poszedł ratować dziecko od sraki, to ona chociaż mogła wysłuchać problemów dziewczyn.
No co tam? — opuściła głowę i przyjrzała im się uważnie. Pierwsze jednej, potem drugiej. — Z czym macie problem? Jak z gotowaniem, to nie pomogę, bo ledwo umiem ugotować ryż bez spalenia całej kuchni — czy musiały to wiedzieć? Nie. Ale te słowa spowodowały, że obie dziewczyny zachichotały i nieco się rozluźniły, a o to przecież chodziło Pilar.
No bo Zbyszek zajebał się Izce, a ona go nie chce — rzuciła ruda na jednym wdechu, i zaraz dostała z pięści prosto w ramię.
MARLENA! — Izka spojrzała na nią z wyrzutem, trochę pokręciła głową i wbiła spojrzenie w Pilar, wzdychając głośno. — To wcale nie tak — machnęła ręką, by odgarnąć sobie włosy z twarzy, które poprzyklejały się jej do loda i przysunęła się bliżej Pilar. — Bo Zbyszek to jest kolega, nie? My to się znamy od dobrych dziesięciu lat, a on nagle powiedział, że mnie kocha. No to ja mu na to na początku, że go pojebało, a potem to już bardziej spokojnie mu wyjasniłam, że nie jestem gotowa, ale on chyba i tak jest teraz obrażony i nie wiem sama co robić — nawijała jak najęta, na co Stewart jedynie kiwała głową, że rozumie. Trochę rozumiała, jak to jest, kiedy ktoś nagle i kompletnie znienacka wyznaje miłość, a w szczególności jak to jest czuć, że nie wiadomo, co właściwie powinno się zrobić, żeby nie zepsuć wszystkiego do reszty. — Czaisz?
Czaje — powtórzyła zaraz za nią i poprawiła się na ławce, żeby nachylić się nieco w jej kierunku. — A ty co czujesz? — spytała spokojnie, chociaż Izkę ewidentnie zaskoczyło pytanie. Otworzyła szerzej oczy i pierwsze spojrzałą zaskoczona na Pilar, a potem jeszcze na Marlene.
Ale w jakim sensie?
No co czujesz do Zyiby…
Zbyszka — poprawiłą ją.
No właśnie do niego — przewróciła oczami, bo przecież to było niemożliwe wypowiedzieć to imię. — Czujesz do niego coś więcej? — bo przecież oto tu się głównie rozchodziło, prawda? Zbyszek mógł się w niej zakochać, ale w tym wszystkim liczyły się też uczucia Izki.
Nie wiem no, w sensie lubię go jako ziomka, lubię spędzać z nim czas i słuchać muzy, ale czy chciałabym go całować? No kurwa nie. Trochę fuj, przecież on jest jak brat! — pokrzywiła się cała na twarzy i aż musiała przegryźć to lodem, na co ruda tylko zaśmiała się pod nosem. — No tylko odkąd on mi wyznał tą całą miłość, to zrobiło się niezręcznie i mam wrażenie, że jest… no inaczej. I nie wiem, co, powinnam mu dać szansę, żeby nie psuć przyjaźni? — wydusiła z siebie w końcu pytanie, które chyba najbardziej ją dręczyło, bo wraz z ostatnim słowem, z jej klatki piersiowej wyleciało głośne westchnienie. Buzie miała zatroskaną, a Pilar tak się na nią zapatrzyła, że nawet nie zauważyła, jak lód Madoxa powoli spływa jej po palcach. Oblizała go całego dookoła, mieszając smaki ze swoim czekoladowym.
Nie — odpowiedziała krótko, podnosząc spojrzenie na Izkę. — Na pewno nie powinnaś dawać mu szansy tylko dlatego, żeby nie psuć waszej przyjaźni. To nie jest odpowiedni argument — jej ton był spokojny, chociaż stanowczy. Pilar nigdy nie była ekspertem w sprawach związkowych, ale jednak relacje międzyludzkie i stawianie granic poniekąd rozumiała. — Powinnaś być z kimś, do kogo faktycznie coś czujesz. A jeśli Zybiyb… no twojemu przyjacielowi faktycznie na tobie zależy, to w końcu zrozumie, że najlepsi jesteście jako przyjaciele. Może nie będzie to za godzinę, może nawet nie jutro, ale to się w końcu stanie. Musicie po prostu dać temu czas i…
A skąd mam wiedzieć, że faktycznie coś do kogoś czuje? — przerwała jej w pół słowa, otwierając szerzej oczy i wpatrując się z Stewart, jakby była teraz jakimś guru prawiącym racje. A przecież każdy był inny, każdy czuł po swojemu i ona wcale nie wiedziała, czy jej rozumowanie jest prawidłowe. Chociaż dobrze wiedziała już jak to jest kogoś szczerze kochać… Złapała więcej powietrza, na moment uciekając myślami do Noriegi.
Ano na przykład tak, że myślisz o tej o osobie o wiele więcej niż o innych — zaczęła, przy okazji znowu zlizując nadmiar wody z lodów, które trzymała w ręce. — Zastanawiasz się co robi, tęsknisz, jak nie ma jej obok, a kiedy jest… to twoje serce bije szybciej. Tak dosłownie wyrywa się do przodu — opowiadała, przyglądając się uważnie blondynce, chociaż ona w pewnym momencie przestała patrzeć na Pilar, a jej wzrok skupił się na Marlenie, która właśnie wsadzała palec do ust, bo cała ubabrała się swoim lodem. — W oczach też dużo widać — dodała. W nich to chyba było widać najwięcej i chociaż Pilar nie znała tej trójki dzieciaków, tak im dłużej z nimi siedziała, tym bardziej była przekonana, że Izka to jednak inaczej patrzy, okej, ale na Marlene, a nie na Zbyszka.
Rozumiem… — rzuciła przyciszonym głosem Iza i jakoś posmutniała. Pilar mogła się jedynie domyślać o co może chodzić, a raczej o niepewność i obawę, że Izka skończy jak Zbyszek — z odrzuceniem zaserwowanym na wakacjach.
Wiesz… — przysunęła się do niej jeszcze bliżej. Nawet lody przestawiła do jednej ręki, żeby ta wolną umieścić na kolanie blondynki. — Bycie z Madoxem nauczyło mnie jednej, zajebiście ważnej rzeczy — tak naprawdę nauczyło wiele, jednak była ta jedna kurewsko ważna rzecz, której Pilar wcześniej w sobie nie miała, a którą on sukcesywnie w nią wpajał.
Jakiej?
Że zawsze trzeba iść za tym, co się czuje. Jeśli czegoś chcesz, nie powinnaś tego w sobie uciszać ani przeciągać w nieskończoność — spojrzała przelotnie na Marlene, ale zaraz wróciła do Izki. — Po prostu to zrób. Mów, co czujesz i rób to, na co masz ochotę, bo jutro może już nie być okazji, a nie ma nic gorszego niż żal, że czegoś się nie zrobiło — obie skinęły głową, nawet na moment jej nie przerywając, jakby każda po swojemu trawiła ten informacje. Bo ona nie były proste, łatwo było mówić rób co czujesz, ale żeby się tego nauczyć, to naprawdę trzeba było niekiedy czasu. I Pilar nie chciała, żeby Izka w nieskończoność jedynie myślała o tym, że może czuć coś więcej do Marleny. Powinna po prostu w to iść i zobaczyć, gdzie ją zabierze. — Wiecie co on zrobił? — zagadała je znowu, przekierowując nieco temat na siebie i Noriegę, żeby nie zrobiło się niezręcznie, a dziewczyny momentalnie spojrzały na nią z wyczekiwaniem i uśmiechem. Pilar opowiedziała im dokładnie, jak w Medellin bo jednym zajebistym dniu, Noriega wyznał jej miłość i powiedział, że ją kocha, a ona kompletnie się przestraszyła. Opowiedziała im o tych wszystkich emocjach, które miała w sobie, jak chciała się już pakować i jak nie zrobienie tego, było najlepszą decyzją w jej życiu. I pewnie powiedziałaby o wiele więcej, gdyby zza budynku nie wyłonił się Madox ze Zbychem.
Dobrze było ich widzieć w jednym kawałku, a kiedy chłopak oznajmił jej, że miała zajebistego narzeczonego, była już gotowa powiedzieć, że wie, tylko że w słowo weszła jej ruda.
Zajebista to jest Pilar! — cmoknęła dumnie, po czym puściła oczko do Stewart, a finalnie zatrzymała swoje spojrzenie na Noriedze. — Serio powiedziałeś jej pod prysznicem, że ją kochasz ale że do jutra może ci się odwidzieć?! Ty to dopiero jesteś cabrón — pokręciłą głową z niedowierzaniem. — Faceci! — wywaliła ręce w powietrze i poszła do kosza, wywalić pozostałości po lodzie w formie patyczka. Iza zachichotała, a Stewart tylko wzruszyła ramionami i złapała ciemne spojrzenie swojego narzeczonego, kiedy przysunął ją bliżej siebie. Gdy oznajmił, że Zbychu zaciął się w kiblu, miała ochotę buchnąć głośnym śmiechem.
My też miałyśmy… babskie rozmowy — odpowiedziała przyciszonym głosem, przechylając delikatnie głowę, gdy tylko musnął wargami płatek jej ucha, a przyjemny dreszcz zawędrował wzdłuż kręgosłupa. Dopiero gdy spytał o loda, Pilar otworzyła oczy. — Pół zjadłam a pół się stopiło — pokazała mu miejsce na podłodze przy brzegu ławki, gdzie jeszcze chwile siedziała. Wielka plama czekoladowo-pomarańczowa błyszczała w słońcu.
Zbychu zaraz również zapytał, co z jego lodem. I chociaż był w papierku, zaraz okazało się, że był cały roztopiony. Stewart zaproponowała, żeby poszedł kupić po jednym dla niego i Madoxa, skoro ominęła ich szamka, a kiedy już szli do samochodu, oni na samym końcu, Pilar nachyliła się do Noriegi, wciskając mu rękę w spodnie i odszukując kluczyki do auta. Odkluczyła zamki, żeby dzieciaki mogły się załądować, a sama przytrzymała Madoxa kawałek przed, z nagłej potrzeby, żeby mu powiedzieć…
Te amo — tak po prostu, szczerze i od serca, zaglądając w obłędnie czekoladowe oczy, które w promieniach słońca mieniły się na złoto. A potem jeszcze złożyła na jego ustach pocałunek — krótki, jednak wyjątkowo czuły. Jakoś tak te wszystkie rozmowy z dziewczynami na nią wpłynęły. Tylko nie było czasu, żeby bardziej się nad tym rozwodzić, więc odwróciła się na pięcie i zakręciłą kluczykami na palcu. — Ja prowadze. Zjedz sobie loda do końca — spojrzała na niego znad jeepa, gdy już chwytała za klamkę. — To jedyny jaki na razie dostaniesz.

amor de mi vida (˶ᵔ ᵕ ᵔ˶) ‹𝟹
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox musiał się zgodzić z tym, że Pilar jest zajebista, nawet nie musiał się pytać czemu, bo powodów było od groma, a jak on by miał je wszystkie wymieniać, to pewnie by mu to zajęło z godzinę, albo lepiej. Nawet już miał coś powiedzieć, że jest zajebista i gorąca, kurewsko inteligentna, najlepsza, ale wtedy ruda zapytała go o to, czy on serio powiedział Stewart pod prysznicem, że ją kocha, ale do jutra może mu się odwidzieć. Uniósł jedną brew i przelotnie zerknął na Pilar, ale zaraz się uśmiechnął, chyba na to wspomnienie. Jak jej tą miłość wyznał pod prysznicem, po zajebistym orgazmie swoją drogą, tak jak on się jej potem oświadczał, znowu.
- A mówiła wam, jak mi się oświadczyła przy śmietniku? - musiał wtrącić, dziewczyny zapiszczały, że jak to. Że jak to ona się oświadczyła i czemu przy śmietniku. A potem powiedziały jednogłośnie, że Pilar musi im to opowiedzieć.
Tylko zanim zdążyła coś powiedzieć, to Madox już ją przyciągał do siebie, już patrzył w jej piękne, czekoladowe oczy, które w słońcu nabierały jeszcze intensywniejszej barwy. Zjawiskowej.
- Mam nadzieję, że im nie mówiłaś, co jeszcze robiliśmy pod tym prysznicem - mruknął jej do ucha, kiedy wspomniała o tych babskich rozmowach, a gdy odsunął się już na tyle, żeby znowu spojrzeć jej w oczy, to musiał dodać - wiedziałem, że mi się nie odwidzi - uśmiechnął się delikatnie. Chociaż jemu w ciągu ostatnio czterdziestu ośmiu godzin cały czas się coś zmieniało. W ogóle Madox często zmieniał zdanie, to jednak w Medellin poszedł w zaparte, chociaż mógł gadać inaczej, ale on czasem za dużo gadał, a jednak kiedy wracali do Toronto, to on wciąż był pewny. A teraz to był pewny, tak jak nigdy, że mu się nie odwidzi.
Zerknął na tą plamę na ziemi, ale jakoś bardzo się tym nie przejął, właściwie to powinni się z tym liczyć, że te ich lody się rozpuszczą, kiedy prowadzili te rozmowy ze Zbychem, a potem jeszcze Madox pokazywał mu jak trzeba zagadywać dziewczyny. Ale jak Pilar powiedziała Zbyszkowi, żeby poszedł kupić im nowe lody, to Noriega się ucieszył, aż się do niej szarpnął i znowu musnął jej pełne, słodkie, czekoladowo-mangowe, usta.
Kiedy tylko Zbychu przyniósł im lody, to Madox od razu swojego odpakował, był zajebisty, więc kiedy szli do samochodu, to on się nim zajął i nawet sobie mruczał pod nosem, jak go jadł, dopiero jak Pilar go zatrzymała i wcisnęła rękę do kieszeni, to się na niej skupił. Przełknął ślinę wraz z lodem i nawet miał jej coś powiedzieć, zaczepić ją, tylko ona mu wtedy powiedziała to... Te amo, brzmiało zajebiście. Najlepiej na świecie. Było sto razy lepsze niż te pyszne lody.
- Yo también te amo - odpowiedział jej od razu, bez żadnego zawahania, żadnego zastanowienia, bo on już się wcale nie zastanawiał, czy też ją kocha, tak po prostu było. Jego serce znowu wyrwało się do niej mocniej, i on też się do niej szarpnął, tak gwałtownie, że kiedy się do niej pochylał do jej ust, to zaczepił swoim lodem o jej odkryte ramię, więc kiedy już oblizał wargi, po tym czułym pocałunku o smaku mango, to jeszcze zlizał z jej ramienia tego loda. W ogóle cały się nim znowu upierdolił, bo topił się wyjątkowo szybko, więc kiedy Pilar powiedziała, że ona prowadzi, a on będzie mógł sobie spokojnie zjeść, to Madox pokiwał głową.
- Dobrze, bo cały się lepie... - nawet gdzieś po klacie mu ten lód spływał, chociaż miał przecież do połowy zapiętą koszulę, ale kawałek mu wpadł pod. Ręce też miał całe uklejone. Chociaż na jej kolejne słowa, to podniósł do góry dłoń i poruszył palcami - ale ja będę miał wolne rączki, to może... - już miał powiedzieć, że może ona coś dostanie, ale wtedy w aucie zrobiło się jakieś poruszenie, bo dzieciaki się miedzy sobą o coś dochodzili. Więc chyba jednak nie było opcji, że Stewart też coś dostanie - mogliśmy im dosypać coś na spanie do tych napojów - rzucił jeszcze wyglądając na Pilar nad autem zanim wsiadł. Jak widać Madox miał też bardzo zdrowe podejście do wychowywania dzieci. Na pewno będzie z niego kiedyś zajebisty ojciec. Ta...
- Co jest? - zapytał jeszcze zanim wsiadł oglądając się do tyłu, ale zaraz już sobie odsuwał siedzenie Pilar i spoglądał do tyłu przez ramię. Dziewczyny coś tam jeszcze nawijały po polsku, widać było na pierwszy rzut oka, że miały wspólny front przeciwko Zbychowi. Madox odwrócił się w ich kierunku czekając na jakieś wyjaśnienia. W końcu odezwała się Marlena.
- Bo my jednak trochę posprawdzałyśmy i jakbyśmy stąd odbili na zachód, to zamiast do Guadalupe moglibyśmy jechać do takiej wioski, gdzie jest festiwal kolorów, a podobno w Meksyku jest on zajebisty... - powiedziała i spojrzała na Izkę, która pokiwała głową i zaraz nawet im pokazywała na telefonie jakieś zdjęcia stamtąd, bardzo kolorowe - ale Zbychu chce do Guadalupe na tą imprezę na plaży - teraz obie spojrzały na Zbyszka jakby był czemuś winny. Madox to też doskonale wiedział czemu on chciał do Guadalupe, bo przecież tam miała być ta laska, którą zagadał i zdobył jej numer. Noriega zerknął na Pilar.
- Festiwal kolorów brzmi zajebiście, ale impreza na plaży chyba lepiej... - stwierdził, no bo wiadomo, że weźmie stronę Zbycha, ale dziewczyny chyba nie podzielały tego zdania, zaraz Izka poszukała więcej zdjęć z tymi kolorowymi ludźmi z wymalowanymi na twarzach czachami, obsypanymi jakimiś proszkami.
- Pilar zobacz, co myślisz? Fajnie to wygląda nie? - pokazywały telefon Stewart. A Zbyszek już znalazł też jakieś fotki z plaży, też wystawił je w ich kierunku - a zobaczcie to... - światła, ognisko, impreza na deskach. Jakby się nad tym zastanowić, to obie opcje były kuszące.

❤️ 𝑀𝒾 𝒜𝓂𝑜𝓇 ⋆˙⟡♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar również miała swoje wątpliwości w Medellin.
Całkiem sporo nawet. Co do całej ich relacji. Przekonywała sama siebie w głowie, że było to tylko głupie zauroczenie. Czysta fizyczność, która nie miała żadnego długoterminowego podłoża w żadnej głębszej relacji. A potem poznała go jeszcze lepiej i bardzo szybko uświadomiła sobie, że przepadła po uszy. Że wszystkie przekonania, które tworzyła w myślach, były gówno warte w porównaniu do relacji, jaką stworzyli. Z perspektywy czasu nie żałowała ani trochę, że jednak nie uciekła. Że nie odepchnęła go od ciebie, a — wręcz przeciwnie — że pozwoliła mu się poznać jeszcze lepiej, pokochać.
I tą piękną miłość po chwili wyznawali sobie przed samochodem, kiedy to Madox paćkał ich w lodzie mango. Z plusów było to, że zaraz potem sam to zlizywał z jej ciała i Stewart nie musiała nawet przez moment martwić się, że będzie się kleić.
Przewróciła oczami, gdy oznajmił, że rączki będzie mieć wolne. Może i wcześniej t r o c h ę miała nadzieję, że faktycznie zrobi z nich w końcu jakiś pożytek, jednak odkąd zebrali całą ekipę do samochodu, bardzo szybko uświadomiła sobie, że nie było na to najmniejszych szans. Może jeszcze gdyby dzieciaki zajęły się sobą, ale przecież oni ciągle chcieli z nimi rozmawiać. Szczególnie teraz, kiedy po tych asynchronicznych rozmowach o miłości i uczuciach byli już prawie jak ziomeczki.
Odstawiła mrożone kawy, które wzięła dla siebie i Noriegi do odpowiednich wnęk pomiędzy fotelami, chociaż z mrożonych na tamten moment to miały już tylko nazwę. Lód już dawno zdążył się roztopić. Całe szczęscia kawa sama w sobie — nawet ciepła — była niczego sobie. Stewart zgarnęła kilka łyków, po czym zapięła pasy i oczywiście nie omieszkała przypomnieć tylnej ekipie o zrobieniu tego samego. Nie miała zamiaru ryzykować bezpieczeństwa dzieciaków, szczególnie, że ludzie na ulicach Meksyku jeździli jak chore pojeby i to nawet nie podlegało dyskusji. Chuj, że wczoraj oni byli jednymi z nich z tym pędzeniem trzysta i obciąganiem podczas jazdy. Dzisiaj natomiast byli już w pełni odpowiedzialni.
Wyjechała z parkingu i bez najmniejszego problemu włączyła się do ruchu. Powciskała kilka przycisków na konsoli, żeby puścić nawiew. Kiedy jechali w dwójkę, temperatura w środku była jeszcze do zniesienia, jednak kiedy dochodziły do tego trzy dodatkowe oddechy, robiło się wyjątkowo duszno. Kątem oka zerkała co chwilę w tylne lusterko, kiedy dziewczyny zaczęły nawijać o festiwalu kolorów. Musiała przyznać, że brzmiało to dość ciekawe. Nawet zdjęcia, które przelotnie obejrzała wyglądały niczego sobie — ludzie z proszkiem na całym ciele, upierdoleni od góry do dołu kolorami… brzmiało jak coś, w czym Madox i Pilar odnaleźliby się wyjątkowo dobrze. Z drugiej strony zaraz jednak nachylił się Zbychu i pokazał fotki z imprezy na plaży, na którą mieli przecież oryginalnie iść. Polecali im ją nawet lokalsi, kiedy byli tam w ciągu dnia.
Festiwal wygląda super — zgodziła się z Izką i Marleną. — Ale ja też głosuje za plażą — oznajmiła, łapiąc spojrzenie Madoxa. — Miałam dzisiaj obiecane pływanie na desce i bycie zakopaną w piasku — przypomniała mu. — I nie mam zamiaru odpuścić — bo chociaż mogli to przełożyć na inny dzień, to przecież nie wiedzieli, gdzie wylądują jutro, czy zaraz nie okaże się, że będą musieli wracać do Toronto albo jeszcze coś innego. Taka wioska pełna kolorów brzmiała fajnie, ale impreza na plaży również. Było tam o wiele więcej do roboty, nie wspominając o tym, że przynajmniej oboje będą mogli się upić i ujarać wedle pragnień, bo przynajmniej mieli od razu nocleg.
Dziewczyny zaczęły coś mruczeć lekko zawiedzione, że kolorki i że byłoby super się tak wymalować i jakoś fajnie odstrzelić, a potem przeszły na nawijanie po polsku. Zbyszek za to uśmiechnął się szeroko i zbił z Madoxem piątkę, wspominając coś o jakiejś dziewczynie, o której Stewart nie miała pojęcia. Spojrzała podejrzliwie na Noriegę, pytająco, jednak jej wzrok z drogi uciekał ciągle do tylnego lusterka. Niby powinna to mieć w dupie, ale jednak czuła ten zawód dziewczyn, a jednak Stewart miała w sobie na tych wakacjach pierwiastek robienia innym d o b r z e. Najchętniej wszystkim by zrobiła, ale przecież się nie dało. A może się dało?
Dobra, kurwa — mruknęła pod nosem. — Zrobimy jeszcze inaczej — wrzuciła kierunkowskaz, od razu skręcając. Zajechała komuś drogę, ktoś zatrąbił, autem zarzuciło, ale całe szczęście wszyscy mieli ładnie zapięte pasy. — Połączymy te dwie rzeczy — oznajmiła, kiedy wszyscy zaczęli się na nią wydzierać, co ona właściwie robiła. Skierowała się w stronę wielkiego pasażu handlowego, który mienił się już od jakiegoś czasu, nie wspominając nawet o wielkich banerach, które rzucały się w oczy przy drodze.
Jak to? — spytała Marlena, nachylając się pomiędzy siedzenia, obserwując, jak znowu zjeżdżają z autostrady i kierują się miejskimi uliczkami.
Zaopatrzymy was w zajebiste, kolorowe ciuchy na impreze na plaże — oznajmiła zadowolona ze swojego pomysłu, skręcając w stronę parkingu. Przy okazji złapała spojrzenie w tylnym lusterku z Izką. — I kupimy też farby, żeby się zajebiście wymalować.

Y también compraremos pinturas para que nos veamos increíbles ✺◟(^∇^)◞✺ 🎨🖌️
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od razu się uśmiechnął, kiedy Pilar powiedziała, że ona też jest za plażą, zwłaszcza, że oni rzeczywiście już tam mieli też inne plany niż sama impreza, to miał być ich dzień dzieciaka.
- Ja ją dzisiaj zakopuje w piasku po samą szyję - nawet się pochylił do tej jej szyi, ale przytrzymał go pas, więc tylko kłapnął zębami w powietrzu i ręką sięgnął do jej ramienia, żeby przesunąć po nim palcami.
Zbychu też się ucieszył, ale dziewczyny nie podzielały tego zdania, tylko, że Madox już nie mógł na to nic poradzić, bo on to jednak mógł sobie gadać, a i tak dla Pilar zrobiłby wszystko i jak ona powiedziała plaża, to tak miało być. Zresztą on też był za plażą, oni to jednak myśleli podobnie. Nawet zbił piątkę ze Zbyszkiem, który powiedział, że już napisał do tej dziewczyny i ona też będzie na plaży. Madox mu odpowiedział coś, że no widzisz, a potem zerknął na Pilar.
- Un niño cura un corazón roto... Te lo contaré después - chłopak leczy złamane serce, potem ci opowiem, rzucił ciszej i przesunął palcami po tym swoim sercu, ozdobionym tatuażem z lwem. Rozmazał tam tylko jakiś kawałek loda, ale zbytnio się tym nie przejął. Chociaż sięgnął do schowka i przerzucał chwilę jakieś rzeczy w poszukiwaniu chusteczek, chyba coś tam mieli, tak przynajmniej mu się wydawało, że je widział. Znalazł jakieś dla dzieci, trochę zleżałe i na pewno nie ich, ale jak je otworzył to jeszcze były wilgotne, niektóre. Już miał sobie wyciągnąć jedną, ale wtedy Pilar rzuciła to dobra, kurwa, a Madox od razu wbił w nią spojrzenie. Zmiana planów? Dzisiaj to ona będzie od rozmyślania się? I zmieniania koncepcji? Nie żeby mu to przeszkadzało, bo on by z nią wszędzie poszedł.
Kiedy tak zakręciła gwałtownie to te chusteczki mu wyleciały z uklejonych rączek i wylądowały między nogami Stewart. Ale zamiast po nie sięgnąć, to Noriega wystawił rękę przez okno machając do typa, któremu zajechała drogę przepraszająco, no bo dzisiaj mieli być grzeczni...
Jak zwykle im nie wychodziło.
Madox nawet słowem się nie odezwał, kiedy Stewart szarpnęła autem, wręcz przeciwnie, jak zjechała z autostrady, to on zaraz odpinał swój pas i już miał sięgać pomiędzy jej nogami po chusteczki, które leżały na ziemi, ale Pilar nawijała o tych kolorowych ciuchach i farbach, żeby się wymalować.
- Uuu… Zajebiście! - powiedział cały tył, a Madox razem z nimi - nos pintamos también? - też się pomalujemy?, zapytał i teraz to już pochylał się do Pilar, ale prawie wylał kawę, więc to wymagało trochę akrobacji, pochylać się tak, żeby nie wylać kawy, ale jednak żeby sięgnąć miedzy jej gorącymi udami po chusteczki - me pintarías un corazón, cariño? - namalujesz mi serce kochanie?, wyciągnął się, żeby przesunąć palcami po jej udzie, a potem po łydce do tych chusteczek. Dzieciaki nawet nie zwracały na to uwagi, bo właśnie dyskutowali między sobą po polsku. A Noriega znowu sunął palcami po nodze Pilar, kiedy już wyciągał te chusteczki. W końcu wyjął jedną i zaczął się wycierać, kiedy Stewart szukała już miejsca na parkingu przed pasażem. Było sporo samochodów, więc musieli zaparkować dalej od wejścia.
Madox się ładnie powycierał i w sumie był gotowy wysiadać, jeszcze tylko sięgał do Pilar żeby wytrzeć jej gdzieś z ramienia odrobinę tego loda, której wcześniej nie zlizał, ale Zbychu znowu się przewiesił miedzy siedzeniami w ich kierunku.
- Zrobiliśmy ściepę - Madox uniósł jedną brew, a potem zerknął na Pilar - na te farby - powiedział chłopak. A Noriega spojrzał na te drobniaki, które miał na ręce. On zawsze tak narzekał, że musi na tym zaoszczędzić, czy na tym, a prawda jest taka, że od jakiegoś czasu nie musiał wcale oszczędzać, Emptiness przynosiło zajebiste zyski, a do tego on trochę... zarobił na boku. O czym Pilar jeszcze nie wiedziała.
- Wiesz co młody... schowajcie sobie to, bo ja i tak muszę kupić te farby, teraz to już jej nie odpuszczę, żeby mnie pomalowała - znowu jego ciemne oczy odszukały piękne, przenikliwe spojrzenie Stewart - no i ten... nie przejmujcie się kasą, potem będziecie opowiadać, że trafiliście na taką zajebistą parę z Toronto i on był właścicielem klubu, a ona policjantką... - i chciał dodać coś w stylu, że robili im za sponsorów, ale może źle by to brzmiało? Może dobrze, że nie dodał?
Bo przerwały mu dziewczyny.
- Jesteś właścicielem klubu? - zapytała Marlena - a Pilar jest policjantką? - Izka aż się wychyliła do przodu - i jesteście z Toronto? - dopytał Zbychu - a ja myślałem, że z Kolumbii - no bo o tym Madox gadał na stacji z jedną z dziewczyn, musiał to wyłapać.
- Jestem... jesteśmy, z Medellin, ale teraz mieszkamy w Toronto - jeszcze im wyjaśnił, a potem to już machnął ręką, żeby wysiadali. Nie musieli tłumaczyć skąd jest Pilar, albo, że nie wiedzą. Jak dla Madoxa to mogła być z Kolumbii, gorąca kolumbijska krew, gwałtowność, temperament, pasowała na Kolumbijkę. Dzieciaki jeszcze chciały ich wypytać o ten klub, o to bycie policjantką i o Toronto, ale Madox skłamał, że zapomniał portfela i żeby poszli przodem i rozejrzeli się gdzie kupią te farby, to oni zaraz ich dogonią. Nie zapomniał, bo przecież miała go Pilar gdzieś w torebce pewnie. Zatrzymał Stewart przy samochodzie, żeby spleść swoje palce z tymi jej. Spojrzeć w jej piękne, błyszczące oczy.
- Ale będą dzięki tobie zajebiście wspominać te wakacje - uśmiechnął się, a zaraz przyciągnął ją do siebie bliżej - i ja też będę - mrugnął do niej jednym okiem, a potem to już objął ją ramieniem, żeby jednak ruszyć za ekipą, bo dzieciaki już się za nimi oglądały.

Me pintarías un corazón, cariño? ⊹₊⟡⋆🎨🖌️⋆⟡₊⊹ ❤️
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coś wiedziała o tym złamanym sercu Zbyszka, jednak nic nie odpowiedziała na słowa Noriegi. Musieli jednak później usiąść i wymienić perspektywy, bo skoro Madox miał wersje chłopaka, a ona dziewczyn, razem mogli w końcu stworzyć pełną historię, z której kto wie, może nawet uda im się wyciągnać jakeś głebsze wnioski? Chociaż Pilar podejrzewała, że akurat do tej historii nie było większego happy endu, a przynajmniej nie dla Zbycha, bo jednak Izka wzdychała do kogoś zupełnie innego. Ciekawe jak to właściwie było z Marleną? Niby gadała z nich wszystkich najwięcej, a na ten moment mieli na jej temat najmniejszą ilość informacji.
I nie zapowiadało się, że prędko dowiedzą się czegoś więcej, bo Stewart już szalała na rozgrzanych drogach Meksyku, skręcajać nagle w stronę pasażu, żeby mogli kupić przebrania i farbki dla dzieciaków. O mały włos uniknęła paczki chisteczek, które wyleciały z ręki Noriegi i leciały na jej twarz. Finalnie skończyły między nogami, walajać się gdzieś pod pedałami. Zaśmiała się na jego pytanie, czy też się pomalują.
¿Quieres? A chcesz? Wbiła w niego spojrzenie, a kiedy nachylił się bliżej, momentalnie poczuła jego charakterystyczne, przyjemne perfumy. Zaciągnęła się tym zapachem, wolną ręką przytrzymując kubki z kawą, żeby przypadkiem ich nie wylał. Jeszcze tylko powodzi brakowało im w środku. Bo ogień już mieli. Nie tylko w temperaturze, która panowała dookoła, ale przede wszystkim w d o t y k u między jej nogami. Jego szorstkie palce na jej nagiej skórze sprawiły, że mięsnie momentalnie zadrżały. Poczuła, jak zalewa ją przyjemne ciepło, szczególnie kiedy sunął się coraz wyżej, aż nie znalazł się na udzie. Spojrzała na niego w dół, nie potrafiąc nic poradzić na przygryzioną wargę, w której przyciśnięciu chciała dać upust napięciu. — Te pintaré lo que quieras, c a r i ñ oNamaluje ci co tylko chcesz, k o c h a n i e, wycedziła ostatnie słowo, przy okazji poprawiajać się bezczelnie na fotelu, by jeszcze szerzej rozdzielić nogi i dać mu lepszy dostęp do siebie. Dzieciaki coś dyskutowały w swoim języku, a jemu tak dobrze szło to podnoszenie chusteczek, że jak dla Pilar mogło to potrwać jeszcze trochę.
Tylko zaraz okazało się, że nie mogło, by już byli na parkingu. Westchnęła jakoś ciężej i zaczęła rozglądać się za odpowiednim miejscem. Jeep wcale nie był małą furą, a ludzie tutaj parkowali… jak zjeby. Nie dało się tego inaczej nazwać, bo mało kto w ogóle stawał w liniach. Znalazła wystarczającą przestrzeń dopiero gdzieś po drugiej stronie placu.
Wyłączyła silnik i spojrzała na drobne, które Zbyszek trzymał w ręce. Było to na tyle rozczulające, że Stewart chciała zaproponować, że ona stawia, tylko nim zdążyła chociażby się odezwać, Madox już oznajmiał, że za wszystko płaci. Jak miała się z tym spierać, skoro dzisiaj był jego dzień? Mógł decydować o wszystkim. Posłała dziewczynom uśmiech, kiedy zaczęły kwiczeć na temat tego, kim byli z zawodu Pilar i Madox.
A masz przy sobie prawdziwą broń? — spytała Izka i aż oczy się jej zaświeciły.
A kajdanki?! — dopytała Marlena, na co Stewart jedynie zaśmiała się głośno i pokiwała przecząco głową.
Jestem na wakacjach! — zaznaczyła, chociaż przy okazji nie omieszkała posłać Noriedze wymownego spojrzenia. Bo akurat to, że mieli urlop wcale nie powstrzymało ich przed tym, żeby wymachiwać bronią, strzelać w goryli Pablo i walczyć o życie. Chociaż dzisiaj szło im nawet zajebiscie! gdyby ktoś tak na nich spojrzał z boku, jeszcze mógłby pomyśleć, że byli normalnymi ludźmi na wakacjach z rodzinką.
Podniosła spojrzenie na ciemne oczy Noriegi, kiedy przytrzymał ją przy samochodzie i splótł razem ich palce. Uśmiechnęła się delikatnie i szarpnęła go mocniej do siebie.
Dzięki mnie? — prychnęła, przyglądając mu się z niedowierzaniem. — Supongo que gracias a ti, cariño chyba dzięki tobie, mruknęła blisko jego twarzy z zamiarem, by złożyć na jego ustach wytęskniony pocałunek, jednak znowu nie było im dane, bo Zbyszek już krzyczał, że znaleźli jakiś sklepik plastyczny na lewo, połączony z marketem i żeby się pospieszyli. Westchnęła głośno i dała się pociągnąć do wejścia.
Pomimo tego, że z zewnątrz sklep wydawał się dość kameralny, tak dopiero kiedy weszli, zobaczyli, że pomieszczenie ciągnęło w nieskończoność do przodu. Stewart aż otworzyła szeroko oczy, bo chyba nigdy nie widziała tak wielkiej hali, zawalonej przeróżnymi farbami, płótnami, włóczkami i mulinami. Każdy rozbiegł się w swoim kierunku. Izka oczywiście ruszyła na jakiś dział ze sznureczkami i elementami do robienia bransoletek, Marlena przeglądała farby do twarzy, a Zbyszek zniknał Bóg wie gdzie. Pilar zacisnęła mocniej palce na ciepłej dłoni Noriegi i szarpnęła go w stronę sprayów do ciała.
Czerwony na pewno… — sięgnęła po jeden, wciskając go sobie pod pachę. — I jaki jeszcze? — odwróciła się w jego kierunku, żeby też mógł jakiś wybrać. Było ich od groma. Tak dużo, że dopiero kiedy zadarła wysoko głowę, zobaczyła, że kurewsko wysoko był też taki błyszczący o jakimś fikuśnym kolorze galaxy, świecący w nocy. — Ej patrz ten — wskazała palcem na samą górę półki. Spróbowała podskoczyć, ale brakowało jej jakieś trzydzieści centymetrów. Potem spróbował Madox, ale nawet on był na to za niski. — Nie no, musisz mnie podsadzić chyba — skwitowała, patrząc na niego wymownie. — Dobrze, że jednak założyłam majtki.

Te pintaré lo que quieras, c a r i ñ o ⊹₊⟡⋆🎨🖌️⋆⟡₊⊹
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Właściwie Zbychu już był chyba zadowolony, bo miał numer jakiejś gorącej Latynoski i jak nie udzielał się z rozmowach, to cały czas zerkał na wyświetlacz telefonu. Madox miał podobnie, tylko, że on miał gorącą Latynoskę obok siebie, właśnie się w nią wpatrywał jak w obrazek i pytał, czy oni też się pomalują.
- Y no quieres? Nunca lo he hecho, pero suena de puta madre - a ty nie chcesz? Nigdy tego nie robiłem, ale brzmi zajebiście, stwierdził pochylając się do niej, przesuwając wytatuowanymi palcami po gładkiej skórze. Skoro dzisiaj mieli robić rzeczy, których jeszcze nie robili, to właśnie znaleźli coś takiego, co tyczyło się Madoxa. Bo może on miał dobre dzieciństwo, ale chyba malowanie się farbkami było jednak bardziej dziewczyńskie i oni z Tio się w to nie bawili, już prędzej w wojny na kamienie, albo niedojrzałe mango. Zawiesił ciemne spojrzenie na twarzy Pilar, kiedy jego palce zdecydowanie wolniej niż powinny, sunęły po gładkiej skórze na jej udzie - lo que quiera? - co tylko chce?, zapytał i mrugnął do niej jednym okiem, a palcem przesunął po jej bieliźnie między nogami. Jednak na parkingu już się odsunął, żeby Pilar na spokojnie znalazła jakieś miejsce, on by pewnie postawił tego Jeepa gdziekolwiek, a ona idealnie wzdłuż linii. Pięknie.
Madox za to pięknie wytarł się z loda.
A potem znowu posłał do Stewart piękne oczko, kiedy Malrena zapytała o te kajdanki.
- Kajdanki akurat mogłyby się przydać - chociaż oni sobie i tak zawsze radzili bez nich. Im wystarczyła srebrna taśma, a można nawet stwierdzić, że działała lepiej niż kajdanki.
A najlepiej to jednak działały pełne, gorące usta Pilar, które Madox już prawie czuł na swoich, aż mruknął jak ten dziki kot, tylko ona się zaraz od niego odsunęła. Wypuścił z płuc mocno powietrze, ale weszli do tego sklepu plastycznego i Madox też w pierwszej chwili się zatrzymał, bo czegoś takiego nie widział. Regały sięgały pod sam sufit, wysoko. A sklepienie w ogóle było pomalowane w jakieś kosmiczne wzory i on przez chwilę właśnie je oglądał. Chociaż zaraz spuścił spojrzenie na Stewart, kiedy zaczęła wybierać spraye.
- Niebieski i żółty, i zielony, i czarny, i pomarańczowy - pewnie wymieniłby jej wszystkie kolory jakie znał, ale kiedy mu pokazała ten galaxy, do tego świecący w ciemności, to pokiwał głową, że biorą tamten. Kiedy Pilar do niego sięgała to zawiesił na niej spojrzenie, gdzieś na pośladkach zarysowanych pod materiałem sukienki.
- Jeszcze troszeczkę... - oczywiście, że musiał ją podpuścić, kiedy tak się przed nim wyciągała, ale i tak nic z tego. On też spróbował, stanąć na palcach, a potem się wyciągnąć, nawet podskoczyć, ale i tak nie sięgnął tam nawet paluszkiem. Pewnie mogli poprosić o jakąś drabinkę, i pewnie normalni ludzie tak właśnie by zrobili, albo poprosili kogoś, żeby im zdjął. Tylko, że ani Madox, ani Pilar nie byli normalni...
A Madox to chyba jeszcze bardziej nie było, bo też zamiast ją podsadzić jakoś po ludzku, delikatnie, to on zaraz się schylił i wkładał głowę między jej nogi, żeby ją sobie posadzić na ramionach. Przytrzymał ją mocno, bo jednak zrobił to gwałtownie, trochę z zaskoczenia. Ale czego mogła się po nim spodziewać?
W pierwszej chwili jej sukienka opadła mu na głowę i na oczy, więc musiał sobie ją poprawić, a potem to już podszedł do tego regału, żeby ściągnęła spray.
- Weź jeszcze jakiś fajny z tych z góry, może ten oczojebny? - bo tam była cała kolekcja neonowych kolorów. Wyciągnął ręce, żeby mu je podała. Chociaż jedną znowu ją zaczepiał sunąc palcami po jej łydce.
- Namaluję tu smoka... - rzucił i szczypnął zębami jej skórę na łydce - to weź zielony - znowu zadarł głowę pokazując jej ten toksyczny zielony.
Może jeszcze by jej powiedział co namaluje wyżej, czyli na udzie, po którym przesunął wytatuowanymi palcami, tylko że akurat podeszła do nich jakaś nieduża Meksykanka, uśmiechnęła się szeroko i założyła za ucho ciemne włosy.
- W czymś mogę pomóc? - zapytała, a Madox trochę nazbyt gwałtownie odwrócił się w jej kierunku, aż musiał przytrzymać Stewart, a i tak wypuściła jeden spray, ale Noriega go złapał. Refleks Spidermana, przecież on nie bez parady zawsze powtarzał, że jest jak Spiderman.
- Już sobie poradziliśmy - stwierdził, a później się schylił, żeby Pilar z niego zeszła, ale trochę się zaplątał w jej sukienkę, a może wcale się nie zaplątał, tylko chciał ją dziabnąć w pośladek?
Bo oczywiście to zrobił zanim się wyprostował. Zaraz też pojawiły się dziewczyny, które trzymały cały zestaw farbek do twarzy, w tym takie w oczojebnych kolorach, a Zbyszek przyniósł jakieś kolorowe proszki.
- A do włosów? Jebnąłbym się na różowo - rzucił Madox przesuwając po jasnych włosach palcami, w zasadzie dawno się nie malował. A po powrocie do Toronto i tak zamierzał już wrócić do swojego naturalnego koloru, więc jeszcze mógł sobie zaszaleć z różem. Te farbki do włosów zaraz pokazała im sprzedawczyni. Okazało się, że już mają chyba cały komplet, farbki do wszystkiego. Już mieli iść do kasy, kiedy Madox stanął w miejscu, bo coś mu się nagle przypomniało. Wyciągnął ręce do Pilar, żeby zabrać od niej te spraye, które wybrała.
- A macie tutaj naklejki? - zapytał jeszcze ekspedientki, no bo przecież obiecał je Stewart, a nie wiedział, czy na plaży naprawdę będą. Tutaj za to mieli ich pokaźną kolekcję. Jakie tylko chcieli, z motywem Meksyku, brokatowe, świecące w ciemności, księżniczki, super bohaterowie, morskie, roślinne, dziecinne. Różne.
- Dla mnie super bohaterów i rybki - oczywiście, że musiał sobie coś wybrać, ale nie miał ręki, więc musiała je dla niego wziąć Pilar, oparł głowę o jej ramię, kiedy wybierała te dla siebie.
- Gdzie je naklejacie? - zapytała Marlena, która stała gdzieś obok nich. Madox zerknął przelotnie na Stewart.
- Na meble - odpowiedział jej zaraz, bo przecież jej nie powie, że się nimi oklejają, i tak już jak na dorosłych, poważnych ludzi zachowywali się... niepoważnie.

Voy a pintar un dragón aquí *ੈ🐉 ༘⋆໋✧˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sklep plastyczny, w którym się znaleźli był nie-sa-mo-wi-ty.
Obłędny.
Pilar nigdy nie widziała czegoś takiego na oczy. Ogromnych regałów, które ciągnęły się w nieskończoność, nie wspominając nawet o tym, że były wyższe niż półki na książki w krajowej bibliotece. Na suficie do tego wszystkiego ciągnął się przepiękny malunek, wykonany spreyami. Coś na wzór graffiti, a jednak wyglądający o wiele bardziej abstrakcyjnie. Trochę jak Idea — dało się tam zgubić i też każdy był w stanie znaleźć coś dla siebie.
Pilar z Madoxem oczywiście znaleźli dla siebie kłopoty. I spreye. Bo to przecież głównie o nie zaczęło się rozchodzić. Tylko tak to już było w ich przypadku, że to co chcieli z początku było nieosiągalne. Zupełnie jak spraye galaxy, osadzone na najwyższej półce. Całe szczęście dla nich to żaden problem, bo już po chwili i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia Madox wciskał głowę pomiędzy jej uda i podnosił w górę.
Krzyknęła głośno, kompletnie zbita z tropu. Kilka osób obejrzało się w ich stronę z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, a Stewart posłała im jedynie przepraszający uśmiech. Przytrzymała się czoła Noriegi jedną ręką, a drugą spróbowała sięgnąć farby w puszce.
Daj trochę bliżej — poinstruowała go, zgarniając jeszcze te wszystkie inne, które jej kazał. Wzięła chyba każdy możliwy kolor, raz po raz mu zrzucając, chociaż to wcale nie było tak proste, jakby mogło się wydawać, biorąc pod uwagę, że Noriega sukcesywnie ją rozpraszał, opowiadając o tym, co gdzie jej namaluje, przy okazji racząc kurewsko przyjemnym dotykiem. Dotykiem, który mimowolnie wywoływał przyjemnie ciepło, a kiedy doszły do tego i jego zęby, Pilar mimowolnie zacisnęła uda, przeciągając się na nim. — Cálmate o te aplastaré la cabezaUspokój się, bo zmiażdżę ci głowę, ostrzegła go uczciwie. Akurat kto jak kto, ale on dobrze wiedział, jak dużo siły miała i jak bardzo niekontrolowane były jej spazmy i dreszcze, kiedy doprowadzał ją do szału i nakręcał. Była to niebezpieczna zabawa, w którą zaczynali grać i chociaż należało ją pewnie zakończyć, tak pojawienie się ekspedientki było aż za bardzo niespodziewane.
Kurwa — tylko tyle wyrwało się z jej ust, kiedy Madox energicznie się odwrócił, o mały włos nie zrzucajać jej z siebie. I pewnie by spadła, gdyby nie przytrzymała się jego twarzy. Złapała go na oślep i dopiero po chwili, kiedy sytuacja była opanowana, zorientowała się, że jeden palec prawie wbiła mu do oka, a wskazujący drugiej skończył w jego nosie. — Wszystko git, dziękujemy — posłała kobiecie szczery uśmiech, żeby naprawdę się o nich nie martwiła. Może i powodowali trochę… chaosu, ale w głównej mierze był on kontrolowany. Chociaż kiedy Madox oznajmił, że ojebałby się na różowo, Stewart spojrzała na niego zaskoczona. Trochę zamrugała, chwilę pomyślała, a potem się odezwała:
Ej to ja też chce, końcówki może — oznajmiła zadowolona i zarzuciła włosy do tyłu. I tak po powrocie planowała je nieco przyciąć, bo robiły się nieznośnie długie, więc nawet gdyby farba nie chciała zejść, to mogła się ich po prostu pozbyć. W końcu jak szaleć do szaleć. — Też na różowo? Czy może na czerwono? — wbiła spojrzenie w ciemne oczy swojego narzeczonego. — Elige por mí, cariño wybierz mi coś, poprosiła go ładnie, nie kontrolując drobnych błyskotek w oczach, które zaczęły się mienić w jej spojrzeniu. Przeszli do odpowiedniej alejki, zgarnęli odpowiednie farby, Madox wybrał też coś dla Pilar na końcówki i przeszli jeszcze po naklejki, bo skoro już tu byli…
To ja chcę te i te — zgarnęła jedne w jakieś babeczki i inne czekolady, a drugie w brokatowe serduszka, które niby powinny świecić w ciemności. Kurwa, jak oni to wszystko na siebie nałożą, to będą naprawdę świecić się jak psu jajca. Parsknęła głośno, gdy Noriega wcisnął Marlenie kit, że przyklejali je na meble. — Zawsze jak jesteśmy na wakacjach, to kupujemy sobie naklejki — dodała swoje cztery groszę do tej zmyślonej historii, chociaż… jakby na to nie spojrzeć, to z Medellin faktycznie miała na lodówce kilka naklejek z kolumbijskiej czekolady.
W sumie zajebista sprawa — Marlena skinęła głową. Stewart też tak uważała. Zdecydowanie lepsze niż jakieś pocztówki. — Też mogę wziąć jakieś? — spytała tak uroczo, że nawet gdyby Pilar miała przy sobie ostatnie kilka peso i tak by jej dała.
No pewnie, bierz — skinęła głową i sama się jeszcze raz rozejrzała po półce. Dobrała im takie typowo meksykańskie, które przedstawiały flagę, jakieś awokado z nóżkami, kaktusa w sobrero, burrito, churros, piniatę i papryczki. Pokazała je Madoxowi, przysuwając się do niego bliżej. — Od teraz będziemy takie zbierać i kleić na lodówce — oznajmiła, bo w sumie spodobał się jej ten pomysł. W Medellin na pewno jeszcze kiedyś będą, to nadrobią i kupiąc jakieś z flagą. Zajrzała ostatni raz w ulubione, czekoladowe oczy nim ruszyli do kasy. — Może na twojej? — uśmiechnęła się delikatnie. Szczerze mówiąc, nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby zostawić je u niej w mieszkaniu. Jeszcze nie zdecydowała, co z nim w ogóle zrobi, ale miała gdzieś z tyłu głowy, że z pewnością nie chciała tam zostać. Może przeprowadzi się gdzieś indziej? Gdzieś bliżej Noriegi? Nie mogła przecież wiecznie siedzieć mu na głowie. Miała wpaść tylko na chwilę, póki sytuacja z Daltonem się nie uspokoi.

mi amor más querido ✎ᝰ.ᐟ⋆⑅˚₊
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”