ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie wzruszyłby ramionami na te spojrzenia, które zwróciły się w ich kierunku, gdy Pilar krzyknęła, ale nie mógł bo na ramionach miał Stewart. Tak jak go poinstruowała podszedł bliżej do regału, a kiedy zrzucała mu puszki, to je łapał i pakował do koszyka, który zgarnęli po drodze, było tego dużo, pewnie mogliby pomalować wszystkich mieszkańców Guadalupe, a przynajmniej tych, którzy przyjdą na imprezę, a już ich piątkę, to chyba od góry do dołu.
Czy groźba Pilar go chociaż odrobinę uspokoiła?
Nie, wcale, wręcz przeciwnie znowu sunął wytatuowanymi palcami po jej skórze.
- Chyba zaryzykuję - mruknął, a rękę oparł na jej udzie, tylko wtedy przyszła ta ekspedientka, a Madox się szarpnął i zaraz miał palec w nosie i prawie w oku - ała, oczko... - mruknął, kiedy już ściągał z siebie Pilar, kiedy już stawiał ją na ziemię. A zaraz nawijał o tym, że chciałby mieć różowe włosy, kiedy Stewart zaczęła tak mrugać to się uśmiechnął i zastanowił, czy właśnie go sobie w takich wyobraziła, ale zaraz stwierdziła, że ona też chce takie mieć. Albo czerwone.
- El rojo será diabólico - czerwony będzie diaboliczny, stwierdził, może on jednak też powinien na czerwono? Tak, czy siak, zapobiegawczo, wzięli też kilka kolorów, w tym czerwony, różowy, niebieski i fiolet. Teraz mogli sobie na włosach zrobić prawdziwą tęczę.
A naklejkami pooblepiać chyba całe jego mieszkanie, bo oczywiście wzięli te które chciała Pilar, te, które chciał Madox i jeszcze wspólnie coś wybrali, bo jeszcze okazało się, że są pieski i był tam doberman, no to trzeba było wziąć, były też z drinkami, to też trzeba było wziąć, bo nawet znaleźli cuba libre.
Chyba najwięcej czasu im zeszło z tymi naklejkami. Jeszcze potem Marlena zaczęła sobie coś wybierać, a Madox zerkał na te, które pokazała mu Pilar.
- Zajebiste są, ta będzie na prawej, a ta na lewej... - już jej pokazywał kolorowe, meksykańskie grzechotki, które miał jej nakleić na prawą pierś i czachę na lewą - na lodówkę też coś możemy - dodał zaraz. A na jej kolejne słowa spuścił spojrzenie na swoją klatę, jakby to o niej mówiła, a nie o lodówce. Jego lodówce?
- A może na naszej? - zapytał i kiedy kasjerka ich liczyła, to oparł się z boku o ladę odwracając do Stewart - to znaczy... Wiem, że u mnie jest pojebanie, odkąd się tam wszyscy zwalili, ale teraz Richie i Rosa pojechali do Puerto Rico i może po powrocie coś sobie znajdą. Młoda się wyprowadziła, Debbie też, no i znowu zostanę sam. Chciałbym, żebyś ze mną została, ale jak nie, to też rozumiem bo mieszkanie z nim było pewnie ciężkie. Chociaż Madox i tak starał się dla Pilar jak mógł. Z klubu wracał o przyzwoitej porze, w ogóle sypiał w domu, a nie w Emptiness, co mu się często przecież zdarzało, to już jest ogromny plus. Nawet w lodówce miał coś więcej niż chleb, dżem i masło orzechowe. Aczkolwiek pewnie i tak nie był najlepszym współlokatorem biorąc pod uwagę to, że bałaganił i ogólnie wprowadzał do mieszkania po prostu chaos. Chociaż i tak najwięcej go chyba wprowadzali jego współlokatorzy. Ale teraz większość odpadła, nie wiedział tylko co z Ricardo po powrocie, bo jeszcze o tym nie gadali, ale może jak powie, że się zaręczyli z Pilar, to jego kuzyn sam się wyprowadzi.
Ekspedientka zapakowała im wszystko w papierowe torby, a Madox zapłacił tą wysłużoną kartą, którą najczęściej robił krechy. Już miał wziąć torbę, ale zaraz zaoferował się Zbyszek, że on weźmie, a drugą, mniejszą Marlena, to się z nimi nie kłócili. Wręcz przeciwnie Madox zaraz już obejmował ramieniem Pilar i pochylał jej się do ucha.
- Może ich adoptujemy? Będą nam nosić zakupy - wyszeptał chociaż on nie miał nic przeciwko noszeniu toreb, ale z drugiej strony miał teraz wolne rączki, więc mógł sobie głaskać wytatuowanymi palcami gładką skórę na odkrytym ramieniu Stewart i bawić się jej ciemnymi kosmykami.
- Może zanieście to do auta? - zaproponował Noriega, a zaraz rzucił kluczyki do Zbycha, który jedną ręką ściskał torbę, a drugą pisał na telefonie. Poszli z Marleną zanieść zakupy. A Madox przez chwilę chciał się zająć Pilar, już znowu się do niej łasił, ale Izka stała sama z boku, więc finalnie do niej podeszli.
- No i co tam? - zapytał Madox jakoś tak odruchowo, ale w sumie nie spodziewał się żadnej odpowiedzi, a na pewno nie takiej, jaką zaraz dostał. Dostali, a bardziej chyba nawet Pilar, bo to na nią patrzyła blondynka.
- Zbyszek pisze z jakąś dziewczyną - powiedziała jakby trochę z wyrzutem, a Madox od razu wywrócił oczami, bo te dzieciaki chyba trochę nie wiedziały czego chcą. Ale w zasadzie to co im się dziwić, jak oni mieli dopiero po osiemnaście lat?
- Całkiem ładną... - wtrącił Noriega, jakoś odruchowo, a Izka spojrzała na niego krzywo. No ale taka była prawda, więc co miał powiedzieć?
- I on chce się z nią spotkać na tej imprezie na plaży... - dodała i teraz to ona wywróciła tymi jasnymi oczami. Madox o tym wiedział, więc już nic się nie odezwał. Zresztą on też się zgadał z tą drugą dziewczyną ze stacji, że może się tam spotkają i wypiją po jakimś drinku, on z narzeczoną, a ona z chłopakiem, który miał kolumbijskie korzenie. Nie to, że planował rzeczywiście się z nimi spotkać, bo jednak mieli z Pilar dużo różnych rzeczy do roboty, ale wiedział, że tam będą.
Nic nie powiedział, ale cisnęło mu się na usta, że skoro dostał kosza, to co miał zrobić? Zbychu, oczywiście. Chociaż może jakby Madox też dostał, to leczyłby złamane serduszko właśnie na takiej imprezie?

mi prometida caliente y diabólica 🌹💃🏻❤️‍🔥
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

El rojo será diabólico.
Czerwony w jej włosach faktycznie mógł wyglądać diabolicznie, ogniście. Zdecydowanie pasowałby do charakteru i całej meksykańskiej otoczki, w jakiej się pławili od kilku dni. Było intensywnie, niebezpiecznie, krwiście, a przede wszystkim gorąco. Czerwony pasował do tego idealnie. Do nich obojga.
Zresztą tak samo jak naklejki, które wybierali chyba z dobre dwadzieścia minut. Ale co im się dziwić, jak było ich dookoła tak dużo? W kolumbijskiej czekoladzie przynajmniej dostawało się jedną lub dwie z góry i nie było nawet przestrzeni na to, żeby wybrzydzać, a tutaj? Tutaj mieli naklejki dosłownie w każdej kategorii. Dlatego też dobrali po jeszcze kilka paczek, na samym końcu również te meksykańskie, które Pilar zaproponowała, że przykleją na jego lodówkę. I nie, wcale nie miała na myśli jego klatki piersiowej, chociaż na niej może też?
Podniosła na niego spojrzenie, gdy zaproponował, że mogła ona być wspólna. Słuchała go uważnie i z jednej strony cholernie chciała z nim zamieszkać, być, a z drugiej zdawała sobie sprawę, że to przecież jeszcze bardziej skomplikuje sprawy w Toronto.
Tu nie chodzi o to, kto jeszcze tam mieszka — przytrzymała go na moment między alejkami, pozwalając, by dzieciaki odeszły do kas i ustawiły się kolejce. — Nie przeszkadza mi Ricardo ani Rosa, ale Madox… jesteś pewien? Bo to już nie jest decyzja pod tytułem zamieszkaj u mnie na chwile. Ja muszę zdecydować, co zrobie z mieszkaniem. Jak je oddam to… — zrobiła krok w jego stronę. — To już nie będzie odwrotu — niby to wiedział, a jednak ona musiała mu to jeszcze raz powiedzieć. Upewnić się, że był pewny tego, na co się pisał. Że to już nie byłoby kilka nocy, tylko Pilar autentycznie by z nim zamieszkała. Ze swoimi rzeczami i całym jebanym bagażem doświadczeń, który trzymała na barkach. Jak mu się odwidzi, to już nie będzie miałą gdzieś wrócić. I chyba ta myśl gdzieś gryzła ją w tył głowy… Ta jego ostatnia niepewność. Nigdy wiedziała, że co do niej nie miał wątpliwości, a jednak… jakieś przecież miał w trakcie tego wyjazdu. Miała pełne prawo się tak czuć. — Przemyśl to jeszcze i dasz mi znać, jak będziesz gotowy — pogłaskał czule jego lekko szorstki już policzek i ruszyła do kasy, przy której dzieciaki akurat zaczęły wykładać wszystkie rzeczy. Była tego cała masa i rachunek też okazał się pokaźny, ale skoro Noriega tak zarzekał się, że zapłaci, to przecież nikt nie miał zamiaru się z nim sprzeczać.
Zapłacili i wyszli ze sklepu jak jedna, wielka rodzinka. Dosłownie, bo nawet tragarzy sobie ogarnęli i sami na końcu ślęczyli się zadowoleni z pustymi rączkami. Madox muskał jej nagie ramiona, a ona bezczelnie wsadziła dłoń do tylnej kieszeni jego spodni, by nieco go pozaczepiać. Szkoda tylko, że nim zdążyła zrobić cokolwiek więcej niż go uszczypnąć, tuż obok pojawiła się Izka i już zaczęła nawijać o Zbyszku. Pilar popatrzyła na nią podejrzliwie i trochę bez zrozumienia.
No to chyba dobrze, nie? — spytała, wychylając głową lekko do przodu znad Noriegi, by spojrzeć na Izę. — Przecież sama mówiłaś, że chciałabyś, żebyście byli tylko ziomkami? — przypomniała dziewczynie ich rozmowę, przy okazji puszczając wymowne spojrzenie w stronę Madoxa. Jak widać oboje odbyli miłosne rozmówki ze swoimi towarzyszami, każdy jednak chyba z innej perspektywy.
No niby tak, ale… — zaczęła blondynka, a Stewart niechętnie wyciągnęła ręką z kieszeni swojego narzeczonego. Obeszła ich oboje i zaraz znalazła się przy drugim ramieniu Izki, żeby oboje z Madoxem mogli ją zamknąć z obu stron.
Co jest? Przecież sama mówiłaś, że jest cytuje: fuj — uśmiechnęła się lekko, obejmując przy okazji Izkę ramieniem i lekko nią potrząsając, przyciskając do piersi.
No bo jest fuj, tylko… — podniosła spojrzenie. Pierwsze zawiesiła ja Pilar, a zaraz potem na Madoxie. — Nie chcę, żeby teraz olał mnie dla jakiejś innej. To jest mój kumpel! — dzieci. Stewart aż westchnęła cicho. Typowy przypadek psa ogrodnika, który sam nie chciał, a w tym samym czasie nie chciał się podzielić. I chociaż Pilar często obierała stronę kobiet, tak tutaj trzeba było też zadbać o dobro Zbycha.
I dalej nim będzie — zaczęła spokojnie, nieco zwalniając kroku, bo byli już w połowie drogi do auta, a przecież nie chcieli, by ktoś ich usłyszał. — Jeśli nie chcesz z nim niczego więcej, to musisz mu dać przestrzeń, żeby też mógł być szczęśliwy, rozumiesz? — spytała, przyglądając się jej uważnie. I chociaż Izka skinęła głową, Pilar nie była jakaś przekonana. — Jesteście młodzi, jesteście na wakacjach… zaszalejcie trochę. Skoro on umówił się z jakąś dziewczyną na plaży, ty też zagadaj do jakiegoś meksykańskiego przystojniaka — mimowolnie podniosła spojrzenie na Noriegę i puściła mu oczko. — Albo jakieś fajnej dziewczyny — dodała, przystając na moment. — Widziałam, jak na nią patrzysz — planowała nie mówic tego na głos, ale sytuacja jakoś sama wywołała wilka z lasu. Izka momentalnie się wyprostowała i chciała zrobić krok w tył, ale tam był Madox i wpadła na niego. Westchnęła głośno i ściszyła głos.
Ale ona woli typów! — w jej głosie było słychać wyrzut. — Nie chciałaby mnie.
Nie wiesz tego — przerwała jej praktycznie od razu. — I nie będziesz wiedzieć dopóki nie spróbujesz — wzruszyła ramionami. Bo chyba o to się tutaj rozchodziło, czyż nie? O robienie tego co się czuje, a nie tego co podpowiada głowa.
Ale jak? — spytała zrezygnowana, a Pilar tylko złapała ją za ramiona i odwróciła w stronę Madoxa.
Tu masz ekspertastarszy specjalista od zdobywania dziewczyn i posiadania ich serc. Nawet tych najbardziej opornych, które usilnie powtarzały sobie przez cały życie, że nigdy nikogo nie pokochają. On miał na nie sposób.

Especialista sénior en conseguir una chica °❀⋆.ೃ࿔*:・
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nabrał mocno w płuca powietrze, kiedy go zatrzymała, kiedy mówiła o swoim mieszkaniu i mieszkaniu z nim. Zastanowił się, ale nie dlatego, że nie był pewny, bo on był, już jak jej to proponował, to był pewny, a potem przecież on za każdym razem mówił, że to jest ich mieszkanie. Jakby ona już tam była jakąś integralną częścią, jego domu. Ich domu. Do którego teraz zdecydowanie chętniej wracał.
- To go nie oddawaj - wypalił, ale zaraz musiał to uściślić, bo chyba źle to zabrzmiało, a przynajmniej nie tak jakby chciał. Podszedł do niej jeszcze bliżej, żeby zajrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy - to znaczy jeśli nie chcesz, to go nie oddawaj, ale ja jestem pewny, wtedy byłem i teraz też jestem - powiedział spokojnie, chociaż już zaraz szarpnął się do niej, żeby sięgnąć do jej dłoni, oprzeć ją sobie na karku - wiesz, że jeśli o mnie chodzi to... Ja się nie cofam, nie chcę odwrotu. No i zajebiście lubię z tobą mieszkać - schylił się, żeby musnąć wargami jej pełne, gorące usta, krótko, ale czule. Może i Madox miał wątpliwości, ale to chyba dlatego, że ona je miała.
Bo prawda jest taka, że kiedy proponował jej wspólne mieszkanie to nawet się nie zastanowił, żadnego zawahania, później te oświadczyny też wyszły z niego naturalnie, bez żadnej myśli z tyłu głowy, że nie powinien. Dopiero kiedy ona stwierdziła, że nie jest gotowa, to wątpliwości wykiełkowały w jego głowie. A potem zakwitły tak jak jeszcze nigdy. Było ich dużo, miotały nim, wtedy przy tym śmietniku.
Siedziały mu w głowie, kiedy chciał ją odsyłać do Toronto. Kiedy wciąż się zastanawiał dlaczego ona nie jest go pewna.
Ale czy teraz je miał?
- Okej, przemyślałem, jestem... Ale ty się zastanów i dasz mi znać, jak będziesz gotowa - wzruszył ramionami, a kiedy jej dłoń wylądowała na jego policzku, kiedy głaskała czule szorstką skórę, to się obrócił, żeby uszczypnąć jej opuszek zębami, nie mocno, też z jakąś taką czułością, którą oni sobie przekazywali w tych zaczepnych gestach.
Nie chciał już na nią naciskać, wywierać żadnej presji. I to nie tak, że odwracał kota ogonem, bo on przecież jej przedstawił swoje stanowisko, cały czas je jej prezentował, bo niczego on nie był tak pewny jak jej. A ten dziki, gorący, rodzinny? Meksyk, tylko go umacniał w tym przekonaniu.
Chociaż potem, kiedy zaczęli rozmawiać z Izką na temat nowej koleżanki Zbyszka, to Madox musiał stwierdzić, że jednak z dzieciakami to jest ciężko. Słuchał ich wymiany zdań, wiadomo, że on w tym wszystkim brał stronę Zbycha, a jednak nie znał perspektywy Izki, chociaż zaraz mu ją trochę nakreśliła Pilar. Uniósł jedną brew pytająco, łapiąc spojrzenie swojej narzeczonej, bo trochę załapał, a trochę nie. Do Madoxa też czasem było trzeba mówić drukowanymi literami.
Zatrzymał się kiedy Izka prawie na niego wpadła i jeszcze przez chwilę trawił te ich słowa. Czyli Izce podobała się Marlena? Chyba dobrze zrozumiał. Jeszcze raz spojrzał na Stewart ponad blondynką, którą przed nim postawiła. To teraz on ma załatwiać sprawy sercowe z chłopakami i dziewczynami? Nawet zmrużył oczy wciąż wpatrując się w Pilar, ale zaraz wzruszył ramionami.
- Za dużo rozkminiacie - sięgnął do jej czoła, żeby dać jej w nie pstryczka, chciał zabrzmieć trochę młodzieżowo, ale pewnie wyjdzie mu to boomersko. Madox w ogóle nie miał kontaktów z nastolatkami, tyle co mieszkała u niego Flora, ale i tak ona jak na nastolatkę była... dziwna - jesteście na wakacjach w gorącym, dzikim Meksyku - znowu zerknął na Stewart - zaszalejcie, dajcie się ponieść, a kto wie, czy na tej imprezie na plaży, też się nie zakochasz, nie trafisz na dziewczynę, w czerwonej sukience, dla której stracisz głowę? - tak jak on stracił w Medellin? Też tam nie zakładał tego wcale. Też zapraszał Stewart chyba bardziej na stopie kumpelskiej? Albo po prostu licząc na dobrą zabawę?
I też wtedy powiedział jej coś podobnego, żeby tyle nie myślała, a pozwoliła sobie czuć. Madox sobie zawsze na to pozwalał i teraz też mrugnął do Izki jednym okiem.
- Po prostu czasem trzeba pokierować się trochę sercem, a nie myśleć co będzie, bo może się zdarzyć wszystko - akurat Madox i Pilar coś o tym wiedzieli, bo im wiecznie się przytrafiało wszystko, zazwyczaj wszystko, co złe, chociaż póki co dzisiejszy dzień był w miarę przyjemny. Nie licząc nastoletnich dramatów, w których chcąc, czy nie chcąc, oni brali udział. Jako eksperci od spraw związkowych. Zabawne w sumie.
Wrócili do samochodu, gdzie Zbychu i Marlena już zapakowali zakupy i nawet im zrobili porządek w bagażniku, żeby im nie pognieść rzeczy, miło z ich strony. Tym razem to Madox zakręcił kluczykami na palcu.
- Pewnie zajebiście się jeździ takim Jeepem... nie? - zapytała Marlena - w domu mam BMW - powiedziała, a Madox od razu oparł się o drzwi i wbił w nią spojrzenie, bo przecież on tez miał BMW.
- Masz prawo jazdy? - trochę się zdziwił, bo może miała osiemnaście lat, ale dla niego wyglądała na dwanaście, albo szesnaście...
- No pewnie, zrobiłam od razu po osiemnastce i trochę jeżdżę na torze - powiedziała dumna z siebie. A Madox pokiwał głową... a zaraz co?
No oczywiście, że rzucił jej kluczyki.
- To pokaż co umiesz, też jeździłem kiedyś trochę na torze - bo on przecież uwielbiał adrenalinę, no i nienawidził stać w miejscu, próbował wielu rzeczy, więc... wyścigów kiedyś też. Może nawet jakby miał na to więcej czasu, to bawiłby się w to do tej pory, z tym jego narwanym style jazdy może miał jakieś szanse?
Obszedł auto, żeby podejść do Pilar.
- Mogę do przodu? Młoda prowadzi - wyjaśnił jej, a zanim zdążył jej powiedzieć która, czy cokolwiek, to Marlena już pakowała się za kierownicę i ustawiała sobie siedzenie.
Nie powinien jej dawać prowadzić? Pewnie nie. Ale czy Madox i Pilar kiedykolwiek robili to co powinni? Czasem tak. Ale kurwa... jak często nie. Niezliczona ilość razy.

Él nunca estuvo tan seguro de nada como ella ❤️ྀི
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła brwi, kiedy powiedział, że w takim razie nie powinna go oddawać. I chociaż chciała tego nie rozkminiać, tak jej głowa żyła już własnym życiem. Bo dlaczego miałaby je zostawiać, skoro chciał z nią mieszkać, skoro mieli dzielić to życie w czterech ścianach na pół? Gniotło ją to gdzieś w środku. Ta jego niepewność, a raczej jej niepewność względem jego niepewności. Zagmatwane to było i kurewsko niepotrzebne, bo przecież chcieli tego samego. Gdyby tylko umieli czytać sobie w myślach… Chociaż im dłużej patrzyła w jego oczy, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że tego naprawdę chciał.
Nie jestem w stanie płacić za oba mieszkania jednocześnie — stwierdziła kompletnie szczerze. Chociaż może gdyby chciała, to by mogła, ale po co? Po co miała płacić za mieszkanie, które miało stać puste i tylko czekać, aż ona do niego wróci ze złamanym sercem? Bez sensu, skoro z góry mieli zakłądać, że to nie wyjdzie. Jeśli szli w to w całości, mieli się zaangażować, ona szła all-in. Cała. Bez planu B. A przynajmniej na dach nad głową. Widziała jego rozchylające się już usta, dlatego od razu do niego doskoczyła, przystawiajać twarz do pełnych ust. — I nie — docisnęła palce do miękkich warg. — Nawet nie ma opcji, że ty będziesz płacić. Jak robimy to na poważnie, to dzielimy się po pół — oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu. Chciała też czuć się w tym mieszkaniu jak u siebie, a nie jakby tylko odwiedzała Noriegę. Żeby to osiągnąć, musiała mieć czynny wkład chociażby w czynsz. Odwzajemniła przelotny pocałunek, gładząc czule policzek. — Quiero vivir contigo, MadoxChcę z tobą mieszkać, Madox, te słowa wypowiedziała prosto w jego usta. Z przekonaniem. Żeby nie było między nimi już żadnych wątpliwości. Bo akurat ona nie miała się nad tym zastanawiać. Była pewna tego, co chciała. Chciała jego i życia z nim, z przepięknym, zaręczynowym pierścionkiem na palcu, który nosiła z dumą.
A potem z dumą patrzyła na swojego mężczyznę, kiedy dawał Izce złote porady. Przez moment nawet poczuła się, jakby znowu była w Medellin. Przypomniały jej się te wszystkie skrajne emocje, które jej towarzyszyły. To jak nie wiedziała co zrobić, jak za dużo myślała, a wystarczyło się puścić i dać sobie czuć. A potem przeżyła najlepsze i najbardziej dzikie dwadzieścia cztery godziny pod słońcem. Aż przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa na samo wspomnienie tych wszystkich obłędnych, upojnych chwil. Nagle zapragnęła przyciągnąć go mocno do siebie i wpić się w jego usta bez pamięci, tylko on wciąż nawijał Izie o kierowaniu się sercem, podczas gdy to Pilar już rwało do niego. Lubiła te dzieciaki, naprawdę, ale bywały chwilę, kiedy bardzo chciała, żeby ich nie było. Szczególnie po chwili, kiedy okazało się, że Madox dał kluczyki Marlenie.
Madox — spojrzała na niego wymownie, kompletnie ignorując jego pytanie o to, czy mógł usiąść z przodu. Nie podobał się jej ten pomysł. Za nic się jej kurwa nie podobał. — Serio dasz dziecku kluczyki? Widziałeś jak tu jeżdżą — wychodziła z niej matka, której nigdy nie miała? A może po prostu racjonalny człowiek, który miał schorzenie polegające na snuciu wszelkich scenariuszy tego, co mogło pójść nie tak. A tutaj? Kurwa wszystko. Tylko co ona mogła, jak Marlena już ładowała się za kółko, a Madox na miejsce pasażera. Jeszcze chwilę stała przy aucie i patrzyła jak drzwi zamykają się jej przed nosem.
Mierda — rzuciła wkurwiona bardziej do siebie niż kogokolwiek innego, po czym odeszła auto i usiadła za rudą, prosząc Izkę, by przesunęła się na środek.
Zapnijcie pasy, bo będzie niezła jazda! — rzuciła Marlena, a Stewart tylko złapała więcej powietrza w płuca i naprawdę musiała ugryźć się w język, żeby nic nie powiedzieć. Była na niego zła? Była. Bo pozwalał im na za dużo. Kupowanie im farbek to jedno, zawożenie na plaże to drugie, ale kurwa dawanie im prowadzić? Może Pilar była dziwna, może po prostu ona miała jakieś spaczenia związane z prowadzeniem auta, gdzie nie ufała innym za kółkiem tylko samej sobie? Z Madoxem nie miała problemu, ale przecież w każdej innej sytuacji, szczególnie w pracy, to ona prowadziła. Potrzebowała mieć kontrolę. A teraz nad nimi miała jakaś gówniara.
Z początku szło jej nawet okej. Bez problemu wyjechała z parkingu, chociaż raz szarpnęło jej autem, kiedy zmieniła bieg, nikt oprócz Pilar zdawał się jednak tego nie zauważyć, bo już o czymś zawijali, a Zbyszek zaczął zagadywać Madoxa, jak napisać jesteś piękna po hiszpańsku, bo chciał zaimponować lasce, która miała być na imprezie na plaży. Izka jak zwykle wciskała głowę między siedzenia, przy okazji sięgając do radia, żeby odpalić muzykę.
Kiedy wjechali na autostradę, od razu szło zauważyć, że ruch był gęstszy. Marlena praktycznie od razu przeniosła się na lewy pas, wciskając mocniej pedał gazu, opowiadając o tym jak ścigała się na gokartach w polsce. Ręce zacisnęła mocniej na kierownicy, aż pobielały jej knykcie. Izka usilnie grzebała coś w telefonie, a potem szeroko się uśmiechnęła.
Ale zajebiście — zaczęła, wciąż wciskając nos w wyświetlacz. — Załatwiłam nam jutro wejściówki do tego klubu z lodem!!! — machnęła komórką, pokazując Madoxowi.
Co ty gadasz?! — krzyknęła Marlena i nagle odwróciła się w stronę Izy, jakby też chciała zobaczyć zdjęcia. Trwało to może kilka sekund, jednak wystarczająco długo, by nie zauważyła auta, które przed nimi zaczęło nagle hamować.
Kurwa, hamuj!!! — tym razem to Pilar się wydarła. Serce podeszło jej do gardła. Ruda odwróciła się do drogi, praktycznie od razu wciskając pedał hamulca z całej siły.
Koła zapiszczały, a samochód szarpnął tak gwałtownie, że pas bezpieczeństwa wbił się Pilar prosto w obojczyk. Izka poleciała do przodu, bo oczywiście pasy na środku były tylko w pasie, całe szczęście Stewart w ostatnim momencie przywarła do niej ciałem. Zbyszek coś krzyknał niezrozumiałego, chyba po polsku, a Marlena straciła na moment panowanie nad kierownicą. Potem wszystko działo się już kurewsko szybko: autem zarzuciło, a lewa tylna strona przyjebała w metalową barierkę. Najpierw był huk. Głuchy i rozrywający powietrze, a potem jeszcze trzask szkła, które posypało się na Pilar. A raczej jej bok, bo reszte ciała oraz twarz przyciskała już do dzieciaków, które jakoś chciała przytrzymać w automatycznym instynkcie.
Tysiące drobnych odłamków obsypało jej włosy, ramiona i kark. Poczuła jak kilka z nich wbiło się jej w skórę. Trochę przypominało to pieczenie, jakie wywołały u nich krzaki, gdy przenosiła Aurę, gdy uciekały z Esme.
Auto zatrzymało się pod dziwnym kątem, silnik wciąż pracował do momentu, w którym Madox nie wyrwał się do przodu i nie sięgnął do stacyjki.
No to kurwa nieźle.

Quiero vivir contigo, Madox⛍🏎️. ݁₊ ⊹ . ݁˖ .
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że chciał jej powiedzieć, że za to jego nie musi płacić. Pozwalał tam mieszkać za darmo Debbie, Ricziemu z żoną, a od niej brałby za to pieniądze? Od kobiety, którą kochał i z którą tak naprawdę chciał tam mieszkać? Tylko, że ona już opierała palce na jego ustach, wywrócił oczami, a zaraz uszczypnął ją zębami w opuszek.
- Robimy jak chcesz... - mruknął tylko, ale i tak postanowił, że tym razem będzie próbował jej przeforsować swoje zdanie... Może po zajebistym seksie? Bo to jakoś im tak dobrze wychodziło, wtedy się co do wszystkiego zgadzali.
Chociaż zaraz Pilar też się zgodziła, że chce z nim mieszkać, a Madox od razu uśmiechnął się szeroko, co mogła poczuć na swoich ustach.
-Te decidiste rápidamente - szybko się namyśliłaś, rzucił tylko, ale oni przecież tak działali, szybko się namyślali, szybko zmieniali zdanie, szybko parli na przód. Nie patrząc na to co zostawiali gdzieś za plecami, na jakieś przeciwności losu, które mijali gdzieś po drodze.
Szli ramię w ramię, w zaparte, razem...
Chociaż teraz Madox widział, że Pilar zupełnie nie popierała jego pomysłu z tym, żeby dać prowadzić Marlenie. Bo może to był głupi pomysł? Ale to był Madox, w jego głowie głupie pomysły rodziły się w trzy sekundy, a potem ciężko było je tak po prostu rozproszyć, wybić mu je. Więc nawet kiedy Stewart powiedziała to widziałeś jak tu jeżdżą, to on tylko mrugnął do niej jednym okiem.
- Dobrze będzie... - jeszcze jej powiedział, jakby nigdy nic. A potem już siedział na miejscu pasażera i zapinał pasy. Coś tam jeszcze pokazał Marlenie, jak działają kierunkowskazy, czy wycieraczki, a później to już pozwolił jej prowadzić.
Niby jej pilnował, ale kiedy Zbyszek go zagadał o to jak się pisze po hiszpańsku jesteś piękna, to się do niego odwrócił. Zaraz mu tłumaczył, że ma napisać hola hermosa, ale h przecież było nieme i Zbychu za nic nie mógł tego załapać, bo w Polsce nie mają czegoś takiego, więc musiał od niego wziąć telefon, żeby mu to napisać. W tym czasie Izka coś pokazywała w telefonie, a Marlena odwróciła się, żeby zobaczyć...
Później już wszystko wydarzyło się szybko. Najpierw krzyk Pilar kurwa, hamuj, Madox się szarpnął, żeby sięgnąć do ręcznego, już go chciał zaciągnąć, ale Marlena zahamowała, pas wbił mu się w obojczyk. Chciał sięgnąć do kierownicy, żeby wyprowadzić auto z tego gwałtownego hamowania, ale pas go przytrzymał. A potem ten huk, kiedy Jeep walnął w barierkę i dźwięk tłuczonego szkła. Zdążył się tylko obejrzeć do tyłu, że to poszła szyba od strony Pilar, a serce to mu na moment stanęło, żeby zaraz prawie wyskoczyć z piersi. Od razu się odpiął wyszarpał kluczyki ze stacyjki.
- Ja pierdole... Wszyscy cali? - najpierw sięgnął do Marleny, którą miał najbliżej, ale oprócz tego, że oddychała ciężko wyglądała na to, że nic jej nie jest, pokiwała nawet głową. Madox wyskoczył z samochodu, od razu otworzył drzwi od strony Zbyszka - okej? - Zbychu pobladł, nie mógł wydusić z siebie słowa, ale zaraz z samochodu wypchnęła go Izka, która chyba najlepiej z nich wszystkich zachowała zimną krew - posuń się Zbychu! Pilar jest... - nie dokończyła, bo Madox już pociągnął Zbyszka za ramię, żeby wysiadł, a potem sięgał do blondynki.
- Co jest z Pilar? - Izka wygramoliła się z samochodu szybko, a na jej miejsce już pakował się Noriega, żeby zaraz sięgnąć do Stewart. Klatka piersiowa unosiła mu się w jakimś szalonym rytmie, tak samo zresztą waliło serce, bo jak Pilar się coś przez niego stało, to on się chyba zapierdoli. Sięgnął do niej delikatnie, ale kiedy spojrzał w jej ciemne, błyszczące oczy, to odrobinę mu ulżyło. Odrobinę...
Bo zaraz na jej skórze zaczęły się perlić kropelki krwi, po tych drobnych odłamkach.
- Pilar… ja pierdole - sięgnął do niej, żeby pomóc jej wyjść z samochodu, ostrożnie uważając na szkła.
- Trzeba wezwać pogotowie? - zapytała Izka. A Madox od razu kiwnął głową, że tak. Bo chociaż Stewart wyszła z auta o własnych siłach, to przecież...
No sama mu mówiła kiedyś, że nie można wyciągać samemu szkieł. Zresztą musieli ją obejrzeć. Chociaż na razie robił to Madox przesuwając palcami po jej ramieniu, po bokach, udach, całą ją oglądał, od góry do dołu.
- Nie jest źle... - chyba bardziej do siebie to powiedział niż do niej - wezwiemy pogotowie - rękę oparł gdzieś na jej pasie, ale zaraz ją zabrał, bo Izka jęknęła coś, że nie wie co mówią w telefonie, więc Madox do niej sięgnął, żeby jej go zabrać. Już rozglądał się za jakąś tabliczką, żeby podać na którym kilometrze drogi są. Za nimi też zatrzymał się już jakiś samochód, a facet podszedł zapytać czy potrzebują pomocy. Podszedł do Pilar, bo jednak ona wyglądała najgorzej, bo to z jej strony poszła ta pierdolona szyba. Siedzenie było całe zasypane szkłem. Madox zajrzał do środka rozmawiając przez telefon.
Oczywiście powiedział, że to on prowadził i stracił panowanie nad kierownicą, walnęli w barierkę, jest chyba jeden poszkodowany, bo reszta wyszła z auta bez szwanku. Jeszcze się na koniec kazał pośpieszyć, zanim wrócił do Pilar, ale przy niej już stała cała trójka ich pasażerów i jeszcze ten facet z samochodu, który się zatrzymał, z dziewczyną, która zaraz się odezwała.
- Jestem Anna, jestem pielęgniarką... Juan przynieś apteczkę, obejrzę cię dobrze? - powiedziała spokojnie do Pilar. A Madox rzucił, że on już daje i sięgnął do bagażnika Jeepa, żeby ją znaleźć. Przyniósł ją Annie, która posadziła Stewart w otwartych drzwiach, oczywiście, że Noriega już kucał obok, bo on chyba spanikował tu najbardziej ze wszystkich. Rękę opierał na kolanie Stewart.
- A jak ma jakieś obrażenia wewnętrzne? - zwracał się do Anny, ale ona zerknęła na niego tylko z ukosa.

Porque si algo le pasara a Pilar por su culpa, probablemente se volvería loco 💔
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”