ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oboje się zmienili, wyciągnęli z siebie jakieś takie rzeczy, o które kiedyś może by się nawet nie podejrzewali, bo Madox nie podejrzewał się wcale o dobre serce, ono było czarne i niedobre, pozbawione empatii, bo tak było łatwiej. A czy Pilar podejrzewała się kiedyś o to, że będzie włamywała się do czyjegoś domu? Pewnie też nie.
I może to jednak wcale nie było najlepsze co on z niej wyciągnął, bo jednak to było łamanie prawa, ale też przekraczanie swoich granic, wychodzenie ze strefy komfortu, szaleństwo, które przecież też było potrzebne. Do tego szybszego bicia serc, do tego, żeby oboje mogli powiedzieć, że właśnie wtedy czują, że żyją.
Razem.
Bo osobno zawsze im trochę brakowało. A przynajmniej jemu.
A z nią to już chyba nic. I owszem, jeszcze przed Meksykiem to pewnie by się o to pokłócili, każde starałoby się przeforsować swoje racje, bo przecież oni byli... kurewsko uparci, oboje. Ale właśnie na tym wyjeździe nauczyli się czegoś ważnego. Żeby słuchać tego drugiego, wziąć też pod uwagę jego racje, a przede wszystkim uczucia. I może jeszcze im to nie wychodziło super świetnie, ale kurwa to i tak był ogromny postęp. Wielka zmiana, która zaszła w każdym z nich, a przede wszystkim to w tym, co tworzyli razem, bo ich dzika miłość, która wykiełkowała gdzieś tam na tej równie dzikiej kolumbijskiej ziemi, przecież teraz już rozkwitła w najpiękniejszy możliwy sposób. Wciąż dziki, ale też na swój sposób dojrzały. Taki, gdzie oni ponad wszystko stawiali siebie.
Po prostu bądź, i chociaż wywrócił na te słowa oczami, zaczepnie, to mocniej zacisnął palce na jej dłoni.
- Siempre - bo on już zawsze chciał być z nią, co jej zresztą powiedział, wtedy na tym brudnym zapleczu klubu, że jej nie zostawi, co by się nie działo. I chociaż ona później w niego wątpiła, on w nią też... To to się nie zmieniło. I to, że ją kochał też nie.
A kiedy ona mu odpowiedziała to samo, to od razu się uśmiechnął, miał jej coś powiedzieć, nabrał powietrze w płuca, pewnie coś głupiego...
Ale nie zdążył, bo ona już tą dziką miłość przekazywała mu w pocałunku, agresywnym, intensywnym, słodkim, łączącym ich języki w ognistym tańcu. Przesunął dłońmi po jej plecach po biodrach, a kiedy nakierowała je na pośladki mocniej zacisnął palce. Hacząc nimi o materiał sukienki, kiedy opierał je pewniej, żeby ją podnieść, przycisnąć do siebie jeszcze bardziej. Jeszcze bliżej.
Smakowała obłędnie, a jej gorące ciało, które czuł na sobie, sprawiało, że serce rwało się do niej jak szalone, dłonie błądziły po jej pośladkach, i pewnie gdyby nie to, że stali w szczerym polu, a po drugiej stronie drogi czekała na nich cała ekipa, to by jej nie puścił.
Chociaż on sam złapał łapczywie w płuca powietrze, kiedy się odsunęła, a potem tak samo gwałtownie szarpnął się do niej, aż te jego medaliki wbijały im się w skórę. Chciał jej zamknąć usta kolejnym pocałunkiem, ale kiedy na jego wargach ułożyła te słowa jesteś wszystkim, i jego imię. Jej usta układające się w jego imię... Musiał się odsunąć, żeby to zobaczyć, żeby odszukać jej piękne, czekoladowe spojrzenie. To jego było już ciemne, intensywne, zawieszone tym razem na jej pełnych, gorących wargach.
Słuchał jej. A kąciki jego ust automatycznie uniosły się do góry. Bo... on jeszcze nigdy nie słyszał czegoś takiego, że był lepszy niż cała czekolada świata, świata... Niż te zajebiste żelki mango, i rum z Medellin, a rum z Medellin był najlepszy. I jeszcze lepszy niż najpiękniejsza muszelka, a przecież tak dzielnie je łowiła, te muszelki...
- Lepszy niż naklejka z jaguarem? - musiał zapytać, bo przecież sam jej opowiadał w samolocie, że on całe dzieciństwo szukał tej naklejki z jaguarem. A potem ją znalazł. Z nią.
Może nie był to szczyt romantyzmu, ale... u nich to właśnie chyba był szczyt, te słowa płynące prosto z serca.
Bo on wiedział, że ona mu to powiedziała prosto z serca, którego szybkie uderzenia wciąż czuł na swojej piersi.
- Y tú... tú eres mis buñuelos - a ty... ty jesteś moim buñuelos, to dopiero był szczyt romantyzmu, jakby nazwał ją swoim pączuszkiem. Ale przecież on tak nawijał o tych buñuelos, cały czas, więc w jego słowniku to musiało być muy importante? Lo más importante.
Najważniejsza.
I kiedy znowu na języku czuł jej smak, a pod palcami gładką fakturę skóry, kiedy czuł ten znajomy zapach jej perfum, tak mu bliski, jak żaden inny, to wiedział, że ona też była jego całym światem, albo jego buñuelos.
Nie chciał jej puszczać, wiec kiedy się szarpnęła w dół, to on w pierwszej chwili jeszcze ją podrzucił, poprawił, znowu przycisnął do siebie.
- Możesz mi się oświadczać codziennie - jeszcze się do niej szarpnął, żeby musnąć wargami jej pełne, gorące usta, ale już ją postawił. Już odsunął się, żeby praktycznie czarne już oczy, zawiesić na jej twarzy. Otoczył ją ramieniem, kiedy się zachwiała. I chociaż wierzył, że to te emocje, które oni sobie przekazywali w tych dzikich pocałunkach, we wszystkich słowach i wyznaniach, to oczywiście, że z tyłu głowy była jakaś myśl, jakiś dziwny niepokój. Chociaż nie dał nic po sobie poznać.
- Zdziwiłbym się jakbyś chciała... Wtedy bym cię tam osobiście zawiózł - musiał to powiedzieć, uśmiechnąć się do niej, jakoś pokrzepiająco. Ale oni byli uczuleni na te szpitale. Oboje ich nienawidzili, unikali. Aż dziwne, biorąc pod uwagę fakt, jak często tam bywali.
- A ja pojadę z tobą, dawno nie jadłem tych ohydnych galaretek - rzucił i jeszcze schylił się do niej, żeby musnąć wargami jej policzek, a potem zaczepić zębami za ucho. Ale zaraz już chciał ją poprowadzić przez drogę, chciał...
Bo się okazało, że chorzy mają specjalne względy i podwózkę na baranie. Na barana właściwie. Ale ten baran do Madoxa też dzisiaj pasował, bo kto normalny daje kluczyki jakiemuś dzieciakowi. Poprawił ją sobie na plecach, trzymając mocno. A już po chwili rozejrzał się, kiedy przechodził przez drogę, też postęp, i ruszył do karetki.
- Mam pacjentkę... - rzucił, chociaż coś tam mu już zaczęli nawijać, że to nie zabawa, że pogotowie, że...
- Oświadczyła mi się tam w tym polu... to chyba z tych emocji, kiedy człowiek myśli, że prawie umarł i całe życie staje przed oczami, to czasem po prostu robi się głupie rzeczy... - pokręcił głową, może nawet dalej by nawijał, ale już jakaś lekarka z pogotowia popatrzyła na niego z politowaniem i pokręciła głową, a zaraz już sadzali Pilar na leżance, żeby sprawdzić co z nią. Oczywiście pytali też o to jak się czuje, to znaczy czy nie jest w szoku. Skoro robił te szalone rzeczy. Tylko że... oni cały czas je robili.

tú eres mis buñuelos ୧ ‧₊˚ 🍪 ⋅ ☆❤️
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żadne z nich nie było typem romantynka.
A przynajmniej nie jego stereotypową wersją.
Nie jadali kameralnych kolacji przy świecach, nie kupowali róż czy drogiej biżuterii, nie chodzili na typowo romantyczne randki i nie mówili poetycko o uczuciach. Nie. Oni okazywali sobie uczucia przy śmietnikach i obsranych gaciach na środku plaży, poprzez doszczętne darcie sobie ciuchów do poziomu, w którym nie dało sie ich odratować, zamiast kupować drogie prezenty wymieniali się tym co mieli, tym co już było ich, a o miłości mówili… po swojemu.
Pierwsze ona, kiedy porównywała go do najlepszej czekolady na świecie, do rumu z Medellin, do muszelek, które przecież zapierały dech w piersi i do naklejek — nawet tej z jaguarem! — której on przecież jako dzieciak szukał całe swoje życie.
A potem on, kiedy nazwał ją swoim buñuelos.
I może ktoś normalny, o zdrowych zmysłach, popatrzyłby na niego jak na wariata, powiedział co to kurwa ma znaczyć, ale Pilar doskonale wiedziała, co to znaczyło. Dla niego. I poruszyło ją to bardziej niż najpiękniejsze wyznania miłości pisane przez poetów. Kurwa do tego stopnia, że aż westchnęła głośno z zachwytu, wpatrując się w niego jak w obrazek.
A potem z tym właśnie zachwytem całowała jego obłędnie słodkie usta. Usta na których czuła lody z mango i kawę ze stacji. A do tego niezliczoną ilość miłości i pożądania. Chciała go równie mocno. Nie potrafiła się nim nasycić i z każdą chwilą miała wrażenie, że jeszcze trochę i naprawdę nie będzie w stanie się powstrzymać, oderwać od niego. Musieliby to zrobić siłą.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdzieś pomiędzy pocałunkami, kiedy oznajmił, że mogła mu się oświadczać codziennie, a przyjemny ścisk mięśni spowodował, że jeszcze mocniej zacisnęła na nim nogi. Mogła. Dosłownie mogła to robić codziennie. Nawet tu i teraz.
Madox Andres Noriega… — mruczała prosto pomiędzy jego rozchylone wargi, dysząc głośno. — Quiero que seas mi esposoChce, żebyś został moim mężem, oznajmiła pewnie i bez najmniejszej chwili zawahania. Językiem zahaczyła jego górną wargę, a następnie przejechała po niej po całej długości, by zaraz spić z niej własną wilgoć. — ¿Quieres casarte conmigo?Wyjdziesz za mnie? Chociaż już miała na ręce pierścionek, chociaż wiedziała, że przecież byli siebie pewni bardziej niż kiedykolwiek… serce zabiło jej jak szalone. Był to chyba pierwszy raz, kiedy to pytanie faktycznie padło między nimi. Tak proste i bezpośrednie. Nie tylko te zaczynające się od chce — chce, żebyś była moją żoną, żebyś był moim mężem — ale faktycznie pytanie, prośba o rękę. Zadała je na szczerym polu, kiedy za plecami czekał na nich ogrom ludzi. Czy ją to przejmowało? Ani, kurwa, trochę. Liczył się tylko on. Wszyscy inni mogli się pierdolić.
Chociaż po chwili faktycznie się zlitowali i resztkami sił przestali. Jakimś cudem wyciszyli te szalone serca i prawie czarne już spojrzenia. Ruszyli w stronę pogotowia, a ona na jego baranach. Zanim jednak doszli chociażby do drogi, nachyliła się do jego ucha.
Nie mogę uwierzyć, że tyle oświadczyn za nami, a ja dalej nie dostałam tego specjalnego pieprzenia — wymruczała, z każdym słowem zaczepiajać płatek jego ucha. Bo przecież obiecał jej coś wyjątkowego, jakieś specjalnie sztuczki i co? I wiecznie coś ich goniło, wiecznie przeszkadzało. On dostał przynajmniej zajebistego loda przy prędkości trzysta na godzinę, a ona jedynie mokre majtki.
I teraz też nie było okazji nawet dalej się z nim podroczyć, pozaczepiać go, bo już znajdowali się przy pogotowiu, oczywiście dostając tym samym zjebe za ich bezmyślne zachowanie. Chociaż kiedy Madox powiedział, że Pilar mu się oświadczyła, medycy popatrzyli po sobie zaskoczeni, a potem im pogratulowali.
Ale przecież wy… — zaczęła Marlena, ale w porę Izka wbiła jej łokieć w śledzionę.
Gratulacje wam! — krzyknęła blondynka i jeszcze ich uściskała na pokaz. Zbuchy siedział na brzegu karetki z jakąś przenośną kroplówką. Okazało się, że ze stresu skoczył mu cukier, do tego jeszcze mocne słońce i… prawie zasłabł chłopak, więc dostawał ładnie elektrolitki. Pilar poklepała go po ramieniu i powiedziała, że jest dzielny facet. Trochę chyba mu tym zrobiła dobrze, bo aż się uśmiechnął i nabrał trochę więcej koloru.
W środku fury pogotowia Stewart została położona na leżance i podpięta do masy przyrządów. Pierwsze trzeba było zrobić z nią jakiś wywiad, potem sprawdzali jej wszystkie podstawowe oznaki wstrząsu mózgu, całe szczęście okazało się, że nie ma nic groźnego, chociaż facet powiedział jej, że powinna stronić od podejmowania ważnych życiowych decyzji jak oświadczyny i że to faktycznie mogło być spowodowane lekkim wstrząsem. Oczywiście zignorowała ten komentarz. Po reszcie badań okazało się, że fajnie by było jechać na dalszą diagnostykę, ale nie ma takiej potrzeby, więc logiczne, że… Stewart odmówiła jazdy do szpitala. Proste. Po kilkunastu minutach wyszła z paki i podeszła do Noriegi.
Załatwiłeś mechanika? — bo nie pamiętała, czy w końcu to zrobił. Za bardzo zajęła się uciekaniem w szczere pole. Oczywiście widziała jego spojrzenie i doskonale zdawał sobie sprawę, że mechanik to ostatnie, o czym on chciał teraz rozmawiać.
Wszystko jest git — szturchnęła go w ramię. — Powiedzieli, że nie widzą żadnych niepokojących sygnałów… no oprócz tego, że ci sie oświadczyłam. Ten typ z karetki powiedział, że powinnam to odwołać i sie jeszcze nad tym zastanowić za dwa dni — nawet mu pokazała który. — A i dostałam maść na rany — wyciągnęła przed nim dłoń, pokazując mu niewielką tubkę. — Ciekawe czy jebie tak bardzo, jak ta od twojej ciotki — zaśmiała się. Miała szczerą nadzieję, że nie.

¿Quieres casarte conmigo? 🤵🏻👰🏻💍
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może dlatego to, co ich łączyło było takie wyjątkowe?
Bo on powiedział jej, że jest jego buñuelos, a ona nie stwierdziła, że go pojebało i co to w ogóle znaczy, tylko doskonale go zrozumiała. Wiedziała o co mu chodzi, widział to jej dużych, błyszczących oczach.
W tym pocałunku, w którym kradli sobie oddechy, i oddawali je, dzielili się nimi, oddechami, emocjami, dotykiem, który sprawiał, że skórę nawiedzał przyjemny dreszcz. Wszystkim się dzielili, po równo, po pół, więc kiedy ona powiedziała, że by mu się oświadczyła, on odpowiedział, że mogła to robić codziennie, i on też by mógł. Codziennie rano otwierać oczy z pytaniem na ustach, czy się nie rozmyśliła.
A teraz pytała go o to ona.
Też może ktoś normalny patrząc na to z boku stwierdziłby, że coś tu jest nie tak, że chyba to Madox powinien jej zadać to pytanie. Ale oni się w ogóle tym nie przejmowali. Bo przecież oni wiecznie łamali schematy, wykraczali poza wszystkie granice, robili wszystko po swojemu.
- Sí... - mruknął w jej wargi, które szczypnął zaczepnie zębami - quiero ser tu esposo - chcę zostać twoim mężem, powiedział z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej pięknych, czekoladowych oczach, które w promieniach słońca zyskiwały bursztynową, dziką barwę - quiero que seas mi esposa - chcę żebyś została moją żoną, faktycznie tego chciał, niczego bardziej nie chciał - chcę, żebyś została Panią Noriega, najbardziej gorącą kobietą gangstera w całym Toronto - troszeczkę podkoloryzował, bo do gangstera to mu trochę brakowało, ale przecież ładnie go udawał. A Pilar Noriega i tak brzmiało kurewsko caliente. Musiał jej to powiedzieć. Zaznaczyć, że w Toronto on też wcale się nie rozmyśli i jego to pierdoli co powiedzą inni. Wszyscy inni mogli się pierdolić.
Może nawet cała ekipa przy samochodzie też by mogła... Tylko, że przecież Madox by nie odpuścił, gdyby Pilar nie obejrzał lekarza, chociaż na jej słowa po drodze o tym specjalnym pieprzeniu, to uszczypnął ją gdzieś w pośladek.
- Ale jak w końcu dostaniesz, to dopiero będzie zajebiste... takie wyczekane - nawet odchylił głowę do tyłu, żeby ją zaczepić. Tylko że po chwili już oddawał ją w ręce sanitariuszy, którym ściemniał... Ale właściwie to przecież nie, szczerą prawdę powiedział, bo mu się oświadczyła, i co z tego, że po raz kolejny, że nosiła już na palcu pierścionek, który pokazywała dziewczynom?
Izka zaraz załapała, a nawet zagrała to tak ładnie, że Madox był dumny, pokiwał głową z uznaniem.
Zbycha też poklepał po ramieniu, mówiąc, że mu też było trochę słabo, ale już jest dobrze. Nie było, no chyba, że na tym polu, ale to za sprawą tych ognistych pocałunków, a nie samego wypadku. Chociaż kiedy wyrzucili go z karetki, do której chciał wejść z Pilar i poszedł ocenić wreszcie straty, stanął przy tym rozwalonym samochodzie, oglądając wgnieciony bok i szybę rozbitą w drobny mak, to zrobiło mu się trochę słabo. Wyglądało to źle, i tak dobrze, że tak się skończyło. Juan dał mu numer do tego mechanika, a on jeszcze zadzwonił do wypożyczalni opowiadając co się stało. Po prostu stracił panowanie nad kierownicą, dzieciakom też kazał w razie czego trzymać taką wersję, nie chciał żeby jakaś małolata miała przez niego problemy, a on... I tak wiecznie łapał dużo punktów karnych, chociaż nie było policji, może jak zapłaci za szkody, to obejdzie się bez?
Porozmawiał na ten temat z Juanem, który mu powiedział, że w Meksyku nie ściąga się policji tak do wszystkiego, a już zwłaszcza do takich rzeczy. No i świetnie.
Świetnym gościem okazał się też mechanik Juana, bo nie dość, że obiecał przyjechać po samochód lawetą, to jeszcze im podstawić auto zastępcze. W wypożyczalni powiedzieli, że jak to załatwi na własną rękę, to też nie będą robić mu problemów. Madox coraz bardziej dochodził do wniosku, że kocha Meksyk.
Chociaż i tak bardziej to kochał Pilar, bo kiedy tylko wyszła z karetki, to jego serce wyrwało się do niej jak szalone, i on też się szarpnął, zaraz już stał obok niej, a ciemne tęczówki zawiesił na jej oczach. Uniósł jedną brew, kiedy zapytała o tego mechanika.
- Na pewno? - zapytał i zerknął w kierunku karetki, tego typa, co jej się kazał zastanowić - może ma rację? Na wszelki wypadek zapytam cię jeszcze za dwa dni - przysunął się do niej, tak, że mógł jej zajrzeć przez ramię na rękę, na której wyciągnęła maść - jak nie jebie to na pewno nie działa - mruknął jej do ucha i już sięgał dłonią do jej biodra, żeby ułożyć na nim palce, żeby przyciągnąć ją do siebie tak, że jej plecy oparły się o jego klatkę piersiową - ale i tak mogę cię posmarować - wypuścił powietrze nosem, tak, że jego ciepły oddech spoczął za jej uchem - no i mam niespodziankę... - rzucił zaczepnie, ale zanim zdążył jej powiedzieć jaką, to karetka odjechała, a Juan z żoną przyszli się pożegnać i życzyć im wszystkiego dobrego. Oni też im pożyczyli, pięknie podziękowali, nawet Madox dał im butelkę rumu z Medellin... którą oczywiście podpierdolił matce i miał w bagażniku.
Dzieciaki porozsiadały się na barierkach, Zbychu znowu zajął się telefonem, pewnie opisywał swojej nowej koleżance ten wypadek, bo jak wcześniej był bladziusieńki, to teraz miał wypieki na twarzy. Marlena się trochę przejmowała, ale Izka ją pocieszała, a Madox posadził Pilar w otwartych drzwiach Jeepa i kucnął przy niej.
- No i ten mechanik obiecał podstawić nam auto zastępcze, poprosiłem go o automat - sięgnął do jej kolana, żeby ją zaczepić. To miała być ta niespodzianka, tylko wcześniej nie miał jej jak powiedzieć - chociaż mam nadzieję, że dzisiaj już nie będziemy nigdzie jeździć, tylko w końcu na plażę - schylił się, żeby na jej kolanie złożyć kilka pocałunków, musnąć gładką skórę wargami - ale może jutro? Sami - podniósł na nią spojrzenie.
Może jeszcze by ją trochę pozaczepiał, ale akurat podjechała laweta, a za nią ładne, czerwone BMW M8, takie jak auto Madoxa, tylko w kabriolecie. Noriega aż się wyprostował, a zaraz rozmawiał z mechanikiem. W końcu zakręcił na palcu kluczykami od beemki i oznajmił, że muszą poprzekładać rzeczy z Jeepa, od razu zajęły się tym dzieciaki, wiec w zasadzie Madox i Pilar znowu mogli się poobściskiwać tym razem na czerwonej masce BMW.
- Teraz już będę grzecznie prowadził, będziesz mogła poczytać książkę, czy coś... - ciekawe czy jakąś miała, no i ciekawe czy Madox się tak będzie trzymał swojego postanowienia.

Pilar Noriega - La gánster femenina más sexy de todo Toronto💥🔥✨❤️‍🔥
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najbardziej gorącą kobietą gangstera w całym Toronto brzmiało w y b o r n i e.
I pojebanie. Bo przecież w tym samym czasie ta najbardziej gorąca kobieta gangstera była śledczą w policji. I to nie żadnym kretem, a pełnoprawną policjantką.
Zdawała sobie sprawę, że ich decyzje będą z pewnością miały swoje konsekwencje w Toronto. Dla niej i dla niego. Nie było takiej mocy, która powstrzymałaby półświatek przed dowiedzeniem się, że Madox bratał się z psem. Martwiło ją to, chociaż póki byli w Meksyku starała się odciągać nieprzyjemne myśli na bok. Nie chciała fiksować się na tym, co mogło się stać, gdybać, bo przecież to i tak by nic nie dało. Tak samo to, co powie Eliot po powrocie. Wiedział już, że byli razem. Cała ta sprawa z Pablo odkryła ich — marne swoją drogą — udawanie. Poniesie tego konsekwencje? Odsunie ją od pewnych spraw, by jej dopiec? Była na to gotowa.
Tak samo jak gotowa była na to wyczekane specjalne traktowanie kobiet, które miały na palcu pierścionek zaręczynowy. Podobało jej się, że kiedy już dostanie będzie zajebiste. Akurat co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Wszystko co z nią robił, było za-je-bi-ste.
Szkoda tylko, że zaraz musiał zaprzestać nawet zaczepianie jej, bo musiała udać się do karetki na badanie. Całe szczęście prędko okazało się, że nic jej nie było. I dobrze. Bo bardzo liczyła na imprezę na plaży. Już wystarczająco czasu im zeszło z dzieciakami na stacji i w sklepie plastycznym, a teraz jeszcze tutaj, było grubo po południu, więc raczej o pływaniu na desce mogli zapomnieć. Ale przynajmniej wciąż mieli szansę zdążyć wymalować się przed imprezą.
Popatrzyła na niego z rozbawieniem, kiedy oznajmił, że koleś z karetki mógł mieć rację i dla pewności spyta ją jeszcze za dwa dni, czy na pewno chciała za niego wyjść.
Zapytaj, zapytaj, może zdążę się rozmyślić — oznajmiła z poważną miną, ale tylko na kilka krótkich sekund, bo zaraz parsknęła głośno. — Kogo ja próbuje oszukać — przewróciła oczami. W życiu nie była niczego tak pewna, jak tego, że to z nim chciała być. Siempre. Już mniej przekonana była co do maści, która niby powinna jebać. Aż skrzywiła się na twarzy, przypominając sobie ten obrzydliwy smród z Medellin. — Jakbym wiedziała, że to będzie jebać, to jednak rozważyłabym hospitalizacje — spojrzała jeszcze za karetką, ale ta już odjeżdżała. Może nie na sygnale, może gdyby rzuciłą się w pogoń i zaczęła machać, to jednak by się nad nią zlitowali, ale z drugiej strony… gorsze rzeczy wytrzymywała. Szczególnie, że Madox miał dla niej jakąś niespodziankę.
Kiedy Madox żegnał się z Juanem i Anną, dając im rum z Medellin, Pilar wgrzebała się do środka samochodu, by wyciągnąć ostrożnie z tylnego siedzenia swoją torebkę. Trzepała ją z nadmiaru szkła, uważając, by nie zrobić sobie przy tym więcej ran. Tym razem z pozytywnym skutkiem, chociaż trzeba było przyznać, że stan jej skóry, szczególnie na ramionach, podczas tego wyjazdu był… kiepski. Kurewsko zły nawet. Wszędzie miała zadrapania. Jak nie od krzaków, które poraniły ją do samej krwi, to teraz jeszcze po szkle z samochodu. Jak nic będą z tego blizny. Całe szczęście, że nie fiksowała się jak pojebana na punkcie swojego wyglądu, bo chyba zaczęłaby chodzić w golfach.
Przysiadła na brzegu fotelu spuszczając nogi na asfalt, przy łapiąc ciemne spojrzenie Noriegi, gdy przy niej przykucnął i opowiadał o samochodzie zastępczym, które załatwił.
Zajebiście — skwitowała, słysząc, że będzie to automat, chociaż szczerze? Po tym całym wypadku trochę jej przeszła ochota na zabawy w samochodzie, a przynajmniej na razie. — Nigdzie już dzisiaj nie jedziemy. Prosto na plażę! — to nawet nie podlegało dyskusji. Nawet jakby te dzieciaki błagały ich, żeby zrobić jakiś postój — pierwsze wysadzali ich na plaży, a potem mogli sobie robić co chcieli. Kolejność była finalna i bez możliwości zmiany. A każda anomalia od teraz byłaby przez nią niepodważalnie ucinana. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy dodał to, że jutro będą sami, a spomiędzy jej warg wybrzmiało głośne westchnięcie. — Me gustaría Chciałabym. To nie tak, że była zmęczona ludźmi, ale było ich za dużo dookoła. Nawet kurwa śniadania nie mogli zjeść w spokoju, bo pojawiła się tam Giulia z Matteo. Dobrze że chociaż udało im się ich finalnie spławić, wmawiając jakąś pojebaną chorobę z napromieniowaniem.
BMW, które podjechało po chwili wraz z lawetą było piękne. Krwiście czerwone, błyszczące w słońcu, które chociaż już nie prażyło swoim najbardziej intensywnym blaskiem, to i tak ogrzewało ciepłymi promieniami. Uśmiechnęła się pod nosem. Czerwony faktycznie był ich kolorem. Nawet jak się nie starali za bardzo, to i tak im towarzyszył. Pozwoliła mu się posadzić na masce i przełożyła dłonie za plecy, wyrzucając głowę do tyłu. Złapała kilka głębszych wdechów, a kiedy Noriega oznajmił, że tym razem będzie jechał tak ostrożnie, że Stewart będzie mogła sobie poczytać książkę, prychnęła głośno.
Żebym jeszcze jakąś ze sobą wzięła — pokręciłą głową na boki, czując jak długie, lekko kręcone włosy suną po czerwonej masce i dopiero po chwili przeniosła na niego spojrzenie. — Raczej planowałam nieco inne aktywności — podzieliła się z nim, przy okazji splatając nogi za jego pośladkami, żeby przyciągnąć go bliżej siebie. Tylko co z tego, jak nawet nie zdążyła zrobić nic więcej, bo obok już stała Marlena.
Wszystko przepakowaliśmy — oznajmiła z delikatnym uśmiechem na twarzy, chociaż zaraz spojrzała jakoś niepewnie na Stewart. — Sorki Pilar jeszcze raz. Naprawdę nie chciałam — widać było, że ją to gryzło. Czuła się winna i Pilar nie była w stanie tego po prostu ignorować. Nachyliła się do przodu, by złapać jej rękę.
Jest okej, naprawdę — starała się, by jej głos brzmiał wystarczająco stanowczo, ale w tym samym czasie czule, bez najmniejszej pretensji. — Ale pamiętaj, że jak prowadzisz i szczególnie jak nie jedziesz sama, to musisz być bardziej uważana. Wiesz, wtedy odpowiadasz też za innych, nie tylko za siebie jak podczas wyścigów — nie planowała jej matkować, a jednak wyszło z tego pewnego rodzaju pouczenie. Nie złośliwe, bardziej po prostu szczere. Chciała, żeby Marlena wyciągnęła lekcję z tej sytuacji. Teraz nikomu nic się nie stało, ale następnym razem mogłaby nie mieć tyle szczęścia. — Okej? — dopytała dla pewności, zaglądając w zielone oczy rudzielca.
Tak, ¡Por supuesto! — rzuciła już bardziej radośnie, a nawet zasalutowała.
To super — przynajmniej tą sprawę miały wyjaśnioną. — To ładujcie się do auta i jedziemy — zsunęła się z maski, wpadając na ciało Madoxa, które przytrzymała przy sobie na chwile dłużej. — Nie ma co tu ślęczeć na tej drodze — dodała i jeszcze na odchodne, na krótką chwilę wdarła się palcami pod materiał kolorowej koszulki i przejechała wzdłuż jego biodra paznokciami. Tak w ramach czystej zaczepki, żeby miał o czym myśleć, jak będzie prowadzić. Ostatnie spojrzenie w pięknem, brązowe oczy… i w końcu ruszyła do środka, zajmując miejsce pasażera i zapinając pasy. No to na plażę!

Vamos a la playa! 𓂃 ོ⋆☀︎𓂃⛱
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógł ją o to pytać codziennie, i kto wie czy nie będzie tego robił, bo przez ostatnie trzy dni oni się sobie oświadczali na zmianę. Miotały nimi tak silne emocje, tak skrajne czasem uczucia, od miłości, do nienawiści, tego te odio padającego gdzieś w momencie, w którym doprowadzali się do szału. A potem godzili też doprowadzając na skraj, w zupełnie odmienny sposób, z te amo na ustach. Te quiero w którego rytmie biły ich serca.
Wywrócił oczami na to jej może zdążę się rozmyślić, a na kolejne słowa, te jego ciemne tęczówki wpatrzone w nią już były intensywnie. Z tą całą miłością, którą do niej czuł, z którą na nią patrzył, chyba nawet jak się na nią gniewał, to jednak oczy mówiły coś zupełnie innego.
- I tak smarowali by cię tym samym, tylko może ten gościu z karetki? - uniósł jedna brew jeszcze zerkając za odjeżdżającym ambulansem - a tak to zrobię to ja i nakleję ci kilka plasterków... - nawet jej pokazał te plasterki, które trzymał w ręce, jakieś w kolorowe wzorki, rybki tym razem. Zarąbał je z karetki?
Nie no, nie. Poprosił o nie i kiedy ratowniczka chciała mu dać zwykłe, to zapytał czy nie mają czegoś kolorowego. I tak dostał rybki, całe opakowanie. Był nawet rekin, którego musiał pokazać Pilar.
A późnij już dziękował ładnie Juanowi i Annie, pomachał jeszcze im zanim kucnął przy Stewart. Ciemne tęczówki przesunęły się po jej ramionach, po tych wszystkich szramach, które przecież zrobiła sobie przez niego. Przysunął się do niej, żeby palcami przesunąć po jej nodze a przy okazji jej powiedzieć o niespodziance.
- A jutro cały dzień plaża, i tylko zakopywanie w piachu i deska - mieli to robić dzisiaj, ale teraz już chyba musieli przesunąć na jutro. Nie określili się kiedy wracają z tego Meksyku, chociaż... znając ich to wszystko się mogło wyjebać w jednej chwili, te plany na deskę i kopanie dołów w piachu też, ale można było sobie pomarzyć. Chociaż przez chwilę.
- Teraz to nawet jakby stopa łapała... Shakria, to jej nie biorę - jeszcze się do niej przysunął, bliżej, bo on też chciałby już spędzić trochę czasu sam na sam z nią.
Tylko, że zaraz już wstawał, bo podstawili im auto.
Zdecydowanie czerwony był ich kolorem, a kiedy Pilar siedziała na tej karminowej masce, a jej ciemne kosmyki musnęły karoserię, to Madox nie mógł się na nią napatrzeć. Bo przecież oni już wcześniej planowali sobie, że zaliczą pierwszy raz Pilar w samochodzie, więc te inne aktywności sprawiły tylko, że mruknął jej w usta, gdy tak go do siebie przyciągnęła, wytatuowane palce opierając już na jej gorących udach.
Tylko, że no tak, właśnie, obok już stanęła Marlena, a Noriedze przez myśl przeszło, czy jakby ich tutaj wyrzucili, to znowu staliby trzy godziny i łapali stopa?
Zaraz jednak dziewczyna zaczęła przepraszać i Madox już otworzył usta, żeby jej powiedzieć, że to jego wina. Ale chyba to co powiedziała Stewart jednak było lepsze, płynęła z tego jakaś nauka. Popatrzył na nią z ukosa, a rękę przesunął gdzieś na jej plecy, żeby musnąć je palcami. A kiedy ruda zasalutowała i sobie poszła, żeby zapakować się z resztą do auta, to on jeszcze sięgnął do dłoni Pilar.
- Ja też już będę pamiętał, żeby następnym razem się zastanowić, ale... jakby jeszcze kiedyś przyszło mi do głowy coś tak pojebanego, to proszę cię, możesz mi to wybić siłą, tylko bez łamania nosa - jeszcze się do niej pochylił, żeby musnąć wargami jej ramię, delikatnie. Zdecydowanie delikatniej niż jej paznokcie sunące po jego skórze, po plecach przeszedł mu przyjemny dreszcz, aż nabrał mocniej powietrze w płuca. Ale faktycznie trzeba było wsiadać.
- Pasy - rzucił tylko do wszystkich Madox, sam też je zapiął, odpalił auto i przygazował, bo silnik mruczał bardzo znajomo.
Chociaż to jak teraz prowadził Noriega było zupełnie inne od tego, jak robił to zawsze. Jakby go podmienili. Używał kierunkowskazów, nie wymijał w niedozwolonych miejscach i nawet nie dociskał gazu do dechy, bo przecież nie jechał sam. A jednak nie mógł odmówić sobie tego, żeby ta wolna ręką nie wylądowała miękko na kolanie Pilar. Nie zaczepiał jej, po prostu muskał palcami gładką skórę.
Na plażę dojechali dość szybko, bo właściwie większość drogi i tak pokonali już przed wypadkiem. Tym razem Madox też zaparkował równiutko na jakimś wolnym miejscu, nie gdzie bądź, tylko znalazł wolne miejsce i ustawił auto wzdłuż linii. Trochę się chyba jednak nauczył. Dzieciaki zresztą też, bo przez resztę drogi zajęli się sobą i nie wychylali do przodu. Dopiero kiedy zaczęli wysiadać, to każde po kolei im dziękowało, przepraszało i życzyło wszystkiego dobrego. Zbychu powiedział nawet, że nigdy czegoś takiego nie przeżył i pewnie to zapamięta do końca życia, jaka Pilar jest dzielna, i że jest jego super bohaterką. Dziewczyny zaraz też zaczęły mu przytakiwać.
- Wcale się nie dziwię, że Pilar jest policjantką, nie znam drugiej takiej odważnej dziewczyny - rzuciła Izka.
- Bo dziewczyny są najlepsze, nie to co Zbychu, który prawie zemdlał... - dodała Marlena, na co Zbyszek powiedział coś tam po polsku i zaczęli się znowu dochodzić w tym śmiesznym języku.
Madox nic nie rozumiał, ale to nawet dobrze, bo on w tym czasie odciągnął Stewart na bok.
- Chcesz jechać do Esme trochę się ogarnąć, czy zostajemy tutaj? - no bo skoro już mieli te dzieciaki z głowy. Chociaż jeszcze mieli się z nimi pomalować. Zresztą Madoxowi wpadł jeszcze jeden pomysł - bardzo będzie źle, jak ich zaproszę na obiad? Bo wiesz... wszyscy się tam obsrali w tym aucie, to może byśmy chwilę wyczilowali w jakiejś knajpie na plaży, a potem oni się pomalują, a my... Zajmiemy się sobą? Albo dam im na obiad, niech sobie coś kupią... a my też coś zjemy, a potem się spotkamy przy samochodzie? - zaproponował. Bo jednak Madox to może za bardzo sobie pozwalał wchodzić na głowę?
Ale z drugiej strony to on taki był, mógł się zarzekać, że go ludzie nie obchodzą i wszystkich ma gdzieś, ale nie miał. Nigdy nie miał, chociaż kiedyś trochę bardziej to ukrywał, lepiej udawał. Ale przy Pilar to jednak nie musiał. I to było najlepsze, że mógł być sobą.

Finalmente nos cuidaremos a nosotros mismos ‧˚꒰🍷💋ྀིྀི ꒱༘‧
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”