-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na szczęście rozmowa szybko skręciła na Jetta, czyli temat o wiele przyjemniejszy. I tutaj Teddy mogła się rozgadać bez końca. Gdy tylko padło jego imię, w jej głowie otwierała się cała lista powodów, dla których Donovan był świetnym facetem. Oczywiście nie był święty, bo czasami potrafił doprowadzić ją do szału swoją głupią gadką albo jakimś wyjątkowo szczeniackim żartem, który uważał za szczyt komediowego geniuszu. Ale z drugiej strony, czego właściwie można było się spodziewać po facetach? Istniała przecież stara, naukowo potwierdzona teoria, że mężczyźni dojrzewają mniej więcej do szóstego roku życia, a potem już tylko rosną. I Donovan był na to podręcznikowym przykładem. Rósł. I to porządnie. Chłop był wysoki jak dąb i wyglądał tak, jakby ktoś stworzył go specjalnie po to, żeby ratował ludzi z płonących budynków. I trzeba było przyznać, że działało to na jego korzyść. Kobiety zazwyczaj przepadały za wysokimi facetami. Dla samej Darling wzrost nigdy nie był żadnym wyznacznikiem. Wystarczyło spojrzeć na April. April była od niej niższa o dobre pół głowy, a Teddy uważała, że to najbardziej urocze na świecie.
— Uwierz, ale kogoś, kto pracuje od dziewiątej do piątej i ma wolne weekendy, to może być problematyczne — prychnęła na wspomnienie swoich poprzednich relacji. Ile się nie nasłuchała o tym, że pewnie ma kogoś na boku albo siedzi z kolegami. A wszystko tylko po to, żeby nie spędzać czasu z kimś, na kim jej zależało. To strasznie głupie.
Rozpromieniła się cała, kiedy Iris potwierdziła, że Darling może dać Donovanowi jej numer. Dwa razy nie trzeba było jej tego powtarzać.
— Spacer brzmi fantastycznie — pokiwała entuzjastycznie głową. — Kapitan Sniff to najlepszy pies na świecie! — dodała i znów wyciągnęła telefon, żeby pokazać jej kilka fotek brązowego labradora. A potem uśmiechnęła się zawadiacko, kiedy usłyszała, czy robiła jakieś podchody w drugą stronę. — Może tak, a może nie. Zresztą, jakie to ma znaczenie? Boisz się, że nagadałam na ciebie jakieś bzdury? — zaśmiała się i przybrała na macie pozycję do planka.
Iris Valentine
-
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiŻeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- To na szczęście nie jestem ja. – przyznała bezproblemowo, chociaż jednocześnie nie wpadła na to, że w przypadku pary o nieregularnym trybie pracy logistyka może być jeszcze trudniejsza. Przecież wystarczyło spojrzeć na nie! Skoro z Darling miały problem zgrać grafiki to, co dopiero w przypadku jakichkolwiek randek? Ale cóż… to był problem na inną okazję! Najlepiej na nigdy. I uśmiechnęła się pod nosem, gdy przyjaciółka pokazała jej kolejne zdjęcia, tym razem psa. Oczywiście, że zdjęcia piesków zawsze rozmiękczają… i Valentine również rozmiękczyły – tym bardziej, że całe życie marzyła o tym, żeby mieć psa. Najpierw nie pozwalał jej na to ojciec, później nie miała warunków, później wyjechała z kraju, później chorowała a teraz pracowała w tak nieregularnych godzinach i tak bardzo unikała siedzenia we własnych czterech kątach, że nie potrafiłaby skazać czworonoga na takie życie.
Ściągnęła mocniej czoło i przez chwilę przyglądała się trenującej przyjaciółce. I to było po Iris w i d a ć – Oczywiście, że ma znaczenie! – wypaliła w końcu nadal przyglądając się Darling trochę spode łba, bo co to w ogóle znaczyło, że może tak, a może nie… jak jej zdaniem to miało nie mieć znaczenia?! – Po pierwsze chce wiedzieć, czy opowiadasz swoim znajomym z pracy o mnie, tak jak mi opowiadasz o nich… a po drugie skąd ci się w ogóle wziął ten pomysł, że ja mogłabym chcieć się z nim spotkać albo on ze mną. I jestem ciekawa JAKICH bzdur mu naopowiadałaś. A może też po prostu potrzebuję podpompować własne ego… – zakończyła już zdecydowanie niepoważnie i wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pod pewnymi względami ona i Iris były do siebie zaskakująco podobne. Zwłaszcza jeśli chodziło o podejście do adopcji zwierząt. Obie uważały, że to decyzja, której nie podejmuje się pod wpływem impulsu ani chwilowego kaprysu. Teddy też marzyła o psie właściwie od zawsze. Miała w sobie coś z golden retrievera zamkniętego w ludzkim ciele. Była ciepła, lojalna, pełna energii i łatwo przywiązywała się do ludzi. Ale z jej trybem życia przygarnięcie psa po prostu nie wchodziło w grę, bo w domu raczej bywała niż faktycznie w nim była. Nawet gdyby zamieszkała z April, nie chciała zrzucać na nią odpowiedzialności za czworonoga. Wiedziała, ile pracy i zaangażowania to wymaga. Nie potrafiłaby żyć ze świadomością, że to ktoś inny przejmuje większość tych obowiązków tylko dlatego, że ona nie miała na to czasu. Poza tym Finch była zdecydowaną kociarą. I Teddy doskonale wiedziała, jak to się skończy! Wystarczyłoby kilka odpowiednio dobranych argumentów, jedno urocze spojrzenie, może zdjęcie jakiegoś puchatego znajdy ze schroniska, a ona uległaby bez większego oporu. Zgodziłaby się na kota szybciej, niż zdążyłaby to przemyśleć. Miała zdecydowanie zbyt miękkie serce. Coraz częściej dochodziła do wniosku, że powinna nad tym popracować. Tylko że to, w teorii, zawsze wydawało się dużo prostsze niż w praktyce.
Nie mogła powstrzymać się od śmiechu, kiedy zobaczyła minę Iris. Czy ona naprawdę uważała, że nawciskała Jettowi jakiegoś kitu, żeby zechciał się z nią umówić? Głupia!
— Luzuj majtki, Valentine — pokręciła głową z lekkim politowaniem. — Wyrażałam się o tobie w samych superlatywach. Naprawdę! Donovanowi i tak powinno wystarczyć to, że się ze mną przyjaźnisz — wypięła dumnie pierś, przekonana o swojej zajebistości. — Powiedziałam mu, że jesteś mądra i zabawna. Nie musiałam zapewniać, jaka jesteś śliczna, wystarczyło kilka zdjęć. Moooże przypadkiem pokazałam mu twojego Instagrama? Nie mógł się ze mną nie zgodzić — puściła do niej oczko. — Och, musisz mi po prostu zaufać. Ufasz mi, Iris? — spojrzała na nią, zanim zerknęła również na zegarek. Powinny przejść do jakiś bardziej wymagających ćwiczeń, a potem skoczyć na jakieś dobre żarcie.
Iris Valentine
-
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiŻeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
I wcale nie zluzowała majtek, gdy usłyszała, że to właśnie powinna zrobić. Jeszcze mocniej zmarszczyła brwi. I to nie tak, że nie wierzyła w to, że Teddy mówiła o niej w superlatywach. Po prostu stresował ją fakt, że coś o niej mówiła, a ona nie wiedziała co! Bo mądra i zabawna? To naprawdę były ostatnie rzeczy, którymi sama by się określiła! Chociaż z drugiej strony sama nie wiedziała jakby się określiła. Niemniej i tak wyglądała jak naburmuszona pięciolatka – Po prostu zastanawiam się, czy to nie ten moment, w którym powinnam pożałować, że za mało wypinam tyłek na Instagramie. – mimo wszystko, mimo swojego naburmuszenia i tego, że Teddy po prostu jej nie powiedziała, co powiedziała – i tak sobie zażartowała i uśmiechnęła się pod nosem – I oczywiście, że ci ufam. I ufam też, że nie przyszłyśmy się tu obijać, więc dosyć gadania. – sama podniosła tyłek z maty i zdecydowanie był czas przejść do bardziej wymagających ćwiczeń. Rozmowa była tylko dodatkiem! Chociaż Iris jeszcze chętnie wypytywała przyjaciółkę o sprawy z April, bo zdecydowanie wolała omawiać życie uczuciowe Darling niż swoje.
/koniec!
teddy darling