Ech ten Ticiano.
Madox aż wywrócił oczami.
Ale zaraz dziewczynka powiedziała, że jest świetna w dotrzymywaniu tajemnic i tym razem Tio spojrzał na swojego kumpla, a Madox się uśmiechnął. On był w tym mocno średni, dużo gadał, czasem za dużo. Już raz prawie wygadał wszystkim gdzie jest ta ich tajna baza. Teraz bardziej się pilnował, ale i tak gdyby ktoś zapytał Ticiano, to pewnie by powiedział, że jego przybrany brat nie jest za bardzo godny zaufania.
Madox też miał wątpliwości, co do tej małej.
Ale jak widać Ticiano wcale ich nie miał, bo już zaraz wlepiał w nią ciemne oczy i chciał coś powiedzieć. Powiedziałby, pewnie, że jej wierzy, ale Madox go szturchnął łokciem w bok. Jeszcze chwilę się zastanawiali, a nagle ona wypaliła z przysięgą śliny. Tio uniósł obie brwi, a Madox od razu się wyszczerzył.
- Ta na pewno, już widzę... - zaczął, bo przecież on by nie uwierzył, że on zrobi z nimi taką przysięgę. Ale zaraz to zobaczył na własne oczy. Jak brunetka namelała sobie na rękę, aż otworzył usta ze zdziwienia. Bo dziewczyny nigdy nie pluły, a już na rękę zwłaszcza. Tio popatrzył na swojego kumpla, a potem na dziewczynkę, no bo chyba to już musiało coś znaczyć? Taka przysięga.
I teraz to Madoxowi aż oczy zabłyszczały, a zaraz bez żadnego zawahania, zastanowienia, napluł sobie na rękę i zbił z nią piątkę, aż ich ślina wymieszała się na ich rękach. Tio jeszcze nad tym myślał, ale oboje wpatrywali się w niego ciemnymi oczami, więc w końcu też splunął na swoją dłoń, a trochę śliny skapnęło mu po brodzie.
Madox od razu parsknął śmiechem, ale kiedy Ticiano spojrzał na niego z wyrzutem, to zaraz się zamknął, pokiwał głową.
Tio najpierw przybił piątkę dziewczynce, a potem Madoxowi, który też wystawił rękę.
- Dobra... to chodźcie - tylko zamiast do chaty to oni ruszyli do tego wielkiego drzewa. Na pniu tak szerokim, że nawet jakby we trójkę złapali się za ręce, to by go nie objęli, gdzieniegdzie poprzybijane były deseczki. Jakaś nietypowa prowizoryczna drabinka, po której Madox zaraz zaczął się wspinać, nawet nie czekając na nich.
Tio za to stanął pod drzewem, spojrzał na brunetkę i uśmiechnął się do niej.
- Jest jak małpa, dlatego on zawsze tam włazi pierwszy - wyjaśnił jej, coś w tym było, że Madox wszędzie pchał się pierwszy, na drzewo, na dach, na płot. I miał w sobie chyba coś z małpy, bo już po chwili zrzucał im z góry drabinkę z powiązanych lin. Tio przepuścił przodem dziewczynkę, a kiedy przeszła przez dziurę w drewnianej podłodze zbitej z desek, to znalazła się w tej ich tajnej bazie na drzewie. Nie był to typowy domek, na górze zamiast dachu rozciągnięta była przezroczysta, gruba folia, chroniła przed deszczem, ale widać przez nią było niebo, gdzieś między liśćmi drzewa. Ściany zbijane były z desek, trochę koślawo, ale wisiały też na nich różne plakaty, na jednej znajdował się jakiś stary regał, który sami tu przywlekli, a na nim różne zabawki. Pod jedną ze ścian stał stary, wysłużony fotel, który też znaleźli i dwa dni go tutaj transportowali, ale się udało. Madox już na nim siedział, w rękach trzymał jakiś komiks, który oglądał.
- Ticiano! Plakat ze Spidermanem! - machał rozłożonym plakatem w kierunku Tio, który stanął koło brunetki.
- Madox zejdź jej... - powiedział spokojnie Tio, a Madox wbił w niego ciemne spojrzenie.
- Co? Nie... - rzucił zaraz i wcale nie miał zamiaru wstawać, ale Tio już do niego podszedł, a zaraz pokazywał na jej zdarte kolana.
- Złaź trzeba jej opatrzeć kolana - powiedział. A Madox się skrzywił.
- Pielęgniarka się znalazła... - mruknął, ale wstał, zajął się wyrywaniem z gazetki plakatu lądując z nią na ziemi. Ticiano za to pokazał ich nowej koleżance fotel, a sam poszedł po apteczkę. To była zabawkowa apteczka i mieli tam właściwie tylko plastry i wodę utlenioną, którą Madox nazywał wodą uklejoną, ale co więcej im było potrzebne? Kiedy to były najczęściej pozdzierane kolana, albo drobne skaleczenia.
Agáchate, necesita que le venden las rodillas