-
Bo jest un poco loco - wypalił od razu Ticiano, a Madox na to wywrócił oczami. Bo co miał jej powiedzieć? Że jego mama zamiast się z nim bawić, jak robiła to kiedyś, to tylko wiecznie się kłóci z jego ojcem?
-
Ona po prostu nie umie obierać mango - stwierdził z poważną miną. Chociaż przez myśl mu przeszło, że ciocie częściej się z nim bawią i wołają go na obiad z Tio, niż jego mama. Ale może tak po prostu musiało być? Ciotki też były fajne, chociaż dużo się wydzierały i kazały mu chodzić do kościoła i często ciągnęły go za uszy.
Na kolejne słowa dziewczynki, Madox podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć.
-
Bo byłaś taka... - wypalił, ale Tio jakby mu czytał w myślach i walnął go łokciem w bok. Mocno, aż Noriega wypuścił powietrze z płuc ze świstem. Madox to dopiero nie miał filtra, gadał za dużo, bezczelnie i po prostu był złośliwy, taki charakter i teraz też jej chciał zapytać czy była taka brzydka? Chociaż wcale nie była, miała ładne ciemne oczy. Podobne do tych jego. A może chciał zapytać czy taka była niegrzeczna? Bo to akurat trochę była. Łobuziara.
Zamiast niego odezwał się jedno Tio.
-
Przykro mi, ale z ciocią też jest pewnie fajnie - nawet się uśmiechnął. Ticiano był jakiś taki ułożony, grzeczny, zawsze wiedział co powiedzieć. Madox był pod wrażeniem, aż go klepnął przelotnie w ramię. Bo on był zupełnie inny. Plótł trzy po trzy.
Jak teraz, że mango było Spidermanem wśród owoców, bo Madox też obie te rzeczy uwielbiał. I jakby był Spidermanem to by jadł tylko mango, zamiast jakiegoś brokuła, którego kazały mu czasem jeść ciotki. Na pytanie jaki owoc byłby Doktorem Octopusem Madox zaraz wywalił język.
-
Lulo - powiedział od razu krzywiąc się, było kwaśne i fuj, chociaż czasem je jedli -
ale czasem trzeba je zjeść, żeby nie było robaków, tak mówi ciotka Izabela - wyjaśnił jej. A Tio pokiwał głową, że się z tym zgadza.
-
Ale lulo się dobrze rzuca - dodał zaraz i podniósł głowę patrząc na Madoxa, który już szedł do nich z oranżadą. Odkapslował butelkę i dał Pilar.
-
A niedojrzałe mango? Super się nimi rzuca - musiał wspomnieć, bo może Tio zapomniał?
Tak zajęli się tym gadaniem o mango, że nawet nie zwrócili uwagi ile oranżady wypiła, bo pewnie by się o to kłócili, zawsze to robili, dochodząc się, który wypił mniej, a który więcej. Dopiero kiedy beknęła, głośno, to obaj na nią spojrzeli.
Madox od razu parsknął głośnym śmiechem, śmiał się tak, że aż brzuch go rozbolał.
-
Nieźle! - rzucił nawet, a Tio się skrzywił. Bo Ticiano nie umiał wcale głośno bekać. Mimo to upił spory łyk oranżady, a Madox walnął go w plecy.
-
Nabierz mocno powietrze i wtedy... - poinstruował go, ale Tio się tylko po tym ciosie odbiło jak dziecku. Noriega już przejął od niego butelkę wypił duży łyk, a potem nabrał mocno powietrze, poskakał jeszcze w miejscu, żeby mu się w brzuszku zagazowało, a potem beknął, też głośno. Może głośniej niż Pilar? A może tak samo?
-
Wygrałem - zadecydował jednak.
-
Mnie się wydaje, że ona... - wtrącił się Tio.
-
A mnie się wydaje, że na pewno nie ty Ticiano, z tym twoim bekiem niemowlaczka - wypalił mu Madox i zaraz już leżał na ziemi licząc drobne. Na kolejną oranżadę.
Kiedy dziewczynka powiedziała, że ona nie ma, to Madox zaraz machnął ręką.
-
No i co... - zaczął, ale ona wtedy też zaczęła to
ale, więc obaj wbili w nią ciemne tęczówki. Bo może chciała powiedzieć, że wyłowi ze źródełka? Madox by był pewnie pod wrażeniem.
Zresztą jak wyjęła tą naklejkę
z jaguarem to też był. Bo on nie miał jaguara, Ticiano miał, ale nie chciał się z nim wymienić, bo miał jednego. A Madox nigdy nie miał, miał chyba dziesięć krokodyli.
-
Co?! Wymienisz się ze mną? - zaraz już zbierał się z ziemi, żeby przynieść jego album, bo Tio miał swój i on swój -
ja mogę ci dać małpę, albo... jaszczura któregoś? - wysypał przed nią te swoje naklejki, które mu się powtarzały -
proszę... - już te jego ciemne oczy zawieszone były na jej twarzy. Nie chciał go jej zabrać, chciał się wymienić.
-
Ja mam jaguara - wtrącił się Tio, ale Madox go nawet nie słuchał, bo on błagalnie się patrzyła na Pilar. Chociaż, kiedy przeczytała ta ciekawostkę, to on znowu się do niej przysunął -
jaguar jest najlepszy! - zaryczał jakby był jaguarem, chociaż wyszło mu bardziej jak jakiś mały, dziki kot, ale kto się tym przejmował? Na pewno nie Madox -
jaguar to jest Spiderman wśród zwierząt! - zaraz zadecydował. A po chwili to już otworzył swój album na tej stronie, na której brakowało jaguara, podniósł jakąś naklejkę i wystawił w jej kierunku na ręce -
albo zobacz, koliber. Masz kolibra? - obrócił ją, żeby przeczytać ciekawostkę -
jako jedyne ptaki potrafią latać do tyłu i zawirować w powietrzu, trzepocząc skrzydłami do 200 razy na sekundę - podniósł spojrzenie na dziewczynkę, a zaraz powtórzył -
dwieście razy na sekundę - i zrobił wielkie oczy, bo to też było niewiarygodne.
En otra vida también te daré un colibrí 