34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żaden z nich nie powiedział, czy to jest ich baza, czy nie, chociaż popatrzyli po sobie. Czekali aż ona im obieca, że dotrzyma tajemnicy, a właściwie to bardziej czekał Madox, wciąż z tym zacięciem malującym się na twarzy, bo usta Ticiano wyginały się w uśmiechu.
Ech ten Ticiano.
Madox aż wywrócił oczami.
Ale zaraz dziewczynka powiedziała, że jest świetna w dotrzymywaniu tajemnic i tym razem Tio spojrzał na swojego kumpla, a Madox się uśmiechnął. On był w tym mocno średni, dużo gadał, czasem za dużo. Już raz prawie wygadał wszystkim gdzie jest ta ich tajna baza. Teraz bardziej się pilnował, ale i tak gdyby ktoś zapytał Ticiano, to pewnie by powiedział, że jego przybrany brat nie jest za bardzo godny zaufania.
Madox też miał wątpliwości, co do tej małej.
Ale jak widać Ticiano wcale ich nie miał, bo już zaraz wlepiał w nią ciemne oczy i chciał coś powiedzieć. Powiedziałby, pewnie, że jej wierzy, ale Madox go szturchnął łokciem w bok. Jeszcze chwilę się zastanawiali, a nagle ona wypaliła z przysięgą śliny. Tio uniósł obie brwi, a Madox od razu się wyszczerzył.
- Ta na pewno, już widzę... - zaczął, bo przecież on by nie uwierzył, że on zrobi z nimi taką przysięgę. Ale zaraz to zobaczył na własne oczy. Jak brunetka namelała sobie na rękę, aż otworzył usta ze zdziwienia. Bo dziewczyny nigdy nie pluły, a już na rękę zwłaszcza. Tio popatrzył na swojego kumpla, a potem na dziewczynkę, no bo chyba to już musiało coś znaczyć? Taka przysięga.
I teraz to Madoxowi aż oczy zabłyszczały, a zaraz bez żadnego zawahania, zastanowienia, napluł sobie na rękę i zbił z nią piątkę, aż ich ślina wymieszała się na ich rękach. Tio jeszcze nad tym myślał, ale oboje wpatrywali się w niego ciemnymi oczami, więc w końcu też splunął na swoją dłoń, a trochę śliny skapnęło mu po brodzie.
Madox od razu parsknął śmiechem, ale kiedy Ticiano spojrzał na niego z wyrzutem, to zaraz się zamknął, pokiwał głową.
Tio najpierw przybił piątkę dziewczynce, a potem Madoxowi, który też wystawił rękę.
- Dobra... to chodźcie - tylko zamiast do chaty to oni ruszyli do tego wielkiego drzewa. Na pniu tak szerokim, że nawet jakby we trójkę złapali się za ręce, to by go nie objęli, gdzieniegdzie poprzybijane były deseczki. Jakaś nietypowa prowizoryczna drabinka, po której Madox zaraz zaczął się wspinać, nawet nie czekając na nich.
Tio za to stanął pod drzewem, spojrzał na brunetkę i uśmiechnął się do niej.
- Jest jak małpa, dlatego on zawsze tam włazi pierwszy - wyjaśnił jej, coś w tym było, że Madox wszędzie pchał się pierwszy, na drzewo, na dach, na płot. I miał w sobie chyba coś z małpy, bo już po chwili zrzucał im z góry drabinkę z powiązanych lin. Tio przepuścił przodem dziewczynkę, a kiedy przeszła przez dziurę w drewnianej podłodze zbitej z desek, to znalazła się w tej ich tajnej bazie na drzewie. Nie był to typowy domek, na górze zamiast dachu rozciągnięta była przezroczysta, gruba folia, chroniła przed deszczem, ale widać przez nią było niebo, gdzieś między liśćmi drzewa. Ściany zbijane były z desek, trochę koślawo, ale wisiały też na nich różne plakaty, na jednej znajdował się jakiś stary regał, który sami tu przywlekli, a na nim różne zabawki. Pod jedną ze ścian stał stary, wysłużony fotel, który też znaleźli i dwa dni go tutaj transportowali, ale się udało. Madox już na nim siedział, w rękach trzymał jakiś komiks, który oglądał.
- Ticiano! Plakat ze Spidermanem! - machał rozłożonym plakatem w kierunku Tio, który stanął koło brunetki.
- Madox zejdź jej... - powiedział spokojnie Tio, a Madox wbił w niego ciemne spojrzenie.
- Co? Nie... - rzucił zaraz i wcale nie miał zamiaru wstawać, ale Tio już do niego podszedł, a zaraz pokazywał na jej zdarte kolana.
- Złaź trzeba jej opatrzeć kolana - powiedział. A Madox się skrzywił.
- Pielęgniarka się znalazła... - mruknął, ale wstał, zajął się wyrywaniem z gazetki plakatu lądując z nią na ziemi. Ticiano za to pokazał ich nowej koleżance fotel, a sam poszedł po apteczkę. To była zabawkowa apteczka i mieli tam właściwie tylko plastry i wodę utlenioną, którą Madox nazywał wodą uklejoną, ale co więcej im było potrzebne? Kiedy to były najczęściej pozdzierane kolana, albo drobne skaleczenia.

Agáchate, necesita que le venden las rodillas 🩹
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się dumnie, widząc zdziwione miny chłopaków. Nie sądzili, że dziewczyna namela sobie na rękę? A-ha! Tylko że Pilar nie była zwykłą dziewczynką. Nie kręciły ją lalki i wielkie marzenia na zostanie księżniczką. Ona chciała zostać jakąś superbohaterką, która ratowałaby świat przed złem. Trochę jak dzisiaj zrobiła z bliźniakami. Wtedy na śmietniku, z procą w ręce czuła się… NIESAMOWICIE. Wspaniale. Tak wspaniale, że do teraz wielki uśmiech nie schodził jej z twarzy. Jedynie schowała go na chwilkę, kiedy trzeba było zbijać mokre piąteczki w ramach obietnicy. Wtedy się nie śmiała, bo jeszcze Madox by pomyślał, że nie traktowała ich paktu poważnie.
Obserwowała uważnie, jak łobuz pluje sobie na rękę, a zaraz potem ich dłonie chlupnęły głośno, mieszając ze sobą ślinę w najważniejszej przysiędze… tego dnia. A potem to samo zrobiła z Tio. Sama Pilar również zaśmiała się ze strużki śliny, która spłynęła po brodzie chłopaka, ale kiedy zobaczyła jego groźną minę, to zaraz przywołała się do porządku.
To prowadźcie! — nie była w stanie kryć podekscytowania. Cieszyła się bardziej niż kiedy kuzyn Matias przywiózł jej na urodziny wielki tort z trzema różnymi rodzajami czekolady, a on był przecież pyszny! Ruszyła za Madoxem, robiąc wielkie oczy na to, że tajna baza nie była jedna w starym, opuszczonym budynku a na drzewie. Stanęła u samej nasady i zadarła głowę w górę. — Wooow — westchnęła oczarowana. Tio odsunął ją w ostatnich chwili, bo Madox za ten czas wspiał się na górę jak ta małpa i zrzucił im drabinkę. Stewart wspięła się pierwsza, a Tio zaraz za nią.
Ale tu genial świetnie. Przez moment po prostu się rozglądała. Zachwycona, wielkimi, ciemnymi oczami wodziła po wszystkich elementach, zastanawiając się… — Jakim cudem udało wam się to wciągnąć na drzewo? — spytała oczarowana. Podeszła do półki z zabawkami i zaczęła wszystko dotykać, sprawdzać. Dużo rzeczy wyglądało na znalezione, w nienajlepszym stanie, ale to przecież było w tym najfajniejsze! Odwróciła się energicznie, gdy Madox wspomniał o spider-manie.
POKAŻ — krzyknęła, podbiagajac do niego i bezczelnie wyrywając mu gazetę z ręki. Na moment tylko, chciała po prostu zobaczyć ten plakat. Pilar też oglądała dużo spider-mana, a czasami Matias kupował jej prawdziwe komiksy! Tylko te były drogie, więc miała jedynie jakieś starsze wersje. Madox chyba nie był za bardzo zadowolony, że mu zabrała czasopismo, a potem jeszcze Tio kazał mu zejść z kanapy dla niej. — Nie musi, ja sobie mogę usiąść o tutaj! — wskazała na ziemię z desek, bo przecież co to za problem? Ale Tio nalegał i tym razem to na nią spojrzał z wyrzutem, bo on tutaj się starał coś osiągnąć, a ona mu jakby na to nie spojrzeć nieco przeszkadzała. Dlatego podeszła bliżej i oddała Madoxowi gazetę, wskakując w międzyczasie na fotel.
Ale wygodny! Mogłabym tutaj spać, o tak — zaraz im pokazała jak, wywalajac nogi na jedno oparcie, a głowę ukłądając na drugim i przymknęła nawet na moment oczy. Na chwilę, bo już po chwili patrzyła, jak Madox ostrożnie wyrywa plakat z gazety. — Powiesimy go gdzieś tutaj? Może na tej ścianie? — zaproponowała, wskazując na wolne miejsce przy grubszej gałęzi. Nawet nie zakodowała faktu, że już mówiła my a nie wy. Spojrzała na Tio, kiedy oznajmił, że trzeba jej było opatrzyć kolana.
Wcale nie trzeba — mruknęła, krzyżując ręce na piersi. — Gadasz jak moja ciotka. A ja nie jestem jakimś mięczakiem!! — fuknęła dumnie, bo przecież nie była. Nie pierwszy i nie ostatni raz robiła sobie rany na kolanach czy łokciach. Tyle wspinałą się po drzewach, że takie rany jak te miała na porządku dziennym. Tio jednak nalegał, więc posiedziała chwilę w miejscu, pozwalając mu nakleić kilka kolorowych plasterków na rozstrapana skórę.
Ej a lubicie mango? — spytała po chwili, majtając nogami. Po chwili jednak zeskoczyła z fotela i sięgnęła do worka, który cały czas miała zawieszonego na plecach, po czym wyciągnęła z niego piękne, dojrzałe mango. — Chce je zjeść razem? Mogę się podzielić — spojrzała na nich wielkimi, ciemnymi oczami. — Tylko nie wiem… jak je otworzymy? Macie tu jakiś nóż?

pícaros de medellin ⋆⭒˚𖠋𖠋𖠋*.⋆
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox nie spodziewał się, że dziewczyna namela sobie na rękę, w ogóle nie spodziewał się, że dziewczyny umieją pluć. One tylko wywalały języki, kiedy Madox ciągnął je za włosy. Bo czasem ciągnął, czasem podrzucał im żaby i śmiał się kiedy krzyczały, ale później i tak przepraszał, bo wolał to niż dostać od ciotki miotłą po głowie.
I teraz wolał wprowadzić tą dziewczynkę do ich bazy, niż słuchać wątów Ticiano, zwłaszcza, że tak ładnie już zbiła z nimi obślinione piąteczki.
Na drzewo wlazł sprawnie, bo oprócz tego, że był jak małpa, to trochę też jak Spiderman, jego ulubiony superbohater.
Na jej pytanie jakim cudem udało im się tutaj wciągnąć te rzeczy, Tio zaraz zaczął jej tłumaczyć, że przywiązali linę, coś tam i coś tam, ale Madox tylko napiął się pokazując jej mięśnie, których w sumie jeszcze nie miał, ale co z tego.
- Bo jesteśmy z Tio siłaczami - proste. Ale prawda jest taka, że się przy tym napocili i namęczyli jak nie wiadomo co, czasem razem musieli się wieszać na linie, żeby ją podciągnąć, ale było warto.
Rzeczywiście dużo tych zabawek gdzieś po prostu znaleźli, niektóre przynieśli z domu, a inne po prostu komuś zakosili. Bo Madox to zawsze miał lepkie rączki.
Zmarszczył brwi kiedy wyrwała mu gazetkę, ale pozwolił jej zobaczyć, bo plakat był naprawdę super, lepszy niż był w numerze sto czterdzieści dwa, gdzie Spiderman siedział na wieżowcu, tutaj zwisał do góry nogami.
Niechętnie ale wstał z fotela, wziął od Pilar gazetkę i położył się na brzuchu na ziemi, żeby ostrożnie wyrwać plakat, aż język musiał wywalić, kiedy podważał zszywki paznokciem, bo nie chciał uszkodzić plakatu. Normalnie pewnie by to szarpnął i porwał, ale to był Spiderman.
Zerknął tylko z dołu, jak dziewczynka pokazywała im, jakby mogła tu spać.
- Do spania mamy tu śpiwory i karimaty, o tam - pokazał jej pajęczynę uplecioną z różnych sznurków pod sufitem i rzeczywiście były tam wrzucone śpiwory nawet nie poskładane, bo nie umieli tego zrobić, i karimaty, zdecydowanie więcej niż potrzebowali. Madox czasem tu spał, jak nie chciał w domu, albo u Ticiano. Tio spał z nim tylko raz, a i tak się bał, bo koty robiły sobie pod drzewem walki. Ale to właśnie było najlepsze te walki kotów w nocy.
Na jej kolejne słowa wywrócił oczami, dopiero co przyszła do ich bazy, a już chciała się rządzić... Typowa dziewczyna.
Ticiano już się zaoferował, że naklei jej te plasterki, Madoxowi też zawsze naklejał, ale ona mu powiedziała, że gada jak jej ciotka, trochę go to dotknęło, bo się skrzywił, a Madox już siedział na ziemi.
- No to już cicho bądź i daj mu to zrobić - najpierw rzucił do Pilar z groźnym spojrzeniem, a zaraz do Tio -polej jej to wodą uklejoną - oczywiście, że on zawsze stał po stronie Tio, nieważne co by się działo. Mogli się kłócić i wyzywać od białych tyłków, ale to i tak nic nie zmieniało.
Ticiano pokiwał głową i delikatnie wylał jej na kolana wodę utlenioną, a później nakleił kilka kolorowych plasterków.
Madox w międzyczasie wyciągnął ostrożnie plakat i już z nim wstawał, żeby przymierzyć go do ściany w zupełnie innym miejscu niż mu wskazała dziewczynka.
- Co myślisz Tio? - zapytał, ale wtedy Pilar już proponowała im mango. A Madox uwielbiał mango, jego ulubione owoce, w ogóle chyba ulubiona rzecz na świecie po Spidermanie. Złożył delikatnie plakat, żeby go położyć na prowizorycznym stoliku, który też był zrobiony z desek, nie był zły, jak na to, że robili go dziesięciolatki.
- Nie mamy, może... - zaczął Tio. Ale Noriega już stał obok niego i wyciągał coś z kieszeni.
- Właściwie to mamy, ale to ostry nóż - uprzedził uczciwie i pokazał im ozdobny rozkładany scyzoryk, ładny, na pewno drogi i na pewno nikt nie dałby go do zabawy dzieciom. Ticiano uniósł obie brwi.
- Skąd go masz? - zapytał od razu i wyciągnął rękę, żeby mu go zabrać i obejrzeć. Madox mu go dał bez gadania.
- Wypadł takiemu koledze taty - na pewno wypadł, Madox go podwędził, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Chociaż Ticiano spojrzał na niego mrużąc oczy. Dał scyzoryk Pilar, na co Madox zaraz się szarpnął - nie dawaj jej - rzucił, ale trochę źle to zabrzmiało, więc nabrał powietrze w płuca patrząc w duże oczy dziewczynki - uważaj, żebyś się nie pocięła - poprawił się, żeby nie było tak, że nie chce jej pokazać. Madox nie był samolubny. Ale jednak do dziewczyn miał zdecydowanie ambiwalentne odczucia.

Bueno, entonces, cállate y déjalo que lo haga ⋆。 ‧˚ʚ🥭ɞ˚‧。 ⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar była oczarowana bazą chłopaków.
Z początku spodziewała się po prostu kilku desek, krzywo wbitych w gałęzie, ale to?! Przecież to była jakaś niesamowita konstrukcja z prawdziwymi meblami, zabawkami i nawet śpiworami przyczepionymi do sufitu?! Co!? Zadarła mocno głowę, przyglądając się tej konstrukcji. Zrobiła to tak mocno, że aż ją zachwiało i prawie wywinęła orła. Całe szczęście w ostatniej chwili przytrzymała się oparcia. Spojrzała gniewnie na Madoxa kiedy kazał jej być cicho, ściągając brwi do siebie.
Nie będziesz mi mówić, co mam robić! — odpyskowała mu praktycznie od razu. Kuzyn Matias zawsze powtarzał, że nie można było sobie dać wejść na głowę, bo jak raz się odpuści, to potem już zawsze tak się będzie działo. Pilar obiecała mu, że do tego nie dopuści. Nikt nie będzie się nią rządził, a już na pewno nie jakiś chłoptaś w kręconych loczkach. — Zajmij się lepiej swoją gazetką — wystawiła mu jęzor, a zaraz potem uśmiechnęła ładnie do Tio. To nie tak, że nie chciała, żeby opatrzył jej kolana. Po prostu nie chciała wyjść na mięczaka. Tak naprawdę było to bardzo miłe, że chciał dla niej dobrze. Szczególnie kiedy ten drugi łobuz był dla niej taki niemiły.
Ale super plasterki — pomajtała nogami, przyglądając się, jak ładnie i starannie nakleił jej na rany plastry w pokemony i jakieś smoki, po czym zeskoczyła z fotela i podeszła do chłopaka. — Dzięki Tio, jesteś najlepszy — ponownie się do niego uśmiechnęła, po czym zarzuciła włosami i złożyła na policzku chłopaka przelotne całusa. Trochę takiego, jakie dawało się ciotkom na imprezach rodzinnych, ale przeciez innych Pilar nie umiała dawać. Poza tym fuj!
Przez chwilę patrzyła jak Madox próbuje zawiesić plakat, oczywiście nie w tym miejscu, co proponowała. Przewróciła oczami, bo była p r z e k o n a n a, że każdy w tej bazie wiedział, że ścianka, którą pokazała Pilar była najlepsza, a łobuz po prostu nie chciał się do tego przyznać, bo chciał najzwyczajniej w świecie zrobić jej na złość!! Bardzo nieładnie! I może nawet by mu to wytknęła, tylko wtedy przypomniała sobie o mango w worku na plecach i zaraz wyciągała je obiema rączkami. Było ciężkie, ale za to pyszne i świeże. Ściągnęła brwi, gdy Tio powiedział, że nie mieli nic ostrego.
Możemy spróbować je rozwalić o drze… — nie dokończyła, bo okazało się, że Madox jednak miał jakiś turbo ostry scyzoryk! Otworzyła szeroko oczy. Ciotka zabraniała jej używać takich rzeczy bez osoby dorosłej… ale z drugiej strony ciotki wcale tutaj nie było. Przecież byli tu sami. Nikt się nie dowie. Odebrała od Tio nożyk z uśmiechem na twarzy, a kiedy Madox zwrócił jej uwagę, tylko wystawiła do niego język.
Uważaj, żebym ciebie nie pocięła — znowu mu odpyskowała, a kiedy oboje spojrzeli na nią zaskoczeni, od razu się zasmiała. — No przecież żartuje, tontos — przeszła z mango na podłogę i usiadła po turecku, zaciskając scyzoryk Madoxa w dłoni. — Moja ciocia ma stoisko na targu. Często pomagam jej przy owocach — podzieliła się niewielkim kawałkiem swojej historii, po czym wykonała pierwsze cięcie na owocu. Pilar (w porównaniu do dużej Pilar z Toronto) świetnie posługiwała się nożem, bo była tego n a u c z o n a w domu. Wycięła pierwszy plaster mango, a następnie ułożyła go sobie na otwartej dłoni i zaczęła kreślić na nim pionowe i poziome linie, tworząc masę niewielkich kratek. Potem odstawiła nóż i podniosła spojrzenie na Tio i Madoxa. — I teraz robi się o taaaak… — podstawiła palce pod skórę, po czym wygięła ją, uwypuklając kwadraty, które będzie można o wiele łatwiej jeść, kawałek po kawałeczku. — Trzymaj — podała porcję łobuzowi, a zaraz potem zrobiła to samo dla Tio z drugą stroną owoca. Dla siebie zostawiła boki. Nie były one może aż tak wielkie jak ich kwadraciki, ale przecież siedziała z chłopakami. Ciotka zawsze mówiła, że mężczyźni jedli o wiele więcej od dziewczyn. — I co?! Pyszne, prawda??

pícaro ⋆。 ‧˚ʚ🥭ɞ˚‧。 ⋆
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox westchnął tylko ciężko, nie dość, że zaprosili ją do bazy, to jeszcze się rządziła i do tego mówiła, że on jej nie będzie mówić co ma robić. To po co tu przylazła w ogóle?
Już miał coś powiedzieć, ale Tio wtedy naklejał jej te plasterki, a Noriega naprawdę zajął się swoją gazetką. Wyrwał delikatnie plakat i oglądał kolejne komiksy. Bo to było zdecydowanie ciekawsze niż opatrywanie jej kolan.
Ticiano oczywiście uśmiechnął się szeroko na te podziękowania, a na całusa w polik to nawet chyba zarumienił. Madox za to się skrzywił wywracając oczami. Fuj.
Ale zaraz stał już przymierzając plakat do ściany, tam gdzie według niego było lepsze miejsce na niego, nawet już chciał prosić Tio o taśmę, ale wtedy ta dziewczynka wyciągnęła mango. Od razu zaburczało mu w brzuszku, bo mango to był najlepszy owoc na świecie. Tylko że... No od niej?
Ale z drugiej strony jej pomogli, dali jej plasterki, zaprosili do bazy. To mogli zjeść z nią przecież to mango.
Rozwalenie go o drzewo też było fajną opcją, ale Madox jednak wyciągnął nóż, który... ukradł, nie ma się co oszukiwać. Ale przecież może im się przydać, jak oni się wiecznie męczyli z tymi szkolnymi nożyczkami, kiedy rozcinali te sznurki. A tak by nie musieli.
I z mango też nie musieli.
Chociaż kiedy Tio oddał nóż Pilar, a ona rzuciła to uważaj, żebym ciebie nie pocięła, to obaj spojrzeli na nią jak na wariatkę. Oglądali ostatnio taki straszny film, niby ciotka im nie pozwoliła, ale kuzyn Diego pozwolił. Dużo, dużo krwi tam było.
- Oddaj - Madox już wyciągał do niej rękę po nóż, ale Tio mu tą rękę opuścił, kiedy dodała to, że żartuje. A jak siedziała na podłodze z mango to obaj przy niej usiedli, Madox to nawet pochylił się do przodu zaciągając tym bajecznym zapachem świeżego mango.
- Ciotka też tak kroi, a moja mam inaczej - powiedział Madox, a Ticiano pokiwał głową.
- Twoja mama jest dziwna - rzucił Tio, a Madox zaraz dźgnął go łokciem w bok. A po chwili dostał już mango, którego soczyste kawałki od razu odrywał i pakował sobie do buzi.
Ticiano oczywiście jak na grzecznego chłopca przystało to zaproponował Pilar, że się z nią podzieli kwadracikami.
Madox nie zaproponował, Madox zjadł całe, a potem jeszcze wygryzł resztę miąższu brudząc sobie przy tym całą buzie, zerwał się na równe nogi i przeszedł z tej ekscytacji.
- Pycha! Mango to jest najlepszy owoc, jest jak Spiderman wśród owoców - no czyli najlepsze. Oblizał się jeszcze i zaraz wycierał ręce w poplamione i tak spodnie. Madox był brudny, ale przy tym szczęśliwy. Z szerokim uśmiechem na twarzy.
Ticiano nie wyciapał się prawie wcale, w ogóle byli z Madoxem bardzo do siebie podobni, ale przy tym tacy różni.
Noriega przeszedł się po bazie, a zaraz grzebał w skrzynce, którą mieli pod ścianą, wyciągnął z niej butelkę z oranżadą, ale mieli tylko jedną.
- Dobra, to pijemy po machu, bo jest jedna - zerknął na Ticiano, nie da mu pierwszemu, podał za to butelkę Pilar, bo może liczył, że jak mango zjadła najmniej, to oranżady też tyle wypije? - jakbyśmy wyłowili pieniądze, to można by kupić więcej, no i... - zaraz przeszukał wszystkie kieszenie - ja jeszcze mam tyle - wyrzucił z nich trochę drobniaków, jakieś kapsle, naklejkę z batonów i kamienie. Ticiano też sięgnął do kieszeni i wyjął tylko drobne.
- Mi tyle zostało z lodów - położył na środku kilka monet. A Madox znowu już leżał na podłodze licząc je.

Delicioso! El mango es la mejor fruta 🥭🥭🥭
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A czemu twoja mama jest dziwna? — spytała bez najmniejszych ogródek, kiedy tylko Ticiano okrzyknął ją takim ładnym słowem. Pilar była ciekawska, praktycznie nigdy nie gryzła się w język i kiedy miała jakieś pytanie — naturalnie od razu je zadawała. Niby ciotka jej powtarzała, że niektóre tematy powinny nie być poruszane, ale z drugiej strony Stewart często przesiadywała z kuzynem Matiasem, a ten to dopiero nie miał filtra. Strasznie dużo przeklinał! A Pilar tylko chichrała się z tego pod nosem. — A ja nie mam mamy, wiecie? — rzuciła luźno, przelotnie podnosząc na nich spojrzenie. — Oddała mnie mojej cioci zaraz jak się urodziłam — dodała już nieco bardziej smutno. Chociaż była mała i mało jeszcze rozumiała, tak ciotka dawała jej tak wiele miłości i serca na dłoni, że Stewart po prostu powtarzała sobie, że to właśnie była jej mama. Miała nawet taką swoją ulubioną książkę, w której na końcu było takie zdanie dom jest tam gdzie ludzie, których kochamy. A Pilar kochała swoją ciocię i kuzyna Matiasa, więc to właśnie tam by jej dom. Proste!
Podziękowała Tio, że chciał się z nią podzielić swoim ładnie przygotowanym mango, ale go wcale nie przyjęła. Stewart lubiła obgryzać owoce. Przynajmniej upewniała się, że nic z nich nie zostało zmarnowane. Dlatego szamała swoją część, a kiedy Madox powiedział, że mango było takim spidermanem wśród owoców, Pilar aż się opluła.
TOTALNIE — zawtórowała mu, kiwając energicznie głową. — Kocham spidermana — wyznała, a potem przystawiła dwa palce do wnętrza swojej dłoni, jakby właśnie chciała wypuścić sieć pierwsze na lewo, a potem na prawo. — A jak myślicie jaki owoc w takim razie byłby Doktorem Octopusem?! — dopytała, bo to przecież było MEGA WAŻNE pytanie! Nawet oczy zrobiła wielkie i czekała aż chłopaki coś zaproponują. Dla niej chyba figi. Nie lubiła ich, a ciotka często dodawała je do herbaty. Fuj!
Obserwowała uważnie, kiedy Madox zerwał się na równe nogi i zaczął chodzić po bazie, a zaraz potem wyciągnął oranżadę. Oczy się jej zaświeciły, kiedy jej podał.
Dzięki — przejęła od niego szkło i złapała łyk. Nie był on najmniejszy, ale wciąż jeden. Napój był prze-py-szny! Aż Pilar mruknęła pod nosem. Wspaniały! Najchętniej wypiłaby całe, ale chciała być fair więc zaraz podała butelkę Tio. Przy okazji złapała większy oddech i… beknęła. Głośno. Tak głośno, że aż poszło echem. A kiedy chłopaki spojrzeli na nią zaskoczeni, to tylko się uśmiechnęła. — Robimy konkurs kto głośniej? — spytała dumnie. Prawda jest taka, że Pilar miała bardzo mało z dziewczynki. Była brudna i średnio wychowana, jeśli chodziło o kulturę osobistą. W końcu większość czasu spędzała z kuzynem.
Kiedy zaczęli liczyć drobniaki, Stewart pierwsze stała nieco z boku i po prostu im się przyglądała, dłubiąc trampkiem w jednej z desek. Wiedziała, że nie miała żadnych drobniaków. Nijak mogła im się dołożyć do czegokolwiek.
Ja nie mam nic — powiedziała w końcu, kiedy patrzyli na nią wyczekująco. — Ale… — podeszła do nich i sięgnęła pod swój worek, z którego wyciągnęła puste opakowanie po czekoladzie. — Mogę wam dać moją naklejkę — rzuciła z entuzjamem, a zaraz odsłoniła przed nimi jednego, jedynego w swoim rodzaju j a g u a r a. — Macie takiego?! — dopytała, bo dobrze zdawała sobie sprawę, że większość słodyczy miała w sobie krokodyle i jakieś marne zwierzęta. Sama miała ich z dwadzieścia, a jaguara znalazła po raz pierwszy. A teraz była nawet gotowa oddać go chłopakom. — Jaguar ma najsilniejszy uścisk szczęk spośród wszystkich dużych kotów… nawet silniejszy niż lew czy tygrys! — przeczytała z papierka, kompletnie podekscytowana.

Incluso en otra vida me intrigas ﹏𓃬_𓃮𓃮﹏𓃮﹏
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Bo jest un poco loco - wypalił od razu Ticiano, a Madox na to wywrócił oczami. Bo co miał jej powiedzieć? Że jego mama zamiast się z nim bawić, jak robiła to kiedyś, to tylko wiecznie się kłóci z jego ojcem?
- Ona po prostu nie umie obierać mango - stwierdził z poważną miną. Chociaż przez myśl mu przeszło, że ciocie częściej się z nim bawią i wołają go na obiad z Tio, niż jego mama. Ale może tak po prostu musiało być? Ciotki też były fajne, chociaż dużo się wydzierały i kazały mu chodzić do kościoła i często ciągnęły go za uszy.
Na kolejne słowa dziewczynki, Madox podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć.
- Bo byłaś taka... - wypalił, ale Tio jakby mu czytał w myślach i walnął go łokciem w bok. Mocno, aż Noriega wypuścił powietrze z płuc ze świstem. Madox to dopiero nie miał filtra, gadał za dużo, bezczelnie i po prostu był złośliwy, taki charakter i teraz też jej chciał zapytać czy była taka brzydka? Chociaż wcale nie była, miała ładne ciemne oczy. Podobne do tych jego. A może chciał zapytać czy taka była niegrzeczna? Bo to akurat trochę była. Łobuziara.
Zamiast niego odezwał się jedno Tio.
- Przykro mi, ale z ciocią też jest pewnie fajnie - nawet się uśmiechnął. Ticiano był jakiś taki ułożony, grzeczny, zawsze wiedział co powiedzieć. Madox był pod wrażeniem, aż go klepnął przelotnie w ramię. Bo on był zupełnie inny. Plótł trzy po trzy.
Jak teraz, że mango było Spidermanem wśród owoców, bo Madox też obie te rzeczy uwielbiał. I jakby był Spidermanem to by jadł tylko mango, zamiast jakiegoś brokuła, którego kazały mu czasem jeść ciotki. Na pytanie jaki owoc byłby Doktorem Octopusem Madox zaraz wywalił język.
- Lulo - powiedział od razu krzywiąc się, było kwaśne i fuj, chociaż czasem je jedli - ale czasem trzeba je zjeść, żeby nie było robaków, tak mówi ciotka Izabela - wyjaśnił jej. A Tio pokiwał głową, że się z tym zgadza.
- Ale lulo się dobrze rzuca - dodał zaraz i podniósł głowę patrząc na Madoxa, który już szedł do nich z oranżadą. Odkapslował butelkę i dał Pilar.
- A niedojrzałe mango? Super się nimi rzuca - musiał wspomnieć, bo może Tio zapomniał?
Tak zajęli się tym gadaniem o mango, że nawet nie zwrócili uwagi ile oranżady wypiła, bo pewnie by się o to kłócili, zawsze to robili, dochodząc się, który wypił mniej, a który więcej. Dopiero kiedy beknęła, głośno, to obaj na nią spojrzeli.
Madox od razu parsknął głośnym śmiechem, śmiał się tak, że aż brzuch go rozbolał.
- Nieźle! - rzucił nawet, a Tio się skrzywił. Bo Ticiano nie umiał wcale głośno bekać. Mimo to upił spory łyk oranżady, a Madox walnął go w plecy.
- Nabierz mocno powietrze i wtedy... - poinstruował go, ale Tio się tylko po tym ciosie odbiło jak dziecku. Noriega już przejął od niego butelkę wypił duży łyk, a potem nabrał mocno powietrze, poskakał jeszcze w miejscu, żeby mu się w brzuszku zagazowało, a potem beknął, też głośno. Może głośniej niż Pilar? A może tak samo?
- Wygrałem - zadecydował jednak.
- Mnie się wydaje, że ona... - wtrącił się Tio.
- A mnie się wydaje, że na pewno nie ty Ticiano, z tym twoim bekiem niemowlaczka - wypalił mu Madox i zaraz już leżał na ziemi licząc drobne. Na kolejną oranżadę.
Kiedy dziewczynka powiedziała, że ona nie ma, to Madox zaraz machnął ręką.
- No i co... - zaczął, ale ona wtedy też zaczęła to ale, więc obaj wbili w nią ciemne tęczówki. Bo może chciała powiedzieć, że wyłowi ze źródełka? Madox by był pewnie pod wrażeniem.
Zresztą jak wyjęła tą naklejkę z jaguarem to też był. Bo on nie miał jaguara, Ticiano miał, ale nie chciał się z nim wymienić, bo miał jednego. A Madox nigdy nie miał, miał chyba dziesięć krokodyli.
- Co?! Wymienisz się ze mną? - zaraz już zbierał się z ziemi, żeby przynieść jego album, bo Tio miał swój i on swój - ja mogę ci dać małpę, albo... jaszczura któregoś? - wysypał przed nią te swoje naklejki, które mu się powtarzały - proszę... - już te jego ciemne oczy zawieszone były na jej twarzy. Nie chciał go jej zabrać, chciał się wymienić.
- Ja mam jaguara - wtrącił się Tio, ale Madox go nawet nie słuchał, bo on błagalnie się patrzyła na Pilar. Chociaż, kiedy przeczytała ta ciekawostkę, to on znowu się do niej przysunął - jaguar jest najlepszy! - zaryczał jakby był jaguarem, chociaż wyszło mu bardziej jak jakiś mały, dziki kot, ale kto się tym przejmował? Na pewno nie Madox - jaguar to jest Spiderman wśród zwierząt! - zaraz zadecydował. A po chwili to już otworzył swój album na tej stronie, na której brakowało jaguara, podniósł jakąś naklejkę i wystawił w jej kierunku na ręce - albo zobacz, koliber. Masz kolibra? - obrócił ją, żeby przeczytać ciekawostkę - jako jedyne ptaki potrafią latać do tyłu i zawirować w powietrzu, trzepocząc skrzydłami do 200 razy na sekundę - podniósł spojrzenie na dziewczynkę, a zaraz powtórzył - dwieście razy na sekundę - i zrobił wielkie oczy, bo to też było niewiarygodne.

En otra vida también te daré un colibrí 🐦
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedziała, czemu matka jej nie chciała. Może faktycznie była taka brzydka albo nierozgarnięta, a może po prostu już z góry stwierdziła, że najzwyczajniej w świecie jej nie chce. Pilar kiedyś podsłuchała, jak ciotka rozmawiała z koleżankami przy niedzielnej kawie, że mama Stewart chciała ją podrzucić do domu dziecka, ale ona w ostatniej chwili ją powstrzymała. Mała Pilar nie miała pojęcia co do dokładnie znaczyło, ale kiedyś w telewizji leciał taki film o dziewczynce z takiego miejsca i wcale nie była szczęśliwa. Dlatego dobrze, że jednak została u ciotki, kiedy jej matka po prostu wyjebała z Kolumbii. I dobrze, niech spada!
Uśmiechnęła się delikatnie na słowa Tio. Miło z jego strony, że tak uważał. Chociaż z Madoxem też zaraz się zgodziła, kiedy oznajmił, że lulo było Octopusem wśród owoców. Faktycznie było o b r z y d l i w e. Chociaż na tą ich historie o robakach to Stewart akurat ryknęła głośnym śmiechem.
A niby to moja ciotka opowiada głupoty! — tak się śmiała, że ledwo mogła mówić. Złapała się za brzuszek i prawie wywaliła na plecy, tak ją to rozbawiło. — Pracuje na targu i sprzedaje owoce, więc i ja wiem o owocach wszystko i TO JEST KŁAMSTWO!!! Ale śmiesznie, że w to uwierzyliście — to chyba znaczyło, że nie byli zbyt mądrzy. Bo niby jak? Owoc tak po prostu bije się z robakami, a potem ich zwłoki wychodzą w kupie czy jak oni sobie to wyobrażali? Głuptasy jak się patrzy. Chociaż lulo faktycznie dobrze się rzucało. Kiedy Pilar niosąc je ciotce wywaliła całą skrzynkę i razem z kuzynem Matiasem przerzucali je sobie nawzajem, żeby donieść na stragan. Fajny to był dzień.
Ten dzień też był całkiem fajny. Nie dość, że poznała nowych kolegów, to jeszcze mieli tyle przygód! A to przecież nie był koniec. I nawet Madox zrobił z nią konkurs na bekanie, który skromnym zdaniem Pilar wyglądała ona. A już na pewno nie wygrał go Ticiano, który bardziej czknął niż beknął. Całe szczęście zaraz zmienili temat i zabrali się za naklejki. Stewart aż zaświeciły się oczy, kiedy Madox wyciągnął swój album z naklejkami i zaczął jej pokazywać, co miał.
WOW ALE CZAD — rzuciła zachwycona i zaraz przysunęła się bliżej, praktycznie stykając się z nim ramionami. Nachyliła nad kartkami, które wertował. — Ale masz ich dużo! — Pilar też trochę miała, ale trzymała je wszystkie w szkatułce w domu. Ciotka nie kupiła jej nigdy takiego fajnego albumu, bo mówiła, że to wydawanie pieniędzy na głupoty i lepiej uzbierać na coś fajnego. Szczególnie że nie wiedziała, że Stewart nagminnie kradła czekolady z targu a nie je kupowała.
Małpę chyba mam… — zastanowiła się, gdy Madox proponował jej kolejne zwierzątka. Każde z nich muskała delikatnie opuszkami, nie mogąc się zdecydować. Niezależnie w którym universum, mała czy duża, Pilar miała problem z dokonywaniem wyboru. Chciała najlepiej wszystko. Nawet przez chwilę pomyślała, żeby mu trochę tych naklejek zawędzić. Całe szczęście temat zszedł na jaguary i Madox zawył, wybijając jej z głowy ten głupi pomysł. — Ja też umiem, patrz — zaryczała. — Chociaż lepiej wychodzi mi szympans — i zaraz im zaprezentowała. Nawet na moment wskoczyła na nogi w przykucu i przeskoczyła kółko dookoła każdego z chłopaków. No dzikuska, ale co poradzić. Zatrzymała się dopiero gdy Madox pokazał jej koliberka.
Koliber? — znowu podeszła blisko, nachylając się tuż nad jego ramieniem. — Ale piękny — zachwyciła się i aż się jej oczy zaświeciły. Złapała go między paluszki i przyjrzała się dokładnie, kiedy łobuz czytał ciekawostkę. — Latać do tyłu? — powtórzyła zaraz po nim, wciąż wpatrując się w niego jak w obrazek. — Dwieście na sekundę?! To strasznie szybko — nawet spróbowała tak pomachać, żeby mu pokazać jak to szybko, ale na pewno nie zrobiła dwieście razy. — Naprawdę mogę go zabrać za jaguara? — dopytała z błyszczącymi oczami, jakby przez moment nie mogła w to uwierzyć. I trochę tak było, bo jednak z Pilar mało kto chciał się wymieniać naklejkami czy w ogóle bawić. Dziewczyny ze szkoły nawet nie zbierały tych naklejek! A ten koliber… był przepiękny. Dlatego kiedy tylko Madox skinął głową, Stewart jakoś tak w geście euforii przysunęła się jeszcze bliżej i tym razem to na policzku łobuza o ciemnych oczach złożyła przelotnego całusa. — ¡Gracias! Ale super — brzuch ją trochę załaskotał, ale to pewnie z tej radości. Odwróciła się do worka, na którym czekała naklejka i wystawiła ją w stronę Madoxa, żeby oficjalnie dokonać zamiany.
¡Esperar! czekaj, krzyknał Tio i zaraz zerwał się z ziemi, żeby pobiec pod swój album. — Ja ci tam coś fajniejszego niż koliber. Może ze mną się zamień?! — Pilar spojrzała na niego zaskoczona, jak i pewnie Madox, ale on już wertował karteczki.
Ale przecież ty już masz — przypomniała.
Ale chce mieć dwa — podniósł na nich spojrzenie jakiś lekko obrażony.

Tú me das un colibrí y yo te doy un jaguar 𓂃 ོ☼𓂃𓃬
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli o Madoxa chodzi to on na pewno był takim diabełkiem, że jakby takie duże dzieci jak on mieściły się do okna życia, to matka, albo ciotki, by go oddały. Był złośliwy, był niedobry, pyskaty, wszędzie właził i robił wszystkim na złość. I to nawet chyba nie do końca chodziło o to, że przechodził jakiś okres buntu, on po prostu taki był.
A przy tym był też tak dobry, że podstawiał się łobuzom za Tio i teraz wziął do swojej bazy jakąś dziewczynkę, która nie miała koleżanek, z którymi mogłaby chodzić po drzewach. Cały Madox.
Kiedy Pilar zaczęła się śmiać z lulo i tego co na jego temat mówi ciotka, to popatrzyli po sobie. Tio nawet pewnie by się z nią zgodził, ale Madox już wywracał oczami.
- No i ile lulo sprzedajesz na tym targu? Bo jakbyś powiedziała, że jest dobre na robaki, to pewnie byś sprzedawała więcej - pokazał jej język. Na pewno nie oni jedyni w to wierzyli, więc wystarczyło powiedzieć, że lulo jest dobre na robaki i ludzie by je kupowali, tak uważał Madox, widać już za dzieciaka miał różne pomysły i łeb do interesów.
I teraz też taki zamierzał ubić wymieniając jaguara na małpę. Ale brunetka małpy nie chciała i Madox chwilę przekładał te inne naklejki w palcach.
- Musisz kiedyś przynieść swój album, to sprawdzimy kto ma najwięcej - oczywiście, że Madox uważał, że każdy ma taki album, a jakby Pilar mu powiedziała, że ona nie ma, to stwierdziłby, że muszą jej taki kupić. Bo oni też z Tio na swoje odkładali drobniaki, najpierw na jeden, ten, który należał do Ticiano, a potem na drugi, dla Madoxa, na trzeci też by odłożyli. Noriega ze swoim fartem trafił na album w jakiejś limitowanej edycji z holograficznymi stronami. On to miał zawsze szczęście, więc już zaraz pokazywał Pilar te strony.
- A takie widziałaś? - już siedział z nią ramię w ramię, żeby jej pokazać te strony, który mieniły się zależnie od tego pod jakim kątem się na nie patrzyło.
Ale po chwili już ryczał jak jaguar, i ona też.
- To brzmiało jak dziki kot - oboje tak brzmieli właściwie - a wiem jak robią koty, bo czasem się tutaj biją pod drzewem - i jeszcze nawet pokazał jak te koty robią, jakieś phyyy, phy. A w tym czasie dziewczynka już pokazywała im szympansa, i to jej wyszło super! Aż Madox roześmiał się głośno i powiódł za nią ciemnymi tęczówkami.
Zaraz jednak wyciągał już do niej rękę z tym pięknym, kolorowym koliberkiem i czytał ciekawostkę kiedy go złapała. Zmarszczył brwi kiedy próbowała pomachać dwieście razy na sekundę.
- Osiem - tyle naliczył - to wyobraź sobie jak to robi koliber, a jest taki - pokazał jej paluszkami jaki, no maleńki. Oni je czasem widzieli, jak chowały się między liśćmi mango, migotały w świetle jak jakieś wróżki.
Skinął głową, kiedy zapytała, czy naprawdę może go wziąć za jaguara.
- Mam je dwa, ale tylko dwa - bo niektórych miał po kilka, a koliberki znalazł dwa, Tio miał tylko jednego wklejonego w albumie. Madox też miał swojego wklejonego na tej holograficznej stronie. Wyglądał super.
Kiedy Pilar cmoknęła go w policzek, to Madox się skrzywił, wytarł go od razu wierzchem dłoni, bo co to za pomysł? Fuj. Ciotki go tak całowały. Chociaż... zawiesił na niej te ciemne oczy na dłuższą chwilę, kiedy przyglądała się jeszcze naklejce i nawet się uśmiechnął, sam do siebie. Już miała mu dać tego jaguara, kiedy Tio kazał jej zaczekać. A Madox tym razem w niego wbił spojrzenie.
- No właśnie, ty masz jaguara Tio... - mruknął po dziewczynce, ale Ticiano już przyniósł swój album i szukał w nim luźnych naklejek.
- Mam leniwca, lemura, i kondora, mam też słonia i lwa... - pokazywał jej naklejki, Madox też je miał, ale nie podwójne, kondora właściwie wyprosił od Ticiano, lwa też. Więc może mu powinien oddać drugiego jaguara?
Nie, no nie. Jaguar miał być jego!
- Dobra wiem... Zróbmy konkurs i kto wygra ten weźmie jaguara - zaproponował i spojrzał najpierw na dziewczynkę, a później na Tio.
- Ale jaki konkurs? - wypytywał już Ticiano - w liczeniu? - zaproponował.
- W bieganiu! - to była propozycja Madoxa i pewnie by się dochodzili dłużej, bo akurat w bieganiu lepszy był Madox, ale w liczeniu Tio. Tylko, że Noriega wtedy ciemne spojrzenie wbił w dziewczynkę.
- Ty wymyśl dyscyplinę Pilar - pierwszy raz użył jej imienia, było całkiem ładne, trochę śmieszne, fajne - bo to twój jaguar - no to logiczne, że ona powinna wybierać dyscyplinę.

Tú eres quien inculca la disciplina a Pilar, porque ella es tu jaguar 𐙚🐆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ja nie mam albumu — wzruszyła ramionami, spoglądając gdzieś w eter. Przez moment wodziła spojrzeniem po deskach i ściankach, jakie zrobili w swojej bazie, po plakatach ze spider-manem i kilkoma innymi superbohaterami. Wszędzie tylko nie na nich. Pilar doskonale zdawała sobie sprawę, jakie są dzieci i jak potrafiły się naśmiewać z innych. Nie chciała, żeby oni się z niej śmiali. — Moja ciocia mówi, że taki album jest bez sensu, więc ja swoje wszystkie naklejki trzymam w szkatułce w domu — powiedziała bardziej pod nosem do siebie niż do nich, może trochę ze wstydem? Bo przecież ona się ze swoją ciotką wcale nie zgadzała. Uważała, że taki album był super, jeszcze wersja, którą miał Madox w ogóle była niesamowita! Cała się świeciła i mieniła pod każdym kątem inaczej. Pilar też by kiedyś taki chciała. Może jednak powinna wrócić do tego źródełka i wyłowić trochę drobnych? Może wtedy mogłaby kupić sobie album i chować go pod materacem w pokoju, żeby ciotka nie widziała?
Naprawdę przez moment to rozważała, tylko potem Madox pokazał jej tego koliberka i powiedział, że się z nią zamieni, a Pilar sama nie wiedziała czemu dała mu tego całusa. Nie wyglądał na zadowolonego, ale przecież tak się dziękowało za dobre uczynki. Przynajmniej u niej w domu. Dawało się też całusy w policzek na dzień dobry i za każdym razem jak przychodzili do hacjendy jacyś goście, to zawsze witali się tak z ciotką ale też ze Stewart i kuzynem Matiasem. Dlatego Pilar nie widziała w tym nic dziwnego, ale za to zobaczył w tym coś Tio, bo cały się jakoś spiął, a potem to już w ogóle nieco mu odwaliło, bo przybiegł ze swoim albumem i chciał jaguara Pilar.
Nie za bardzo to rozumiała, bo przecież on już swojego miał. Czemu nie chciał dać Madoxowi, skoro on nie miał ani jednego? Chociaż nie miała zamiru się z nim zamieniać i tak obejrzała, co miał do zaoferowania. Co prawda lemura też nie miała w swojej kolekcji, ale jednak koliber był z tego wszystkiego najfajniejszy. Do tego strasznie podobała się jej ta ciekawostka o trzepotaniu skrzydłami. Ona zrobiła w sekundę tylko marne osiem, a on robiła DWIEŚCIE?! No przecież to było niesamowite!!
I kiedy Pilar tak sobie rozmyślała o koliberkach, Madox wraz z Tio zdążyli się powstrzeczać o to, kto powinien zgarnąć jaguara i nim się zorientowała, już się jej pytali, co powinni zrobić, żeby rozstrzygnąć, kto wygrywa. Tylko że Pilar chciała go dać Madoxowi. Zawsze powinno się dawać tym, co nie mają, a nie tym, którzy chcieli być łapczywi i mieć jak najwięcej. Nie podobało jej się to, ale jednak skoro chcieli bawić się w konkursy, to przecież nie odmówi ani sobie ani im zabawy!
No dobrze, pomyślmy! — zerwała się z miejsca i poprawiła sobie sukienkę, która nieładnie się podwinęła, a zaraz potem robiła kółeczka po domku. Zrobiła ich może z trzy, intensywnie się zastanawiając, po czym wskoczyła na fotel, rozwalając się na nim wygodnie. — Dobra, to chcę, żebyście mi coś zaśpiewali i zatańczyli. Madox, ty pierwszy — wyszczerzyła się. — A potem powiedzieli, jaką księżniczką chcecie być i dlaczego — dodała do zasad, próbując zachować poważną twarz, jednak im dłużej chłopaki patrzyły na nią jakby zwariowała, Pilar w końcu nie wytrzymała i buchnęła śmiechem. — No przecież żartuje, żałujcie, że nie widzieliście swoich min — tak się z nich śmiała, że znowu bolał ją brzuszek. — Zrobimy różne konkurencje do dwóch zwycięstw, żeby było sprawiedliwie! — zarządziła. Z własnego doświadczenia wiedziała, że jedna szansa czasami zależała kompletnie od losu, a przecież tutaj była prawdziwa walka u jaguara!
Zeskoczyła z fotela i podeszła do nich, po drodze zgarniając pustą już butelkę po oranżadzie i procę, którą przyniósł Madox i którą ona strzelała do gagatków.
Pierwsza konkurencja: strzelanie do celu! — zarządziła dumna ze swojego pomysłu. — Tylko musimy chyba zejść na dół, bo tutaj nie ma miejsca — wyjaśniła i nawet nie czekając na nich jako pierwsza zeskoczyła na prowizoryczną drabinkę, łapiąc pracę w zęby, a butelkę pod pachę. Zeskoczyła na trawę i pobiegła do jakiś starych resztek po płocie przy opuszczonym domu i ustawiła tam szkło, a następnie odliczyła równo dwadzieścia kroków.
Tutaj jest linia strzału! — wskazała i zaraz zaznaczyła to jakiś pierwszym lepszym patykiem, żeby było fair. Przy okazji zgarnęła też kamień. Przerzuciła go za plecami pomiędzy dłońmi kilka razy, finalnie trzymając go w lewej i podniosła wzrok na chłopaków. — Która ręka?!
PRAWA! — krzyknął Tio, nim Madox zdążył się nawet odezwać, a Pilar pokazałą mu pustą dłoń.
Pudło — podała kamień Madoxowi. — W takim razie ty zaczynasz. Masz trzy próby. Kto więcej razy zrzuci butelkę ten wygrywa.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”