To przecież miał być ich wieczór, wystrzałowa impreza na plaży, która miała być zwieńczeniem tych pięknych wakacji, na których się sobie oświadczyli, nie raz, kilka razy...
A on znowu stał w samym środku jakiegoś młyna, Carmen patrzyła na niego oczami wielkości spodków, a łysy się mrużył, a do tego był już cały czerwony na gębie. Co kontrastowało z jego żółtymi malunkami, wyglądał jak jakaś diabelska pisanka, czerwono-żółta, wściekła.
Jeszcze przez głowę Noriegi przeszła jedna taka myśl, że przecież to jej brat, nie zrobi jej krzywdy, ale łysy znowu szarpnął Carmen, a ona spróbowała się wyrwać i pisnęła.
- Puść mnie! - potem to już wszystko potoczyło się szybko, bo zaraz padło to puszczaj ją, wypowiedziane przez Madoxa, a potem to bo co mi kurwa zrobisz łysola. I Nawet Noriega już otworzył usta, żeby mu odpowiedzieć. Dokładnie to, że mu nakopie na przykład, kiedy zrobiła to za niego... Pilar?
Serce aż mocniej mu zabiło, kiedy ją zobaczył, a usta chociaż wcale nie powinny wygięły się w uśmiechu. Nawet może by sobie dał z tym spokój, bo Carmen już stała wolna i rozmasowywała swoje nadgarstki. Ale łysy zaraz odwrócił się do Stewart i jakiegoś... gościa, którego trzymała za rękę?
Aż Madox uniósł jedną brew i zaraz uśmiech zniknął z jego twarzy. Carmen ruszyła się do niego, ale w tym samym momencie też jakieś zwoje w tej łysej czaszce jej brata zatrybiły i połączył ze sobą jakiejś kropki. Ruszył do Pilar i jej kolegi, z zamiarem przpierdolenia im? Jemu?
- Albo tej twojej dziwce? - jej? Naprawdę to było do Stewart? Zdecydowanie facet nie wiedział z kim zaczyna. Noriega aż się cały spiął. Zdążył nabrać powietrze w płuca i wyrwał się do przodu.
- Ej! - rzucił znowu, a łysek się zatrzymał, obejrzał na niego - no i co cabeza calva - łysa pało, rzucił a ciemne tęczówki tylko błysnęły w tym kolorowym świetle - chciałeś się napierdalać, to dawaj, zostaw dziewczynę... - jego dziewczynę? Jego narzeczoną? Najpiękniejszą dziewczynę na tym całym festiwalu? Na moment złapał spojrzenie Pilar, ale zaraz pomachał wytatuowanymi, umazanymi palcami do łysego zachęcając go do ataku. Chłop na moment zgłupiał, bo z jednej strony chciał stłuc blondyna, który chował się za Stewart, i może nawet z nim miał by większe szanse, ale z drugiej, stał Madox, a gdzieś obok niego Carmen, która patrzyła się na niego wielkimi, błyszczącymi oczami, jakby była... właściwie to była, pijana i naćpana pewnie.
Madox przechylił na bok głowę.
- No i co kurwa? Dziewczyny się fajnie szarpie, a jak ja się chciałem z tobą poszarpać to... pała zmiękła? - ostatnie słowa powiedział jakoś powoli, a zaraz jego usta wygięły się w uśmiechu. Brzydkim
Łysy dłużej nie myślał, cofnął się i rzucił prosto na Madoxa. Tylko co z tego, kiedy on był na to gotowy? Kiedy on już cały się spiął i wystarczył tylko jeden właściwy ruch, żeby podciął łysola, który z impetem walnął na kolana. Mógł mu pozwolić lecieć na ten głupi ryj, jeszcze mu dowalić, ale zamiast tego to on owinął wytatuowane przedramię wokół jego szyi. Mocno. Zacisnął je jeszcze bardziej, kiedy łysol się szarpnął, aż zrobił się jeszcze bardziej czerwony na gębie. Ledwo łapał powietrze.
Carmen aż pisnęła zasłaniając się dłońmi, wydusiła z siebie jakieś puść go, chociaż tak niepewnie, że Madox aż wywrócił oczami. Poklepał łysola po tym łysym i pustym chyba też, łbie, wytatuowanymi palcami.
- No przecież jak łysolek będzie grzeczny, to nic mu nie zrobię... - mógł mu coś zrobić. Mocniej ścisnąć, żeby uszkodzić mu gardło, albo w ogóle pierdolnąć go na ziemię i spacyfikować kilkoma kopniakami. Madox też jeszcze był grzeczny - musi tylko przeprosić panią - jego spojrzenie padło na Pilar.
Może nawet łysy by to zrobił, bo Madox znowu przesunął palcami po jego łysej potylicy, ale wtedy do przodu wyrwał się ten blondyn, który przyszedł ze Stewart i się za nią chował.
- No właśnie! Przeproś ją - nagle się zrobił jakiś waleczny
Ale to był błąd, bo łysy wtedy go szarpnął, pociągnął na ziemię i zaraz, to Madox leżał, a łysa pała dociskała go do ziemi przedramieniem wbijając łokieć w krtań. Noriega odpowiedział od razu i walnął go kolanem, ale facet się zasłonił, zamachnął, żeby przywalić Madoxowi, on też się zasłonił, zaczęli się szarpać w parterze i chyba każdy z nich dostał jakiś cios, przetoczyli się i w pewnym momencie to Madox był na górze, ale łysy szarpnął go za włosy. A tutaj to Madox mu nie mógł oddać, znowu był na ziemi i znowu dociśnięty do gleby. Jednak łysy trochę umiał się bić.
A blondyn? Ten stał nad nimi i chyba nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Ale może kolejny plaskacz by pomógł?
La chica más guapa de este festival