Wierzył za to, że się będą zajebiście bawić, kiedy stali w tłumie, jakby nic dookoła się nie liczyło, jakby byli tutaj sami, wpatrzeni w swoje oczy.
Wyglądasz..., uśmiechnął się kiedy zaczęła i chyba trochę czekał aż dokończy, ale oczywiście... wpierdolił im się Antoine. On to miał wyczucie czasu, a przede wszystkim w ogóle nie rozumiał tego, że jest im potrzebny jak piąte koło u wozu. Wcale.
Ale może na łódce się odczepi? Kiedy wreszcie wpadnie w ramiona Diego i zaczną się razem bawić? Tak jak Pilar bawiła się z Madoxem bujając w rytmie piosenki wygrywanej przez ukulele, jego palce już haczyły o zwiewny materiał jej czerwonej sukienki, a usta muskały skórę na szyi, kiedy odchyliła do tyłu głowę.
Było przyjemnie.
Póki Antoine nie zrobił scenki, póki oni się nie odwrócili, a Pilar nie wydęła dolnej wargi, bo Madox chyba przeczuwał co to wszystko znaczy. I chociaż jego też ruszyło, bardziej niż zwykle, bo normalnie... powiedzmy sobie szczerze miałby to gdzieś, bo normalnie liczyło się tylko co on chciał, albo Pilar… A teraz ona chciała...
- Musimy? - zapytał jeszcze oglądając się na dziadka z ukulele, dostał od niego już cygaro, które schował sobie do kieszeni koszuli. Jeszcze zerknął na Diego, bo miał od niego kupić jakiś temat, ale Stewart ściągnęła go z bara, z jednej strony zrobiła to jakoś tak seksownie, ale z drugiej.
- Sorry stary - rzucił Madox rozkładając ręce, bo on po piksach był naprawdę pokojowo nastawiony. A kiedy coś mu wypadło na buta, to oczywiście się po to schylił.
Oddać? Nie oddawać?
Może i był ciut milszy, ale to wciąż był Madox, schował zawiniątko do kieszeni, a później już ruszył za Pilar, nawet na moment nie puszczając jej ręki, chociaż rozglądał się dookoła, bo tu go przyciągała muzyka, tu ładnie tańczące pary, a tam po prostu śmiech.
Ale jednak wylądowali na jakimś murku koło blondyna. Madox sobie usiadł i już spojrzenie wbijał gdzieś w piasek, bo jakoś ładniej się na nim wiły kolorowe światła. Jednak kiedy Pilar wylądowała u niego na kolanach, to na niej się skupił, wtulając w nią, zaciągając jej obłędnym zapachem. Nie ma piękniejszego na świecie.
Nawet miał jej to powiedzieć, ale ona zaraz zaczęła rozmowę z blondynem, a potem... ręka Noriegi wylądowała na jego mięciutkich włosach. Rzeczywiście były mięciutkie, aż go po nich pogłaskał, a potem poklepał po główce jak Williama, pac pac.
- Z takimi włoskami... - już chciał powiedzieć, że znajdzie sobie chłopaka, ale Antoine wtedy załkał, że on kocha Diego, a Madox wtulił się w Pilar, bo on kochał Pilar. Słuchał jej, ale trochę odpływał myślami do tego, że mogliby sobie na przykład tańczyć na łodzi. A oni dzisiaj cały dzień udzielają wszystkim sercowych porad, jak jacyś eksperci. Chociaż specjalistka od spraw sercowych Pilar Stewart, prawie Noriega też mu się podobała, oparł jej dłoń na udzie kreśląc na nim jakieś wzroki, serduszka głównie.
Mruknął kiedy jej dłoń wylądowała w jego włosach i poczuł jej paznokcie na potylicy, mimowolnie po plecach przeszedł mu dreszcz, a z płuc wyrwało się mocne westchnie. Chociaż zerknął na te lampki, które wskazała i Madox oczywiście pokiwał głową, jakby wszystko rozumiał. No bo przecież to było pierdolone połączenie dusz, ona mu nie musiała nic tłumaczyć, a on i tak wiedział o co chodzi.
Ale Antoine nie wiedział. Madox aż wywrócił oczami. Miał coś nawet powiedzieć, może go zapytać czy co on, przygłupi jakiś? Ale Pilar kontynuowała, a on znowu jej słuchał, znowu pokiwał głową. Pięknie to powiedziała.
Chociaż jak go zapytała, czy się z tym zgadza, to musiał wtrącić swoje trzy grosze...
- Tak jest... I ja jestem czerwoną, Pilar też jest czerwoną - musiał ją zaczepić muskając wargami jej ramię, a potem znowu spojrzał na Antoine - a ty jesteś różową - no ładnie im dał kolorki - no i czasem... - czyli jeszcze będzie do tego jakaś puenta - wydaje ci się, że trafiłeś na drugą różową i to jest to, a tak naprawdę to ona jest zielona - pasowała do Diego, gościu od zielonego - zielony - i to jednak nie to, co myślałeś, ale... sięgnął ręką, żeby poklepać blondyna po ramieniu, mocniej niż chciał chyba, bo aż się zatoczył, no ale on był taki... słabiutki - jesteś na plaży i tu jest dużo lampek, w różnych kolorach i może gdzieś na ciebie czeka też różowa, więc nie ma się co łamać, trzeba poprawić włosy i koszulę i iść wyrwać jakieś laski... to znaczy chłopaków - no tak, Madox specjalista od leczenia złamanych serc podrywem. Ale u Zbycha zadziałało, więc może u Antonia też zadziała? Antoiniego? Madox nawet za bardzo nie umiał tego wypowiedzieć, ale to nic.
- Więc głowa do góry młody i działaj, bo masz zajebistą noc przed sobą - jeszcze raz go walnął w ramię i trochę liczył, że go zmotywował, przede wszystkim do tego, żeby już się od nich odpulił.
- Ale ja nie jestem za dobry w podrywaniu... - wymruczał blondyn.
No nie kurwa.
Madox już to dzisiaj słyszał. Tylko, że o ile Zbychowi mógł jakoś pomóc, to...
- Ja też nie umiem podrywać facetów, może Pilar? - ona to na pewno potrafiła. Gorzej, że jak przy Madoxie tylko udawała barmankę, która podrywa klientów, to go skręcało. Ale może po piksach nie będzie? A może w ogóle nie wpadną na to, żeby mu to demonstrowała? A może nagle spadnie im z nieba jakiś drugi samotny gej?
Proszę.
eres mi luz roja, nena