34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i głupoty
- A co nie? Jakieś piguły, ze trzy rodzaje prochu wymieszane, no i jeszcze alkohol, wydaje mi się, że piłem pinacolade, bo miałem jej posmak potem przez trzy dni - Madox tak wymienia co ćpali, ale wiadomo, że najgorzej ich poryły te Trumpy, ale nie chciał przy Ricardo mówić, że on jakieś piguły z Trumpem żarł, bo jeszcze by się mogli pobić o to. Madox to też się musiał z Williamem zgodzić, że im to się coś w mózgu chyba poblokowało, wyparowała nagle ostatnia szara komórka, bo to żeby się naćpać do tego stopnia, żeby brać ślub. Już sobie obiecał, że z Pilar to weźmie na trzeźwo, chociaż z nimi to też tak na dwoje babka wróżyła... Karlica, wróżyła im karlica.
- Ej obczajcie to, jak byliśmy w Meksyku... - zaczął i już miał im pewnie opowiedzieć, co im ta karlica wywróżyła, albo w ogóle o tym jej mini namiociku, gdzie ledwo się zmieścili, ale większe zainteresowanie niż jego historia pewnego razu w Meksyku oczywiście miało konto Williama.
Aż ich wbiło w fotele jak zobaczyli te wszystkie zera na jego koncie. Dobrze, że Noriega to swojej forsy nie trzymał w banku, tylko poukrywane po dziurach, jak prawdziwy gangster.
- O stary, jak ty masz tyle siana, to byśmy gdzieś pojechali w podróż poślubną, wezmę Pilar... - zaczął nawijać, ale znowu nie dokończył, bo rezerwa mu się zaświeciła i zapiszczała.
Zjeżdżają na stację, Madox tankuje, a potem bierze hajs od swojego męża, no i oczywiście jak zagadał do dziewczyn, to one już stoją przy BMW, żeby zobaczyć chłopaków. Szkoda, że nie ma co oglądać, bo Madox już sobie poszedł. Chociaż jeszcze się zatrzymał i się śmieje, z tych czipsów dżalapino, a potem nawet się oparł o dach i mówi do Willa poważnie.
- Następnym razem to powiedz tak bebe, no los he comido en anos, anos powtórz - no i czeka oczywiście, aż William to zrobi, a potem się wyszczerzył do Ricardo, bo oni we dwóch wiedzieli, że się mówi años, to od lat, a anos to odbyt, więc William mówi, że nie jadł odbytów. Więc Madox jak sobie z niego pożartował, jak zwykle zresztą, to wsadził ręce w kieszenie i poszedł na stację.
Oczywiście ze swoim nienagannym hiszpańskim mówi, że chce te czipery halapenio, a sprzedawca, który też był chyba jakimś Latynosem zaraz mu mówi, że mają też nowe hot-dogi halapenio i piwko nowe mohito. Oczywiście, że Madox wziął wszystko, bo skoro William stawiał, to jak miał z tego zrezygnować?
Wychodzi po tych piętnastu minutach obładowany zakupami. Dziewczyny już też zatankowały, poczochrały pieski, dały Willowi na siebie namiar i poszły, ale to nawet dobrze, bo Madox nie pomyślał i im nie wziął hot-dogów. Jak William do niego wystawił rękę, to Madox mu zaraz przybił piątkę.
A potem tak, dał Riczowi hot-doga i zaraz Williamowi w końcu też.
- Macie, to jakieś nowe, tylko nie dawaj psu bo to dżalapinio - oczywiście się znowu pośmiali z Patelka. A potem Madox im jeszcze pokazuje sześciopaka piwka i mówi, że to też jest nowość mohito, ale to po robocie, akurat po dwa sobie walną. Rzucił je Willowi na kolana. Czipsy to oczywiście otworzył i najpierw wpakował sobie do buzi całą garść, a potem dał Riczowi i dopiero swojemu mężowi na kolana. Fajek to nawet mu nie dał, tylko sobie włożył do wewnętrznej kieszeni kurtki, no i zaraz odpala silnik i jadą dalej.
- No i co laski mówiły? - zapytał, ale przecież Madox to miał w głowie jedną laskę i nawet znowu gdzieś zerknął na telefon, czy Pilar mu nic nie napisała. Jechał taką trasą jak mu William pokazał, wszystko się zgadzało. I w końcu stają pod jakąś podejrzaną miejscówką. A tam wielki migoczący szyld Łaźnia Pod Spoconym Tygrysem, dziwna nazwa, ale no skoro William się tam umówił na przekazanie.
Wyleźli z auta, Ricardo z tymi psami pod obydwoma pachami i wchodzą do budynku, a tam za ladą jakaś mała azjatka i krzyczy na nich.
- Nie z psami! Nie z psami! Niewolno! - pokazuje im jakiś znaczek z przekreślonym pieskiem, a Madox zaraz pochyla się nad nią i opiera o ladę - tak naprawdę to są koty... ale zdeformowane, a nie widzę tu żadnego znaczka z kotami - no i cóż, babka trochę się pokrzywiła, ale nie było takiego znaczka, to im dała ręczniki i skierowała do szatni, że muszą się rozebrać.
No to co mieli zrobić, poszli, William z teczką, Riczi z pieso-kotami, a Madox z rękami w kieszeniach.

Ricardo Martinez William N. Patel-Noriega
36 y/o
For good luck!
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Łooo, nieźle Patelek, nie doceniałem cię - sięgnął go za ramie i tak z głupkowatym uśmiechem potrząsa a potem pod nosem mówi wkurwiony do Madoxa po hiszpańsku - Kogo mi ty kurwa przedstawiłeś bracholu, to jest jakiś jebany gangster. Ty sie kurwa lepiej zastanów i przypadkiem nie bierz od niego żadnej kasy na rozwodzie, bo jak cie zakopie na pustynii to nie bedziemy z Rosi odwiedzać twojego grobu - przeraził się bowiem Riczi, że Madox go chce wkręcić znów w jakieś pojechane sytuacje. On chciał tylko mieć spokojne życie, w domku w małym miasteczku w Portorico, gdzie zna swoich sąsiadów. A teraz nagle Madox mu tu wpierdala się z butami i jeszcze go Rozi z tego wszystkiego zostawi. Znów się uśmiecha do Wiliama i opadł na oparcie, spogląda gdzieś za okno i se myśli, że kurwa no porwali go jak nic i znów będzie dla nich DARMOWĄ robotę robić. Tak to już jest jak się jest jedynym chłopem w zespole, który ma urok 10/10. Madox to ma mięśnie, a Patelek kaske.
Trochę mu się potem humor poprawił, jak Madox ciśnie sobie z Patelka i każe mu o anos opowiadać, ale nic nie wydał brachola, bo nie chciał też żeby go potem na jakąś sprawę sądową rozwodową jako świadka nie brali. Jak Madoxa nie było to tak kmini i patrzy na Patelka.
- Ty, a ty byś mi nie mógł załatwić jakiejś wizy dłuższej? Bo mnie teraz jak przyjechałem to baba powiedziała, żebym coś z tym zrobił, bo za miesiąc mnie będą deportowali - zastanawia się, bo on to jak jest obywatelem USA no to właśnie podobno jest nielegalny po 3 miesiącach. Potem wraca Madoxo z hotdogiem to Riczowi sie humor poprawił i okazało się, że to dlatego, że był głodny. Michelin Michelinem, ale jednak jak się jest głodnym to nawet parówa na stacji jest dobra. Wgryza się i już miał mówić, że w życiu takiej parówy nie jadł, kiedy Wiliam relacjonuje co tam ustalił z babami. On to nie ma nic do gadania w tym temacie, teraz jest wszak CZYSTY po Guadelupe. Chociaż faktycznie jak ta ruda z samochodu na niego spojrzała to troche się mu gorąco zrobiło.
-Co ona krzyczała? - zdziwił się Ricz, bo on nic nie rozumie co te azjatki gadają, dla niego to jakby mówili w swoim jezyku a nie po angielsku, jak już poszli dalej się przebierać. Włażą do tej szatni i Ricz tak się troche orientuje, że chyba coś jest nie tak. - Gdzie wy mnie chłopaki zabraliście... KURWAA - odstawił psiaki na ziemie i odrazu się rozbiegły jak małe szczury po całej szatni. - Czy to jest interwencja ??? Ja jebie Madox, przecież ja ćwiczę i ci obiecałem że będę z tobą wyciskać, ale teraz jestem po locie styrany, nie chce mi się teraz ćwiczyć nawet stroju nie zabrałem! - i wtedy jakiś chłop z boku mówi, że strój nie będzie mu potrzebny. Unosi brew Ricz i wtrzeszcza oczy na chłopaków, bo to chyba jakaś innego rodzaju szatnia jest. Nie ocenia, ale teraz zaczeło mu się składać... oni slub, tu nagość. - Eee, ale wiecie że ja mam żone tak? - upewnia się, ale jak mu polecili, że ma się rozebrać i sie rozbieraja no to też gacie zdejmuje. - Burrito Churros gdzie wy jesteście, wracajcie tu chujki - i oba psy-koty-szczury wystawiają główki zza szafek i patrzą jak głupole na trzech chłopów co się rozbierają. Owinięci w pasie w białe ręczniki idą więc i okazuje się, że przyszli na baseny. Ricz myśli, że dopiero zjadł, no to nie bedzie chyba pływać, ale wyrywa się do przodu i sobie ogląda łaźnie. Madox mówi, że mają wejść do parowej sauny na co on tak patrzy na niego jak na dekla - A co ja mam z nimi zrobić, przecież nie będe z psami do sauny wchodził. Idźcie sami chłopaki - powiedział i nagle mu Churros sie wykrecił i leci do basenu, no to Ricz za nim zostawiając chłopaków samych pod sauną.

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”