30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

043.
Słup czarnego dymu unosił się nad przedmieściami Toronto i już z daleka było jasne, że to nie będzie mała akcja. Teddy siedziała na tyłach wozu, sprawdzając jeszcze raz sprzęt, chociaż zrobiła to wcześniej. Trzykrotnie. Kiedy dojechali na miejsce, magazyn stał w ogniu. W środku wciąż mogli być ludzie. I łatwopalne materiały, które pochłaniały konstrukcję.
Wchodzimy — zadecydował Blaze. Poprawił hełm i ruszył przodem, jedynie upewniając się przez ramię, czy reszta nadąża.
Dym był wszędzie. Gęsty i duszący. Wdzierał się do płuc przy każdym oddechu, nawet przez maskę. Teddy czuła, jak pot spływa jej po plecach pod ciężkim mundurem, a materiał przykleja się do skóry. Nie było czasu, żeby się na tym skupiać.
Widoczność - tak, jak zakładali - okazała się fatalna. Latarka wycinała z dymu tylko fragmenty rzeczywistości. Przewrócone regały, rozlane po podłodze substancje i nadpalone kartony. Każdy krok wymagał ostrożności, bo podłoże było nierówne i miejscami zapadnięte. Podzielili się na dwie grupy. Jett poszedł z Darnellem i Erikiem, a Teddy została z Blazem.
Sektor A sprawdzony — odezwał się przytłumiony przez maskę głos Donovana.
Teddy przesunęła się dalej, orientacyjnie dotykając ściany. Metal był gorący i parzył przez rękawicę. Ogień musiał być tu już od dłuższego czasu.
Uważaj na belki — odezwał się Young, który szedł z jej prawej strony. Posłusznie podniosła nogi, przeskakując przez rozwaloną konstrukcje. Blaze został z tyłu.
Zatrzymała się przy przejściu między dwoma sektorami, dostrzegając wąskie, częściowo zawalone wejście. Przez szczelinę widać było dalszą część magazynu - jeszcze ciemniejszą i jeszcze bardziej zniszczoną.
Darling przez moment tylko nasłuchiwała. Trzask. Chyba gdzieś daleko? Metal pracujący pod temperaturą. I coś spadającego w oddali. Instynkt podpowiadał jej, żeby się wycofać. Procedury były jasne. Budynek był niestabilny. Ale jednocześnie wiedziała, że jeśli są tam ludzie, musieli ich wyciągnąć.
Idę dalej — powiedziała do radia, zanim ktokolwiek zdążył ją zatrzymać.
Teds, musimy się wycofać — odezwał się w słuchawce głos Jetta. — To zaczyna wyglądać źle.
Zatrzymała się na moment. Tylko na sekundę.
Daj mi chwilę — odpowiedziała krótko. Nie czekała na zgodę. Coś zmuszało ją do działania i do bycia o krok przed wszystkim, co mogło pójść nie tak.
Przeszła przez przejście bokiem, unikając wystających elementów. W środku było jeszcze gorzej. Światło latarki co kilka kroków traciło zasięg. Teddy co chwilę musiała zmieniać kąt, żeby w ogóle widzieć, gdzie stawia nogi.
Sektor B, brak widoczności, kontynuuję przeszukanie — zgłosiła i ruszyła naprzód, zatrzymując się dopiero przy przewróconej strukturze, która blokowała część przejścia. Dotknęła jej ostrożnie. Stabilna, ale nagrzana. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu obejścia.
I wtedy usłyszała nie jeden dźwięk, tylko całą sekwencję. Zastygła w bezruchu i spojrzała w górę.
Wycofuj się — głos Younga nie znosił sprzeciwu. — Teraz.
Ale to teraz przyszło za późno.
Strop magazynu zaczął usuwać się w sposób, którego nie dało się już zatrzymać. Najpierw minimalne przesunięcia, potem gwałtowne odkształcenia, aż w końcu wszystko zaczęło się zapadać warstwa po warstwie. Nie było czasu na reakcję, tylko na odruch. Cofnęła się gwałtownie, próbując zejść z linii uderzenia, ale podłoga była zawalona. Straciła równowagę dokładnie w najgorszym możliwym momencie.
Uderzenie przyszło brutalnie. Coś ciężkiego spadło na jej bark i plecy, wciskając ją w metalową konstrukcję. Zapanowała cisza, przerywana tylko trzaskiem ognia i opadającym pyłem. A Teddy nie była w stanie zrobić nic poza próbą złapania oddechu, który nie chciał wrócić. Powietrze uciekło jej z płuc tak nagle, że przez chwilę była kompletnie odcięta od wszystkiego. Nie mogła oddychać. Leżała nieruchomo, próbując zmusić ciało do choćby jednego, płytkiego wdechu. W głowie zaczęło dudnić.
Darling!
Głos przebił się do niej z opóźnieniem. Mrugnęła, próbując się skupić. Widziała tylko zarys zawalonego sufitu, drobiny kurzu unoszące się w powietrzu, a potem światło, które nagle stało się ostrzejsze. Ktoś ściągnął z niej metalowy fragment sufitu.
Z jej ust wyrwał się krótki, świszczący oddech
Mamy ją! — to był Blaze. Rozpoznała go od razu, mimo szumu w uszach. — Spokojnie, wyciągniemy cię. Tylko się nie ruszaj.
Ból w klatce piersiowej pulsował w rytm serca, coraz mocniej. Do tego dochodziło zmęczenie, jakby całe jej ciało w jednej chwili zdecydowało, że ma dość.
Teddy, patrz na mnie — rozchyliła powieki i dostrzegła twarz Jetta. Ale obraz zaczął się rozmazywać. — Nie zasypiaj — rzucił ostrzej. — Teddy, słyszysz mnie?
Słyszała. Ale to robiło się coraz trudniejsze. Chciała im odpowiedzieć. Powiedzieć, że jest okej. Że da radę. Że nie pierwszy raz jest w takiej sytuacji. Ale słowa nie chciały się ułożyć. Ostatnie, co zarejestrowała, to czyjeś dłonie na jej ramieniu i głos Donovana, który nagle stał się bardziej napięty niż wcześniej.

***


Jett stał w korytarzu szpitala od dobrych kilku minut, choć miał wrażenie, że minęła znacznie dłuższa chwila. Ręce trzymał skrzyżowane na piersi, ale co jakiś czas rozluźniał uścisk, nie mogąc znaleźć jednej, wygodnej pozycji. Blaze i chłopaki siedzieli oparci o ścianę kilka metrów dalej. Nikt nie miał ochoty na rozmowę.
Idę dalej.
Zawsze mówiła to tak, jakby miała rację. Była taka dobra i taka uparta. Czasem aż do granicy uporu, który nie miał nic wspólnego z rozsądkiem. I właśnie ten upór dziś ją tu przywiódł. Przesunął dłonią po karku, wzdychając ciężko. W międzyczasie wysłał krótkie informacje do April i Darlingów. Krótko i konkretnie. Że Teddy żyje, jest w szpitalu i przechodzi przez serię badań. Nic więcej nie dało się wtedy powiedzieć. I Jett miał wrażenie, że to nic więcej było najlepszym i najgorszym, co mógł przekazać.
Daj mi chwilę.
Prawie parsknął, ale zamiast tego tylko zacisnął szczękę. Drzwi na końcu korytarza otworzyły się. Donovan wyprostował się natychmiast, gotowy wyjść Finch naprzeciw, żeby ją zatrzymać, uspokoić, powiedzieć wszystko naraz i jednocześnie nic konkretnego, bo nie było jednej właściwej rzeczy do powiedzenia w takich momentach.

pocałowałbym cię w usta, by poczuć smak życia
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

31
Oparła podbródek na dłoni, wpatrując się znudzone w ekran telefonu. Założyła nogę na nogę, żeby przestać wreszcie machać pod stołem jedną z nich. Niewiele to dało. Zaczęła nią bujać w rytm piosenki, która leciała wyłącznie w jej głowie. Nie mogła się skupić na słowach, dobiegających zewsząd. Siedziała na najnudniejszym możliwym zebraniu, mając w głębokim poważaniu każdy poruszany dzisiaj temat.

Cały dzień była jakaś taka rozproszona. Kompletnie się nie wyspała, mimo że zaspała. Rzadko jej się to zdarzało, praktycznie nigdy. Budzik działał na nią bardzo dobrze. Musiała się przez to strasznie spieszyć, wszystko leciało jej z rąk i nie miała nawet czasu nacieszyć się wychodząca Teddy. Miała nadzieję, że spóźni się do pracy jeszcze bardziej i wciągnie ją za sobą pod prysznic, ale nawet to w biegu kompletnie nie wyszło.
W biurze również nie znalazła niczego, co mogłoby ją wbić na właściwie tory. Po powitaniu Emma przypomniała jej, że mają dzisiaj spotkanie kwartalne z innymi managerami, co właściwie było jak gwóźdź do trumny. Nie istniało nic nudniejszego. Będą ględzić o jakichś bzdurach i pieniądzach, męcząc je jakimiś kretyńskimi słupkami i prezentacjami. Na domiar wszystkiego okazało się, że w lodówce skończyły się jej ulubione, truskawkowe energetyki i była skazana na taki zwyczajny i to z cukrem.
— Ten dzień nie może być gorszy — burknęła obrażona na los do Emmy, podając jej puszkę jej ulubionego napoju, którego było w biurowej lodówce pod dostatkiem.

Nie chciało jej się scrollować social mediów, nie chciało jej się też pracować. Miała nadzieję, że trochę porozmawia sobie z Teddy. Wysłała jej godzinę temu smsa, w którym opisała krótko, co robiła bez niej pod prysznicem, licząc, że dostanie odpowiedź z opisem, co takiego dziewczyna zrobi jej, jak już wróci. Telefon jednak milczał. Weszła z braku laku w ich konwersację, mając nadzieję, że może nie zauważyła powiadomienia i wiadomość tam na nią czekała, ale nic z tego. Wciąż wisiała na nieodczytanym.
Zmarszczyła brwi, gdy telefon zawibrował, a ona zobaczyła powiadomienie od Jetta. To dopiero było dziwaczne. Otworzyła, będąc święcie przekonaną, że dostała znów jakiegoś starego mema, którego Donovan nagle odkrył i na który postanowił wkleić twarz Teddy, bo przecież tak zawsze było śmieszniej. Ale to zdecydowanie nie był uroczy żart.
April?Usłyszała przy uchu zmartwiony głos Emmy, który wybił ją z letargu. Poczuła dotyk na ramieniu, który uświadomił jej, że nadal siedziała w pokoju konferencyjnym, wpatrując się tempo w ekran. Dopiero teraz zaczęły docierać do niej głosy innych pracowników, którzy wykłócali się chyba o podział budżetu. Przyjaciółka wpatrywała się w nią z przerażeniem, bo ze skóry Finch odpłynęły wszystkie możliwe kolory. Spojrzała na ekran jej telefonu i skinęła tylko głową, chcąc jej pokazać, że wszystkim się zajmie. Nie czekając ani sekundy dłużej April zgarnęła z blatu komórkę, wstała i wyszła z pokoju, ignorując zdziwione wołania.

Nie pamiętała ani sekundy drogi do szpitala. Miała wrażenie, że nagle zmaterializowała się w obrzydliwie jasnym korytarzu, choć przed sekundą dokładnie w tym samym stanie znajdowała się w biurze. Chyba zapomniała założyć kurtki. Nieważne. Od razu zauważyła chłopaków kawałek dalej. Dobiegła do Jetta i z całej siły zdzieliła go pięścią w żołądek.
— Co wyście odjebali?! — krzyknęła, kompletnie ignorując, że zwróciła tym samym na siebie uwagę wszystkich dookoła. Wpatrywała się w niego szklącymi się oczami, które nie miały pojęcia, czy mają się kompletnie załamać czy skrajnie wściec. Obie te emocje niemalże parowały znad jej skóy.

A wszystko to, bo ciebie kocham I nie wiem, jak bez ciebie mógłbym żyć
Ostatnio zmieniony pt kwie 24, 2026 1:11 pm przez April Finch, łącznie zmieniany 1 raz.
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet się nie cofnął, kiedy uderzyła go w żołądek. Przyjął cios i wypuścił powietrze z krótkim sykiem. Zasłużył na to. Wyprostował się i dopiero wtedy spojrzał na April. Przez sekundę nic nie powiedział, bo wiedział, że pierwsze słowa i tak do niej nie dotrą. O ile znał Darling i widział wcześniej w różnych stanach, to nie miał pojęcia, jak postępować z jej dziewczyną.
Oddychała szybko, jej wzrok skakał po jego twarzy, jakby szukała w niej jednej konkretnej odpowiedzi, która natychmiast wszystko naprawi.
April… — zaczął spokojnie, a kiedy Finch spróbowała ponownie go uderzyć, złapał ją pewnie za oba nadgarstki i zatrzymał w pół ruchu. Nie odepchnął jej, po prostu unieruchomił. — Hej, spójrz na mnie — poprosił, wyłapując jej wzrok. Oczy miała pełne łez, ale jeszcze bardziej pełne wściekłości. Przyciągnął ją odrobinę bliżej, żeby przestała patrzeć wszędzie dookoła i skupiła się na tylko nim. — Posłuchaj mnie. Musisz mnie teraz posłuchać — na moment ich spojrzenia się spotkały. To wystarczyło. — Teddy żyje — powiedział to powoli i bardzo wyraźnie.
Zobaczył, jak te słowa w nią trafiają, ale nie uspokajają od razu. To nie działało w ten sposób. Zerknął po chłopakach, którzy wprawdzie poderwali się ze szpitalnej podłogi, ale nie ruszyli z miejsca, dając im przestrzeń. Chyba każdy z nich uważał, że Jett był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Albo po prostu obawiali się gniewu April.
Jest w środku, badają ją — przesunął lekko kciukiem po jej nadgarstku. Ten gest był łagodniejszy niż wcześniejszy chwyt. Przez ułamek sekundy pozwolił, żeby ta informacja w niej osiadła, zanim dodał cokolwiek więcej. Bo przecież widział, że sama żyje jeszcze nie wystarcza. Dostrzegł, jak jej twarz się napina jeszcze bardziej, więc od razu kontynuował, nie pozwalając jej utknąć w wyobraźni.
Zawalił się fragment stropu w magazynie. Konstrukcja puściła szybciej, niż zakładaliśmy — nie powiedział, że to Darling nie chciała zawrócić.
Mógł powiedzieć prawdę. Mógł powiedzieć, że Teddy sama pchała się dalej i że ignorowała sygnał. Znał ją. Wiedział, jaka była w akcji. Ale to nie było teraz ważne. Finch nie potrzebowała prawdy w raportowym wydaniu. Potrzebowała kogoś, kogo może nienawidzić przez te kilka minut.
Nie była przygnieciona całkowicie. Oddychała i reagował — poluzował chwyt, ale nie puścił w pełni, sprawdzając, czy zaczyna wracać do rzeczywistości. — Szybko ją wyciągnęliśmy. W karetce na krótko straciła przytomność, a teraz zajmują się nią najlepsi specjaliści.
W końcu delikatnie opuścił jej nadgarstki, ale nie odsunął się od razu. Został blisko, gotowy przyjąć każdy kolejny cios. Westchnął cicho, przeczesując dłonią włosy.
Jest twarda — odezwał się po chwili, trochę ciszej, jakby mówił bardziej do siebie niż do niej. — Wiesz o tym, prawda? — zerknął na April, sprawdzając, czy nadal go słucha. — Nie pierwszy raz coś na nią spadło — okej, to był słaby żart. Wiedział o tym od razu, kiedy słowa opuściły jego usta. Skrzywił się ostentacyjnie. — Lekarz mówił, że chcą zrobić pełną diagnostykę. Głowa, kręgosłup... Standard po takim uderzeniu — przeniósł spojrzenie w stronę drzwi, za którymi zniknęła Teddy.

wierzę, że kiedyś przеstaniemy biec. jedno, co pewne, to ja ciebie też
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała ochotę pobić go tam na śmierć. Jedyne, co ją powstrzymywało to myśl, że jak Teddy się o tym dowie, to będzie jej przykro. Lubiła przecież tego wielkiego kretyna. Wielkiego i kompletnie bezbronnego, gdyby tylko się o to postarała. Jakkolwiek to było absurdalne, April nie miała wątpliwości, że dałaby radę go zadusić gołymi rękami. Fakt, że trzymał ją teraz mocno w ogóle niczego nie zmieniał. Wyrwałaby mu się, gdyby tylko chciała! Ale bardziej chciała posłuchać, co miał do powiedzenia.
— Nie wkurwiaj mnie, Donovan — warknęła bliska zmienienia zdania i ukatrupienia go na miejscu. Co za bezsensowna informacja! Oczywiście, że Teddy żyje. Nie było przecież innej możliwości, nie istniał taki wymiar, w którym jej dziewczyna była śmiertelna. Gdyby tak się dało, to Jett zdecydowanie leżałby już w korytarzu w kawałkach, a przecież był cały i zdrowy, więc co on w ogóle bredzi i marnuje czas na jakieś oczywistości?
Wsłuchiwała się w tę historię ledwo utrzymując się w świadomym stanie. Nie było teraz czasu na tracenie przytomności, to na pewno. Musiała być w pełni świadoma i gotowa na wszystko, co będzie konieczne. Zacisnęła szczęki, próbując powstrzymać się też od płaczu. Na to też będzie przecież mnóstwo czasu później. Nie powinna się tu teraz rozklejać, to Teddy była w trudnej sytuacji, a nie ona. Musiała się ogarnąć i pozbierać do kupy. Problem w tym, że nie miała pojęcia, jak to zrobić, a jedyna osoba, która mogłaby jej w tym pomóc, była za drzwiami. Miała ochotę wydrapać z siebie całą April na zewnątrz, byle tylko pozbyć się obrazów jej dziewczyny pod jakimiś pokurwionymi gruzami. Miała wrażenie, że ktoś zawalił teraz na nią dach szpitala i kazał tak sterczeć. Płuca paliły ją z bólu z każdym ciężkim oddechem, a ona nie była w stanie zrozumieć niczego, co wytłumaczył jej Jett. To znaczy – rozumiała całą sytuację, ale nie pojmowała, jak coś tak okropnego mogło spotkać kogoś tak dobrego, jak Teddy.
— Wkurwiasz mnie — jęknęła, kucając w tym samym miejscu, w którym stała. Wplotła palce we włosy i zacisnęła je mocno, próbując zapanować chociaż nad jedną funkcją życiową. Było jej wszystko jedno, czy opanuje myśli, kołatające serce czy żołądek podchodzący jej do gardła. Chciała być stabilna chociaż w jednym aspekcie.
— Ile to już trwa? — dopytała, prostując się po kilku sekundach. Potarła oczy wierzchami dłoni, pozbywając się kilku pojedynczych łez, na które sobie pozwoliła. Naprawdę strasznie często płakała przez Teddy, co za baba z tej Teddy!
— I ile jeszcze potrwa? — dodała od razu tonem, w którym wreszcie nie było druzgocącej wściekłości. Złość na moment odeszła w dzień, by zrobić miejsce absolutnemu przerażeniu. Wpatrywała się w nie, licząc, że pod siłą jej spojrzenia zrobią się nagle przezroczyste.

Oddychaj ze mną zaczarowanym powietrzem. Obłędnie kochaj, bo Jutro mogę zniknąć
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej wkurwiasz mnie nie zrobiło na nim wrażenia. Przyjął to bez reakcji, jak coś oczywistego, na co nie trzeba odpowiadać. Miała do tego pełne prawo. Gdyby role się odwróciły, powiedziałby dokładnie to samo. Kiedy kucnęła, odwrócił na moment wzrok, dając jej tę odrobinę prywatności na środku tego szpitalnego korytarza. Ale nie odszedł. Właściwie nawet nie drgnął. Stał obok, czujny i gotowy zareagować, gdyby nagle zabrakło jej sił. Spojrzał na nią dopiero wtedy, jak znowu się odezwała.
Jakieś… — zerknął na wiszący na ścianie zegar. — Czterdzieści minut od przyjazdu. Może trochę więcej — nie rzucał dokładnych minut. Nie miało to znaczenia. — Od momentu zawalenia godzina, coś koło tego — dodał ciszej. Obserwował uważnie, jak April się prostuje, jak ściera łzy i jak próbuje wrócić do pionu, choć było widać, że kosztuje ją to więcej, niż chce pokazać. I że robi to tylko dlatego, że musi.
I ile jeszcze potrwa?
To pytanie było trudniejsze. Jett przesunął dłonią po karku, przez chwilę szukając właściwych słów. Nie znał odpowiedzi, a nie chciał jej oszukiwać.
Badania trochę potrwają — powiedział w końcu. — Przy takim urazie sprawdzają wszystko dokładnie — zrobił krótką pauzę, posyłając jej lekko uśmiech. — Ale to dobrze! To znaczy, że mają czas, żeby zrobić to porządnie.
Nie mówił, że to na pewno nic poważnego. Nie rzucał pustych zapewnień. Finchi tak by w nie nie uwierzyła. Zamiast tego oparł się lekko o ścianę obok, nie spuszczając z niej wzroku.
Gdyby było naprawdę źle, już by nas tam wołali — stwierdził po chwili. — Albo ktoś by tu z nami był — skinął głową, chcąc potwierdzić wypowiedziane sowa. To była prawda. I to taka, której się trzymał.
Przez moment zapanowała między nimi cisza, której Donovan po prostu pozwolił wybrzmieć. Nie próbował jej zapełniać na siłę. Przyglądał się April i na to, jak wpatruje się w drzwi, żeby przedrzeć się przez nie siłą woli.
I to zadziałało, bo klamka drgnęła, a za mlecznym szkłem poruszyła się czyjaś sylwetka. Chwilę później drzwi otworzyły się szerzej i na korytarz wyszedł lekarz. Miał na sobie biały kitel z podwiniętymi po łokcie rękawami, a jego dłonie były jeszcze wilgotne po dezynfekcji.
Doktor Ethan Caldwell, ortopeda — przedstawił się krótko, zerkając po twarzach zebranych.
Jett wyprostował się, poprawiając szelki przy mundurze.
Co z nią? — zapytał od razu, zanim ktokolwiek inny zdążył się odezwać.
Lekarz skinął głową lekko.
Stan pacjentki jest stabilny — odpowiedział spokojnie. — Ma uraz barku, sporo stłuczeń, podejrzenie wstrząśnienia mózgu, ale na ten moment nie widzimy zagrożenia życia — rozejrzał się po korytarzu, jakby szukał konkretnej osoby. — Chciałby porozmawiać z kimś z rodziny — dodał już bardziej rzeczowo.
To zdanie brzmiało jak ściana. Wzrok Jetta automatycznie wrócił do April. Każde z nich było dla Teddy rodziną, ale nie na papierze.
To jej partnerka — powiedział, wskazując głową na April. — Najbliższa osoba.
Lekarz spojrzał na nią uważniej, ale jego wyraz twarzy się nie zmienił.
Rozumiem — przytaknął, ale skłonności do ustępstw. — Natomiast zgodnie z procedurą potrzebuję kontaktu z członkiem rodziny. Rodzice, rodzeństwo… Ktoś formalnie upoważniony.
W głowie już układał kolejne kroki. Próbował sobie przypomnieć, czy Teddy kiedykolwiek wspominała coś o upoważnieniach, dokumentach i czymkolwiek, co mogłoby teraz pomóc. Jej rodzice byli w drodze i w teorii powinni niedługo tutaj być.

jeśli mamy tylko jeden dzień, nawet na minutę nigdzie nie oddalaj się
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Godzina brzmiała dla niej nieznośnie długo. A jeżeli byli tu od czterdziestu minut, to mogła się tylko na siebie wściekać, że przyszła tutaj dopiero teraz. Powinna się zmaterializować tuż obok niej, gdy tylko dotarła do bezpiecznej przestrzeni. Czuła, jakby zmarnowała strasznie dużo czasu i było jej z tym naprawdę okropnie.
— Mhm, jasne — potwierdziła odruchowo, nie chcąc cały czas się na nim wyżywać. Nie wiedziała, czy mówił szczerze i czy fakt, że nadal musieli sterczeć na korytarzu, faktycznie był dobrym znakiem. Opieranie się na serialach medycznych w tym momencie nie było zbyt mądrym pomysłem. Mogła później podziękować bogom, że nie przyszedł jej do głowy żaden odcinek Greys Anatomy, bo to oznaczałoby dla Teddy cały wachlarz tragedii.
Nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić. Bezczynne czekanie brzmiało jak coś najgorszego na świecie. Ale z drugiej strony, co niby mogła zrobić w środku? Nie była lekarzem i na pewno nie chciał im przeszkadzać. Mieli wykonać swoją robotę porządnie, potrzebowali skupienia, a nie durnej baby zaglądającej im przez ramię. Wszystkie opcje były dość okropne. Nie była w stanie wymyślić niczego, co zatrzymałoby myśli, które przyspieszały w jej głowie coraz bardziej i bardziej, osiągając tempo, jakiego po samej sobie się nie spodziewała. Wszystkie możliwe scenariusze, od tych najczarniejszych po najsłodsze, przemykały przez jej łeb tak szybko, że nie była w stanie ich nawet od siebie odróżnić. Słyszała tylko jeden wielki pisk i była święcie przekonana, że się zaraz porzyga.
Otwarcie drzwi zadziałało jak cios obuchem. Odzyskała na moment świadomość tego, gdzie się znajduje i natychmiast skupiła się na lekarzu wpatrując się w niego jak mistyczne zjawisko, które zstąpiło z niebios z dobrą nowiną. Albo złą? W każdym razie, na bank miał informacje. Szkoda tylko, że zaczął od jakichś kretyńskich pytań, a nie dzielenia się wiedzą. I jeszcze te jego koszmarne zasady, niech go szlag. Dopadła do niego natychmiast, zaciskając palce na kitlu, gotowa do kolejnego morderstwa. Ledwie otworzyła usta, kiedy dotarło do niej, co wyprawia. Puściła lekarza jak oparzona, cofnęła się o krok.
— Jestem upoważniona absolutnie do wszystkiego, o czym pan w ogóle bredzi — wycedziła przez zęby, nie mając pojęcia, czy mówi prawdę. W tym momencie nie była w stanie przypomnieć sobie nawet, jak nazywają się jej rodzice. To były tylko jakieś nieistotne szczegóły. Kto normalny przejmował się w takich momentach dokumentami? Trzeba nie mieć serca.
— O czym chce pan rozmawiać? — zapytała powoli, bo bardzo starała się na niego nie wydzierać. Wiedziała, że to zły pomysł i wtedy już na pewno się z nim nie dogada. Zacisnęła pięści z całych sił, wbijając paznokcie w skórę, gotowa rzucić lekarzem o ścianę, jeżeli będzie próbował kombinować jeszcze raz. Zrobiła z powrotem krok do przodu, próbując obejść Caldwell blokującego drzwi, jakby oceniała, czy jest w stanie przecisnąć się obok i wparować do środka bez tej całej szopki.

Czuję Twoje serce, nie chce się przestać tłuc, Błagam chwilę jeszcze, jeszcze kilka słów
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zdążył zareagować, kiedy April ruszyła do przodu i szarpnęła lekarza za śnieżnobiały faruch. Jett już wtedy wiedział, że to pójdzie za daleko. W pierwszym odruchu chciał ją złapać za ramię i odciągnąć na bok, ale puściła go sama. Stanął więc za nią, tak na wszelki wypadek, gdyby sytuacja miała się powtórzyć, co chyba w przypadku Finch nie byłoby niczym dziwnym. Jego wzrok przesuwał się między nią a lekarzem, analizując wymianę zdań.
Doktor Caldwell nie cofnął się w popłochu. To była pierwsza rzeczy, którą Donovan odnotował. Poprawił kitel w miejscu, gdzie przed chwilą zacisnęły się palce April. Nie wyglądał na przestraszonego.
Doskonale rozumiem pani zdenerwowanie — powiedział nadzwyczaj opanowanym tone. — Natomiast musimy zachować pewne procedury.
Jett westchnął cicho pod nosem. Zrobił krok do przodu, stając bliżej Finch. Trochę z boku, żeby nie zasłaniać jej całkowicie, ale też żeby być wystarczająco blisko, żeby w razie czego ją zatrzymać.
April — odezwał się cicho i bardzo ostrożnie położył dłoń na jej ramieniu.
Lekarz kontynuował, jakby nic się nie wydarzyło.
Chcę porozmawiać o stanie pacjentki, możliwych powikłaniach oraz zgodzie na dalsze badania — wyjaśnił, co według Jetta brzmiało dość sensownie. — To standardowa procedura przy tego typu urazach — lekarz próbował unieść kąciki ust w ramach pokrzepiającego gestu, ale wyszedł mu z tego tylko krzywy uśmiech.
Donovan docenił to, że Caldwell nie wszedł w konfrontację. Nie podniósł głosu i nie próbował nikogo ustawić. Ale chyba nie do końca uwierzył w kit, który próbowała wcisnąć mu Finch.
Zrobię wyjątek — powiedział w końcu. — Na razie może pani do niej wejść i niedługo porozmawiamy — spojrzał bezpośrednio na April. — Ale tylko na moment. Pacjentka jest po badaniach, potrzebuje spokoju.
Finch nie trzeba było dwa razy powtarzać. Jett odprowadził ją wzorkiem, czekając aż zniknie za drzwiami.


Teddy leżała w sali obserwacyjnej i powoli odzyskiwała pełną świadomość tego, co ją otaczało. Ból w barku był stały, ale kontrolowany. Środki znieczulające zaczęły powoli działać, chociaż przy głębszym oddechu czuła lekki ucisk w klatce piersiowej. Lekarze powiedzieli, że to nic poważnego. Raczej stan, który można było obserwować i akceptować.
Pomieszczenie, w którym pozostawiono ją po obserwacją było jasne i sterylne. Bardzo podobne do sali diagnostycznej, w której robiono jej prześwietlenia i podłączano tlen. Leżała przez chwilę w bezruchu, patrząc w biały sufit i starając się poukładać myśli. Podczas akcji wszystko potoczyło się tak szybko, że w głowie miała tylko fragmenty wydarzeń.
Drzwi otworzyły się cicho.
Darling natychmiast skierowała wzrok w tamtą stronę. I wtedy zobaczyła ją. Przez chwilę po prostu patrzyła, jakby upewniała się, że to rzeczywiście ona, a nie ktoś inny albo chwilowe halucynacje wywołane zmęczeniem i lekami. Ale kiedy April zrobiła kolejny krok w jej kierunku, wyraźnie się ożywiła. Zmęczenie nie zniknęło, jednak przestało dominować. Spróbowała się nawet poruszyć, ale szybko zrezygnowała. Ograniczenia i ból przypomniały jej, że na razie musi zostać w tej pozycji. Zamiast tego lekko zmieniła ułożenie głowy, tak żeby lepiej ją widzieć.
Cześć, nieznajoma — odezwała się zachrypniętym głosem, przesuwając wzrokiem po twarzy ukochanej. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo musiała się bać. — Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć, to uprzedzam, że nie jestem w pełni mobilna i masz nieuczciwą przewagę — starała się przywołać poczucie humoru, unosząc zawieszoną na temblaku rękę.
Szybko jednak zdała sobie sprawę z tego, że to nie było najlepszy moment do żartów. Finch zdecydowanie nie było do śmiechu, a sama Teddy robiła dobrą minę do złej gry. I wtedy poczuła wzbierające wyrzuty sumienia. To, jak zachowała się w magazynie, było skończonym idiotyzmem. Nie powinna wychodzić przed szereg. To było głupie i totalnie nierozsądne. I egoistyczne. Może przede wszystkim samolubne? W takich momentach powinna myśleć nie tylko o kolegach z jednostki, ale również o April, która wyczekiwała jej w domu.

ja nie chcę końca świata nie z tobą, trzymaj moją głowę nad wodą
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszyscy wokół byli absolutnie okropni i do niczego się nie nadawali. Serwowali jej stek niepotrzebnych informacji, igrali z jej zdrowiem psychicznym, a co najważniejsze – nie byli Teddy. Miała ochotę przewinąć te wszystkie interakcje, włączyć je na przyspieszeniu razy pięćset i dotrzeć wreszcie do swojej ukochanej, żeby upewnić się, że nikt nie robi jej w konia i naprawdę była względnie cała, a przede wszystkim żywa.
Skupianie się na tym, co lekarz miał do przekazania, było wyjątkowo trudne. Na pewno byłaby bardziej uważna, gdyby serwował jakieś porządne fakty, a nie tylko durnowate zapowiedzi, z których nie była niczego w stanie wyciągnąć. Na szczęście na końcu pozwolił jej wejść do pomieszczenia. Nie potrzebowała niczego więcej. Skinęła głową w ramach potwierdzenia, że zrozumiała polecenie i weszła do środka, nie oglądając się na żadnego z mężczyzn.
Weszła do pokoju z duszą na ramieniu, skrajnie przerażona tym, co tam zastanie. W głowie przerobiła przecież pięćset różnych scenariuszy i nie była w stanie zgadnąć, który z nich okaże się prawdą. Miała nadzieję, że żaden. Może to wszystko było tylko jakimś kretyńskim żartem, a Teddy będzie siedzieć rozbawiona na łóżku bez żadnego zadrapania, nawet bez śladów po ostatnich malinkach. Perfekcyjna i zdrowa jak zawsze. Ale przecież nigdy nie zabawiłaby się tak z jej uczuciami, naprawdę musiało zdarzyć się jakieś okropieństwo.
Cicho zamknęła za sobą drzwi, jakby bała się, że każdy gwałtowniejszy dźwięk wybudzi ją ze snu, w którym wreszcie mogła oglądać sylwetkę swojej partnerki w łóżku. Oczekiwałaby trochę innego otoczenia, ale na ten moment musiała przyznać, że to było pięćset razy lepsze od niewiedzy. Wciąż jednak uginała się pod ciężarem niewiadomych.
Głos Teddy zadziałał jak strzał elektrowstrząsami. Wiedziała, że rzuci jakimś kretyńskim żartem. Była pewna, że jeżeli tylko jej wybranka faktycznie jeszcze dycha, to sypnie czymś, za co w normalnych warunkach powinna ją udusić. Ale sytuacja była skrajnie daleko od normalnej. Zmaterializowała się obok łóżka. Czuła, że trzęsą jej się ręce. Nie miała pojęcia, co ma teraz zrobić. Wpatrywała się w temblak i kilogramy stojącej wokół aparatury, która wydawała jakieś obrzydliwe dźwięki. Bardzo nie chciała sprawić jej dodatkowego bólu, przecież i tak wyglądała, jakby przejechał ją cały wóz strażacki. Wstrzymała oddech i objęła ją bardzo delikatnie, jakby Teddy była zrobiona z drogiej porcelany.
Zamknęła oczy i wzięła głębszy wdech. Do nozdrzy dotarł jej dobrze znany zapach, zmieszany z jakimś szpitalnym obrzydlistwem i czymś, co śmierdziało jak stary tynk. Była pewna, że nigdy w życiu nie powąchała niczego piękniejszego. Płuca paliły ją od środka żywym ogniem. Ból w klatce piersiowej odbierał jej zdolność trzeźwego myślenia, ale to nie miało żadnego znaczenia. Faktycznie jej nie okłamali. Była przytomna i miała siłę na dowcipkowanie, więc nie mogło być tak źle, prawda? Mogło być pięćset razy gorzej.
Walczyła z całych sił, żeby się nie rozpłakać. Nie chciała robić tego teraz, nie przy niej. To nie April miała teraz powody do łez, nic przecież nie spadło jej na łeb, a jeszcze kilka godzin temu największą tragedią wydawał się brak ukochanego energetyka. W najczarniejszych koszmarach nie przyszłoby jej do głowy, że była zaledwie kilka milimetrów od stracenia ukochanej. Nie spodziewała się, że będzie aż tak przerażona. Przecież Teddy nie dostała czymś w łeb pierwszy raz, wariowała przez nią ze stresu wielokrotnie. A jednak teraz odczuwała to drastycznie inaczej. Serce waliło jej jak oszalałe i nie miała żadnego pomysłu, co ma zrobić, żeby się uspokoić. Chyba nie dało się być bledszą niż była teraz. Może zaraz zrobi się przezroczysta? Przełknęła głośno ślinę, licząc, że zepchnie do żołądka potrzebę kompletnego rozryczenia się. Odsunęła się od niej ostrożnie i przyjrzała się jej uważnie raz jeszcze, badając czy nie narobiła tą bliskością pięciuset nowych krzywd. Darling wyglądała jednak tak samo jak kilkadziesiąt sekund temu.
— Jett już napisał do twoich rodziców — rzuciła pierwszym zdaniem, jakie wpadło jej do głowy. No dobrze, to kłamstwo. Najpierw pojawiło się tam pięćset innych, ale żadne nie było odpowiednie na ten moment. Nie chciała teraz na nią krzyczeć, ani tym bardziej się wyżywać. Przecież miały mieć jeszcze całe życie na darcie na siebie mordy. Taka była umowa. Miały obie się jej trzymać.
— Masz szczęście, że trafiłaś na jakiegoś lekarza buca, a nie seksowną chirurżkę — dodała, licząc, że żart pomoże jej się jakoś emocjonalnie rozładować. Oczywiście nie pomógł ani trochę. Mimo tego uśmiechnęła się blado.
— Mogę ci jakoś pomóc, coś przynieść? Co lekarze ci właściwie powiedzieli? — dobierała pytania ostrożnie, starając się wyłuskać ze strumienia świadomości, który przecinał jej łeb, jakikolwiek sens. Strumień to właściwie było marne określenie. Zalewała ją fala pięćset razy większa niż najgorsze tsunami. Była pod coraz większym wrażeniem samej siebie. Może jednak nie potrzebowała terapii, by zapanować nad własnymi emocjami? Przecież stała przy łóżku o własnych siłach, nie rozryczała się i starała się skupiać na naprawdę istotnych kwestiach. Czy to wreszcie jakaś nowa odsłona April? Wersja pięćsetna, dopieszczona i gotowa do użytku?

Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść, To przecież dobrze, dobrze o tym wiem, Chciałbym umrzeć przy tobie
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała, żeby April musiała oglądać ją w takim stanie. A już na pewno nie chciała dokładać jej zmartwień. Finch i tak miała ich przez nią w życiu wystarczająco dużo. Ale czy to był pierwszy raz, kiedy odwiedzała Teddy szpitalu? Oczywiście, że nie. Przy pracy takiej pracy było to nieuniknione. Darling nieraz wychodziła z akcji poturbowana. Czasem tylko z kilkoma siniakami i zadrapaniami, a innym razem kończyło się to właśnie tutaj. Zaczadzenie po pożarze w starej kamienicy. Zamach bombowy w banku i huk, od którego jeszcze długo dzwoniło jej w uszach. Raz nawet zawalił się fragment żeliwnego rusztowania obok niej. Wtedy miała więcej szczęścia niż rozumu, jak później żartowała, bo dostała tylko odłamkami gruzu. Za każdym razem powtarzała sobie, że to już ostatni raz i że musi bardziej uważać. I za każdym razem wracała do akcji z tą samą determinacją. Może właśnie dlatego teraz tak bardzo nie chciała, żeby April ją widziała. Bo w jej oczach zawsze była tą silną, niezniszczalną Teddy. A leżąc tutaj, podpięta do kroplówki i aparatury, czuła się wszystkim. tylko nie nią.
Od razu spróbowała złapać z ukochaną kontakt wzrokowy. Potrzebowała zobaczyć jej twarz i samym spojrzeniem zapewnić, że nie jest tak źle, jak się wydaje. A potem parsknęła cicho, bo Finch obdarowała ją ostrożnym i bardzo powściągliwym uściskiem. Darling odwzajemniła ten gest, obejmując jedną ręką, którą umieściła na jej plecach. Zawsze tak ją przytulała. Mocno i pewnie. I nie zamierzała tego zmieniać, mimo że partnerka obchodziła się z nią teraz jak z jajkiem. Gdyby miała więcej siły, wywróciłaby oczami.
Hej… — chciała powiedzieć, ale chropowaty głos ugrzązł jej gdzieś w gardle. Zamiast tego po prostu skupiła się na tym momencie bliskości. Czuła ją. Jej ciepło, delikatne drżenie i ten znajomy zapach, który zawsze kojarzył jej się z domem. Przez sekundę szpital przestał istnieć. Nie było tępego bólu barku ani pieczenia w klatce piersiowej.
Gdy April się odsunęła, spróbowała otworzyć szerzej oczy i skupić się tylko na niej, ale obraz wciąż lekko falował.
Mówiłam, żeby do nich nie pisał. Co za dureń — skrzywiła się ostentacyjnie. Jeszcze tego brakowało. Ojciec znów będzie ględził o tym, że powinna rzucić tę robotę w pizdu. Pan Darling nigdy nie był zbyt zachwycony wyborem zawodu przez swoją córkę. Czym pewne go zawiodła. Szanował jej decyzje i był dumny, ale nie podobało mu się, że Teddy codziennie ryzykowała życie.
Moje ciało jeszcze nie ostygło, a ty już wlazłabyś do łóżka jakiejś lekarce? No pięknie — pokręciła głową, uśmiechając się przy tym lekko. Żarty zawsze były najlepszym sposobem na rozładowanie atmosfery. Tylko April chyba nie było szczególnie do śmiechu. Pewnie słusznie, przecież Darling mogła zginąć, z czego sama nie zdawała sobie sprawy.
Wzięła głębszy oddech. Płuca bolały ją, jakby naprawdę przejechał po niej wóz strażacki. Może nawet dwa. Nieźle musiało ją przygnieść. Sięgnęła po dłoń ukochanej i pogładziła jej wierzch kciukiem.
Niczego mi nie trzeba — zastrzegła natychmiast, nie chcąc jej w żaden sposób fatygować. — Podobno mam zwichnięty bark. Albo wybity? I lekkie wstrząśnienie mózgu. Muszą jeszcze raz mnie prześwietlić, żeby wykluczyć złamanie żeber. No i pewnie zostanę tutaj przez kilka dni na obserwacji — dodała trochę smutno, bo zdecydowanie wolałaby wrócić do domu. Szpitale nigdy nie napawały ją większym entuzjazmem. — Wyglądam aż tak źle? Bo wiesz, miewałam gorsze dni — znów starała się obrócić wszystko w żart, ale średnio zadziałało. Zacisnęła palce na jej dłoni. Ruch był powolny i nieco niezdarny, ale uparcie wykonany. — Ej… — spróbowała znowu, tym razem z pełną powagą. — Nic mi nie jest — zapewniła i to nawet nie było kłamstwo. Teddy nie mówiła tak, żeby ją czarować. Wprawdzie przez chwilę przeszła jej przez głowę myśl, że kolejny raz była naprawdę blisko. Że tym razem mogło się nie skończyć na kilku dniach w szpitalu, żartach i powrocie do roboty, jakby nic się nie stało.

że znajdę cię na końcu świata i już się z tobą nie rozminę
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najchętniej ścisnęłaby ją z całych sił, aż wypłynęłaby z niej oczy, ale to raczej głupi pomysł. Zdążyła się już przecież tyle nacierpieć i na pewno będzie bolało ją jeszcze bardzo długo. Dokładanie jej do tego dla własnych egoistycznych pobudek byłoby bardzo niesprawiedliwe. Cieszyła się jednak, że Teddy ścisnęła ją mocno, choć miała do dyspozycji tylko jedną rękę. Nawet w takiej sytuacji panicznie potrzebowała poczuć się przy niej bezpiecznie, co też ją strasznie irytowało. To pokruszona ścianami Darling powinna odnaleźć w April opokę, a nie na odwrót. Musiała wziąć się, kurwa, w garść.
— Przecież i tak ja bym do nich napisała. Pewnie zaraz tu będą. — Skinęła głową, chcąc dodać sobie nieco pewności siebie. Potrzebowała panicznie kogoś dorosłego, bo sama czuła się jak durna piętnastolatka. Państwo Darling na pewno zjawią się tu totalnie zmartwieni, ale też bardzo mądrzy i odpowiedzialni, bo przecież zawsze tacy byli. Może przemówią córce do rozsądku? Nie, w to nie była w stanie uwierzyć nawet tak roztrzęsiona jak teraz. Kątem oka spojrzała w stronę drzwi, przez które weszła, jakby spodziewała się, że jak na zawołanie stanie w nich któreś z jej rodziców, ale chyba było troszkę za wcześnie.
— Nie ja jej, tylko ona tobie — burknęła cicho, poprawiając ten niespecjalnie udany żart. Może kilka dni później będzie w stanie ulepić z niego coś naprawdę zabawnego, ale ten moment totalnie odpadał. Właściwie nie miałaby nic przeciwko, gdyby Teddy leczyła cała damska obsada Greys Anatomy, byle tylko doprowadziły ją do porządku. Jakoś przełknęłaby złamane serce po tym, jak jej partnerka straciłaby głowę dla Amelii albo Meredith.
— Mówił coś o jakichś powikłaniach... — dodała bardzo konkretnie i sensownie. Nie była w stanie przywołać konkretnych słów lekarza, bo nie słuchała go aż tak uważnie. Tak czy siak rzucał samymi idiotycznymi ogólnikami i jeszcze próbował jej wmówić, że była do czegoś nieupoważniona. Co za bzdura. Nikt na tym świecie przecież nie miał do Teddy tylu praw, co ona – łącznie z panią Darling. Ale tego teściowej nie powie, żeby się na nią nie obraziła.
Wizja spędzenia w szpitalu tylko kilku dni nie była taka zła. Wiadomo, że wolałaby mieć Teddy w domu, ale tutaj przynajmniej nic nie spadnie jej na łeb, bo to – na szczęście – nie jest jednak Grey Sloan Memorial. Będzie ją miała tu pod kontrolą. Będzie mogła siedzieć na niewygodnych krzesłach obok jej łóżka i wpatrywać się w nią, gdy będzie spała, kontrolując, czy równo oddycha. Istniała niezerowa szansa, że na każdą anomalię w jej ciele zareaguje szybciej niż te wszystkie maszyny. Przecież znała ją na wylot, a ten złom dopiero do niej podpięli.
— Wyglądasz, jak zawsze, doskonale — zapewniła ją i to też nie było żadne kłamstwo. Nic przecież nie było w stanie oszpecić jej partnerki. A to, że kruszyło jej się serce, jak patrzyła na te wszystkie potłuczenia, to całkowicie inna kwestia.
— Kocham cię, wiesz o tym? — zapytała, unosząc ostrożnie jej dłoń w stronę ust. W połowie drogi zreflektowała się, że to głupi pomysł i po prostu nachyliła się, żeby musnąć skórę ustami. To była jedyna myśl, której była absolutnie pewna i nie musiała się w ogóle zastanawiać, w jaki sposób ją wyartykułować. W ten całej obrzydliwej gonitwie myśli, której nie była w stanie z siebie wyrzucić, to jedno zdanie było więcej niż przesądzone i perfekcyjne.

Nie pytaj za co Cię kocham, Bo kocha się za nic. Miłość może uleczyć, Miłość może też zabić

Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”