Strzelił oczami i w zasadzie już sam miał jej powiedzieć, że jak jest taka obcykana w sprawach grzechów i rozgrzeszenia, tego ile to powinno trwać, to może sama powinna skorzystać z konfesjonału?
Ale nie zdążył bo zaraz zaczęła się msza i ten cały chrzest, szybko poszło i zaraz mogli wyjść. A jak się okazało, że Luna ma hasz, to Madox od razu sobie pomyślał, że może ten dzień nie będzie wcale taki stracony?
Kiedy tylko dała mu lufkę, to Madox zaraz ją nabijał, żeby przygrzać hahahasz i się nim zaciągnąć. Rzeczywiście zadziałało tak, że od razu parsknął śmiechem, no i zrobiło się
lepiej i weselej, a o to chodziło nie?
A jeszcze na dokładkę pojawił się kuzyn Diego, cały zadowolony.
Świetnie.
Chociaż jak zaczął do Luny mówić ukochana, to Noriega uniósł jedną brew, ale... może wreszcie się dowiedzą co zaszło poprzedniego wieczora?
Wsiedli do samochodu, który Madox nawet pamiętał, bo wynajęli go z Diego na lotnisku. Diego kazał Lunie siadać obok siebie z przodu, a Noriegą wysłali do tyłu, ale co z tego, kiedy on zaraz podsunął się na siedzeniu i wychylał do przodu.
-
Dobra stary, to kiedy wracamy? I co tu się wczoraj odjebało? - zapytał Madox i zerknął na Lunę, która chyba też chciała wiedzieć, bo wpatrywała się w Diego tymi ciemnymi, ładnymi oczami. Diego był podobny do Madoxa, miał tylko mniej tatuaży i był... jakby grzeczniejszy. Mniej łobuz, bardziej porządny obywatel?
-
O kurwa... to nic nie pamiętacie? - zaczął i obejrzał się na nich, ale pokręcili głowami, że nie -
a mówiłem, żebyście nie mieszali koksu z wódą i jeszcze tym haszem Luny - pokręcił głową, a Madox spojrzał na brunetkę, bo to był całkiem dobry hasz, nic dziwnego, że nie odmówił -
no to my tu przyjechaliśmy pograć, a ty byłaś na jakimś panieńskim, no i gdzieś tam w kiblu się spotkaliście, i Madox stwierdził, że jesteś zajebista laska i zajebiście się liżesz i musisz z nami iść. No to poszłaś, a potem to już waliliśmy wszystko równo, a wy doprawiliście haszem... - i kiedy to powiedział, to Madox sobie uświadomił, że mogło tak być, bo akurat to, że się lizał z jakąś dobrą laską w kiblu to pamiętał, tylko jakoś nie skojarzył, że to Luna -
no i postawiłaś nam jakieś wróżby Luna i wyszło na to, że wasze znaki się nie synchronizują, bo ty jesteś rak, a on skorpion i coś tam... Ale za to nasze super do siebie pasują - obejrzał się na nią z uśmiechem -
no i wywróżyłaś mi jeszcze, że narzeczona nie jest mi pisana, tylko ty jesteś...
-
Co kurwa? - wyrzucił z siebie Madox, no bo... oni tu przyjechali na kawalerski Diego, on za kilka tygodni miał mieć ślub i co teraz? -
Nie no, to na pewno nie tak, źle coś zrozumiałeś Diego - zaczął i zaraz szarpnął Lunę za ramię, żeby coś powiedziała. Na szczęście chyba Diego nie był w jej typie, albo może po prostu nie chciała rozpierdalać jego narzeczeństwa i zaczęła coś o nieodpowiednim ułożeniu planet, które nie przyniesie im szczęścia.
Wysiedli już przed zamkiem, a Diego i Luna nadal się dochodzili, bo on wciąż do niej, że ukochana, a ona wciąż do niego, że nie.
-
Dobra a co z tym porodem? - zapytał Madox, żeby zmienić trochę temat.
-
No... byliście na takim dmuchańcu w kształcie gołej baby i tam jedna zaczęła rodzić, a nikt nie umiał jej pomóc, wszyscy napierdoleni jak szpadle i nagle ty Madox mówisz, że wiesz co robić, a Luna jak to usłyszała to powiedziała, że będzie waszą doulą, cokolwiek to znaczy - Madox i Luna popatrzyli po sobie, ale może tak było, bo Noriega przecież w sytuacjach kryzysowych zawsze umiał zachować zimną krew -
myślałem, że się porzygam... - kontynuował Diego, a Noriega wcale mu się nie dziwił -
ale pomogliście jej, no i potem mieliśmy jechać do nas, ale ta blondynka zaproponowała, żeby do niej, bo to jakaś właścicielka hotelu i dała wam ten pokój, żebyście się ogarnęli. Byliście wystrzeleni, poszliście pod prysznic, a ja trochę... no impreza mnie poniosła, wiecie jak jest w Vegas - wzruszył ramionami -
ale jak wróciłem do pokoju to już spaliście, tylko... mam nadzieję, że nic tam między wami nie zaszło, bo my przecież jesteśmy dla siebie stworzeni Luna - Madox nic się nie odzywał, chociaż wszystkie szare komórki w jego mózgu pracowały na najwyższych obrotach, ale jak byli wystrzeleni i poszli razem pod prysznic... mogło być różnie. Ale z drugiej strony jak on odbierał poród.
To wciąż stało pod znakiem zapytania.
Ale kiedy weszli do zamku i tam przez ten cały pokój z grami, obok dmuchańca w kształcie gołej baby skierowali się do restauracji, to coraz więcej wspomnień wracało. Tylko były tak wymieszane, że Madox w pewnym momencie stwierdził, że ma sieczkę z mózgu, grał na automatach, tańczyli na stole, strzelali w siebie dolarami z monopoly, potem on jej wygrywał zwierzaczka z automatu, potem ona mu tańczyła na ladzie, a on ją z niej ściągał. A potem ona bawiła się z Diego. A Madox pił szampana, po szampanie też miał zawsze dziury w pamięci. Chociaż... pamiętał ją pod prysznicem.
I kiedy już siedzieli przy stole i dostali coś do jedzenia, to Madox od razu się za to zabrał, był głodny, kurewsko, nie pamiętał kiedy ostatnio coś jadł.
Ale Diego zamiast zabrać się za swój talerz, to cały czas nawijał Lunie, że on rzuci narzeczoną i tutaj się dla niej przeprowadzi.
No nie kurwa.
Trzeba było coś z tym zrobić.
-
Wiesz co stary... Zaczął Madox, może to nie jest dobry moment, i w ogóle te gwiazdy nam nie sprzyjają - zerknął na Lunę, żeby coś powiedziała, ale ona chyba jeszcze nie wiedziała o co mu chodzi -
ale my się z Luną ze sobą przespaliśmy - nie pamiętał czy tak było. Było kilka rzeczy, które przemawiały za tym, że tak, ale kilka za tym, że nie -
no i ja się w niej chyba zakochałem bracie, więc może jednak nie rzucaj dla niej narzeczonej? - Diego trochę nad tym myślał, ale jak Madox złapał Lunę za udo i przesunął po nim palcami, a ona przytaknęła, to im uwierzył. I potem pewnie trochę musieli udawać przed Diego, ale finalnie pożegnali się z Luną i wrócili do domu. A kilka tygodni później Madox bawił się wyśmienicie na weselu Diego, oczywiście, że sam, bo ułożenie planet i coś tam, sprawiły, że jemu z Luną po prostu nie mogło wyjść. A tak naprawdę, to oni nawet się nie wymienili numerami, ani nic, chociaż... na chrzcinach bawili się nawet dobrze. I z tego to już Madox wszystko pamiętał, jak zjedli, potańczyli, powygłupiali się, poudawali trochę zakochanych, a potem powiedzieli sobie cześć.
Czarownico i Ziemniaku.
czarownica ⋆°.☾⋆.ೃ࿔*:⋆