ODPOWIEDZ
40 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion Stifler nie był człowiekiem, który wierzył w przeznaczenie. Przynajmniej nie do momentu, w którym pewnego zupełnie zwyczajnego popołudnia nie został niemal powalony na ziemię przez dziewczynę z torbą… ogórków kiszonych. A właściwie - przez setki ogórków, które po zderzeniu rozsypały się po podłodze sklepu niczym irańskie siły powietrzne na latających dywanach. Do dziś nie był pewien, czy bardziej absurdalne było samo zdarzenie, czy fakt, że on w tym czasie trzymał w ręce pudełko tabletek na rozwolnienie. Zatrucie kebabem. Utracone zaufanie do lokalu u Ali Agcy. Na szczęście godności nigdy nie miał zbyt wiele, więc akurat tutaj dużo nie stracił.
Ophelia Attwood, bo tak przedstawiła się owa niewiasta, wydawała się być równie rozbawiona sytuacją, co on. Wtedy, pół żartem, pół serio, padła propozycja, że skoro los już ich tak spektakularnie zderzył, to może kiedyś powinni spotkać się w mniej zalewowo-posraniowym anturażu.
Karrion był człowiekiem, który dotrzymywał słowa, dlatego kilka dni później, stojąc w swoim mieszkaniu z telefonem przy uchu, zadzwonił do niej. Krótka rozmowa, trochę śmiechu na wspomnienie ich pierwszego spotkania i propozycja: obiad. A jeśli wszystko pójdzie dobrze - może drink później. Zgodnie z tym, co powiedział jej już podczas ich pierwszego spotkania.
Miejsce wybrał z należytą rozwagą - Kandahar Kabab. Nie była to może kulinarna perła miasta, ale miała jedną kluczową zaletę - nigdy nie wysłała go ponownie na spotkanie z apteką i tabletkami na rozwolnienie. A to, biorąc pod uwagę jego ostatnie doświadczenia gastronomiczne, było argumentem bardzo istotnym.
Tego wieczoru Stifler postawił na coś prostego. Ciemne jeansy, dobrze dopasowany t-shirt, który nieco opinał jego szerokie barki i klatkę piersiową, a na to lekka kurtka. Przy jego posturze i tak trudno było wyglądać niepozornie - mierzył sporo ponad przeciętność, a sylwetką przypominał raczej kogoś, kto mógłby przenosić lodówki jedną ręką niż spokojnie jeść kolację. Byczek, jak mawiali niektórzy. Pojeb, jak mawiała reszta.
Stał teraz przed wejściem do lokalu, z rękami w kieszeniach spodni, obserwując ulicę. Z wnętrza dochodził zapach przypraw i pieczonego mięsa. Karrion przez moment zastanowił się nad niezwykłą ironią całej sytuacji. Kilka dni temu ich znajomość zaczęła się od ogórków kiszonych i tabletek na żołądek. Dziś zaprosił Attwood na kebaba. Jeśli to nie był dowód na jego odwagę, to nie wiedział, co nim było.
Przesunął dłonią po karku i zerknął na zegarek.
- No dobra, Stifler - rzucił pod nosem. - Spróbuj nie wyjść tym razem na przygłupa - dodał i chwilę później podniósł wzrok w stronę ulicy, a gdy dostrzegł sylwetkę Ophelii, od razu uśmiechnął się lekko. Machać do niej nie musiał, wszak tłumu wokół niego nie było, a i nawet gdyby był, to ciężko byłoby przeoczyć taki czołg jak on.
Nie wiedział, czy ma wyciągnąć dłoń w jej kierunku, czy ją objąć, więc w pierwszych milisekundach poczekał na nią. Chciał zasugerować się jej ruchem, jednak gdy nastąpił jakiś bliżej niezidentyfikowany, postawił na bezpieczne uściśnięcie dłoni.
- Miło cię widzieć - rzekł spokojnie i przede wszystkim szczerze. - Dobrze wyglądasz - pochwalił ją. - I nawet nie śmierdzisz ogórkami kiszonymi - zachichotał lekko, pozwalając sobie na żart, który wydał mu się być odpowiedni w tym momencie. - Ja też nie śmierdzę, jak coś - dodał po chwili rozbawiony, by określić bardziej precyzyjnie ich początek - tym razem było znacznie mniej widowiskowo niż wtedy w sklepie.
- Wchodzimy? - spytał i w zależności od jej odpowiedzi albo weszli do środka, albo zostali jeszcze chwilę na zewnątrz zastanawiając się, w kogo mogliby rzucać jajkami, gdyby mieli je pod reką.

Ophelia Attwood
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Myśl o tym, że jakaś wyższa siła posiadała władzę nad jej życiem i mogła nim pokierować w odpowiednim kierunku czasami była niezwykle interesująca. W zasadzie pewnie każde podejście do kwestii egzystencji i jej predestynacji było w jakimś stopniu zasadne, ale koncept fatum wydawał się szczególnie fascynujący. Dzięki temu też można było analizować poszczególne elementy i doszukiwać się w nich jakiegoś znaczenia. Nie przypuszczała jednak, aby spotkanie takie jak to, które odbyła z Karrionem mogłoby być zapisane w gwiazdach. Choć kto wie? Było na pewno niezwykłe.
Drugie spotkanie jednak na pewno nie było dziełem przypadku skoro Attwood wprost zaproponowała mu, aby zabrał ją gdzieś na obiad albo na drinka. Ten podobno miał nadejść, gdy wspólny posiłek okaże się sukcesem. Sama nie wiedziała, co sądzić o tym, że zabrał ją akurat na kebaba. Ten jednak miał być niby dużo bardziej wykwintny i nie będzie jej groził prawdziwą rewolucją żołądkową. Przynajmniej miała takie nadzieje. W końcu doskonale pamiętała czym zatruł się Stifler przy ich pierwszym spotkaniu.
Biorąc pod uwagę charakter spotkania chciała ubrać się dosyć schludnie, ale na pewno nie zbyt elegancko. W końcu należało jakoś pasować do swojego otoczenia. No i był to jedynie niezobowiązujący obiad. Nic ponad to.
Uśmiechnęła się na widok Karriona, gdy tylko zauważyła go w miejscu spotkania. On również nie wydawał się stawiać na wybitny szyk chociaż z pewnością wyglądał dobrze. Liczyła, że to samo można było powiedzieć o niej, gdy miała na sobie buty na lekkim obcasie, dopasowane białe jeansy, bluzka o ciekawym kroju i lekka złota biżuteria, która dopełniała jakoś tego obrazu, ale nie przytłaczała. Właśnie tak prezentowała się Attwood w momencie, gdy stanęła przed bokserem.
Nie byli w stanie uniknąć pewnej niezręczności, która zwykle towarzyszyła pierwszym spotkaniom... lub drugim w ich przypadku. Bliżej nieokreślony gest, który mógł być objęciem ramieniem zamienił się w zwyczajny uścisk dłoni, ale mimo wszystko Ophelia uśmiechnęła się w kierunku mężczyzny.
- Ciebie też miło widzieć... Tym razem w suchych ciuchach - odpowiedziała, doceniając ten niskich lotów żart w jego wykonaniu. - Jasne. Możemy wejść... Co w ogóle polecasz?
Miała go za znawcę kebabów. Nic dziwnego zatem, że szukała rady odnośnie tego, co byłoby najlepiej zamówić. W końcu nigdy nie była w tym lokalu.

Karrion Stifler
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
40 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion odwzajemnił jej uśmiech niemal natychmiast, kiedy tylko stanęła przed nim. Trudno było tego nie zrobić - wyglądała dobrze, była wyluzowana, a przede wszystkim wydawała się czuć równie swobodnie w tej absurdalnej historii ich znajomości jak on sam.
- Widzisz, robię postępy - odparł z lekkim rozbawieniem na jej uwagę o suchych ubraniach.
Gdy zgodziła się wejść, skinął głową i przytrzymał drzwi, wpuszczając ją do środka. Lokal jak lokal, widywał w życiu gorsze, a tenbył typowy dla kebabowni próbujących udawać trochę bardziej eleganckie niż w rzeczywistości były. Zapach przypraw, mięsa i świeżo pieczonego pieczywa unosił się w powietrzu. Kilka stolików było zajętych, ale zdecydowana większość pozostawała wolna.
Rozejrzał się chwilę, po czym wskazał jeden z wolnych stolików dwuosobowych przy ścianie.
- Chodźmy tutaj - rzucił i zawędrował w kierunku miejsca docelowego. Odciągnął lekko krzesło i usiadł naprzeciwko Ophelii, wcześniej odwieszając kurtkę na wieszak. Przez chwilę studiował menu, przypominając sobie pozycje w ich menu, by zaraz spojrzeć na Attwood gotów do udzielenia odpowiedzi.
- Jeśli chcesz coś bezpiecznego, to klasyczna shawarma jest tutaj naprawdę w porządku. Trudno ją zepsuć, a oni akurat tego nie psują - w przeciwieństwie do tych terrorystów z Ali Agcy. Wskazał palcem odpowiednią pozycję w menu, żeby łatwiej mogła ją znaleźć.
- Ja wezmę gemuse. Taka niemiecko-turecka wariacja kebaba, z podsmażanymi warzywami. Trochę cięższa, ale bardzo dobra - wyjawił i na moment zmarszczył lekko brwi, jakby analizował jeszcze jedną bardzo istotną kwestię. - I bierz w bułce. Wszystko poza nimi jest bardzo przeciętne - miał na myśli rzecz jasna pity czy nawet tortille, które z racji meksykańskiej diaspory w Toronto również były upychane niemalże wszędzie.
Po chwili dodał jeszcze, unosząc lekko palec.
- A sosy generalnie mają dobre. Tylko uważaj na pikantny. Oni mówią „pikantny”, ale to naprawdę pikantny - skinął głową ze spojrzeniem, które zdradzało wszystko: jeśli chciała, by piekł ją dwa razy, to wystarczy wziąć pikantny.
Kiedy oboje mniej więcej zdecydowali, do stolika podszedł kelner. Karrion bez większego zastanowienia złożył zamówienie.
- Dla mnie gemuse w bułce… sosy mieszane. Do tego frytki i jeszcze szklana butelka coli. Zimna - położył nacisk na ostatnie słowo, by dobrze się zrozumieli z młokosem.
Kelner zapisał wszystko, zebrał jeszcze zamówienie Attwood i odszedł w stronę kuchni. Stifler rozsiadł się wygodniej na krześle, opierając przedramiona o stół.
- Wiesz co jest jeszcze dużą zaletą tego miejsca? - rzucił z lekkim rozbawieniem. - Mają całkiem wygodne krzesła - klepnął dłonią w oparcie. - Przy moich gabarytach to naprawdę nie jest oczywiste - zachichotał lekko.
Po chwili spojrzał na nią z ciekawością, a w jego spojrzeniu pojawiło się rozbawienie, kiedy wrócił myślami do ich pierwszego spotkania.
- A tak w ogóle… muszę zapytać o jedną rzecz - zaczął. - Te ogórki kiszone faktycznie pomogły na kaca? - autentycznie zżerała go ciekawość.
Uśmiechnął się pod nosem, po czym oparł się wygodniej na krześle i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Opowiedz mi coś o sobie. Czym się właściwie zajmujesz na co dzień? Bo póki co wiem tylko, że zaczepiasz ludzi w sklepach i jesz kebaby - zachichotał, po czym powrócił do neutralnego wyrazu twarzy.

Ophelia Attwood
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może właśnie przez to jak zaczęła się ich znajomość, czuła się właśnie tak swobodnie. W końcu naprawdę musiałaby się postarać, aby zbłaźnić się bardziej niż wtedy w sklepie. Przynajmniej nie musiała się obawiać tego jakie zrobi na nim wrażenie. Teraz mogło być tylko lepiej. Poza tym i tak było to tylko luźne i niezobowiązujące spotkanie.
- Aż się boję tego jak będziesz wyglądał przy następnym spotkaniu - rzuciła żartobliwie, bo skoro tak wyglądały te jego postępy to co będzie dalej?
Gdyby jeszcze ktoś przy niej powiedział, że rycerskość zniknęła i nie było już prawdziwych dżentelmenów to z pewnością wspomniałaby o pewnym mężczyźnie, który zaprosiwszy ją na kebaba zadbał o to, aby przytrzymać jej drzwi. O takich rzeczach się nie zapomina.
Udała się za nim w kierunku ustronnego stolika dla dwóch osób gdzieś z daleka od innych. Zasiadła na wolnym miejscu i sięgnęła po menu. Niektóre z pozycji wydawały się być niezwykle do siebie podobne. Nie miała pewności, co właściwie chciała dla siebie zamówić. Nie sięgała zbyt często po kebaby, aby mieć w nich jakieś większe obeznanie. Całe szczęście miała przy sobie eksperta.
- Widzę, że mają w ofercie baraninę. Brzmi dobrze - przytaknęła, gdy tylko zobaczyła, że posiadają w menu coś więcej poza wołowiną i kurczakiem. - Nie sądzę, abym ryzykowała z pikantnym. Postawię raczej na czosnkowy.
Ewentualnie mogłaby się wgryźć w bułkę Karriona, aby się upewnić jak pikantny był ten sos. O ile ten w ogóle go weźmie, a jeśli nie to trudno. Najwyżej jeśli znowu będzie jej dane trafić do w to miejsce to może się odważy na coś odrobinę bardziej ostrego.
- Dla mnie klasyk z baraniną. Sos czosnkowy i cola zero - powiedziała, gdy tylko obok zjawił się kelner (co było w kebabowniach naprawdę niebywałym zjawiskiem) i skupił na niej swoje spojrzenie.
Miała nadzieję, że faktycznie jedzenie spełni jej oczekiwania... Choć nie była pewna tego jakie one do końca były. No, ale w końcu przyszła tutaj głównie dla towarzystwa, a nie po to, aby się jedynie najeść.
- Mogę się domyślić, że jest to problem - stwierdziła z lekkim uśmiechem. - Zdarzyło ci się kiedyś zarwać jakieś krzesło swoją muskulaturą?
Mogła sobie wyobrazić naprawdę sporo rzeczy. W jej umyśle powstawały właśnie obrazy Karriona zgarbionego na krzesełkach dla dzieci i takiego, który swoimi słusznymi rozmiarami sprawiał, że nogi krzeseł rozjeżdżały się na posadzce, a siedziska trzaskały. Były to całkiem zabawne wizje.
- Trochę? Sama nie wiem - westchnęła ciężko. - Możliwe, że zdążyło mi już przejść zanim wróciłam do mieszkania i spróbowałam tej dziwnej polskiej terapii.
Mimo wszystko jej kac nie był na tyle potężny, aby nie mogła funkcjonować. Ot: po prostu drobne niedogodności, na które szukała jakiegoś nowego sposobu. Mogła to traktować jako swoisty eksperyment.
- Dobrze, więc jeśli o to chodzi to jestem managerką jednego z klubów. Doglądam finansów, zaopatrzenia i organizacji imprez... Wszystko to, co nudne, aby inni mogli się dobrze bawić - odpowiedziała niezrażona jego drobnym żartem. - A ty czym się zajmujesz poza staniem w sklepowych alejkach jako przeszkoda? No i poza byciem ekspertem w dziedzinie kebabów.
Możliwe, że już co nieco wiedziała. Istniała taka opcja, że wygooglowała już wcześniej tytuł Stifmeistera, bo była nim nieco zaintrygowana. No, ale chciała, aby opowiedział jej o pewnych rzeczach samodzielnie. Tylko tak będzie uczciwie.

Karrion Stifler
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
40 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Na uwagę Attwood o tym, jak może wyglądać przy następnym spotkaniu, Karrion uśmiechnął się szerzej. Uniósł lekko brwi i poruszył nimi w dość wymowny sposób, jakby chciał zasugerować coś nieco bardziej niebezpiecznego dla porządku publicznego niż tylko ogórki kiszone. Nie powiedział jednak ani słowa.
Kiedy już usiedli i temat jedzenia wrócił na właściwe tory, skinął głową na jej spostrzeżenie o baraninie.
- Tak, i to jest akurat dobry znak - powiedział. - Jeden z niewielu lokali, które faktycznie ją rozdzielają od wołowiny - wskazał lekko menu palcem. - W większości miejsc masz „baraninę”, która w praktyce jest mieszanką z dużą domieszką wołowiny. Bo tańsza. Tutaj przynajmniej udają uczciwość trochę bardziej przekonująco - dodał i znów się wyprostował.
Kiedy zapytała o krzesła, parsknął krótkim śmiechem.
- Nie raz i nie dwa - przyznał bez większego wstydu. - Na szczęście nigdy nie wylądowałem na dupie, ale kilka razy miałem takie momenty, że zwątpiłem - rozłożył lekko ręce i zmarszczył brwi, przypominając sobie wiele momentów, gdy to krzesło się pod nim uginało.
Kiedy wspomniała o ogórkach i ich wątpliwej skuteczności, Stifler westchnął lekko, niemal teatralnie.
- Czyli polska medycyna ludowa nie została oficjalnie potwierdzona - stwierdził z rezygnacją i w jego głowie na moment powrócił obraz jednego z polskich bokserów: Artura Szpilki, z którym co prawda nigdy nie walczył, ale z którym występował kiedyś na jednej gali. No i on to wyglądał na takiego, co ogórki kiszone wpierdala wiadrami na kaca. Po chwili zaśmiał się cicho i machnął ręką, jakby temat nie był aż tak istotny.
Gdy rozmowa zeszła na ich zajęcia, wysłuchał jej uważnie, opierając łokcie o stół.
- Managerka klubu… jakiego? - poprosił o doprecyzowanie. - W sensie nazwa. Bo brzmi jak robota, przy której naprawdę trzeba ogarniać dużo rzeczy naraz - stwierdził.
Kiedy przyszła kolej na niego, wzruszył lekko ramionami, jakby mówił o czymś zupełnie zwyczajnym.
- Byłem kiedyś bokserem, a kilka miesięcy temu odkupiłem Kingsway Boxing Club - uśmiechnął się lekko. - Teraz jestem jego właścicielem. Przy okazji dorabiam sobie też jako trener - rzucił. - A kebaby i stanie w alejkach sklepowych to moje poboczne profesje - dodał z rozbawieniem w głosie.
Zsunął dłonie na blat stołu i spojrzał na nią z autentyczną ciekawością.
- Jak wygląda taka praca od środka? Bo brzmi jak coś pomiędzy logistyką, księgowością i pilnowaniem, żeby ludzie się nie pozabijali na imprezach - na moment oparł się wygodniej o krzesło. - Kingsway zaczął się ostatnio całkiem mocno rozrastać i powoli zaczynam myśleć nad zatrudnieniem jakiegoś managera - westchnął lekko. - Papierologii robi się więcej niż treningów, a ja jednak wolę to drugie - uniósł lekko butelkę coli, którą właśnie przyniósł kelner razem z ich jedzeniem.
- Przydałby mi się ktoś, kto ogarniałby część rzeczy… żebym miał trochę więcej czasu na ważne sprawy - uśmiechnął się pod nosem. - Na przykład na kebab - zaśmiał się cicho i w tym też momencie wysłuchane zostały jego wszystkie modlitwy, bo kelner postawił przed nimi talerze z zamówionym jedzeniem. Skinieniem głowy podziękował mu za to i od razu chwycił w jedną rękę bułkę wypełnioną mięsem, sosami i różnymi dodatkami.
Kiedy znów spojrzał na Ophelię, jego wyraz twarzy zrobił się odrobinę łagodniejszy.
- Swoją drogą… dzięki, że się zgodziłaś na to spotkanie - uśmiechnął się kącikiem ust. - Było to warte jednej koszulki... nadal nie udało się jej doprać - zaśmiał się cicho i życząc smacznego blondynce sam ujął widelec w dłoń, po czym zaczął nabijać na niego wszystko to co znajdowało się w ciepłym pieczywie.

Ophelia Attwood
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego mimika wystarczyła jej do tego, aby odgadła o czym właściwie myślał. Szczerze mówiąc to nie miała nic przeciwko takiemu rozwojowi wypadków, bo w końcu czemu nie? Ta relacja i tak nie była typowa i wymykała się wszelkim normom, a Attwood na pewno zasłużyła na odrobinę rozrywki w swoim życiu.
- No cóż, baranina jest u nas mniej popularna także z pewnością takie lokale nie mogłyby oferować jedzenia w tak przystępnych cenach... No i nie każdemu w smak byłoby to mięso - przyznała, bo cena była jednym, a przyzwyczajenie Kanadyjczyków do innych mięs drugim.
Potrafiła sobie wyobrazić ludzi, którzy normalnie zajadali się kebabami, ale nagle mieliby sobie odmówić jedzenia dlatego, że w bułce znalazła się urocza owieczka. Mimo wszystko niektórzy byli niezwykle selektywni, gdy chodziło o kwestię jedzenia produktów odzwierzęcych. Przynajmniej ona nie miała takiego problemu.
Wesołość Karriona zdecydowanie jej się udzieliła i potrafiła sobie wyobrazić to jak niedorzecznie musiała wyglądać sytuacja, w której Stifler niemalże anihiluje krzesło samą swoją obecnością na jego powierzchni. A przecież powinny być przystosowane do tego, że ludzie na nich siadają!
- Tyle dobrego, że nie połamałeś sobie kości ogonowej - dorzuciła, bo to naprawdę byłby ogromny ból i niedogodność.
Skinęła głową. Co prawda sama nie znała Artura Szpilki, a jedynie sympatyczną Asię, która co jakiś czas sprzedawała jej jakieś polskie mądrości ludowe. Może faktycznie w jej przypadku się sprawdzały, ale Ophelia nie odczuła tego na własnej skórze.
- Tranzac - odpowiedziała, gdy tylko bokser dopytał ją o nazwę klubu. - Faktycznie, sporo z tym roboty, ale daje satysfakcję.
Dużo bardziej jednak w tej chwili interesowało ją czym właściwie zajmował się Karrion. W końcu chciała to usłyszeć od niego i dowiedzieć się zapewne nieco więcej na temat tego, co robił, aby zarobić na życie.
- W takim razie widzę, że powodzi ci się nawet po karierze sportowej. To naprawdę imponujące - przyznała, bo na pewno wielu bokserów w jego sytuacji nie potrafiło znaleźć dla siebie miejsca.
Oczywiście uwagę na temat kebabów oraz alejek sklepowych skwitowała uśmiechem. Może i to było jego hobbystyczne zajęcie, ale przynajmniej dzięki temu mogli teraz tutaj siedzieć w swoim towarzystwie.
- W zasadzie to właśnie tak to wygląda. W każdym przypadku jest to też nieco inaczej ze względu na strukturę w jakiej się pracuje... Głównie nadzoruję pracowników i staram się rozwiązywać wszelkie problemy, które wykraczają poza ich możliwości. Przekazuję im dyspozycje, pilnuję czy wszystko działa jak trzeba. Trochę tego jest - przyznała szczerze, bo przede wszystkim w takiej branży miała spory kontakt z konfliktowymi klientami, a także problematycznymi z pracownikami.
potrafiło znaleźć dla siebie miejsca.[/akapit]
Oczywiście uwagę na temat kebabów oraz alejek sklepowych skwitowała uśmiechem. Może i to było jego hobbystyczne zajęcie, ale przynajmniej dzięki temu mogli teraz tutaj siedzieć w swoim towarzystwie.
- W zasadzie to właśnie tak to wygląda. W każdym przypadku jest to też nieco inaczej ze względu na strukturę w jakiej się pracuje... Głównie nadzoruję pracowników i staram się rozwiązywać wszelkie problemy, które wykraczają poza ich możliwości. Przekazuję im dyspozycje, pilnuję czy wszystko działa jak trzeba. Trochę tego jest - przyznała szczerze, bo przede wszystkim w takiej branży miała spory kontakt z konfliktowymi klientami, a także problematycznymi z pracownikami.
Czasami naprawdę ta praca była niezwykle męcząca i niewdzięczna, ale przynajmniej dawała jej jakąś satysfakcję. Nie wspominając już o tym, że właśnie dzięki niej mogła sobie pozwolić na życie na dosyć wysokim poziomie.
- Cóż, raczej to ja powinnam dziękować. W końcu sama ci powiedziałam, żebyś mnie zaprosił. Jak mogłabym w takim wypadku odmówić? - przypomniała mu, bo w końcu Stifler na początku po prostu chciał zapłacić za jej zakupy, ale Ophelia postanowiła wykorzystać okazję inaczej.
Chyba żadne z nich tego nie żałowało w żaden sposób. Mimo wszystko mieli ciekawe towarzystwo, a poza tym na stole wylądował naprawdę pysznie wyglądający kebab. Może nawet da się przekonać do tego, aby częściej po niego sięgać?
- Ta koszulka naprawdę spisana na straty? Nie sądziłam, że będzie tak źle - przyznała szczerze, bo jej własna całe szczęście jakoś została odratowana i nie nosiła żadnych efektów przesiąknięcia zalewą ogórkową.

Karrion Stifler
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
40 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion skinął głową na jej słowa, przeżuwając spokojnie kolejny kęs kebaba.
- No właśnie. U nas baranina to raczej egzotyka. Chyba że trafisz na jakieś bardziej niszowe miejsca, Gruzinów albo Armeńców - przytaknął jej i wzruszył ramionami. - Reszta idzie w bezpieczne opcje - dodał i od razu popił colą, ponieważ trafił na bardzo mocno przyprawiony, może nawet przesolony kawałek mięsa.
Na wzmiankę o kości ogonowej parsknął cicho, po czym pokiwał głową.
- Na szczęście - potwierdził. - Chociaż raz dostałem porządnie w kość na treningu… - skrzywił się na samo wspomnienie o tym zajściu. - Wiem dokładnie, jak to boli. Albo nawet jak napierdala, zwłaszcza siedząc - znów sięgnął po butelkę coli, upił łyk i odstawił ją na stół, kiedy padła nazwa klubu. Na moment zmarszczył brwi, jakby próbował coś sobie przypomnieć. Przez chwilę szukał w pamięci, ale ostatecznie pokręcił lekko głową.
- Nie kojarzę, szczerze mówiąc - uniósł lekko dłoń, jakby chciał się usprawiedliwić. - Mało chodzę po klubach. A w samym Toronto też jestem od niedawna. Poza czasami sprzed kariery bokserskiej nigdy nie siedziałem tu zbyt długo - wzruszył ramionami, nie mając pewności, czy klub w ogóle istniał, gdy on był nastolatkiem i stawiał dopiero pierwsze szlify w boksie amatorskim.
Po krótkiej chwili wrócił do jedzenia, zerkając na nią co jakiś czas z wyraźnym zainteresowaniem. Na jej kolejną uwagę przytaknął spokojnie.
- To prawda, powodzi mi się - przyznał szczerze, nie siląc się na fałszywą skromność. Ale to wcale nie jest takie oczywiste. - Znam wielu gości, którzy osiągnęli więcej ode mnie w ringu, a pieniądze rozeszły im się szybciej niż przyszły - wzruszył ramionami. - Ja akurat miałem do tego głowę. Pomnażam to, co zarobiłem. A z samych walk i sponsoringu i tak mam tyle, że mógłbym leżeć plackiem do końca życia gdzieś na Hawajach i nic nie robić. Tylko po tygodniu bym umarł z nudów - uśmiechnął się rozbawiony i kontynuował konsumpcję narodowego dania patriotów polski walczącej: kebaba.
Kiedy zaczęła opowiadać o swojej pracy, słuchał uważnie, kiwając co jakiś czas głową. Nawet na moment odłożył jedzenie, żeby skupić się bardziej na tym, co mówiła.
- Brzmi jak robota 24/7 - pokręcił lekko głową z uznaniem dla jej zaangażowania. - Ja czasem mam problem ogarnąć grafik dla kilku trenerów, a ty mówisz o zarządzaniu ludźmi, rozwiązywaniu konfliktów i jeszcze organizowaniu eventów - sięgnął znów po kebsa. - To już wyższa szkoła jazdy - przyznał i znów wgryzł się w jedzenie, tym razem smakując brzegów bułki.
Na jej słowa o dziękowaniu zaśmiał się cicho, kręcąc głową.
- Początek tej znajomości był na tyle dziwny, że szkoda byłoby tego nie pociągnąć dalej - odparł i przez moment patrzył na nią uważniej, jakby rozważając coś w głowie - czy to nadal było po prostu spotkanie, czy już coś trochę więcej, wszak nie z każdego teoretycznie obcego zapraszało się na obiad lub/i drinka. Czy przeszkadzałoby mu nazwanie tego randką? Nie.
Na koniec uśmiechnął się lekko, kiedy wrócili do tematu koszulki.
- Spisana na straty niestety - wzruszył ramionami. - Ale bez żalu. I tak była już zasłużona - upił kolejny łyk coli. - Zakończyła żywot godnie w śmietniku zamiast jako szmata do podłogi - zerknął na nią z lekkim rozbawieniem.

Ophelia Attwood
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
36 y/o
Welkom in Canada
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przytaknęła, wysłuchując jego słów i sama również skupiła się na swoim kebabie, który nie mógł zostać pozostawiony na pastwę losu. Był na to zbyt dobry.
- Nie powiedziałabym, że niszowe... Może droższe i bardziej ekskluzywne? W takich knajpach również natrafisz na baraninę - zwróciła uwagę, bo sama jadła ją w chociażby niezwykle dobrej greckiej restauracji.
Była pewna, że Karrion miał ogrom interesujących historii związanych z jego karierą sportową i trenerską. Nie sądziła jednak, że mogłyby one dotyczyć takich rzeczy jak chociażby uszkodzona kość ogonowa. W końcu bokserzy raczej nie celowali w takie części ciała.
- Jakim cudem skopali ci dosłownie tyłek? Upadłeś niefortunnie? - dopytała, chcąc rozwinąć jakoś tę historię.
Nie była zaskoczona tym, że nie kojarzył klubu. W Toronto było takie zatrzęsienie lokali rozrywkowych, że naprawdę trzeba było się postarać, aby kojarzyć ten konkretny, o którym akurat była mowa.
- Skąd właściwie się przeniosłeś? - dopytała, aby dać mu jeszcze jedną okazję do opowiedzenia czegoś o sobie. - W każdym razie: jeśli kiedyś będziesz miał wolny wieczór to zapraszam. Drinki na mój koszt.
Mogła sobie na to pozwolić. W końcu była managerką. Do pewnego stopnia zatem mogła korzystać z dobrodziejstw klubu byle go nie okradać w jawny sposób. Nie była jednak przekonana, aby Tranzac miało nagle zbiednieć po kilku darmowych drinkach.
- Biorąc pod uwagę jak szybko karierę zaczynają sportowcy to z pewnością mogą wpaść potem w pułapkę zbyt hulaszczego życia - stwierdziła, bo kiedy chłopaczek, który czasem nie przekraczał jeszcze dwudziestki zaczynał zarabiać więcej za jeden występ niż większość dorosłych ludzi w ciągu roku to łatwo mogło mu odwalić.
Przynajmniej niektórzy mieli tyle oleju w głowie co Stifler i potrafili jakoś wykorzystać dobrze fakt, że posiadali spore fundusze. Ilu to utalentowanych sportowców popadło w ruinę, bo nie byli już tak rozchwytywani i nie potrafili dobrze wykorzystać szansy, którą dał im los?
- Krótko mówiąc potrzebujesz zajęcia... i akcji, z tego, co słyszę - powiedziała, bo zdążyła się już przynajmniej o tym przekonać.
Sama też miała coś podobnego. Również pragnęła wrażeń, które mogłyby dostarczyć jej nieco więcej rozrywki w życiu. Co prawda nie preferowała sportu, a raczej uciekała w sztukę i użytki, ale przecież to też było coś.
- Czasami tak się wydaje - przyznała, bo w zasadzie była cały czas dostępna pod telefonem chociażby dla swoich pracowników. - To też nie tak, że zajmuję się wszystkim całkowicie sama. W końcu mamy jeszcze innych pracowników, którzy mają swoje konkretniejsze zadania.
Mimo wszystko praca pochłaniała jej sporo czasu, ale dalej starała się wygospodarować go wystarczająco dużo, aby posiadać też jakieś życie prywatne i chociażby spotykać się z napotkanymi w sklepach mężczyznami na soczystego kebaba.
- Z tym to już muszę się zgodzić. Wyglądało to jak prezent od losu, którego nie należy marnować - przytaknęła, może nieco wyolbrzymiając z tym, że darem od wszechświata mogła być biegunka oraz kac, którego chciała leczyć ogórkami.
Na razie spędzali sobie naprawdę miło czas. Kebab, w którego się wgryzała miał przyjemny smak i zdawało się, że właśnie tak powinna smakować ta bliskowschodnia kuchnia, która podbijała świat. W dodatku rozmowa się jeszcze jakoś kleiła, co nie zawsze było takie oczywiste.
- Czuję, że powinnam ci jakoś zadośćuczynić za tę koszulkę - przyznała, bo może i nie była to jakaś ogromna strata, ale w końcu sama się do niej przyczyniła.

Karrion Stifler
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
40 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion pokiwał głową na jej słowa, choć w jego spojrzeniu pojawiła się nuta lekkiego powątpiewania.
- Może i tak... Chociaż mam wrażenie, że to bardziej kwestia klimatu lokalu niż samego mięsa - wzruszył lekko ramionami. - U nas wołowina dalej potrafi być droższa, a i tak masz ją wszędzie. Ale nie będę się kłócił, bo to bardziej moje przeczucia niż jakaś wielka analiza rynku - uśmiechnął się pod nosem i wrócił na moment do jedzenia, zanim podjął kolejny temat.
Na pytanie o kość ogonową parsknął cicho.
- Sparing - odpowiedział krótko, po czym zaraz rozwinął. - Zpozoru nic wielkiego. Kończyliśmy rundę, trener coś zamotał i nie dał jednoznacznego sygnału. Ja odpuściłem, odwróciłem się… a gość przede mną nie zdążył cofnąć ciosu i trafił idealnie w kość ogonową - skrzywił się lekko. - Przypadek, ale bolało jak cholera - sięgnął po colę, upił łyk i odstawił butelkę, słysząc jej kolejne pytanie.
- Stany głównie - odpowiedział. - Dla boksera to jedno z lepszych miejsc do życia. Masz dostęp do wszystkiego: sal, trenerów, sponsorów… - wzruszył ramionami. - Lata spędziłem w Los Angeles. A tak epizodycznie bywam też w Hiszpanii, w San Sebastian. Mam tam swoją rezydencję - dodał spokojnie i spojrzał na nią z lekkim zaciekawieniem, chcąc trochę odbić piłeczkę.
- Ty mieszkasz tu od zawsze czy też cię tu coś przywiało? - uśmiechnął się lekko.
Na jej propozycję odwiedzenia Tranzac uniósł lekko kącik ust, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś bardziej zaczepnego.
- Zapamiętam - rzucił spokojnie. - Nie odmówię darmowego drinka - poruszył wymownie brwiami i przez chwilę przyglądał jej się nieco uważniej, po czym wrócił do tematu pieniędzy.
- Wielu gości się wykłada - przytaknął i oparł wygodniej o krzesło. - Alkohol, hazard, narkotyki… do tego dzieciaki na potęgę i alimenty lecące w kilku kierunkach - wzruszył lekko ramionami. - Albo po prostu życie ponad stan. Bo jak raz przyzwyczaisz się do wygody, to ciężko się cofnąć.
Na jej uwagę o potrzebie akcji pokiwał głową.
- Może trochę akcji, ale nie takiej… adrenaliny na pełnej kurwie - rzucił z lekkim rozbawieniem. - Bardziej chodzi o to, żeby mieć co robić i się nie roztyć - zachichotał lekko, ale zaraz jego twarz nieco posmutniała. Na moment spuścił wzrok. - Żeby nie wracać do pustego domu i nie mieć za dużo czasu na myślenie - rzucił tylko, by zaraz otrząsnąć się i spojrzeć znów na Attwood, znów z tym samym spokojem co zawsze.
Po wspomnieniu o koszulce, od razu machnął ręką.
- Nic mi nie jesteś winna - wgryzł się w kolejny kawałek kebaba i przeżuł spokojnie. - Ale jeśli bardzo chcesz ulżyć sumieniu to... możesz wybrać następną knajpę, do której pójdziemy - uniósł lekko brew w wymownym geście, uśmiechając się przy tym pod nosem. - Zawsze to jakiś pretekst do kolejnego spotkania - zrobił krótką pauzę. - Chociaż mam wątpliwości, czy w ogóle go potrzebujemy - upił łyk coli, a jego spojrzenie na moment zatrzymało się na niej odrobinę dłużej niż wcześniej. I tym razem nie miał na myśli przypadkowego wpadnięcia na siebie z ogórkami w zalewie.

Ophelia Attwood
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kandahar Kabab”