To chyba nie tak, że Madox chciał z niej zrobić idiotkę. On po prostu... lubił się bawić. A dokładając do tego jego
paskudny charakter, to właśnie otrzymaliśmy to drobne
kłamstwo, chociaż... na upartego to nawet nie było kłamstwo. A może zatajenie?
Albo może po prostu kolejne jego
udawanie, bo Noriega robił to cały czas. Grał różne role. Grubego brzydkiego Włocha też by zagrał, jakby musiał.
Ale prawda jest taka, że kiedy rozmawiali o płatkach, to sprzedał jej szczerą prawdę. I ten
język do jej gardła też wpychał jakoś tak prawdziwie. Z ogniem, który przecież naprawdę w nim płonął. Bo o Madoxie można powiedzieć różne rzeczy, między innymi to, że był oszustem. Że ciężko go było rozgryźć tak naprawdę. To nie dało mu się odjąć tego
gorącego, latynoskiego temperamentu. I zaraz właśnie z tym żarem utkwił ciemne tęczówki w jej jasnych, błękitnych oczach.
Już w tej chwili zimnych jak lód.
-
Mówiłem ci, że lubię gry... - mówił, tak. I lubił. Nie tylko butelkę, ale jakieś takie
przebieranki, maski, które zakładał, chociaż na jej słowa przewrócił ciemnymi ślepiami -
właściwie to... mówiłem - ale z czym tak? A z czym wcale nie? Jak z tym klubem. Chociaż czy on mówił, że jest barmanem? Tylko nie wyprowadził jej z błędu, kiedy zasugerowała się tym, że polewał drinki.
Szef gruby Włoch pewnie by nie polewał. Nie wlazł by z tym bebzolem za bar. A Madox dzisiaj aż zanadto się tam wpasował, jeszcze w swoim wampirzym stroju, ze srebrnym shakerem w dłoni.
Oczywiście, że widział jej zmianę, bo Noriega był też dobrym obserwatorem, chociaż on wcale nie dał tego po sobie poznać, prowadząc ją na górę znowu blisko siebie. Tak blisko, że mogła z powodzeniem czuć, że szef Emptiness nie pachniał tanimi, mocnymi, włoskimi perfumami.
A całkiem ładnymi.
Tylko zanim Noriega zdążył na górze się rozejrzeć, zanim zdążył może ją przeprosić?
On w ogóle umiał to robić? W jego słowniku było takie słowo, jak przepraszam?
Ciężko stwierdzić
A Vicie też nie było dane się o tym przekonać, bo zaraz już krzyczała do niego
uważaj, kiedy Madox mocniej docisnął kolanem zakonnice do ziemi. Ale mógł się przecież spodziewać, że nie była sama, zawsze brał pod uwagę to, że w klubie nagle wszyscy chcą się lać po mordach, jak jeden zacznie... Tylko dzisiaj się rozproszył, wina jej niebieskich oczu? Czy smaku jej ust, który jeszcze gdzieś tam majaczył na języku?
A może kurwa tego, że wszyscy tu byli poprzebierani i tak naprawdę trudno było wyczuć, czy ta wiedźma obok, albo Freddy Krueger mają dobre zamiary?
Freddy miał złe, tak złe, że zaraz rozbił mu krzesło na głowie. I Madox nawet nie zobaczył Vity w roli
wojowniczej księżniczki... kociczki?, bo na moment go zamroczyło.
A potem poczuł jej dłonie na swoich policzkach, a ciemne tęczówki odszukały jej niebieskie, piękne oczy. Nie pierwszy raz dostał, i na pewno nie ostatni, biorąc pod uwagę fakt, jaki był
paskudny. Zamrugał kilka razy, bo jego słowa docierały do niego jakoś powoli. Pojedynczo.
Pięknie… I kiedy tak sięgnęła do jego skroni, to on też ułożył na niej palce, krew, czuł ją pod opuszkami.
-
Kurwa... - powtórzył gdzieś po niej, bo liczył na to, że przyłoży sobie lód i zaraz mu przejdzie, ale to chyba tak nie zadziała. Nie tym razem -
tego nie było w planie - mruknął, ale spuścił spojrzenie, gdzieś na to rozpierdolone krzesło. A takie było ładne, wymieniał je ostatnio. Wszystkie krzesła przy barze, a teraz kolejne dwa będzie musiał dokupić... Od razu mógł pomyśleć o tym, żeby zamówić ich więcej. I kiedy on odpływał do tego myślami, to brunetka kazała mu
patrzeć na nią, podniósł na nią ciemne tęczówki. Chociaż kiedy powiedziała o tych
palcach, to zamrugał kilka razy.
-
Dziesięć, ale mogę jeden odgryźć - szarpnął się do niej, żeby rzeczywiście dziabnąć ją w palec, lekko, zaczepnie. Bo przecież nic mu nie było...
Chociaż kiedy próbował się podnieść, to trochę mu się zakręciło w głowie, więc usiadł jeszcze
na minutę.
Ciemne oczy powędrowały dokładnie tam gdzie jej intensywnie niebieskie, burzowe. Na barmanki, które kręciły się wystraszone i na ochronę, która rozganiała towarzystwo, która działała bez zarzutu, aż Madox się uśmiechnął, bo chociaż chłopaki nigdy go nie zawodzili.
-
Głównie na tym ego - znowu mruknął, przenosząc na nią spojrzenie. Ale jakaś barmanka sięgnęła po apteczkę, całkiem dobrze wyposażoną, bo jednak Emptiness to
rzeźnia, ale nie ma się co dziwić, skoro balował tutaj półświatek, prawda?
Chyba nie miał zamiaru mdleć, chociaż wstać też jeszcze nie mógł, ale... nie mógł być taki
chory, bo na słowa brunetki jeden kącik ust skoczył mu do góry -
trauma podobno łączy ludzi - oczywiście, że znowu ją zaczepiał. Bo on wiecznie to robił. Taki charakter
paskudny.
Kiedy podszedł do nich ochroniarz, Siergiej, to od razu dźwignął Madoxa, jeszcze Vita pomogła i był jak nowy. Chociaż ruski kark zaraz poprowadził go na zaplecze, bo brunetka się tam skierowała.
Rządziła się w jego klubie?
No ładnie... Ale właściwie w pewien sposób było to nawet pociągające, bo tutaj nikt się
nie rządził.
Oprócz niego. I jej.
A
on siedział teraz grzecznie na krześle odchylając głowę do tyłu, kiedy
ona pochyliła się nad nim, żeby go opatrzeć. Na jej słowa delikatnie skinął głową.
-
Średnio trzy razy w tygodniu się tu leją, a czasami częściej... To przez ten koks pewnie, albo moje ego? - znowu ją zaczepiał, ale kiedy dotknęła rany, to skrzywił się delikatnie. Nie bolało, zapiekło, chociaż Madox ze swoim wysokim progiem bólu i masochistycznymi zapędami... to chyba powinien się uśmiechnąć i powiedzieć, że go łaskocze?
-
Do szpitala to nie... Jak to wygląda? Trzeba szyć? - już chciał sięgnąć palcami, ale mu nie pozwoliła -
ale wiesz co... Jakbyś to zakleiła taką srebrną taśmą, to może samo by się zagoiło? - czy on za każdym razem, kiedy oberwie to musi nawijać o tej taśmie? Najwidoczniej tak. Za każdym jebanym razem, aż dziwne, że nikt go
jeszcze nią nie skleił.
Podniósł spojrzenie na jej oczy, kiedy zapytała go o to
jak długo był szefem Emptiness -
sześć lat - powiedział całkiem szczerze -
długo, czy krótko? - dla niego zdecydowanie długo... Dużo się przez ten czas wydarzyło. Dużo razy zbierał bęcki, ale co się dziwić, kiedy on zawsze, do wszystkiego, był pierwszy...
-
I nie chciałem zrobić z ciebie idiotki - no proszę... Czy to tak w ramach przeprosin za to
drobne oszustwo. No dalej Madox... Jest jeszcze takie jedno słowo... -
p... - powie to? -
po prostu nie pytałaś - no i nie powiedział -
czy jestem barmanem, czy nie, a ja czasem lubię postać na barze, jest ciekawie... - bo na przykład można postawić drinka jakiejś ładnej brunetce, to już dodał w myślach. Syknął, kiedy mocniej docisnęła wacik, bo znowu
zapiekło.
≽ ^⎚ ˕ ⎚^ ≼