34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poszukaj Vity, czyli miała na imię Vita, ładnie, bo to prawie tak jak życie po hiszpańsku, nawet miał jej to powiedzieć, ale zamyślił się jeszcze na moment nad tym, że była nazbyt miła i znała na pamięć wszystkie roczniki trunków. Trochę mu to nawet imponowało, on prowadził klub od lat, a czasem zapominał NAZWY alkoholu, który miał zamawiać, no chyba, że były kolumbijskie, wtedy pamiętał wszystko, ale tych dziwnych nie, musiał je sprawdzać.
Teraz też trochę ją sprawdzał, tymi dziwnymi, kosmicznymi rozmowami. Na ile może sobie pozwolić, na ile ona mu pozwoli... wiec zaraz jej pytał.
- A ile żyje kamień? - bo może tyle, co chodzi po nim żywa mucha? A może wcale? Albo wieczność...
Odpowiedzi mogły być różne, ale zanim Madox się dowiedział, to już porzucali ten temat. Bo on przecież miał być dzisiaj wampirem, a nie jakąś muchą, chociaż... miał chyba coś z muchy? Taki natrętny czasem bywał. Zupełnie jak mucha.
Ale dzisiaj nie był nachalny, a co najbardziej dla niego nietypowe, był nawet szczery. Kiedy tak odpowiadał na jej pytania, kiedy ciemne tęczówki błądziły po jej twarzy, po jasnych, pięknych oczach i co rusz zahaczały o usta. Ogniście czerwone.
Może to ta aura Halloween, tych ich strasznych strojów, ale w tej rozmowie, w odpowiedziach na pytania znaleźli przecież sporo podobieństw, może nawet więcej ich łączyło, niż im się wydawało?
A na pewno te spojrzenia, która co rusz uciekały w kierunku pełnych ust, jej intensywnie czerwonych, a jego ozdobionych tymi kłami. Jakby do tej serii pytań, na które tak ładnie sobie odpowiadali, chcieli dodać takie jedno... Jak smakują? Te wargi, które wypuszczały z siebie kolejne słowa.
A później te Madoxa ułożyły się w słowo gramy. Zawiódł ja odrobinę? Chyba tak, widział to w jej intensywnie niebieskich oczach, jakiś taki cień zawodu, kiedy pociągnął ją za rękę do tego nadprzyrodzonego kręgu.
- Wiesz jak mówią... czasem potrzebna jest gra wstępna - mówił o grze? Czy o tym ich prawie pocałunku? I w ogóle powiedział to Madox... człowiek, który w gry wstępne był po prostu tragiczny, bo on od razu przechodził do rzeczy. Aczkolwiek dzisiaj chciał się z nią trochę pobawić, jak ten kot z myszką chyba?
Zaraz wskazał ją jako źródło największych kłopotów. Bo już o tym rozmawiali, ona je przyciągała, a on je lubił...
Ale zaraz okazało się, że ona chyba też. Albo to ten jej magnes na problemy się aktywował?
Bo zaraz jakaś wróżka wskazywała Noriegę różdżką mówiąc, że to on dostanie buziaka w tym rozdaniu. Nie miał w zasadzie nic przeciwko temu. Chociaż kiedy odezwała się ta czarownica, która miała pokazać mu jak to się robi to parsknął, znowu ugryzł się w język.
- To czekaj, wyjmę zęby - rzucił i naprawdę po nie sięgnął, bo jednak może nadawały się do gryzienia, ale do całowania chyba nie za specjalnie.
Zaraz okazało się też, że wiedźma jednak nie miała ku temu sposobności, bo Vita przekręciła butelkę na siebie. A Madox tylko zdążył wzruszyć ramionami, bo już zaraz czuł na zarośniętych policzkach jej dłonie, a na wargach, słodkie, pełne usta, które teraz rozmazywały tę czerwoną szminkę w pocałunku. Najpierw miękkim, ale przecież wampiry nie są miękkie, Madox też nie był...
Sięgnął wytatuowanymi palcami do jej policzka, po którym przesunął szorstkimi opuszkami na jej kark, wplótł je w ciemne kosmyki pogłębiając pocałunek, nie pozwalając jej się cofnąć nawet na milimetr. Bezczelnie wdarł się językiem w jej usta, łącząc go z tym jej w ognistym tańcu. Chociaż te języki... skoro mu się nie pozwolił zaprosić na parkiet. Druga jego dłoń spoczęła już na jej udzie, po którym przesunął krótkimi paznokciami wyżej. Zostawiając na nim blade ślady. Bo może oszukiwali w grze, ale jednak szybciej bijące serca, które pompowały krew, chyba ich nie nabierały? Chyba oboje na to liczyli? Całował ją do utraty tchu, zabierając z płuc ostatni oddech, tak, że musieli się od siebie oderwać, żeby go zaczerpnąć. Złapać w płuca łapczywie powietrze. Jego ciemne tęczówki jednak wcale nie oderwały się od jej oczu, w które wpatrywał się intensywnie. Ktoś tam rzucił, że oszukała... A ktoś inny, że chyba nie rozumieją zasad. I dopiero wtedy Noriega strzelił oczami.
- Bo najlepiej to jednak jest... bez zasad - stwierdził, bo coś w tym chyba było. Jego wytatuowane palce znowu przesunęły się po jasnym udzie brunetki, znowu zahaczyły o materiał jej zwiewnej sukienki.
Ktoś tam znowu się odezwał, że teraz Vita powinna kręcić, ale czy chciała?
Czy oni w ogóle jeszcze chcieli grać?
- Chcesz kręcić? Może padnie na zombiego, może on lepiej całuje, chociaż ja podejrzewam, że bruja może być niezła - trochę się pochylił do jej ucha wskazując na czarownicę, która tak się zarzekała, ze pokaże co umie, akurat towarzystwo waliło kolejkę szotów, więc mieli chwilę. Dla siebie? Albo na podjęcie decyzji, czy zostają w grze?

sus labios rojos 🫦
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich rozmowa nabierała wręcz komicznie surrealistycznej nutki. Słysząc jego pytanie, parsknęła śmiechem i przewróciła oczami c po czym znów na niego spojrzała, faktycznie próbując wymyslec jakąś logiczną odpowiedź na to pytanie, - Kamień? - mruknęła cicho, przechylając lekko głowę. - wystarczająco długo, żeby ktoś mógł się o niego potknąć. - posłała mu szeroki uśmiech, zanim ruszyli w kierunku tej zgrai ludzików wyjętych z filmu tima burtona - w szczerym niezadowoleniu Holloway.

A gdy odważyła się go pocałować(thank fuck, ze wyjął te kiełki bo bała się wykrwawienia)…to pomimo tego całego zgiełku, komentarzy i śmiechów wokół, Vita przez chwilę miała wrażenie, że wszystko to rozmywa się gdzieś na granicy percepcji. Coś w rodzaju, jakby ten krąg, te postacie, ten cały halloweenowy chaos był tylko tłem… rozedrganym, a centrum stanowił on. I to, co właśnie między nimi zaszło. Ten pocałunek nie był tym, czego się spodziewała. Był intensywniejszy. Coś w rodzaju takiego pocałunku, który rozpala cię od środka. Na początku jeszcze miała nad tym jakąś kontrolę… to ona przecież go zainicjowała, łamiąc zasady, to ona przejęła sytuacje, ale bardzo szybko poczuła, jak ta kontrola wymyka jej się z rąk. Jak jego dotyk, sposób w jaki ją przytrzymał, jak pogłębiał pocałunek doprowadzał ją do granicy szaleństwa. Czuła ciepło rozlewające się gdzieś pod skórą, od ust, przez kark, aż po końcówki palców. Serce przyspieszyło w sposób, który był już zdecydowanie poza jej kontrolą, poczuła to charakterystyczne pulsowanie we wnętrzu jej ud I co gorsze…tak kurewsko jej się to podobalo.
Jego dłonie, szorstkość opuszków, sposób w jaki bezczelnie przejął inicjatywę… to wszystko sprawiało, że przez krótką chwilę naprawdę zapomniała, gdzie są. Kim są - wampirem i kotojaczkiem - I że to miała być tylko zabawa w butelkę. Vita orzeciez nie gubiła się w takich momentach. A jednak. Kiedy w końcu musieli się od siebie oderwać, wciąż czuła jego obecność na swoich ustach…zostawił po sobie coś więcej niż tylko niedbale rozmazaną szminkę na jej wargach.

Łamanie zasad smakowało jej tak cholernie słodko.

Mogła się do tego przyzwyczaić, do tej adrenaliny, która dosłownie przebijała się przez jej żyły w tamtym momencie. Słyszała w dalszym ciągu lamenty o tym że oszukiwała, o zasadach, o tym kto teraz powinien kręcić, ale to wszystko było jak przytłumiony szum. Dopiero jego głos, bliżej, niż powinien, wyrwał ją z tego pół-zawieszenia. Uniosła na niego spojrzenie, jeszcze przez moment milcząc. Spojrzała na butelkę, chwilkę później na nieg i prychnęła cicho pod nosem, kręcąc głową. - Serio? - mruknęła, unosząc brew, a zamiast sięgnąć po butelkę, zrobiła coś zupełnie innego - złapała go pewnie za rękę i pociągnęła nie dając mu nawet chwili na reakcję. - Niech sobie całują tego zombiego, znudzilo mi się już - rzuciła jeszcze przez ramię w stronę kręgu, z lekkim rozbawieniem w głosie.

Przecisnęła się między ludźmi, ciągnąc go za sobą gdzieś dalej od hałasu, od śmiechów i od tej dziwnej, paradoksalnej energii. Dopiero kiedy znaleźli się trochę na uboczu, zwolniła, ale nie puściła jego dłoni. Rozejrzała się uważniej. I wtedy to zauważyła. Kilku typów pochylonych nad stołem wciągających jakiś biały proszek. Jej spojrzenie stwardniało na ułamek sekundy. Przewróciła oczami. - Klasyk - mruknęła pod nosem. Zrobiła pół kroku bliżej niego, uniosła się lekko na palcach, zbliżając usta do jego ucha, a dłonie zacisnęły się na materiale jego outfitu. - Musisz pogadać z tym swoim szefem - powiedziała cicho, z nutą irytacji, marszcząc lekko nos. - Nie wiem, czy jest ślepy na to, co się tutaj odwala, czy po prostu na to pozwala… - westchnęła przewracajac oczami - Już ja bym się z nim rozliczyła i wszystko mu wyjaśniła. - Na moment zatrzymała na nim spojrzenie, sprawdzając jego reakcję, a potem jej wyraz twarzy złagodniał.- Ale whatever - dodała ciszej. Przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się uważnie, chwilkę później zrobiła pół kroku bliżej, praktycznie zacierając dystans między nimi.Jej palce powoli przesunęły się wyżej po jego ramieniu. Zatrzymała się tuż przy jego ustach, czując jeszcze resztki tamtego pocałunku. Uniósł się jeden kącik jej ust,- Wiesz… - mruknęła cicho, niemal muskając jego wargi swoim oddechem - chyba nie zdążyłam dobrze zapamiętać…-Jej palce zacisnęły się lekko na materiale ubrania.-…jak smakujesz- Przechyliła głowę minimalnie, nie odrywając od niego spojrzenia.- Będziesz musiał mi przypomnieć.

bešketnik
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, trochę hot rzeczy i madox
Odpowiedź Vity na jego pytanie o kamień była... zadziorna.
A Madox to chyba jednak lubił takie zaczepne kobiety. Miał do nich jakąś słabość. Bo jego bardziej kupował jakiś taki cięty język, niż piękne, duże oczy.
Chociaż oczy brunetki też mu się podobały, intensywnie niebieskie, takie inne niż te jego ciemne. Coraz ciemniejsze, kiedy przysuwali się do siebie bliżej. Kiedy posuwali się dalej.
Ale przecież kolejna rzecz, którą Madox uwielbiał, to było przekraczanie granic, łamanie zasad. Parcie na przód, więc wiadome było, że on wykorzysta ten pocałunek. Że się w nim nawet nie zawaha, nie pozwalając jej już uciec. Tylko, że one też nie chciała się wycofać. Bo ich usta kradły sobie powietrze w najlepszy możliwy sposób, mieszając w sobie to sensualne smakowanie się podczas pierwszego pocałunku, badania granic... Jakich granic? Z czymś dzikim, iskrą, która od tych spragnionych siebie warg płynęła pod skórą, jeżyła włosy na karku i sprawiała, że ręce szukały nagiej skóry. Bo przecież każdy dotyk był elektryzujący.
Przyjemny.
Nieprzyjemne było tylko to, kiedy musieli się od siebie odsunąć, chociaż... oczy wciąż mieli w siebie wpatrzone, a oddechy urywane, zsynchronizowane. Zaczepił zębami, całe szczęście nie wampirzymi, o jej dolną wargę, przygryzając ją zaczepnie, pozostawiając na niej to pulsujące uczucie, które jeszcze przez chwilę nie pozwoli jej myśleć o niczym innym, niż o tym pocałunku.
Bo Madox to jednak był przebiegły.
Trochę pewnie też liczył na to, że jednak nie będą kontynuować gry i kiedy złapała go za rękę, to wcale się nie zawiódł.
- Szybko się nudzisz Vita... - rzucił i wzruszył ramionami w kierunku nadprzyrodzonego kręgu, i kiedy tak go ciągnęła przez tłum, to jakoś tak zaczepnie się jej szarpnął, przekornie, na moment ją do siebie przyciągając - a może jednak parkiet? - zapytał strzelając ciemnymi oczami w tamtym kierunku. Ale czy naprawdę chciał tam iść? Jakby chciał to pewnie by ją tam szarpnął. A poszedł za nią grzecznie, na bok, więc chyba to była z jego strony taka zaczepka.
Stanęli sobie gdzieś pod ścianą, koło loży VIP, gdzie klienci nawet nie kryli się z koksem, ale Madoxowi to wcale nie przeszkadzało, chociaż kiedy jej niebieskie tęczówki zwróciły się w tamtym kierunku, to on też tam powiódł spojrzeniem. A kiedy tak stanęła do niego na palcach, to te ciemne tęczówki utkwił w jej oczach, nakierował ją tak, że jej plecy zderzyły się z chłodną ścianą, a rękę oparł gdzieś obok jej biodra muskając je uprzednio palcami.
- A jakbyś się z nim rozliczyła? Może mógłbym ci załatwić jeden na jeden z szefem - uniósł zaczepnie brew - w twoim barze nie macie prochów? Bo szef je nawet lubi - trochę go bawiło mówienie o sobie szef, wiec się do niej uśmiechnął.
A kiedy tak podsuwała się bliżej, nabrał mocniej powietrze w płuca, tak, że jego klatka piersiowa zderzyła się prawie z tą jej. Spróbował spojrzeć na te jej palce przy swoich wargach, ale zrobił tylko jakiegoś zeza, a potem odwrócił się tak, żeby jej opuszki musnęły jego usta, szczypnął je zębami, lekko, zaczepnie.
- Zrobię to tak, żebyś zapamiętała... na dłużej - tylko tyle jej powiedział, zanim znowu zaczerpnął powietrze, zanim zamknął jej wargi w pocałunku, zachłannym, intensywnym, w którym ich języki znowu łączyły się w ognistej salsie. Przyparł ją mocniej do ściany, tak, że mogła czuć na piersi to jego szybciej bijące serce, złote łańcuszki wbijające się w jej skórę. Kolanem wdarł się między jej rozgrzane uda, a szorstkimi opuszkami sunął po jej udzie podwijając materiał sukienki coraz wyżej... I wyżej...
Mogło im się zakręcić w głowach od tego pocałunku, mogli mieć mroczki przed oczami, ale... zaraz naprawdę ich zamroczyło. Zrobiło się całkowicie ciemno. Dopiero po chwili włączyły się jakieś delikatne zapasowe światła, ale brakowało muzyki, brakowało dymu i mocnych, kolorowych lamp. A przez tłum przebiegł jakiś jęk zawodu. Madox też się odsunął od niej zawiedziony, aż parsknął pod nosem, a zaraz oparł głowę na jej ramieniu, układając na jej dekolcie ciepły oddech.
- To chyba... poznasz szefa - wyszeptał jej do ucha, o którego płatem zaczepił jeszcze wargami. A zaraz to on splatał jej palce ze swoimi, żeby pociągnąć ją przez tłum, tym razem w kierunku baru. Przez moment szedł tyłem, odwrócony do niej - mam nadzieję, że to tylko korki - nawet na kogoś wpadł, ale nie przeprosił, spojrzał tylko na gościa krzywo, jakby to on w niego wlazł.
- Madox światło... - zaczęła jakaś barmanka, kiedy znaleźli się przy ladzie - nie jestem kurwa ślepy - odpowiedział jej Noriega. I tyle było z ich rozmowy. Stanął przed drzwiami prowadzącymi na dół i włączył sobie latarkę w telefonie - on na dole ma biuro... Bo to Diabeł, więc wiesz... biuro w piwnicy - oczywiście, że się z niej zgrywał, że ją tylko tak zaczepiał, bo przecież ten Diabeł po pierwsze to stał przed nią, trzymał ją za rękę, a po drugie, to... biuro miał u góry. Ale ona nie mogła tego wiedzieć. Pociągnął ją schodami w dół. Długie betonowe schody, w których połowie musiał się jeszcze gwałtownie zatrzymać, tak, że na niego wpadła. Odwrócił się do niej.
- Boisz się? - zapytał, a w świetle, które padło na nich z latarki jego oczy błysnęły. Madox wiedział, że nie ma się tu czego bać, bo nikt nie schodził na dół bez jego pozwolenia, ale ona... wcale nie musiała tego wiedzieć.

⎛⎝ ≽ > ⩊ < ≼ ⎠⎞
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
troszkę horny posting
W chwili, gdy Madox przycisnął ją plecami do ściany, Vita cicho sapnęła - nie z zaskoczenia, a przez tę przyjemną, gorącą falę, która natychmiast rozlała się po jej brzuchu. Kiedy jego dłoń musnęła jej biodro, instynktownie wygięła się lekko w jego stronę - całe jej ciało od razu domagało się więcej tego kontaktu. Gdy zapytał, jak rozliczyłaby się z szefem, parsknęła cichym, zadziornym śmiechem. - Och, uwierz mi, potrafię być bardzo… przekonująca - odparła, patrząc mu prosto w te ciemne oczy. - A co do prochów w moim barze…- Wzruszyła lekko ramieniem, nadal stojąc na palcach, z ustami zawieszonymi tuż przy jego wargach. - …u mnie jest czysto. Nie rozumiem tylko, czemu twój szef w ogóle się z tym nie kryje, skoro tak lubi sobie powąchać. To pewnie jakiś gruby Włoch, który myśli, że gra w swoim własnym odcinku rodziny soprano. - Jej palce wciąż błądziły przy jego ustach, kiedy nagle poczuła, jak jego zęby delikatnie, ale bezczelnie szczypią opuszki jej palców. Zadrżała. Ten drobny gest przeszył ją aż do szpiku i uderzył dokładnie tam, gdzie nie powinien.
Słysząc jego kolejne słowa, uchyliła lekko usta, wypuszczając z siebie ciche westchnienie, a jego pocałunek uderzył w nią jak grom. Głęboki, zachłanny, całkowicie pozbawiony delikatności. Język Madoxa wdarł się do jej ust z taką pewnością, że aż jęknęła mu prosto w wargi. Czuła, jak serce wali mu w piersi, czuła chłód złotych łańcuszków wciskających się w jej dekolt i to kolano, które bezczelnie rozsunęło jej uda. Kiedy jego szorstka dłoń powędrowała wyżej po jej nodze, podciągając sukienkę coraz bardziej, Vita zacisnęła palce na materiale jego koszuli. Tak kurwsko ją kręciło to, co z nią teraz robił. Czuła, jak jej bielizna robiła się wilgotna. Czuła to wyraźnie - gorące pulsowanie między nogami, kiedy jego kolano napierało dokładnie tam, gdzie najbardziej tego chciała. Oddawała pocałunek z równą zachłannością, przygryząc jego dolną wargę. Całkowicie straciła poczucie czasu i miejsca. A potem zrobiło się ciemno.

Całkowita czerń.

Tylko jego przyspieszony oddech muskający jej dekolt i cichy jęk zawodu dobiegający z jej ust. Vita zamrugała, wciąż lekko oszołomiona. Kiedy Madox oparł głowę o jej ramię i wyszeptał, że chyba jednak pozna szefa, roześmiała się cicho.- Nie mogę się doczekać… - mruknęła, przesuwając dłonią po jego karku.- Chętnie sobie z nim porozmawiam. - Nie protestowała, gdy splótł ich palce i pociągnął ją za sobą. Szła blisko, niemal przyklejona do jego pleców, z lekkim, rozbawionym uśmieszkiem błąkającym się po ustach. Kiedy wpadł na kogoś i nawet nie próbował przeprosić, tylko rzucił tej osobie krzywe spojrzenie, parsknęła cicho pod nosem. Przy barze, gdy barmanka zaczęła coś mówić, a on uciął ostro ''nie jestem kurwa ślepy'', Vita uniosła brew, ale nic nie powiedziała. Tylko patrzyła na niego z coraz większą ciekawością.
A potem schody w dół. Im niżej schodzili, tym bardziej czuła to dziwne, ekscytujące mrowienie na skórze. Kiedy Madox nagle się zatrzymał w połowie schodów, a ona wpadła na niego, odruchowo złapała go za ramiona. Jej piersi przycisnęły się do jego pleców. Czuła ciepło jego ciała nawet przez materiał. Wyprostowała się i spojrzała na niego, gdy po chwili stał twarzą do niej. - Bać się? - powtórzyła jego pytanie, a w jej głosie było więcej rozbawienia niż czegokolwiek innego. - Kotki nie boją się ciemności, Madox… - stanęła na palcach, przysunęła się do niego kładąc dłonie na jego klatce piersiowej i szepnęła mu prosto do ucha, - One lubią w niej polować. - już chciała zrobić coś innego, gdy nagle światła zaczęły migotać, a jakiś koleś zaczął zbiegać w ich kierunku, krzycząc - Szefie! Mamy problem... coś na górze się odpierdala, potrzebujemy cię... - typek podrapał się po głowie patrząc w kierunku Madoxa. SZEFA MADOXA?! Vita poczuła jak blednie i zdołała tylko wyrzucić z siebie jedno, kruche... - Szefie?

𓆩^._.^𓆪
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, bijatyki, i... co tu się znów odpierdala?
Uśmiechnął się zaczepnie, kiedy to powiedziała, że jego szef to pewnie gruby Włoch, który myśli, że gra w rodzinie Soprano, w ciemnych oczach też błysnęły wesołe ogniki. Bo jakże Vita się myliła... przystojny Kolumbijczyk, który miał po prostu trochę układów z policją, który dzięki temu, że sprzedawał się psom, mógł sobie pozwolić na ciut więcej.
Zabawne to było, do tego stopnia, że Madox parsknął i pokręcił głową.
- Nie słyszałaś nigdy o szefie Emptiness? - jeszcze musiał jej zapytać, ale najwidoczniej nie. Chociaż każdy kto tu był, to coś tam kojarzył, bo szef przecież na co dzień jeszcze bardziej rzucał się w oczy, w kolorowych koszulach. Z niewyparzoną gębą, którą później jej prezentował, w tłumie. Przy ladzie.
- Brzydki grubas, podobno jebnięty, a jak niegustownie ubrany - z tymi słowami znowu zahaczył palcami gdzieś o materiał jej gustownej sukienki, on też w zasadzie miał na sobie jedną z tych swoich drogich koszul, która leżała na nim po prostu dobrze. Ale wszystko na nim tak leżało, bo Madox dużo czasu poświęcał na to, żeby tak wyglądać. Chociaż to nie chodziło o samo to, żeby on mógł się potem chwalić idealnie zarysowanymi mięśniami, Noriega ćwiczył, bo musiał umieć się bić, bo nie stał sobie po prostu za ladą i serwował drinki, bo przecież na codzień on siedział z tymi najgorszymi gangusami właśnie w lożach VIP. Ale dzisiaj sobie odpuścił.
Dzisiaj wiele rzeczy sobie odpuszczał.
Chociaż jej tak do końca nie chciał i zaraz jej to prezentował w tym ognistym pocałunku. Zachłannym, agresywnym, takim, który kradł im oddechy, który rozpalał ciała i... mieszał w głowach.
Do tego stopnia, że kiedy światło zgasło, kiedy zapanował mrok, to jeszcze przez chwilę pozostawało pytanie, czy to nie było spowodowane nią? Otumaniającym zapachem jej perfum, bliskością ciała i spojrzeniem w jasne oczy.
Nie. Bo kiedy przez tłum przeszedł szmer, to Madox już wiedział, że trzeba się ruszyć.
Ale zabrał ją ze sobą. Bo mógł. Bo chciał właściwie.
I kiedy znowu tak czupurnie proponowała rozmowę z szefem, to przecież tylko go zachęcała. Noriega lubił zaczepne kobiety, takie które nie bały się nawet jego wyimaginowanego włoskiego szefa.
W połowie schodów na dół, do tej diabelskiej pieczary jeszcze się zatrzymał, jeszcze chciał ją podpuścić. Zaczepić odrobinę. Z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi gdzieś na jasnych oczach, z sercem walącym w piersi gdzieś obok tego jej, kiedy znowu znaleźli się nieprzyzwoicie blisko - to zupełnie jak... wampiry - i diabły chyba też, ale to dodał już sobie w głowie, ten medelliński diabeł. Już byli prawie na dole, koło skrzynki z bezpiecznikami, a Madox już znowu pochylił się bliżej do pełnych, gorących warg Vity.
Tylko wtedy z góry zamrugały do nich jakieś światła, a zaraz na schodach pojawił się jeden z barmanów, który już w pierwszym jebanym zdaniu wydał Madoxa.
Czyli koniec zabawy w kotka i myszkę i podchody, w uda-wa-nie.
- Co jest? - zapytał jeszcze Noriega i zanim brunetka przetrawiła chyba to, że jednak już od jakiegoś czasu, stała twarzą w twarz z właścicielem tego... wątpliwej reputacji przybytku, to Madox zszedł na dół, żeby naprawić wywalony korek. Wiedział jak i zaraz nad ich głowami zapaliła się lampa, mieli z tym problem od jakiegoś czasu, w końcu będzie musiał to naprawić. Powinien.
Powinien też może wyjaśnić to wszystko Vicie?
Pewnie tak, ale on zaraz już znowu stał za jaj plecami, tak, że mogła poczuć na karku jego ciepły oddech - tylko jebnięty się zgadza - mruknął jej gdzieś do ucha, a potem pchnął ją sobą w kierunku góry.
Klub właściwie wrócił do stanu sprzed awarii, ale...
- Co tu się kurwa stało?! - na ziemi leżało rozbite w drzazgi barowe krzesło, a zanim Madox zdążył się zorientować co się tam stało, zanim barman mu zdążył to nakreślić, to... Jakaś pierdolona straszna zakonnica, Walak z wymalowaną na białą twarzą i żółtymi oczami rzucił się na niego.
Tylko, że to był Madox, ze swoimi wyczulonymi reakcjami i zanim potwora do niego dopadła, to on już się odwinął, wymierzył cios prosto w wymalowaną, straszną gębę, aż mu się biała farba odbiła na knykciach. Zakonnica się zachwiała a Noriega chwycił ją za rękę, wykręcił do tyłu i gleba. Szybka pacyfikacja upiornej siostry zakonnej. Właściwie... to był jakiś facet, bo zawył, kiedy Madox wykręcał mu ramię. Tylko, że to wcale nie był jeszcze koniec, bo nagle... w ruch poszło drugie krzesło, którym zamachnął się Freddy Kruger, prosto w Noriegę.
I może Madox by nie dostał, bo przecież takie bójki w klubie, to był dla niego chleb powszedni, tylko on trzymał szarpiącego się Walaka, a do tego ktoś krzyknął i on się odwrócił, a zaraz oberwał, prosto w łeb. Kolejne krzesło na nim pękło, dobrze, że ono, a nie czaszka, chociaż Madoxa zamroczyło...
I to już nie była wina tego, że zgasło światło. W momencie do wściekłego Koszmaru z Ulicy Wiązów dopadli ochroniarze Noriegi, szkoda, że dopiero teraz, ale strachole zostały wywleczone z klubu.

Bilans strat:
2 krzesła
1 głowa... szefa


ฅ^>⩊<^ ฅ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
okay what the hell is going on??!!
Szefie?

To jedno słowo ledwo przeszło jej przez gardło. Vita przez chwilę patrzyła na niego tak, jakby naprawdę pierwszy raz go widziała. Jakby nagle wszystkie elementy tej układanki wskoczyły na swoje miejsce i jeszcze bardziej ją tym wkurwiły. Emptiness. Szef. Ta bezczelna pewność siebie. To, jak prowadził ją przez klub, jak rozsuwał ludzi na boki, jakby wszystko tutaj naprawdę należało do niego. No świetnie. Czyli nie tylko bawił się z nią w kotka i myszkę, ale jeszcze bez mrugnięcia okiem pozwalał jej pieprzyć głupoty o jego własnym szefie, stojąc tuż przed nią i robiąc z niej idiotkę. Vita poczuła, jak zaciska szczękę. Nie znosiła tego. Nie znosiła, kiedy ktoś robił z niej kretynkę. Zwłaszcza po tym, jak jeszcze chwilę wcześniej wciskał język do jej ust, jakby znał ją od lat i miał prawo rozbierać ją ze wszystkiego... również z...

c z u j n o ś c i

Patrzyła, jak schodzi na dół z tą samą cholerną swobodą, z jaką przed chwilą całował ją przy ścianie, i aż miała ochotę przewrócić oczami. Oczywiście, że umiał naprawić bezpieczniki. Oczywiście, że to wszystko wyglądało tak, jakby ten klub był po prostu kolejnym przedłużeniem jego ego. Kiedy światła znów rozbłysły, a on wyrósł za jej plecami, poczuła na karku jego oddech.

''Tylko jebnięty się zgadza.''

Prychnęła pod nosem i obejrzała się przez ramię, posyłając mu spojrzenie, które już wcale nie było tak ciepłe jak wcześniej. - No popatrz - mruknęła chłodno. - A ja już prawie zaczynałam wierzyć, że mówisz mi prawdę. - Pozwoliła, żeby popchnął ją ku górze, ale teraz szła odrobinę sztywniej. Bliżej wkurwienia niż rozbawienia. Bliżej potrzeby wbicia mu szpilki niż wsunięcia dłoni pod koszulę. Mogła przyznać jedno - był bezczelny. Do granic możliwości. I właśnie za to miała ochotę go teraz ugryźć. Niekoniecznie w ten przyjemny sposób.

Na górze nie zdążyła już jednak powiedzieć nic więcej, bo klub, który jeszcze chwilę temu był po prostu głośny i lepki od alkoholu, nagle zamienił się w jakieś pojebane przedstawienie. Rozbite krzesło. Krzyki. Ludzie cofający się gwałtownie na boki. I ta pieprzona zakonnica. Vita przez sekundę naprawdę myślała, że może ma zwidy, ale nie - to działo się naprawdę. A Madox, jakby takie atrakcje były częścią jego codziennej zmiany, ruszył do przodu bez wahania. - Do biesa... - wyrwało jej się po ukraińsku, gdy zobaczyła, jak pacyfikuje tę upiorną siostrę zakonną z szybkością światła. Ale wtedy pojawił się koszmar z ulicy wiązów. - Uważaj! - krzyknęła odruchowo, ale za późno. Krzesło pękło mu na głowie z głośnym trzaskiem, a jej serce na moment dosłownie stanęło. Całe to naburmuszenie, cały ten żal o to, że zrobił z niej idiotkę, rozpłynęły się w jednej paskudnej sekundzie czystej adrenaliny. Zanim zdążyła pomyśleć, już była w ruchu. Najbliżej miała pustą butelkę po drinku. Chwyciła ją bez zastanowienia. - Vidiidy het, kliatyi nehidnyk! - wrzasnęła, nie zdając sobie nawet sprawy, że dalej ma włączony ukraiński przełącznik, robiąc krok do przodu z taką furią, że facet odruchowo się cofnął, akurat kiedy dopadli go ochroniarze. Dopiero wtedy rzuciła butelkę gdzieś na bok i natychmiast podeszła do Madoxa. - Cholera... Madox... - mruknęła już dużo ciszej. Bez ceregieli złapała go za twarz obiema dłońmi i przechyliła lekko jego głowę, marszcząc brwi, gdy zobaczyła krew. Momentalnie zrobiło jej się niedobrze, ale nie dała tego po sobie poznać. Zamiast tego zmrużyła oczy i spojrzała na niego tak, jakby za chwilę miała go opierdolić za całokształt. - No pięknie. Po prostu, kurwa, pięknie - rzuciła, przesuwając ostrożnie palcami wzdłuż jego skroni. - Ledwo pięć minut wiem, że jesteś szefem, a teraz jeszcze dajesz sobie rozwalić głowę krzesłem? Serio? Taki to jest ten twój wielki plan zarządzania klubem? - W jej głosie nie było już flirtu. Było wkurwienie i nerwowe napięcie. - Patrz na mnie - powiedziała donośniej, unosząc jego podbródek. - Kontaktujesz? Ile palców widzisz?

Zerknęła szybko na barmanów i ochroniarzy, którzy ogarniali ten cyrk, po czym znowu wróciła wzrokiem do niego. - Macie tu apteczkę czy ten klub działa wyłącznie na alkoholu, kokainie i sile jego ego? - warknęła w przestrzeń, ale jednej dłoni nadal nie zdejmowała z jego karku. Przyjrzała mu się jeszcze raz, dokładniej, uważniej widząc krew i rozcięcie. - I nawet nie waż się teraz mdleć, szefie - mruknęła. - Nie po tym, jak zrobiłeś ze mnie idiotkę. Najpierw mnie oszukujesz, potem doprowadzasz do zawału, a teraz jeszcze chcesz zostawić mnie tutaj z trauma? Naaa-ah.- Zaraz potem znów złapała go mocniej za ramię i, z pomocą ochroniarza, podniosła go, kiedy ten akurat podszedł. Po prostu zaczęli ciągnąć go w stronę zaplecza, gdzie mogła go posadzić. Kiedy znaleźli się na miejscu, usadowili go tak, żeby oparł się wygodnie o krzesło. Chwyciła wodę utlenioną i waciki, nasączyła je, po czym spojrzała na niego spod zmrużonych powiek. - Może piec, ale pewnie jesteś już do tego przyzwyczajony - mruknęła i przyłożyła wacik do rozcięcia na jego skroni. Przez chwilę skupiała się tylko na tym, żeby oczyścić ranę porządnie, ale ostrożnie.- Pewnie i tak będziesz musiał pojechać do szpitala, szefie - rzuciła, mrużąc oczy. - To jak długo nim jesteś? - W tym pytaniu było już mniej złośliwosci, a więcej czystej ciekawości. Mimo wszystko chciała wiedzieć. Chciała też doprowadzić go do porządku z tą okropną raną, zanim znowu zacznie zgrywać nieśmiertelnego. Dopiero wtedy, kiedy adrenalina zaczęła odrobinę opadać, dotarło do niej, jak mocno bije jej serce. I jak bardzo przeraził ją widok, kiedy dostał tym pieprzonym krzesłem. Co oczywiście wcale nie znaczyło, że przestała być na niego zła. Wręcz przeciwnie. Teraz miała po prostu jeszcze więcej powodów, żeby go opierdolić.

𓆩^._.^𓆪
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To chyba nie tak, że Madox chciał z niej zrobić idiotkę. On po prostu... lubił się bawić. A dokładając do tego jego paskudny charakter, to właśnie otrzymaliśmy to drobne kłamstwo, chociaż... na upartego to nawet nie było kłamstwo. A może zatajenie?
Albo może po prostu kolejne jego udawanie, bo Noriega robił to cały czas. Grał różne role. Grubego brzydkiego Włocha też by zagrał, jakby musiał.
Ale prawda jest taka, że kiedy rozmawiali o płatkach, to sprzedał jej szczerą prawdę. I ten język do jej gardła też wpychał jakoś tak prawdziwie. Z ogniem, który przecież naprawdę w nim płonął. Bo o Madoxie można powiedzieć różne rzeczy, między innymi to, że był oszustem. Że ciężko go było rozgryźć tak naprawdę. To nie dało mu się odjąć tego gorącego, latynoskiego temperamentu. I zaraz właśnie z tym żarem utkwił ciemne tęczówki w jej jasnych, błękitnych oczach.

Już w tej chwili zimnych jak lód.


- Mówiłem ci, że lubię gry... - mówił, tak. I lubił. Nie tylko butelkę, ale jakieś takie przebieranki, maski, które zakładał, chociaż na jej słowa przewrócił ciemnymi ślepiami - właściwie to... mówiłem - ale z czym tak? A z czym wcale nie? Jak z tym klubem. Chociaż czy on mówił, że jest barmanem? Tylko nie wyprowadził jej z błędu, kiedy zasugerowała się tym, że polewał drinki.
Szef gruby Włoch pewnie by nie polewał. Nie wlazł by z tym bebzolem za bar. A Madox dzisiaj aż zanadto się tam wpasował, jeszcze w swoim wampirzym stroju, ze srebrnym shakerem w dłoni.
Oczywiście, że widział jej zmianę, bo Noriega był też dobrym obserwatorem, chociaż on wcale nie dał tego po sobie poznać, prowadząc ją na górę znowu blisko siebie. Tak blisko, że mogła z powodzeniem czuć, że szef Emptiness nie pachniał tanimi, mocnymi, włoskimi perfumami.

A całkiem ładnymi.


Tylko zanim Noriega zdążył na górze się rozejrzeć, zanim zdążył może ją przeprosić? On w ogóle umiał to robić? W jego słowniku było takie słowo, jak przepraszam?
Ciężko stwierdzić
A Vicie też nie było dane się o tym przekonać, bo zaraz już krzyczała do niego uważaj, kiedy Madox mocniej docisnął kolanem zakonnice do ziemi. Ale mógł się przecież spodziewać, że nie była sama, zawsze brał pod uwagę to, że w klubie nagle wszyscy chcą się lać po mordach, jak jeden zacznie... Tylko dzisiaj się rozproszył, wina jej niebieskich oczu? Czy smaku jej ust, który jeszcze gdzieś tam majaczył na języku?
A może kurwa tego, że wszyscy tu byli poprzebierani i tak naprawdę trudno było wyczuć, czy ta wiedźma obok, albo Freddy Krueger mają dobre zamiary?
Freddy miał złe, tak złe, że zaraz rozbił mu krzesło na głowie. I Madox nawet nie zobaczył Vity w roli wojowniczej księżniczki... kociczki?, bo na moment go zamroczyło.
A potem poczuł jej dłonie na swoich policzkach, a ciemne tęczówki odszukały jej niebieskie, piękne oczy. Nie pierwszy raz dostał, i na pewno nie ostatni, biorąc pod uwagę fakt, jaki był paskudny. Zamrugał kilka razy, bo jego słowa docierały do niego jakoś powoli. Pojedynczo.
Pięknie… I kiedy tak sięgnęła do jego skroni, to on też ułożył na niej palce, krew, czuł ją pod opuszkami.
- Kurwa... - powtórzył gdzieś po niej, bo liczył na to, że przyłoży sobie lód i zaraz mu przejdzie, ale to chyba tak nie zadziała. Nie tym razem - tego nie było w planie - mruknął, ale spuścił spojrzenie, gdzieś na to rozpierdolone krzesło. A takie było ładne, wymieniał je ostatnio. Wszystkie krzesła przy barze, a teraz kolejne dwa będzie musiał dokupić... Od razu mógł pomyśleć o tym, żeby zamówić ich więcej. I kiedy on odpływał do tego myślami, to brunetka kazała mu patrzeć na nią, podniósł na nią ciemne tęczówki. Chociaż kiedy powiedziała o tych palcach, to zamrugał kilka razy.
- Dziesięć, ale mogę jeden odgryźć - szarpnął się do niej, żeby rzeczywiście dziabnąć ją w palec, lekko, zaczepnie. Bo przecież nic mu nie było...
Chociaż kiedy próbował się podnieść, to trochę mu się zakręciło w głowie, więc usiadł jeszcze

na minutę.


Ciemne oczy powędrowały dokładnie tam gdzie jej intensywnie niebieskie, burzowe. Na barmanki, które kręciły się wystraszone i na ochronę, która rozganiała towarzystwo, która działała bez zarzutu, aż Madox się uśmiechnął, bo chociaż chłopaki nigdy go nie zawodzili.
- Głównie na tym ego - znowu mruknął, przenosząc na nią spojrzenie. Ale jakaś barmanka sięgnęła po apteczkę, całkiem dobrze wyposażoną, bo jednak Emptiness to rzeźnia, ale nie ma się co dziwić, skoro balował tutaj półświatek, prawda?
Chyba nie miał zamiaru mdleć, chociaż wstać też jeszcze nie mógł, ale... nie mógł być taki chory, bo na słowa brunetki jeden kącik ust skoczył mu do góry - trauma podobno łączy ludzi - oczywiście, że znowu ją zaczepiał. Bo on wiecznie to robił. Taki charakter paskudny.
Kiedy podszedł do nich ochroniarz, Siergiej, to od razu dźwignął Madoxa, jeszcze Vita pomogła i był jak nowy. Chociaż ruski kark zaraz poprowadził go na zaplecze, bo brunetka się tam skierowała. Rządziła się w jego klubie?
No ładnie... Ale właściwie w pewien sposób było to nawet pociągające, bo tutaj nikt się nie rządził.

Oprócz niego. I jej.


A on siedział teraz grzecznie na krześle odchylając głowę do tyłu, kiedy ona pochyliła się nad nim, żeby go opatrzeć. Na jej słowa delikatnie skinął głową.
- Średnio trzy razy w tygodniu się tu leją, a czasami częściej... To przez ten koks pewnie, albo moje ego? - znowu ją zaczepiał, ale kiedy dotknęła rany, to skrzywił się delikatnie. Nie bolało, zapiekło, chociaż Madox ze swoim wysokim progiem bólu i masochistycznymi zapędami... to chyba powinien się uśmiechnąć i powiedzieć, że go łaskocze?
- Do szpitala to nie... Jak to wygląda? Trzeba szyć? - już chciał sięgnąć palcami, ale mu nie pozwoliła - ale wiesz co... Jakbyś to zakleiła taką srebrną taśmą, to może samo by się zagoiło? - czy on za każdym razem, kiedy oberwie to musi nawijać o tej taśmie? Najwidoczniej tak. Za każdym jebanym razem, aż dziwne, że nikt go jeszcze nią nie skleił.
Podniósł spojrzenie na jej oczy, kiedy zapytała go o to jak długo był szefem Emptiness - sześć lat - powiedział całkiem szczerze - długo, czy krótko? - dla niego zdecydowanie długo... Dużo się przez ten czas wydarzyło. Dużo razy zbierał bęcki, ale co się dziwić, kiedy on zawsze, do wszystkiego, był pierwszy...
- I nie chciałem zrobić z ciebie idiotki - no proszę... Czy to tak w ramach przeprosin za to drobne oszustwo. No dalej Madox... Jest jeszcze takie jedno słowo... - p... - powie to? - po prostu nie pytałaś - no i nie powiedział - czy jestem barmanem, czy nie, a ja czasem lubię postać na barze, jest ciekawie... - bo na przykład można postawić drinka jakiejś ładnej brunetce, to już dodał w myślach. Syknął, kiedy mocniej docisnęła wacik, bo znowu zapiekło.

≽ ^⎚ ˕ ⎚^ ≼
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”