A teraz już raz się w tej sprawie dochodził z Eliotem i zamierzał znowu. I znowu. I kurwa póki komendant mu nie odpuści. To były zupełnie różne relacje, bo też kobiety, z którymi je tworzył były inne. Pilar ognista, gorąca i dzika. A Haddie… na swój sposób delikatna i chłodna.
Chociaż kiedy sunął palcami po policzku Stewart, a on wpatrywała się w niego tymi pięknymi, dużymi, błyszczącymi oczętami, to w niej też widział jakąś taką kruchość.
Fascynujące, że Pilar Stewart była najtwardszą babką, jaką on znał. A przy nim potrafiła też się pokazać z tej subtelnej strony, zupełnie innej. Z takiej gdzie czasem miała wątpliwości... i chyba potrzebowała takich jego zapewnień?
Ale przecież on mógł jej to powtarzać codziennie,
Tak ważna, że dla niej chciał wyjść z tej operacji. Najwyższa pora, za długo już w tym siedział. Przecież kiedy go wdrażali, to początkowo dostał jakiś kontrakt na dwa lata, potem kolejne trzy... A teraz... ile to już, osiem lat?
Więc kiedy Pilar powiedziała to, że nie wyjdzie z żadnej operacji, to zmrużył powieki, to znowu się do niej szarpnął kręcąc głową. I tak zrobi, to co chce, zawsze to robił. Po swojemu.
Słuchał jej, a jego ciemne tęczówki odszukały jej czekoladowe, piękne spojrzenie. Te jej oczy.
Wiedział, że miała rację, za mocno w tym siedział. Za głęboko. On już przecież... Kurwa. Madox Noriega to nie była jego przykrywka, to był on. On przecież tak naprawdę większość czasu w Kanadzie był właścicielem Emptiness, niż policjantem. Bywał policjantem. Od święta.
- Przecież kiedyś... muszę to zrobić - nigdy o tym nie myślał, że będzie musiał to zrobić. Wyjść z tego świata. A teraz pierwszy raz w życiu to rozważał. Ale przecież wiedział, że ona miała rację. Zajebią go, jak tylko wyjdzie, że on robił dla policji, to go zajebią, i tak już w półświatku miał swoich wrogów, trochę ludzi odjebałoby go od tak, bez jakiś wielkich powodów, po prostu dla tego, że go nie lubili. Bo im pyskował. Albo krzywo spojrzał. A jakby jeszcze dołożył do tego to, że on przez te wszystkie lata nie tylko miał układy z psami, ale sam nim był, psem, to przecież naprawdę wywieźli by go na wysypisko i wrzucili do tej zgniatarki - i co to w ogóle znaczy nie zgadzam się? - strzelił oczami, ale zaraz się uśmiechnął. Bo z jednej strony, to przecież Pilar mu nie mogła mówić, co ma robić... A może mogła?
Może nawet mu to pasowała, że się stawiała?
Bo on przecież najbardziej w niej lubił to, że była nieugięta. Uparta tak samo jak on.
Madox zaraz pochylił tę swoją w jej kierunku, kiedy zaczęła to Eliot, sam był ciekawy co mogła na niego mieć. Na komendanta. Uniósł brew, kiedy wyznała to, że miał romans, bo tego się po nim nie spodziewał. Nie raz, nie dwa, Eliot opowiadał o swojej żonie, o córkach. Kurwa. Przecież on ostatnio nawet nawijał Madoxowi o tym, że facet w swoim życiu tylko raz doświadcza swojego kawalerskiego. RAZ. Madox zawsze myślał, że kto jak kto, ale Eliot akurat był wierny... jak pies.
A tu niespodzianka.
A to jeszcze nie był koniec.
- Co kurwa? - wypalił od razu, kiedy Pilar dokończyła - jak to go zabił? I jak pomogłaś mu to zatuszować? Pilar... - zmarszczył brwi i w pierwszej chwili, to oczywiście nie przejmował się tym, że mieli na Eliota coś naprawdę mocnego, tylko tym, że Stewart wplątała się w takie gówno. Wbił w nią ciemne spojrzenie i skrzyżował ręce na klatce piersiowej - nie wiem... - rzucił najpierw i zastanawiał się. Oczywiście, że się zastanawiał, czy to było bezpieczne, żeby groziła Eliotowi takim czymś. Tylko... w tym momencie to już nic nie było bezpieczne. Oni kroczyli po naprawdę cienkim lodzie, który w każdej chwili mógł pierdolnąć. A oni nie tylko wylądowali by w tej kurewsko zimnej wodzie zderzając się z rzeczywistością. Oni wylądowali by w bagnie, które pochłonęło by ich w kilka minut.
Wypuścił ciężko powietrzę z płuc i sięgnął do jej przedramienia, żeby przesunąć po nim palcami, żeby zawiesić je na jej miękkiej, ciepłej skórze. Odszukał jej spojrzenie.
I znowu miał jej powiedzieć, że nie jest pewny, że muszą to jeszcze przemyśleć. Ale kiedy sięgnęła do jego dłoni, kiedy poczuł na sobie dotyk jej gładkiej, ciepłej skóry, a po plecach momentalnie przeszedł mu przyjemny dreszcz, to szarpnął się do niej jeszcze bliżej. Wytatuowane palce oparł na jej karku, wplótł je w ciemne kosmyki.
- Ufam ci, najbardziej na świecie ci ufam Pilar, ale... - zamknął na moment te ciemne oczy, a na zaróżowionych policzkach mogła poczuć jego przyspieszony oddech - nie możesz takich rzeczy robić dla mnie. Bo to nie miało być wcale tak, że to ty będziesz musiała wybierać, rozumiesz to? - a jeśli ona zagrozi Eliotowi, to przecież... to jaka z niej będzie policjantka?
Pilar Stewart była dobra, była sprawiedliwa, broniła słabszych. Nie poddawała się. Walczyła dla dobra sprawy, nawet jeśli ona miała się przy tym narazić. Sprzeciwiała się czasem przełożonym, ale przecież... Cholera. Ona była stróżem prawa. A nie kobietą gangstera. Bo Madox... on przecież nawet nie był gangsterem. Ja pierdole.
Kiedy go do siebie pociągnęła, to ich nosy się praktycznie stykały, jego wargi zawisły tuż-tuż jej pełnych, gorących ust, na które jakoś odruchowo zjechało jego spojrzenie. Na moment, bo przecież Madox nie zastanawiał się jak smakują, on już znał ten smak na pamięć, był wyryty gdzieś głęboko w jego głowie, w jego sercu. Które znowu szarpnęło do niej energiczniej, kiedy to powiedziała. Kiedy ułożyła te słowa na jego wargach.
- Yo también te amo - z pełną premedytacją... Specjalnie. Świadomie. Wypowiadając te słowa zaczepił wargami o jej usta, pozostawiając na nich to mrowienie. Niedoczekanie.
Na jej kolejne słowa znowu przewrócił oczami, a zaraz wbił spojrzenie w jej piękne, brązowe tęczówki. Uśmiechnął się i to też mogła poczuć na swoich wargach - pero me excitas tanto - ale mnie taka kręcisz, mruknął prosto w jej usta. Bo to był fakt, że on w zasadzie uwielbiał każde jej oblicze, te dobre, to za które przecież ją pokochał, już w Medellin. Ale też to, które odkryła przed nim w Meksyku. Pilar Noriega, kobieta gangstera. To chyba pociągało go najbardziej, niebezpieczna, szalona, nieustraszona. Jego.
Szarpnął się do tyłu, tak, że pociągnął ją za sobą, kiedy tak mocno zaciskała palce na jego koszulce. To też zrobił specjalnie. A zaraz zaciskał palce na jej wciąż jeszcze posiniaczonych udach, żeby przyciągnąć ją do siebie, nad skrzynią biegów.
- Uważaj - zasłonił ręką gałkę, która prawie jej się wbiła w pośladek, a kiedy już siedziała na jego kolanach. To wyrwał się do niej, najpierw wtulając głowę w jej piersi, zaciągając się jej obłędnym zapachem. Wyjął spod jej koszulki pierścionek z literką M, który zawisł na czarnym materiale, a później sunął pocałunkami wzdłuż złotego splotu, po jej dekolcie i po szyi - wrócimy do tej rozmowy - tym razem, to on to powiedział. I chyba sam w to na początku nie uwierzył, bo nawet się uśmiechnął, a zaraz już... W końcu... Wpił się dziko w jej miękkie, gorące usta. Smakowały obłędnie. Tak jak za każdym pierdolonym razem.
Yo también te amo ⋆˙⟡♡