Zgadzała się z Kirą Finch w wielu kwestiach, ale to, że
strzeliłaby sobie w łeb, gdyby była uczulona na czekoladę bym chyba najmocniejszym statementem, z jakim Daisy mogłaby się utożsamiać. Czekolada była życiem.
Powietrzem na złe dni, kiedy wszystko dookoła wysysało tlen. Był nie tylko boosterem energii ale też po po prostu bajecznie smakowała, więc biedni ci, co czekolady jeść nie mogli. Autentycznie i z ręką na sercu Whitmore było ich szkoda.
Nie było jej za to szkoda tych, co jadali marcepan. Kto to w ogóle lubił? Pewnie jakaś Roberta, która wkręcała sobie, że jest zdrowszy niż inne słodycze, bo BIAŁY. Chociaż trzeba przyznać, że akurat Daisy w wypowiedzi Kiry wcale nie skupiła się na samym
marcepanie, a raczej na pojedynczym, ostatnim słowie, jakie padło z ust dziennikarki.
Koleżanki.
Chyba faktycznie nimi były.
Gdyby tak usiąść i rozbić na czynniki pierwsze ich liczne rozmowy i to jak bardzo w ostatnim czasie lubiy spędzać ze sobą czas, możnaby by śmiało powiedzieć, że było to koleżeństwo. W końcu ostatnio nawet skończyły razem na piwie w parku. To akurat bym bardzo koleżeńskie!
Jako osoba, która od dłuższego czasu zajmowała stanowisko managerskie i raczej stroniła od przebywania z niżej postawionymi pracownikami (a raczej oni od niej), ta cała znajomość z Kirą była wyjątkowo milą odmianą. Fajnie było mieć kogoś, z kim można było porozmawiać o czymś innym niż robota i kto co dwa zdania nie próbowałby zgarnąć dla siebie awansu. Możnaby nawet powiedzieć, że Kira była miłym orzeźwieniem do jej poprzednich doświadczeń.
Szkoda tylko, że
miła nie okazała się gorąca czekolada, spływająca po metalowych paterach, a którą Whitmore się oparzyła. Spojrzała na Finch wielkimi oczami, gdy zadawała jej oczywiste wręcz pytanie.
—
Sytuacja ewidentnie pokazuje, że wcale nie myślałam — stwierdziła z uśmiechem, bo prawda była taka, że gdyby się chociaż nad tym zastanowiła, pewnie bardzo szybko doszłaby do wniosku, że tego typu rzeczy nie powinno się macać gołymi palcami. A czemu zaś się nad tym nie zastanowiła? —
Widzisz Finch, tak to już z tobą jest... rozpraszasz ludzi i potem nie myślą — jasne, najlepiej wszystko było zwalić na Kirę. Może jeszcze powinna jej powiedzieć, że przez moment zapatrzyła się w te jej
przyjemne, ciekawe oczy i dlatego władowała palec tam gdzie nie powinna? Dobra sobie. Chociaż pomimo żartów może faktycznie coś w tym było, biorąc pod uwagę, że na codzień Whitmore była bardziej
czujna i ogarnięta. Przy blondynce lekko traciła głowę.
Zupełnie jak po chwili, kiedy Kira oznajmiła, że czymś się ubabrała, a nim Daisy spytała
gdzie, to dziennikarka już sięgała do jej dekoltu. Whitmore spuściła momentalnie wzrok w dół i z dziwną uwagą obserwowała, jak szczupły palec pod lekkim naciskiem na skórę zgarnia resztki czekolady na opuszek, a następnie ten sam opuszek ląduje gdzieś pomiędzy pełnymi ustami Finch.
Może jednak Roberta miała racje i Kira była KUSICIELKĄ? Nawet nie zwróciła uwagi na wydłużone spojrzenie, jakie temu dała.
—
I co? Dobre? — spytała po chwili, unosząc jedną brew ku górze. Pytała o czekoladę? Czy może dokładniej czekoladę pomieszaną ze smakiem jej własnej skóry? Tego nawet nie wiedziała ona sama, dlatego zaraz pokręciła głową i zgarniając talerz oraz widelczyk od Kiry, zabrała się za nabieranie owoców. Idealny moment, żeby się skupić na czymś innym.
Złapała kilka bananów, do tego truskawki i kiwi pokrojone w podłużne
sticki. Znalazło się nawet mango, które również wrzuciła na firmową porcelanę, a następnie podeszła z tym wszystkim do fontanny. Nauczona już doświadczeniem i skupiona nieco bardziej stanęła w odpowiedniej odległości, żeby się znowu nie poparzyć.
—
No i co, będziesz moczyć każdy owoc osobno? — spytała, podnosząc spojrzenie na Kirę, a potem jeszcze na swój talerz. —
Przecież ja mam tego tyle, że do jutra będę tu stać — pożaliła się, rozmyślając nad sytuacją. Całe szczęście, Daisy na porządku dziennym w pracy była od różnych
rozwiązań, dlatego tutaj również po krótkim rozejrzeniu się znalazła odpowiednie. Sięgnęła po łyżeczkę, która zapewne była przeznaczona do musów i to ją wsadziła pod strumień czekolady, a kiedy była już napełniona, zaczęła polewać owoce na talerzu. Nie dość, że wyglądało to świetnie, to szt trzy razy szybciej niż jakby robić to ręcznie. —
Polać ci? — spytała Finch z uśmiechem na ustach. Jeśli chciała, oczywiście Whitmore polała również jej owocki, na końcu pewnie robiąc piękną spirale z polewy, żeby wszystko ładnie wyglądało.
—
A jakby tak… — zastanowiła się jeszcze na moment, nim ostawiła łyżeczkę na bok… po czym wsadziła ją pod strumień. Tym razem nie po to, żeby polać owoce, a by bezczelnie i bezpośrednio wsadzić ją sobie do ust, bezpośrednio delektując się ciepłą czekoladą. —
O jezu jakie dobre — mruknęła, przechylając się do tyłu. —
Musisz to spróbować — rzucić trochę jeszcze z pełną buzią, a już na pewno lepką od słodyczy i nim Finch zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, to Daisy już nakładała na łyżkę kolejną porcję, gotowa
nakarmić dziennikarkę.
watch out, it's HOT ⋆。‧˚ʚ
ɞ˚‧。⋆