25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na szczęście, w przeciwieństwie do Roberty, menadżerka projektu nie obawiała się, że Kira naprawdę mogłaby zechcieć przeciągnąć ją na stronę homoseksualistów. Obie jednak wiedziały, że to tak nie działało. Co najwyżej Daisy mogłaby zostać ally. Może nawet wspólnie z mężem poparliby kampanię przeciwko homofobii albo wpłaciliby jakiś zadatek na organizację, która zajmowała się pomaganiem młodym gejom i lesbijkom w kryzysie? Takie rzeczy na pewno wpływały na wizerunek sportowców. Swoją drogą, ciekawe czy Rowan i jego koledzy z drużyny oglądali Heated Rivalry? Może sam zerkał ukradkiem na przystojnych hokeistów. To znaczy, co?
Nie, zdobywanie numerów od pracowników, to straszna nuda — stwierdziła, wykonując lekceważący gest ręką. — Wystarczy, że zalogujesz się do systemów i masz wszystko czarne na białym — powiedziała i chociaż nie podejrzewała Whitmore o takie oszustwa, nie wykluczała, że mogłaby jednak tak zrobić, żeby nieco ułatwić sobie swoje szanse w zakładzie, a to przecież żadna frajda.
Wpakowała sobie czekoladową kulkę do ust, tym samym dając do zrozumienia, że nie była uczulona na czekoladę. Albo była na tyle durna, żeby dostać wstrząsu anafilaktycznego na służbowej imprezie, pochorować się i wylądować w szpitalu. To dopiero byłby szczyt głupoty!
Chyba strzeliłabym sobie w łeb, gdybym była uczulona na czekoladę — stwierdziła zgodnie z prawdą. Wszyscy uczuleni na czekoladę musieli mieć bardzo smutne życie. I zdecydowanie, podobnie jak Daisy, nie ufała takim ludziom. — Świetnie się składa z tym marcepanem, bo wtedy też nie byłybyśmy koleżankami — powiedziała, po chwili zdając sobie sprawę, jak to zabrzmiało. Koleżanki. Czy teraz nimi były? Czy można w ogóle kolegować się z menadżerką? Kirę chyba trochę poniosło z tym określeniem, ale teraz trudno było się z tego wycofać. No nic, może Whitmore tego nie wyłapie. — Jedyne, na co mam uczulenie, to na pierdolenie. Na przykład takiej Roberty — dodała, dając się pociągnąć w stronę fontanny z czekoladą.
No dobra, musiała przyznać, że robiła wrażenie. Chyba cała organizacja bankietu, wraz z aranżacją i jedzeniem, kosztowała niemałe pieniądze. Ale kto bogatemu zabroni? Gdyby Finch organizowała coś podobnego, byłaby równie rozrzutna. Oczywiście zrobiłaby to zupełnie w innym stylu i pewnie z jeszcze większą pompą, ale nie pożałowałaby ani centa.
Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy Daisy wsadziła palec w gorącą czekoladę. Mogła tylko patrzeć, jak odskakuje, nieco przerażona wysoką temperaturą, której ewidentnie się nie spodziewała. Kira parsknęła śmiechem i pokręciła z politowaniem głową.
A ty myślałaś, że ta czekolada rozpuściła się ot tak? — popatrzyła na nią pobłażliwie i uniosła jedną brew, kiedy Whitmore oblizała skrupulatnie palec. Finch momentalnie poczuła uderzenie fali tak gorącej, jak ta fontanna czekolady. Wciągnęła powietrze i wypuściła je, a potem sięgnęła po dwa widelczyki. Zanim jeden wręczyła menadżerce, zatrzymała wzrok na jej dekolcie. — Coś tu masz — mruknęła i niewiele myśląc, zgarnęła kroplę czekolady palce i umieściła go sobie w ustach. Dobrze, że Roberta tego nie widziała, dopiero miałaby pożywkę do plotek! — Od razu wiadomo, że to nic z dolnej półki — puściła do niej oko i wcisnęła widelczyk w dłoń. A potem, jak gdyby nigdy nic, nabiła na swój sztuciec truskawkę i plasterek banana. — To będzie idealne połączenie — stwierdziła i zanurzyła owoce w czekoladowym fondue.

sweet tooth🍓🍌🍫
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgadzała się z Kirą Finch w wielu kwestiach, ale to, że strzeliłaby sobie w łeb, gdyby była uczulona na czekoladę bym chyba najmocniejszym statementem, z jakim Daisy mogłaby się utożsamiać. Czekolada była życiem. Powietrzem na złe dni, kiedy wszystko dookoła wysysało tlen. Był nie tylko boosterem energii ale też po po prostu bajecznie smakowała, więc biedni ci, co czekolady jeść nie mogli. Autentycznie i z ręką na sercu Whitmore było ich szkoda.
Nie było jej za to szkoda tych, co jadali marcepan. Kto to w ogóle lubił? Pewnie jakaś Roberta, która wkręcała sobie, że jest zdrowszy niż inne słodycze, bo BIAŁY. Chociaż trzeba przyznać, że akurat Daisy w wypowiedzi Kiry wcale nie skupiła się na samym marcepanie, a raczej na pojedynczym, ostatnim słowie, jakie padło z ust dziennikarki.
Koleżanki.
Chyba faktycznie nimi były.
Gdyby tak usiąść i rozbić na czynniki pierwsze ich liczne rozmowy i to jak bardzo w ostatnim czasie lubiy spędzać ze sobą czas, możnaby by śmiało powiedzieć, że było to koleżeństwo. W końcu ostatnio nawet skończyły razem na piwie w parku. To akurat bym bardzo koleżeńskie!
Jako osoba, która od dłuższego czasu zajmowała stanowisko managerskie i raczej stroniła od przebywania z niżej postawionymi pracownikami (a raczej oni od niej), ta cała znajomość z Kirą była wyjątkowo milą odmianą. Fajnie było mieć kogoś, z kim można było porozmawiać o czymś innym niż robota i kto co dwa zdania nie próbowałby zgarnąć dla siebie awansu. Możnaby nawet powiedzieć, że Kira była miłym orzeźwieniem do jej poprzednich doświadczeń.
Szkoda tylko, że miła nie okazała się gorąca czekolada, spływająca po metalowych paterach, a którą Whitmore się oparzyła. Spojrzała na Finch wielkimi oczami, gdy zadawała jej oczywiste wręcz pytanie.
Sytuacja ewidentnie pokazuje, że wcale nie myślałam — stwierdziła z uśmiechem, bo prawda była taka, że gdyby się chociaż nad tym zastanowiła, pewnie bardzo szybko doszłaby do wniosku, że tego typu rzeczy nie powinno się macać gołymi palcami. A czemu zaś się nad tym nie zastanowiła? — Widzisz Finch, tak to już z tobą jest... rozpraszasz ludzi i potem nie myślą — jasne, najlepiej wszystko było zwalić na Kirę. Może jeszcze powinna jej powiedzieć, że przez moment zapatrzyła się w te jej przyjemne, ciekawe oczy i dlatego władowała palec tam gdzie nie powinna? Dobra sobie. Chociaż pomimo żartów może faktycznie coś w tym było, biorąc pod uwagę, że na codzień Whitmore była bardziej czujna i ogarnięta. Przy blondynce lekko traciła głowę.
Zupełnie jak po chwili, kiedy Kira oznajmiła, że czymś się ubabrała, a nim Daisy spytała gdzie, to dziennikarka już sięgała do jej dekoltu. Whitmore spuściła momentalnie wzrok w dół i z dziwną uwagą obserwowała, jak szczupły palec pod lekkim naciskiem na skórę zgarnia resztki czekolady na opuszek, a następnie ten sam opuszek ląduje gdzieś pomiędzy pełnymi ustami Finch. Może jednak Roberta miała racje i Kira była KUSICIELKĄ? Nawet nie zwróciła uwagi na wydłużone spojrzenie, jakie temu dała.
I co? Dobre? — spytała po chwili, unosząc jedną brew ku górze. Pytała o czekoladę? Czy może dokładniej czekoladę pomieszaną ze smakiem jej własnej skóry? Tego nawet nie wiedziała ona sama, dlatego zaraz pokręciła głową i zgarniając talerz oraz widelczyk od Kiry, zabrała się za nabieranie owoców. Idealny moment, żeby się skupić na czymś innym.
Złapała kilka bananów, do tego truskawki i kiwi pokrojone w podłużne sticki. Znalazło się nawet mango, które również wrzuciła na firmową porcelanę, a następnie podeszła z tym wszystkim do fontanny. Nauczona już doświadczeniem i skupiona nieco bardziej stanęła w odpowiedniej odległości, żeby się znowu nie poparzyć.
No i co, będziesz moczyć każdy owoc osobno? — spytała, podnosząc spojrzenie na Kirę, a potem jeszcze na swój talerz. — Przecież ja mam tego tyle, że do jutra będę tu stać — pożaliła się, rozmyślając nad sytuacją. Całe szczęście, Daisy na porządku dziennym w pracy była od różnych rozwiązań, dlatego tutaj również po krótkim rozejrzeniu się znalazła odpowiednie. Sięgnęła po łyżeczkę, która zapewne była przeznaczona do musów i to ją wsadziła pod strumień czekolady, a kiedy była już napełniona, zaczęła polewać owoce na talerzu. Nie dość, że wyglądało to świetnie, to szt trzy razy szybciej niż jakby robić to ręcznie. — Polać ci? — spytała Finch z uśmiechem na ustach. Jeśli chciała, oczywiście Whitmore polała również jej owocki, na końcu pewnie robiąc piękną spirale z polewy, żeby wszystko ładnie wyglądało.
A jakby tak… — zastanowiła się jeszcze na moment, nim ostawiła łyżeczkę na bok… po czym wsadziła ją pod strumień. Tym razem nie po to, żeby polać owoce, a by bezczelnie i bezpośrednio wsadzić ją sobie do ust, bezpośrednio delektując się ciepłą czekoladą. — O jezu jakie dobre — mruknęła, przechylając się do tyłu. — Musisz to spróbować — rzucić trochę jeszcze z pełną buzią, a już na pewno lepką od słodyczy i nim Finch zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, to Daisy już nakładała na łyżkę kolejną porcję, gotowa nakarmić dziennikarkę.

watch out, it's HOT ⋆。‧˚ʚ🍫ɞ˚‧。⋆
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Byłoby jej autentycznie smutno, gdyby miała uczulenie na czekoladę. Albo może byłaby wkurwiona? Trudno stwierdzić. Pewnie jedno i drugie. Ale miałaby tak samo, gdyby okazało się, że nie może pić piwa, bo jest uczulona na chmiel. Albo na jakieś owoce. Na truskawki, na przykład. Albo na sierść, bo co wtedy zrobiłaby z Nyx? Na szczęście Kirze nic nie dolegało, więc nie musiała się nad tym zastanawiać.
Skoro faktycznie były koleżankami, to Finch bez większych skrupułów pozwoliła sobie na zgarnięcie czekolady z jej dekoltu. Tak przecież postępują koleżanki. Prawda? No bo jak inaczej miała zareagować? Podać jej serwetkę? Tak na pewno byłoby o wiele rozsądniej. Tylko czy ktokolwiek kiedyś powiedział, że Kira należała grona ludzi szczególnie rozsądnych? Niespecjalnie, skoro po nocach brała udział w nielegalnych wyścigach. Na co dzień faktycznie uchodziła za dość poukładaną, zwłaszcza w pracy. Świadczyło o tym chociażby to, że nie próbowała mieć żadnych korzyści ze znajomości z Whitmore. A przecież mogłaby to jakoś obrócić w taki sposób, żeby Daisy szepnęła o niej kilka miłych słówek u przełożonych. Tylko po co? Wolała zapracować sobie na wszystko sama. Głównie dla samej siebie, ale trochę też, żeby pokazać ojcu, że jest dobra w tym, co robiła. To wynikało z jej daddy issues , ale nie była w tym sama. Każda z sióstr Finch borykała się wewnętrznie z tym samym problemem, chociaż nie mówiły o tym głośno.
Chciałam powiedzieć, że myślenie ewidentnie nie jest twoją mocną stroną, ale to byłoby strasznie niesprawiedliwe — odparła, bo wcale nie uważała, żeby Daisy nie umiała posługiwać się rozumem. Wręcz przeciwnie, w jej oczach wypadała bardzo dobrze. — A rozpraszam cię? — uśmiechnęła się łobuzersko, jakby podświadomie wiedziała, że Whitmore wcale nie powiedziała tego ot tak.
Oblizała usta z resztek czekolady i pokiwała z aprobatą głową. Czekolada była smaczna sama w sobie, ale prosto z dekoltu menadżerki smakowała jeszcze lepiej. Kira nie miała jednak zamiaru dzielić się swoimi spostrzeżeniami, więc to entuzjastycznie skinienie głową musiało jej wystarczyć. Niektóre rzeczy lepiej zachować tylko dla siebie.
A co jest z tym nie tak? — zapytała, odkładając oblepione czekoladą owoce na talerzyk. — Jak zastygną, to dopiero będą zajebiste — stwierdziła i dopiero po chwili zobaczyła, że Daisy nie pierdoli się w tańcu i zaczęła polewać wszystko przy pomocy łyżką. No dobra, to wcale nie był taki durny pomysł. — W sumie, czemu nie — wzruszyła lekko ramionami i podsunęła swój talerz. — A zrobisz mi jakieś ładne wzroki? Kwiatuszki? Uśmiechnięte buźki? Serduszka? — posłała jej rozbawione spojrzenie, kiedy płynna czekolada spłynęła z łyżeczki po naczyniu. — Poczekaj, ominęłaś brzoskwinkę — zauważyła, przechylając nieco talerz. No, teraz znacznie lepiej!
Podniosła wzrok na Whitmore, która znów nabrała czekoladę łyżką, ale tym razem wpakowała sobie ją prosto do ust. Jeśli to Finch była kusicielką, to kim teraz, do cholery, była Daisy? Bo na pewno jej zachowanie nie należało do najgrzeczniejszych, z czego pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy. Za to Kira nie potrafiła oderwać od niej oczu.
Przed chwilą mówiłaś, że za gorące, a teraz spijasz czekoladę z łyżki? Jesteś pewna, że zdążyła trochę przestygnąć, czy już masz tak poparzone gardło, że nawet nie czujesz? — zapytała, parskając przy tym śmiechem. No co za kobieta! — Dobra, dawaj to — dodała bez zastanowienia, kiedy Whitmore przestała już rozkoszować się smakiem. Rozchyliła usta, próbując czegoś, co rzeczywiście okazało się niebem w gębie. Mruknęła z zadowoleniem i przymknęła na moment powieki.
Masz rację, niesamowicie dobre — przyznała, otwierając z powrotem oczy. Jej spojrzenie mimowolnie powędrowało w bok, gdzie natknęła się na wścibski wzrok Roberty. Oczywiście, że na nie patrzyła. Nie byłaby sobą, gdyby nie podglądała. — Ale chyba powinnyśmy się ewakuować — stwierdziła, wskazując podbródkiem na lewo. — Chyba, że chcesz się stać obiektem do plotek — wyszeptała zaczepnie, jednak zanim Daisy zdążyła zareagować, umieściła jej na talerzu jeszcze kilka deserków i ciasteczek, a potem delikatnie złapała ją za przedramię i pociągnęła w drugą stronę.

hot as hell 🍑🍫
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozpraszała ją.
Chociaż Daisy nigdy nie przyznałaby tego na głos, Kira Finch faktycznie czasami ją rozpraszała. Przede wszystkim swoim zachowaniem ale też chwilami po prostu przaenilkie intensywnym spojrzeniem, na które Whitmore wcale nie była taka obojętna. Nie rozumiała, co to dokładnie było, ale mają Kirę obok, czuła się jakoś tak… inaczej? Ciekawiej? Dało się w ogóle czuć ciekawiej przy drugim człowieku? Czuła się, jakby cofnęła się kilka lat wstecz, jakby w niektórych momentach nadrabiała młodość, którą straciła gdzieś po drodze. I miała też przy tym wyjątkowo dużo zabawy.
Prawda była taka, że gdyby stała tu z kimkolwiek innym, nałożyłaby może dwa owocki na talerz, żeby nie wyglądać na pazerną, a potem poszłaby porozmawiać z ważnymi ludźmi z redakcji, trochę się pokręciła i uciekła do domu. A z Finch? Z Finch zakosiła talerz obiadowy na deserki i polewała płynną czekoladę bezpośrednio z łyżki. Może dla kogoś to było normalne, ale w jej idealnym świecie wychodziło to poza pewne normy i tym samym stawało się wyjątkowo ekscytujące.
A jakie byś chciała wzorki? — zaśmiała się na uwagę Kiry, próbując faktycznie zrobić jej coś ładnego na talerzu. Nie wychodziło to za dobrze, ale… — Jak zamkniesz jedno oko i… trochę przymrużysz drugie, tak że prawie nic na nie nie będziesz widzieć, to zobaczysz piękny portret Mona Lisy — proszę bardzo, jaka z niej żartownisia, kto by się spodziewał? Tak naprawdę z jej ślaczków na talerzu Kiry wyszło jedno wielkie nic, ale przecież tu nie chodziło o wygląda a o s m a k. A ten na pewno będzie niesamowity w połączeniu z owocami, bo sama czekolada zjedzona prosto z łyżki była obłędna.
Daisy nie miała pojęcia, że jej oblizywanie łyżeczki mogło być w jakimkolwiek stopniu kuszeniem. Może gdyby wiedziała, to chociaż by się postarała? Albo zaprzestała podobnych działań? Ale nie wiedziała, dlatego jeszcze zamruczała pod nosem, przymykając powieki. Jedną jednak po chwili otworzyła, kiedy Kira zadała jej pytanie o temperaturę czekolady.
No jest gorąca, ale to jak z herbatą albo zupą, nie? — zaśmiała się, oblizując wargi z pozostałości słodkości. — Je też pijesz gorące, a jak byś wsadziła palec, to byś się poparzyła — proste? Proste. Bo tak to chyba działało. Zapewne było to związane z grubością skóry i tym jak różne części ciała przyzwyczajały się do temperatury, przez to ta gorąca czekolada w ustach zdawała się nie parzyć. — Usta są już przyzwyczajone do gorących rzeczy — dodała kolejną uwagę, również nie zdając sobie sprawy, że mogło to mieć jakiekolwiek dwuznaczne znaczenie. Nawet pomimo tego, że jej wzrok mimowolnie zjechał na te Kiry. Ale to tylko i wyłącznie dlatego, że miała jej przecież dać spróbować czekoladę z łyżeczki! Wcale nie tylko.
Przez moment obserwowała to, jak Finch delektuje się słodkością. Bezczelnie wodziła spojrzeniem po jej twarzy, aż szare oczy nie spojrzały pierwsze na nią, a zaraz potem na postać tu za jej plecami.
Chyba powinnyśmy się ewakuować.
Daisy chcąc nie chcąc w naturalnym odruchu odwróciła się przez ramie, również krzyżując swoje spojrzenie z Robertą. Oczywiście, że stała i na nie patrzyła. Bo co innego ona mogła robić, jak nie być właśnie na swojej hetero misji, w której musiała się upewnić, że Kira Finch nie tworzy armii lesbijek.
Jej serio się nudzi — tylko tyle zdążyła powiedzieć w kierunku Finch, nim ta złapała ją za przedramię i pociągnęła w kierunku przeciwnym do Roberty. Włoszka oczywiście nie chciała dać za wygraną i w pierwszej kolejności ruszyła za nimi, chowając się między stolikami, ale całe szczęście w ostatniej chwili zagadał do niej przełożony działu kreatywnego, dzięki czemu Daisy i Kira mogły się spokojnie wmieszać w tłum i najlepiej wyjść z głównej sali. Może na dach? Podobno mieli tu całkiem ładny widok. A może biblioteczka na piętrze? Cokolwiek by to nie było potrzebowały jakiejś solidnej wkładki w postaci alkoholu. Szkoda tylko, że na stołach rozstawione były jedynie kieliszki polane w ilościach takich, jak kot napłakał.
Czekaj, chodź tam — tym razem to ona szarpnęła Kirę w stronę baru i drzwi do wielkich kuchni, z której co jakiś czas wychodziły kolejne przekąski i jedzenie. Daisy podeszła do kobiety w białej koszuli, doglądającej sali. — Przepraszam najmocniej, ale wysłał mnie redaktor naczelny. Podobno ma rozmowę z ważnym klientem i prosił, żebym załatwiła mu całą butelkę wina musującego, prosił żeby dopisać do rachunku — nawijała jak najęta, prosząc w myślach, żeby kobieta bez zbędnych pytań po prostu im ją przyniosła. Wszystko oczywiście doprawiła szerokim uśmiechem. Pracownica eventu nawet dwa razy się nie zastanowiła — po prostu kazała im chwilkę poczekać, a już po chwili przyszła z dwoma butelkami oznajmiając, żeby wybrać tą lepszą albo w ogóle zabrać obie.
Oczywiście, że Whitmore wzięła dwie.
A potem spojrzała na Kirę. Ona załatwiła alkohol, to teraz niech Finch załatwi miejscówkę na konsumpcje.

let's get out of here :kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzrokom, które menadżerka sprezentowała jej na talerzu, daleko było do Mona Lisy. Nawet jak Kira przymknęła jedno oko, to widziała psa Pluto z upośledzeniem mózgowym. Ale faktycznie wygląd nie miał znaczenia. Najważniejszy był smak. A czekolada w każdej postaci smakowała wybornie. Ciekawe czy Daisy też?
Dobra, da Vinci — posłała rozbawione spojrzenie tej żartownisi. — Może i usta są przyzwyczajone do różnych gorących rzeczy, ale czasem można się sparzyć — skwitowała, bo oczywiście, że wychwyciła, jak oczy Whitmore zatrzymały się na jej wargach. Jak mogłaby tego nie zauważyć? Kira była bardzo wyczulona na takie gesty. Sama często flirtowała wzrokiem. Ale czy to, co robiła właśnie menadżerka, można było zaliczyć do flirtu? Nie, na pewno nie. Heteroseksualna kobieta z mężem nie robi takich rzeczy!
Niewątpliwie Roberta Moretti była znudzona. Albo wścibska. W sumie wszystko wskazywało na to, że szukała sensacji i oczekiwała, że przyłapie Finch i Whitmore na czymś niestosownym. Musiała mieć coś, żeby rozsiewać plotki i dać ludziom powody do gadania. Ale przecież nie zamierzały dać jej tej satysfakcji. Stąd pomysł z ewakuacją. Dobrze, że Daisy byłą tego samego zdania i nie upierała się, żeby jednak zostać przy cateringu.
Co ty... — urwała, kiedy menadżerka nagle zmieniła kierunek i bez słowa pociągnęła ją w drugą stronę. Nie zdążyła nawet zaprotestować ani zapytać, o co chodzi. Po prostu dała się poprowadzić, trochę zdezorientowana tempem, w jakim to się działo.
Zanim się obejrzała, stały już przy drzwiach prowadzących na zaplecze, tuż obok wejścia do kuchni., a Whitmore zatrzymała jedną z kobiet doglądających sali. Kira stała obok, słuchając wszystkiego z rosnącym zaskoczeniem. Bajeczka była prosta, ale podana tak, że trudno było się do czegoś przyczepić. Kobieta z obsługi nawet się nie zastanawiała i przyjęła to bez żadnych pytań, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Finch uniosła brwi, wyraźnie zdziwiona. Niby to nic wielkiego, bo użyła kilku zręcznie dobranych słów, ale mimo wszystko nie spodziewała się po niej czegoś takiego. Do tej pory miała ją przecież za wzór wszelkich cnót. Daisy była poukładana i nawet trochę zbyt poprawna, a tu nagle okazało się, że potrafi bez mrugnięcia okiem nagiąć rzeczywistość dla własnych korzyści.
Mama nie mówiła ci, że nieładnie tak kłamać? — zapytała, przejmując od niej jedną z butelek. — Kto by pomyślał, że jesteś taką niegrzeczną dziewczynką — uśmiechnęła się pod nosem i wskazała głową na drzwi, które mieściły na drugim końcu i które prowadziły na klatkę schodową. — Tam powinnyśmy znaleźć schody na dach — dodała, przeciskając się przez grupkę ludzi z działu kultury.
Nie pomyliła się, bo kiedy tylko nacisnęła na klamkę, ujrzały kręte schody, które prowadziły na wyższe piętra. Kira jeszcze zerknęła przez ramię, żeby się upewnić, że nikt za nimi nie idzie, po czym ruszyła na górę, uważając, żeby nie zgubić niczego z talerza z przekąskami i nie wypuścić z dłoni butelki z musującym winem. Niestety, tak, jak podejrzewała, drzwi na ostatnim piętrze były zamknięte.
Pozwól, że się obsłużę — powiedziała i zbliżyła się do Daisy, żeby wyjąć z jej włosów jedną wsuwkę. Tak, jak powiedziała, zamierzała otworzyć zamek przy pomocy spinki. Podwinęła rękawy i przykucnęła przy zamku. Chwilę przekręcała wsuwkę w jedną i drugą stronę, aż w końcu usłyszała charakterystyczne kliknięcie. — Voilà — z uśmiechem naparła biodrem na drzwi i uchyliła je, gestem ręki zapraszając Whitmore na zewnątrz.

such a bad girl 😈 🍷🪜
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy Whitmore zdecydowanie należała do grzecznych dziewczynek.
A przynajmniej do takiego grona została przypisana jeszcze podczas czasów studiów, kiedy pomiędzy siedzeniem z nosem w książkach, zamiast chodzić na akademickie imprezy, ona po nocach planowała wesele. Zawsze robiła to, co się od niej wymagało. Nawet jeszcze jako nastolatka nigdy nie przyszła tak zwanego młodzieńczego buntu. Głownie bo nie było na to czasu ale też dlatego, że rodzice Rowena wszystko dla niej już zaplanowali: jaka powinna być, co mówić, gdzie pracować i nawet co studiować, bo warto przecież pamiętać, że Whitmore zrezygnowała z wypragnionego kierunku dla miłości.
Całe szczęście w tym całym poukładanym świecie miewała też swoje przebłyski. Momenty, w których wychodził z niej inny człowiek. Kobieta, która chowała się gdzieś głęboko pod skórą i łaknęła zabawy, spontaniczności, wyrwania się z monotonnej codzienności, w której szczególnie ostatnio przestała się odnajdywać.
Nie była do końca pewna, czy to Kira przyczyniła się do wyjścia tej wersji Whitmore na światło dzienne, jednak z pewnością dołożyła do tego swoją cegiełkę. Bo w końcu gdyby Daisy nie miałą z kim zerować szampana zajadając się owocami w czekoladzie, to pewnie wcale by tego nie zrobiła. Ba! Nawet by nie wiedziała, że tego chciała. A tu proszę: idealnie zrobiła kelnerkę w balona, zarzekając się, że alkohol był potrzebny redaktorowi naczelnemu, a już po chwili ramię w ramie z Kirą kierowały się w stronę wyjścia z sali głównej.
Moja mama? — spojrzała na Finch z rozbawieniem, przyciskając butelkę pod pachą. — Mówiła, że nieładnie tak kłamać, ale mówiła też, że w życiu trzeba walczyć o swoje i iść za marzeniami — złapała szare spojrzenie blondynki. — A moim wielkim marzeniem w tamtej chwili było zdobycie szampana — proste? Proste. Proszę bardzo jak się wszystko zerowało. Uśmiechnęła się szczerze, puszczając koło uszu uwagę, że była niegrzeczną dziewczynką. Miała dość sporo argumentów na to, by podkreślić, że jednak Kira była większą łobuziarą, jednak postanowiła je sobie zostawić na czarną godzinę.
Czyli jednak na dach — skinęła głową, zgadzając się w pełni z tym pomysłem. Z tego co wiedziała, była tu również całkiem pokaźna biblioteczka, ale obie dziewczyny raczej miały średnie chęci czytać i chować się wokół książek, dlatego dach wydał się świetnym wyborem. Szkoda tylko, że zaraz okazało się, że drzwi były zamknięte. — Czyli jednak b… — nie zdążyła nawet zaproponować alternatywy, bo Kira już podnosiła się z przykucu i podeszła bliżej Whitmore.
Daisy z wyjątkową uwagą obserwowała jej poczynania, nawet na moment nie cofając się do tyłu. I chociaż przez głowę przeszły jej różne myśli, co Kira właśnie chciała z nią robić, tak kiedy blondynka wyciągnęła jej z włosów wsuwkę, Whitmore prychnęła głośno. No tego akurat się nie spodziewała.
Czy to ten dzień, w którym zobaczę jak otwierasz zamek kawałkiem metalu? — spytała cała podekscytowana, wodząc spojrzenie po twarzy Finch. Szczerze mówiąc, Daisy była przekonana, że Kira tylko tak gadała, czego to ona nie umie, ale gdy na własne oczy zobaczyła jak pracuje przy zamku, sprawiając, że drzwi w końcu odpuściły, otworzyła szeroko oczy. — No chyba sobie żartujesz — wrzuciła zaskoczona. Nawet nie kontrolowała ust, które otworzyły się szeroko w szczerym szoku. — Myślałam, że takie rzeczy to da się zrobić tylko na filmach — dodała, po czym ruszyła w kierunku przejścia.
Powietrze na dachu było rześkie i lekko wietrzne. Całe szczęście dzisiaj przez cały dzień było słońce więc i chmur nie było za dużo. Daisy rozejrzała się dookoła. Dach nie wyglądał jakoś szaleńczo wyjątkowo — kilka skrzynek wentylacyjnych, murek, antena i setka innych rzeczy, których nazw Whitmore nawet nie była w stanie wymienić. Widok za to był przedni. Niby znajdowały się na trzecim piętrze, ale fakt, że cały lokal stał na niewielkiej górce, lekko oddalony od centrum sprawiał, że panorama Toronto potrafiła zapierać dech w piersiach.
Też to słyszysz? — Daisy zatrzymała się w pewnym momencie w pół drogi, przytrzymując Kirę za ramię i spoglądając na nią uważnie, a kiedy ta wciąż nie wiedziała, o co jej chodzi, Whitmore uśmiechnęła się delikatnie. — Brak gadania Roberty — rzuciła rozbawiona, jakby to faktycznie był powód do celebracji. Chociaż może był? Wysunęła butelkę spod pachy i lekko niezdarnie weszła na murek tuż przy ścianie, na którym rozsiadła się wygodnie, zostawiając talerz na bok. — Myślisz, że już jest przekonana, że zaciągnęłaś mnie do kibla? — spojrzała na Finch zaczepnie, a następnie władowała truskawkę w czekoladzie prosto do ust.


me + you x roof = trouble
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie można było się dziwić, że Whitmore próbowała teraz nadrobić to, co ominęło ją kilkanaście lat temu. Łaknęła dobrej zabawy i Kira mogła jej to zagwarantować. Nawet, jeśli to miał być włam na dach budynku, w którym zorganizowano imprezę służbową. Nie mogła jej się dziwić, ale nie oceniała takiego zachowania. Marzenie o szampanie było bardzo przyziemne, ale zdobycie alkoholu sprawiło Daisy wiele frajdy. Dlatego na usta Finch cisnął się mimowolny uśmiech. Może i na co dzień menadżerka świeciła przykładem, to tego wieczoru zdecydowanie nie chciała być grzeczną dziewczynką.
To jest właśnie ten pamiętny dzień — przytaknęła, puszczając do niej oko. — Nie robię tego zbyt często, więc się nie przyzwyczajaj. I chyba będzie lepiej, jak uznamy, że takie rzeczy faktycznie robi się tylko na filmach. Chcesz wypić po szampanie na głowę? — wskazała podbródkiem najpierw na jedną, a potem na drugą butelkę. — Jesteś pewna, że nie będziesz już potrzebna na dole i możesz pozwolić sobie na takie szaleństwo? — dopytała, odgarniając sobie za ucho niesforny kosmyk włosów, którym targał wiatr i znów podeszła do Whitmore, żeby oddać jej wsuwkę, którą wpięła na właściwie miejsce.
Już chciała ruszyć w kierunku murku, gdzie mogły przysiąść, ale została przytrzymana za ramię. Nastawiła uszy i wyostrzyła słuch, spodziewając się czegoś w stylu, że noc je wzywa, ale cisza spowodowana nieobecnością irytującej Roberty była równie przyjemna.
To bardzo prawdopodobne — wzruszyła ramionami, bo pewnie Moretti wymyśliła dla nich mnóstwo różnych scenariuszy, dla których nagle zniknęły z zasięgu jej wzroku. — Do kibla, na zaplecze, na koniec ciemnego korytarza... Albo na dach — rozejrzała się wymownie po miejscówce i usiadła po turecku na murku, również sięgając po kilka owoców, na których zastygła czekolada. — Nawet nie musiałam cię jakoś szczególnie namawiać, sama chciałaś iść — w ramach przypomnienia, wymierzyła w Daisy truskawką, po czym umieściła ją sobie w ustach i dopchała orzechową kulką. — Chyba ostrzeżenia Roberty na ciebie nie działają. Nie boisz się, że cię upiję i wykorzystam? — zapytała zadziornie i sięgnęła po butelkę z musującym winem. Skierowała ją w stronę panoramy, a korek wystrzelił gdzieś w niebo z charakterystycznym hukiem. Kira natychmiast musiała upić kilka łyków, żeby nie marnować alkoholu, a następnie przekazała butelkę Whitmore.
Oczywiście nie miała w planach czegoś podobnego. Nie przyszła z zamiarem przelecenia menadżerki na dachu budynku. Po pierwsze, wiedziała, z kim ma do czynienia. Spędzała czas z heteroseksualną mężatką, więc próba dobrania jej się do majtek byłaby wręcz absurdalna. A po drugie, wcale nie było tutaj za gorąco. Pewnie pourywa im łby, a mogły przecież zabrać płaszcze z szatni, zanim postanowiły się ulotnić. Dobrze, że na murku, który usytułowany był między dwiema skrzynkami wentylacyjnymi nie wiało aż tak bardzo.
Kira zadarła głowę, spoglądając w niebo. Chociaż wieczory były chłodne, to ciemne sklepienie mieniło się od gwiazd.
Pewnie zamarzasz — stwierdziła, zsuwając z ramiona granatową marynarkę i podała ją Daisy, sama zostając w jedynie w koszulce na ramiączka z dekoltem tak dużym, że ledwo zakrywał biust. — Załóż, bo zaraz się rozmyślę — zastrzegła natychmiast. Poczekała aż menadżerka złapie kilka łyków szampana i znów przechwyciła od niej butelkę.

one night on the rooftop 💫🍾🌃
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała tej pewności.
Nie wiedziała, czy nie będzie już potrzebna na dole. Jednak biorąc pod uwagę, jak wiele osobistości się tam kręciło, nikt nie powinien zauważyć jej nieobecności. Większość przełożonych działow miało swoje prezentacje, żeby pochwalić się wynikami, a na końcu zazwyczaj po prostu przemawiał redaktor naczelny, ona jako zwykła managerka projektu raczej nie miała za dużo do gadania. Poza tym, jak nie będzie jej na sali, to nikt nie karze jej przemawiać, prawda? Może uznają, że ulotniła się do domu, bo zatruła się którąś z przekąsek? A przynajmniej taką narracje była gotowa przyjąć Daisy, rozsiadając się wygodnie na murku z widokiem na cały Toronto i rozprawiając o braku Roberty.
Pewnie już sprawdza wszystkie kabiny a kiblu na piętrze — zaśmiała się głośno, przy okazji kręcąc głową z niedowierzaniem. Z jednej strony zachowanie pracownicy Toronto Sun było świetną podstawką do żartów ale z drugiej, to co Roberta robiła było mocno… nienormalne. Daisy nigdy wcześniej nie spotkała kogoś tak wielką obsesją na punkcie lesbijek. Spuściła spojrzenie na twarz Finch, kiedy zadała kolejne pytanie. — A chcesz mnie upić i wykorzystać? — prychnęła pobłażliwie. — No właśnie — wtrąciła, nawet nie czekając na odpowiedź Finch. Przecież Kira doskonale zdawała sobie sprawę, że Whitmore była mężatką, w dodatku taką, która nigdy wcześniej nie miała żadnych przygód z kobietami. Po co miałaby się aferować tak straconą sprawą? Równie dobrze mogłaby wyrwać kilka innych dziewczyn na dole. One po prostu się kolegowały. Lubiły ze sobą spędzać czas. A przynajmniej taką narrację we własnej głowie obrała Daisy i miała zamiar się jej trzymać.
Obserwowała uważnie, jak Kira siłuje się z korkiem. Doceniła inicjatywę blondynki do tego, że zechciała czynić honory, bo kto jak kto ale Whitmore za grosz nie umiała otwierać tego ustrojstwa. Nawet kiedy korek w końcu strzelił, ona pisnęła delikatnie, wzdrygając się pod wpływem huku. Podobno miała to po matce.
Dobry? — spytała, uśmiechając się do Kiry. — Podobno najdroży, jaki mieli — a to zaś znaczyło, że powinien wywalić ich z butów. Gorzej jak jutro będzie się musiała z tego tłumaczyć, chociaż liczyła po cichu, że impreza jeszcze się rozkręci, a na następny dzień nikt nie będzie pamiętać, co dokładnie zamawiał na nazwisko szefa.
Na dachu faktycznie nie było najcieplej. Wiatr pomimo tego, że lekki, mroził poliki i podwiewał włosy, natomiast jeśli Whitmore miała wybierać siedzenie tam na dole, a marznięcie tutaj, zdecydowanie wybierała tą drugą opcję. To nawet nie podlegało dyskusji. Przejęła od Kiry butelkę z szampanem, a następnie sama zamoczyła usta, zbierając kilka porządnych łyków. Nawet nie zauważyła, w którym momencie Kira zdjęła marynarkę.
Ale co ty robisz? — spytała oburzona, mierząc ją wzrokiem. — Przecież sama masz pod dołem bluzkę na ramiączkach! — zauważyła. Nie chciała, żeby Finch było zimno, szczególnie kosztem ogrzania Whitmore. Z drugiej strony spojrzenie, które jej dawała, sprawiało, że Daisy jakoś nie chciała z nią dyskutować. Przewróciła więc oczami i przyjęła prezent od dziennikarki, uśmiechając się ciepło. — A widzisz, ja nie mam co ci dać w zamian, bo musiałabym zdjąć z siebie całą tą sukienkę — podsumowała rozbawiona, nawet nie myśląc o tym, że sama ta uwaga mogła być… nieco niestosowna. Cóż, Daisy w tych tamtych była mocno niekumanata. — Ale to weź się chociaż trochę przysuń, żebyśmy się mogły nawzajem ogrzewać — oznajmiła głosem nieznoszącym sprzeciwu i nim blondynka chociażby ruszyła się z miejsca, Daisy już przetarła tyłkiem po murku, doklejając się do Kiry. Spróbowała nawet okryć je obie marynarką, przez co ich nagie ramiona się styknęły.
Dobra, to dawaj w jakieś pytanka… — zastanowiła się, wygrzebując z talerza mango oblane czekoladą, podczas gdy spojrzenie miała wbite gdzieś w panoramę miasta. — Jaka jest najbardziej szalona rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłaś? Ale taki przypał-przypał, chce największy brud, jaki ma na koncie Kira Finch. Może nawet taki, z którego nie jesteś dumna albo którego żałujesz.

you look like walking trouble
Spoiler
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeciwieństwie do Daisy, Kira była tylko szarym pracownikiem, której obecność na tym evencie nie była znacząca. Równie dobrze mogła w ogóle się nie pojawić, ale Whitmore mogła być im potrzebna. Może redaktor naczelny chciałby, żeby wygłosiła przemówienie? Na pewno nie przekonają się o tym, będąc na dachu. Nawet nie usłyszą, kiedy ktoś wywoła menadżerkę na scenę. No trudno! Musujące wino samo się nie wypije. Trzeba liczyć na to, że nikt nie będzie od niej niczego potrzebował.
Zachowanie Roberty było dość zastanawiające. Finch zaczęła podejrzewać, że Moretti była homofobką. Albo może jakąś kryptolesbijką? Jej dziwna niechęć do Kiry mogła trochę na to wskazywać.
Upić? Jak najbardziej — przytaknęła ze skinieniem głowy. — Wykorzystać? Niespecjalnie — dodała, cały czas trzymając się tego, że Daisy miała męża i nie była zainteresowana nią w taki sposób. A co to za frajda zabawiać się bez obopólnej zgody? Dobrze, że Whitmore wiedziała o tym, że nie miała wobec niej nieczystych zamiarów.
Szampan był całkiem w porządku. Lubiła drogie trunki, chociaż te czasami nie różniły się w smaku od tych z niższych półek. Oby miał wystarczająco dużo bąbelków, żeby zaszumiało im w głowach.
Jesteś bardzo szczodra — podsumowała z rozbawieniem, przypominając sobie, że menadżerka celowo poprosiła o najdroższy alkohol, który miał zostać dopisany do rachunku szefa. — Przyznaj, że sama nie kupiłabyś czegoś takiego — dodała, ale nie dlatego, że Daisy nie było stać na takie trunki. Ale jeśli nie ma jakiejś znaczącej różnicy, to po co przepłacać?
Pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że wcale nie było jej zimno. Może tylko trochę. Mimo wszystko przysunęła się bliżej Whitmore, mimowolnie zaciągając się jej kwiatowymi perfumami. Czuła bez i... Brzoskwinię?
Lepiej nie ściągaj sukienki, bo odmrozisz sobie tyłek. Byłoby trochę szkoda — pokręciła pobłażliwie głową. Miała do tego wiele aluzji, których menadżerka i tak by nie zrozumiała, więc pozostawiła je dla siebie. Pomijając, że faktycznie nie ogarniała dwuznaczności, to właśnie dlatego, że była przełożoną jej przełożonych, zdecydowanie nie powinna poruszać takich tematów. Nie przy pierwszej butelce szampana.
Nie próżnujesz, co nie, Whitmore? Od razu z grubej rury takie pytania o brudy. Skąd w ogóle podejrzenia, że jakieś mam? Może wbrew pozorom, nie jestem wcale mniej grzeczna od ciebie? — uniosła brwi i poprawiła sobie materiał marynarki, który zsunął się z nagiego ramienia.
Sięgnęła po kruche ciastko, a kiedy je przełknęła, wzięła kilka łyków alkoholu i podała butelkę Daisy. Przez chwilę zastanawiała się, co mogła jej powiedzieć. Szybko jednak doszła do wniosku, że jednak niewiele. Miała trochę grzechów. Brała udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, dopuszczała się kradzieży, wielokrotnie uciekała przed policją... Gdyby razem nie pracowały, uchyliłaby rąbka tajemnicy. A tak to musiała po prostu improwizować i poprzestać na czymś mniej spektakularnym.
Najczęściej wchodziłam na zamknięte tereny, ale czy jestem z tego dumna? Na pewno nie jest to coś, czym chwalę się na lewo i prawo. Brałam też udział w imprezach, które nie były do końca zgodne z prawem. Organizowano je w opuszczonych magazynach albo tunelach. Co jeszcze... — zamyśliła się na moment, próbując sobie przypomnieć dotychczasowe wybryki. — Raz nie uregulowałam rachunku w barze. Zdarzyło mi się też wkręcić na wydarzenie, udając kogoś innego — wzruszyła ramionami, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. — Twoja kolej. Opowiedz mi o swoich wykroczeniach, Whitmore. Tylko od razu mówię, że skradzione jabłko z ogrodu sąsiada się nie liczy — wymierzyła w nią ostrzegawczo palcem. Może nie spodziewała się po niej niczego efektownego, ale po cichu liczyła na to, że Daisy jednak jakoś ją zaskoczy,

i have 99 problems but when i am with you, it's 💯
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kira miała racje — Daisy za nic nie zmarnowałaby pieniędzy na tak drogi alkohol, jaki miały przed sobą. Zdecydowanie wolałaby wykorzystać środki, które poszłyby na trunek na coś o wiele bardziej pożytecznego. Jak na przykład pyszne jedzenie, które nie tylko dodałoby jej energii, ale również zaspokoiło wiecznie niezaspokojony głód. Całe szczęście nie one tutaj płaciły, dlatego spokojnie i bez wyrzutów sumienia mogły zaszaleć.
Ochoczo przejęła butelkę od Finch i jednym, zwinnym ruchem przechyliła, wlewając do gardła procenty. Smak faktycznie był… intensywny. Ale czy aż takie lepszy niż o wiele tańsze alternatywy? Śmiała wątpić. W każdym razie był smaczny, więc zgarnęła jeszcze z dwa, przy drugim o mały włos nie krztusząc się zawartością, gdy Kira powiedziała, że byłoby szkoda, gdyby odmroziła sobie tyłek i tylko dlatego nie powinna ściągać sukienki.
Wiesz… — zaczęła, odrywając usta od szklanego dziubka i przy okazji łapiąc szare spojrzenie blondynki. — To nawet słodkie, że tak się troszczysz o mój tyłek — nawet Rowen nie wykazywał się tak wielką troską. A już na pewno nie w słoneczne weekendy w trakcie lata, kiedy zabierał ją na rowerowe wycieczki i kazał pedałować przez grube dziesiątki kilometrów, za nic nie licząc się z tym, ze nie wszyscy mieli tak dobrą kondycję jak on (czytaj: Daisy nie miała). Wtedy to nawet nie czuła własnych pośladków. Dobrze było wiedzieć, że chociaż Finch się o nie martwiła. I tak, oczywiście, że Daisy nie wyczytała w tym żadnego podtekstu. We własnej odpowiedzi również.
Zaśmiała się za to głośno, obserwując reakcje Kiry na jej pytanie o najbardziej szaloną rzecz, jaka kiedykolwiek zrobiła.
No raczej, że o brudy — pokręciła głową. — A o co mam się ciebie pytać? O ulubiony kolor? Czy może chcesz pogadać o pogodzie? — spojrzała na nią wymownie, znowu odbierając butelkę szampana. — Proszę cię, Finch. Chyba obie wiemy, że stać nas na coś lepszego — a wiedziały to dlatego, że nie była to ich pierwsza rozmowa. Jakby na to nie patrzeć, już kilka z nich odbyły i za każdym razem dowiadywały się o sobie nawzajem wielu ciekawych rzeczy, na dodatek jakoś te rozmowy zawsze przechodziły płynnie, więc nie było się przed czym hamować. A przynajmniej Whitmore nie zamierzała.
I jak się zaraz okazało: Kira również. Diasy słuchała ją z należytą uwagą, raz po raz kiwając jedynie głową, spojrzeniem wodząc gdzieś po gwieździstym niebie i pięknej panoramie Toronto, która ciągnęła się w nieskończoność.
A jakie to są imprezy, które nie były zgodne z prawem? — dopytała z czystej ciekawości, ładując do ust truskawkę w czekoladzie. — Co można robić w opuszczonych magazynach i tunelach? — odwróciła się bardziej w jej stronę, robiąc nagle wielkie oczy. Nawet nie zauważyła, że marynarka Kiry zsunęła się z jej z ramienia. — No nie gadaj, że się bijesz! — Kira miała na to zdecydowanie zbyt ładną buzię. Poza tym Daisy nie widziała nigdy na jej twarzy żadnych siniaków, chociaż może były one schowane pod ubraniami? A czemu walki? Jakoś była to jedyna nielegalna aktywność, która w pierwszej kolejności przyszła do jej już lekko podchmielonej głowy. Opadła ciężko na swoje miejsce, poprawiając sobiem marynarkę, kiedy przyszedł czas na nią.
Ja nie mam wielu wykroczeń — wzruszyła ramionami, dłonią i spojrzeniem grzebiąc w talerzu z przekąskami, na którym wciąż leżała całkiem spora ilość deserków w czekoladzie. — W sumie… no dobra, takie moje największe przewinienie, z którego niby nie jestem dumna, ale jednak trochę jestem, bo nie żałuje… — zaczęła dość tajemniczo i w dodatku z pełną buzią, dlatego Finch musiała poczekać kilka sekund, aż managerka nie przełknie kokosowej kulki z nadzieniem. — Strasznie chciałam iść kiedyś na koncert Green Day, jak byli w Toronto, ale wszystkie bilety były wyprzedane, no nie? No nie więc poszłam i tak pod arenę z myślą, że może uda mi się wejść na plakietkę dziennikarską bla bla, ale się nie udało, więc i tak kręciłam się tam, licząc na trochę szczęścia. No i wtedy usłyszałam jak jakiś dzieciak gada przez telefon, nie wiem z kim, chyba z jakąś koleżanką, no w każdym razie strasznie wymachiwała rękami do tego stopnia, że z kieszeni wypadły jej bilety… — spojrzała wymownie na Kirę. Wiedziała do czego to zmierzało? Daisy wiedziała i na jej policzkach nawet pojawiła się lekka czerwień z zawstydzenia. — Ukradłam jej jeden. No bezczelnie zawędziłam jej go zza pleców z podłogi. Oczywiście drugi zostawiłam, żeby sama mogła wejść, ale jej przyjaciółka raczej nie była szczęśliwa — dodała szybko i czując napływający stres na wspomnienie tego okropnego czynu, wyrwała Kirze udelkę i ściągnęła jeszcze kilka łyków. — Ale koncert był zajebisty — dodała z uśmiechem pełnym wstydu, chociaż w jej oczach pojawił się błysk.

You can kiss a hundred boys in bars
Shoot another shot, try to stop the feeling
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Guild Inn Estate”