-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się z satysfakcją, widząc minę Teddy. Mniej więcej takiej reakcji oczekiwała! Mogłaby się równie dobrze rozebrać przed nią cała, ale to już mogłoby nie umknąć uwadze zgromadzonych wokół osób. No i ta wiosna była przecież zwodnicza, jeszcze by się biedaczka przeziębiła! Tego brakowało, żeby oboje ślęczały w domu w jakiś sposób niedysponowane.
— Nie robi ci różnicy, co ze mnie ściągasz? Nie masz nawet preferencji czy to mają być spodnie czy spódniczka? — dopytała między kolejnymi pocałunkami, wciąż nie przerywając misji wodzenia jej na pokuszenie. Jakoś trudno było jej w to uwierzyć! Sama na pewno byłaby w stanie ułożyć ranking tego, co lubiła najbardziej ściągać z ukochanej. Wszystko łączyło się przecież z innym ładunkiem emocjonalnym i z innymi sytuacjami. Efekt ostatecznie był ten sam, ale przecież liczyła się droga i nawiązane po drodze przyjaźnie. Czy jakoś tak.
— Dokładnie tak myślę — przyznała szczerze. Sięgnęła do jej dłoń i zsunęła ją z twarzy. Skierowała ją prosto na nagą pierś układając ją tak, by Darling mogła swobodnie ująć ją w dłoń. Zadrżała pod wpływem tego dotyku, którego przecież zawsze było jej mało. Dobrze, że materiał swetra jednak przysłaniał to, co się tam wyprawiało, bo przepływający obok kajakarze mogliby się poczuć naprawdę zgorszeni. Dobrze, że April już bardziej zgorszyć się nie dało. Przejechała językiem po szyi partnerki i mruknęła jak zadowolona kotka, jakby to ona otrzymywała tę pieszczotę. Nabrała powietrza, jakby chciała wyszeptać jej coś zbereźnego prosto do ucha, ale jednak zrezygnowała.
— Ach, dobrze, już rozumiem. Poniosło mnie. Tego to tym bardziej nie mogę robić, przepraszam. — Uśmiechnęła się niewinnie, zdejmując jej rękę ze swojego biustu. Zapięła z powrotem guziki swetra, absolutnie się przy tym nie spiesząc. Skoro Darling oburzyła się na samo pokazanie piersi, to co dopiero takie akcje! A przecież nie chciała, żeby ukochana była na nią zła – no w żadnym wypadku.
— To nie musisz mi mówić, skoro tak bardzo nie chcesz. Nie będę przecież tobą manipulować dla osiągnięcia własnych, durnych celów — dodała, wzruszając ramionami. No patrzcie ją państwo, jaka się nagle zrobiła posłuszna i spokojna. Jednak było w niej trochę dojrzałości! Prawie nadawała się do ślubu. Ale zdecydowanie nie powinna zakładać białej kiecki, bo to było po prostu świętokradztwo.
Mówisz do mnie, zdejmij majtki, no bo nie lubisz, jak w majtkach jestem
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie mam żadnych preferencji — odparła zgodnie z prawdą i nawet skinęła głową, chcąc jeszcze umocnić wypowiedziane słowa. — Ciągle ci powtarzam, że lubię cię we wszystkim. A najbardziej bez niczego. To raczej kwestia tego, żeby nie zmarzł ci tyłek, więc na pewno z półgodzinnym wyprzedzeniem dam znać, czy to mają być jeansy czy jakaś kiecka — zagwarantowała, a potem wciągnęła gwałtownie powietrze, kiedy April przesunęła jej dłoń na swoją pierś.
Dobrze, że z nich dwóch, to jednak Darling była tą grzeczną, bo inaczej pewnie gziłyby się tutaj jak króliki w kapuście. Ale teraz Finch ewidentnie wodziła ją za nos. Najpierw macanki i przejeżdżanie językiem po szyi, a potem teatralne zapinanie guzików swetra? To był dopiero szczyt mataczenia!
Teddy cmoknęła z nieukrywanym zadowoleniem, ale nie zamierzała dawać ukochanej satysfakcji i zaraz przybrała niewzruszony wyraz twarzy. Finch pogrywała bardzo nieładnie i bardzo nieczysto. A jeśli myślała, że ujdzie jej to na sucho... To w sumie miała rację, bo chyba nic z tego obiecanego wcześniej pieprzenia. Sama sobie rzucała kłody pod nogi i strzelała w kolano. Darling nie była z natury złośliwa, ale przy April chyba musiała zacząć być, bo inaczej ta całkiem wejdzie jej na głowę! Jeszcze chwila i wszyscy dookoła uznają, łącznie z tymi kajakarzami na jeziorze, że ze strażaczki to jest straszna cipa. I ciapa.
— A co właśnie robisz? — spojrzała na nią spod zmrużonych powiek. — Nic, tylko manipulujesz i kręcisz. Chcesz mi tutaj udowodnić, że jak nic ci nie powiem, to będę musiała trzymać ręce przy sobie? Powiem ci coś — nachyliła się w jej kierunku partnerki z niewinnym uśmiechem. — Nie wiem, czy wiesz, ale nie tylko ja będę na tym stratna — mruknęła i zaczepnie chwyciła zębami płatek ucha. — Ale skoro ci to odpowiada, to niech tak będzie, nie będę się narzucać — jeszcze uniosła ręce w obronnym geście.
Teddy potrafiła być uległa i umiała ładnie prosić. Ale nie, jeśli ktoś z nią tak z premedytacją pogrywał. Jakby April za wszelką cenę próbowała udowodnić, to ona kontroluję sytuację. Ale dobrze, niech tak myśli. Szybko jednak przekona się o tym, że gada straszne głupoty.
— To co? Wracamy do samochodu? — zapytała, poprawiając sobie na ramieniu kraciastą koszulę, która zsunęła się podczas tych chwilowych ekscesów. W normalnych okolicznościach przymilałaby się do ukochanej, ale teraz uniosła się dumą, próbując udowodnić, że wcale nie jest tak łatwo owinąć ją sobie wokół palca. Co z tego, że Finch już dawno to zrobiła.
No i oczywiście do tego samochodu miały wracać tylko po to, żeby udać się prosto do miasta i nic poza tym! Żadnego migdalenia i żadnej, dwuznacznej wymiany zdań. Tylko i wyłącznie jazda do domu. Darling już nawet zaczęła wkładać puste pojemniki po bento do koszyka i wcale nie zerkała w kierunku swetra April, który jeszcze chwilę temu był taki porozpinany!
nie martwisz się w jakim dziś wyjdziesz outficie, z tobą jest ciepło, jak gra na hot seacie
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nic takiego nie powiedziałam. Przeciwnie! Zachęcam do trzymania rąk jak najbliżej mnie, a nie siebie — odpowiedziała natychmiast. Nie da sobie przecież wmówić takich rzeczy. To Teddy powiedziała, że nie powinna robić takich rzeczy, gdy tylko się rozebrała. Próbowała się grzecznie dostosować do jej wymagań, a ona jeszcze miała czelność narzekać, no co za kobieta. Wszystko można Finch zarzucić, ale na pewno nie to, że próbowałaby cokolwiek ugrać powstrzymywaniem się od seksu. Wszyscy przecież wiedzą, że nie ugrałaby absolutnie niczego, bo sama wymiękłaby od tych swoich starań udawania obojętnej.
Obserwowała uważnie, jak Teddy pokazuje z powrotem torbę. Nie miała zamiaru jej pomagać, świetnie radziła sobie przecież samodzielnie, mimo unieruchomienia jednej ręki. Poczekała bardzo grzecznie, aż wszystko wyląduje z powrotem w torbie, żeby jej dziewczyna nie miała potem do niej pretensji, że próbuje narobić bałaganu. Albo że przez nią zgubiły jakąś jej ulubioną butelkę na lemoniadę.
— Mhm, totalnie wracajmy do samochodu — zgodziła się, gdy wreszcie jej wielokrotna narzeczona zaczęła zwracać na nią w pełni uwagę. Ukradkowe spojrzenia posyłane w stronę biustu były miłym komplementem, ale zdecydowanie niewystarczającym. April, jak zawsze, było mało. Oczywiście Finch nie podniosła się i nie zaczęła składać koca. Zamiast tego przyczepiła się z powrotem do swojej ukochanej. Przesunęła językiem po jej górnej wardze, zanim złączyła ich usta w głębokim pocałunku. Wplotła palce w włosy strażaczki, przytrzymując ją blisko przy sobie. Bezczelnie skorzystała też z przywilejów posiadania dwóch sprawnych rąk. Wolną dłonią zaczęła rozpinać guziki koszuli Teddy. Skoro i tak już zaczęła się zsuwać, to najwyraźniej bardzo potrzebowała jakiejś zmiany. Finch zbyt lubiła ciuchy, by je zignorować i ich nie słuchać. Rozpięła guziki do wysokości mostka ukochanej, po czym wsunęła rękę pod materiał, przesuwając się przez jej pierś i zatrzymując na ramieniu, za które mocno ją ścisnęła. Skoro nie słodkie oczy April, to może jej wspaniałe usta przekonają strażaczkę do odpuszczenia?
Otwieram oczy, idę, Przede mną stoisz ty. Zielona trawa dobre dni
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spojrzała na nią pobłażliwie. Najpierw zapinała guziki, a potem twierdziła, że to na zachętę? No ładnie. Nic się w tym nie zgadzało. Oj, Finch ewidentnie gubiła się w zeznaniach. Dobrze, że Teddy, chociaż miała mały rozumek, jak Kubuś Puchatek, nie dawała się nabrać na takie bajery. Jak widać, miewała swoje momenty i czasem wykazywała się bystrością! Przynajmniej do chwili, aż ukochana znów nie zaczynała jej czarować.
— To czemu zabrałaś moją rękę? — zapytała, wymierzając w nią oskarżycielsko palcem. Tu niby chciała, potem nie, a teraz co? Znowu tak? Naprawdę ciężko było za nią nadążyć! Chyba, że April próbowała wymusić na niej zaloty. Ach, no oczywiście, że tak! Czemy Darling nie wpadła na to wcześniej? Chyba była jednak strasznie durna.
Była gotowa wstać i ruszyć w miejsce, gdzie między zaroślami zaparkowały Toyotę, ale zanim zdążyła dobrze się podeprzeć, czuła już na swoich wargach język partnerki, który momentalnie wplotła między rozchylone usta. Teddy odwzajemniła każdy żarliwy pocałunek, wypuszczając przy tym powietrze przez nos. Nawet nie miała, jak jej powstrzymać przed rozpinaniem koszuli, bo zaraz jej dłoń była odtrącana, a ta druga... No cóż, nadawała się zupełnie do niczego. Ta niepełnosprawność zaczynała działać jej na nerwy. Wprawdzie daleko jej było do pełnej frustracji, bo miała bardzo spokojną naturę, ale czasami wyrzucała z siebie poirytowane prychnięcia, które szybko zamieniała na ciche pomruki. Jak miała się na cokolwiek złościć, kiedy April całowała ją w taki sposób?
— Co ty właśnie próbujesz osiągnąć? — zapytała, kiedy dłoń ukochanej sunęła po jej piersiach. — Dalej liczysz, że powiem ci więcej o randkach czy chcesz, żebym przeleciała się w samochodzie? A może jedno i drugie? — uniosła dłoń i przejechała paznokciami wzdłuż jej szyi. Nie na tyle mocno, żeby zostawić po sobie ślad, ale wystarczająco, żeby rozbudzić zmysły i pragnienia Finch.
Znów wpiła się zachłannie w jej usta. Mogłaby całować ją tak do końca świata. Nic nie mogło równać się z bliskością, jaką dawała jej April. Nawet adrenalina pozostawała daleko w tyle, a przecież Darling uwielbiała być na emocjonalnym haju. Nawet zawalony na głowę strop nijak miał się do tego, jak ukochana mąciła jej w głowie.
— Jesteś okropnie niezdecydowana. Mówił ci to już ktoś? — wyszeptała między kolejnymi pocałunkami. — Przestań się zgrywać i powiedz mi, co mam z tobą zrobić — uśmiechnęła się tuż przy jej ustach. Naturalnie Teddy mogłaby się wszystkiego domyśleć sama, ale po Finch trzeba spodziewać się wszystkiego. Przecież miały już wracać do samochodu, ale ten wydawał się teraz odległy o jakieś sto kilometrów. Albo i dwieście.
a moja bluza pachnie jak ty
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pocałunki były dużo lepsze od każdego narkotyku, który mogła ze sobą wziąć i zażywać na świeżym powietrzu. Teddy mieszała jej w głowie dużo skuteczniej niż te wszystkie substancje. Sprawiała, że wszystkie troski robiły się nagle błahe i niewarte wspominania. Wszystkie problemy, które jeszcze parę chwil temu przytłaczały Finch, teraz odeszły na dalszy plan. Nie było przecież na świecie niczego ważniejszego niż jej ukochana. Zadrżała po wpływem drapnięcia na szyi, które rozeszło się po jej ciele rozkosznymi dreszczami. Takimi drobnymi przyjemnościami potrafiła unieść ją wysoko, wysoko pomiędzy chmury i wprawić w wyjątkowy błogostan.
— Wyjdź za mnie, Teddy — poprosiła, bo to było pierwsze, co przyszło jej do głowy, gdy dziewczyna kazała jej się wreszcie określić. To była absolutna podstawa. Zeszła z pocałunkami na odsłonięte ramiona. Muskała delikatnie jej miękką skórę, nie chcąc wyprawiać żadnych przesadnych bezeceństw. Wprawdzie przed chwilą się przed nią obnażyła, ale to przecież nie było aż takie złe! Po prostu musiała troszkę przystopować, bo inaczej pożre ją całą na miejscu. Pochłonie, schrupie, zapomni się w tym smakowaniu. I co wtedy? Teddy zjedzona będzie Teddy nieistniejącą, a taki scenariusz w ogóle nie wchodził w grę.
— Powiedz mi coś więcej o randkach, a potem weź mnie w samochodzie — dodała między kolejnymi całusami. Oczywiście, że miała takie wysokie wymagania. To przecież było dokładnie w jej stylu. Musiała otrzymać minimum wszystko, inaczej była niespełniona. Wiedziała też, że Darling była w stanie jej to dać. I nawet nie musiałaby się specjalnie starać. Każda przyjemność, jaką jej sprawiała, zdawała się być dla niej jak prosta igraszka. Może jednak April była bardzo łatwa do zaspokojenia? Albo Teddy była idealnie skrojona specjalnie dla niej. Tak, to raczej ta druga kwestia.
— Oświadcz mi się — dodała dużo ciszej, wtulając twarz w zagłębienie przy jej szyi. To było zdecydowanie najbardziej skomplikowane ze wszystkich dotychczasowych wymagań. Jakby tego było mało, niespecjalnie sprecyzowała kolejność tych wszystkich akcji. Było jasne tylko, że najpierw chciała usłyszeć o randkach, a dopiero potem się pieprzyć. Ale jak te dwie rzeczy miały się do pozostałych dwóch i w ogóle jaką tu linię czasową zastosować? Cholera wie. Teddy na pewno coś wymyśli, przecież była taka mądra!
— Chyba że nie chcesz — wymamrotała, wtulając się w nią jeszcze bardziej, przez co słowa praktycznie zlały się ze skórą strażaczki. Finch była odważną cwaniarą na co dzień, ale przychodziły takie momenty, w których jednak czuła się zawstydzona – a to zdecydowanie był jeden z nich. Od razu poczuła, jak jej tętno przyspiesza ze stresu, że jej partnerka mogła jednak nie mieć na to ochoty.
Kocham Cię tak, jak gdy pierwszy raz w domu Twoich rodziców zostałyśmy
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Parsknęła cicho, kiedy ukochana znów jej się oświadczyła. I to jeszcze w trybie rozkazującym! Który to już raz? Po piątym straciła rachubę i przestała już liczyć. Będzie jej tego brakować, gdy już naprawdę wezmą ślub.
— Dobrze — wyszeptała tuż przy jej uchu. — Wyjdę za ciebie — przytaknęła grzecznie, bez krzty sprzeciwu. — Nie marzę o niczym innym — dopowiedziała jeszcze cicho, bo czy mogło być coś piękniejszego niż zostać żoną Finch? Raczej nie. Na pewno nie!
Rozpływała się pod wpływem jej pocałunków i dotyku. I szczerze zaczynała żałować, że nie były tutaj kompletnie. Ciągle ktoś kręcił się w pobliżu, dzieciory darły japy, a właściciele psów rzucali piłeczki i patyki nad ich głowami. Zero prywatności w tym miejscu publicznym, no naprawdę!
— Nie powiem ci nic o randkach, ty uparta babo — mruknęła, kiedy partnerka niestrudzenie próbowała wyciągnąć od niej szczegóły. — Za dużo chciałabyś wiedzieć. Trzeba cię trochę utemperować i nauczyć cierpliwości — powiedziała zaczepnie, chociaż wiedziała, że to nie było możliwe. Znała April przeszło piętnaście lat. To wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jak bardzo potrafiła stać przy swoim, kiedy już sobie coś ubzdurała. A Teddy, wbrew temu, co mówiła, wcale nie chciała tego zmieniać. Kochała ją za to. — Ale wezmę cię w samochodzie — zagwarantowała, pociągając zębami za jej dolną wargę. — Co najmniej dwa razy. A później kolejny, jak będziemy wracać. Potem zacznę w windzie i skończę na klatce schodowej, zanim jeszcze przekroczymy próg mieszkania — wymruczała w kącik jej ust. Albo Teddy dopiero na tej klatce porządnie się rozkręci, a sąsiedzi będą mieć darmowy koncert złożony z głośnych westchnień i zduszonych jęków.
Oświadcz mi się.
Darling uniosła brwi, pozwalając, żeby ukochana wtuliła się w nią najmocniej, jak tylko potrafiła. Trwała tak w bezruchu, owijając sobie jej kosmyk włosów wokół paca, aż w końcu zmusiła ją do odsunięcia i ujęła jej podbródek w swoją dłoń. Przez moment wpatrywała się w zielone tęczówki, które w słońcu przybierały jeszcze jaśniejszy odcień. Nie chciała trzymać jej w niepewności, chociaż Finch nie powinna mieć żadnych wątpliwości, co do tego, jak Teddy zareaguje.
— Wyjdź za mnie, April — powiedziała, nie odrywając od niej wzroku. — Przysięgam, że uczynię cię najszczęśliwszą kobietą i dam ci cały wszechświat. Będę kochać cię każdego dnia jeszcze bardziej. Będę twoim zawsze w świecie pełnym może. Proszę, zostań moją żoną. Chciałabyś? — zapytała i uśmiechnęła się całą sobą. Nie podejrzewała, że mogłaby odmówić, chociaż gdzieś pod żebrami poczuła ukłucie niepewności. To nawet nie były prawdziwe oświadczyny. A może właśnie były? Darling zdecydowanie powinna kupić pierścionek i nosić go zawsze przy sobie.
pytasz, na co się gapię i mówię, że chyba się gapię na ciebie
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Umarłabyś z nudów z taką mną — zapewniła święcie przekonana o słuszności własnych słów. Co to byłoby za życie, gdyby była grzeczna i przewidywalna? Bez huśtawek emocjonalnych, które regularnie jej gwarantowała od piętnastu lat, życie Darling byłoby przecież niepełne! No dobra, byłoby pełne – świętego spokoju. Ale kto chciałby tak żyć? Była przecież uzależniona od adrenaliny. Emocje, które wzbudzała w niej April pewnie nie do końca były porównywalne z tymi wyzwalanymi przy skoku na bungee, ale to nic.
Bardzo spodobała jej się ta wizja niekończących się stosunków seksualnych. Jak na kogoś kontuzjowanego, miała w sobie naprawdę mnóstwo energii. Nic dziwnego, że April nie mogła się doczekać, aż jej partnerka wróci do pełni swoich sił. Wtedy to dopiero będzie nakręcona! Ale wtedy będzie miała też mniej czasu, bo przecież wróci do pracy. Zdecydowanie przyjemniej było, gdy mogły spędzać ze sobą większość dnia i pożytkować to w połowie na durnowate żarty, a w połowie na orgazmy. Za dobrze im razem było, aż strach uwierzyć, że to wszystko było rzeczywistością, a nie jakimś perfekcyjnym snem, z którego w końcu się obudzą.
Pobudką mogło być popsucie oświadczyn. Gdyby Darling wycofała się teraz rakiem z sytuacji, serce April pękłoby na milion ostrych kawałeczków. Po czymś takim na bank wpadłaby w absolutnego doła i nie miałaby pomysłu, jak się z niego wygrzebać. Serce waliło jej jak młotem. Miała nadzieję, że da radę wtopić się w ciało partnerki i zniknąć, żeby trochę uniknąć odpowiedzi. Z drugiej strony, umierała z niecierpliwości, by wreszcie dowiedzieć się, co o tym wszystkim myślała. Wstrzymała oddech, gdy strażaczka ją od siebie odsunęła z zamiarem podjęcia konkretnej decyzji. Dobrze, że nie przyglądała się zbyt długo, bo Finch była gotowa się udusić.
Odpowiedź przeszła jej najśmielsze oczekiwania. Dostała wszystko, czego sobie zażyczyła i dużo więcej. Mówiła do niej tak pięknie, że aż dziwne, że April się w międzyczasie nie rozpłynęła i nie trzeba było jej zbierać do tej butelki po lemoniadzie. Nawet nie zauważyła, kiedy po policzkach popłynęło jej kilka łez.
— O rany, strasznie bardzo bym chciała — zawołała od razu, gdy tylko Teddy skończyła mówić. Przez radość i wzruszenie głos nieco jej ochrypnął, dlatego odchrząknęła i starła z podbródka wilgotny ślad po łzach.
— Oczywiście, że zostanę twoją żoną. To będzie przecież najlepsza rzecz na całym świecie — dodała już spokojniej, wpatrując się w nią z totalnym rozczuleniem. Brakowało tylko, żeby oczy zamieniły jej się w wielkie, różowe serduszka jak w jakiejś kreskówce.
— To czemu musiałam cię do tego namawiać, Głupku? — dopytała, ale nie dała jej szansy na odpowiedź. Teraz od wyjaśnień dużo ważniejsze były czułe pocałunki, których najchętniej nie przerywałaby już nigdy.
Z tego się nie wyleczę, niech będzie, niech mnie pochłonie
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ty jakoś jeszcze nie umarłaś z taką mną — stwierdziła, bo pod tym względem bardzo się różniły. Teddy była na ogół spokojna i opanowana. Do przesady rozsądna. Jakim cudem Finch wytrzymywała z kimś takim?
Seks nie był najważniejszym aspektem ich relacji, ale to wcale nie oznaczało, że musiały z niego rezygnować, nawet jeśli strażaczka była chwilowo ograniczona do jednej sprawnej dłoni. Na szczęście była praworęczna, więc sytuacja wcale nie wyglądała tak źle, jak mogłoby się wydawać. Poza tym natura nie poskąpiła jej innych atutów, bo miała do dyspozycji wyjątkowo zręczny język. A co najważniejsze, czerpała ogromną satysfakcję z uszczęśliwiania swojej dziewczyny. Zawsze bardziej lubiła dawać niż brać. Ale oczywiście nie będzie miała nic przeciwko, kiedy głowa ukochanej znajdzie się między jej udami, żeby raz po raz wystrzeliwać ją na orbitę okołoziemską.
Te łzy, spływające po policzkach, trochę wybiły ją z rytmu. Dopiero po chwili zrozumiała, że to ze szczęścia. Pospiesznie wytarła z twarzy Finch jeszcze jeden mokry ślad, który ta pominęła i zaśmiała się cicho, kręcąc przy tym głową.
— Nie becz, głupia — skarciła ją żartobliwym tonem i cmoknęła w czubek nosa. — Durna jesteś okropnie, wiesz? — westchnęła pod nosem. Ta kobieta kiedyś ją wykończy. Żeby tak ją straszyć tymi łzami wzruszenia? Teddy już miała serce w gardle, że powiedziała coś nie tak. Niby znała ją tyle lat, ale chyba nigdy nie przestanie jej tym zaskakiwać. I straszyć!
Już chciała odpowiedzieć, ale April zamknęła jej usta pocałunkami. Bardzo skutecznie, trzeba przyznać. Zatraciły się w nich zupełnie, nawet nie zwracając uwagi na starszą kobietę, która przechadzała się obok z jamnikiem i która chrząkała wymownie, jakby chciała dać im do zrozumienia, że nie są tutaj same i powinny znaleźć sobie pokój. Ale jak miałyby się tym przejmować, kiedy była tak sobą wzajemnie pochłonięte.
— Namawiać? — wydusiła w końcu Teddy i jeszcze mocniej przycisnęła usta do tych Finch. Całowała ją długo i zachłannie, aż odchyliła nieznacznie głowa, żeby złapać jej spojrzenie. — O czym tym mówisz? Nie musisz mnie do niczego namawiać — zaprotestowała natychmiast, bo to akurat było strasznie głupie. Bo czy Darling wyglądała tak, jakby trzeba było ją do czegokolwiek nagabywać? No chyba nie. April już do reszty zwariowała. Albo znowu z nią pogrywała!
Zacisnęła usta w wąską linię i ściągnęła lekko brwi. W takim małym gniewie na samą siebie.
— Nie mam pierścionka — powiedziała w końcu cicho. — Myślisz, że dlaczego nie proszę cię o rękę? Muszę ci wcisnąć pierścionek na palec — zastrzegła i ujęła jej lewą dłoń i przycisnęła swój kciuk do serdecznego palca partnerki. — O tutaj — wyjaśniła i podniosła na nią oczy. — Może i od lat jestem twoją najlepszą przyjaciółką, ale nie wiem, jakie lubisz. Jakoś tak się nigdy nie złożyło, żebyśmy przegadały pół nocy na temat pierścionków zaręczynowych — zauważyła, zresztą zgodnie z prawdą. Teddy myślała, że któregoś razu April przybiegnie do niej i pochwali się taką biżuterią, oznajmiając, że wkrótce bierze ślub. W jej głowie nie było scenariusza, że to one kiedyś się pobiorą. A i Finch też na pewno o tego nie zakładała!
jak ona podoba ci się, no to idź się ożeń
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wywróciła oczami, słysząc te wszystkie obelgi. Nie dość, że głupia, to jeszcze durna, no ludzie kochani. Ale to już wyłącznie problem Teddy. Taką sobie znalazła, to taką będzie miała. Przez te wszystkie lata mogła się dokładnie przyjrzeć tej durnocie. Najwyraźniej jej to odpowiadało. To która z nich była tą głupszą w takim razie? Darling bez problemu znalazłaby sobie dużo mądrzejszą partnerkę. W końcu ustawiały się do niej w kolejkach! Albo taką mniej płaczliwą. Finch wzruszyć było bardzo łatwo, co też już niejednokrotnie widziała. Doprowadzała ją do takiego stanu dużo częściej niż do łez ze smutku, a to też ogromny plus!
— Sama jesteś głupia — burknęła tylko, udając obrażoną. Właściwie to nie było do końca sprawiedliwe, bo przecież to April jako pierwsza ją tak nazwała. Ale to oczywiście nie było ważne, co również było wyjątkowo dla niej typowe!
Wszyscy podopieczni najbliższego domu starości, którzy stanęliby teraz obok nich i zaczęli wymownie im się przyglądać, nie zrobiliby na niej wrażenia i nie zwrócili jej uwagi. Parada jamników również nie miałaby szans, chociaż w kwestii tego drugiego, byłoby jej szkoda, że ją to ominęło. Teraz ważna była wyłącznie jej ukochana i pocałunki, jakimi ją obdarowywała. Ujęła jej twarz w dłonie, jakby bała się, że kobieta nagle jej ucieknie albo wyparuje. Wolała czuć ciepło jej skóry pod palcami, co miało ułatwić jej zrozumienie, że faktycznie przed nią siedziała, była w zupełności prawdziwa i cała do niej należała. Teraz nawet bardziej niż rano.
— Przecież mi się podoba wszystko co świeci albo jest różowe. Połowa pierścionków tak wygląda! — oburzyła się od razu. Kupienie jej biżuterii naprawdę nie było skomplikowane. A zresztą, przecież od Teddy przyjęłaby wszystko. Nawet jakby kupiła dla niej jakieś kompletne paskudztwo, byłaby totalnie zachwycona, nosiłaby z dumą i pokazywała wszystkim, łącznie z obcymi ludźmi w kawiarniach.
— Ale poczekaj, poczekaj. To ty uważasz, że do zaręczyn jest potrzebny pierścionek? Czyli nie traktowałaś wszystkich moich oświadczyn na poważnie? — dodała, marszcząc przy tym brwi. Od tych dzisiejszych rewelacji zaczynało jej się kręcić w głowie. Jeszcze przed momentem obawiała się, czy Teddy w ogóle chce za nią wyjść, a teraz uświadomiono jej, że wszystkie jej dotychczasowe starania były o kant tyłka rozbić? Westchnęła jak smutny psiak wyrzucony z kuchni w trakcie przygotowywania obiadu i spuściła wzrok na koc pod nimi. Jakby wiedziała od początku, jakie Darling miała do tego podejście, to zorganizowałaby to wszystko inaczej. Trudno byłoby zorganizować aż tyle pierścionków, ale na pewno coś by ogarnęła. A tak? Aż jej się głupio zrobiło, że robiła z siebie do tej pory taką wariatkę.
Kocham cię po prostu, kocham nieskończenie. Kocham cię najpiękniej, bo przez zapatrzenie
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obie były durne. To dlatego, Darling nie mogła znaleźć sobie jakiejś mądrzejszej dziewczyny, bo przecież każda jedna byłaby też mądrzejsza od niej i wypadałby na jej tle co najmniej słabo. To dopiero byłoby upokarzające! Nie mogłaby przecież sprzedawać im żadnych ciekawostek, bo one wszystko by wiedziały! Ale prawda była taka, że Teddy po prostu nie chciała nikogo innego. W jej oczach Finch była najmądrzejsza i najzabawniejsza. Po co jej jakieś inne, skoro miała wszystko, czego pragnęła i to w najlepszym wydaniu? I wcale nie dbała o to, że April była taka wrażliwa i płaczliwa. Niech sobie płacze do woli, byle ze szczęścia, jak to już wcześniej było wspomniane! I też nie za często, bo jej się tusz rozmaże.
Wzruszyła ramionami, kiedy partnerka określiła ją głupią. No i dobra, nawet nie zamierzała się sprzeczać. Jeśli już zgłupiała, to tylko przez nią. Przez nią i na jej punkcie. Teddy miała wrażenie, że kompletnie straciła dla niej głowę. Jakby ktoś nagle wyłączył rozsądek, a w jego miejsce zostawił tylko hektolitry miłości. I choć brzmiało to jak czyste szaleństwo, w głębi duszy wcale nie chciała tego zmieniać.
— Ty masz pojęcie, ile jest takich pierścionków z różowymi świecidełkami? — wybałuszyła na nią oczy, bo potrzebowała jakichś konkretów! — Złoto? Żółte, białe, różowe? Albo srebro? A jak srebro, to matowe, polerowane czy oksydowane? Platyna? Pallad? — zaczęła wymieniać, zachodząc w głowę, co pasowałoby do April. — No i co w ogóle masz na myśli, mówiąc różowe? Kolor kompletnie nic mi nie mówi! Morganit? On ma taki pudrowy odcień. Turmalin? Ten jest z kolei bardziej żywy. Może być ten kwarc, taki mleczny. Albo spinel. Kojarzysz? Podobny do szafiru. Nawet granat może czasem wpadać w róż, zależy od odmiany — wpadła w jakiś niewyobrażalny słowotok, który naprawdę w przypadku Teddy nie zdarzał się codziennie. Aż się biedna zapowietrzyła.
Dopiero kolejne słowa ukochanej sprowadziły ją na ziemię. A właściwie ściągnęły z taką siłą, że pierdolnęła o beton. Zamrugała ze zdezorientowaniem, widząc jej reakcję. Szybko potrząsnęła głową, próbując dać do zrozumienia, że wcale tak nie uważała.
— Przestań — znów ujęła jej podbródek, zmuszając, żeby podniosła na nią wzrok. — Oczywiście, że brałam twoje oświadczyny na poważnie. Całą cię biorę na poważnie, rozumiesz? I mam wobec ciebie bardzo poważne plany. I wiem, że pierścionek to totalna bzdura. Nie chcę, żebyś myślała, że to zlekceważyłam i potraktowałam jak żart albo coś niewartego uwagi — westchnęła ciężko, bo sama świadomość, że mogła dać jej takie wrażenie, ściskała ją gdzieś w środku. Przesunęła kciukiem po jej policzku, jakby chciała zatrzeć wszystko, co przed chwilą poszło nie tak.
— I tak już się czuję jak twoja narzeczona — dodała jeszcze cicho. Na moment odwróciła zawstydzone spojrzenie, ale zaraz znów do niej wróciła. Potrzebowała się upewnić, że nadal słucha. — No bo chyba nią jestem odkąd pierwszy raz mnie o to zapytałaś, prawda? Bo ja się zgodziłam — uśmiechnęła się słabo. Teddy sama już nic nie wiedziała, a reakcja April strasznie ją zestresowała. I znów czuła się strasznie głupio. Najwyraźniej naprawdę była okrutnie durna.
chcę cię dzisiaj, chciałem jutro, tego bym nie oddał