Zjebał dlatego, że on przecież na przeciwko siebie miał kobietę, którą szczerze kochał. Chciał, żeby została jego żoną, nawet w tej chwili. Dlatego zaraz sięgał do jej ręki. Zaraz łasił do niej zarośnięty już policzek, a później sunął nią niżej, gdzieś na koszulkę, pod, którą biło jego serce, na ten tatuaż z dzikim lwem.
- Wiem, że spierdoliłem... - chyba pierwszy raz się do tego przyznał na głos? - przepraszam cię Pilar, ale... przecież wiesz, że moje serce bije tylko dla ciebie - no i biło, mogła to czuć pod opuszkami palców, rytmiczne uderzenia jego serca - a to co się stało w Vegas to tylko znaczy, że... musimy chyba z tym poczekać - i to też powiedział jej po raz pierwszy. Bo przecież to Madox wiecznie wyrywał się do przodu, on wiecznie chciał wszystko tu, teraz, w tej chwili. Brać z nią ślub na meksykańskiej, dzikiej plaży, przed obliczem jakiegoś ćpuna. A jednak... po tym co wyznał jej dzisiaj, musieli to jednak odpowiednio zaplanować.
Bo to już nie mógł być impuls, rzucam wszystko, misję, klub i policję, dla ciebie...
Chociaż by chciał. Wszystko by dla niej poświęcił. Musnął wargami skórę na jej dłoni - ale jak to się stanie, ten rozwód i... ta sprawa, to wtedy kolejne twoje mogłabym nawet dzisiaj, będzie wiążące, żebyś to wiedziała - szczypnął skórę na jej knykciu zębami, zaczepnie. A kiedy mówiła mu o tym, że jest pomysłowy i żeby się wykazał, to Madox miał już milion myśli i pomysłów, łącznie z tym, żeby faktycznie wywieźć ją do Emiratów, albo jakiejś afrykańskiej wioski, gdzie mogłaby zostać jego żoną, w tej chwili - masaż? - uniósł jedną brew - kiedy tylko chcesz - znowu sunął sobie jej ręką po szyi, żeby oprzeć ją na karku - i dwa kartony Wunderbarów - uśmiechnął się do niej ładnie. I pewne jest to, że jutro je kupi, nawet jakby miał po nie jechać do fabryki batonów, czy gdzieś...
Wiedział jej minę, kiedy jego wargi naprzemiennie z zębami muskały jej gładką skórę, kiedy opierał sobie jej dłoń na karku, na gorącej szyi i sunął nią niżej zaczepiając o złote łańcuszki, które niknęły pod jego koszulką. Ale niestety nie wyczytał z jej twarzy, że tymi batonikami to powinien się pookładać.
Nie wyczytał też, że wystarczyłoby mu słowo, żeby jednak zostali tu dłużej... w tym Jaguarze. Jeszcze nawet zerknął jakoś tęskno na to wnętrze w czerwonej skórze. Ciemne tęczówki zawiesił na Pilar, kiedy się przeciągała, chociaż zaraz odnalazły już jej piękne, czekoladowe oczy, kiedy przyciągał ją do siebie.
-Stefan? - powtórzył po niej i zaraz parsknął śmiechem - w sumie nieźle się prowadził ten Stefan - też miał przecież okazje nim jechać, ale bardziej zainteresowało go... - no i gdzie masz to bongo? - musiał zapytać, bo nigdy go nie widział u Stewart, ale on w zasadzie to kiedy u niej był, to bardziej skupiał się na tym kuchennym blacie, albo na kanapie, nie rozglądał się po półkach. Chociaż Pilar też nie wyglądała na kogoś, kto trzyma na półce bongo. Madox też tego nie robił.
Za to zaraz musiał pociągnąć ją za język, kiedy powiedziała to, że czasami jest czerwony.
- Albo co? - oczywiście, że wiedział o co jej chodzi, ale nie byłby sobą, gdyby nie zapytał, z tak samo zaczepnym uśmiechem. Lubił ją nakręcać i kiedy ona robiła to samo... Nęciła go, aż... robił się czerwony.
Chociaż zaraz sam starał się podziałać na jej wyobraźnię, kiedy mówił jej te wszystkie określenia na Jaguara... Albo na nią, ciężko było stwierdzić, bo ciemne oczy zawieszone były na jej twarzy. Pochylił się nad nią bardziej, kiedy wplotła palce w jego ciemne włosy, przyciągając go do siebie, kiedy zaczęła to słuchał jej uważnie. Gdy się do niego odwróciła, jego spojrzenie momentalnie odnalazło to jej.
A kiedy ułożyła na jego wargach te dwa słowa furia roja, tą kąciki jego ust od razu drgnęły do góry.
- Podoba mi się - mruknął w jej pełen, gorące usta, które były coraz bliżej tych jego, które czuł na swoich wargach, prawie... - Pilar Noriega y su Furia Roja - zdążył jeszcze te powiedzieć, zanim ona tym razem... Zamknęła jego usta pocałunkiem. Zachłannym, głębokim, ognistym, tak, że kiedy się od niego odsuwała, to on szarpnął się do niej. I może znowu by ją całował? Tylko wtedy mu podziękowała, a Madox znowu się uśmiechnął. I znowu chciał do niej sięgnąć. I może na tej czerwonej masce...? Na parkingu...
Ale Pilar się odsunęła, a on odchylił do tyłu głowę nabierając mocno powietrze w płuca. Jeszcze po chwili popatrzył na nią na tle czerwonego Jaguara.
- Trzy... razy - mruknął bardziej do siebie, niż do niej. A chodziło mu oczywiście o to, że ona już po raz trzeci go nakręcała, i mu uciekała.
Trzy razy.
Ruszył za nią, trochę z tyłu, bo ciemne tęczówki oczywiście zawiesił na jej tyłku. Ale co z tego, skoro zaraz pokazywała mu pudła, które trzeba zabrać. Wrzucił sobie jedno na drugie i jeszcze na wierzch te sukienki, bo nie były jakieś bardzo ciężkie. A kiedy powiedział o mundurkach, to wyjrzał na nią zza kartonów - zaraz po nie wrócę, po te mundurki, naszykuj je tu z przodu - pokazał jej gdzie, poprawiając sobie kartony kolanem, a już po chwili schodził z pierwszymi pudłami. Układał je ładnie w SUVie, tak, żeby jak najwięcej się zmieściło. Żeby znieść to wszystko, co mu naszykowała, musiał zrobić kilka rundek. Znowu się rozgrzał, znowu rozładował napięcie.
W końcu stanął koło Pilar na środku tego już trochę pustego mieszkania z jakimś ostatnim niewielkim kartonem.
- No i co? Jak się z tym czujesz? Że od dzisiaj już oficjalnie mieszkasz na Distillery District? Z całym swoim majdanem? Chociaż jeszcze musisz powiedzieć, które wywozimy do sierocińca, bo chyba je pomieszałem... - no bo najpierw układał je ładnie, a potem to już jak leci, byle szybciej. I tak zajęło im to trochę czasu.
Madox spojrzał jeszcze na Pilar, na jej piękne, czekoladowe oczy, którymi wodziła po mieszkaniu - wszystko? Idziemy? - nie za bardzo wiedział, czy ma ją tutaj zostawić, żeby się pożegnała, zamknęła pewien rozdział swojego życia? Ale z drugiej strony, to ten kolejny... stał sobie koło niej z ostatnim kartonem. Nie chciał jej tu zostawiać, więc finalnie pewnie ruszyli po schodach razem, a Madox znowu jej nawijał po drodze.
- Mogliśmy to jeszcze zrobić na blacie, albo na kanapie, na podłodze nawet, tak na pożegnanie - tak jej nadawał, że na koniec się potknął, co prawda nie spierdolił się ze schodów wejściowych, ale prawie wypadło mu to pudełko, które niósł i poszło dno, a wszystko z niego rozsypało się na chodnik...
Kurwa.
Pilar Noriega y su Furia Roja

