ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

042.
Some secrets are whispered.
Some are hidden in cash.

trigger warning
przekleństwa
- Ale dlaczego sprzątać? Moglibyśmy robić sto innych, lepszych rzeczy... - oczywiście, że narzekał od rana, kiedy tylko otworzył oczy, a Pilar oznajmiła, że z okazji tego, że Rich i Rosa pojechali sobie... gdzieś tam. To oni będą sprzątać mieszkanie. To on by przecież wolał wykorzystać to inaczej, to, że mieli wolną chatę, niż tak, że będą odkurzać i może jeszcze myć okna? Zmarnowany potencjał. Aż wcale nie chciało mu się wstawać. Zresztą to była sobota, mieli wolne, mogli poleżeć w łóżku dłużej. Tylko zaraz okazało się, że wcale nie mogli...
Bo Stewart odkurzała już od rana, jeszcze zanim on wygrzebał się z pościeli i chociaż zarzekała się, że wcale nie, to Madox wiedział, że robiła to specjalnie, buczała tym odkurzaczem w sypialni. Nawet poduszka na głowie nie pomogła. I tak ją słyszał. Przekręcał się jeszcze chwilę z boku na bok. Nakrywał kołdrą i odkrywał, a w końcu zrzucił ją na podłogę.
- Dobra... Ale będziesz chciała... - chciał jej zagrozić, ale w sumie jak? Skoro on i tak prędzej, czy później pękał. Nie było czegoś takiego, co potrafiłby jej odmówić. Dlatego ta groźba mu wcale nie wyszła, nie miała pokrycia.
Zresztą zaraz też wylazł z łóżka, ale zanim je pościelił, to już skakał na niego Sombra, a zaraz prowadził go do drzwi. Madox wciągnął tylko na siebie dres i koszulkę, a zaraz kucał przy dobermanie, który wywalał się na plecy, żeby go wygłaskać.
- Chyba mu się chce, muszę najpierw z nim iść - oznajmił Pilar, a ona po drodze jeszcze wręczyła mu worki ze śmieciami, żeby chociaż to zrobił. Oni ostatnio produkowali strasznie dużo śmieci, ale Madox był pewny, że to Rosa i Ricz, a do tego jeszcze Gabi. Pełno szklanych butelek i jakiś opakowań.
Ale chciał, czy nie, to Madox znowu leciał na dół wynieść śmieci i wysikać psa, chociaż to drugie to akurat nigdy nie stanowiło dla niego problemu. Sombra był usłuchany, więc nie musiał się szarpać ze smyczą bo doberman pilnował się i szedł mu przy nodze. Czasem tylko odbiegł, żeby coś obwąchać. I tym razem też to zrobił, w jakimś psim parku poleciał poganiać się z innymi psami, a Madox obserwował to opierając się o ogrodzenie. Pogadał sobie z właścicielką jakiegoś jamnika na temat tego, które smaczki jedzą ich pieski, aż w końcu zawołał do siebie dobermana i ruszyli do domu, chociaż...
Była taka ładna pogoda, że Noriega nie umiał sobie odmówić i wykorzystał to jeszcze na to, żeby się przebiec po parku. Szybka przebieżka z psem. Pilar też mogłaby biegać z nimi, zamiast tańczyć po mieszkaniu z odkurzaczem. I Madox sobie nawet o tym pomyślał, kiedy w końcu zatrzymał się pod ich kamienicą. Może ją jeszcze namówi? Przecież sprzątanie im nie ucieknie, a pogoda może się zmienić.
Nie było go chyba godzinę...
Jak wchodził po schodach, to już czuł w kościach, że Pilar nie będzie zadowolona. Po prostu to wiedział, dlatego po drodze kupił jej jeszcze batona z żabciami, może tym ją udobrucha?
Ale kiedy wszedł do mieszkania, a tam dywan w salonie leżał podwinięty, a jego skrytka w podłodze... wyjebana do góry nogami, to Madox od razu wiedział, że żaden baton z żabcią nie pomoże. Właściwie...
Nie miał pojęcia, co mogłoby pomóc, zwłaszcza, że Pilar wywaliła już na podłogę jego torbę z forsą, a kanadyjskie dolary walały się wszędzie, na kanapie, na stoliku i na podłodze. Wyglądało to trochę, jakby wybuchał tu jakaś gotówkowa bomba, a Madox się zawahał kiedy wchodził do salonu. Nawet Sombra stanął w korytarzu, przy drzwiach, jakby czuł, że zaraz się zacznie...
Mógł jednak zostać i posprzątać. To może nic takiego by się nie stało? Chociaż właściwie nie wiedział co się tutaj odjebało.
- Co... - zaczął ostrożnie - co się stało? - głupie pytanie? No chyba nie do końca, biorąc pod uwagę fakt, że torba była pusta i wszędzie walały się te dolary.

¿Qué carajo pasó aquí? .𓏲⊹₊˚🪷.˚₊𓆏
Ostatnio zmieniony ndz kwie 26, 2026 9:59 pm przez Madox A. Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


031.
who's money
is that?

Odjebało jej.
Przecież nienawidziła sprzątać.
No tylko problem w tym, że każdy miał swoje granice. I chociaż Stewart sama była chodzącym bałaganem, lubiła syfić i nie przejmowała się brudnymi gaciami Madoxa na podłodze, tak kiedy w jednym mieszkaniu mieszkało pięć osób i trzy psy… przyszedł w końcu taki moment, w którym zapanował tam gnój poziomu, którego nie dało się zignorować.
Dlatego zamiast usiąść jak zawsze przy kubku kawy do stołu na blacie, to ona wzięła się za sprzątanie. Oznajmiła to również Noriedze, bo oczywiście jakimś cudem nikogo innego nie było na miejscu zbrodni, jak byli potrzebni. Gabi ulotniła się gdzieś na imprezę i jeszcze nie wróciła od wczoraj, a Rosi z Riczim wzięli psiaki i pojechali gdzieś za miasto. Padło na Noriegę, ale przecież z ich dwójki, to jemu nawet lepiej szło bieganie z odkurzaczem.
Szkoda tylko, że tego dnia Madox za nic nie czuł się na chęciach, żeby bawić się w dom. Wiercił się w łóżku i chował pod poduszką, a nawet hiszpańskie przekleństwa zdawały się na niego nie działać. Próbowała mu tłumaczyć, że przecież jak ogarną to wspólnie, to będą mogli robić te wszystkie lepsze rzeczy — w końcu ona też zdecydowanie wolałaby się wywalić na trawie w parku albo jechać gdzieś Furia Roją niż biegać z mopem — ale on miał to głęboko w poważaniu i zamiast jej pomóc, stwierdził, że idzie z psem.
Spodziewała się, że zejdzie mu na to pewnie więcej niż klasyczne pięć minut, biorąc pod uwagę, że nie chciało mu się sprzątać, ale kiedy nie było go pół godziny, a ona zdążyła już ogarnąć całą kuchnie i łazienkę, autentycznie zaczęła się wkurwiać. W głowie już snuła plan, że kiedy tylko dokończy ogarniać, zbierze i pójdzie sobie gdzieś bez niego, najlepiej na cały dzień, tylko po to, żeby zrobić mu na złość. Szkoda tylko, że to też jej nie wyszło, bo kiedy zbierała ze stolika kawowego rzeczy, by odstawić je na miejsce, oczywiście potknęła się o dywan.
Pierdolony dywan, który był jej autentycznym nemezis. Przedmiotem, który kilka razy naprawdę sprawił, że skończyła prawie na podłodze. Tym razem zadziałał jej na nerwy tak mocno, że autentycznie go skopała. To właśnie wtedy zobaczyła, że jedna z desek jest wyjątkowo luźna.
Może gdyby nie pracowała w policji, nie zwróciłaby na to uwagi.
Może gdyby do tego nie znała Madoxa i nie wiedziała, że wiecznie coś przed nią ukrywał, nawet by się nie schyliła i nie spróbowała tego podważyć.
Ale znała.
Deska odpuściła z wyjątkową łatwością i Pilar od razu mogła zobaczyć, że jest tam dość głęboka skrytka.
Co jest kurwa? — mruknęła pod nosem, ściągając brwi do siebie. Wyciągnęła jedną, a zaraz potem jeszcze drugą. Serce biło jej mocno, bo czuła już w kościach, że coś tam znajdzie. Coś, co znowu wypierdoli to ich ledwo co pogodzone relacje do góry nogami. I wcale się nie pomyliła. Szkoda tylko, że szarpnęła torbę o wiele za mocno niż powinna, zamiast spokojnie ją wyciągnąć, a cała jej zawartość dosłownie wyjebała w powietrze przez odpięty zamek. Banknoty posypały się dosłownie z nieba, wpadając jej we włosy, na kanapę i świeżo umytą podłogę.
Przez moment po prostu klęczała w bezruchu, kompletnie zaszokowana, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. Może po prostu trzymał tu kasę? Może to były zarobki z Emptiness? Nie no kurwa, nie w takich ilości i nie w gotówce. A już na pewno nie w pierdolonej, wielkiej torbie, która wyglądała, jakby ją komuś zajebał.
Nie miała pojęcia, ile dokładnie czasu tam siedziała wśród tych pieniędzy, ale ani jej się śniło to sprzątać. Nie tknęła ani jednego, rozsypanego banknotu, czekając, aż Noriega łaskawie zdecyduje się wrócić z szybkiego spaceru. A kiedy tylko pojawił się w drzwiach, mógł zobaczyć jej mordercze spojrzenie. Spojrzenie, które z góry dawało znać, żeby lepiej nie próbował się wymigać od prawdy.
Co to kurwa jest, Madox? — odpowiedziała pytaniem na jego pytanie, nawet przez ułamek sekundy nie planując mu opowiedzieć co właściwie się stało. Zerwała się z miejsca i podeszła do drzwi. Jednym gestem reki, dała znać Sombrze, żeby się przesunęła. Pies jako jedyny, który się słuchał, faktycznie pobiegł na własne legowisko, a Stewart w tym czasie zatrzasnęła drzwi z hukiem, co on mógł poczuć na własnych włosach. Następnie przysunęła się do niego bliżej, zaglądając mu głęboko w oczy. — I nawet nie próbuj mnie kurwa okłamać — warknęła dla pewności, gdyby tak durny pomysł pojawił się w jego głowie. — Czyje to pieniądze?

No intentes mentirme
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Stał w drzwiach i jeszcze zastanawiał się czy ma szansę po prostu się cofnąć, bo może Stewart go nie widziała, zajęta dziurą w podłodze...
Ta...
Po co się odzywał? Od razu ciemne oczy zatrzymały się na jej twarzy, na jej brązowym, przenikliwym spojrzeniu. Gdyby wzrok mógł zabić, to on by już nie żył. Chociaż i tak po plecach przeszedł mu dreszcz, wcale nie przyjemny. Nawet pies nie chciał wejść w głąb mieszkania, jakby to wszystko czuł, zwinął uszy i siedział gdzieś przy drzwiach, tuż przy Noriedze.
Co to kurwa jest, Madox...
Otworzył usta, wywrócił teatralnie oczami.
- Pieniądze - rzucił, ale albo zaraz dostanie w łeb i pożałuje tej odpowiedzi, albo... Aż się cofnął kiedy Pilar się tak zerwała, kiedy trzasnęła drzwiami. Nie było odwrotu. Doberman grzecznie odmaszerował na posłanie, ale przyglądał się im, właściwie spojrzenie wbijał w Stewart. Pewnie jakby się zaczęli kłócić to i tak stanąłby po jej stronie. Madox nie wiedział jak to się dzieje, że kiedy byli sami to to był jego pies, wystarczyło jedno słowo. Ale gdy pojawiała się jakaś kobieta, to on nagle zmieniał stronę... A to przecież on go karmił parówkami. A on i tak wolał Pilar, Rosę, albo Gabi. Zdrajca.
Nawet zerknął jeszcze w kierunku psa, jakby może tam szukał jakiegoś wyjścia. Może powie, że musi znowu z nim wyjść? No dalej Sombra odstaw jakieś przedstawienie, masz to po swoim właścicielu. Tylko Sombra nie wyczuł w ogóle intencji Madoxa.
A kiedy Pilar stanęła przed nim, wbijając w niego spojrzenie, jeszcze z tym nawet nie próbuj mnie kurwa okłamać, na ustach, to zawiesił ciemne tęczówki na jej oczach. Nie chciał jej okłamywać. Nie umiał nawet za bardzo. Jak wszystkim dookoła mógł wciskać kit bez mrugnięcia powieką, tak z nią... on chciał być z nią szczery. Zawsze. Bo oni na tej szczerości budowali relację. Od Medellin, gdzie już w samolocie opowiadał jej o swojej rodzinie, a potem pokazywał jej ten swój świat, w ogrodzie ciotki, w jej domu, w starym, zamkniętym teatrze. Nikt nie wiedział o nim, tyle co ona. Ale... wciąż miał swoje tajemnice. Pochowana po kątach, albo pod podłogą jak się okazywało. Tylko... z dnia na dzień było ich coraz mniej. Już jej się przyznał do tak wielu rzeczy. Do pracy w policji, do tego, że wziął ślub z Williamem.
Może do tego też powinien?
- Moje, a właściwie to... nasze - no tak, proste, wymijające odpowiedzi, tak będzie najlepiej - a czyje mogą być pod naszą podłogą? - i teraz nagle przeszło mu przez myśl, że mógł powiedzieć, że Ricardo, albo Gabi, kogokolwiek. Ale wtedy by ją okłamał. I kiedy ona wciąż patrzyła na niego tak intensywnie, stojąc tak blisko, że czuł bijące od niej ciepło. I coś jeszcze... złość?
To Madox co?
Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej batona z żabcią. Teraz to on zrobił krok w jej kierunku, tak, że prawie w nią wszedł i ten baton wyciągnięty na wysokości jej piersi. Papierek muskający materiał jej bluzki.
- Zobacz co ci kupiłem. W ogóle... jest piękna pogoda, może gdzieś pojedziemy? Tylko tu posprzątam... - omiótł spojrzeniem salon. I ten rozjebany po podłodze hajs. Naprawdę liczył, że baton ją przekupi? Że zmieni temat tym jednym zdaniem, że jest piękna pogoda? A jak powie, że posprząta, to wszystko zostanie wybaczone, zapomniane i zamiecione pod dywan?
Chyba tak, bo zrobił kolejny krok w jej kierunku, tak, że w tym momencie już jego tors zderzył się z jej falującą w przyspieszonym oddechu piersią. Spojrzał na nią z góry. Ciemne tęczówki wbijając w jej ogniste oczy.
Powinien jej od razu powiedzieć, że to forsa Frankiego? Peach nie miała z tym problemu, żeby przejąć jego brudną forsę. Madox też nie. Ale Pilar?
Ona wciąż go zaskakiwała, w jednej chwili będą sprawiedliwą policjantką, tak dobrą, że to było aż niemożliwe, że tacy ludzie istnieją. Ale stała tutaj przed nim, prawdziwa.
W drugiej... Pilar Noriega - dziewczyna... Kobieta. Kurwa... Zaraz żona. Gangstera. Gotowa zrobić naprawdę wiele dla tej dzikiej, nieokiełznanej miłości.
A przed nią on. Madox, który się przyznał, że pracuje w policji, a przy okazji jeszcze... Kiedy nadarzała się okazja, to on przecież okradał jakiś zwyroli. I dawał biednym, czyli sobie. Pierdolony Robin Hood. Chociaż wciąż się zastanawiał, czy ona się z nim zgodzi? Już dzisiaj go zaskoczyła tym sprzątaniem, chociaż do twarzy jej było w tym wysokim kucyku, z rumieńcami na policzkach, po tym jak tańczyła z mopem, a może po tym, jak z sufitu spadł na nią deszcz pieniędzy? Tylko, że Pilar nigdy nie zależało na pieniądzach, wiedział to doskonale. I tutaj się różnili. Bo Madox... on lubił być bogaty. Te drogie błyskotki, które sobie sprawiał. Ładne koszule. A teraz wycieczki i drogie prezenty. Jak on miałby z tego zrezygnować?
A biorąc pod uwagę fakt, że on się zastanawiał, czy nie odejść z operacji... to przecież... no chyba musiał... jeszcze trochę to wykorzystać? Chociaż skrytka w podłodze przecież nie była jedyna.
I nagle przeszło mu przez myśl coś jeszcze... Taka jedna kiełkująca w głowie myśl, która pojawiła się nagle, ale dotknęła jakoś boleśnie, że ona powinna wiedzieć o tych jego skrytkach, bo gdyby go odjebali, gdyby musiała się spakować i uciekać, to przecież z tą forsą. Która była teraz też i jej...
Chociaż akurat ta pod podłogą była bardzo, bo była od Frankiego, a ona pomogła mu z Ferrarim, wsadzić go do paki. Sięgnął palcami, żeby oprzeć je na jej tali, przesunąć na plecy, wsunąć czubki pod materiał jej koszulki.

Pilar Noriega - joder... pronto la esposa del gánster ❤︎༻°₊ 。
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Tylko nie mów, że pieniądze, powtórzyła w myślach, zaraz po tym jak zapytała go, co to kurwa było. Wiedziała, że Madox miał tendencję do durnego odpowiadania na pytania, jednak miałą szczerą nadzieje, że te czasy były już za nimi. W końcu doskonale wiedział, o co jej chodziło. Wiedział też, jak bardzo nie lubiła jego odzywek. I co? I gówno.
Pieniądze.
Aż złapała więcej powietrza w płuca, czując, jak zbierają się w niej autentyczne pokłady złości. A co ona była jakaś ślepa? Nie widziała, że to były p i e n i ą d z e? Oczywiście, że nie to chciała usłyszeć. Z jednej strony rozumiała, że miewał swoje tajemnice, że w międzyczasie robił jakieś szemrane interesy z półświatkiem, ale z drugiej przecież ona była w pełni zaangażowana w ich relacje. Siedzieli w tym wszystkim razem i choć nie jej oceniać skąd miał ten hajs, tak akurat co on robił pod już teraz ich podłogą chyba jej się należało? Jakieś nawet marne wytłumaczenie? No jak widać nie, bo on wciąż nie dawał za wygraną, rzucając swoje wymijające odpowiedzi.
Jak nasze? — prychnęła, patrząc na niego jak na wariata. — Mnie nie mieszaj w swoje szemrane interesy, skoro nawet nie potrafisz ze mną normalnie rozmawiać i powiedzieć, skąd je masz — warknęła stanowczo, wbijając mu palec w klatkę piersiową. Pilar może i nie była człowiekiem idealnym, miała swoje potknięcia i upadki, ale na pewno nie bawiła się nigdy w pranie brudnych pieniędzy, a akurat na pierwszy rzut oka na to właśnie jej to wyglądało. I oczywiście on zamiast wyprowadzić ją z błędu, prosto z mostu powiedzieć, jak się miały rzeczy, to wolał rzucać teksty pokroju a czyje mogą być pod naszą podłogą? A potem jeszcze miał czelność zmienić temat i wyciągnąć batona z żabcią.
Pilar zamrugała, stojąc w bezruchu. Jej spojrzenie przesunęło się w dół, na miejsce przy piersiach, w którym baton stykał się z jej dekoltem, a śliski papierek drapał w skórę. Jaja sobie kurwa robił? Dawał jej batona i myślał, że to załatwi sprawę? Że nagle co, ona go weźmie, zacznie się zajadać i stwierdzi, że pierdolony hajs w podłodze w sumie nie ma znaczenia, wyjebane? Ciekawe jak on zareagowałby, gdyby znalazł podobne rzeczy u niej. Naprawdę nie chciałby wiedzieć, skąd to miała? Obeszłoby go to aż takim wyjebaniem? Jakoś nie chciało się jej w to wierzyć. A jednak on stał przed nią, kurewsko blisko, tak blisko że bez problemu czuła jego obłędny zapach, który ją rozpraszał i nawijał o pogodzie. O POGODZIE, kurwa.
W pierwszej chwili spojrzała na niego z niedowierzaniem. Jakby nie mogła uwierzyć w to, że on mówił poważnie. Że d o s ł o w n i e chciał to wszystko zamieść pod dywan i udawać, że nigdy nie miało miejsca. Ale on naprawdę chciał. I ona już nie miała zamiaru się z tym wykłócać. Zacisnęła usta w wąską linię i na moment wstrzymałą powietrze, jeszcze walcząc z samą sobą. Tylko ile ona mogła się na niego wydzierać i zadawać pytania? Nie chciał jej mówić? No to kurwa nie.
Wiesz co? Masz racje — rzuciła z udawanym, sztucznym uśmiechem, po czym jednym, zwinnym ruchem zgarnęła z jego dłoni batona, nawet na moment nie spuszczając ognistego spojrzenia z ciemnych oczu Madoxa. — Ja sobie gdzieś pojadę. Sama. I tak nic tu po mnie — dodała stanowczo, chociaż w jej głowie było słychać również wyrzuty. Miała do niego żal i nawet jeśli próbowała, nie potrafiła tego ukrywać. Odwróciła się na pięcie i oficjalnie pierdoląc już wszystko dookoła, skierowała do sypialni, żeby się przebrać. — Nie wiem, kiedy wrócę — może za godzinę, może jutro, a może za jebany tydzień? Może powinna mu dać wystarczajaco czasu, żeby wydał swoje szemrane pieniądze zanim wróci? Albo żeby schował je gdzieś indziej, żeby nie było. Bo tak to chyba działało dla Madoxa? Przerzucić i udawać, że nic się nie stało? No i super.
Trzasnęła drzwiami do ich pokoju, czując, że serce wali jej jak oszalałe. Naprawdę Pilar czasami chciała być normalną kobietą. Kimś kto miałby szczerze wyjebane, jakąś przykładną gospodynią, która nawet nie zajrzałaby pod deski, bo była zbyt zajęta robieniem obiadku dla swojego faceta, no ale kurwa była narwaną sobą i nic nie mogła na to poradzić, że jej po prostu z a l e ż a ł o. Teraz narwana ona zrzucała z siebie ciuchy, zostając przy szafie w samej bieliźnie, żeby znaleźć i zarzucić na siebie pierwsze lepsze czyste ubranie; i żeby wyjść z tego pieprzonego domu pełnego tajemnic, których ona nie miała prawa znać.

Me estás volviendo loco
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
dużo przekleństw, bo się wkurwił
Oczywiście, że to powiedział.
Pieniądze, chociaż przecież wiedział doskonale, że tylko ją tym zdenerwuje. Ale Madox taki był, to siedziało w nim gdzieś głęboko, że on po prostu... lubił wkurwiać ludzi. Tą swoją gadką, swoimi odzywkami. I nawet w stosunku do niej... czasem nie umiał się powstrzymać.
- Ale to nie... szemrane - mruknął tylko, chociaż pewnie to były najbardziej szemrane pieniądze na świecie, bo z handlu bronią przecież. Ale z drugiej strony... To jakby Madox ich wtedy nie zabrał, zanim polecieli do Meksyku, to zgarnęłaby je policja jako dowody, i tyle by z tego było. A tak... No może Madox kupi sobie za to jakieś nowe koszule, nowy, złoty łańcuszek i coś ładnego Stewart, ale też przecież część pójdzie na zabawki do domu dziecka, albo na jakieś bezpańskie pieski. Bo w gruncie rzeczy Noriega nie był taki zły jak go malowali.
I nawet kupił jej batona z żabcią, którego wyciągnął, gdy tylko dźgnęła go w klatę. Nawet na moment nie odwrócił od niej wzroku, kiedy tak zjechała spojrzeniem w dół, na jego palce zaciśnięte na czekoladce. Liczył na to, że jej przejdzie?
Trochę tak, ale kurwa... za dobrze ją chyba znał. Ale z drugiej strony... Po co im były kolejne sprzeczki? Chociaż prawda jest taka, że jakby on znalazł pieniądze u niej pod podłogą to na pewno drążyłby temat, póki by mu nie powiedziała...
I myślał, że ona też tak zrobi, przyciśnie go. A umiała to robić. Umiała to robić, tak, że on się łamał w dwie minuty. A tu proszę...
Masz rację, aż Madox otworzył usta ze zdumienia, ciemne oczy też jakoś szerzej, kiedy tak patrzył na jej uśmiech. Nie... coś mu nie pasowało. I zaraz okazało się co.
- Co? - wypalił od razu i mina w jednej sekundzie mu zrzedła, skrzywił się - nie... Kurwa Pilar... - zaczął, bo jak ona sobie gdzieś pojedzie? Sama? Czyli jednak postanowiła go docisnąć i to jeszcze od razu wyciągała ciężką artylerię. Jak mogli spędzić trochę czasu razem, we dwoje, a ona mu chciała uciec. To już wolałby to całe mieszkanie wysprzątać, kiedy ona by siedziała na kanapie, a później jeszcze zrobić jej jakiś masaż stópek... Chociaż akurat masaż stópek, to by był przyjemny dla obojga pewnie.
I jeszcze to nie wiem, kiedy wrócę, aż nabrał mocno powietrze w płuca. Przez trzy sekundy jego złośliwa natura walczyła z tym, że on też powinien teraz pierdolnąć drzwiami, z dobra na ustach, a potem iść sobie na siłkę i może po te nowe koszule. I przecież on by to zrobił, z Haddie, z Cherry, z Debbie. Miałby to w dupie i nie domagał się jej towarzystwa. Nie prosił się. Bo on się kurwa nikogo nie prosił.
Odchylił do tyłu głowę kiedy trzasnęła drzwiami sypialni i przeszedł gwałtownie po salonie, jak ten tygrys w klatce... z brudnego hajsu, aż kilka banknotów rzeczywiście uniosło się w powietrze. Powinien je chyba posprzątać? Włożyć do tej torby, rzucić na tylną kanapę BMW i jechać się zabawić. Sombra podniósł się z miejsca i polizał go po ręce i wtedy Madox spuścił na niego spojrzenie.
- Wiem... kurwa - aż pokręcił głową, a zaraz szarpnął drzwi sypialni, które ona tak zamknęła z hukiem i już w nich stał, opierał się o framugę - Pilar... - zaczął łagodnie, a doberman wszedł do środka i podszedł do Stewart, żeby ją też polizać po ręce, jakby chciał ich pogodzić.
Bo ten pies tak naprawdę miał więcej pierdolonej empatii, niż sam Madox. Kiedyś... Do póki nie poznał Stewart...
Bo teraz to stał w tych drzwiach, a zaraz już ruszył w jej kierunku, żeby stanąć za jej plecami. Złapać w palce materiał sukienki, czy tam bluzki, którą zamierzała na siebie wciągnąć przez głowę - no weź, jest sobota, mamy wolne, mieliśmy sprzątać... - teraz się zasłaniał sprzątaniem? Ale to już lepsze niż kolejne kłótnie - porobić coś fajnego... - może chociaż to ją przekona? - Proszę cię - albo to? Jedyna kobieta... Może nawet jedyna osoba na tym skurwiałym świecie, którą on umiał prosić. Sombra ich okrążył i korzystając z chwili nieuwagi wpakował się na łóżko. A Madox też wykorzystał spojrzenie Pilar w tamtym kierunku, żeby oprzeć jej wytatuowane palce na biodrze, musnąć nagą skórę opuszkami - w ogóle... myślę, że... - zaczął i przysunął się do niej bliżej, tak, żeby już mogła czuć na plecach to jak jego serce znowu szalało w piersi. Wyrywało się do niej. I ciepły oddech na karku - powinnaś wiedzieć gdzie trzymam forsę w razie czego... - czy on naprawdę to powiedział? Nikt kurwa, łącznie z Maddie, kiedy jeszcze byli blisko, NIKT na całym świecie nie wiedział, gdzie Madox trzyma gotówkę, nie wiedział ile on jej ma. I w jaki sposób ją zarobił.
A ona... powinna wiedzieć.
Ale prawda... fakty, są taki, że Madox jeszcze nigdy nie był tak mocno z nikim związany. I chociaż mieli swoje momenty z Debbie, kiedy zabierała go do rodzinnego domu. Z Haddie, kiedy planowali przyszłość i nawet z Cherry, gdy kłócili się i godzili z należytym ogniem. Nawet z Willem, zupełnie inne, bo na płaszczyźnie najlepszych przyjaciół, albo z Richiem, swoim kuzynem, czy Gabi, to nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby któremuś z nich powiedzieć, gdzie on trzyma gotówkę... W razie czego.
A przecież Madox zawsze prowadził niebezpieczne życie, w każdej chwili mogli go odjebać. I co wtedy z tymi pieniędzmi?
- Żebyś mogła je wziąć, gdyby... - miał powiedzieć prosto z mostu, że gdy go odjebią. Ale... kurwa... on pierwszy raz w życiu też, nie chciał być odjebanym, więc to był już czarny, ostateczny scenariusz - chciałabyś? - zapytał. I może to było tylko głupie chciałabyś zobaczyć gdzie trzymam pieniądze? Ale w jego wydaniu... Biorąc pod uwagę to jaki był Madox, jak żył, to może nawet... znaczyło to więcej niż zaręczyny? Albo coś na równi.
Kolejny jej krok, do tego, żeby już niedługo została Panią Noriega.
Chociaż mogła mu przecież odmówić. I chyba on w tym momencie bardziej się na to przygotował, niż na te odrzucone zaręczyny. Bo mogło to być trochę za dużo...

la única mujer a la que sabía preguntar °❀⋆.ೃ࿔*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Była zła.
To nawet nie podlegało jakiekolwiek wątpliwości.
I to już nawet nie na ten hajs w podłodze, ale najbardziej na to, w jaki sposób Noriega z nią rozmawiał. Za każdym razem kręcił i zmyślał, zamiast po prostu wyjaśnić jak się sprawy miały. Owijał w bawełnę, jakby był przekonany, że zagada ją jak wszystkich innych dookoła, kiedy nawijał im makaron na uszy. Pilar już dawno przestała to łykać. Po części dlatego, że bardzo często spotykała się z podobnym zabiegiem podczas przesłuchań i umiała to filtrować, ale przy nim i tak wszystko było inne. Bo przy nim odczuwała emocje sto razy bardziej niż na jebanej komendzie. Tu aż nią nosiło, kiedy z impetem otwierała drzwi od szafy i szukała czegoś, co mogłaby na siebie zarzucić.
Chciała byle co, a nagle nie mogła znaleźć nic. Przerzucała wieszaki, szarpiąc za kolejne ubrania. Bo może tak naprawdę nie chciała wychodzić? Może liczyła, że jeszcze się dogadają? Bo kurwa, prawda była taka, że ona też chciała spędzić z nim trochę wolnego czasu. Dawno nie mieli oboje wolnego dnia. No tylko co z tego, jak przez kolejne tajemnice znowu musieli się kłócić?
Słyszała doskonale, że wszedł do pokoju, nawet nie musiała się odwracać w jego kierunku, chociaż kiedy Sombra zaczął lizać ją po ręce, to spuściła na niego spojrzenie i uśmiechnęła się delikatnie. Kochała tego psa całym sercem, dlatego zaraz nachyliła się nieznacznie i podrapała go za uszkiem, co spotkało się z cichym pomrukiem ze strony psiego przyjaciela, który już po chwili uciekł na łóżko, akurat w momencie, gdy Madox podszedł bliżej, jakby chciał zrobić mu miejsce. Ona za to odwróciła się do szafy i złapała za pierwszą, lepszą sukienkę.
Zostaw — rzuciła oschle. Tylko co z tego, jak on już zaciskał palce na materiale i odrzucił go na bok. Przymknęła na moment oczy, czując jego ciepły oddech na własnym karku. Dosłownie czuła, jak włoski na skórze stają jej dęba, jeżą się od nagłej bliskości. Niby nie chciała go blisko, a jednak jej ciało praktycznie od razu ją zdradzało. — Teraz chcesz sprzątać? — odwróciła się w końcu, podnosząc spojrzenie na ciemne oczy. W tych jej widoczna była złość pomieszana z pretensją. — Wszystko już jest zrobione. Jedynie twój brudny hajs został rozjebany w salonie. Możesz iść do sobie pozbierać i schować pod podłogą — warknęła. Bo przecież gdyby to była legalna kasa, raczej miałby ją na koncie jak normalni ludzie, czyż nie? I już na pewno nie w takiej ilości, jaka znajdowała się w mieszkaniu.
Na którą chwile przeniosła spojrzenie na Sombrę, który wcisnął głowę pod jedną z poduszek, jakby nie mógł słuchać starych, kiedy się kłócą, a już po chwili czuła ciepłe palce Noriegi na własnych biodrach. Zadrżała delikatnie, walcząc z przyjemnym mrowieniem i nawet wykonała krok w tył, żeby się wyswobodzić, tylko on poszedł razem z nią, a plecy spotkały się z chłodnymi drzwiami. Westchnęła głośno, gotowa powiedzieć mu, żeby dał jej spokój, tylko wtedy z jego ust padło to, że powinna wiedzieć gdzie trzymał forsę w razie czego.
W razie czego, co? — wbiła ostre spojrzenie w jego oczy, wciąż trzymając ręce przy sobie, chociaż aż ją kurwa skręcało, żeby unieść je do rozgrzanego karku pokrytego tatuażami. Finalnie zacisnęła je jedynie w piąstki. — Skąd masz te pieniądze, Madox? Czyje są? — skoro chciał gadać, to proszę, niech gada. Trochę już ją znał i musiał mieć świadomość, że Pilar potrzebowała p e ł n e g o obrazu sytuacji, zanim podejmowała jakiekolwiek decyzje. Nie chciała go oceniać, a dopóki nie wiedziała, co i skąd, to nie miałą innego wyjścia i musiała z góry założyć, że to jakaś prana gotówka.
Żebyś mogła je wziąć, gdyby…
GDYBY CO?! — krzyknęła, już nie wytrzymując i uniosła ręce w górę. Tylko zamiast opuścić je na jego przyjemny kark i miękką skórę, to ona zacisnęła palce na materiale jego koszulki. — Gdyby co, Madox? — powtórzyła, przysuwając się do niego bliżej. — W coś jeszcze się wjebałeś? — wodziła spojrzeniem po jego twarzy, próbując wyczytać z niego dosłownie cokolwiek. Ktoś jeszcze chciał go odjebać? Znowu robił na boku jakieś mafijne porachunki oprócz tych, o których wiedziała? — Chce, żebyś był ze mną szczery, to przede wszystkim. I na pewno nie chce tych kradzionych pieniędzy, gdyby tobie… — tym razem to ona nie mogła dokończyć zdania, chociaż przecież o śmierci zawsze mówiła ze spokojem. Teraz jakoś patrząc w oczy swojego przyszłego męża nie potrafiła dopuścić do swojej głowy myśli, że coś faktycznie mogłoby mu się stać. Że z dnia na dzień mogłoby go nie być. No bo… jak? Aż ją kurwa skręcało na samą myśl. A to zaś powodowało, że w jej oczach również nastąpiła niewielka zmiana. Przejście z czystej złości w domieszkę troski i zmartwienia.
Nawet tego nie kontrolując, przesunęła ręce w górę, sunąć po koszulce i dotarła nimi aż do jego policzków. Kciuki osadziły się stanowczo na kującej brodzie, a reszta pacy wplotła się we włosy z tyłu głowy.
Nic ci się kurwa nie stanie — wypowiedziała stanowczo, patrząc mu głęboko w oczy. Wiedziała, że nie mogła tego obiecywać, ale nie potrafiła inaczej. — Już ci mówiłam. Bo inaczej cię ożywię i osobiście zapierdole — romantyczna jak zawsze. Jeśli chciał jej coś pokazać, była na to otwarta, ale niech zrobi to dlatego, że faktycznie chciał sam z siebie, a nie dlatego, że planował wybierać się na drugą stronę.

No te pasará nada, de lo contrario te reviviré y te daré una paliza personalmente.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oczywiście, że jej nie zostawił. Nigdy tego nie robił, za każdym jebanym razem, kiedy ona mu uciekała, wściekła, zrezygnowana, to przecież on szedł za nią. Nie dawał jej chwili dla siebie, dla tych myśli, które kręciłyby się w głowie.
Tym razem też tak było.
Zaraz zaciskał palce na jej sukience, żeby rzucić ją na fotel obok łóżka. Zaraz podsuwał się do niej bliżej i zaciągał znajomym zapachem, a potem nawijał o sprzątaniu. A kiedy się do niego odwróciła, to utkwił spojrzenie w jej pięknych, czekoladowych oczach, chociaż... nie umiał się powstrzymać przed tym, żeby jej nim nie zmierzyć, nie prześlizgnąć się powoli po jej ciele, po bieliźnie, którą miała na sobie.
- To teraz już możemy robić fajne rzeczy... - mruknął ignorując zupełnie to co powiedziała o hajsie, jej humor zresztą też, chociaż wiedział, że będzie musiał to pozbierać. Wiedział też doskonale, jak działał na nią jego dotyk, więc kiedy się cofnęła zrzucając jego palce z biodra, to on zrobił krok do przodu, tak, że jej plecy zderzyły się z chłodnymi drzwiami. A Madox z pełną premedytacją wyciągnął rękę opierając ją nad jej ramieniem o drewno.
Nie ucieknie mu.
Zwłaszcza, że on już nawijał jej, że powinna wiedzieć, gdzie trzyma kasę w razie czego. Na to pytanie wywrócił oczami, odchylił nieco głowę do tyłu, tak, że uwydatniły się jego tatuaże na szyi. Może nawet by jej odpowiedział od razu?
Ale kolejne pytania sprawiły, że znowu wrócił do niej spojrzeniem, przysunął się bliżej, tak, że jego ciepły oddech tańczył na jej policzkach, na dekolcie, gdy pochylił się do niej.
- Teraz moje... nasze, a należały do... Frankiego Ferrari, ale to... dzban, wydałby je na jakieś gówno, a zresztą przez niego Peach straciła dużo siana i... Połowa poszła dla niej, a połowa jest nasza, to kasa jakiś zwyroli… więc chyba dobrze, że ją przejąłem? - zaczął jej nawijać. Dużo słów. Dużo informacji.
Nie była to czysta gotówka, ale też nie zarobił jej na jakiś ciemnych interesach. On ją po prostu wyniósł z domu Frankiego, w odpowiednim momencie.
Oparł łokieć o szafę przysuwając się do niej bliżej. Bo chyba skoro zaczął gadać... to mogli... chociaż zmniejszyć ten dystans?
Kiedy znowu na niego krzyknęła, to przechylił na bok głowę, patrząc na nią z uśmiechem. Ona na niego krzyczy, a on się uśmiecha. Pojebany jakiś, ale w zasadzie to on lubił, kiedy ona się o niego martwiła. I to nie tak, że specjalnie jej to robił, przysparzał problemów, ale dobrze było wiedzieć, że ktokolwiek się nim przejmuje. I już stał tak blisko, że dzieliły ich tylko te jej pięści zaciśnięte na jego koszulce.
- Gdybyś musiała zabrać hajs i uciekać, żeby spotkać się ze mną w Burkina Faso - znowu się uśmiechnął, a jego ciemne tęczówki odszukały jej przenikliwe spojrzenie. Cofnął się odrobinę nabierając powietrze w płuca, mogła to poczuć, jak jego klatka piersiowa unosi się opierając na jej dłoniach - przecież jestem - mruknął marszcząc brwi - z nikim nigdy nie byłem tak kurwa szczery - i to był fakt. Bo chociaż on w stosunku do niej też kręcił... Próbował tych swoich gierek, to finalnie i tak lądował przed nią z sercem na dłoni. Finalnie i tak kurwa mówił jej wszystko, nawet jak kumple mu mówili... Pilar nie musi wiedzieć.
Wiedziała. Wszystko.
I kiedy jaj palce wylądowały na jego policzkach, a ciemne tęczówki znowu odszukały jej spojrzenie, już inne, to przekręcił na bok głowę, żeby szczypnąć zębami skórę gdzieś na jej przedramieniu.
- Wiadomo, że się nie stanie, złego diabli nie biorą, czy coś - znowu się do niej uśmiechnął, znowu przysuwając bliżej, tak, że jeden z tych jego złotych łańcuszków, ten całkiem nowy, z medalikiem w kształcie serca z literką P spłynął po jej dekolcie, kiedy się do niej znowu pochylił. Bliżej. Opierając się obok niej o szafę - boję się tego, co byś mi zrobiła, agresorka - wywrócił teatralnie oczami, ale z uśmiechem.
Chociaż za chwilę nieco spoważniał, znowu spojrzenie wbijając prosto w jej oczy.
- Ale myślę, że powinniśmy zrobić jakiś... protokół awaryjny? Gdyby coś się wypierdoliło... Ja uważam, ale - zastanowił się, bo już nie chciał mówić o tym, że jeśli go odjebią - zawsze może się coś wykrzaczyć - i to zawsze Pilar o tym myślała, a on nigdy. Przecież Madox się takimi rzeczami nie przejmował. Chociaż prawda jest taka, że on miał gotówkę poupychaną w takich miejscach, że właśnie w razie czego, gdyby musiał spierdalać, to mógłby z niej skorzystać - a to nie są kradzione pieniądze... Dużo jest z Emptiness, po prostu... Policja ma mnie na podglądzie, więc to co zarabia klub też muszę lokować... - znowu wywrócił oczami - w różnych miejscach - bo nie mógł trzymać gotówki na koncie. To nie było takie proste w momencie, w którym on działał pod przykrywką - no i wiesz jeszcze jest ta gotówka z Vegas... Mogłabyś za to wieść godne życie, gdzieś w Meksyku może? - wzruszył ramionami. I jeszcze przez moment patrzył w jej ciemne oczy - albo moglibyśmy za to uciec, gdyby było trzeba - Madox robił czasem brudne interesy, ale tak naprawdę jego głównym źródłem dochodów było Emptiness. Jeden z najpopularniejszych klubów w Toronto, do tego bawił się tam półświatek, który przecież nie żałował pieniędzy na rozrywki... Miał hajs. Chociaż może za specjalnie się z tym nie obnosił? Nie tak jak Galen Wyatt w sowim Armanim, czy William, który pokazywał Ricziemu wyciągi z konta.

Me gustaría brindarte una vida digna ֶָ֢ҩᴜᥱ֟፝ᥱɴ✗𓆩ꨄ︎𓆪
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Słuchała go uważnie, kiedy mówił w końcu skąd były pieniądze, które trzymał pod podłogą, schowane w wielkiej, czarnej torbie z zepsutym zamkiem. Historię z Frankim Ferrarim znała już dobrze. Swoją drogą też przez przypadek, bo przecież gdyby w Meksyku nie wykrzaczyła się ta cała akcja z Esme, pewnie i o tym by jej nie powiedział.
Jakie Pilar Stewart miała podejście do pieniędzy po zwyrolach?
Sama nie była jeszcze pewna.
Z jednej strony nie były to jego pieniądze, które zarobił i na które zapracował, chuj tez wie skąd miał je Frankie, równie dobrze mogły być jeszcze bardziej szemrane niż mogło się wydawać, a z drugiej… może faktycznie Madox miał w tym trochę racji? Może akurat lepiej, że trafiły one do niego niż zostały z tym pieprzonym handlarzem, który współpracował z Pablo? Który pewnie również zabijał i kręcił biznesy z półświatkiem.
Westchnęła głośno i na moment odchyliła głowę w tył, opierając ją o drewniane drzwiczki, przy okazji przymykając oczy. Potrzebowała zebrać myśli. Poukładać to sobie jakoś w odpowiednich szufladkach i wynuć w końcu wnioski, chociaż szczerze? Fakt, że on nie miał tych pieniędzy za jakiś nielegalny handel, w którym brał udział, sprawiło, że Pilar odetchnęła. Że chociaż nie do końca podobało jej się to, co zrobił, to jednak była w stanie to zaakceptować i zobaczyć w tym pewną logikę. W końcu podniosła na niego spojrzenie, zawieszając je na doskonale znanych, pięknych, ciemnych oczach.
Nie można było tak od razu? — spytała już o wiele bardziej spokojnie. Nie miała zamiaru się wydzierać, czy prawić mu wykładów. Jeśli faktycznie czuł się okej z zabraniem tych pieniędzy, to nie jej było oceniać. Doceniła po prostu, że w końcu powiedział jej prawdę. Dosłownie takie wytłumaczenie, o jakie prosiła się od samego początku. Które wystarczyło wyrzucić z siebie na samym początku, kiedy spytała co to było i skąd miał hajs, zamiast bawić się w durne odzywki. — Ej Pilar, zajebałam temu zjebowi Ferrariemu hajs, bo i tak szedł do pierdla, nie martw się, nie wjebałem się w kolejne bagno i nie piorę brudnych pieniędzy — przedrzeźniła go, a raczej jego akcent, imitując odpowiedź, którą chętnie usłyszałaby na samym początku ich rozmowy. Nie wyszło jej idealnie, chociaż jej nieskromnym zdaniem, akurat sposób, w jaki mówił jej imię była w stanie odwzorować już jeden do jednego. No i oczywiście to jak pocierał wytatuowaną dłonią kark. To również dodała do swojej wypowiedzi. — Tyle by wystarczyło — dorzuciła, nachylając się w jego kierunku i zaglądając w piękne oczy. Może i czasami podchodziła do niego trochę jak do dziecka, tłumacząc mu pewne kwestie, ale akurat w przypadku ich duetu to naprawdę działało. On zmuszał ją do tego, by szła za głosem serca, a ona jego, by był z nią szczery i przestał owijać w bawełnę. I proszę bardzo jak pięknie się dopełniali! Chociaż akurat w kwestii tego potencjalnego hajsu, z którym ona miałaby uciekać, to do nie do końca.
Jakie kurwa Burkina Faso? — spytała spoglądając na niego trochę jak na wariata (którym przecież był). — Nie będę nigdzie uciekać z twoim hajsem — dodała stanowczo, chociaż z drugiej strony, jakby faktycznie zaszła taka potrzeba, to może by musiała? Jakby nie miała wyjścia, to pewnie by to zrobiła, ale na ten moment zupełnie sobie tego nie wyobrażała. Pilar zdecydowanie wolała stawiać czoła trudnym sytuacjom niż po prostu spierdalać. — Protokół awaryjny? — znowu powtórzyła po nim słowa, sama nie wiedząc, który to już raz. Pod żadnym względem nie podobała się jej ta cała gadka o ewentualnościach co powinna zrobić, GDYBY coś mu się stało. Nie chciała o tym myśleć. Rozważać w ogóle scenariusza, że mogłoby mu się dziać źle, ale w drugiej strony, to tylko taka forma zabezpieczenia, tak? To że pokaże jej, gdzie trzyma cenne dla siebie rzeczy, wcale nie znaczyło, że zaraz będzie musiała ich używać. — Dobra, zróbmy to — skinęła w końcu głową, dociskając się do drzwi szafy i krzyżując ręce na piesi. — Ten cały protokół. Pokaż gdzie trzymasz te b… swoje oszczędności i co tam jeszcze trzeba — proszę bardzo, jak ładnie to nazwała. Nawet posłała w jego kierunku lekki uśmiech, który mógł świadczyć o rozejmie w sprawie. Wciąż miała swoje wątpliwości, jak chociażby argument o Emptiness i tym, że policja to śledzi, bo skoro Noriega był z policji, to chyba mieli świadomość, że przez jego współpracę z półświatkiem, pływała mu dodatkowa gotówka? Nie była to jednak rozmowa na teraz. Powinni skupić się na jednej rzeczy, a dopiero potem przechodzić do kolejnej.
A mogę się chociaż ubrać, czy mam tak paradować w samej bieliźnie? Bo oboje wiemy, że trochę... średnio będziesz mógł się skupić— spytała w końcu, kiedy on wciąż się nad nią nachylał, niebezpiecznie blisko, raz po raz wodząc spojrzeniem po jej prawie nagim ciele. Oczywiście ona nie pomagała sprawie, bo jeszcze specjalnie wypinała zaczepnie pierś do przodu. A kiedy on znowu na moment zaaferował się jej bielizną, ona wykorzystała ten moment i zwinnie wyślizgnęła się pod jego ręką, by już po chwili upaść na łóżko tuż obok Sombry. Złapała kilka głębszych oddechów, bo dopiero teraz poczuła, jak m a ł o powietrza było w gęstej przestrzeni między nimi, w której wymieniali te ogniste spojrzenia.
To z mojej strony szybka piłka — odezwała się, wciąż wywalona na miękkiej pościeli, jedynie głowę lekko zadarła w jego stronę i podparła się na łokciach, łapiąc jego wzrok. — Album z żabciami jest w drugiej szufladzie. To mój jedyny istotny dorobek. Jak mnie odstrzelą, to ku czci mojej osoby, masz zebrać wszystkie naklejki, razem z tymi unikalnymi, a potem złożyć to na moim grobie — przedstawiła swoją część protokołu awaryjnego, trochę strojąc sobie żarty, ale akurat Pilar naprawdę nie miała wielkich dóbr materialnych. Większość pieniędzy trzymała na koncie, a rzeczy również nie miała za wiele, szczególnie po przeprowadzce, kiedy to większość z nich oddała do domu dziecka. Jedyną wartościową rzeczą, jaką posiadała był album była jego miłość.

Cuando muera, llena mi álbum de ranas
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zaraz tymi pięknymi oczami wywrócił, kiedy powiedziała mu to nie można było tak od razu. Może... było można. Ale chyba Madox nie byłby sobą, gdyby trochę nie kręcił. Gdyby nie próbował jej zbyć i zagadać, bo to siedziało w nim gdzieś głęboko, ta jego uszczypliwość.
I w niej też siedziała.
A Noriega zmrużył oczy wpatrując się w nią, kiedy go przedrzeźniała, wypuścił mocno powietrze z płuc przez nos i mogła to poczuć na odkrytym dekolcie. Nawet nieźle jej to wyszło, zwłaszcza to jak parafrazowała to, jak on wypowiadał jej imię, z tym śmiesznym r na końcu. A kiedy sięgnęła do swojego karku, w tym geście, który często mu towarzyszył, to szarpnął się do niej, żeby ją ugryźć, szczypnąć zębami skórę na jej przedramieniu.
- Ja wcale tak nie robię i nie mówię... - mruknął i odchylił się od niej zapierając mocniej na szafie, tak, że mógł zajrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy. Ale prawda jest taka, że dokładnie to robił i mówił - a zresztą... mów od razu... i wiecznie tylko mów od razu, a gdzie trochę jakiejś... nie wiem, zabawy? - znowu wywrócił oczami, i to też robił wiecznie. Cały czas też próbował na niej swoich sztuczek, z bardzo marnym skutkiem jak widać. Ciekawe czy tym razem sobie zapamięta, żeby mówić jej od razu, prosto z mostu, bez owijania w bawełnę?
Pewnie nie. Bo jakby to robił, to chyba nie byłby Madoxem. Chociaż... może gdyby sytuacja tego wymagała? Został wdrożony jakiś protokół awaryjny? O którym zaraz zresztą jej nawijał.
- Meksyk odpada, Kolumbia też, może Europa? Ale myślę, że jednak lepiej Afryka... jakiś domek kurwa z błota i przeczekanie - rzucił w odpowiedzi na to jej jakie Burkina Faso, ale się uśmiechnął, bo trochę się zgrywał - będziesz... Jeśli sytuacja będzie tego wymagała, to będziesz - i to już powiedział bardzo poważnie. Z ciemnymi tęczówkami wbitymi prosto w jej oczy, tonem, który nie podlegał żadnej dyskusji. Bo oni oboje musieli zdawać sobie sprawę z tego, że... U nich sytuacja zmieniała się dynamicznie. Jechali do Meksyku po to żeby zidentyfikował ciało zmarłej matki, a Pilar odjebała tam Gonzalesa, zaręczyli się... chociaż wcale nie powinni.
U nich... nigdy nie było nic wiadomo.
I jak Madox nigdy nie brał pod uwagę niektórych ewentualności, to teraz zaczął się nad nimi zastanawiać.
Zastanawiał się nad nimi od tej ich ostatniej rozmowy. A kiedy wychodził do klubu i znowu zasiadał w lożach VIP myślał o tym coraz bardziej intensywnie. Bo wiedział, że niektóre rzeczy się już rozniosły. Gonzales nie żyje... Ferrari siedzi. A Noriega… mieszka z policjantką.
Jego spojrzenie padło na te jej skrzyżowane na piersi ręce, ale kiedy się zgodziła, to skinął głową.
- Jest też... w Klubie mam zestaw ucieczkowy, gdybym musiał spierdalać - bo Madox był przyszykowany na taką ewentualność, że kiedyś musiałby po prostu zniknąć. I to nie z policji... Oni nawet nie brali czegoś takiego pod uwagę, bardziej chodziło o półświatek.
Mógłby zniknąć... w jednej chwili. Tak jak się tutaj pojawił. Z dnia na dzień, na ulicy, w Emptiness.
Rzeczywiście nie mógł się skupić, kiedy stała przed nim w samej bieliźnie, a ciemne oczy co rusz sunęły po krągłościach jej ciała ukrytych pod cienkim materiałem, zahaczając o ten pierścionek z literką M, który wisiał jej na szyi. Kiedy znowu mu uciekła, to oparł się mocniej o szafę odchylając do tyłu głowę.
- Ubierz się, ja też idę pod prysznic. Pojedziemy do klubu, bo tam są w sumie te ważniejsze rzeczy - tym razem to on oparł się plecami o drzwi szafy nie spuszczając z niej spojrzenia - ale najpierw posprzątam... - już miał się ruszyć odepchnąć od drewnianej powierzchni, ale kiedy Pilar zaczęła to, że z jej strony szybka piłka, to został na miejscu i jej słuchał. Uśmiechnął się szeroko, kiedy nawijała o albumie z żabciami, a zaraz... klęczał przed nią przy łóżku opierając się łokciami o materac - nawet jakbym miał zejść na cukrzycę, to zjem te wszystkie batony, żeby zebrać dla ciebie każdą jedną żabcię i wkleić ją do albumu - on też żartował, pochylając się w jej kierunku tak, że mogła na pełnych wargach poczuć jego oddech. Na moment...
Bo zaraz się odsunął, zaraz kładł się na podłodze sięgając głęboko pod łóżko. Wyciągnął spod niego trochę zdezelowane pudełko po butach, położył je obok niej na materacu i ściągnął zakurzone wieko - to pierwsza skrytka... Trochę taka... sentymentalna? - uniósł jedną brew, bo rzeczywiście w pudełku miał więcej jakiś pamiątek, niż czegoś konkretnego. Te zdjęcia ze ślubu Marie, które wywołała podwójnie i mu dała. Jakieś naklejki. Nawet jej czerwone majtki z Medellin, które rozerwał. Telefon, który dostał od Esme. A wśród tego zwinięte w grube rulony banknoty - nie wiem... może tu być kilkadziesiąt tysięcy? Tak na start, to pierwsza gotówka, którą odłożyłem z Emptiness, wiesz, tak, żeby psy nie wiedziały - oczywiście, że Madox na koncie wpłacał rzekomy zarobek jego klubu, a potem szedł do Eliota i pierdolił, że Emptiness tak ciężko przędzie...
Pierdolił, bo klub zarabiał dużo, ale większość w gotówce. Na szczęście. Bo takie pieniądze łatwiej było wyprowadzić.
Zanim zdążyła się dobrze przyjrzeć jego skarbom, to on już zamykał wieko i wsuwał z powrotem pudełko pod łóżko. Głęboko.
- Trzecia jest w łazience i jeszcze jedna w kuchni - powiedział wstając z podłogi - to jak będziesz gotowa, to ci pokażę - sam też sięgnął do szafy, żeby wyjąć z niej dwie koszulę, czarną i kolorową. Pokazał je Pilar, bo jednak w dresie do klubu nie pojedzie. Nigdy tego nie robił. W końcu ściągnął czarną i zarzucił ją sobie na ramię - a później może gdzieś wyskoczymy? - zapytał jeszcze odwracając się do niej w drzwiach, zanim w końcu poszedł do salonu posprzątać ten hajs… Nie układał, po prostu wrzucał go do torby jak leci. A kiedy już się z tym uporał, kiedy wsadził torbę z powrotem pod podłogę, zakrył deską i przysłonił dywanem, to rzeczywiście poszedł do łazienki, żeby wziąć prysznic. To też poszło mu sprawnie i kiedy Pilar wchodziła do łazienki, to on już zapinał ozdobną klamrę od paska wieńczącą jego ciemne jeansy, a zaraz zarzucał na kark czarną koszulę.

Aunque me volviera diabético, me comería todas estas barras para coleccionar cada rana para ti y pegarla en el álbum ♡₊˚ 🐸・₊✧
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Szybko poszło im dogadanie się.
Pomimo że Madox był osobą, na którą w ostatnim czasie najwięcej warczała, tak również odpuszczała mu o wiele łatwiej niż innym. Umieli się dogadać. W ostatnim czasie coraz bardziej i bardziej, dochodzić do porozumienia i wprowadzać kompromisy. On starał się być z nią bardziej szczery jeśli chodziło o sekrety, a ona nie wchodzić mu tak bardzo na głowę. Dać przestrzeń na własne interesy i nie oceniać. Jakby na to nie spojrzeć, pomimo tego, że Noriega pracował również dla policji, obcowali w zupełnie różnych światach i ich poglądy wcale nie musiały się nakładać. To że ona nigdy nie okradłaby nawet zwyrola z milionów pieniędzy, nie znaczyło, że Madox miał tego nie robić. Dlatego nie drążyła tematu. Zrobi z tym, co będzie chciał, ale ona przynajmniej była świadoma.
Tak jak świadoma była, że paradując przed nim w samej bieliźnie, sytuacja między nimi mogła skończyć się różnie. Chociaż kiedy wspomniał o klubie, że powinni się zbierać i tam przenieść, wbiła w niego ciemne spojrzenie, dłonią zahaczając o ramiączko koronkowego stanika.
A co, nie mogę tak iść do klubu? — spytała, przyglądając mu się uważnie, podczas gdy na jej ustach malował się bezczelny uśmiech. — Mogłabym tak stanąć za barem. Może bym nazbierała jakieś napiwki, żebyś sobie mógł kolejną torbę schować za lodówkę — rzuciła kolejną drobną złośliwością, które akurat u nich były na porządku dziennym, a zaraz potem uśmiechała się jeszcze szerzej, kiedy Noriega oznajmił, że byłļy gotowy dla niej zejść na cukrzycę, tylko po to, żeby znaleźć wszystkie żabki w batonach. I chociaż przecież nikt nie kazałby mu ich jeść, tak Stewart doceniła ten piękny gest. I nawet chciała mu sprzedać pocałunek pełen wdzięczności, ale uciekł jej w ostatnim momencie sprzed twarzy i zanurkował po łóżko.
Podniosła się do siadu, uważnie obserwując, jak Madox sięga po pudełko po butach. Sombra również się zainteresował, bo przysunął się na brzeg materaca, głowę usadawiając na udach Pilar. Odruchowo podrapała dobermana za uchem, ale już po chwili wciskała łapska do pudełka, nie mogąc uwierzyć w niektóre rzeczy, które tam trzymał.
To trzeba koniecznie przypiąć na lodówkę — oświadczyła, przekładając ich zdjęcie z wesela w palcach. Skoro u nich w mieszkaniu i tak przebywali tylko ludzie, którzy wiedzieli o ich związku, nie było sensu ukrywać tej piękniej fotografii przed światem. — A to… — palcem wskazującym zgarnęła rozwalone, czerwone majtki i wystawiła przed twarz Noriegi. — To też jest część tej procedury awaryjnej? Zabrać moje rozjebane majtki ze sobą do afryki? — spojrzała na niego z rozbawieniem. W sumie trzeba było przyznać, że w ostatnim czasie Madox nie rozwalił jej praktycznie żadnej bielizny. A szkoda, bo tak się składało, że miała w jednym z pudeł zapakowane całkowicie nowe seciki, na czarną godzinę. To jednak nie było teraz ważne. W końcu tu chodziło o pieniądze, które pokazywał jej Madox. Skinęła głową na znak, że rozumiała i chciała coś jeszcze dodać, trochę pogrzebać, ale on już zamykał wieczko i chował pod łóżko. Przez myśl mignęło jej, żeby spytać o telefon i Esme, czy miał zamiar się z nią w ogóle kontaktować, ale Noriega już zbierał się z łóżka. Westchnęła więc ciężko i na moment opadła plecami na pościel, pozwalając by Sombra liznął ją kilka razy po twarzy, dopraszając się pieszczot.
Podczas gdy Madox brał prysznic, ona w pewnym momencie w końcu zwlekła się z materaca i wciągnęła na tyłek jeansowe spodnie. W pierwszej chwili chwyciła za jakąś swoją koszulkę, ale przecież nie po to teraz miała narzeczonego z masą kolorywcjh koszul, żeby nosiła własne rzeczy. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia zakosiła mu jedną z wieszaczka i zawiązała supeł tuż pod piersiami. Kilka guziczków z góry również zostawiła rozpiętych, a kiedy weszła sprawdzić, jak szła mu robota w łazience, on już był praktycznie gotowy.
Princesa lista? księżniczka gotowa? Spytała z uśmiechem, oczywiście ładując się do środka i podchodząc do niego bliżej, żeby jeszcze przesunąć palcami po nagim torsie, nim zakrył go ciemnym materiałem koszulki. — Jedziemy Furią? — zagadała, chociaż sama już podjęła decyzje, że tak. Zaciągnęła się jego obłędnym zapachem, a kiedy już zarzucali na siebie buty, Stewart zgarnęła z komody rownież kluczyki z breloczkiem z papryką chilli, którą kupili w Meksyku.
Ten telefon, co miałeś w pudełku… — zaczęła, gdy już schodzili po klatce schodowej i kierowali do podziemnego parkingu. — Masz zamiar do niej zadzwonić? Ani trochę nie ciekawi cię co u nich? — musiała spytać. Nie byłaby soba gdyby tego nie zrobiła, szczególnie, że ten temat jakoś siedział jej z tyłu głowy od momentu, w którym zobaczyła starą komórkę, głęboko schowaną w pudełku. Pilar często myślała o Esme, ale nie wychodziła się przed szereg, w pełni rozumiejąc, że to powinna być jego decyzja. Ona osobiście była bardzo ciekawa, czy udało im się dotrzeć na miejsce, jak Aura czuła się w nowym miejscu i czy Lopez dalej jadł zupę widelcem.

Princesa 🏰🏰₊˚⊹♡🎠✨
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”