A jednak to co powiedziała Maya, było jakieś takie... beztroskie. Normalne.
- W sumie brzmi fajnie - stwierdził, kiedy powiedziała mu o tym piciu kawy, posiedzeniu przed blokiem, albo siadaniem do laptopa. Bo to akurat ich nie różniło, Galen też często zaczynał od kawy, swojej nowojorskiej gejszy, a później, kiedy schodził do siłowni rozmawiał z portierem, którego Maja zresztą poznała. I jak wracał to siadał do laptopa, żeby sprawdzić spotkania, żeby przejrzeć jakieś wykresy... Ale on to lubił. Jakkolwiek nie irracjonalnie to zabrzmi, Galen Wyatt lubił stal. I swoje prezesowskie życie.
Owszem, miało... dużo braków i czasami wstawał z myślą, że by się z kimś zamienił, nawet z Earlem, ale przecież gdyby nie to... Ta cała otoczka z pięknego apartamentu i drogich koszul, to Galen Wyatt, nie byłby Galenem Wyattem.
Ale był.
I znowu się uśmiechnął na kolejne słowa Majki.
- Można mieć plan, ale... być elastycznym. Mój dzisiaj był elastyczny, ale to dobrze, że ty nie miałaś i jednak tu ze mną przyjechałaś - i pomogła mu zdemolować kuchnię, zrobiła z niego idiotę w nocnym autobusie, a teraz... uczyła go oralnie jeść płatki.
Może brzmiało to surrealistycznie i każdy normalny człowiek stwierdziłby, że Majka przyciągała kłopoty, ale Galen... on je chyba nawet lubił.
I zaraz okazało się, że jeść oralnie płatki też lubi, zwłaszcza kiedy karmiła go nimi Majka. Niebieskie tęczówki zawieszone były na jej twarzy, ale już nie miały tego chłodnego błękitnego odcienia, coś bardziej intensywnego... Dzikiego. Kiedy Galen zerwał się z miejsca, kiedy wisiał już nad nią.
Blisko.
Coraz bliżej.
Galen Wyatt nigdy się nie wahał, nie czekał, ale był dżentelmenem i wystarczyłby jeden jej gest. Jedno słowo...
A by się cofnął, ale kiedy go nie dostał. Kiedy jej ciemne, piękne oczy, zamiast na jego niebieskich tęczówkach, zawiesiła na ustach. To to zrobił.
Przekroczył granicę, spróbował. Kosztował ją powoli. Sensualnie. Łamał ostatnie hamulce, gasił wszystkie czerwone lampki, tym pocałunkiem. Smakiem swoich ust, który mieszał się ze słodkim, tych jej, trochę szkockiej i ten sztuczny posmak truskawek i mleka. Smakowała wybornie.
A potem drugi raz. Zachłanniej. Pewniej. Bardziej w jego stylu. Już bez hamulców. Tak, żeby cała głowa fiksowała się tylko na tym. Na pocałunku, głębokim, namiętnym i dotyku... Delikatnym, sprawiającym nie więcej niż to, że skóra drżała. Kiedy jego opuszki sunęły po niej powoli. Nie typowo dla tych szybkich numerków, bo oni mieli czas. Mogli kosztować, próbować, rozpływać się pod tym.
Mogliby...
Gdyby mu nie przerwała.
I w pierwszej chwili Galen odsunął się od niej z zawodem, te niebieskie oczy znowu zaszły tą lodową mgłą, a on nabrał w płuca ciężko powietrze. To nie wybrzmiało mu pod czaszką, odbiło się od niej i sprawiło, że... Galen w momencie się zdystansował. Na to jej wyciągnięcie ręki, którą zaciskała na jego koszuli. Pozwolił jej wyciągnąć dłoń spod jej bluzy, tak po prostu, nie zaczepiając jej. Bo Galen to rozumiał. Nie, dla niego znaczyło nie. I nagle pojawiła się między nimi granica, której nie dało się przeskoczyć. Jeszcze przez moment niebieskie tęczówki zawieszone były na jej ciemnych oczach, coraz ciemniejszych i bardziej błyszczących.
- Dobrze, rozumiem - powiedział trochę chłodno. Ale tak naprawdę... nie mógł mieć jej tego za złe. Nie miał.
Nawet zaraz się do niej uśmiechnął, kiedy już poprawił poniszczoną koszulę, przesuwając po niej palcami, kiedy odzyskał rezon, na tyle, na ile było to możliwe w jego stanie. I chociaż żałował, że nie posunęli się dalej... Bo Galen chciał, naprawdę. Jeszcze przez moment po prostu skupiając się tylko na tym, żeby jego myśli wróciły na właściwe tory, żeby nie nakręcać się na obłędnym smaku jej ust, zapachu perfum, cieple jej ciała. Nawet na moment zamknął powieki, to zaraz znowu patrzył na nią inaczej, przesunął palcami po miękkich włosach zaczesując je do tyłu.
Chyba on sam też nie chciał, żeby była jego laską na jedną noc... ale w takim razie czego on chciał?
Jeszcze nie umiał tego określić. Jej? Ale nie na tym blacie w akompaniamencie przyśpieszonych oddechów. Nie jak jedną z wielu, które sobie tutaj sprowadzał.
Kiedy powiedziała to późno już, zerknął na drogi zegarek na swoim nadgarstku. Było późno, ale z drugiej strony...
- Późno przyszłaś... - stwierdził, a kiedy zeskoczyła ze stołu, to powiódł za nią spojrzeniem - zostaw, ktoś to posprząta... - powiedział, jakby to było takie normalne. Bo dla niego w zasadzie było. I w końcu Galen ruszył się też do tego, żeby odpalić robota sprzątającego, który pozbierałby te szkła. Bo skoro na reklamach zbierał nawet płatki śniadaniowe, to co to szkła, nie?
- Uważaj na szkła - jeszcze ją pouczył a sam oparł się o jakiś blat obserwując, jak robot rzeczywiście zagarnia potłuczone szklanki - Maya... - zaczął Galen, kiedy ona odkładała płatki do szafki - a może rzeczywiście zrobimy te kanapki z szynką i serem? A później... zamówię ci taksówkę? Bo nie wiem czy beze mnie w tym nocnym autobusie dasz sobie radę - zawiesił spojrzenie na jej plecach.
Dziwne. Niesłychane wręcz, że Galen Wyatt proponował jakiejś lasce, żeby została... Żeby zjadła z nim kanapki. A on jeszcze później zamówi jej taksówkę. Bo przecież Galen bardzo szybko pozbywał się tych lasek. A ją chciał jeszcze zatrzymać...
- Będę już grzeczny - dodał jeszcze, kiedy już odwróciła się w jego kierunku, kiedy już jego intensywnie niebieskie spojrzenie odszukało to jej, ciemne i błyszczące. I znowu się uśmiechnął, bez żalu. Tak po prostu. Szczerze.