ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

3.
outfit


Gdyby ktoś jej wcześniej powiedział, że wielkie powroty nie przynosiły glorii i chwały, to pierdoliłaby cały ten cyrk i wymazała z mapy świata Toronto. Nie do końca pamiętała pierwszą reakcję Madoxa na swój widok, ale może to i lepiej, bo przynajmniej ominęła ją tą żenująca gra słów, gdy każdy wypytywał ją po co wróciła. Tak jakby jej czyny kiedykolwiek miały spójną logikę i cel. Wróciła i na chuj było drążyć ten temat. Gorszym problemem okazała się próba odzyskania swoich rzeczy, które były Bóg wie gdzie. Brak pracy. Spanie na kanapie u kuzyna i masa wolnego czasu, która groziła kryzysem egzystencjonalnym. Kto by pomyślał, że dorosłe wersje jej dawnych przyjaciół będą takie zajęte, żyjąc swoim poukładanym życiem. Nawet Madox wydawał się ogarnięty i o ile już wcześniej obiło jej się o uszy, że był właścicielem klubu, to nie spodziewała się tego.
Za jakie grzechy Madox był jej kuzynem, a nie jakimś bogatym sugar daddy z zgryźliwą żoną wariatką?
- Mówiłam ci już dzisiaj, że masz absolutnie fatalny gust? - skrzywiła się, gdy upiła kolejny łyk jego drinka, który wypalał kubki smakowe. - Cofam to. Masz tragiczny gust. Kto tu w ogóle robi te drinki, stażysta po kursie „jak nie zabić człowieka alkoholem”? - zapytała rozglądając się po klubie z miną samozwańczej królowej audytu. - Maaaadoooox, uśmiechnij się ciut, bo odstraszasz ode mnie darmowe alko. A to jedyne stabilne relacje, które mam. - szturchnęła mężczyznę w bok zapewne wystawiając jego cierpliwość tego dnia, łażąc za nim niczym bezpański pies przez cały dzień.
- Zatrudnij mnie. - wypaliła nagle i przytuliła się do jego boku zapewne psując mu tym gestem renomę groźnego Macho. - Nie przerywaj mi. Mam argumenty. - powiedziała głośniej upewniając się, że przez głośną muzykę dalej słucha jej gorzkich żali. - Po pierwsze: Jestem ładna.- zatrzepotała rzęsami i parsknęła śmiechem odchylając swoja głowę ciut do tyłu, żeby lepiej widzieć wyraz jego twarzy. - Po drugie: Jestem wkurzająca i nie dam ci spokoju. A po trzecie: potrzebujesz mnie bardziej niż ja tej pracy. To wręcz interwencja. - powiedziała z tą niezachwianą pewnością siebie, która wcale ale to wcale nie sugerowała jak bardzo była w Dupie.
- No? Śmiało powiedz „dziękuję, Gabi, że uratujesz mój biznes”. Nie wstydź się. - upiła kolejny łyk już na amen przywłaszczając sobie alkohol Madoxa. - A tak serio... Stęskniłam się za wami wiesz? Tylko nie mów nikomu, że ci to powiedziałam. Spadnie mi reputacja zimnej suki. - posłała łobuzerski uśmiech w jego stronę i zaczęła się kiwać w rytm muzyki.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

043.
He ran a nightclub.
She walked in like she owned it.


Madox właściwie nie drążył tematu, nie oceniał, prowadził nocny klub, w którym bawił się półświatek... To co miał jej powiedzieć? Ale zabalowałaś. Kiedy on czasami balował tutaj przez tydzień bez przerwy. A znał takich ludzi, którzy wpadali w cug i na miesiąc.
Chociaż jej zeszło zdecydowanie dłużej. Ale akurat Noriega pewnie rozumiał ją najlepiej. A kiedy zapytała czy może się u niego przekimać, tylko cofnął się przepuszczając jej w drzwiach. Nawet sprawdził czy oddychała zanim wyszedł do roboty. Taki był z niego dobry kuzyn.
Nie spodziewał się Gabi w klubie, więc kiedy w tej kusej sukience stanęła przy barze, to w pierwszej chwili... bezczelnie ją obczaił, gdy wchodził za ladę ze skrzynką rumu, a zaraz zarzuciła tą swoją rudą grzywą i do Madoxa dotarło, że to jego kuzynka. Tak, czy siak zaproponował jej drinka, no i nawet lepiej się złożyło, że oni po rodzinie, bo przecież Noriega miał narzeczoną, a tutaj w klubie to wszyscy lubili sobie poplotkować o dupeczkach szefa. Chociaż... Gaby też jeszcze chyba nikt nie skojarzył z jego rodziną, więc kiedy stali sobie tak przy barze, nad jednym drinkiem, mogło to wyglądać podejrzanie.
- Mówiłaś, rano, jak zakładałem tą koszulę... - przesunął palcami po swojej kolorowej koszuli. Była pstrokata, ale Madox nie bez przyczyny takie nosił, po prostu im bardziej kolorowa, tym mniej widać... krew.
A ta niestety w Emptiness pojawiała się na porządku dziennym.
Spuścił ciemne tęczówki na swojego drinka, po którego jego kuzynka sięgała bez skrępowania.
- Śmiało... częstuj się - mruknął wywracając oczami. A na jej kolejne słowa się skrzywił, bo Madox dbał o to, żeby akurat drinki mieli tutaj dobre. Ale rzeczywiście dzisiaj na barze stała jakaś nowa barmanka, Noriega powiódł za nią spojrzeniem, a zaraz znowu zawiesił je na Gabi - pokaż mi to - teraz to on sięgał po jej? Swoją, szklankę, żeby wypić z niej łyk - ale kurwa syf - stwierdził i rzeczywiście się skrzywił. Ale kiedy Gaba powiedziała mu to, żeby się uśmiechnął, to... a skrzywił się jeszcze bardziej - ech... mówisz jakbyś płaciła za te drinki, po prostu powiedz, że chcesz sobie wyrwać jakiegoś jelenia, który na koniec jeszcze zabierze cię na kebsa, bo ja nie zamierzam - chociaż za drinki nie kazał im płacić. Ani Gabi, ani Riczowi, Rosie, albo Williamowi. A Pilar to już mogła wchodzić tutaj, jak do siebie.
Kiedy Gabi się do niego przytuliła, to obejrzało się na nich kilka osób, bo może kiedyś to było całkiem normalne, że Madox sobie wyrywał w klubie co rusz nowe laski, ale teraz... Kiedy on się prowadzał ze Stewart? Żeby tylko nikt jej nie doniósł.
- Oszalałaś? Na jakim stanowisku? Testerki? Kogoś, kto spija resztki? Czy łazi za mną i truje mi dupę? - oczywiście, że jej przerwał, ale zaraz słuchał jej argumentów pochylając się w jej kierunku. W zasadzie Gabi była ładna, tego akurat nie mógł jej odmówić. Ale na następne słowa parsknął śmiechem - a mówili... Nie, bycie wkurwiającym nie jest genetyczne, a zobacz - pokazał jej czubek języka, bo oboje chyba byli wkurwiający. Oparł łokieć na ladzie przyglądając jej się z boku - Gaba ale poważnie, co ty byś chciała tutaj robić? - może z mopem by mogła latać? Chociaż Madox jakoś tego nie widział. Nie widział też już wcale swojego drinka, kiedy podsunęła sobie jego szklankę. Znowu strzelił oczami, kiedy kazała mu sobie dziękować, nawet miał jej powiedzieć, że biznes ma się dobrze, ale tym razem ugryzł się w język. A na jej wyznanie, że się stęskniła, to nawet się uśmiechnął.
- Ja tez za tobą tęskniłem pícaro - nicponiu, bo trzeba przyznać, że Gaba była... specyficzna, tak jak sam Madox zresztą. Może dlatego tak dobrze się dogadywali? - a przed kim teraz zgrywasz zimną sukę? - musiał zapytać, bo faceci Gabi też zmieniali się jak w kalejdoskopie. Jak laski Madoxa, przed Pilar.
Przywołał do siebie barmankę, żeby zrobiła mu jeszcze drinka. A najlepiej to dwa, bo Gaba też już kończyła swojego - albo ty mi zrób, co Gabs? Jak wyjdzie ci lepszy niż jej, to masz tutaj robotę - zaproponował jej, nawet wskazał jej bar, za którym mogła stanąć, chociaż w tej sukience... I tych butach, chyba lepiej wyglądała po drugiej stronie. Bardziej na miejscu.

Gabriela R. Blais
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, kiepskie poczucie humoru
Prychnęła pod nosem niczym rozjuszona kotka, gdy sięgnął po szklankę i na własnym języku musiał się przekonać, że pili coś o posmaku płynu do szyb czy też innych detergentów. Może to niedomyta szklanka, a może faktycznie barmanka była nieudolna w swoim fachu, ale zamierzała to wykorzystać na własną korzyść. Hasta la vista blondyno. Zirytowało ją jednak to, że Madox jej nie wierzył. A co jak co, ale jeśli ktoś miał znać się na alkoholach, to skromnie zwróciłaby paluszek w swoją stronę. Sześć lat tułania się po świecie i zbieranie doświadczenia w wielu melinach w końcu zbierało swoje żniwo.
- Proszę cię, ja nie potrzebuję jelenia na kebsa. Ja jestem jeleniem. Sama sobie kupię i jeszcze będę żałować następnego dnia, bo przepierdolę na to ostatnie pieniądze. - teraz to ją niemal obraził. Tak tanio się nie sprzedawała. Miała bardziej wyrafinowane podniebienie niż mięso mieszane i sos czosnkowy. No chyba, że była na gastro. Wtedy to nawet za frytkę oddałaby, to co matka w genach jej przekazała bez mrugnięcia okiem.
Nie zważała na to, że robią scenę, a kilka osób nawet posyłało im zdziwione spojrzenia, gdy ona wtulała się w bok mężczyzny, a ten wyjątkowo nawet nie odepchnął jej. Tylko spróbowałby... W porównaniu do niego nie przejmowała się plotkami, bo gdyby nawet ktoś doniósł Pilar o rudej typiarze, która sobie na zbyt wiele pozwala, to była na tyle rozpoznawalną personą, że ta od razu powiązałaby fakty. A przecież żadne z nich nie bawiło się w Sweet Home Alabama. Fuj. Jakby Madox nie był brzydki, bo przecież mieli te same geny, ale fuj.
- Testerka, brzmi nawet jak awans. Trucie dupy już podchodzi pod stanowisko asystentki. Jeszcze trochę, a zaproponujesz mi współprace bez wkładu własnego. - wyszczerzyła ząbki w jego stronę i zaśmiała się krótko. To nic, że przez te czułości zostawiała na jego okropnej koszuli brokat, którym popsikała swoje włosy. Najwyżej Madox chociaż raz będzie świecił niczym gwiazda.
- Jeszcze musisz się wiele nauczyć. Masz predyspozycje, ale bardziej odstraszasz niż wkurwiasz. - również pokazała mu język, żeby utrzymać oczywiście ton rozmowy na tym samym poziomie. Spoważniała na sekundę i spojrzała na kuzyna przygryzając dolną wargę. - Rozkładać nogi i nie zarazić się jakimś syfem. Tańczyć, gdy sypią we mnie hajsem i nie rozwalić sobie wątroby od tych drinków. - zażartowała, ale oboje wiedzieli, że potrzebowała chwili namysłu. - Barmanka? Wiesz potrafię kręcić dobrze dupą, ale do striptizerki trochę mi brakuje. Na alkoholach jednak się znam. - gdyby zaproponował jej posadę sprzątaczki, to poległaby na pierwszym obrzyganej toalecie. NIE MA MOWY NA TO.
Uraczyła go nawet pięknym uśmiechem, gdy zwrócił się do niej pícaro… Uwielbiała jego akcent i mogłaby słuchać go wtedy godzinami, bo wychowując się w Toronto nawet przy naukach matki nigdy nie była w stanie osiągnąć takiego poziomu. Ta różnica między nimi była od razu odczuwalna. Tak jakby ktoś podrzucił hienę pomiędzy szczeniaki. Ona zdecydowanie mniej używała tych języcznych wstawek, no chyba, że się wkurwiła. Wtedy dostawała latino kopa i jechała z tematem.
- Przed wszystkimi. Tak jest prościej. Mniej człowiek się tłumaczy. - posłała mu wymowne spojrzenie, bo przecież kto jak kto, ale Madox to najlepiej rozumiał. Zmarszczyła uroczo nosek, gdy rzucił jej wzywanie i bez żadnego namysłu podciągnęła się do góry, żeby tyłkiem wylądować na blacie. Przerzuciła na drugą stronę nogi, nie przejmując się tym, że kto chciał to widział jej majtki, które wyjątkowo dziś założyła i szybko znalazła się po drugiej stronie baru ku niezadowoleniu blondyny. Zerknęła w zamyśleniu na półki, przesuwając palcami po etykietach. To była jej chwila. Może nie miała uratować miasta przed złoczyńcą, ale przynajmniej mogła się wykazać swoim alkoholizmem.
Wrzuciła lód do shaker'a z lekkim hukiem kontynuując swoje przedstawienie. Dolała trochę więcej ciemnego rumu niż było w przepisie, który kiedyś zapamiętała.
Trochę Campari.
Trochę soku ananasowego oraz z limonki...
Oraz, oczywiście syrop cukrowy...
Nawet podjebała blondynie kawałek ananasa dla dekoracji. - To jest ta część, gdzie udaję, że wiem, co robię. - pewna siebie złapała shaker i potrząsnęła nim, żeby wszystko ładnie się wymieszało. - I ta część, gdzie wszyscy się zastanawiają, czy to będzie zajebiste, czy cię otruje. - rzuciła mu spojrzenie spod rzęs, gdy nalewała drinka do szklanki i ozdobiła go tym podjebanym ananasem. Miała gdzieś na końcu języka jak ten drink się nazywał, ale postanowiła improwizować. - Proszę bardzo. „Madox special” - uśmiechnęła się krzywo. - Najpierw smakuje dobrze, potem podejmujesz złe decyzje, a na końcu zastanawiasz się, gdzie się wszystko spierdoliło. - oparła się o blat, krzyżując ręce na piersi obserwując go z rozbawieniem. - No, pij. Jak przeżyjesz, to znaczy, że mam robotę. Jak nie… - wzruszyła ramionami - To stracę miejsce na kanapie na rzecz wygodnej pryczy w więzieniu. Cuba Libre i whisky byłaby zbyt oczywista... Aguardiente też, a tu chociaż Pilar mi podziękuje. - taka magia ananasa.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”