31 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Akceptacja to połowa sukcesu udanej przyjaźni. Bo Iris też niekoniecznie zawsze rozumiała słabość Darling do kobiet (a przynajmniej części tych, które poznała lub chociaż zobaczyła na zdjęciu lub o których słyszała z opowieści), ale też całkowicie to akceptowała. Ba! Nawet zaakceptowała, że miała kiedyś słabość do niej, a to już w ogóle uważała za jej największy błąd, bo nawet w szkole była pewnie z setka dziewczyn, które bardziej nadawałyby się do ulokowania w nich szczenięcych uczuć,
- Te nastoletnie hormony - prychnęła, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo skoro tak niewiele Darling potrzebowała to inaczej nie dało się tego wytłumaczyć. Swoją drogą działało to bardzo podobnie do mężczyzn w remizie, którzy mieli podkochiwać się w koleżankach z pracy tylko dlatego, że były koleżankami w pracy, w której za wiele kobiet nie ma. To też były hormony, jak u nastolatków! Swoją drogą w wojsku było dokładnie tak samo i może to tłumaczyło aktualne problemy Valentine.
- Bez sensu… próbowałam to z niej wyciągnąć, ale uparcie powtarzała, że mówiła same dobre rzeczy. Nie wierzę. Zbyt wiele razy się w jej towarzystwie zbłaźniłam, żeby miała mi robić tylko dobrą reklamę. Trochę na ciebie liczyłam, Donovan. - uśmiechnęła się pod nosem, bo spróbować było warto. Prośbą. Groźby i tortury nie wchodziły w grę, nawet jeśli przez myśl jej przeszło, że musiałby do nich zdjąć koszulkę, a to byłby całkiem przyjemny dla oka widok… nie, wróć, Valentine. Skarciła się w myślach za to fantazjowanie, bo nie czas i nie miejsce. I nawet nie wiedziała, czy odpowiedni człowiek.
- Mówisz? To trzeba było myśleć wcześniej. - wtedy faktycznie nie spędzałaby wieczoru w towarzystwie przyjaciół, których defakto chciała wyswatać… to była trudna sytuacja - Sama jesteś sobie winna. - a Iris wydawała się być tym całkiem usatysfakcjonowana - Bo nie powiedziała mi, że mamy się tu z tobą spotkać. - wyjaśniła Jettowi, musząc aż zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - Chyba myślała, że wtedy zdezerteruję, więc… albo mnie ma za tchórza albo Ciebie za takiego strasznego. To tak w ramach tego, jak nam obrabiała tyłki - a oni nie chcieli jej sprzedać, co naprawdę mówiła. To mógł być mały spoiler!


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała na swoje usprawiedliwienie to, że w szkole średniej była bardzo kochliwa. I pecha, że podkochiwała się zwykle w dziewczynach heteroseksualnych albo takich, które nie miały jeszcze pojęcia o swojej orientacji, chociaż takie znacznie łatwiej było przeciągnąć na swoją stronę. W końcu to ona otworzyła April oczy i pomogła jej wyjść z szafy, mimo że na tamten moment w ogóle nie myślała o niej, jak o potencjalnej partnerce. I tak było przez piętnaście lat w trakcie ich pięknej przyjaźni. Ciągle dziwiła się, że zeszły się dopiero teraz, chociaż cały czas miała ją na wyciągnięcie ręki.
Gdyby w remizie pracowała z samymi kobietami albo przynajmniej z kilkoma, pewnie również skrycie wzdychałaby do niektórych z nich, więc nie mogła dziwić się kolegom z jednostki. Przez długi czas była jedyną strażaczką, a aktualnie jedną z dwóch. Nic dziwnego, że panowie tracili dla niej głowę. A teraz tracili ją również dla Riley, nawet jeśli żaden nie mówił o tym głośno. Wystarczyło stanąć z boku i trochę ich poobserwować, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski.
Jak wy nic nie rozumiecie — powiedziała, wywracając oczami tak mocno, że prawie zobaczyła własny mózg. — Mam tyle asów w rękawie, żeby was upokorzyć, że nie starczyłoby mi na to nocy. Ale nie na tym polegając rekomendacje — uśmiechnęła się łobuzersko najpierw do Iris, a potem do Jetta. Bywała głupia, ale nie aż tak. Jeśli jakkolwiek chciała sprawić, żeby ta dwójka się polubiła, musiała przecież rozegrać to strategicznie. A potem niech sami odkrywają wzajemnie wady, o których Teddy nie pisnęła ani słówka. Bo umówmy się, żadne z nich nie było święte.
Donovan cmoknął i wzruszył ramionami.
Przyznaję to z ciężkim sercem i duszą na ramieniu, ale ona ma rację — wskazała głową na Darling. — Ale w przeciwieństwie do Teds, nie jestem oszustem — dodał, wbijając strażaczce małą szpilkę. Pewnie dlatego, że ona też mu nie wspomniała, z kim wybiera się na koncert. — Naprawdę nie mówiła o tobie nic, czym mogłaby cię z premedytacją upokorzyć. Ale ty chyba nie jesteś tchórzem, Valentine, bo jeszcze nie zwiałaś, więc chyba nie jestem aż taki straszny? — posłał jej rozbawione spojrzenie.
No i dobrze — odezwała się Teddy, przenosząc wzrok na scenę. Światała na arenie zgasły, co zwiastowało początek koncertu. — Pragnę wam tylko przypomnieć, że skoro oboje trzymać gęby ta kłódkę, to ja jestem w najbardziej komfortowej sytuacji. Sami musicie sobie wyjaśnić, co o was nagadałam — uśmiechnęła się szeroko, nie kryjąc satysfakcji. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Szkoda, że zaraz z głośników poleci muzyka, która uniemożliwi im swobodną konwersację. Ale to tym lepiej, będą musieli spotkać się w jakimś cichszym miejscu. Wtedy to już na pewno tylko we dwoje!

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej brwi powędrowały do góry, gdy Teddy wspomniała, że nic nie rozumieli. Momentalnie miała ochotę rzucić jej w twarz bardzo prostym hasłem, żeby ich w takim razie oświeciła. Ba! Nawet miała ochotę poprosić, żeby rzuciła jej tu jednym ze swoich asów w rękawie… głównie z własnej ciekawości! Co by to było? Nastoletnie imprezy? Całkowity brak gustu w stosunku do mężczyzn i wybieranie tych najmniej odpowiednich? To byłby jednak prawdziwy gwóźdź do trumny jej ewentualnej relacji z Donovanem. No chyba, że był masochista z potrzebą udowadniania światu, że jest inny i że z nim byłoby inaczej. Szansa powodzenia tej misji? Oh, niewielka. Minimalna.
- Albo nie jestem tchórzem, albo Ty nie jesteś taki straszny, Donovan. - poprawiła, uśmiechając się pod nosem. Gdyby był straszny jej wewnętrzny tchórz miałby większe szanse się ujawnić. Póki co… on sobie tam był, gdzieś tam z tyłu jej świadomości przypominał o tym wszystkim, czym się martwiła, ale nie dawał temu dojść do głosu. Może faktycznie lepiej było to zostawić na inną okazję, może taką właśnie sam na sam. Czy kiedykolwiek do niej dojdzie? Tego nie wiedziała i nie zamierzała po pięciu minuta znajomości niczego zakładać - Przed chwilą się sprzedałaś, że nic nie nagadałaś, żeby zrobić nam najlepszą reklamę. Zdecyduj się Darling. - wytknęła, podśmiechując się pod nosem i dołączając do niej przy barierce. Chwilę później na scenie pojawiły się tancerki i może górę wzięła ta nieheteronormatywna część jej natury, bo trudno było się nie gapić na te tyłki i nie żałować utraty własnego! Można było się nabawić kompleksów. I faktycznie głośna muzyka uniemożliwiła jakąkolwiek rozmowę… było głośno, bardzo głośno. Można było się tylko do tego hałasu dołączyć, zdzierając sobie gardło, wyśpiewując kolejne refreny, udając że potrafi się tańczyć i robiąc tylko niewielkie przerwy na łyk lub dwa piwa. Ale wszystko, co dobre kiedyś się kończy…
- Mam wrażenie, że trochę ogłuchłam… - rzuciła, jak już utknęli w tłumie ludzi zmierzającym w stronę wyjścia, najpierw z trybun a później z samej areny. Nogi bolały ją przy samym tyłku, a głos miała ewidentnie zachrypnięty. Ale i tak nie mogła przestać się szczerzyć od ucha do ucha.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O nie, nie, nie! Teddy nie zamierzała na razie ujawniać żadnych asów, którymi dysponowała. Nie można przecież trzaskać kartami na lewo i prawo. Poza tym, dlaczego miałaby mówić o swoich przyjaciołach nieprzychylne rzeczy, skoro oboje mieli więcej plusów niż minusów? No i umówmy się, Darling była ostatnią osobą, która psioczyła na ludzi. Chyba, że do grona tych osób należał ktoś, kto łamał serce Iris. Na przykład Michael Graham.
A kto w ogóle powiedział, że Jett jest straszny? — zwróciła się do Valentine. No nie tak go przedstawiała, to ona od razu snuła jakieś wizje, że sprzedawała jej kota w worku. — Ktoś, kto ma labradora nie może być straszny — zaznaczyła, unosząc palec ku górze. To było bardzo ważne. Jak można nie ufać psiarzom? Kociarzom to jeszcze, ale właściciele psów byli najmilsi na świecie! A może nawet i w calutkim kosmosie!
Właśnie, kto powiedział, że jestem straszny, Valentine? — Donovan popatrzył na Iris podejrzliwie. — Bo jeśli nie Darling, to chyba sama sobie to wymyśliłaś — on z kolei wymierzył w w nią ostrzegawczo palcem, a potem pokiwał nim w ramach groźby, żeby nie przypinała mu łatek tego strasznego.
Teddy nie miała czasu na wyjaśnienia, że naprawdę niczego na nich nie nagadała, a skoro uważali inaczej, to mogliby sobie to przegadać. Ale to później, bo Pitbull szalał na scenie w najlepsze, a ona za bardzo wkręciła się w darcie mordy do znanych utworów. Potem tylko żałowała, że jednak nie wzięły więcej piwa, bo zaschło jej w gardle, a nie było sensu przeciskać się przez tłum, żeby dotrzeć do baru.
O ile na początku myślała, że miejsce na trybunach to kiepski pomysł, ostatecznie okazał się wyśmienitym, bo jak nogi wchodziły jej już od tańczenia i skakania w dupę, mogła sobie na chwilę przycupnąć, żeby nabrać sił do ponownego hasania.
A mi strasznie dudni w uszach — zaśmiała się głośno, gdy już przeciskali się przez tłum. Chwilę potrwało, zanim dotarli do wyjścia, ale jak już znaleźli się na zewnątrz, wzięła głęboki haust powietrza i rozejrzała się dookoła. — To co powiecie na jakiegoś drinka? Możemy iść do baru za rogiem — wskazała ręką na lokal po drugiej stronie ulicy.
W sumie, czemu nie? — Donovan zaciągnął się swoim elektrycznym papierosem. — Nie mam żadnych planów. Chyba, że to wam się spieszy? — zerknął najpierw na jedną, a potem na drugą.
Zanim Darling zdążyła powiedzieć, że przecież to ona wyszła z propozycją, na parkingu rozległ się huk, a potem kobiecy krzyk.
Co do chuja? — mruknął Jett, odruchowo odwracając głowę w stronę hałasu.
Na parkingu panował chaos. Kilka osób stało jak wrytych, ktoś krzyczał, ktoś inny nerwowo sięgał po telefon. Na asfalcie, kilka metrów od zaparkowanych samochodów, leżał młody mężczyzna. Obok niego klęczała roztrzęsiona dziewczyna.
Ktoś go potrącił! — zawołała jakiś chłopak, wskazując ręką w stronę wyjazdu. — Ten samochód po prostu odjechał!
Teddy wymieniła z przyjaciółmi porozumiewawcze spojrzenia i nie czekając ani chwili dłużej, całą trójką pognali w stronę poszkodowanego.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej szeroki uśmiech – popisowy! – musiał im wystarczyć za odpowiedź, kto powiedział, że Jett jest straszny. Bo nikt tak nie powiedział. Ona po prostu strasznie dramatyzowała. S t r a s z n i e. Ale na szczęście była tego świadoma i teraz wiedziała, że nie było to zupełnie potrzebne i mogła sobie mentalnie strzelić za to przez łeb. Bo przecież powinna mieć więcej zaufania do Teddy… bo skoro ona go uwielbiała – a Valentine wiedziała, że tak właśnie było… uwielbiała go – to musiał być porządnym człowiekiem. No i miał labradora! Zaśmiała się, pokręciła lekko głową, bo co złego to nie ona – musieli jej wybaczyć. To po prostu lata świetne wpadania na ludzi, którzy podkopywali jej pewność siebie i umiejętność w kontakty międzyludzkie. Przynajmniej te prywatne! Na szczęście ten wieczór był całkiem dobrą okazją do rozerwania się i trochę… potrenowania! Właśnie tych relacji międzyludzkich.
- Swoją drogą jesteś pewna, że no wiesz… to było bezpieczne przedsięwzięcie? Nie powinnaś się jakoś zabezpieczyć? – teraz przeszło jej to przez myśl, gdy było już właściwie po sprawie i nie można było cofnąć czasu oraz zrobić tego lepiej. Oczywiście, że przypomniała sobie o wybuchu, w którym Darling prawie straciła słuch… i teraz znowu zaczęła dramatyzować! Na szczęście nie dała temu dać do głosu.
Zresztą nie miała kiedy.
W pierwszej chwili nie wiedziała, co się stało, ale jednak instynkt robi swoje i potrzebowała dokładnie ułamka sekundy, żeby to do niej dotarło i po prostu zareagowała. I cały miły wieczór poszedł się… eh. Gdy tylko dobiegli do ofiary wypadku – od razu padła przy nim na kolana.
- Co się stało? – spojrzała na roztrzęsioną dziewczynę u jego boku, gdy jednocześnie sprawdziła puls chłopaka leżącego na ziemi. Wyczuwalny, więc chociaż tyle dobrego. Jednocześnie poczuła narastającą irytację, gdy zdała sobie sprawę, że dookoła nich zrobiło się tłoczno, a ktoś nawet wyjął telefon, żeby wszystko nagrywać – Ej ty! – wskazała na gościa, który mierzył w nich kamerką swojego telefonu – Wykorzystaj ten telefon i zadzwoń po pomoc. – poleciła, jednocześnie przesiadając się tak, żeby zając miejsce za głową chłopaka i ją ustabilizować – Nie możemy go ruszyć. – nie widziała jak wyglądał sam wypadek, ale za bardzo obawiała się uszkodzenia kręgosłupa, żeby ryzykować. Wolała mu stabilizować głowę i dlatego właśnie klęczała za nim – Puls jest wyczuwalny, ale słaby. – spojrzała wymownie na Teddy i Jetta, żeby dać im do zrozumienia, że sytuacja nie wyglądała najlepiej i żeby przygotowali się do tego, że w każdej chwili któreś z ich trójki może musieć podjąć się resuscytacji – Służby ratunkowe powinny być tu lada moment. – w końcu byli na cholernym koncercie, musiało ich tam być pełno. Spojrzała na dziewczynę poszkodowanego starając się ją uspokoić i zdała sobie sprawę, że ta jest blada jak ściana i lada moment też odleci.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teddy zareagowała właściwie zanim jeszcze zdążyła pomyśleć. Jej ciało natcyhmiast weszło w tryb działania dokładnie tak, jak na każdej akcji. Hałas koncertu przestał mieć znaczenie. Kucnęła po drugiej stronie poszkodowanego, szybko omiatając go wzrokiem - klatka piersiowa, brzuch, kończyny.
Oddycha? — zerknęła niepewnie na Iris, kiedy w tym samym czasie Jett próbował okiełznać gapiów. Tłum był zawsze był problemem.
Odsunąć się! — krzyknął, nie pozostawiając miejsca na dyskusję. – Dajcie mu przestrzeń, potrzebuje powietrza!
Ludzie zaczęli się cofać. Niechętnie, ale jednak. Ktoś mruknął coś pod nosem, ktoś inny nadal patrzył jak zahipnotyzowany. Oczywiście znaleźli się też tacy, którzy postanowili nagrać moment po wypadku. Teddy spojrzała na dziewczynę obok nich. Jej ręce drżały tak mocno, że wyglądało, jakby za chwilę całkiem odmówiły posłuszeństwa.
Hej, spójrz na mnie — zwróciła się do niej spokojnie, ale stanowczo, łapiąc z nią kontakt wzrokowy. — Jak masz na imię? — podniosłą się kucek, zostawiając poszkodowanego pod nadzorem przyjaciółki.
Dziewczyna przełknęła głośno ślinę.
J-Jessie — wymamrotała i złapała gwałtownie haust powietrza.
Jessie, dobrze. Ja jestem Teddy. A to Iris i Jett. Jesteśmy ze służb ze służb ratunkowych, a pomoc już jedzie. Zostaniesz tutaj ze mną, okej? Oddychaj. Tylko powoli — Teddy celowo zwolniła własny oddech, żeby nadać rytm. — Wdech… i wydech. Jeszcze raz — poprosiła, kiedy dziewczyna poszła jej śladem. — To twój partner?
Brat — odparła cicho, nieco się uspokajając.
Darling kątem oka kontrolowała sytuację. Jett przykucnął obok Iris, stabilizując chłopakowi głowę. W oddali niósł się dźwięk syren alarmowych, co oznaczało, że pomoc była już blisko. Chwilę później przekazali go ratownikom medycznym, przekonując ich, żeby Jessie mogła pojechać z nimi do szpitala.
Jeszcze dłuższy moment stali całą trójką w miejscu, pilnując, żeby wszyscy bezpiecznie się rozeszli, zanim dojdzie na parkingu do kolejnego, feralnego zdarzenia i potem faktycznie udali się na piwo do pobliskiej knajpy, żeby móc napić się piwa. I Darling, oczywiście, nie przestawała dążyć do tego, żeby Valentine i Donovan w końcu umówili się na jakąś randkę. Z jakim skutkiem? Ciężko stwierdzić. Reszta i tak należała już do ich decyzji.
koniec
Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Arena”