ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

045.
It was easier to pretend we were just friends
than admit we wanted more.

trigger warning
przekleństwa już się pojawiają
𝑆𝑢𝑚𝑚𝑒𝑟 𖤓 ⋆.˚ 𓇼

To było pamiętne lato...
Ciepłe, pełne tych śmiesznych uczuć, które przecież oni poznawali, łaskotania w brzuszku, kiedy trzymali się za rączkę. Było dużo śmiechu i opowieści o tym jak to będzie jak już dorosną, albo jak zeszłego roku Madox znalazł modliszkę, którą z Tio hodowali. A Pilar uratowała przed kotem dwie małe myszki. Dawali sobie buziaki i jedli lody na pół. Wklejali do albumu coraz to nowsze naklejki i czytali na drzewie komiksy ze Spidermanem.
Tylko, że kiedy mały, dziesięcioletni Madox zbliżał się coraz bardziej do Pilar, to... oddalał się od Ticiano.
Az w końcu któregoś dnia, jednego z ostatnich przed końcem wakacji, Ticiano wyrzucił z siebie co czuje.
- Nie powinieneś tak dużo czasu spędzać z Pilar... - rzucił kiedy wracali z targu do domu, odprowadzili ją już do ciotki i szli do Ticiano na obiad.
- Daj spokój Tio - Madox jak zwykle machnął na to ręką.
- Ona później będzie tego żałowała, złamiesz jej serce - Madox się zatrzymał i spojrzał na Ticiano.
- Ale ja ją kocham Tio - i może Madox miał dziesięć lat, co on wiedział o miłości, ale tylko przy niej czuł te śmieszne robaki w brzuszku i tylko z nią chciał spędzać czas.
- A co ty wiesz o kochaniu Madox, jak ciebie nikt nigdy nie kochał! - Noriega zawiesił to ciemne spojrzenie na swoim kumplu, a później go pchnął i uciekł.
Nie przyszedł na obiad. W ogóle nie pokazywał się u Ticiano kilka dni. Ale może jego kuzyn miał rację? Bo skoro nie kochała go ani mama, ani ojciec. Nikt. To co on mógł o tym wiedzieć?
Ostatniego dnia wakacji, kiedy słońce już schowało się za horyzontem, rzucał kamykami w okno Pilar, a kiedy do niego wyszła, kiedy usiedli pod parapetem na trawie, trochę patrząc w gwiazdy, i trochę opowiadając sobie co robili przez te dni, kiedy się nie widzieli, to Madox zebrał się w sobie, żeby powiedzieć jej coś ważnego. A mianowicie, że nie może być jej chłopakiem, bo on jej... chyba nie kocha.
Ale nie dlatego, że przestał czuć to łaskotanie, albo nie chciał z nią już spędzać czasu, bo chciał. Tylko po prostu... może Tio miał rację? Oczywiście, że jej tego nie wyjaśniał. Rzucając tylko to.
- I nie mogę być dłużej twoim chłopakiem Pilar, bo chyba cię nie kocham... - zostawiając ją pod oknem z dwoma nowymi naklejkami, które jej przyniósł. I nowym kamykiem z dziurą, do jej kolekcji, którą uzupełniali przez całe wakacje.
Z tym pamiętnym, gorącym latem skończyła się też ta ich pierwsza, szczeniacka miłość. Złamanymi serduszkami. A przecież obiecał jej, że jej go nigdy nie złamie...

🎸⋆⭒˚.⋆

Osiem lat później.
Madox siedział przy stoliku w kawiarni z jakąś brunetką. Pociągała przez słomkę truskawkowego szejka i wpatrywała się w niego wielkimi, zielonymi oczętami. A on też ciemne tęczówki zawieszone miał na jej twarzy.
- No i będzie Ticiano? Z Pilar? - zapytała dziewczyna, a Madox wzruszył ramionami.
- Pewnie tak - rzucił i zamieszał słomką w swoim szejku o smaku mango.
- I ty będziesz z Rosą? - zapytała znowu, a on znowu wzruszył ramionami.
- No raczej tak... - mruknął trochę beznamiętnie i pociągnął ze słomki.
- I ja znowu będę jak to piąte koło u wozu - jęknęła brunetka opierając dłonie na policzkach. Nadęła usta wzdychając ciężko. A Madox zaraz się do niej wyrwał, przesiadł obok niej na siedzenie i szturchnął ją łokciem, wbił w nią spojrzenie, uśmiechnął się, bo chciał ją pocieszyć.
- Nigdy nie jesteś jak piąte koło u wozu Marie... Jeśli chcesz, to odpulę dla ciebie Rosę - rzucił opierając rękę na oparciu ławki za jej plecami. Marie wywróciła wielkimi, błyszczącymi oczami.
- Rosa nie dałaby ci potem żyć Madox - powiedziała i dźgnęła go palcem w bok.
- I tak czasem kurwa nie daje... - rzucił i pokręcił głową, a Marie znowu sprzedała mu kuksańca, z ej na ustach. Noriega się uśmiechnął - wybacz - rzucił, bo zawsze zapominał o tym, że Marie chodziło do katolickiego liceum i siostrzyczki nie pozwalały jej przeklinać. Madox się starał tego przy niej nie robić. Opadł plecami na oparcie i zerknął na zegarek na nadgarstku, Tio się spóźniał...
- Marie, nie może cię zabraknąć, najpierw się trochę ponapier… Pobijemy... A potem będzie tajna impreza na plaży, musisz być - wbił w nią ciemne spojrzenie. A Marie pokręciła głową.
- Madox mówiłam ci, żebyś się nie bił, to niebezpieczne, że w ogóle Rosa ci pozwala - prychnęła pod nosem. A Noriega wywrócił ciemnymi ślepiami.
- Jej się to nawet podoba, mówi, że to ją kręci... - puścił do niej oczko, a Marie tymi swoimi znowu wywróciła.
- Kręci ją to, że obijają ci tą ładną buzię? - znowu prychnęła, a Madox się roześmiał, sięgnął palcami do jej policzka, muskając go opuszkami.
- Marie, ja nie mam ładnej buzi... - teraz on prychnął - ty masz... - przesunął palcami po jej gładkiej skórze. Z boku mogło to wyglądać tak, jakby Madoxa z Marie łączyło coś więcej. Ale wcale tak nie było, ona była dla niego jak siostra.
Ale kiedy wreszcie do ich stolika podszedł Tio ściskając za rękę Pilar, to popatrzył to na jedno, to na drugie, a Madox trochę się cofnął.
- No wreszcie - rzucił i podniósł się, żeby zbić piątkę z Ticiano. Marie też wyrwała się do Pilar, żeby przywitać ją buziakami. Madox rzucił jej tylko krótkie cześć. I kiedy usiedli z powrotem do stolika, a Noriega znowu oparł rękę za plecami Marie, to Tio zerknął najpierw na jedno, potem na drugie.
- Gdzie Rosa? - zapytał, a Madox tylko wywrócił oczami, ale zabrał rękę. Skrzyżował je na piersi.
- Nie wiem, nie pilnuję jej - rzucił... A może to już wtedy był błąd? Że on nigdy Rosy nie pilnował?
- Pilar masz już sukienkę na imprezę na plaży? Ja się jeszcze zastanawiam, ale Madox namawia mnie żebym szła - Marie zagadała Pilar wbijając w nią spojrzenie. A Madox zaraz sięgnął do Marie, objął ja ramieniem i ścisnął.
- Musisz iść, kto mi będzie naklejał plasterki, jak nie ty? - Marie pisnęła i odepchnęła go od siebie z głośnym Madox! na ustach.

Hola... Pilar ⋆.˚🦋༘⋆
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


032.
they say you never forget your first love
first broken heart too...
⋆ 𖤓 ⋆˚࿔ 𝚝𝚑𝚎 𝚙𝚊𝚜𝚝 𖤓 。𖦹°‧ ⋆☀︎.

Your cheeks were turning red
You used to be a little kid with glasses in a twin-sized bed
And your mother's telling stories 'bout you on the tee-ball team
You told me 'bout your past thinking your future was me

To lato było najlepszym w jej dziesięcioletnim życiu.
Może i nie miała ich dużo na koncie, jednak sposób, w jaki je spędziła wyryło się w jej pamięci na zawsze. W końcu przeżyła swoją pierwszą, szczeniacką miłość. Rozpoczęło się od wielkich uniesień, trzymania za rączkę, jedzenia lodów na pół i składania na wzajemnym ustach przelotnych całusów, kiedy tylko nikt nie patrzył. Pilar była dumna z tego, że miała tak wspaniałego chłopaka. Może na tamten moment nie wiedziała wiele o miłości, ale tą która znała, ta z Madoxem, była najwspanialszą na świecie. Czuła, że znalazła swoją bratnią duszę.
Rozumieli się dobrze. Niekiedy bez słów. Skakali razem po drzewach, oglądali komiksy i wkradali się na po nocach na letnie kino dla dorosłych, żeby obejrzeć najnowsze filmy akcji i ukraść trochę popcornu z lokalnej budki. Oczywiście to wszystko w towarzystwie Tio, który im bliżej oni ze soba byli, on oddalał się coraz bardziej i bardziej. Nie kibicował im. Kiedyś nawet przyszedł pod dom Pilar, żeby ostrzec ją, że Madox tak naprawdę wcale jej nie kochał. Bardzo się wtedy pokłócili, bo Stewart przecież wiedziała swoje. Była pewna tej miłości. Tego, że jej chłopak, nigdy by jej czegoś takiego nie zrobił.
Bo przecież obiecał.
Pod koniec lata okazało się jednak, że jego obietnice nie były nic warte.
Pierwsze przestał się do niej odzywać. Nie przychodził pod dom ani na targ. Nawet w bazie, którą Pilar odwiedzała codziennie go nie było. Raz przesiedziała pod wielkim drzewem dobre trzy godziny licząc, że go spotka, ale on nigdy nie przyszedł.
Pojawił się natomiast dwa dni później, waląc kamieniem w jej okno i chociaż strasznie cieszyła się na jego widok, tak widziała po jego zmarnowanej buzi, że coś było nie tak. Bardzo nie tak, jak się potem okazało, kiedy tylko z drobnych ust Noriegi wyszło kilka zdań, które dosłownie zdmuchnęło cały piękny domek z różowych kart, który budowali przez te długie tygodnie. Tak po prostu. Przyszedł i powiedział, że jej nie chce. Że już jej nie kocha.
Ale… przecież obiecałeś — rzuciła nerwowo zaraz po jego słowach, podczas gdy jej wielkie, brązowe oczy zaszkliły się od nadmiaru wilgoci. — Obiecałeś, że nie złamiesz mi serca — w jej głosie było wiele emocji. I chyba więcej rozpaczy niż złości. Pierwszy raz ktoś pokochał ją taką jaka była, dobrowolnie spędzał z nią czas i nie był częścią rodziny… i odkochał się w niecałe dwa miesiące. Dwa miesiące. Chciała go o to zapytać. Dowiedzieć się, czy zrobiła coś nie tak, czy naprawdę była aż tak okropną dziewczyną, że przestał ją kochać, ale zamiast tego w ostatniej chwili na jej zapłakanej buzi pojawił się grymas, a spomiędzy ust wyszło coś, czego sama się nie spodziewała. — Nienawidzę cie!! — tylko tyle powiedziała mu na odchodne, nim wbiegła po schodkach do domu i zatrzasnęła za sobą drzwi.
I takim sposobem Madox Noriega stał się pierwszym chłopcem, który złamał jej serce.



⋆ 𖤓 ⋆˚࿔ 𝚝𝚑𝚎 𝚒𝚗𝚋𝚎𝚝𝚠𝚎𝚎𝚗 𖤓 。𖦹°‧ ⋆☀︎.

And I know it's long gone and that magic's not here no more
And I might be okay but I'm not fine at all

Długi czas nie chciała go widzieć.
I nawet Tio, który przychodził prawie codziennie pod jej dom pocieszać ją, powtarzać, że przecież ją ostrzegał, nie była w stanie tego naprawić. Czasami spędzała czas z samym Ticiano. Chociaż kiedy zapytał, czy będzie teraz jego dziewczyną odmówiła. Za bardzo bała się odrzucenia. A może po prostu potrzebowała czasu? Bo kiedy on przez te lata nie ustępował ją na krok, ich drogi faktycznie na nowo się zeszły. Umawiali się przez całą czternastkę i piętnastkę, chociaż szesnastoletnia Pilar w swojej erze nastoletniego buntu na jakiś czas kompletnie się od wszystkich odcięła. Umawiała się z kim popadnie, zakumplowała się z niewłaściwym towarzyszem, popadając w nadmiar imprez, by odnaleźć w tym wszystkim siebie. Wtedy w jej życiu znowu pojawił się Tio. Znowu jak ten rycerz w białej zbroi ochronił ją przed wszystkim, co złe. Zaopiekował się nią. I wciągnął na nowo do swojego życia. Życia, w którym chcąc nie chcąc znajdowała się osoba, która rozcierała dawne rany i przywoływała wspomnienia, które w sercu Pilar wciąż kuły nieznośnie. Przebywała z Madoxem, obcowała z nim przez te lata, ale bardziej z przymusu niż z chęci. A przynajmniej tak sobie powtarzała. Już nie był kochanym Madito, był po prostu przyjacielem jej chłopaka. Nikim więcej. Ta, jasne.



⋆ 𖤓 ⋆˚࿔ 𝚝𝚑𝚎 𝚙𝚛𝚎𝚜𝚎𝚗𝚝 𖤓 。𖦹°‧ ⋆☀︎.

'Cause there we are again on that little town street
You almost ran the red 'cause you were lookin' over at me
Wind in my hair, I was there
I remember it all too well

Naprawdę musimy tam iść? — Pilar jęknęła kolejny raz, wypuszczając mocno powietrze z płuc. Ostatnią rzeczą, jaka chciała robić tego popołudnia było spędzenie tego czasu z przyjacielem Tio i Marie, kiedy i tak będą się widzieć wieczorem. — Jest tyle zajebistych rzeczy, które moglibyśmy robić… — przeskoczyła do przodu, przez moment maszerując tyłem, podczas gdy spojrzenie wbiła w Ticiano. — Na przykład powylegiwać się nad basenem twojej ciotki… sami… — przysunęła się do niego jeszcze bliżej i chciała sięgnąć do jego paska, by może jeszcze go jakoś przekonać, ale on tylko złapał ją za nadgarstek.
Pilar, przestań… — mruknął karcąco. — I idź normalnie, bo jeszcze orła wywiniesz! — pouczył ją, a ona przewróciła oczami i wróciła do pozycji startowej, zaciskając palce na jego dłoni. Oczywiście, ze by się nie wywaliła. Przecież miała świetną koordynacje ruchową. Poza tym, zawsze mógł ją złapać, ale przecież nie będzie się z nim kłócić. Nie teraz, kiedy wchodzili do kawiarni i skierowali się prosto na ogródek na tyłach.
Oczywiście nie umknął jej uwadze fakt, że Madox jak zwykle flirtował ze wszystkimi dookoła i chociaż ten widok robił na niej jakieś tam wrażenie, po prostu przydziała przelotny uśmiech na twarz.
No wreszcie.
Przewróciła oczami na komentarz Noriegi, mrucząc pod nosem jedynie jakieś marne cześć, podczas gdy dłonie już rozkładały się szeroko, by objąć Marie. Tio oczywiście wyjął jej z ust pytanie o Rosę. Ciekawe czy byłaby zadowolona widząc swojego faceta w takiej scenerii z Marie w roli głównej, chociaż skromnym zdaniem Stewart akurat ta dwójka była siebie kurwa warta. Przysiadła na jednym z krzeseł i już zaczęła się rozglądać po jakieś menu, kiedy Marie zaczęła pytać o imprezę na plaży i sukienkę, jaką miała w planach założyć. Poniosła na nią spojrzenie, a gdzieś w przy okazji złapała tego to ciemne Madoxa.
Czerwoną — oznajmiła, na krótką chwilę walcząc z nim na spojrzenia.
Oja, kolor miłości!!! Ale słodko — Marie psiknęła nagle, ściągając na siebie uwagę. — Tio ty też będziesz mieć coś czerwonego? — dopytała przyjaciela, a on tylko podrapał się po głowie. Oczywiście, że o tym nawet nie myślał. Poza tym…
Wole niebieski — przyznał szczerze, na co Pilar tylko wzruszyła ramionami. Wiedziała o tym doskonale, że Tio nie przepadał za czerwonym, ale ona lubiła, więc nie miała zamiaru mu się podporządkowywać. Poza tym, to nie wesele, żeby mieć maching outfit. Już miała to nawet oznajmić, kiedy Madox znowu się odezwał, tym razem przekonując Marie, że musi iść, żeby naklejać mu plasterki. Znowu wywaliła oczami.
Jeszcze ci się nie znudziło napierdalanie się? — spytała oceniająco, przy okazji sięgając do stolika obok po niewielką, śliską kartkę z rozpiską menu. Pilar swego czasu również uczyła się co nieco bić, kiedy miała swój epizod z niewłaściwym towarzystwem, ale głównie miało to służyć samoobronie, a nie naparzeniu ludzi po mordach dla przyjemności. Marie fuknęła pod nosem, że napierdalanie się to bardzo brzydko, a Pilar tylko spojrzała na nią przepraszająco.
Dzisiaj podobno podbijają stawkę — odezwał się Tio, nachylając w stronę kumpla. — Jak wygrasz możesz zgarnąć nawet trzy koła — ten to dopiero był hipokrytą. Jej nie pozwalał nawet iść tyłem po chodniku, a kiedy Noriega bawił się w nielegalne walki i naprawdę mógł zrobić sobie krzywdę, to kurwa wszystko było w jak najlepszym porządku. I jak ona mogła znowu nie wywalić oczami? Już chciała rzucić do tego kolejną ripostą, ale wtedy poczuła, jak dłoń Tio zaciska się na jej udzie, dlatego finalnie odpuściła i zamiast tego, wstała z miejsca.
Idę po mrożoną czekoladę — oznajmiła. — Ktoś jeszcze chce? — spojrzała po wszystkich obecnych przy stoliku. Marie oznajmiła, że chce truskawkowego szejka, Tio mrożoną herbatę, a Madox… no właśnie, chciał coś? Na przykład zniknąć z jej życia?

'Cause there we are again when I loved you so
Back before you lost the one real thing you've ever known
It was rare, I was there, I remember it all too well
I remember it all too well
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox znowu zamieszał swojego szejka, wcale nie skupiając się na rozmowie Marie i Pilar, chociaż kiedy na to pytanie o kolor sukienki Stewart, odpowiedź padła, że czerwoną, to zerknął na nią krótko. Na moment złapał jej spojrzenie, ale zaraz opadł plecami na oparcie ławki.
- Dzisiaj będę się bił jako faworyt - rzucił trochę od niechcenia do Tio, i może Pilar o tym nie wiedziała...
A może jednak tak? Bo przecież pewnie byli już na jakiejś jego walce, ale to oznaczało, że on też będzie dzisiaj na czerwono, w takich spodenkach. Po raz pierwszy.
- Co ty mówisz Madox? Wiesz, że nie możesz przegrać... - Tio pochylił się do przodu opierając łokieć na stoliku, a jedną rękę na kolanie Pilar.
Madox nic nie powiedział, ale przecież doskonale zdawał sobie z tego sprawę, zresztą on za każdym razem szedł tam z myślą, że nie może przegrać. I w zasadzie zazwyczaj wygrywał. Akurat w swojej kategorii wiekowej był naprawdę dobry.
Znowu spojrzał na Pilar, kiedy się do niego odezwała.
- A tobie nie znudziło się czepianie mnie i... - urwał, bo Tio już patrzył na niego krzywo, a Marie trąciła go kolanem pod stolikiem.
Zamknął się i dopił do końca swojego szejka. A zaraz pochylał się nad stolikiem, w kierunku Stewart, bo przecież Tio siedział po przekątnej od niego.
- Trzy koła? To już mógłbym kupić ten motocykl, wiesz który - ruszył pod stołem kolanem i tracił też chyba... Pilar.
- Ten od Alvaro? - dopytał Ticiano - powinieneś sobie zrobić prawko na samochód, jak ja... a nie jakieś motory - wywrócił oczami opierając się o oparcie i znowu sięgając do Stewart. Madox też strzelił oczami w sufit, ten motocykl to było jego marzenie, a Alvaro przecież już miał kupca, ale uprosili go z Rosą, żeby jeszcze go dla niego przytrzymał.
Ale może już niedługo...
Pilar wstała, a w tym czasie Ticiano stwierdził, że idzie do łazienki. Marie się zerwała, bo zobaczyła przy drzwiach Rosę i poszła się przywitać, a Madox podniósł ciemne spojrzenie na Stewart. Wiedział, że nie lubiła takich sytuacji, kiedy zostawali sami...
Powinien odpuścić i pozwolić jej iść złożyć zamówienie, ale on zaraz wstał, tak, że zatrzymał się blisko niej.
- Pójdę z tobą, to pomogę ci się zabrać - powiedział jakby nigdy nic, ale czy to nie dziwne, że zamiast iść przywitać swoją dziewczynę, to on pomagał Pilar?
Rosa przywitała się z Marie i zatrzymała jeszcze Tio, żeby poprawić mu kołnierzyk jasnej polówki, rozmawiali o czymś we troje przy drzwiach.
A czy Pilar chciała, czy nie, to Madox stanął z nią przy ladzie, kiedy składała zamówienie.
- Dla mnie dwa czekoladowe szejki... - rzucił jej do ucha, kiedy zamawiała te rzeczy dla siebie, Tio i Marie, zanim jednak dodała te dwa szejki, to złapał ją za ramię - nie, jeden i jedna diet cola - poprawił się, bo przecież niemożliwe, że Rosa wypiłaby coś z czekoladą. Sprzedawczyni zapytała, czy zaczekają, bo mają duży ruch i mogli by to zabrać, skoro są razem.
Madox od razu skinął głową i zapłacił, bo to w końcu on ich tutaj zaprosił, na szejki, żeby spędzili trochę czasu wspólnie, przed walką. I chociaż Rosa wiecznie mu powtarzała, że powinien się wtedy skupić, to on jednak wolał... wyluzować. Trochę odciążyć głowę, głupimi szejkami na przykład.
Oparł się o ladę plecami, a jego spojrzenie odszukało Rosę i Marie, które wesoło już o czymś rozmawiały przy ich stoliku.
- Namów Marie, żeby z nami poszła Pilar, ona uważa, że jest... jak piąte koło u wozu, czy jakoś tak - zagadał do Stewart zerkając na jej profil. Na jej duże, wciąż zawsze ładne oczy - a potem będzie siedzieć sama w domu - pierwsze na ladzie stanęły te mrożona herbata i diet cola, Madox wsadził do obydwóch kubków różowe słomki, jakoś tak odruchowo. Bo Rosa lubiła różowy. Dzisiaj też miała na sobie króciutką sukienkę w tym kolorze, która podkreślała jej opaleniznę i niebieskie oczy. Zarzuciła do tyłu długie, czarne włosy zerkając w ich kierunku.
- Zaniosę im to i zaraz przyjdę... - stwierdził Madox i załapał za napoje, żeby zanieść je do stolika. Oczywiście, że kiedy tam podszedł to Rosa już wstawała, żeby zacisnąć długie, różowe paznokcie na jego czarnej koszulce z logo jakiegoś zespołu i przyciągnąć go do siebie. Całowała go długo, zarzucając mu ręce na szyję, a zaraz nawet pomachała na Marie ręką, żeby to ona pomogła Pilar, bo Rosalinda sadzała już na ławce Madoxa i pakowała mu się na kolana wplatając palce w jego czarne, dłuższe włosy, a zaraz pociągnęła przez słomkę swoją colę.
Marie za to stanęła koło Pilar przy ladzie. W czekoladę i czekoladowego szejka jakoś tak całkiem przypadkowo włożyła czerwone słomki, a sobie białą.
- Ja chyba jednak zostanę w domu Pilar... - stwierdziła i złapała za swojego szejka, żeby go siorbnąć. Pilar zostawiła ten czekoladowy i czekoladę, zanim ruszyły z powrotem do stolika.
- Cześć Pilar. Słyszałam, że będziesz miała czerwoną sukienkę - odezwała się od razu Rosa, a Madox zacisnął palce na jej odkrytym udzie - ja też będę miała czerwoną, bo mój guerrero walczy dzisiaj na czerwono - szarpnęła Madoxa za włosy, a kiedy odchylił do tyłu głowę, to jego ciemne oczy złapały na moment brązowe spojrzenie Pilar - może weź inną - no tak, bo Rosa, królowa pszczół musiała się wyróżniać. I kiedy Stewart zerknęła na Madoxa, że to niby on rozgadywał, w czym ona przyjdzie, jakby go to w ogóle obchodziło. Obchodziło. To Marie sięgnęła do ręki Pilar, z jakimś cichym przepraszam, bo to jednak ona się zdradziła.

Siempre te vistes bien de rojo ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar chociaż wiedziała, że Madox brał udział w walkach, nie miała pojęcia, że tego wieczoru będzie występował w roli faworyta. Widziała kilka jego walk, faktycznie był dobry, ale nie sądziła, że aż do tego stopnia. Szczególnie że walki były nielegalne i brali w nich udział… różni ludzie. Nie wszyscy grali czysto, ale skoro Noriega szedł po coraz większe kwoty w zakładach, może faktycznie miał szanse zajść daleko i zarobić sporą ilość kasy.
Słuchała wymiany zdań między Tio a jego przyjacielem i chociaż aż ją skręcało, żeby się wtrącić i rzucić niejedną złośliwością, finalnie gryzła się w język, a dłoń Tio zaciskająca się na jej udzie tylko jej o tym przypominała. Prosił ją przecież, żeby nie naskakiwała za bardzo na Noriege. Ciekawe czy jego prosił o to samo. Chyba tak, sądząc pod spojrzeniu, jakie mu posłał, gdy Madox zaczął nawijać, czy nie znudziło się jej czepianie się go. Nie znudziło. Ale to już zostawiła dla siebie.
Będziesz kupować motocykl? — zainteresowała się nagle, spoglądając w ciemne oczy Madoxa. Chociaż starała się, by jej twarz nie wykazywała większych emocji, tak w jej oczach było widać pewne iskierki ekscytacji. Pilar zawsze chciała nauczyć się prowadzić motocykl. Lubiła czuć wiatr na ciele, kiedy maszyna przecinała przestrzeń. O wiele inaczej się to czuło niż w samochodzie, chociaż ona jedynie jeździła czasami z tyłu.
Motory są niebezpieczne — wtrąciła Marie, jak zwykle dbając swoim dobrym serduszkiem o zdrowie każdego członka paczki. Papierosy niezdrowe, alkohol szkodzi, motory zabijały… czego by się przy niej nie zrobiło, ona potrafiła zabić każdą zabawę. Całe szczęście oprócz bycia dobrą dziewczynką, była też fajnym człowiekiem, z którym finalnie super spędzało się czas. A przynajmniej Pilar. Marie była jej jedyną bliską koleżanką, chociaż prawda była taka, że bardziej przyjaźniła się z Rosą.
Rosą, z którą Pilar nawet nie chciało się witać, więc chciała wykorzystać ten czas powitań na składanie zamówienia na szejki i mrożoną czekoladę. Szkoda tylko, że kiedy zbierała od znajomych listę tego, co kto chciał, Madox musiał zachcieć iść razem z nią.
Nie musisz. Poradzę sobie — mruknęła, odwracając się na pięcie. Tylko co z tego, skoro on już szedł za nią, a zaraz opierał się o ladę i dyktował jej dodatkowe pozycje z menu. — Diet cola? — prychnęła, spoglądając na niego oceniająco. — Kto kurwa pije to obrzydlistwo — dodała już bardziej do siebie, pod nosem i pokręciła głową z niedowierzaniem. Niemniej kiedy przy barze pojawiła się pracownica kawiarenki, Pilar złożyła zamówienie, dodając do tego szejka czekoladowego i colę zero. Oczywiście skinęła głową, gdy kobiet spytała, czy zaczekają. I tak miała to w planie. Gorzej, że on został razem z nią i jeszcze miał czelność do niej nawijać. Przewróciła oczami, gdy zaczął temat Marie i tego, że czuła się jak piąte koło u wozu.
Może gdybyś się przestał obściskiwać ze swoją dziewczyną przy wszystkich co pięć minut, to czułaby się nieco lepiej — rzuciła prześmiewczo, odwracając się w jego kierunku i w końcu spoglądając w wciąż piękne ciemne oczy. — Też bym wolała siedzieć w domu niż to oglądać — tylko czy z tego samego powodu, co Marie? Może tak, może nie. Pilar po prostu za każdym razem jak się temu przyglądała, miała ochotę się porzygać, oczywiście odpychając od siebie myśli, że to mogło cokolwiek znaczyć. Nie znaczyło. Było nie na miejscu i tyle. Ona z Tio przynajmniej zabawiali się, kiedy byli sami, a nie przy wszystkich, ale co on mógł o tym wiedzieć, skoro Rosa średnio co dziesięć minut wciskała mu język do ust. Przeniosła spojrzenie na szklanki, które wylądowały na blacie, a kiedy oznajmił, że zaniesie i zaraz wróci, Pilar ponownie przewróciła oczami.
Nie musisz wracać! — krzyknęła za nim, a następnie pokręciła głową i odwróciła się w stronę blatu. Komu on był do szczęścia potrzebny? Mogła nawet nieść to na trzy razy, byle tylko nie spędzać z nim więcej czasu. Nie walczyć z tym dziwnym uczuciem w brzuchu, kiedy na nią patrzył. Z tymi robakami. Prychnęła pod nosem, obserwując jak Rosa wskakuje mu na kolana i jak Pilar sama zresztą zauważyła, zaczynają się obściskiwać tuż przy Marie. No kurwa. A potem się dziwią, że Marie czuje się niepotrzebna w towarzystwie. Całe szczęście brunetka znalazła sobie miejsce przy Pilar. Nic dziwnego. Ona też by uciekła na jej miejscu.
W żadnym domu nie zostajesz, Marie — oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Przytrzymała przyjaciółkę na chwile za przedramię, żeby jej nie uciekła i zajrzała w jej zielone oczy. — Będzie super, zobaczysz — na moment zabrała jej szejka z dłoni i odstawiła go na blat, żeby złapać Marie za dłonie i wprawić ich ciała w ruch do muzyki, która leciała z głośników. — Pooglądamy naparzankę, a potem przetańczymy całą noc na plaży — uniosła jedną jej dłoń w górę i wprawiła przyjaciółkę w obroty, by zaraz przycisnąć ją do siebie, jak to na gorąca salsę przystało. Marie zaśmiała się głośno, zbierając na siebie uwagę, a potem wykonały jeszcze dwa kroki i Pilar pozwoliła jej odebrać swojego szejka.
No dobra, jeszcze się zastanowię — odpowiedziała nim odeszła do stolika, ale prawda była taka, że Pilar już widziała w jej spojrzeniu błysk radości. Namówi ją na tą imprezę. Postawiła to sobie za punkt honoru. Już ostatni raz odwróciła się do lady. Domówiła jeszcze batona czekoladowego i wzięła ostatnie dwie szklanki z napojami. Przesunęła po stole szejk Madoxa, a sama rozsiadła się na krześle, podciągając jedno kolano pod brodę. W porównaniu do Rosy, która siedziała jak prawdziwa dama na kolanach swojego faceta, wyglądała jak niezła dzikuska.
Z całej siły zawalczyła z własnym ciałem, by nie przewrócić oczami, gdy Rosa nawijała o tym, ze jej guerrero będzie walczył dzisiaj na czerwono i dlatego ona tez ubierze czerwoną sukienkę. Miała zamiar to olać, chociaż kiedy zaproponowała, żeby Pilar jednak zrezygnowała ze swojej, ta prychnęła głośno i spojrzała na nią z niedowierzaniem, podczas gdy dłonie odpakowywały czekoladowy baton.
Sama sobie weź inną, jak chcesz być wyjątkowa — odpowiedziała, wzruszając ramionami i wgryzając się w batona. Ostatnią rzeczą, jaką Pilar by zrobiła, to kurwa odstąpiła pierdolonej Rosie. Rosie, która zawsze sobie wszystkich ustawiała, a jednak jej nigdy. Ciekawe czy to dlatego tak bardzo się nie lubiły? — Ja ubieram czerwoną — dodała z pełną buzią jeszcze dla jasności i przekręciła baton w stronę Tio, pytając go czy chciał gryza, ale on tylko pokręcił głową. No nic. Więcej dla niej.
Marie — zaczęła Rosa, o dziwo nie rozpoczynając dyskusji? Aż dziwne. — Chciałaś coś powiedzieć Pilar? — spytała i trzeba byłoby być głupim, by nie wyczuć w tym jakiegoś podstępu. A może to po prostu Pilar już aż za dobrze znała te sztuczki. W każdym razie oczywiście wszyscy spojrzeli na Marie, a ona się sama pierwsze troche zamiotała i dopiero po chwili podniosła wzrok na Stewart.
Bo może ze mną byś chciała mieć taki sam kolor? Myślałam o żółtym albo o niebieskim… — czyli o to chodziło. Prychnęła. Nie mogła być jedyną, która widziała, co tu się odpierdaląło? Spojrzała na Tio, ale on jedynie wzruszył ramionami, jakby to jej zostawiał wybór. Jej ciemne spojrzenie finalnie skończyło na Madoxie. Na jego czekoladowych oczach. Oczach i ustach, które jeszcze chwile temu prosiły ją, żeby jakoś przekonała Marie do imprezy. I co? Miała teraz odpuścić jebanej Rosie tylko i wyłącznie dla niego? No chyba kurwa miała. Walczyła ze sobą przez chwilę, ale…
Jasne, możemy — uśmiechnęła się, chociaż w środku była nieco zrezygnowana. Marie zerwała się z miejsca i doskoczyła do krzesła Pilar, tuląc ją od tylu i już nawijając o tym, jak to mogą się umówić godzinę przed, żeby się razem przygotować i że makijaż też mogą zrobić sobie taki sam… A Pilar słuchała ją trochę jak przez mgłe, przez moment przyglądając się Noriedze. Jakby sama kurwa nie wierzyła, że dla niej tak łatwo odpuściła i dała Rosie pieprzoną satysfakcję.
Dobra, dobra już, bo będę zazdrosny — rzucił rozbawiony Tio, a kiedy Marie w końcu ją puściła, tym razem to jej chłopak przyciągnął ją bliżej, zaglądając znad ramienia na to, jak Stewart popijała czekoladowego batona… mrożoną czekoladą. — Przysięgam, kiedyś dostaniesz cukrzycy — zaśmiał się, ściskając ją mocniej i obejmując ramieniem.
Przynajmniej umrę szczęśliwa — wzruszyła ramionami. Pilar nigdy specjalnie nie dbała o figurę. Jasne wyglądała super, jednak było to połączenie dobrych genów i tego, że kochała spoty. Sprawiało jej to autentyczną przyjemność, a nie było jedynie przymusem.
Obrzydlistwo. Same cukry i tłuszcze trans. A właśnie — wtrąciła się Rosa, ale finalnie odwróciła się do swojego chłopaka. — Powiedziałam Alvaro, że jak dobrze pójdzie, to jutro zapłacimy mu za motor.

Aún puedo sacrificarme por ti.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Tak, mam już upatrzony, czerwony, Kawasaki Ninja - Madox się trochę rozpędził i nawet pochylił ciut bardziej w kierunku Pilar, zawieszając ciemne tęczówki na jej oczach. Ale przecież już Tio i Marie jęczeli jakie to jest niebezpieczne. Tak jak chyba niebezpieczne było to, że oni... tak na siebie patrzyli, więc Noriega zaraz opadła plecami na oparcie ławki.
Powinien odpuścić...
A zamiast tego on stał z Pilar przy ladzie, mimo, że przecież mu powiedziała, że sobie poradzi.
- Rosa... - odpowiedział od razu na jej pytanie, kto pije diet colę - może też powinnaś zamiast tej podwójnej czekolady? Bo dostaniesz cukrzycy - zjechał spojrzeniem po jej sylwetce. Pilar wyglądała... zajebiście, a Madox powiedział to tylko i wyłącznie dlatego, żeby ją zaczepić. Musiał. Bo taki był Madox. Chociaż Rosy przecież nie mógł się nigdy czepiać, drażnić z nią, bo ona traktowała to śmiertelnie poważnie i zaraz się obrażała. A Pilar?
No oby nie, bo on już przesuwał się bliżej niej po ladzie, tak, że jego łokieć oparł się o ten jej.
- Ja też wolę czekoladę... - rzucił jeszcze, kiedy już oboje spojrzeli w kierunku Marie, o której zresztą Madox zaraz nawijał Pilar. Kiedy jednak wypomniała mu to, że obściskiwał się ze swoją dziewczyną co pięć minut, to jego spojrzenie padło na Stewart. Na jej duże, brązowe oczy.
- Chyba bym nie mógł, bo ja jestem jakiś... dotykalski - i nawet teraz kiedy podnosił rękę, żeby poprawić sobie włosy, odgarnąć je do tyłu, to zaczepił o łokieć Pilar, specjalnie.
Coś w tym było, że Madox w ogóle nie znał pojęcia przestrzeni osobistej i on nawet Marie ściskał, tańczył z nią i zaczepiał, to samo z Tio. Tylko do Stewart trzymał dystans, bo wiedział, że to ją delikatnie mówiąc... wkurwia. Chociaż jeśli chodzi o Rosę, to zazwyczaj ona go prowokowała.
Tak jak teraz, kiedy zaniósł te szklanki do stolika, a ona już go ciągnęła do siebie, tak, że rzeczywiście nie wrócił do Pilar. Chociaż jeszcze spojrzał w jej kierunku. Zawsze patrzył, a Rosa zawsze wtedy opierała mu na policzku te swoje długie paznokcie. Bo może jej kobieca intuicja podpowiadała jej, że coś tam było na rzeczy?
Oczywiście, kiedy Marie się roześmiała, to Madox znowu patrzył w tamtym kierunku, ale Rosa nakierowała jego twarz na siebie i zaraz nawijała mu o tym, że będzie dzisiaj wyglądała tak pięknie i może przyjedzie z Alvaro na motorze.
- W takiej sukience? - Madox wsuwał czubki palców pod materiał jej króciutkiej, różowej sukienki, a Rosa zapytała a w czym - no nie wiem kurwa... W jeansach? - rzucił Noriega, no bo nie wyobrażał sobie, żeby jeździła na motocyklu tak kuso ubrana, dupa by jej zmarzła. Ale Rosa zaczęła mu już nawijać, że jak ona by wyglądała w jeansach i że ma czerwoną skórę, specjalnie na motor - a z kim na nim jeździsz? - zapytał, ale Rosalinda nie zdążyła odpowiedzieć, bo wszyscy już wrócili do stolika i musiała zagadywać Pilar o sukienkę. Chociaż Madox jeszcze patrzył na nią trochę podejrzliwie. Nie widział jej nigdy na motocyklu z bratem.
Rosa już próbowała przekonać Pilar, żeby wzięła inną sukienkę, a kiedy Stewart odpowiedziała, żeby sama taką wzięła, to Madox zagryzł policzek od środka, żeby się nie uśmiechnąć. Dopiero kiedy Rosalinda odezwała się do Marie to przesunął palcami po jej odkrytym udzie, za dobrze ją znał, żeby wiedzieć, że czegoś nie wymyśliła i nie spróbuje w inny sposób. Rosa dążyła do celu po trupach, nic jej nigdy nie powstrzymało. I teraz też wyręczyła się Marie, a Madox jakoś mocniej zacisnął palce na skórze swojej dziewczyny. Nie powinna tego robić i nawet chciał jej to powiedzieć, ale nie tak przy wszystkich.
A kiedy Marie zapytała o tą sukienkę, żeby miały taki sam kolor z Pilar, to Noriega najpierw strzelił oczami. Rosa była kurwa aż zbyt przebiegła, czasami. Nawet otworzył usta, żeby coś powiedzieć, że może niech wszyscy idą w czerwonym, to będą ekipą Madoxa, ale Rosa znowu pociągnęła go za włosy. A on... znowu... złapał spojrzenie Pilar, i gdyby oczy mogły mówić, to te jego by powiedziały walcz. Ale ona już się poddawała i przytakiwała Marie, a Madox oczywiście nie załapał, że może przyłożył do tego rękę? Bo dla niego kolor sukienki to była po prostu bzdura.
Marie obejmowała Pilar nawijając o tym jak będą się razem malować, a Rosa wtedy już znowu nakierowała na siebie spojrzenie Noriegi, chociaż on jeszcze raz zerknął w kierunku Stewart.
- Ja pójdę do kosmetyczki, żeby mnie pomalowała i zrobiła włosy, no wiesz musi to zrobić profesjonalistka, żebym się dzisiaj dobrze prezentowała... Ale musisz mi się dołożyć Madox - znowu wplatała palce w jego włosy, a Noriega tylko skinął głową z krótkim okej na ustach. Bo prawda jest taka, że Rosa wiecznie wyciągała od niego na wszystko pieniądze, sukienki, kosmetyczka, paznokcie, a sama też przecież nie pochodziła z biednej rodziny. Madox niby też nie, ale on jednak zarabiał na siebie sam, a nie ciągnął kasę od rodziców jak na przykład Ticiano. Gdyby nie Rosa, to już pewnie dawno kupiłby ten motor.
Zerknął znowu na Pilar, kiedy zajadała się swoim batonem i Tio zażartował, że dostanie od tego cukrzycy, Madox też się uśmiechnął, chciał sięgnąć po swojego szejka, ale Rosa mu go zabrała odsuwając na środek stolika i mówiąc, że to obrzydlistwo.
- Daj spokój... - mruknął i znowu sięgnął po szejka ponad jej udami, a ona mu go zasłoniła swoim biustem - Rosa... - znowu się wychylił, ale ona już łapała go za policzek i wkładała mu język do gardła. Madox to naprawdę miał z nią czasem... przejebane. I chociaż odwzajemnił ten pocałunek, to i tak miał ochotę na tego szejka, tylko Rosalinda zaraz nawijała mu o tym, co powiedziała Alvaro - może nawet dzisiaj? A może by nim przyjechał na imprezę i wtedy, go zabierzemy? - Madoxowi aż oczy zabłyszczały na samą myśl, ale Rosa odchyliła do tyłu głowę, tak, że jej długie włosy połaskotały go po ramionach.
- Wolałabym samochodem, bo założę dzisiaj te koturny... - gadała jeszcze chwilę, co na siebie założy, ale Madox już jej nie słuchał. Marie za to pisnęła na wspomnienie o jakiejś kurtce - może weźmiesz samochód starego? - zapytała i znowu sunęła palcami gdzieś po szyi Madoxa.
- Dzisiaj nie... - Noriega pokręcił głową, jeszcze miał coś dodać, może dlaczego tego nie zrobi? Ale Rosa miała to gdzieś. Jak zwykle, i już przekręcała się na kolanach Madoxa, żeby spojrzeć niebieskimi ślepiami na Tio, zatrzepotać długimi rzęsami.
- A ty Ticiano? Jedziesz samochodem? Zabierzesz mnie? - zapytała milutko, nawet przez chwilę nie myśląc o swoim chłopaku, ale Madox albo był do tego przyzwyczajony, albo miał to gdzieś?
- No pewnie, wszystkich zgarnę - rzucił Tio przytulając do siebie Pilar, Marie stwierdziła, że to super, bo one będą się ze Stewart szykowały u niej, Rosa dodała, że w takim razie ją pierwszą, bo tak jest po drodze.
- Mnie nie, ja muszę jechać wcześniej - wtrącił się tylko Madox. I Tio nawet chciał się go zapytać jak on tam dotrze, bo przecież walki była za miastem.
- Jak... - zaczął, ale Rosa już znowu nawijała, że powinna już chyba lecieć, bo do kosmetyczki, do fryzjera i coś tam, a Madox tylko mrugnął do Tio jednym okiem, że sobie poradzi. A zaraz i tak musiał wstać, bo Rosa ciągnęła go za sobą, żeby ją odprowadził, przy drzwiach jeszcze oczywiście dał jej forsę. A ona podziękowała mu długim pocałunkiem. I kiedy wreszcie zniknęła, a Madox wrócił do stolika, to mógł sięgnąć po swojego szejka czekoladowego, żeby upić z niego kilka porządnych łyków.

yo tambien prefiero el chocolate ‎♡₊˚ 🍫・₊✧
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”