ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

045.
It was easier to pretend we were just friends
than admit we wanted more.

trigger warning
przekleństwa już się pojawiają
𝑆𝑢𝑚𝑚𝑒𝑟 𖤓 ⋆.˚ 𓇼

To było pamiętne lato...
Ciepłe, pełne tych śmiesznych uczuć, które przecież oni poznawali, łaskotania w brzuszku, kiedy trzymali się za rączkę. Było dużo śmiechu i opowieści o tym jak to będzie jak już dorosną, albo jak zeszłego roku Madox znalazł modliszkę, którą z Tio hodowali. A Pilar uratowała przed kotem dwie małe myszki. Dawali sobie buziaki i jedli lody na pół. Wklejali do albumu coraz to nowsze naklejki i czytali na drzewie komiksy ze Spidermanem.
Tylko, że kiedy mały, dziesięcioletni Madox zbliżał się coraz bardziej do Pilar, to... oddalał się od Ticiano.
Az w końcu któregoś dnia, jednego z ostatnich przed końcem wakacji, Ticiano wyrzucił z siebie co czuje.
- Nie powinieneś tak dużo czasu spędzać z Pilar... - rzucił kiedy wracali z targu do domu, odprowadzili ją już do ciotki i szli do Ticiano na obiad.
- Daj spokój Tio - Madox jak zwykle machnął na to ręką.
- Ona później będzie tego żałowała, złamiesz jej serce - Madox się zatrzymał i spojrzał na Ticiano.
- Ale ja ją kocham Tio - i może Madox miał dziesięć lat, co on wiedział o miłości, ale tylko przy niej czuł te śmieszne robaki w brzuszku i tylko z nią chciał spędzać czas.
- A co ty wiesz o kochaniu Madox, jak ciebie nikt nigdy nie kochał! - Noriega zawiesił to ciemne spojrzenie na swoim kumplu, a później go pchnął i uciekł.
Nie przyszedł na obiad. W ogóle nie pokazywał się u Ticiano kilka dni. Ale może jego kuzyn miał rację? Bo skoro nie kochała go ani mama, ani ojciec. Nikt. To co on mógł o tym wiedzieć?
Ostatniego dnia wakacji, kiedy słońce już schowało się za horyzontem, rzucał kamykami w okno Pilar, a kiedy do niego wyszła, kiedy usiedli pod parapetem na trawie, trochę patrząc w gwiazdy, i trochę opowiadając sobie co robili przez te dni, kiedy się nie widzieli, to Madox zebrał się w sobie, żeby powiedzieć jej coś ważnego. A mianowicie, że nie może być jej chłopakiem, bo on jej... chyba nie kocha.
Ale nie dlatego, że przestał czuć to łaskotanie, albo nie chciał z nią już spędzać czasu, bo chciał. Tylko po prostu... może Tio miał rację? Oczywiście, że jej tego nie wyjaśniał. Rzucając tylko to.
- I nie mogę być dłużej twoim chłopakiem Pilar, bo chyba cię nie kocham... - zostawiając ją pod oknem z dwoma nowymi naklejkami, które jej przyniósł. I nowym kamykiem z dziurą, do jej kolekcji, którą uzupełniali przez całe wakacje.
Z tym pamiętnym, gorącym latem skończyła się też ta ich pierwsza, szczeniacka miłość. Złamanymi serduszkami. A przecież obiecał jej, że jej go nigdy nie złamie...

🎸⋆⭒˚.⋆

Osiem lat później.
Madox siedział przy stoliku w kawiarni z jakąś brunetką. Pociągała przez słomkę truskawkowego szejka i wpatrywała się w niego wielkimi, zielonymi oczętami. A on też ciemne tęczówki zawieszone miał na jej twarzy.
- No i będzie Ticiano? Z Pilar? - zapytała dziewczyna, a Madox wzruszył ramionami.
- Pewnie tak - rzucił i zamieszał słomką w swoim szejku o smaku mango.
- I ty będziesz z Rosą? - zapytała znowu, a on znowu wzruszył ramionami.
- No raczej tak... - mruknął trochę beznamiętnie i pociągnął ze słomki.
- I ja znowu będę jak to piąte koło u wozu - jęknęła brunetka opierając dłonie na policzkach. Nadęła usta wzdychając ciężko. A Madox zaraz się do niej wyrwał, przesiadł obok niej na siedzenie i szturchnął ją łokciem, wbił w nią spojrzenie, uśmiechnął się, bo chciał ją pocieszyć.
- Nigdy nie jesteś jak piąte koło u wozu Marie... Jeśli chcesz, to odpulę dla ciebie Rosę - rzucił opierając rękę na oparciu ławki za jej plecami. Marie wywróciła wielkimi, błyszczącymi oczami.
- Rosa nie dałaby ci potem żyć Madox - powiedziała i dźgnęła go palcem w bok.
- I tak czasem kurwa nie daje... - rzucił i pokręcił głową, a Marie znowu sprzedała mu kuksańca, z ej na ustach. Noriega się uśmiechnął - wybacz - rzucił, bo zawsze zapominał o tym, że Marie chodziło do katolickiego liceum i siostrzyczki nie pozwalały jej przeklinać. Madox się starał tego przy niej nie robić. Opadł plecami na oparcie i zerknął na zegarek na nadgarstku, Tio się spóźniał...
- Marie, nie może cię zabraknąć, najpierw się trochę ponapier… Pobijemy... A potem będzie tajna impreza na plaży, musisz być - wbił w nią ciemne spojrzenie. A Marie pokręciła głową.
- Madox mówiłam ci, żebyś się nie bił, to niebezpieczne, że w ogóle Rosa ci pozwala - prychnęła pod nosem. A Noriega wywrócił ciemnymi ślepiami.
- Jej się to nawet podoba, mówi, że to ją kręci... - puścił do niej oczko, a Marie tymi swoimi znowu wywróciła.
- Kręci ją to, że obijają ci tą ładną buzię? - znowu prychnęła, a Madox się roześmiał, sięgnął palcami do jej policzka, muskając go opuszkami.
- Marie, ja nie mam ładnej buzi... - teraz on prychnął - ty masz... - przesunął palcami po jej gładkiej skórze. Z boku mogło to wyglądać tak, jakby Madoxa z Marie łączyło coś więcej. Ale wcale tak nie było, ona była dla niego jak siostra.
Ale kiedy wreszcie do ich stolika podszedł Tio ściskając za rękę Pilar, to popatrzył to na jedno, to na drugie, a Madox trochę się cofnął.
- No wreszcie - rzucił i podniósł się, żeby zbić piątkę z Ticiano. Marie też wyrwała się do Pilar, żeby przywitać ją buziakami. Madox rzucił jej tylko krótkie cześć. I kiedy usiedli z powrotem do stolika, a Noriega znowu oparł rękę za plecami Marie, to Tio zerknął najpierw na jedno, potem na drugie.
- Gdzie Rosa? - zapytał, a Madox tylko wywrócił oczami, ale zabrał rękę. Skrzyżował je na piersi.
- Nie wiem, nie pilnuję jej - rzucił... A może to już wtedy był błąd? Że on nigdy Rosy nie pilnował?
- Pilar masz już sukienkę na imprezę na plaży? Ja się jeszcze zastanawiam, ale Madox namawia mnie żebym szła - Marie zagadała Pilar wbijając w nią spojrzenie. A Madox zaraz sięgnął do Marie, objął ja ramieniem i ścisnął.
- Musisz iść, kto mi będzie naklejał plasterki, jak nie ty? - Marie pisnęła i odepchnęła go od siebie z głośnym Madox! na ustach.

Hola... Pilar ⋆.˚🦋༘⋆
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


032.
they say you never forget your first love
first broken heart too...
⋆ 𖤓 ⋆˚࿔ 𝚝𝚑𝚎 𝚙𝚊𝚜𝚝 𖤓 。𖦹°‧ ⋆☀︎.

Your cheeks were turning red
You used to be a little kid with glasses in a twin-sized bed
And your mother's telling stories 'bout you on the tee-ball team
You told me 'bout your past thinking your future was me

To lato było najlepszym w jej dziesięcioletnim życiu.
Może i nie miała ich dużo na koncie, jednak sposób, w jaki je spędziła wyryło się w jej pamięci na zawsze. W końcu przeżyła swoją pierwszą, szczeniacką miłość. Rozpoczęło się od wielkich uniesień, trzymania za rączkę, jedzenia lodów na pół i składania na wzajemnym ustach przelotnych całusów, kiedy tylko nikt nie patrzył. Pilar była dumna z tego, że miała tak wspaniałego chłopaka. Może na tamten moment nie wiedziała wiele o miłości, ale tą która znała, ta z Madoxem, była najwspanialszą na świecie. Czuła, że znalazła swoją bratnią duszę.
Rozumieli się dobrze. Niekiedy bez słów. Skakali razem po drzewach, oglądali komiksy i wkradali się na po nocach na letnie kino dla dorosłych, żeby obejrzeć najnowsze filmy akcji i ukraść trochę popcornu z lokalnej budki. Oczywiście to wszystko w towarzystwie Tio, który im bliżej oni ze soba byli, on oddalał się coraz bardziej i bardziej. Nie kibicował im. Kiedyś nawet przyszedł pod dom Pilar, żeby ostrzec ją, że Madox tak naprawdę wcale jej nie kochał. Bardzo się wtedy pokłócili, bo Stewart przecież wiedziała swoje. Była pewna tej miłości. Tego, że jej chłopak, nigdy by jej czegoś takiego nie zrobił.
Bo przecież obiecał.
Pod koniec lata okazało się jednak, że jego obietnice nie były nic warte.
Pierwsze przestał się do niej odzywać. Nie przychodził pod dom ani na targ. Nawet w bazie, którą Pilar odwiedzała codziennie go nie było. Raz przesiedziała pod wielkim drzewem dobre trzy godziny licząc, że go spotka, ale on nigdy nie przyszedł.
Pojawił się natomiast dwa dni później, waląc kamieniem w jej okno i chociaż strasznie cieszyła się na jego widok, tak widziała po jego zmarnowanej buzi, że coś było nie tak. Bardzo nie tak, jak się potem okazało, kiedy tylko z drobnych ust Noriegi wyszło kilka zdań, które dosłownie zdmuchnęło cały piękny domek z różowych kart, który budowali przez te długie tygodnie. Tak po prostu. Przyszedł i powiedział, że jej nie chce. Że już jej nie kocha.
Ale… przecież obiecałeś — rzuciła nerwowo zaraz po jego słowach, podczas gdy jej wielkie, brązowe oczy zaszkliły się od nadmiaru wilgoci. — Obiecałeś, że nie złamiesz mi serca — w jej głosie było wiele emocji. I chyba więcej rozpaczy niż złości. Pierwszy raz ktoś pokochał ją taką jaka była, dobrowolnie spędzał z nią czas i nie był częścią rodziny… i odkochał się w niecałe dwa miesiące. Dwa miesiące. Chciała go o to zapytać. Dowiedzieć się, czy zrobiła coś nie tak, czy naprawdę była aż tak okropną dziewczyną, że przestał ją kochać, ale zamiast tego w ostatniej chwili na jej zapłakanej buzi pojawił się grymas, a spomiędzy ust wyszło coś, czego sama się nie spodziewała. — Nienawidzę cie!! — tylko tyle powiedziała mu na odchodne, nim wbiegła po schodkach do domu i zatrzasnęła za sobą drzwi.
I takim sposobem Madox Noriega stał się pierwszym chłopcem, który złamał jej serce.



⋆ 𖤓 ⋆˚࿔ 𝚝𝚑𝚎 𝚒𝚗𝚋𝚎𝚝𝚠𝚎𝚎𝚗 𖤓 。𖦹°‧ ⋆☀︎.

And I know it's long gone and that magic's not here no more
And I might be okay but I'm not fine at all

Długi czas nie chciała go widzieć.
I nawet Tio, który przychodził prawie codziennie pod jej dom pocieszać ją, powtarzać, że przecież ją ostrzegał, nie była w stanie tego naprawić. Czasami spędzała czas z samym Ticiano. Chociaż kiedy zapytał, czy będzie teraz jego dziewczyną odmówiła. Za bardzo bała się odrzucenia. A może po prostu potrzebowała czasu? Bo kiedy on przez te lata nie ustępował ją na krok, ich drogi faktycznie na nowo się zeszły. Umawiali się przez całą czternastkę i piętnastkę, chociaż szesnastoletnia Pilar w swojej erze nastoletniego buntu na jakiś czas kompletnie się od wszystkich odcięła. Umawiała się z kim popadnie, zakumplowała się z niewłaściwym towarzyszem, popadając w nadmiar imprez, by odnaleźć w tym wszystkim siebie. Wtedy w jej życiu znowu pojawił się Tio. Znowu jak ten rycerz w białej zbroi ochronił ją przed wszystkim, co złe. Zaopiekował się nią. I wciągnął na nowo do swojego życia. Życia, w którym chcąc nie chcąc znajdowała się osoba, która rozcierała dawne rany i przywoływała wspomnienia, które w sercu Pilar wciąż kuły nieznośnie. Przebywała z Madoxem, obcowała z nim przez te lata, ale bardziej z przymusu niż z chęci. A przynajmniej tak sobie powtarzała. Już nie był kochanym Madito, był po prostu przyjacielem jej chłopaka. Nikim więcej. Ta, jasne.



⋆ 𖤓 ⋆˚࿔ 𝚝𝚑𝚎 𝚙𝚛𝚎𝚜𝚎𝚗𝚝 𖤓 。𖦹°‧ ⋆☀︎.

'Cause there we are again on that little town street
You almost ran the red 'cause you were lookin' over at me
Wind in my hair, I was there
I remember it all too well

Naprawdę musimy tam iść? — Pilar jęknęła kolejny raz, wypuszczając mocno powietrze z płuc. Ostatnią rzeczą, jaka chciała robić tego popołudnia było spędzenie tego czasu z przyjacielem Tio i Marie, kiedy i tak będą się widzieć wieczorem. — Jest tyle zajebistych rzeczy, które moglibyśmy robić… — przeskoczyła do przodu, przez moment maszerując tyłem, podczas gdy spojrzenie wbiła w Ticiano. — Na przykład powylegiwać się nad basenem twojej ciotki… sami… — przysunęła się do niego jeszcze bliżej i chciała sięgnąć do jego paska, by może jeszcze go jakoś przekonać, ale on tylko złapał ją za nadgarstek.
Pilar, przestań… — mruknął karcąco. — I idź normalnie, bo jeszcze orła wywiniesz! — pouczył ją, a ona przewróciła oczami i wróciła do pozycji startowej, zaciskając palce na jego dłoni. Oczywiście, ze by się nie wywaliła. Przecież miała świetną koordynacje ruchową. Poza tym, zawsze mógł ją złapać, ale przecież nie będzie się z nim kłócić. Nie teraz, kiedy wchodzili do kawiarni i skierowali się prosto na ogródek na tyłach.
Oczywiście nie umknął jej uwadze fakt, że Madox jak zwykle flirtował ze wszystkimi dookoła i chociaż ten widok robił na niej jakieś tam wrażenie, po prostu przydziała przelotny uśmiech na twarz.
No wreszcie.
Przewróciła oczami na komentarz Noriegi, mrucząc pod nosem jedynie jakieś marne cześć, podczas gdy dłonie już rozkładały się szeroko, by objąć Marie. Tio oczywiście wyjął jej z ust pytanie o Rosę. Ciekawe czy byłaby zadowolona widząc swojego faceta w takiej scenerii z Marie w roli głównej, chociaż skromnym zdaniem Stewart akurat ta dwójka była siebie kurwa warta. Przysiadła na jednym z krzeseł i już zaczęła się rozglądać po jakieś menu, kiedy Marie zaczęła pytać o imprezę na plaży i sukienkę, jaką miała w planach założyć. Poniosła na nią spojrzenie, a gdzieś w przy okazji złapała tego to ciemne Madoxa.
Czerwoną — oznajmiła, na krótką chwilę walcząc z nim na spojrzenia.
Oja, kolor miłości!!! Ale słodko — Marie psiknęła nagle, ściągając na siebie uwagę. — Tio ty też będziesz mieć coś czerwonego? — dopytała przyjaciela, a on tylko podrapał się po głowie. Oczywiście, że o tym nawet nie myślał. Poza tym…
Wole niebieski — przyznał szczerze, na co Pilar tylko wzruszyła ramionami. Wiedziała o tym doskonale, że Tio nie przepadał za czerwonym, ale ona lubiła, więc nie miała zamiaru mu się podporządkowywać. Poza tym, to nie wesele, żeby mieć maching outfit. Już miała to nawet oznajmić, kiedy Madox znowu się odezwał, tym razem przekonując Marie, że musi iść, żeby naklejać mu plasterki. Znowu wywaliła oczami.
Jeszcze ci się nie znudziło napierdalanie się? — spytała oceniająco, przy okazji sięgając do stolika obok po niewielką, śliską kartkę z rozpiską menu. Pilar swego czasu również uczyła się co nieco bić, kiedy miała swój epizod z niewłaściwym towarzystwem, ale głównie miało to służyć samoobronie, a nie naparzeniu ludzi po mordach dla przyjemności. Marie fuknęła pod nosem, że napierdalanie się to bardzo brzydko, a Pilar tylko spojrzała na nią przepraszająco.
Dzisiaj podobno podbijają stawkę — odezwał się Tio, nachylając w stronę kumpla. — Jak wygrasz możesz zgarnąć nawet trzy koła — ten to dopiero był hipokrytą. Jej nie pozwalał nawet iść tyłem po chodniku, a kiedy Noriega bawił się w nielegalne walki i naprawdę mógł zrobić sobie krzywdę, to kurwa wszystko było w jak najlepszym porządku. I jak ona mogła znowu nie wywalić oczami? Już chciała rzucić do tego kolejną ripostą, ale wtedy poczuła, jak dłoń Tio zaciska się na jej udzie, dlatego finalnie odpuściła i zamiast tego, wstała z miejsca.
Idę po mrożoną czekoladę — oznajmiła. — Ktoś jeszcze chce? — spojrzała po wszystkich obecnych przy stoliku. Marie oznajmiła, że chce truskawkowego szejka, Tio mrożoną herbatę, a Madox… no właśnie, chciał coś? Na przykład zniknąć z jej życia?

'Cause there we are again when I loved you so
Back before you lost the one real thing you've ever known
It was rare, I was there, I remember it all too well
I remember it all too well
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”