ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

002
Wbrew opinii rodzicom, decyzja Nico o powrocie do rodzinnych okolic nie była nieprzemyślana. Musiał naprawdę wiele czasu poświęcić nad tym, aby wszystko zorganizować — od przeprowadzki swoich gratów, przewozu psa i innych organizacyjnych kwestii, od których pękała mu głowa. To była jego trzecia duża przeprowadzka, tym razem najbardziej skomplikowana ze względu na wielkogabarytowy bagaż, który postanowił sprawić sobie nieco ponad rok temu. A i tak usłyszał, że podjął nieodpowiedzialną i nieprzemyślaną decyzję, że było to widzimisię, którego zaraz pożałuje. A potem matka go przytuliła, bo chyba jednak nieco ucieszyła się, że będzie mieć wszystkie swoje dzieci w zasięgu ręki. Takiej reakcji właśnie oczekiwał, bo robił to dla niej. Dla jej poczucia komfortu, ale i dla własnego spokoju ducha, że będzie mógł do niej doglądać, zajmować się i pomagać. Rodzina była dla niego ważna, jak i nie najważniejsza. Nie był od nich uzależniony, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby w tym trudnym momencie był ponad cztery tysiące kilometrów stąd.
Po emocjonalnym, popołudniowym spotkaniu, nadeszła pora na przyjemności. Rozgościł się póki co u rodziców, zostawił im pod opiekę ich wnuka i ze spokojem mógł udać się w miejsce spotkania starszych braci Rosenhall. Musiał użyć całego swojego uroku osobistego, aby przekonać recepcjonistkę, że jest bratem właściciela przytułku, a na koniec pochwalił się swoim dowodem osobistym, żeby potwierdzić, że miał nazwisko takie samo jak dwóch gamoni. I w końcu powiedziała mu, że siedzą w niewielkim saloniku, przestrzeni wspólnej dla gości i udał się tam, stając w progu z uśmiechem na ustach i rękach założonych na biodrach. Spojrzał na ilość szkła na stoliku i zacmokał z dezaprobatą, jednocześnie przykuwając na siebie spojrzenie starszych braci.
— A gdzie kieliszek dla najmłodszego? — odpowiedział, z najbardziej urażonym tonem głosu, jaki był w stanie z siebie wydobyć. A ciężko było, skoro japa mu się cieszyła na ich widok, tym bardziej jeśli wyglądali, jakby zobaczyli ducha.

Leo Rosenhall Mark Rosenhall
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nadszedł TEN dzień. Dzień spotkania z braćmi marnotrawnymi, z których każdy miał swoje życie i każdemu ciężko było wygospodarować czas dla siebie nawzajem, mimo że pierwsze kilkanaście lat życia spędzili razem (albo kilka, biorąc pod uwagę wiek Nico) i powinny wytworzyć im się JAKIEŚ CIEPŁE WIĘZI. Początkowo Leo przygotował trzy talerzyki i trzy kieliszki w pensjonatowym saloniku, ale dopiero później sobie przypomniał, że miał się spotkać tylko z Markiem, bo Nico nie raczył zaszczycić ich swoją obecnością, bo cośtamcośtam, no i dlatego schował trzeci komplet z powrotem, naszykował alkohole i inne napoje, a nawet przygotował popcorn z mikrofali, co było szczytem jego umiejętności kulinarnych. W sumie to nie wiedział, po co naszykował talerzyki, bo nie miał czym poczęstować Marka (nie licząc popcornu), ale mama zawsze tak robiła, jak przyjmowali gości w domu. Najwyżej coś sobie później zamówią do jedzenia, tak? No tak. Mark przybył spóźniony, ale to nawet dobrze, bo Leo akurat wysłuchiwał skargi dotyczącej braku codziennej wymiany ręczników od jakiegoś natrętnego gościa. Przez telefon.

Jakieś dwadzieścia minut później Leo i Mark siedzieli sobie spokojnie w saloniku, chrupiąc popcorn, no i Leo zastanawiał się, jak ugryźć ująć w słowa to, co miał bratu do przekazania. Owijać w bawełnę? Walić prosto z mostu? A może jednak nic nie mówić, skoro nie byli w komplecie? Kurczę, kurczę... Co tu robić, co tu robić? Na szczęście, jego rozmyślania przerwało wtargnięcie najmłodszego Rosenhalla do pomieszczenia. Leo rozpromienił się na jego widok i wstał, od razu porywając braciszka w objęcia, bo jakżeby inaczej? A gdzie kieliszek dla najmłodszego? Leo przewrócił oczami i poklepał Nico po ramieniu. - No nie wiem, przecież miało cię nie być, młody? - odparł, po czym rozłożył ramiona i podparł się pod boki, posyłając najmłodszemu bratu znaczące spojrzenie. - No ale skoro już jesteś, to znajdziemy dla ciebie jakiś naparstek - dodał, rozglądając się w poszukiwaniu czegoś mniejszego od standardowego kieliszka, ale oczywiście, nic nie można było znaleźć w tym pensjonacie, drama, dlatego ostatecznie postawił przed Nico kieliszek, który pół godziny temu najpierw wyjął, a potem schował, a teraz znowu wyjął, nosz niech się ten najmłodszy Rosenhall zdecyduje, no.

No i znowu rozsiedli się wygodnie przy stoliczku, a po chwili Leo nachylił się do Nico. - Dobrze, że jesteś, bo już myślałem, że Mark mnie zanudzi na śmierć gadkami o biznesach - szepnął mu do ucha, patrząc znacząco na Marka, który i tak pewnie wszystko słyszał. Zaraz jednak Leo klasnął w dłonie i chwycił jedną z butelek stojących na stole. - Dobra, dobra, dość tych formalności, ja już wam tu… ten, ten… - zawiesił głos i przechylił butelkę z alkoholem, nawet nie wiedział jakim, bo nie rozpoznawał większości literek z etykiety, dostał ten alkohol od jakiegoś gościa z Polski. - … no… nalewam… i… kieliszki w górę, toast, toast - uniósł swój kieliszek. Spojrzał każdemu z nich w oczy, nastała długa cisza, przerywana tylko przez dzwoniący w recepcji telefon. - Saraaa, weź odbieerz ten telefon! No a wracając do tematu... Mam żonę, chłopaki - obwieścił uroczyście, starając się wyglądać na ucieszonego, ale jak tu być ucieszonym, kiedy chciał wziąć rozwód, a żonka z piekła rodem nie chciała mu go dać? No odrobinę mina mu zrzedła, zwłaszcza, gdy obserwował miny braci w milczeniu. A to milczenie było długie i dziwne. - Na zdrowie? - rzucił, w ramach rozładowania atmosfery, po czym wypił zawartość jednym haustem.

Kurwa jego mać, jakie to było obrzydliwe, jakby pił płyn do mycia naczyń, lol? Oni tak żyli w tej Polsce?

Nico
Mark
isiek
wszystko do uzgodnienia
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#2

Mark cieszył się z pomysłu, jakim było spotkanie z braćmi - choć po przeczytaniu wiadomości od Nico był przekonany, że do spotkania dojdzie wyłącznie z jednym bratem - oraz że całkiem sprawnie poszło im wybieranie daty i miejsca, bo szczerze? Markowi przez myśl przeszło, że termin przesunie się na następny miesiąc, lecz ostatecznie nic takiego nie miało miejsca.
Oczywiście nie byłby sobą, gdyby w sobotę jeszcze nie odpalił laptopa, by pozamykać sprawy z piątku lub powysyłać broszury dotyczące nowego osiedla, które czekało na nowych właścicieli. Oprócz tego, żeby nie było, że wpada z pustymi rękami, zajechł do supermarketu, gdzie kupił czipsy paprykowe i solone, precelki oraz piwo - dwa czteropaki tak dokładniej, bo rzecz jasna doskonale wiedział, że zostanie na noc w pensjonacie. No, także to praca oraz zakupy były jego POWODEM spóźnienia. Czy był z tego dumny? Niezbyt, ale przynajmniej w ogóle się pojawił, prawda?
Przywitał Leo uściskiem, a potem pootwierał chipsy oraz precle - bo przecież nie przywiózł przekąsek jako dekoracji - i korzystając z okazji, wziął sobie garść cziperków paprykowych oraz popcornu, a potem usiadł obok brata. Zaczął mu opowiadać o tym, że lada dzień jego firma prawdopodobnie podpisze umowę na kolejne spore osiedle, lecz decyzja ma nastąpić dopiero za kilka dni. Nagle, ku zdziwieniu Marka, usłyszał dobrze znany głos oraz zauważył dobrze znaną buźkę. Zamrugał kilka razy, by mieć pewność, iż nie miał żadnych zwidów.
- No proszę, proszę. Kto to nas odwiedził. - powiedział, wstając z miejsca, by przywitać się z młodszym bratem, i skinął głową na słowa Leo, bo tak jak powiedział, młodego miało nie być, a tu taka niespodzianka. Aż mu się przypomniało, jak w młodości spotykali się w którymś z pokoi (z przemycanymi przekąskami), by razem w coś pograć albo pogadać... normalnie jakby im ktoś teraz zrobił zdjęcie, mógłby je porównać do jednego ze zdjęć w albumie. O! Może właśnie któregoś razu powinni odtworzyć jakieś zdjęcia ot tak, dla beki i dla samych siebie - bardzo popularne przecież były tik-toki czy rolki na ig gdzie w tle leciało I'm just a kid w wykonaniu Simple Plan. Właśnie sobie zanucił wspomnianą piosenkę, gdy usłyszał słowa Leo, które skierował do Nico.
- Ej! Było mówić, że Cię to nie interesuje... - powiedział patrząc na starszego brata z powagą wymalowaną na twarzy - bo przecież nie mówił tego specjalnie by brata zanudzić, a wręcz uwazał, iż był to zaiste bardzo ciekawy temat, o którym Leo chciał posłuchać.
- Tak, pora się napić. - skinął głową, choć pierwszy raz widział taki alkohol - no dobra, wcale nie, ponieważ widział go w różnych sklepach obok innych wódek, ale nigdy nie kupił, by spróbować. Uniósł brew i podniósł kieliszek, słuchając słów Leo oraz podziwiając ten bezbawny trunek, tak jakby czegoś tam szukał. Przestał to robić, gdy zaczął dzwonić telefon, a Leo wyznał coś, co zaskoczyło Marka tak, że ten zmarszczył brwi, jakby nie rozumiał, jednocześnie wyglądając mniej więcej tak. Wykonał gest kieliszkiem tak, jakby potwierdzał rzucone chwilę temu na zdrowie i życzył tego samego, a następnie opróżnił kieliszek. Nie spodziewał się, że to będzie takie...
niedobre,
dlatego skrzywił się i pokręcił głową.
- Jest gdzieś cola? - spytał, bo jakoś nie widział jej na stole, ale oczywiście, mimo że niesmakowało, to pouzupełniał sobie i braciom kieliszki, coby puste szkło nie było.
- Masz co.. znaczy kogo? Czekaj, zaraz, chwila… kto nią został? Gdzie się poznaliście? Opowiadaj. I najlepiej pokaż fotkę. - powiedział, powoli przetwarzając usłyszaną informację, bo szczerze? Pic or didn't happen.

Leonidas
Nicolas
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie mógł być oczywisty, musiał dbać o to, żeby starzy mieli nieco niespodzianek w swoim prawie że emeryckim życiu. Dlatego powiedzenie braciom, że od razu kupuje bilety lotnicze i zjawi się na braterskie spotkanie, kompletnie nie wchodziło w grę. Co prawda dawał znaki, że coś było inaczej — nieco ciche, bo zawsze gdy umawiali się bez niego to jojczył im przynajmniej dwa dni przed datą, jak mu przykro, że nie da rady dojechać, a tym razem odezwał się raz i temat zapadł się jak kamień w wodę. Może pomyśleli, że wreszcie dorósł? Zrobił się poważny i zaczął przyjmować rzeczywistość bez zbędnego użalania się? Nie powinni robić sobie aż tak złudnej nadziei. Nico dokładnie dostrzegał minusy mieszkania z dala od rodziny i nawet jeśli przez ostatnie pięć lat przyjmował je na klatę, to teraz miało się to zmienić. Dzisiaj była prawdziwa gala, ale nie tylko przybycia w odwiedziny, ale jego oficjalny powrót. I w tym momencie był prawdziwą gwiazdą wieczoru — szedł po dywanie w kierunku gości i potem przytulał swoich fanów.
— No i co z tego? — zapytał, jakby odpowiedź była oczywista. — Nawet jak mnie nie ma, to powinniście być przygotowani. Jak pusty talerz dla gościa wigilijnego — stwierdził, przytaczając idealne porównanie. Wcześniej nie robił takich niespodzianek, ale z nim czort wie czasami, co wymyśli. Dlatego teraz mogło się wydawać, że podsunął im pomysł na przyszłość, choć alfa brothers jeszcze nie wiedzieli, że od tego właśnie momentu, ich przyszłościowe spotkania nabierają tempa! — Dziękuję za litościwe potraktowanie, królu złoty — odpowiedział, kłaniając się w pas, że dostanie jakąś skromną szklaneczkę. Teraz był zdecydowany, nigdzie nie uciekał.
Parsknął na słowa dotyczące rozmów biznesowych. W takim razie nawet cieszył się, że spóźnił się o chwilkę! — Zamiast o biznesach mógłbyś opowiedzieć o rzeczach ważniejszych, czyli co z tą typiarą z twojej roboty — zauważył, choć dobrze, że wcześniej nic nie wypowiadał się w tym temacie. Najmłodszy jeszcze przegapiłby najbardziej pikantne ploteczki! Spojrzał na butelkę, którą Leo dzierżył w rękach i z całą koncentracją przyjrzał się napisu, który na niej widniał. Nawet gdyby chciał, to i tak nie przeczytałby tego w poprawny sposób, chociaż w jego głowie było kilka kombinacji, których mógłby spróbować. — Zbr… — zaczął, ale zaraz machnął ręką. Miało być dobre, a nie dawać się czytać. Czekał na jakiś toast ze strony najstarszego, w międzyczasie podkładając kieliszek pod nos, aby powąchać wódkę, choć każdy szanujący Polak teraz powiedziałby, że wóda to nie klej, więc nie wąchaj tylko chlej! I tak też chciał zrobić, Sara recepcjonistka w końcu podniosła telefon i po tej jakże cudownej nowinie zapadła cisza, a Nico zdążył tylko otworzyć w szoku usta, odkładając jeszcze pełen kieliszek na stół. — Żonę?! — niemalże krzyknął, patrząc na Leo z niedowierzaniem. — Jak to żonę? Gdzie rodzinne zapoznanie? Nie była na święta! Nie przeszła testu, czy się nadaje! — oburzył się, bo zaburzona została cała droga rytuału, aby stwierdzić, czy była na tyle zajebista i godna, aby zawracać dupę Rosenhallowi. — No na zdrowie, żeby wam się powodziło — stwierdził finalnie; w końcu nie będzie źle życzył bratu. Nie zmienia to jednak faktu, że czeka go długa opowieść. Wypił swój kieliszek i zaraz odchrząknął, odwracając głowę w bok i krótko kaszląc. Nie spodziewał się tego smaku — w zasadzie nie miał żadnych oczekiwań, ale na pewno nie sądził, że to było TAKIE. — Bez coli albo czegoś innego raczej może być… mało przyjemne do picia— zawtórował Markowi, bo bąbelki albo nawet zwykły sok wleciałby idealnie. — Skąd masz takie… cudo? — zagadnął jeszcze na temat alkoholu. Leo zaskakiwał ich dzisiaj na każdym kroku: najpierw przedziwny alkohol, a potem informacja bomba. Dobrze, że nie ogłosił jej w momencie, gdy pili, wtedy przy okazji wybiłby męskich potomków Rosenhall, bo prawdopodobnie z wrażenia by się podusili. — Czekamy na opowieść. I zdjęcia ze ślubu. Kurwa, ślub. Własnych braci nie zaprosiłeś?! — pokiwał głową z niedowierzaniem. Tego się nie spodziewał, ale zaraz nasunęło mu się najważniejsze pytanie: co na to rodzice!

tajemniczy pan młody no to co z tą typiarą?
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Och, jak dobrze było widzieć te dwie pocieszne mordy w jednym pokoju, przy tym samym stole, ahh. Trzech Muszkieterów znowu razem, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, yay. Ej! Było mówić, że Cię to nie interesuje... Zamiast o biznesach mógłbyś opowiedzieć o rzeczach ważniejszych, czyli co z tą typiarą z twojej roboty. O! O! No właśnie. Gdy tylko Nico wypowiedział te słowa, Leo wyciągnął palec w stronę Mareczka niczym prawdziwy Leonardo. - Mareczku, mnie wszystko zawsze interesuje, po prostu czasem coś bardziej, a czasem coś mniej. No i podbijam, co u tej twojej typiarki z pracy? - podjął temat rzucony przez Nico. W końcu ostatnio coś im się Mareczek skarżył w smskach, prawda? Wypili po jednym kieliszku polskiego trunku, skrzywili się jak jeden mąż i rozpoczęły się poszukiwania coli - Leo zerknął pod stół, na barek, jeszcze raz na stół i zmrużył oczy. - Cola, cola... - mruknął pod nosem, dalej czując palenie w przełyku, po czym wyszedł na chwilę z saloniku, popędził do spiżarki, znalazł colę i wrócił do braci, wszystko w ciągu jakichś maksymalnie pięciu minutek. Postawił przed nimi napój i uśmiechnął się szeroko. - Voilà, cola raz, przyda się... - powiedział, po czym zasiadł z powrotem za stołem, gotowy do dalszej rozmowy. Wiedział, że po tych rewelacjach, które wypowiedział przed wyjściem, będzie musiał dać braciom chwilę na ochłonięcie.

Masz co.. znaczy kogo? Czekaj, zaraz, chwila… kto nią został? Gdzie się poznaliście? Opowiadaj. I najlepiej pokaż fotkę. Jak to żonę? Gdzie rodzinne zapoznanie? Nie była na święta! Nie przeszła testu, czy się nadaje! Kiwał głową, przytakiwał, pozwalając im wyrzucić wszystkie emocje, a sam w tym czasie sięgnął po swoją komórkę i otworzył galerię w poszukiwaniu zdjęcia Luny, żeby pokazać im tę Miss Las Vegas, no i aż się zdziwił, że miał tam aż tyle bezużytecznych screenshotów, do których nie zamierzał już nigdy więcej wracać - o, tu na przykład mem, który był śmieszny tydzień temu, a kilka zdjęć później screenshot rezerwacji gości na ten weekend, kurczę, niezły bałagan miał w tym telefonie. - Tak, mam żonę, poznaliśmy się w Vegas - zaczął w końcu, dalej wertując galerię w poszukiwaniu swojej pięknej żonki. W międzyczasie postanowił rozpocząć opowieść, nie zamierzał trzymać braci dłużej w niepewności. - No i ślub też wzięliśmy w Vegas. No i właśnie dlatego nie mogliście jej poznać, bo sam znałem ją kilka godzin. No i ten ślub był po nieziemskim seksie, żeby nie było, że jestem jakimś idiotą - żachnął się, machnął ręką, po czym zamilkł, żeby skupić się na poszukiwaniu zdjęcia. Kurde, on serio robił tyle zdjęć? - A fotka... czekajcie, zaraz wam pokażę... O, tu, zobaczcie, szliśmy razem po bułki w środę. Śliczna, co nie? - rozmarzył się trochę, po czym wypili po kolejnym kieliszku, które nalał im Mareczek. Skrzywił się i od razu popił colą, którą ktoś nalał do jego szklanki. No na zdrowie, żeby wam się powodziło. Przełknął i uniósł szklankę w górę, żeby podziękować bratu. - Dziękujemy, Nico! Przekażę Lunie. A właśnie, nazywa się Luna. Luna Riviera-Rosenhall. Może coś o niej wygooglujecie - zaśmiał się, po czym sięgnął po butelkę wódki i zaczął nalewać im kieliszki ponownie. Niedobre to było, ale może chociaż trochę oczyści ich myśli? Hmm... Skąd masz takie… cudo? Rozłożył ręce, a jego mina mówiła krótko: ARONOŁ. - Nie wiem, co to jest, ale jakiś typ z Polski mi to dał na zakończenie pobytu, coś tam gadał o żubrach... Mocno kopie, nie? - odparł, po czym zerknął na etykietę. Kurwa mać, wszystko po polandzku. Jebany North Pole Europy. Pewnie chodzili tam w kurtkach jak eskimosi, a temperatura w kwietniu była na minusie (XD).

Leo westchnął i popukał palcami w blat, zamyślony. - Kurczę, nie wiem co jeszcze bym mógł wam powiedzieć, bo sam niewiele o niej wiem... A, dobra, wiem, powiem wam coś jeszcze, ale nie zdradźcie mnie, dobra? - dodał jeszcze, gdy już nalał im po kolejnym kieliszku, po czym zerknął w stronę drzwi, jakby spodziewał się, że zaraz zobaczy w nich Lunę, ale zaraz machnął ręką i oparł głowę na łokciu, wlepiając wzrok w braci. - No to ten, wróciłem prawie dwa tygodnie temu i myślałem, że co w Vegas, to zostaje w Vegas, ale Luna przyleciała za mną do Toronto, więc poprosiłem ją o rozwód, no bo jednak trochę lekkomyślne było, a ona nie chciała i dalej nie chce mi go dać i na dodatek twierdzi, że jest w ciąży, a Caspian to w ogóle mi powiedział, że tydzień to za mało, żeby stwierdzić ciążę, i kurwa, no, nie wiem co robić? No, jeśli faktycznie jest w ciąży i jest to moje dziecko, to przecież jej nie wyrzucę. Ahhh, może po prostu powinienem się w niej zakochać? - zakończył swój wywód, po czym od razu wychylił kieliszek i nalał sobie kolejny, żeby chociaż przez chwilę pomyśleć o czymś innym niż o seksownym tyłku swojej żony, który mącił mu w głowie chyba troszeczkę za bardzo, cóż.

𝒑𝒔𝒊𝒂𝒕𝒂
𝒌𝒓𝒂𝒘𝒂𝒄𝒊𝒂𝒓𝒛
isiek
wszystko do uzgodnienia
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Dobrze, Nico, wyciągniemy wnioski i następnym razem przygotujemy dodatkową zastawę tak NA ZAŚ. - powiedział, posyłając bratu lekki uśmiech, choć prawda była taka, że pewnie nic się nie zmieni i koniec końców sytuacja się powtórzy. Znaczy, istniało dość spore prawdopodobieństwo, aczkolwiek kto wie, może jednak Mareczek faktycznie zapamięta, by dla NIKOGO nie brakowało. Wszystko było możliwe.
To było BARDZO taktyczne zagranie ze strony Nico, pytając nagle o typiarę z pracy - tę samą, o której niedawno pisał w wiadomości na braterskiej konfie. Mareczek przeczesał dłonią włosy i wzruszył ramionami.
- Jeszcze mnie nie wyjebała z roboty, a jej nie udusiłem, więc jest dobrze. Poza tym, pomogłem jej z prezką, zjedliśmy razem dobre tacosy i nie ruchaliśmy się jeszcze... baza updateów została wyczerpana. Po więcej zapraszam następnego dnia. - odpowiedział, pod koniec udając, że jest programem antywirusowym, tylko zamiast o potencjalnym zagrożeniu, informował o zakończonym limicie, podając kluczowe - jego zdaniem - informacje, a domyślał się, na czym dokładnie braciom zależało, aby usłyszeć.
Ucieszyło go, kiedy Leo wrócił z butelką coli - podziękował mu skinieniem głowy - a następnie pozwolił braciom nalać sobie jako pierwszym. Gdy mieli czym popijać ten jakże wyborny specyfik, sam uzupełnił kubek, wlewając do niego colę.
- Właśnie, Leonardzie, wstyd. Kogo jak kogo, ale WŁASNYCH BRACI?! - powiedział oburzony Mareczek, wzdychając głośno.
- Vegas sregas. - powiedział, co wiedział, prychając i przewracając oczami - prawda jest taka, że gdyby było trzeba, to poleciałby na ślub braci nawet na największy wypizdów typu Pcim Dolny albo Wyspy Bora-Bora. No ale cóż, wyszło, jak wyszło. Czasu nie cofną.
Słysząc powód, dla którego Leo postanowił zmienić swój status cywilny, Mark pokiwał głową, rozumiejąc decyzję brata. Choć jego zdaniem poza dobrym ruchaniem dobrze byłoby wiedzieć cokolwiek o tej drugiej osobie, np. imię i nazwisko, ile ma lat i czym się zajmuje.
Nachylił się, żeby zobaczyć szwagierkę, a następnie zagwizdał.
- O, bracie, ładna sztuka Ci się trafiła. Nawet bardzo ładna. - odparł, klepiąc Leo po ramieniu, a kiedy usłyszał jej imię, poczuł pewnego rodzaju ulgę, bo to oznaczało, że najstarszy Rosenhall wiedział, jak miała na imię jego wybranka więc poza dobrym seksem, coś tam jednak o niej wiedział. powiedział Mareczek do samego siebie w myślach. Trochę mniej podobały mu się kolejne informacje - znaczy nie te o wódce, bo z tego to akurat parsknął śmiechem i rzucił:
- W chuj mocno, ale przy okazji nieźle rozgrzewa. - zauważył, czując ogarniające go ciepło.
- Ej, chciałbym zobaczyć żubra. - to byłoby ciekawe, aż zaczął szukać w internecie informacji, czy są one gdzieś do zobaczenia w Kanadzie i uwaga, SĄ.
- O słuchajcie tego: W Kanadzie istnieje hodowla żubrów europejskich oraz liczne stada bizonów preriowych i leśnych, m.in. w Elk Island National Park. Chyba wiem, gdzie się będę musiał wybrać. - dodał zaraz, patrząc, ile czasu zajmuje podróż do tego Elk Island. Widząc 32 GODZINY (3409 km), załamał się, a telefon wypadł mu z rąk, bo nie spodziewał się AŻ TAKIEJ odległości. Zawsze pewnie mógłby pożyczyć rodzinny helikopter albo jakiś inny lotniczy środek transportu, bo nie wyobrażał sobie siedzieć w aucie tyle godzin.
Zmarszczył brwi, przyswajając fakty, bo nie spodziewał się czegoś takiego…
- Idźcie razem na USG, żeby to sprawdzić. - zarzucił pomysłem Mareczek, bo przecież dzięki temu będzie wszystko jasne.
- To że Ci machnie zdjęciem to gówno a nie dowód, bo mogła je wygenerować za pomocą AI albo znaleźć randomowe w necie. - dodał, bo on się nie znał na tym, po jakim czasie faktycznie mogła powstać ciąża, dlatego postanowił to sprawdzić.
Marko chrząknął.
- Google mówi, że najbardziej wiarygodny wynik domowego testu ciążowego uzyskuje się, wykonując go w dniu spodziewanej miesiączki, czyli ok. 14 dni po stosunku. Wczesne testy o wysokiej czułości mogą wykryć ciążę już po 7–10 dniach, ale wcześniejsze badanie często daje fałszywy wynik negatywny. Więc Caspian ma rację. - wzruzył ramionami.
- A co jeśli chce Cię wziąć na hajs, Leo? Pomyślałeś o tym? - spytał, uznając, że musi jeszcze wypić, ciesząc się, że pomimo współżycia z.... wieloma kobietami, żadna jeszcze nie przyleciała z informacją, że była w ciąży. Jeszcze tego by brakowało. Tak więc ponownie uzupełnił wszystkie kieliszki, a swój wypił praktycznie od razu i popił colą.
- A jak tam Twoje sprawy sercowe, Nico? - bo w sumie jeszcze nic od najmłodszego nie usłyszeli, a Mark był ciekaw, co tam, jak sobie radził i czy był szczęśliwy.

przyszły ojciec?
psi ojciec
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Uśmiechnął się mimowolnie na słowa pośredniego z braci; nawet nie zdawali sobie sprawy, jakie newsy ich czekały! Z pewnością następnym razem nie da o sobie zapomnieć, bo teraz ewentualny obszar wymówek mocno mu się zawęził. Co prawda, rzadko kiedy czuł potrzebę unikania spotkania z braćmi, a jeśli już to walił prosto z mostu. Nico był szczerym człowiekiem, czasami nawet aż do bólu, ale traktował to jako swoją zaletę. Nawet jeśli zdarzało mu się owijać w bawełnę, to jednak motanie się we własnych zeznaniach doprowadzało go koniec końców do prawdy.
— Czyli to aż twoja szefowa? Nieźle, może tym bardziej powinieneś wziąć ją w obroty — zasugerował, bo nie wiedział, na co starszy czekał. Jedzenie tacosów to dobra okazja, aby zrobić pierwszy krok… w zasadzie dla najmłodszego każda okazja była dobra do pierwszego kroku, ale to może właśnie przez to nie potrafił usidlić się na dłużej w jakimkolwiek związku.
Butelka coli była jak zbawienie na alkohol, który aż szczypał w gardło. Nawet nie chciał spoglądać, ile to miało procent. Czy to było ważne? Dzisiaj liczyło się to, że miało ich odpowiednio kopać. Skoro we trójkę w końcu zasiedli przy jednym stole, to tym bardziej nie powinni zwracać uwagi na tak nieznaczące szczegóły. Po kilku kieliszkach, polska wódka stanie się najpyszniejszym alkoholem, jaki kiedykolwiek spożywali, a uporczywy gorąc w gardle będzie jak przyjemne deptanie stópkami jezusa.
— Nie no, jak po nieziemskim seksie to wszystko zrozumiałe — stwierdził z ironią, posyłając bratu uśmiech tego typu. Może to już kryzys wieku średniego go dopadł? Może miał jakieś życiowe rozterki o samotności, którymi nie dzielił się ze swoimi braćmi? Spojrzał na Leo i nie dowierzał, że ten stary pryk już tak się zestarzał. I miał żonę! — No dobra, zaczynam nieco rozumieć twoją decyzję pod wpływem emocji — dodał, spoglądając na zdjęcie z casualowej wyprawy po bułki w środę rano. No była ładna, co mógł innego powiedzieć? Skłamać? Jedynie mógł życzyć bratu szczęścia i mieć nadzieję, że jego nieznajoma żona nie okaże się psychopatką i nie zadźga go w nocy widelcem. — A ty coś o niej googlowałeś? Czy po prostu wróciłeś do Toronto ze spokojnym przeświadczeniem, że masz żonę i tyle? — zapytał, będąc ciekawym jego refleksji po całej tej sytuacji, bo… no, nie podejrzewał go o trzeźwość umysłu, nawet jeśli argumenty na zawarcie związku małżeńskiego miał solidne. — Żubrach? — zastanowił się, spoglądając na butelkę. No tak, był narysowany żubr. — Ile żubrów mogło stracić życie, abyśmy mogli teraz pić ten alkohol? — zastanowił się. Jego skromna wiedza na temat alkoholi raczej nie zawierała informacji na temat wódki żubrówki. Zaraz Marek wyleciał z tematami krajoznawczymi, przykuwając uwagę najmłodszego. — Ej, a zabierzesz mnie ze sobą? — zapytał, jakby pytał się o najzwyczajniejszy wyjazd do ich rodzinnej miejscowości, a nie na wyprawę życia, jak to się zaraz okaże. Jednak czego Mareczek na głos nie powiedział, tego Nico nie wie, więc młody nadal był przekonany, że zobaczenie żubra nie jest jakimś wymagającym zadaniem i z pewnością wystarczy wybrać się do pobliskich lasów, aby tam spotkać jakiegoś bawoła.
Wypił kolejny kieliszek, będąc gotowym na kolejną dawkę informacji, bo był wręcz przekonany, że już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. A jednak. Spojrzał na niego z jeszcze większym szokiem, zastanawiając się, czy już najebał się tym żubrem i zaczął wymyślać sobie jakieś nieistniejące rozmowy z braćmi. A może po prostu zasłabł od mocy alkoholu i to wszystko mu się śniło? — Uszczypnij mnie — rzucił, wyciągając rękę w kierunku Marka. Jeśli to nie była rzeczywistość, to może chociaż tak wróci na ziemię. — Mark ma rację, może powinieneś pójść z nią do lekarza. W tych czasach ciężko jest po prostu uwierzyć na słowo. — Zwłaszcza, jeśli żony praktycznie się nie znało, a dziecko nie było planowane. Rzeczywiście mogła chcieć naciągnąć go na kasę, w końcu wyszukanie Leo w internecie nie było rzeczą trudną; szybko mogła zorientować się, z kim miała do czynienia. — Chcesz zakochać się w niej z poczucia obowiązku? — zapytał z niedowierzaniem. — Wątpię, żeby to miało szansę na przetrwanie — wypowiedział się szczerze, sceptycznie spoglądając na brata. Nie chciał, aby przekreślał sobie drogę do jakiejś prawdziwej miłości, tylko i wyłącznie dlatego, że miał dobry seks z kobietą, która oprócz fizycznego pociągu nie miała z nim za wiele wspólnego. Decyzja należała już do Leo. A Nico? Jako dobry brat mógł go tylko wspierać w podjętej decyzji.
Wypił kieliszek, popił colą, a w międzyczasie usłyszał pytanie o swoje własne sprawy sercowe, przez które na chwilę zakrztusił się gazowanym napojem. W tym momencie ciężko było mu stwierdzić, czy ten buch gorąca był spowodowany wódką czy nagłym wspomnieniem ostatniego spotkania z Lilian, gdzie zupełnie przypadkiem znalazła się zbyt blisko niego. — Moje sprawy sercowe nijak się mają. Nikt nowy się nie pojawił, rozważam pozostanie samotnym ojcem — stwierdził, wzruszając lekko ramionami. — Chociaż wiecie co? Wczoraj przyjechałem dość późno, więc stwierdziłem, że nie będę wam ani rodzicom zwalać się już na głowę. Podjechałem do pierwszego lepszego pensjonatu w centrum i wiecie co się okazało? — zapytał, budując chwilę napięcia, a sam parsknął śmiechem. — Pamiętacie Lilian? No to wyprowadziła się z Oakville i to do nich trafiłem na tę jedną noc — dokończył, zachowując się, jakby to nie było nic nadzwyczajnego, a raczej obydwoje wiedzieli, jak mocno zareagował na to nagłe zakończenie związku. Ba, Leo był naocznym świadkiem, bo musiał wpakować go do samolotu do Nowego Jorku, ignorując jego sprzeciwienia się i chęć pobiegnięcia do ówczesnej dziewczyny. — A tak w ogóle to przeprowadziłem się do Toronto. Hej, Leo, możemy z Cheetosem pomieszkać w pensjonacie, dopóki nie znajdę jakiegoś mieszkania? — zapytał, jakby to była najmniej ważna informacja. Co prawda w skali ślubu i ewentualnej ciąży to rzeczywiście zmalała ona w randze ważności.

flip flap
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Rose Garden Inn”