-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Ricardo Martinez Madox A. Noriega
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Portorico baby! - odpowiada Williamowi jeszcze w emocjach tańca, tak jebnął Madoxa w bar, bo ten jakiś spięty się wydawał, jakby wcale mu się nie podobał dobór muzyczny, ale ten go zaraz zabiera, no to polecieli od tych panienek, Ricz jeszcze im na dowidzenia ręką macha i zbiera całusy, które mu dziewczynki wysyłają.
Natomiast zawsze miło wrócić do pieseczków, na szczęście oba były zadowolone i wyglądały na zdrowe więc się z nimi bawi przez cały czas, jak poszli do tego pokoju Wielkiego Szu. William zajął się mówieniem, więc Ricz tylko tam sprawdza czy Burrito i Churros mają się dobrze i jakaś chinka do niego podeszła i mówi: - Hot dog?? - a Ricz kręci głową - Chiuhaua - ale chinka kręci też głową i pokazuje jakby jadła i znów na psa - Hot dog chcesz? - i zrozumiał, że chyba chciała mu chłopaków w przyprawach seczuańskich podać. Odsunął się od niej i głową kręci, na co ona machnęła ręką i wróciła oglądać przedstawienie Williama. Ricz się rozkojarzył i obczajkę robi bo ten pokój był gigantyczny i miał bardzo rozpraszający wystrój. Tu złoto, tu tygrysy, tu malowane tygrysy, jakieś wazony, palmy, no kurde prawie jak w chińskiej knajpie, tylko wszystko było jakby większe. Chłopaki chcą jakieś nagrania oglądać, tzn, Will i Madox, ale Ricz nie oglądał, znaczy zerknął i patrzy a tam taki chłopak cały wytatuowany, ale nabity jak Madox. Kurwa, to oni go szukają?? No nieźle, pewnie go znów wjebią, że będzie jak Frankiego musiał urabiać. Już mu się to niepodoba, ale nie zostawi ich przecież, bo ostatnio jak zostawił to go porwał człowiek-szafa.
Natomiast znów sie rozproszył, bo ta mała z fioletowymi włosami podchodzi do niego i go łapie za łokieć (bo tylko tam sięga) i mówi, że córcia Wielkiego Szu chce, żeby przyszedł do niej po imprezce dziś w nocy, na co on mówi, że droga pani ja dziekuje, ale powiedz jej, że ja nie mogę. Ona kręci głową i mówi, że nie ma mowy, niech rzyjdzie, bo to mu się będzie opłacało, bo każdy chłopak córci Wielkiego Szu dostaje wielki dom w nagrode i uznanie. Ricz nawet chwilę się nie zająknał, że ok, ale przez głowę mu przeszło, że może Rosa by była zadowolona, jakby jej powiedział, że mają już dom i nie musi się martwić? Zresztą zaraz tak go wciągnęła że stanął pod ścianą w ciemnym miejscu i tam się okazuje, że stoi ta córka i wlepia w niego gały swoje i mówi, że nikt jej nigdy tak nie podniecił i że ona strasznie chce dziś go przelecieć. tak się zachowywała, że Ricz się nawet nie skapnął, jak ta nagle omamiła go i go tam całuje pod tą ścianą. No to Ricz jej teraz mówi, że nie może, bo ma żone, na co tamta JAK TO MA ŻONE? I odaje mu telefon i mówi, żeby do niej dzwonił, na co on, że no eeee może nie zadzwoni, ale może ją pokazać i pokazuje jej foty Rosy i swoje na IG, które wstawiają. Tamta niepocieszona i łapie się za włosy i pyta, czy jak będzie miała czarne to on na nią poleci???? Ricz to se myśli, że kurwa wziąć ślub, to się odrazu zostaje obsyanym jakimś zaklęciem przyciągającym hot laski, bo akurat ta córka była hot. Szkoda, że wcześniej go nie znalazła! W każdym razie ona już go obserwuje na insta i się z nim żegna mówiąc że mu wyśle fotkę, żeby o niej nie zapomniał.
Na szczęście wtedy chłopaki już mówią, że spadamy. No i Ricz żegna się z tą córką i z wielkim Szu i nawet z człowiekiem-szafą i idzie do przebieralni.
- Nigdy kurwa więcej nie ide do łaźni - obiecuje chłopakom jak się już załadowali znów do fury. William ma jakieś namiary na tego całego Clyde, więc jadą po niego a oni mu opowiadają co tam było jak go nie było z nimi. A on im mówi w sekrecie: - Kurwa te azjatki to mnie kochają, wiecie że ta córka taka była napalona, ja się przez chwilę serio zastanawiałem, czy by z nią nie wyjść na szybki numerek, bo to było jak z pornola
William N. Patel-Noriega Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
No ale nie ma już czasu chwalić Ricardo, bo idą po teczkę Williama, a Madox to nawet nie wiedział gdzie ona jest, bo go irytują majty, które mu się wżynają w dupę i on cały czas się poprawia.
Nawet jak stoją przed Wielkim Szu, w tej łaźni jak z chińskich filmów, to Madox obciąga sobie te gatki, aż Lin do niego doskoczył i go wali tymi małymi piąsteczkami w bok, że jak on się zachowuje przy królu Szu, ale Madox mało co poczuł, no ale zaraz się odwinął chinolowi w łeb, że tamten prawie się nogami nakrył. Więc odskakuje od Noriegi do Williama, żeby go wyzywać od kurwiów.
Madox to dopiero teraz mierzy spojrzeniem Pana Szu i tak ściągnął brwi do siebie, a zaraz się przysuwa do Williama.
- Ej stary to jest Jackie Chan? - niby chciał cicho zapytać, ale wiadomo jaki Madox jest dyskretny, więc zaraz cała łaźnia zwróciła się w jego kierunku z takim hyyyyy!, że co on powiedział, czy coś.
Wielki Shu zmrużył oczy, a zaraz wstał...
I wygląda teraz jak Jackie Chan z tego filmu gdzie był opiekunką agentem. Wszyscy wstrzymują oddechy, a Madox się nawet trochę wystraszył, bo może on się tych zapaśników sumo nie bał, ale Wielki Szu wyglądał jakby go mógł małym paluszkiem rozłożyć na łopatki, więc schował się za Willem.
A Wielki Szu odzywa się tym swoim głębokim głosem.
- Ale ja... lubię Jackie Chana, serio jestem do niego podobny? - pyta, a Madox i William kiwają głowami, że tak. Ricz nie kiwa, bo Ricardo już się liże gdzieś pod ścianą z chinką z pornola, ładnie. No ale Wielki Szu się ucieszył, że tak, a potem to robią sobie z Williamem przekazanie zegarka.
A za chwilę siedzą w biurze i oglądają kamery, a Madox znowu poprawia gatki.
- No i co to za cwel? - pyta Madox, bo William to go chyba znał, no i zaraz od słowa do słowa Patel tłumaczy, że to były Peach, który go okradł, zabrał ją za to na walentynki do chatki w lesie i spierdolił, a Madox się drapie po tyłku - a wiecie co kurwa? - no i oni kiwają głowami, że nie wiedzą, a Madox to wiadomo, że nie ma do powiedzenia nic związanego ze sprawą, bo on to wiecznie odbiega od tematu, chociaż może trochę w temacie... - pokłóciłem się na śmierć z Peach, bo ona obraziła ciebie - i pokazał na Ricza, że jego - i Pilar, i Rose, i moją matkę - tak wylicza na palcach, a potem na Willa - ciebie nie - no i dobrze, że Williama nie obraziła, bo wtedy to już kaplica - i już się do niej nigdy nie odezwę - zakończył, ale już idą do szatni - Ricardo a ty kurwa znowu zdradzasz Rosę? A potem będziesz na pielgrzymkę na kolanach szedł... - Madox kręci głową. Bo on w ogóle nie rozumie jak można mieć taką hot laskę i ją zdradzać z jakimiś przypadkowymi dupami. On by Pilar nigdy nie zdradził. No może tylko z Shakirą, ale to też... Pewnie tak gadał, a jakby przyszło co do czego to by się bał.
W końcu ubierają się w normalne ciuchy, a przede wszystkim to bokserki zwykłe, a nie te slipy opinające się wszędzie, a jak już wsiadają do auta i Ricz mówi, że nigdy więcej nie idzie do łaźni, to Madox kiwa głową.
- Ja też, ja pierdole... wiecie, że... - i już chciał im znowu nawijać o tej jego masażystce z dodatkowym sprzętem, ale wtedy Ricz mówi o tym, że chciał iść z azjatką na szybki numerek, a Madox się odwraca do tyłu, żeby go zdzielić w łeb - weź się chłopie, wstyd przynosisz rodzinie Sandiego - no bo oni teraz po ojcach inne nazwiska mają, ale ich babka to była Carmen Sandiego nie zapominajmy. A wtedy William krzyczy o kurwa!, a Madox się odwraca i hamuje, bo myślał, że w coś wjechał. Ale to nie o to chodziło Williamowi, tylko o to, że tam na pasach, jakby nigdy nic sobie stoi Clyde. W białych adidaskach, okularach przeciwsłonecznych i z uśmiechem przyklejonym do gęby. Od razu wszyscy troje na niego patrzą.
- Dobra... Podjadę tam, wy wypadniecie i go wciągniecie do samochodu, tylko trzymajcie go mocno... Albo - schylił się do schowka ponad kolanami Williama - to mu na łeb załóżcie - i tam miał jakiś czarny worek. Wcisnął go Williamowi w ręce. A potem wolno jedzie za tym Clydem i kiedy z nim zrównał, a on się ogląda na ich samochód - dawajcie! - to Madox tylko ich zagrzał do działania. Bo przecież nie mógł im pomóc, bo prowadził, no ale powinni to ogarnąć, nie?
William N. Patel-Noriega Ricardo Martinez
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- A co to za Brzoskwinka, jakaś twoja tancereczka?? A chuj, wszystkie są hot - zaśmiał sie, że tam już się nie przejmuje za bardzo, co prawda słabo jak ktoś źle o nim mówi, ale nie bardzo ją kojarzył, wiec też nie bardzo wiedział jak się ustosunkować. - A co mówiła?? - też chciał się dowiedzieć, bo może coś mega ultra chamskiego, np go wydała do Madoxa, że on lubi se na cycki tancerek popatrzeć nawet jak z Rosą siedzą w klubie?
- Nie zdradzam przecież!! - się chce jakoś wykaraskać z tych gromów, które na niego padały ze strony kolegów. - Mówie wam, że obrączka to jest najlepszy afrodyzjak na dupeczki. Odkąd nosze to już z trzy mnie podrywały a wcześniej? No żadna - tak opowiada, w sumie coś w tym jest, chociaż może to kwestia Toronto i tego, że tutaj jest taki egzotyczny dla dziewczyn i ponętny?? Przeżegnał się i jebnął Patela w głowę. - Nie mów takich głupot Wiliam, bo jeszcze ktoś usłyszy i Rose mi odbierze - a to wcale by mu się nie spodobało.
Ricz z tyłu se zapalił papieroska, bo myśli sobie,że no musi troche wyczilowac, a serio to nie był papierosek zwykły tylko zielsko, które sobie tak ciumka i szczerze to nic nie ogarnia już, jeszcze pieski mu zasneły na udach, wiec myśli sobie - kurde no niezła ta akcja, ale już mogliby wrócić do domu, a nagle Madox daje po hamulcach to aż nim rzuciło, prawie przez duże okno wypadł.
-O chuj co ty....- zaczał, ale chłopaki z przodu już coś szykają w skrytce i Ricz szybko się ogarnia co i jak i wyjmuje gnata z kieszonki na fotelu. - Tu mam klamke, naładowana?? - wsadził se blancika pomiędzy usta i odbezpiecza, żeby sprawdzić, czy coś tam jest, pewnie mu Madox zabronił jednak strzelać, bo zdążył tylko przerzucić pieseczki na przód i wyskoczyć z auta, pochwycić Clyda i już jechali. Wcisnął mu głowę pomiędzy kolana i patrzy tak na Williama pytając "kto to kurwa jest!?".
- Dobra dawaj tu chłopie skręć na pustynie - mówi Ricz w końcu, jak chłopaki wymyślają różne sosoby okrania Clyde'a, Ricz tam go mocno trzyma, dobrze jednak że ma tę masę, to się mu nie wywinie.
- No gadaj kurwa gdzie ją ukryłeś - improwizuje i szturcha Clydea, ale ten na niego zdziwiony, Wiliam zdziwiony i nawet Modaox zdziwiony. Ricz nie wie o co tu chodzi, ale zaraz wyciągają go z auta i idzie do bagażnika. Znalazł tam worek, długą linę oraz łopatę. Złapał łopate i rzuca w Clyda.
- Kop
Madox William