34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Piosenkę poznaję po trzech nutkach, bo Peach słucha tego na okrągło i nagrywa jakieś tiktoki czy inny badziew, jak się buja do rytmu, a że ja jestem z natury muzykalny to nawet kilka razy do niej dołączyłem w tych dzikich pląsach, tylko akurat tych nagrań nie pozwalam jej udostępniać, bo wolę być anonimowy w internecie. Nawet jak triggeruje stare baby na Facebooku na grupach dla emerytów i innych foliarzy to z fake konta, żeby mi nikt potem nie mógł zarzucić, że niby poważny człowiek, a się kłóci w sieci pod filmikami z AI. Wczuwam się w nutkę jak nigdy, albo może raczej jak zawsze, bo nie oszukujmy się, mam w sobie cygańską krew, a my cyganie potrafimy to i owo. Poza tym po to chodziłem na imprezy, żeby się nauczyć kilku tanecznych kroków, teraz wkręcamy żaróweczki, budujemy dom, potem jakiś piruet i moonwalk, zbliżam się do tortu i nagle w momencie kulminacyjnym wyskakuje z niego... Ricardo!! Tego bym się nie spodziewał w najśmielszych snach, a w jeszcze śmielszych nie spodziewałbym się tego, że Martinez potrafi kręcić dupą w ten sposób. Na chwilę to się zapatrzę na to co wyprawia przed twarzą solenizantki, co więcej ona wydaje się być w chuj zadowolona. W ogóle dziki tłum półnagich azjatek krzyczy i klaska na te nasze pląsy. Impreza się rozkręca, pojawiają się nawet gołe cycki i latające staniki, a nas samych tłum pogrążony w dzikiej euforii o mało nie ściąga ze sceny, teraz już wiem co musiał czuć Elvis, kiedy zarzucał biodrem przed watahą napalonych nastolatek. Kiwam głową, że lecimy jeszcze raz, bo mnie tam się w sumie podoba. Leci druga nuta i chociaż chyba wszyscy jesteśmy umęczeni strasznie to chęci są. Oprócz tego dużo klaskania i śpiewania z publicznością. Mógłbym nawet i trzeci występ dać, ale nagle na scenę wchodzą kolejne grupy, a my się wycofujemy do tylnych drzwi - Ale zajebiste to było, gdzie ty się nauczyłeś tak tańczyć, Ricz? - no bo kurwa, to był kompletny sztos, nigdy nie widziałem żeby facet ruszał się w ten sposób, a wyglądało zajebiście. Wpadamy na tego wielkiego gościa i w pierwszej chwili milknę, ale na szczęście nie chce nas poskładać, tylko oddaje pieseczki, które już od razu obskakują Ricziego, dosłownie jakby go nie widziały od nigdy. Facet wskazuje nam drogę i jesteśmy już w połowie korytarza, kiedy nagle się zatrzymuję - Ej, czekajcie, a moja teczka? Mam tam hajs na zegarek, musimy wrócić, bo co kurwa, Riczi mu zatańczy za Rolexa? - w sumie jakby się tak udało to zajebiście, ale nawet nie śmiem próbować. Macham na chłopaków ręką, że wracamy i faktycznie idziemy znowu pod biuro, tym razem nawet nam się udaje wejść do środka bez żadnych dodatkowych atrakcji. Tamten mały chińczyk patrzy na nas z wyrazem zdziwienia wymalowanym na twarzy, ale odzywam się szybko zanim on zrobi to pierwszy - Gdzie moja teczka? My po zegarek - on na to - Po zegarek? To trzeba było mówić od razu, to za mną - jeszcze mi pokazuje, że teczka leży w kącie, więc ją chwytam, ukradkiem zaglądając do środka. Na pierwszy rzut oka hajs się zgadza, więc idziemy za nim kolejnym długim korytarzem, aż wchodzimy do następnego pomieszczenia. Bucha gorąca para wodna, zza jej kłębów wyłania się taki obrazek - wielkie, kamienne jacuzzi z pachnącymi bąbelkami, wokół jakieś ladyboye z wielkimi wachlarzami wachlują siebie nawzajem, laski siedzą na brzegu i karmią się winogronami, oprócz tego kilku goryli tak groźnych, że strach nawet patrzeć w ich stronę, a w samym środku tego całego gabinetu osobliwości, w wodzie siedzi Wielki Szu. Właściwie wygląda całkiem normalnie, na pewno nie jak ktoś kto mógłby zrobić ci krzywdę, trochę jak Jackie Chan w tym nowym Karate Kid z synem Willa Smitha. Wszystkie oczy zwrócone są w naszą stronę. Ten chińczyk, który tu z nami przyszedł, Lin, się lekko kłania, więc robię to samo, po czym odzywam - Dzień dobry panie Wielki Szu, to ja się z panem - ale nie kończę, bo Lin mnie wali z łokcia w śledzionę, że aż mi na moment zapiera dech - Milcz, kurwiu i nie odzywaj się dopóki pan Wielki Szu ci nie pozwoli - ale pan Wielki Szu już patrzy na niego krzywo, unosi rękę, żeby to on zamknął mordę i macha dłonią, że ma wypierdalać. Chłop dosłownie zgina się wpół w głębokim ukłonie, po czym się wycofuje, a Wielki Szu tym razem wbija spojrzenie w nas i to nas przywołuje do siebie gestem nadgarstka. Widać po ruchach, że ma na pewno co najmniej jeden czarny pas w Kung Fu, a może nawet zna Zui Quan czyli styl Dziewięciu Pijanych Bogów. Zerkam ma Madoxa, na Ricziego i idę, oni zresztą ze mną. Powoli schodzimy do wielkiej wanny z bąbelkami, teczkę trzymam nad wodą, żeby nie zmoczyć jej zawartości, zaś Wielki Szu znowu macha ręką, że mogę mówić - No to my przyszliśmy po zegarek do pana - tłumaczę. Kolejny ruch nadgarstka - jeden z goryli występuje z szeregu i zabiera ode mnie teczkę, zagląda do środka, a kiedy kiwa głową w kierunku swojego szefa, że hajs jest, to podbija do nas drugi, żeby wręczyć mi inne pudełeczko. Tym razem to ja zaglądam do środka - jest! Mój piękny, lśniący, złoty zegarek, nie wiem co te chińczyki z nim zrobiły, ale tak dobrze nie wyglądał chyba od nowości. Od razu sprawdzam czy rzeczywiście jest mój, ale tak, ma specjalny grawerunek, wciskam go na rękę i uśmiecham się do Wielkiego Szu - Dziękujemy, interesy z panem to prawdziwa przyjemność, panie Wielki Szu, a czy mógłbym mieć jeszcze jedno pytanie? - czekam na pozwolenie i chociaż trwa chwila zanim się zastanowi, a ja już zaczynam się pocić ze stresu, bo przecież nie mielibyśmy szans z tym batalionem Azjatów, nawet mając po swojej stronie Madoxa, to ostatecznie kiwa głową, żebym kontynuował - Bo widzi pan, ten zegarek to w sumie należał do mnie, tylko został mi skradziony, o tutaj jest taki grawerunek - nawet mu pokazuje, że jest, dla potwierdzenia własnych słów, zerka na niego nieznacznie opuszczając oczy - I ja bym się chciał dowiedzieć kto właściwie to panu dał. Albo sprzedał, jak mniemam? - tym razem to ja się w niego wgapiam. Cisza w pomieszczeniu znowu trwa trochę za długo, ale w końcu Wielki Szu zaczyna powoli kręcić głową i rozchyla wargi... Tyle, że na to wszystko do pomieszczenia wbija tamta mała chinka z fioletowymi włosami i podbija do swojego szefa. Patrzą na nas, natomiast ona pochyla się nisko do jego ucha i coś mu tam szepta. Usta mężczyzny wyginają się w delikatnym uśmiechu. W końcu także możemy usłyszeć jego głos, a jest ciepły i głęboki, trochę hipnotyzujący - No dobrze, skoro uszczęśliwiliście moją umiłowaną córkę to mogę podzielić się z wami tą informacją. Lin pokaże wam go na kamerach, idźcie już - jeszcze coś dodaje po chińsku i faktycznie Lin po nas wraca, żeby już za moment prowadzić nas spowrotem do biura, gdzie odpala nagranie z tamtego dnia. Widzimy na nim jakiegoś chłopa, kręcącego się po łaźni. Proszę żeby zatrzymał i zbliżył i wtedy rozpoznaję w nim eks Peach. Czyli jednak, to był Clyde - A to skurwiel

Ricardo Martinez Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To, że świeciły gołymi cyckami to tam niewiele znaczyło w sumie dla Ricza, bo te wszystkie azjatki to były płaskie dechy!! Znaczy były tam jakieś zrobione melony, ale te akurat nie ściągały staników. Ricz i tak najbardziej to się jarał tym, że se potańczył, no i że nie sam tylko z Madoxem i Willem.
- Portorico baby! - odpowiada Williamowi jeszcze w emocjach tańca, tak jebnął Madoxa w bar, bo ten jakiś spięty się wydawał, jakby wcale mu się nie podobał dobór muzyczny, ale ten go zaraz zabiera, no to polecieli od tych panienek, Ricz jeszcze im na dowidzenia ręką macha i zbiera całusy, które mu dziewczynki wysyłają.
Natomiast zawsze miło wrócić do pieseczków, na szczęście oba były zadowolone i wyglądały na zdrowe więc się z nimi bawi przez cały czas, jak poszli do tego pokoju Wielkiego Szu. William zajął się mówieniem, więc Ricz tylko tam sprawdza czy Burrito i Churros mają się dobrze i jakaś chinka do niego podeszła i mówi: - Hot dog?? - a Ricz kręci głową - Chiuhaua - ale chinka kręci też głową i pokazuje jakby jadła i znów na psa - Hot dog chcesz? - i zrozumiał, że chyba chciała mu chłopaków w przyprawach seczuańskich podać. Odsunął się od niej i głową kręci, na co ona machnęła ręką i wróciła oglądać przedstawienie Williama. Ricz się rozkojarzył i obczajkę robi bo ten pokój był gigantyczny i miał bardzo rozpraszający wystrój. Tu złoto, tu tygrysy, tu malowane tygrysy, jakieś wazony, palmy, no kurde prawie jak w chińskiej knajpie, tylko wszystko było jakby większe. Chłopaki chcą jakieś nagrania oglądać, tzn, Will i Madox, ale Ricz nie oglądał, znaczy zerknął i patrzy a tam taki chłopak cały wytatuowany, ale nabity jak Madox. Kurwa, to oni go szukają?? No nieźle, pewnie go znów wjebią, że będzie jak Frankiego musiał urabiać. Już mu się to niepodoba, ale nie zostawi ich przecież, bo ostatnio jak zostawił to go porwał człowiek-szafa.
Natomiast znów sie rozproszył, bo ta mała z fioletowymi włosami podchodzi do niego i go łapie za łokieć (bo tylko tam sięga) i mówi, że córcia Wielkiego Szu chce, żeby przyszedł do niej po imprezce dziś w nocy, na co on mówi, że droga pani ja dziekuje, ale powiedz jej, że ja nie mogę. Ona kręci głową i mówi, że nie ma mowy, niech rzyjdzie, bo to mu się będzie opłacało, bo każdy chłopak córci Wielkiego Szu dostaje wielki dom w nagrode i uznanie. Ricz nawet chwilę się nie zająknał, że ok, ale przez głowę mu przeszło, że może Rosa by była zadowolona, jakby jej powiedział, że mają już dom i nie musi się martwić? Zresztą zaraz tak go wciągnęła że stanął pod ścianą w ciemnym miejscu i tam się okazuje, że stoi ta córka i wlepia w niego gały swoje i mówi, że nikt jej nigdy tak nie podniecił i że ona strasznie chce dziś go przelecieć. tak się zachowywała, że Ricz się nawet nie skapnął, jak ta nagle omamiła go i go tam całuje pod tą ścianą. No to Ricz jej teraz mówi, że nie może, bo ma żone, na co tamta JAK TO MA ŻONE? I odaje mu telefon i mówi, żeby do niej dzwonił, na co on, że no eeee może nie zadzwoni, ale może ją pokazać i pokazuje jej foty Rosy i swoje na IG, które wstawiają. Tamta niepocieszona i łapie się za włosy i pyta, czy jak będzie miała czarne to on na nią poleci???? Ricz to se myśli, że kurwa wziąć ślub, to się odrazu zostaje obsyanym jakimś zaklęciem przyciągającym hot laski, bo akurat ta córka była hot. Szkoda, że wcześniej go nie znalazła! W każdym razie ona już go obserwuje na insta i się z nim żegna mówiąc że mu wyśle fotkę, żeby o niej nie zapomniał.
Na szczęście wtedy chłopaki już mówią, że spadamy. No i Ricz żegna się z tą córką i z wielkim Szu i nawet z człowiekiem-szafą i idzie do przebieralni.
- Nigdy kurwa więcej nie ide do łaźni - obiecuje chłopakom jak się już załadowali znów do fury. William ma jakieś namiary na tego całego Clyde, więc jadą po niego a oni mu opowiadają co tam było jak go nie było z nimi. A on im mówi w sekrecie: - Kurwa te azjatki to mnie kochają, wiecie że ta córka taka była napalona, ja się przez chwilę serio zastanawiałem, czy by z nią nie wyjść na szybki numerek, bo to było jak z pornola

William N. Patel-Noriega Madox A. Noriega
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox wiedział, że Ricz jako Portorykańczyk z krwi i kości to musiał mieć dobre ruchy, no ale kiwa też głową z uznaniem, bo on ostatnio taki twerk to widział, jak Peach mu nagrała w klubie taką imprezę tematyczną z twerkowaniem.
No ale nie ma już czasu chwalić Ricardo, bo idą po teczkę Williama, a Madox to nawet nie wiedział gdzie ona jest, bo go irytują majty, które mu się wżynają w dupę i on cały czas się poprawia.
Nawet jak stoją przed Wielkim Szu, w tej łaźni jak z chińskich filmów, to Madox obciąga sobie te gatki, aż Lin do niego doskoczył i go wali tymi małymi piąsteczkami w bok, że jak on się zachowuje przy królu Szu, ale Madox mało co poczuł, no ale zaraz się odwinął chinolowi w łeb, że tamten prawie się nogami nakrył. Więc odskakuje od Noriegi do Williama, żeby go wyzywać od kurwiów.
Madox to dopiero teraz mierzy spojrzeniem Pana Szu i tak ściągnął brwi do siebie, a zaraz się przysuwa do Williama.
- Ej stary to jest Jackie Chan? - niby chciał cicho zapytać, ale wiadomo jaki Madox jest dyskretny, więc zaraz cała łaźnia zwróciła się w jego kierunku z takim hyyyyy!, że co on powiedział, czy coś.
Wielki Shu zmrużył oczy, a zaraz wstał...
I wygląda teraz jak Jackie Chan z tego filmu gdzie był opiekunką agentem. Wszyscy wstrzymują oddechy, a Madox się nawet trochę wystraszył, bo może on się tych zapaśników sumo nie bał, ale Wielki Szu wyglądał jakby go mógł małym paluszkiem rozłożyć na łopatki, więc schował się za Willem.
A Wielki Szu odzywa się tym swoim głębokim głosem.
- Ale ja... lubię Jackie Chana, serio jestem do niego podobny? - pyta, a Madox i William kiwają głowami, że tak. Ricz nie kiwa, bo Ricardo już się liże gdzieś pod ścianą z chinką z pornola, ładnie. No ale Wielki Szu się ucieszył, że tak, a potem to robią sobie z Williamem przekazanie zegarka.
A za chwilę siedzą w biurze i oglądają kamery, a Madox znowu poprawia gatki.
- No i co to za cwel? - pyta Madox, bo William to go chyba znał, no i zaraz od słowa do słowa Patel tłumaczy, że to były Peach, który go okradł, zabrał ją za to na walentynki do chatki w lesie i spierdolił, a Madox się drapie po tyłku - a wiecie co kurwa? - no i oni kiwają głowami, że nie wiedzą, a Madox to wiadomo, że nie ma do powiedzenia nic związanego ze sprawą, bo on to wiecznie odbiega od tematu, chociaż może trochę w temacie... - pokłóciłem się na śmierć z Peach, bo ona obraziła ciebie - i pokazał na Ricza, że jego - i Pilar, i Rose, i moją matkę - tak wylicza na palcach, a potem na Willa - ciebie nie - no i dobrze, że Williama nie obraziła, bo wtedy to już kaplica - i już się do niej nigdy nie odezwę - zakończył, ale już idą do szatni - Ricardo a ty kurwa znowu zdradzasz Rosę? A potem będziesz na pielgrzymkę na kolanach szedł... - Madox kręci głową. Bo on w ogóle nie rozumie jak można mieć taką hot laskę i ją zdradzać z jakimiś przypadkowymi dupami. On by Pilar nigdy nie zdradził. No może tylko z Shakirą, ale to też... Pewnie tak gadał, a jakby przyszło co do czego to by się bał.
W końcu ubierają się w normalne ciuchy, a przede wszystkim to bokserki zwykłe, a nie te slipy opinające się wszędzie, a jak już wsiadają do auta i Ricz mówi, że nigdy więcej nie idzie do łaźni, to Madox kiwa głową.
- Ja też, ja pierdole... wiecie, że... - i już chciał im znowu nawijać o tej jego masażystce z dodatkowym sprzętem, ale wtedy Ricz mówi o tym, że chciał iść z azjatką na szybki numerek, a Madox się odwraca do tyłu, żeby go zdzielić w łeb - weź się chłopie, wstyd przynosisz rodzinie Sandiego - no bo oni teraz po ojcach inne nazwiska mają, ale ich babka to była Carmen Sandiego nie zapominajmy. A wtedy William krzyczy o kurwa!, a Madox się odwraca i hamuje, bo myślał, że w coś wjechał. Ale to nie o to chodziło Williamowi, tylko o to, że tam na pasach, jakby nigdy nic sobie stoi Clyde. W białych adidaskach, okularach przeciwsłonecznych i z uśmiechem przyklejonym do gęby. Od razu wszyscy troje na niego patrzą.
- Dobra... Podjadę tam, wy wypadniecie i go wciągniecie do samochodu, tylko trzymajcie go mocno... Albo - schylił się do schowka ponad kolanami Williama - to mu na łeb załóżcie - i tam miał jakiś czarny worek. Wcisnął go Williamowi w ręce. A potem wolno jedzie za tym Clydem i kiedy z nim zrównał, a on się ogląda na ich samochód - dawajcie! - to Madox tylko ich zagrzał do działania. Bo przecież nie mógł im pomóc, bo prowadził, no ale powinni to ogarnąć, nie?

William N. Patel-Noriega Ricardo Martinez
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Tłumaczę im, że ten cwel to jest były Peach i jak go dorwę to mu dosłownie nogi z dupy powyrywam za to jak ją potraktował, nawet zaczynam chłopakom opowiadać czego się zdążyłem dowiedzieć od Pepper i że chłop nagle zniknął, ale kurwa, choćbym miał się zesrać to go dorwę. Tylko Noriega mi się wcina ze swoim wyznaniem, więc patrzę na niego szeroko otwartymi oczami - Co? A dlaczego ona by niby miała obrazić Pilar i Rose i Ricziego i twoją matkę jak nawet ich nie zna? - dziwię się - O co wam poszło? - pewnie o jakieś gówno totalne i tak tylko gada, że nigdy się do siebie nie odezwą, a tak naprawdę to za dwa dni znowu będą najlepszymi ziomeczkami - To teraz na imprezki mam zapraszać albo ciebie albo ją? No niedoczekanie kurwa - wywracam oczami, a w głowie już układam ewentualny plan jak ich pogodzić bo ja pierdole, przecież muszą się zbratać, nie ma innej opcji. Potem się oglądam na Ricardo jak nam opowiada o tamtej azjatce i również go jebe - Kurwa, Ricz, a może ty jednak rozwodu potrzebujesz a nie wizy? Jak masz co tydzień na pielgrzymkę chodzić to weź daruj sobie i zostaw tą biedną Rose - wywracam oczami, nie to, żebym ja był święty, ale przynajmniej stawiałem sprawę jasno i od razu mówiłem, że żadne związki mnie nie interesują, a jak już to tylko otwarte. Kręcę jeszcze głową z niesmakiem, a potem rozglądam się dookoła i - O kurwa! - bo oto na pasach stoi sobie nasz poszukiwany. Boże, nie sądziłem, że to będzie takie proste. Już mam wysiadać żeby faktycznie wciągnąć tego gnoja do auta, ale Madox nagle pochyla się do schowka i mi się robi dosłownie gorąco, bo - Jezus kurwa, myślałem, że wyjmiesz stamtąd spluwę i każesz mi go zastrzelić - ufff, na szczęście tylko worek bo ja bym nie był w stanie nikogo zabić. Akurat na takie akcje byłem zdecydowanie za miękki - Dobra - czekam aż podjedziemy bliżej, a kiedy Madox nas zagrzewa do działania to rzucam tylko - Chodź Riczi - wysiadam z auta, faktycznie z workiem w łapie i chyba Clyde szybko kuma, że coś tu jest nie halo, bo widzę to w jego szeroko otwartych ślepiach. Niemniej postanawiam działać szybko, z zaskoczenia, zanim załapie, że właśnie ma przejebane. To jest chyba pierwszy raz w życiu kiedy Noriega widzi, że daję komuś w twarz i to w taki sposób, bo w naszym duecie to on był od takich rzeczy, ja wszystkie sprawy starałem się załatwiać w inny sposób, chyba, że już nie było innej opcji to wtedy na scenę wkraczał Madox. Ale teraz? Teraz zaciskam pięść i uderzam chłopaka prosto w nos - To za Peach, ała - macham dłonią, chociaż jego pewnie boli bardziej, skoro na prawie każdym palcu mam potężny pierścień, zresztą coś tam jęczy, że ała, że boli, ale wyjebane, już zaraz go z Riczim łapiemy za wszarz i wciągamy do auta na tylne siedzenie - ja z jednej strony, Clyde w środku i z drugiej Martinez, a Noriega pewnie od razu dociska gaz do dechy. Worek się jednak nie przydał, ale może jeszcze przyda? - Siedź, kurwa, i się nie ruszaj bo ci rozwalimy łeb - straszę go - To co z nim zrobimy, chłopaki? Zgniatarka? - pytam, chociaż ja szczerze mówiąc to byłem mocny tylko w gębie i cóż najchętniej bym go po prostu odstawił na komisariat, niemniej zawsze można trochę postraszyć - O, albo mam nawet lepszy pomysł, może najpierw poodcinamy mu palce , a potem powyrywamy zęby, co? - rzucam takim tonem, jakbyśmy to robili dosłownie codziennie - A potem znajdziemy najbardziej jebitne mrowisko w całym lesie i go tam zakopiemy, hm? Bo wiesz, Clyde, za kradzież trzeba odpowiednio odpokutować, a to było bardzo drogie - pokazuję mu Rolexa na swoim nadgarstku, żeby wiedział, że nie chodzi tylko o Peach i zadarł z niewłaściwymi ludźmi.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ricz pokazuje na siebie, że "mnie???", troche sie zdziwił, że jakaś Brzoskwinka go obraziła aż swoje gęste brwi unosi do góry.
- A co to za Brzoskwinka, jakaś twoja tancereczka?? A chuj, wszystkie są hot - zaśmiał sie, że tam już się nie przejmuje za bardzo, co prawda słabo jak ktoś źle o nim mówi, ale nie bardzo ją kojarzył, wiec też nie bardzo wiedział jak się ustosunkować. - A co mówiła?? - też chciał się dowiedzieć, bo może coś mega ultra chamskiego, np go wydała do Madoxa, że on lubi se na cycki tancerek popatrzeć nawet jak z Rosą siedzą w klubie?
- Nie zdradzam przecież!! - się chce jakoś wykaraskać z tych gromów, które na niego padały ze strony kolegów. - Mówie wam, że obrączka to jest najlepszy afrodyzjak na dupeczki. Odkąd nosze to już z trzy mnie podrywały a wcześniej? No żadna - tak opowiada, w sumie coś w tym jest, chociaż może to kwestia Toronto i tego, że tutaj jest taki egzotyczny dla dziewczyn i ponętny?? Przeżegnał się i jebnął Patela w głowę. - Nie mów takich głupot Wiliam, bo jeszcze ktoś usłyszy i Rose mi odbierze - a to wcale by mu się nie spodobało.
Ricz z tyłu se zapalił papieroska, bo myśli sobie,że no musi troche wyczilowac, a serio to nie był papierosek zwykły tylko zielsko, które sobie tak ciumka i szczerze to nic nie ogarnia już, jeszcze pieski mu zasneły na udach, wiec myśli sobie - kurde no niezła ta akcja, ale już mogliby wrócić do domu, a nagle Madox daje po hamulcach to aż nim rzuciło, prawie przez duże okno wypadł.
-O chuj co ty....- zaczał, ale chłopaki z przodu już coś szykają w skrytce i Ricz szybko się ogarnia co i jak i wyjmuje gnata z kieszonki na fotelu. - Tu mam klamke, naładowana?? - wsadził se blancika pomiędzy usta i odbezpiecza, żeby sprawdzić, czy coś tam jest, pewnie mu Madox zabronił jednak strzelać, bo zdążył tylko przerzucić pieseczki na przód i wyskoczyć z auta, pochwycić Clyda i już jechali. Wcisnął mu głowę pomiędzy kolana i patrzy tak na Williama pytając "kto to kurwa jest!?".
- Dobra dawaj tu chłopie skręć na pustynie - mówi Ricz w końcu, jak chłopaki wymyślają różne sosoby okrania Clyde'a, Ricz tam go mocno trzyma, dobrze jednak że ma tę masę, to się mu nie wywinie.
- No gadaj kurwa gdzie ją ukryłeś - improwizuje i szturcha Clydea, ale ten na niego zdziwiony, Wiliam zdziwiony i nawet Modaox zdziwiony. Ricz nie wie o co tu chodzi, ale zaraz wyciągają go z auta i idzie do bagażnika. Znalazł tam worek, długą linę oraz łopatę. Złapał łopate i rzuca w Clyda.
- Kop
Madox William
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”