Kiedy Ticiano potrzebował pomocy, to zawsze mógł liczyć na Madoxa, czy chodziło o album z naklejkami, który mu oddał, dopiero później kołując sobie następny dla siebie. Czy o to, że spóźniali się na obiad, a Madox zawsze brał winę na siebie. Czy o to, że dziesięcioletni Tio chciał być chłopakiem Pilar, a Noriega po prostu odpuścił. Bo on... wszystko by zrobił dla swojego brata. Bił się za niego, pyskował, przyjmował ciosy, oddawał naklejki... i zrezygnował z niej, żeby nie niszczyć ich przyjaźni.
Ale kiedy Madox potrzebował Ticiano, to on potrafił mu powiedzieć, że nikt... na tym pierdolonym świecie go nigdy nie kochał. Ani matka, ani ojciec. Nikt.
I teraz też potrafił obstawić Truciznę, bo jakie Madox miał szanse? Może gdyby nie Pilar, to żadne.
Nie zwrócił uwagi na to, że Stewart i Tio kłócili się gdzieś na boku, chociaż szukał jej spojrzeniem, ale podszedł do niego sekundant, ktoś z organizacji i tłumaczyli mu, że Trucizna chce unieważnić walkę.
-
Co? Przecież nie może... - wyrwał się do przodu, ale Marie pisnęła, kiedy prawie upierdolił jej sukienkę własną krwią -
dobra, dajcie mi chwilę, ogarnę się i zaraz przyjdę - stwierdził. A organizatorzy się zgodzili, musieli to omówić, bo co teraz z zakładami? Przecież nie będą każdemu oddawać forsy. Bez sensu, zwłaszcza, że ktoś z organizacji też obstawił Madoxa i sporo na tym zarobił.
Noriega z Rosą weszli do łazienki, chociaż jego dziewczyna chyba wcale nie zamierzała mu pomóc, bo ona już kręciła się po toalecie na tych swoich wysokich koturnach i nadawała.
-
Możesz przez nią nie zgarnąć nagrody, to wszystko wina Stewart, po co się wtrąciła? - stanęła gdzieś za Madoxem obserwując jego odbicie w lustrze. On też przyglądał się w nim tym swoim ranom, wyglądało to źle, najgorzej łuk brwiowy. Nadawał się do szycia i ta rana na policzku, głęboka, po pazurze z kastetu. Żebra też miał potłuczone, może coś pęknięte, bo kiedy podniósł rękę, żeby sięgnąć do twarzy, to przeszył go ból, aż się skrzywił i oparł o umywalkę.
I dopiero wtedy Rosa stanęła przy nim.
-
Madox słuchasz mnie? - rzuciła, a jej niebieskie oczy przesunęły się po jego zakrwawionej twarzy -
źle to wygląda - stwierdziła, ale nawet go nie dotknęła. Zawołała jednak Marie.
I to ona jak zwykle pomogła mu opatrzeć te rany, chociaż bardzo się przy tym krzywiła, marszczyła nosek, ale je wyczyściła i naklejała mu plasterki. Dużo plastrów.
-
Myślę, że to i to trzeba szyć - powiedziała przesuwając po jego brwi i policzku palcami, plastry szybko przemiękły od krwi, więc Marie jeszcze raz je zmieniła ściągając brwi. Wydymając pełne usta -
ale oberwałeś, bałyśmy się o ciebie - mówiła o sobie i o Rosie? Chyba nie. Bo ta druga weszła do łazienki dopiero po chwili.
-
Co za idiotka, kazała się Ticiano pierdolić i uciekła - prychnęła. A Madox wyjrzał zza Marie na swoją dziewczynę.
-
Kto? - zapytał, chociaż chyba wiedział kto...
-
No ta jebnięta Stewart przez którą cię zdyskwalifikują... - zaczęła znowu.
-
Rosa kurwa... - rzucił Madox i chciał się skrzywić, ale zabolało, syknął. I tym razem, znowu, ale za to już stanowczo, w jego... I jej, Pilar, obronie, stanęła Marie. Zacisnęła dłonie w piąstki odwracając się do Rosalindy.
-
Rosa, gdyby nie Pilar, to Trucizna by go zatłukł! Zobacz jak on wygląda - znowu obejrzała się na Madoxa, a zakrwawioną szmatkę cisnęła do zlewu. Było dużo krwi. Wszędzie. Chociaż Madox był już dość czysty -
powinnaś jej podziękować! - dodała jeszcze Marie i zrobiła krok w kierunku Rosy. I tym razem ruszył się Madox, podszedł do Marie od tyłu opierając jej rękę na ramieniu.
-
Ja też muszę jej podziękować... Poszukajmy jej co? - zagadnął ją, a Marie pokiwała głową i oznajmiła, że przyniesie mu ubrania. Wyszła trzaskając drzwiami, chociaż chyba bardziej to chciała trzasnąć Rosę.
Madox znowu odwrócił się do lusterka, żeby obejrzeć swoją twarz. Dużo lepiej. Chociaż i tak był poobijany, poraniony. Ale Marie naprawdę odwaliła kawał dobrej roboty. Rosalinda ruszyła się z miejsca podchodząc do niego, obejmując go od tyłu, palcami sunęła po jego torsie i brzuchu.
I chociaż Madox jej nie odtrącił, a nawet złapał w lustrze jej spojrzenie, to zaraz się odezwał.
-
Tylko ona zareagowała... - odwrócił się do niej raptownie, tak, że Rosa zaraz oparła się palcami na jego poobijanej klacie.
-
Madox, ale to przez nią cię zdyskwalifikują - paznokciami przesunęła po jego szyi, na kark wplatając je w ciemne, wilgotne włosy.
-
Nie kurwa, Rosa to dzięki niej Trucizna mnie nie zajebał - bo by to zrobił, może jeszcze kilka ciosów tym kastetem. Albo jeden gorszy. Jeden przed którym Madox by się nie zasłonił.
-
Nieprawda, dałbyś mu radę - Rosa przesuwała się do niego coraz bliżej, tak, że jej czerwona, krótka sukienka blendowała się z jego
spodenkami faworyta. Madox ułożył dłonie na jej biodrach, a zaraz odsunął ją od siebie, wyminął.
Wiedział, że by nie dał. Wyszedł do szatni, gdzie Marie już pozbierała jego rzeczy i szybko się ubrał. Rosa wciąż się czaiła, jeszcze chciała do niego podejść. Bo przecież jeszcze mogła być dziewczyną zwycięscy. Ticiano gdzieś zniknął, a Marie nadawała, chociaż kiedy zrzucał z siebie te spodenki, mimo, że miał pod nimi bokserki, to się zasłoniła. Ale jak już był w spodniach, to przekazywała mu co słyszała.
-
I Luis mówi, że nie chcą dyskwalifikacji, bo ktoś dużo na ciebie postawił, ale Trucizna się odgraża, a wiesz... on siedział - Marie pochylała się do niego, kiedy wiązał trampki -
ale może tam nie idź Madox? A jak się znowu pokłócicie? - Marie się martwiła.
W przeciwieństwie do Rosy, która też już stała nad nim.
-
Pójdę z tobą, przypilnuję, żeby... - nie zdążyła dokończyć, bo Madox już wstawał, a zaraz objął ramieniem Marie przyciągając ja do siebie.
-
Marie idzie ze mną - oznajmił.
-
Co?! - Rosa się od razu uniosła i spojrzała krzywo na Marie, chciała się z nią szarpać? Ale Madox wystąpił do przodu.
-
Idę z Marie - powtórzył i chociaż Marie pisnęła coś, że ona nie, to Noriega była nieugięty i zaraz oplótł ją w pasie ręką.
-
Madox chyba nie chcesz... - prychnęła Rosa i już sięgała do jego koszulki -
nie chcesz tak tego skończyć? - dokończyła, a Marie popatrzyła po nich nerwowo. Nie chciała brać w tym udziału. Ale Noriega pokręcił głową.
-
Nie chcę, ale muszę to przemyśleć - powiedział.
-
Co przemyśleć? - zapytała od razu Rosa.
-
Nas - odpowiedział jej krótko i wyminął ją razem z Marie, żeby wyjść z szatni.
-
Madox... - Rosa jeszcze próbowała, jeszcze wypadła za nimi, ale Noriega już pociągnął Marie gdzieś w tłum.
-
Madox chcesz zostawić Rosę? - zapytała go od razu Marie, bo może to wszystko było dzisiaj nie tak, ale to wciąż była jej przyjaciółka. Jej przyjaciele... Wszyscy.
-
Nie wiem - odpowiedział jej szczerze Madox -
ale na razie chciałbym, żebyś znalazła Pilar - rzucił, kiedy przeciskali się przez tłum, a Madox osłaniał ramieniem Marie.
-
Ale... - zaczęła i chyba chciała powiedzieć, że miała iść z nim, ale Madox puścił do niej oczko.
-
Co ty, sam pójdę, po prostu nie chciałem iść z Rosą, wiesz jaka ona jest... - wiedziała. Oboje wiedzieli.
-
Ufff... - Marie odetchnęła z ulgą -
bo już myślałam, że będę się musiała nauczyć takiego kopniaka jak Pilar - i nawet chciała mu pokazać jakiego, ale się zachwiała, a Madox ją przytrzymał. Marie była słodka, kochana, potrafiła mu poprawić humor.
-
Kiedyś cię nauczę - rzucił stawiając ją do pionu -
a na razie znajdź Pilar - Marie pokiwała głową. I zaraz rzeczywiście przeciskała się przez tłum rozglądając za Stewart. Stanęła gdzieś na środku, bo nie miała pomysłu gdzie jej szukać.
A Madox poszedł do organizatorów, gdzie był już Trucizna. Oczywiście, że się rzucał, ale Madox nie był mu dłużny. Zarzucał, że w umowie, którą kurwa podpisali, obaj, żeby dostać kasę, była wzmianka o tym, że to walka bez broni, a on miał kastet... który swoją drogą Madox zajebał i miał teraz w kieszeni. Ktoś wziął stronę Noriegi, ktoś Trucizny i dochodzili się naprawdę długo.
W tym czasie Marie obeszła już prawie całe podziemie i zrezygnowana ruszyła do damskiej łazienki. A tam... przy lusterku.
-
Jejciu Pilar! - pisnęła i już obejmowała Stewart od tyłu -
wszędzie cię szukałam, no wszędzie, już myślałam, że sobie poszłaś... A Madox prosił, żebym cię znalazła, bo chce ci podziękować... I on chyba rzuci Rosę - nawijała, ale... chyba nie przemyślała sprawy, a zresztą skąd miała wiedzieć?
Obie zdawały się zaskoczone, kiedy z jednej z kabin wypadła Rosalinda. Zła, ale przy tym też cała rozmazana, widać było, że... płakała?
-
Co ty powiedziałaś!? - warknęła. A Marie pisnęła i schowała się za Pilar.
encontrar a Pilar °❀⋆.ೃ࿔*:・