31 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

It's happening again
How did it end?
STATUS: aktualne | 07/05
ObrazekObrazek
To był najlepszy i jednocześnie najgorszy okres w życiu Iris.
Gdy marzyła o ucieczce z domu nie przypuszczała, że zaprowadzi ją to tak daleko. Została pielęgniarką wojskową i bardzo szybko wyjechała na swoją pierwszą misję. Chciała wyjechać, chyba jeszcze nie do końca świadoma, co ją tam czeka. Była młoda, niedoświadczona, ale jednak ambitna i pracowita. Widziała rzeczy, które mroziły krew w żyłach i poznała ludzi, którzy przez cały ten okres byli jej rodziną.
Tam poznała też jego. Nie miało prawa nic się między nimi wydarzyć, ale jednak silne emocje zbliżają do siebie ludzi. Zaprzyjaźnili się, stali się dla siebie ważni i razem jakoś łatwiej było znieść brutalną codzienność.
Tylko ona nagle zniknęła. Odeszła, wróciła do kraju i od tego czasu się nie odzywała. Życie jej się zawaliło, tęskni i gdyby mogła – wróciłaby. Wróciłaby do tej pracy, do tych emocji, do tej adrenaliny i przede wszystkim… wróciłaby do niego. Ale nie ma drogi powrotu.
I naprawdę nie przypuszczała, że jeszcze kiedykolwiek się spotkają.

- mężczyzna, wojskowy (najlepiej żołnierz, a nie medyk), starszy od Iris – poznali się na Bliskim Wschodzie, gdzie stali się sobie bliscy. To twoja postać i nie chcę dużo narzucać poza tym jednym elementem. Oprócz tego? Wszystkie chwyty dozwolone, mógł mieć nawet żonę a relacja z Iris namieszała w głowie!
- Iris się odcięła, uciekła i urwała kontakt. Chorowała i nikomu o tym nie powiedziała. Chociaż za nim tęskni to zamknęła ten rozdział w swoim życiu i nie przypuszczała, że jeszcze się spotkają.
- To zaledwie szkic, który możemy dopasować do indywidualnych potrzeb – hulaj dusza, piekła nie ma. Lubię improwizować i wspólnymi siłami tworzyć relacje.
- nie zostawiaj mnie bez słowa, tylko tyle… plis! Jak ci nie podejdzie po paru postach to po prostu powiedz, na pewno się dogadamy
27 y/o
For good luck!
170 cm
care assistant at lakeshore lodge
Awatar użytkownika
it takes a lot of medicine to fix what's wrong with me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

We called it fate
but it was damage control
STATUS: AKTUALNE | 7/05
ObrazekObrazek
Szukam relacji dla Lowen opartej na dramie, tajemnicach i slow burnie, z bardzo wyraźnym motywem udawanej przyjaźni, która z czasem przeradza się w coś więcej.
Lowen pochodzi z bogatego środowiska, ale po skandalu jej życie się posypało. Wdała się w romans z żonatym i dzieciatym mężczyzną, który obiecywał, że zostawi dla niej rodzinę. Ostatecznie tak się nie stało, a w zamian doszło do emocjonalnej konfrontacji i spowodowanego przez nią wypadku - on przeżył, ale jego życie bardzo się zmieniło (prawdopodobnie wylądował na wózku inwalidzkim). Sprawa była głośna, a media zrobiły z niej tę złą, choć prawda nie jest aż tak oczywista. Minęło jakieś półtorej roku od wypadku, a po tym jak wpływowym rodzicom udało się uchronić ją przed więzieniem (dostała wyrok w zawieszeniu), została wywalona z domu z powodu skazy jaką pozostawiła na nazwisku. Pracę znalazła w domu opieki dla osób starszych, co może być miejscem, w którym poznała się z panią X (sama tam pracuje, ma tam członka rodziny).
Szukam kobiety powiązanej z tym mężczyzną (córka, siostra, ktoś bardzo bliski), która celowo zbliży się do Graves pod pretekstem zwykłej znajomości/przyjaźni. Twoja postać wie, kim ona jest i co się wydarzyło - moja nie ma o tym pojęcia. Na początku to ma być gra. Coś w stylu zdobycia zaufania, poznanie jej, może chęć zemsty albo odkrycia prawdy. Z czasem jednak ta udawana relacja zaczyna się robić coraz bardziej prawdziwa. Lowen szczerze się otwiera, przywiązuje i zaczyna traktować dziewczynę jak jedną z najbliższych osób. Twoja postać z kolei zaczyna widzieć, że wszystko nie jest tak proste, jak myślała - pojawiają się wątpliwości, emocje i konflikt między tym, co planowała, a tym, co zaczyna czuć. Dopiero później wychodzi na jaw, kim naprawdę jest i dlaczego się do niej zbliżyła. To jest ten moment, w którym wszystko ma się posypać.

Zależy mi na:
- rozegraniu fabuły od samego początku (poznania, nie wypadku)
- stopniowym, naturalnym budowaniu zaufania i uczuć
- dużej ilości napięcia i emocji
- konflikcie - chcę się zemścić vs zaczynam coś czuć
- mocnym, bolesnym ujawnieniu prawdy i jego konsekwencjach
- chcę by postać miała 23-30 lat
- wygląd nie ma dla mnie większego znaczenia

Nie szukam szybkiego romansu, tylko długiej, rozwijającej się relacji pełnej dramy i trudnych wyborów. Jestem elastyczna, a opis jest tylko konceptem, w którym przewiduję zmiany jeśli tylko kogoś zainteresowałyby poszukiwania.

Jeśli taki klimat Ci pasuje, zapraszam na PW 🖤

Ostatnio zmieniony czw maja 07, 2026 2:39 pm przez Lowen Graves, łącznie zmieniany 8 razy.
38 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
If you're aching to come home, remember
It's not here anymore
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

When I take a look at my life and all of my crimes
You're the only thing that I think I got right
STATUS: AKTUALNE | 24/04
ObrazekObrazek
#skomplikowane #romans #enemiestolovers
Na początku wszystko układało się tak, jak powinno.

Mieli wspólne życie, które miało swój rytm i swoje miejsce. Poranki, które zaczynały się podobnie. Wieczory, które kończyły się obok siebie. Ludzie, którzy pojawiali się regularnie — znajomi, przyjaciele. Ty byłeś/byłaś jedną z tych osób. Obecny/a od dawna, wpisany/a w ich codzienność.

Później coś się rozsypało.

Nie od razu. Najpierw drobiazgi — krótsze rozmowy, dłuższe dni w pracy, niewypowiedziane rzeczy, które zaczęły się odkładać. Z czasem było ich tyle, że nie dało się ich już ignorować. Kłótnie przyszły same. Długie, wyczerpujące, kończące się trzaskiem drzwi i ciszą, która potrafiła ciągnąć się dniami.

Wtedy naprawdę chciał dziecka. Bardzo. Ona coraz częściej mówiła „nie teraz”, a potem przestała mówić cokolwiek.

Reszta potoczyła się szybko, albo tylko tak to zapamiętał. To on pierwszy wspomniał o rozwodzie. Wtedy nie podpisała papierów. Było za dużo słów, które padły za późno i za ostro, żeby dało się to zamknąć jedną decyzją. Wracali do tego tematu, krążyli wokół niego, jakby każde z nich czekało, aż to drugie zrobi pierwszy ostateczny krok, jedynie pogłębiając rosnącą między nimi przepaść.

Diagnoza przyszła nagle, chociaż pewnie od dawna była gdzieś w tle. Nowotwór był zaawansowany i pozostawił ich bez złudzeń. Poprosiła go tylko o jedno — żeby został, więc zrobił to, mimo że na tamtym etapie byli już dla siebie prawie obcymi ludźmi.

Ty byłeś/byłaś obok przez cały ten czas. Najpierw przy niej: to było oczywiste. To ona potrzebowała wtedy najwięcej — obecności, uwagi, kogoś, kto zostanie, kiedy inni zaczną się wycofywać. On był obok, ale jakby poza tym wszystkim. Z czasem coś się zmieniło. Nie od razu, raczej powoli, niemal niezauważalnie. Rozmowy, które zamiast minut, trwały godziny, spojrzenia, które zatrzymywały się o ułamek sekundy za długo. Granica, która najpierw była wyraźna, a potem przestała być czymś, co da się łatwo wskazać.

Stało się coś, do czego nie powinni dopuścić, jeszcze zanim umarła. Nie było w tym planu ani decyzji, raczej zmęczenie, napięcie i coś, czego żadne z was nie próbowało nazwać. Świadomość, że to niewłaściwe, nie wystarczyła, żeby się wycofać.

A potem jej zabrakło, a wszystko co was łączyło, powinno się skończyć. Nie skończyło się. Intensywne, nierówne, pozbawione kierunku, jakby każde z was próbowało zagłuszyć coś innego, używając do tego tej samej obecności. I w końcu to Ty odszedłeś/odeszłaś. Bez wyjaśnień, bez zamknięcia, zostawiając po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.

Minęło trochę czasu: wystarczająco, żeby poukładać sobie życie, albo przynajmniej spróbować. I nagle znowu tutaj jesteś. Może to przypadek. Może któreś z was tego szukało. Tak naprawdę nie wiedział, ale jedno było oczywiste: to, co było między wami wtedy, nie zniknęło tak naprawdę.
płeć poszukiwanej postaci jest zupełnie dowolna, a wiek stosunkowo elastyczny (nie widzę tutaj wielkiego age gapu, ale 10 lat różnicy z założeniem, że żona mogła być od niego młodsza, nie stanowi problemu),
chcę zbudować tę relację razem, więc jeśli się zgłosisz, będzie mi bardzo miło, jak wpadniesz z jakimś pomysłem/wizją od siebie,
lubię dramy: widzę tu najbardziej kogoś z rodziny żony, ale możemy się dogadać, jeśli wolisz nie iść w te stronę,
nie jestem demonem prędkości, ale mogę zaoferować post raz na kilka dni i tego samego oczekuję w zamian.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
l.
27 y/o
For good luck!
168 cm
wedding planner w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjityp narracji
czas narracji
postać
autor

Narzeczony
przypadkowy, ale zadowolony
STATUS: AKTUALNE | 27/04
ObrazekObrazek
#brudne interesy #tajemnice #szczera relacja
O postaci z karty Yasmine:

„No cóż, jak wiesz moje życie miłosne nie należało do wyjątkowo ciekawych. Nawet nie mam ich na zdjęciach. No dobrze, mam, ale tak schowałam, by nikt ich nie znalazł. Nigdy mnie o nie nie pytaj!
Pewnego dnia poznałam kogoś, kto wywrócił moje życie do góry nogami. Zrobił awanturę w restauracji, gdzie siedziałam z klientami. Mówił, że jest właścicielem i zwolnił nawet wtedy jednego pracownika. Był wyraźnie wkurzony, siedział przy stoliku w kącie ze swoimi przyjaciółmi? Do dzisiaj nie wiem, jak ich nazwać. W każdym razie nasze spojrzenia się spotkały. Zapamiętał mnie, bo kiedy przyszłam następnym razem, podszedł do mnie i zagadnął. Nie byłam zainteresowana, do czasu, aż zaczęliśmy na siebie wpadać tu i tam. Nawet myślałam, że on zaczął mnie śledzić. Chyba tak było, ale się do tego nie przyznawał. A ja nie jestem pewna, co go do mnie przyciągnęło. Może brak zainteresowania z mojej strony? Słyszałam, że miał na koncie mnóstwo podbojów miłosnych, ale pozostawał kawalerem. Kiedy zobaczyłam swoje zdjęcie w Internecie, podpisane jako „kolejna zdobycz amanta”, wkurzyłam się nie na żarty. Wygarnęłam mu, że się bawi, a ja nie potrzebuję reklamy w plotkarskich portalach. Nie wiem jakim cudem, ale usunięto zdjęcia i wpisy następnego dnia.
Przeprosił mnie po raz kolejny, kiedy spotkaliśmy się znów w jego lokalu. Zapewniał o tym, że nie ma złych zamiarów i potrzebuje kogoś, kto pomoże jego siostrze w organizacji ślubu. Zgodziłam się, chociaż nie byłam przekonana do tej rodziny. Wiesz, spotkałam się z nim kilka razy, bo powiedział, że nareszcie ktoś traktuje go poważnie i nie przymila się. Miałam gdzieś jego pieniądze. Odkryłam za to, że jest nie tylko dobrym biznesmenem, ale też kochającym rodzinę człowiekiem. Miał swoje zasady i według nich postępował. Spotykaliśmy się przez prawie rok, gdy poprosił mnie o rękę. Nie pamiętam kiedy się zgodziłam, chyba byłam wtedy mocno nawalona. W każdym razie od tamtego czasu mam na palcu pierścionek i obawiam się tego, że kiedyś powiem mu „tak” przed ołtarzem. Dlaczego się obawiam? Już wyjaśniam. Okazało się, że prowadzi jakieś nielegalne interesy. I wiem, że jeśli się zgodzę, będę miała problemy. Boję się, że zniszczę sobie życie i reputację, ale kocham go, tak myślę...”
Wiek 30 – 38 lat, wizerunek dowolny (ale mile widziany brunet), bogaty, z rodzinnymi tajemnicami, ale naprawdę uważa Yas za wyjątkową kobietę i dogadują się dobrze :slodziaczek:
Czy mamy to doprowadzić do ślubu? Niekoniecznie. To, że są narzeczeństwem jeszcze nie znaczy tego, że powiedzą sobie „tak”. Fajnie, gdyby było z tego coś więcej niż przyjaźń i tak dalej, ale nie zmuszam do trzymania tego na siłę. W najgorszym wypadku mogą być przyjaciółmi (skoro ona już coś tam o jego rodzinie wie).
Kontakt PW – kiedy mam z kim pisać i posiadam najważniejszą relację, która napędza moją postać i jej czyny, nie znikam z forum (to inni przeważnie to robią :/ ). Mam nadzieję znowu tu sobie trochę popisać i mam nadzieję, że wyjdzie.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Yasmine
34 y/o
For good luck!
167 cm
archeolog wykopaliska w Peru
Awatar użytkownika
Wróciłam, bo wiem, że mnie potrzebujesz, nawet jeśli teraz nie chcesz tego przyznać
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

jesteś jedną wielką zagadką
a ja takie lubie
STATUS: AKTUALNE | 30/04
ObrazekObrazek
#oldfriends #lovers? #it's complicated
Po raz kolejny nagrywam Ci się na pocztę głosową będąc na najdalszym zakątku świata o którym tylko możesz pomyśleć. Już tyle razy próbowałaś mi wyperswadować, że kiedyś muszę się ustatkować i zacząć życie dorosłej kobiety jaką powinnam być. Dobre, ja to zawsze miałam w nosie, trzymając w ręce mój plecak, czekając na kolejnego stopa. Tak byłoby do dzisiaj gdyby nie telefon jaki dostałam miesiąc temu. Potrzebowałaś mnie. Rzuciłam wszystko by znaleźć się przy Tobie. Gdzie konkretnie? Szpitalne łóżko, żegnałaś swojego męża, ojca twoich dzieci. Cholerny rak. Bałaś się, że nie dasz rady, że to koniec, lecz ciocia Blaise była na postrunku, maluchy zostały zaopiekowane a Ty, poczułaś coś co dawno zanikło. Ta pijana noc piętnaście lat temu, była tylko błędem w którym nasze usta się złączyły, choć obudziła uczucie które nigdy nie zginęło - nie u mnie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, ale moja praca sprawiła, że na przestrzeni lat oddaliłyśmy się na bezpieczną odległość kilkutysięcy kilometrów. Teraz? Mając Cię tak blisko nie wiem jak się nazywam, staję się znowu tą głupiutką dwudziestolatką pełną sprzeczności i obawy, że powiedzenie tych dwóch słów zmieni nasze życia na zawsze.
jest to jedynie zarys historii - Blaise z panią X znają się ze szkoły, spędziły tam więkoszość czasu razem, pijane dopuściły się jednego pocałunku który rozbudził uczucie (czy odwzajemnione to się okaże). Crawfort była na ślubie pani X i jest jej największą fanką, oraz wsparciem w gorszych chwilach. Czy jest to end game? Nie wiem, zobaczymy co z tego wyjdzie! *_*
wygląd jest mi raczej obojętny, na pewno się dogadamy. Zamierzam z Blaise zrobić panią archeolog oraz poszukiwaczkę przygód, która publikuje je na swoim kanale na yt.
piszę w 3 os, ale szukajki lubię pisać w pierwszej - także nie ma paniki, ogółem szybko odpisuje, a jeśli akurat nie mogę to dam znać. Jeśli chcesz wiedzieć coś więcej, daj znać na pw, chętnie podzielę się kolejnymi pomysłami na gry <3
Arti
W sumie chyba nie mam, ale nie wiem czy warto to testować xD
33 y/o
For good luck!
168 cm
szefowa kuchni i właścicielka George Restaurant
Awatar użytkownika
You picked a dance with the devil and you lucked out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you have a son
and a story that never should have ended the way it did
STATUS: AKTUALNE | 30/04
ObrazekObrazek
#stara_miłość #mamy_syna #nigdy_nie_przestałam_cię_kochać
Najdroższy! Najukochańszy! Najważniejszy! Skarbie!

Hej, próbuje napisać te słowa już kilka razy i za każdym razem wszystko skreślam i nic mi nie pasuje. Jak wiesz, nie umiem w emocje, a w słowa o emocjach już wcale.
Nie wiem jak to napisać w sposób, który będzie miał sens.
Pamiętam dzień naszego ślubu. Stałeś tam i czekałeś, taki przystojny jak zawsze. Wyglądałeś wtedy na pewnego to co robisz i chcesz. Ja nie byłam tego pewna, co już pewnie wiesz.
W końcu nie przyszłam do ołtarza. Bałam się, że jeśli tam podejdę, już nigdy nie będę mogła od ciebie odejść.
Nie dlatego, że cię nie kochałam. Kochałam cię bardziej, niż byłam w stanie to unieść. Problem polegał na tym, że nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie w tej sytuacji. Miałam poczucie, że jeśli to zrobię, stracę kontrolę nad swoim życiem. To nie było racjonalne, ale wtedy wydawało się wystarczającym powodem.
Nie powiedziałam ci tego.
Wyjechałam z miasta bez wyjaśnienia. To była moja decyzja. Nie brałam pod uwagę, jak to na ciebie wpłynie. Do dzisiaj tego żałuje.
Kilka tygodni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Pierwszą osobą, do której chciałam zadzwonić, byłeś ty. To jest najważniejsza informacja w tym liście. Dziecko jest twoje. Nie powiedziałam ci o tym. Bałam się, że mnie znienawidzisz. Uznałam, że po tym, co zrobiłam, nie mam prawa wracać i oczekiwać czegokolwiek. W praktyce oznaczało to, że podjęłam decyzję za ciebie.
Urodziłam naszego syna. Ma na imię Max. Powinieneś był go poznać od początku. Ma sześć lat. Jest zdrowy. Rozwija się prawidłowo. Jest spokojny, ale zadaje dużo pytań. Ma twoje oczy.
Wychowuję go sama.
Przez ostatnie sześć lat pracowałam w różnych restauracjach poza Toronto. Zajmowałam się głównie kuchnią fine dining. Praca zajmowała większość mojego czasu. Max był pod opieką innych osób, kiedy byłam w pracy. To nie jest idealne rozwiązanie, ale było jedynym możliwym.
Wróciłam do Toronto pół roku temu. Kupiłam restaurację. Prowadzę ją teraz samodzielnie. Nie napisałam do ciebie wcześniej, bo uważałam, że to nie ma sensu. Teraz uważam inaczej. Masz prawo wiedzieć, że masz syna. Nie wiem, co zrobisz z tą informacją. Nie wiem, czy będziesz chciał się z nami spotkać. Nie wiem, czy w ogóle odpowiesz.
Nie oczekuję konkretnej reakcji. Jeśli będziesz chciał się odezwać, możesz to zrobić. Chciałabym cię jeszcze zobaczyć. Jeśli nie, uszanuję to.

— Eve

PS. Jeżeli napisałam jakieś głupoty to przepraszam, wiesz, że jestem w tym kiepska.
gall anonim
Mało co mnie rusza.
36 y/o
For good luck!
173 cm
pisarka od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

You abused me!
How am I supposed to forgive you?!
STATUS: AKTUALNE | 07.05
ObrazekObrazek
#BYŁY_MĄŻ #PRZEMOCOWY_ZWIĄZEK #TRUDNA_RELACJA
Zaznaczam z góry, że to nie będzie dla każdego i wiem, że może być ciężko ze znalezieniem, ale może ktoś będzie miał ochotę wejść w taką postać...

Minęło pół roku, a ona dalej łapała się na tym, że liczy.
Nie dni, nie dokładnie — raczej momenty, które odkładały się gdzieś z tyłu głowy i wracały wtedy, kiedy najmniej ich potrzebowała. Pół roku od rozwodu. Pół roku od ucieczki. Pół roku od momentu, w którym powinna była w końcu zacząć żyć dla siebie, a nie w odniesieniu do niego.

Toronto było inne niż zapamiętała, chociaż tak naprawdę nic się nie zmieniło. To ona patrzyła na nie inaczej. Ludzie byli tacy sami — zajęci sobą, rozmowami, telefonami, kawą kupioną w biegu. Nikt nie zwracał na nią uwagi i to było dokładnie to, czego potrzebowała. Anonimowość była bezpieczna. Cisza była bezpieczna. Brak jego obecności… też miał być.

A jednak dalej zamykała drzwi na dwa zamki. Dalej sprawdzała okna, nawet jeśli wiedziała, że są zamknięte. Dalej wybierała miejsca przy ścianie, tak żeby widzieć całe pomieszczenie, każdy ruch, każde wejście. To były odruchy, których nie potrafiła się oduczyć, nawet jeśli próbowała wmówić sobie, że już nie musi.

Spotkanie miało być zwyczajne.
Kawiarnia, jedna z tych, w których ludzie przychodzą, żeby zniknąć na chwilę — w laptopach, rozmowach albo własnych myślach. Umówiła się z agentem, nic wielkiego. Kolejna rzecz do odhaczenia, kolejny krok w stronę życia, które próbowała sobie poukładać od nowa.

Usiadła przy stoliku pod ścianą, zanim jeszcze zdążyła pomyśleć, że znowu robi to samo. Zamówiła coś do picia, chociaż nie miała ochoty. Szklanka stała przed nią już dłuższą chwilę, a ona tylko przesuwała ją palcami, skupiając się na czymś tak banalnym, żeby nie myśleć za dużo.

Agent się spóźniał, ale to nie było nic nowego.
Raz spojrzała na telefon. Potem drugi. W końcu przestała sprawdzać godzinę i pozwoliła sobie na chwilę rozluźnienia, na tę krótką iluzję, że to naprawdę będzie zwykły dzień. Jeden z tych, które zaczynają się i kończą bez żadnych niespodzianek.

Drzwi się otworzyły i nawet nie podniosła od razu wzroku.
Najpierw przyszło to uczucie — to samo, którego nie potrafiła się pozbyć. Napięcie gdzieś pod skórą, jakby ciało reagowało szybciej niż myśli, jakby coś w niej rozpoznało zagrożenie, zanim jeszcze zdążyła je nazwać.

Dopiero wtedy spojrzała.

I przez chwilę miała wrażenie, że coś się w niej zatrzymało.

Nie powinien tu być. Nie w tej kawiarni, nie w tej części miasta, nie w jej życiu, które z takim wysiłkiem próbowała poskładać. A jednak stał w drzwiach, dokładnie taki, jakiego pamiętała — albo może tylko jej się tak wydawało, bo pamięć lubiła kłamać, wygładzać rzeczy albo przeciwnie, wyostrzać je w najgorszy możliwy sposób.

Było w nim coś znajomego i coś obcego jednocześnie. Ten sam sposób, w jaki się poruszał, ta sama pewność siebie, która kiedyś wydawała się jej czymś, do czego chce należeć, a później stała się czymś, czego nie potrafiła unieść. Patrzyła na niego trochę za długo, zanim zdała sobie z tego sprawę, a kiedy już to do niej dotarło, było za późno, żeby udawać, że go nie widzi.

Serce zaczęło bić szybciej, zbyt nierówno, jakby próbowało nadrobić wszystkie te miesiące spokoju, które wcale spokojne nie były. Zacisnęła dłonie na szklance, trochę mocniej niż powinna, tylko po to, żeby je czymś zająć. Nie chciała, żeby było widać. Nie tutaj, nie przy obcych ludziach, którzy nie mieli pojęcia, kim jest ten mężczyzna i kim ona była przy nim.

Nie podszedł od razu.

I to było chyba gorsze.

Bo przez te kilka sekund, które ciągnęły się zdecydowanie za długo, w jej głowie zdążyło pojawić się wszystko — że może jej nie zauważył, że może udaje, że jej nie widzi, że może to naprawdę przypadek. A może nie było w tym nic przypadkowego i był tu dokładnie dlatego, że wiedział, gdzie ją znaleźć.

I wtedy dotarło do niej coś jeszcze.

To nie było to, że się pojawił.

To było to, że nie wiedziała, kim on teraz jest.

Pół roku to wystarczająco dużo, żeby ktoś spróbował się zmienić. Albo nauczył się lepiej udawać. I nie miała pojęcia, która z tych wersji stoi teraz kilka metrów od niej, patrząc w jej stronę.

Pierwszy raz od pół roku naprawdę poczuła, że to wszystko wcale się nie skończyło.

SZUKAM
Pana Heffernana — byłego męża Victorii, senatora w Toronto, około 40 lat.
To jest moment pół roku po rozwodzie. Ich pierwsze spotkanie po wszystkim.
Nie narzucam jednej wersji — czy to przypadek, czy on ją znalazł, czy chce coś naprawić, odzyskać kontrolę albo po prostu zobaczyć, czy dalej ma na nią wpływ. To budujemy razem.
Mocny dramat psychologiczny i napięcie. Dużo strachu. W tle polityka, wizerunek, wpływy, ale centrum to oni. On się zmienił, a może to coś innego? Może ma problemy finansowe? Cokolwiek ci chodzi po głowie. Lubi emocjonalne, mocne gry.

To nie end-game, ale na pewno coś intensywnego i wpływającego na obie strony. Jak widać gram i podobno piszę przyzwoite posty ;)
gall anonim
Mało co mnie rusza.
505
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Time flies, messy as the mud
on your truck tires
STATUS: AKTUALNE | 08/05
ObrazekObrazek
#slow burn #second chance #age gap
Wszystko zaczęło się w Maine.
W brudnym barze z brudnymi klientami i brudnymi interesami.

Sądziłam, że poufni informatorzy istnieją tylko w filmach. Że agenci DEA działają w metropoliach, a małe amerykańskie miasteczka rządzą się swoimi prawami.
A właściwie ich brakiem.


Nie byłam pewna czy to dobry pomysł. Czy moje uszy są wystarczająco wrażliwe, żeby wyłapać to, co będzie dla Ciebie przydatne.

Na początku trochę się Ciebie bałam. Cholernie. Wieczorne spotkania sam na sam w miejscach, do których nigdy nie chciałabym zaglądać.

Mówiłeś mało, prawie wcale. Wylewałam z siebie wszystko, czując presję twojego spojrzenia.

Bez podziękowań, pochwał.
Tylko krótkie komunikaty.
Kolejne adresy.

Tamtej nocy było inaczej.
Wyglądałeś na bardziej zmęczonego niż zwykle. Musiałeś coś zażyć. Do tego jeszcze ta woń alkoholu.

Byłam trzeźwa, dopóki mnie sobą nie upiłeś.
Nie było w tym krzty delikatności czy ciepła.
Pośpiech i desperacja.

Później wszystko się zmieniło. Nie było już spotkań, kolejnych instrukcji. Czekałam.
Tęskniłam.


Po wszystkim powiedzieli mi, że coś poszło nie tak. Że szanse są marne. Dostałam zapłatę za pomoc i wyjechałam dokładnie tam, gdzie marzyłam. Do Toronto.

Wkrótce miną dwa lata odkąd Cię pochowałam tu mieszkam.


Co Ty tu robisz?
Poszukuję dla mojej dziewczyny… No właśnie – kogo? Mężczyzny, który kiedyś był agentem DEA, a to, czym zajmuje się obecnie, jest do ustalenia. Jest starszy i bogatszy o życiowe doświadczenia – jego bagaż jest ogromny, dlatego cała ich relacja jest skomplikowana.
Wyobrażam sobie ich jako parę mruków. Mówią mało, jednak myślą i czują wiele. Rozumieją się bez słów, ale funkcjonowanie bez dialogu do niczego dobrego nie prowadzi.
Spodziewam się mnóstwa emocji, trudnych decyzji i wyznań. Celuję w slow-burn, ciągłe przyciąganie i odpychanie. Moje posty są zazwyczaj dłuższe, pełne opisów wewnętrznych rozterek i miło byłoby właśnie w taki sposób prowadzić tę historię.
Nie wiem, czy ta historia znajdzie szczęśliwe zakończenie. Mam kilka pomysłów na pierwsze wątki, ale wolałabym działać jako zespół i wspólnie oraz na bieżąco wymyślać dalsze losy dla naszych postaci. Niemniej chciałabym przedstawić tę relację w sposób kompleksowy – od trudnych chwil po momenty pełne uczucia i nadziei.
Cenię sobie kontakt prywatny. Nie potrafię porozumiewać się wyłącznie poprzez wiadomości prywatne na forum, dlatego szybko proponuję przeniesienie się na dc. Lubię rozmawiać o wątku i czuć, że on żyje. Jeśli Ty też preferujesz rozmowy, dzielenie się pomysłami (nawet tymi najbardziej szalonymi) i wysyłanie sobie piosenek z dopiskiem: to totalnie o nich – to oferta idealna dla Ciebie.
Nie mam problemu z pchnięciem akcji do przodu, ale jedna osoba nie jest w stanie nieść na barkach odpowiedzialności za historię. To powinna być przyjemność, nie droga na Golgotę.
Odezwij się, a chętnie opowiem więcej o swojej postaci, wizji na pierwsze wątki oraz o tej relacji.

I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poszukiwania”